A/N: Kolejny rozdział! Czytać!
Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.
Story and picture by Hiro Mashima.
Rozdział XIV
Czas – Ucieczka
– Dziękuje za wszystko, Królu Duchów – powiedziała dziewczyna o blond włosach.
– Życzę ci, by twoja podróż zakończyła się pomyślnie.
– Na pewno, nie jestem sama.
Do Lucy podszedł Loki, który chwycił ją za ramię. Oboje zniknęli i przeszli na drugą stronę. W momencie, gdy światło opadło, wiedzieli, że z powrotem znaleźli się w rezydencji.
– Słyszysz? – zapytał Loki.
– Tak
Podbiegli to zniszczonej części domu z którego dostrzegli Laxus'a rażącego smoki, gdy w tym czasie Gray strzelał do nich z lodowych Lance.
– Muszę szybko im pomóc!
– Loki, sprowadź ich tutaj to skieruje was do podziemnego schronu po domem – oznajmiła.
Spojrzał i się uśmiechnął.
– Jak zwykle mnie zaskakujesz. – Zeskoczył i skierował się w stronę przyjaciół.
Jeden ze smoków go zauważył, zignorował Laxus'a i ruszył w jego kierunku.
– Regulus Impact ! – krzyknął Leo. Wokół zaciśniętej pięści stworzył czerwono-żółte światło, które wystrzeliło przybierając kształt twarzy lwa. Uderzyło Smoka bezpośrednio, lecz ku zdziwieniu jeszcze trzymał się przy życiu. Loki nie tracąc czasu podejrzewał, że może do takiej sytuacji dojść, przygotował w zanadrzu drugi atak, który wymierzył tuż przy głowie. Wytworzył znów cios na kształt lwa, który tym razem spalił go. Specjalnie zużył moc swojego ataku, tylko po połowie by, mogło go to nie wyczerpać przy pierwszym ataku. Stanął w rozkroku, złapał swoją pięść.
– Lion Brilliance! – jego towarzysze wiedzieli, czym jest ten atak, Leo zdawał sobie z tego sprawę. Jego magia oślepiła wszystkich prócz jego towarzyszy, którzy w porę zamknęli swoje oczy.
– Laxus! Gray! Za mną!
Dwójka przyjaciół szybko pobiegła w jego kierunku. Weszli do rezydencji, w której już była Lucy.
– Uciekniemy stąd podziemnym przejściem!
Gray i Lucy, wiedzieli, że nie jest to odpowiedni moment by rzucić się w ramiona, musieli z tym zaczekać do momentu, aż będą bezpieczni.
Gdy dobiegali do podziemnych schodów, strop zaczął się zawalać, gdy jeszcze oślepione smoki wiły się i niszczyły wszystko. W ostatniej sekundzie dobiegli do schodów, szybko zbiegając.
– Szybko! Wyważcie drzwi! – krzyknęła Lucy. Laxus w biegu, bez najmniejszych problemów zniszczył je z uderzenia pięści.
Przeszli przez nie, był to wąski korytarz na tyle, że smoki nic już im nie mogły zrobić, ale nikt nawet nie myślał by robić teraz postój. Biegli ile tylko sił w nogach, aż do momentu w którym Lucy się zatrzymała.
– Myślę, że... – Wzięła oddech. – ... jesteśmy tu bezpieczni.
– Uffff, było blisko – powiedział Gray. – Loki, to twoja zasługa, gdyby nie ty, to nie wiadomo co byśmy zrobili.
– Przestań, zrobiłem co do mnie należało.
– Lucy, gdzie my jesteśmy? – spytał się Laxus.
– To schron pod domem, który moja rodzina zbudowała na wypadek ataku.
– Pewnie nie przypuszczali, że Smoki mogą przyczynić się do tego ataku, ha ha – powiedział Loki.
Wszyscy się uśmiechnęli. Lucy wskazała palcem.
– Tym korytarzem wyjdziemy od drugiej strony skąd przyszliśmy do tego domu.
– W porządku, ruszajmy, a po drodze Lucy opowiesz nam , czego się dowiedziałaś. – oznajmił Laxus.
Laxus, Loki ruszyli, gdy Lucy i Gray na chwilę się zatrzymali.
– Bałam się.
– Ja też.
Oboje objęli się w mocnym uścisku. Z ukradkiem spoglądał na nich Loki, który na widok tej dwójki miał smutny wyraz twarzy.
W kamiennym holu zmierzała pewna osoba, miała ubranie służby. Zapukała, usłyszała pozwolenie i weszła.
– Tak, słucham? – zapytała się osoba skierowana twarzą do okna.
– Donoszę, że budowa statku napędzanego lacrym'ą została zakończona.
Mężczyzna na wieść o tym wstał. Odwrócił się pełen radości, powiedział.
– Cały czas przy pomocy złotej kuli możemy odpierać ataki smoków, by równie skutecznie mogli zdejmować je moi magowie, lecz teraz skierujemy się wprost do samego centrum tych bestii. Powiedz, wszystkim by się przygotowali, lada moment wyruszamy!
– Tak, jest mistrzu Ivan. – Pokłonił się i wyszedł.
Ivan został sam z myślami.
– Tylko czekaj Królu Smoków.
– Tetsuryu no Hoko! – olbrzymi podmuch został skierowany w nadlatującego smoka, który ominął, podleciał bliżej, na tyle by móc odgryźć wrogowi głowę, lecz przeciwnik był na tyle zwinny by móc odskoczyć. – Tetsuryuken! – Dłoń, zamieniła się w wielki kolczasty miecz, który zaczął się obracać jak piła mechaniczna. Trafił tym w szyję. Wróg wił się niemiłosiernie, wył. Nie przeszkodziło to by przeciwnik przestał. Wiedział, że nie może sobie pozwolić na litość.
Głowa odpadła.
– Było blisko – powiedział mag.
Szpony zacisnęły się na ciele maga, zdał sobie sprawę, że drugi smok właśnie go przegryzł. Przeoczył go, gdyż wcześniejszy atak doprowadził do głośnych odgłosów agonii smoka, co zagłuszyło jego słuch. Pewnie by już nie żył, jedyne co go uratowało, to wcześniejsze pokrycie swojego ciała metalowymi łuskami. Będąc tak złapanym w paszczy, wziął oddech i wypuścił skondensowaną falę podmuchu, która na tyle go poraniła, że od razu padł.
– Było naprawdę blisko, szkoda, że musimy ze sobą walczyć, wiedząc, że jesteście w pewien sposób powiązani z Metalicana.
Podniósł swoją torbę podróżniczą, która leżała na trawie.
– Myślę, że jestem już blisko Rainbow town – oznajmił.
W ciemnym pokoju, przy świetle lampy leżał różowowłosy chłopak. Miał zabandażowaną głowę, obok niego siedział jego towarzysz wraz z przyjaciółką.
Powoli zaczął otwierać oczy.
– Co... się... stało? – zapytał.
– Jesteśmy w Rainbow town. Cieszę się, że żyjesz, Natsu.
