A/N: Kolejny rozdział mojego opowiadania! Pozwoliłem sobie zachować nazwę imienia Loke jako Loki. Uznałem, że polski zapis będzie bardziej pasował.

Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.

Story and picture by Hiro Mashima.


Rozdział XIII
Czas – Król Gwiezdnych Duchów

– Król? Jesteś pewna? – spytał oszołomiony mag lodu.

– Tak, innego wytłumaczenia niema. – Chwyciła za swoje klucze i wybrała sposród nich jeden, który darzyła największym zaufaniem. Spojrzała na Gray'a.

– Będę czekał. – Odwrócił się, po czym pobiegł by wspomóc walczącego Laxus'a.

– Loki, przybądź! – W świetle jasnego światła zjawił się Loki.

– Witaj, Lucy. – Uśmiechnął się w sposób w jaki zazwyczaj mu to przychodziło.

– Loki... – uśmiechnęła się. – Muszę spotkać się z twoim Panem.

– Panem? Chyba nie mówisz o...

– Tak, dokładnie mówię o nim. Nie mam czasu na wytłumaczenia. – Spojrzała na niego. – Proszę, zaprowadź mnie do niego.

Przez chwilę zapanowała cisza.

– Dobrze, chwyć się mojego ramienia. – Podeszła do niego, złapała się. Otoczyło ich jasne światło, które zaczęło ich powoli pochłaniać, aż w końcu znikli.


Lucy i Loki znaleźli się na dryfującym kawałku ziemi, a na środku stał tron. Wokół niej dryfowały klepsydry i zegary. Lucy wiedziała, że czas tu płynie inaczej, dlatego musiała się pośpieszyć.

– Loki, gdzie jest...

Przerwał jej.

– Cały czas tu jest. – Wskazał palcem.

Na tronie zaczęła powoli pojawiać się pewna sylwetka. Miała zbroje, długie wąsy i olbrzymi wzrost.

– Witaj, Lucy Heartfilio, dobrze wiem co ciebie tu sprowadza.

– Witam, Królu Gwiezdnych duchów, skoro wiesz, to nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że chcę się dowiedzieć jak nawiązać kontakt z Królem Smoków.

– Lucy?! To po to tu przyszłaś?! – krzyknął Loki.

– Tak, nie ma innego wyjścia.

– Mogłaś mi...

– Leo, zostaw nas samych – oznajmił Król.

– Ale...

– To rozkaz.

Loki bez słowa przytaknął głową, po czym w świetle znikł.

– Królu, w jaki sposób moja mama nawiązała z nim kontakt?

– Moja droga, odpowiedź to czas.

– Czas?

– Ja, jestem bytem znajdującym się poza czasem, tak samo jak Król Smoków. Dzięki temu mamy wspólną więź.

– Więc, w jaki sposób?

– Ja i Król Smoków możemy nawiązać telepatyczną więź, tylko jeśli obie strony się zgadzają. Wtedy ją nawiązaliśmy, wysłał swojego wysłannika, który wziął ze sobą twoją mamę.

Na te słowa, Lucy zdenerwowała się.

– Dlaczego nie przybył osobiście?! Dlaczego?!

– Mamy ograniczony dostęp do świata żywych, nie możemy tam przebywać długo, to nas wyniszcza.

– Ja..

– Gdy twoja mama trafiła na jego ziemie, Król Smoków w jakiś sposób zamienił ją w samą esencji magii. Wchłonął i przedłużył swoje życie. Zapobiegło to wtedy wojnie.

Lucy pochyliła głowę i zacisnęła swoje pięści.

– Możesz znów się z nim skontaktować?

– Chcesz, tak samo jak twoja mama zapobiec wojnie?

– Nie, chcę żeby moja gildia dorwała go za ból, który wyrządził wszystkim. – Spojrzała na niego z wielką determinacją, ale było również widać, że powstrzymuje łzy.

Król Gwiezdnych Duchów przez chwilę milczał.

– Przykro mi, jak powiedziałem wcześniej, dwie strony muszą wyrazić zgodę na połączenie telepatyczne. On z jakiegoś powodu nie chce tego zrobić.

– Ale! To oznacza, że nie uda nam się z nim skontaktować!

– To prawda, ale jeśli chcesz mogę podać ci położenie Smoczych Ziem.

– Znasz je?

– Tak, więc spytam jeszcze raz. Lucy Heartfilio, czy na pewno chcesz udać się na jego ziemie?

Lucy złapała oddech i spojrzała bez żadnych wątpliwości w jego oczy.

– Tak, chcę się tam udać.


W poniszczonym miasteczku, w którym leżały ciała smoków, przechadzał się po nich Mag Fairy tail. Była to dziewczyna o białych włosach, która jest znana ze swoich demonicznych mocy.

– Nie ma wątpliwości, musi być tu Gildarts.

Ruszyła przed siebie, aż poza miasto. Na obrzeżach znajdował się cmentarz. Ku jej zdziwieniu został nie naruszony. Szła dalej, aż ujrzała Gildartsa stojącego przed grobem.

– Gildarts, wiedziałam, że ciebie tu znajdę.

Nie odwrócił się.

– Mira... wiem, że trzeba się śpieszyć, ale daj mi chwilę.

– Dobrze.

Gildarts, spoglądał na grób. Widniał na nim napis „Cornelia"

Po kilku minutach, Gildarts przejechał dłonią po twarzy, odwrócił się po czym się odezwał.

– Jestem gotowy, nie zwlekajmy, wszyscy na nas czekają.


Kiedy Laxus walczył ze smokiem na ziemi, wtedy Gray, który znajdował się na dachu rezydencji przygotowywał się do nagromadzenia magii. W jego dłoniach zaczęła tworzyć się olbrzymia lodowa bazooka. Skupił się i odpowiednio namierzył w cel. Gdyby nie Laxus, który odciągał uwagę smoka, który najwidoczniej wpadł w szał, to nie miałby sposobu zaatakować.

– Ice-Make: Ice Cannon – wypowiedział te słowa, po których z jego broni wyleciał olbrzymi pocisk, trafiając w samą głowę bestii. Odrzuciło go to na tyle mocno, że jego głowa, aż wybuchła w momencie uderzenia.

– Dobra robota, Gray! – krzyknął Laxus.

– Nie to nie tylko moja zasługa, współpracowaliśmy. Dzięki temu nam się udało.

Gray zdezaktywował swoją magię. Zauważył coś na horyzoncie.

– Laxus!

– Co się stało?!

– Nadciąga w naszym kierunku stado smoków!

– Co?!

– Lucy, musisz się pośpieszyć – powiedział Gray.