A/N: Oto jest! Kolejny rozdział! Czytać!

Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.

Story and picture by Hiro Mashima.


Rozdział XVII
Święta Broń – Pewność Siebie

– Są tuż nad nami. – Cała trójka schowała się między drzewa. Nad nimi przelatywały dwa smoki. Te niebezpieczne bestie słynęły z niezwykle silnego zmysłu węchu. Elona zdawała dobrze sobie sprawę z tego, więc użyła specjalnych perfum na Natsu by na wszelki wypadek nie mogły go wyczuć. Marick jak i Elona nie musieli tego stosować, ich magia zmiany w smoka sprawiała, że wytwarzali podobny zapach co one.

– Zaczynamy – po słowach Natsu ciała jego towarzyszy zaczęły ulegać zmianie. Marick przybrał formę smoka o brązowej karnacji, kiedy ciało Elony, było jasne, niczym jej blond włosy. Smoki szybujące nad lasem ujrzały ich. Skierowały się w ich kierunku. Natsu szybko wskoczył na plecy Elony, złapał się karku. Odbili się od ziemi, Marick ruszył pierwszy, zaatakował smoka z jego lewej strony, gdy Natsu i Elona zajęły się z tym z prawej. Marick próbował wgryźć się w krtań wroga, lecz jego przeciwnik nie był na tyle wolny, by pozwolić mu na to. Jego łapa omal magowi nie poraniła mu oka. W momencie skrętu wycelował ogonem wprost w głowę bestii. Oszołomiło go wystarczająco na tyle, by Marick mógł mu przegryźć krtań.

W tym czasie Elona swoimi łapami przytrzymywała wroga, by Natsu mógł go wykończyć swoim ogniem. – Kary no Koen! – Kula Ognia przygniotła całego Smoka, który runął na ziemię. Elona szybko przechwyciła spadającego Natsu i wraz z Marickiem zlecieli w dół.

– Mieliśmy dużo szczęścia. – Natsu spojrzał na pozostałych. Bez słowa się z nim zgodzili. – Jeśli spożyję tego smoka, to wtedy aktywuję smoczą siłę?

– Tak. – Podeszła Elona do niego bliżej. – To twoja decyzja my tego nie wymagamy od ciebie.

– Wiem. – Zamknął oczy. – To co teraz zrobię... to coś co będzie pewnie przez całe życie nade mną ciążyć, ale tylko w ten sposób, będę mógł zapewnić innym ochronę.

Gdy Marick i Elona słuchali Natsu, przypomnieli sobie o ich wczorajszej rozmowie.

''Zgłupiałaś?! Jak to zjeść Smoka?! ''

''Spokojnie. Nikt ci tu nie karze tego robić.''

Natsu spojrzał na niego z wściekłym spojrzeniem.

'' Zadałeś mi pytanie, a ja ci na nie odpowiedziałam, jednak jeśli chcesz kontrolować smoczą siłę to innego wyjścia nie ma. – Natsu uważnie ją słuchał. – Żebyś mógł użyć tej magii, to niezbędne jest mięso, która będzie mogło w twoim ciele spowodować przepływ ujścia twojej magii, by móc z niej w stu procentach skorzystać. ''

Natsu uniósł dłoń wewnętrzną stroną na znak, że zrozumiał.

''Rozumiem, co chcecie mi powiedzieć, ale mój Ojciec jest Smokiem, jak po tym co miałbym zrobić, mógłbym spojrzeć mu w oczy?''

''Masz rację – stwierdził Marick. – Tylko, że zamiast tego powinieneś myśleć nie o tym co może się wydarzyć, tylko o tym co już się dzieje.''

''A dokładniej?''

''Powiem najprościej jak można. Chcesz być na tyle silny, by móc ochronić swoich przyjaciół?

Wściekłość przerodziła się w zdziwienie. Nie wiedział co ma myśleć.

''– Nie zatrzymujmy się, idźmy dalej – tyko te słowa umiał wypowiedzieć. Wiedział, że do niczego go nie zmuszają. Czuł, że mają rację. – Przyjaciele są dla mnie bardzo cenni, ale czy powinienem zrobić coś takiego jak spożyć smoka? – Natsu zastanawiał się nad podjęciem decyzji. – Czy to właściwe? Oczywiście, że chcę by moi przyjaciele byli bezpieczni, ale teraz nawet nie wiem, co się z nimi dzieje. Igneel, wybaczyłby mi to? Czy mógłbym z tym żyć? Tato... ja myślę, że powinienem to zrobić. Potrzebuję tej siły. Da mi większe szanse na spotkanie z tobą i późniejszy powrót, by obronić gildię. Dlatego...

– ... przyjmę ten grzech na barki.

Marick i Elona wpatrywali się w Natsu nie wymawiając ani słowa. W tle było słychać tylko głośne chrupnięcia.


Erza będąc w zbroi Kyojin no Yoroi, która jest cała koloru żółtego, przygotowywała lance do wystrzału przy nadlatującym smoku. – Haja no Yari, pokaż do czego jesteś zdolny! – Wystrzeliła, była na tyle szybka, że nawet smok nie był zdolny, by na czas uniknąć. Lanca trafiła bezpośrednio w paszczę smoka, przebijając na wylot czaszkę.

Nie czekając ani chwili dłużej, podmieniła zbroję na Hisho no Yoroi, która odznaczała się wzorkami geparda. Wybiła się i pobiegła w kierunku zniszczonego zamku, mając za sobą pościg, aż pięciu smoków. Zbroja ta dodawała Erzie zwiększoną szybkość, która niejednokrotnie w życiu jej pomogła. Wbiegła na teren zamku i pierwsze co ujrzała to drzwi frontowe, przez które przebiegła. Znalazła się w zniszczonym olbrzymim holu. – Nie mogę tu przebywać, one zaraz się tu dostaną. – Zaczęła przeszukiwać miejsce za schodami prowadzącymi do podziemnych katakumb. Nie musiała długo szukać, gdy usłyszała odgłosy ludzi dochodzących z niższego piętra. – To pewnie Raven Tail – oznajmiła przed samym sobą.

Było słychać uderzenia w zamek. Smoki chciały się dostać do środka, czuła, że nawet jeśli wróci i poradzi sobie na dole, to przy opuszczaniu tego miejsca, może być jeszcze trudniej. Zaczęła szybkim krokiem schodzić, nie interesowało ją, że przeciwnicy ją usłyszą, nie miała czasu, chciała wrócić do gidii, która obecnie potrzebuje jej pomocy.

Ujrzała koniec schodów. Znalazła się w długim korytarzu, po obu stronach były zniszczone sarkofagi, a w niech szkielety. Usłyszała głosy dochodzące przed nią. Pognała najszybciej jak mogła. Dwie strony się spotkały. Wrogów było dziesięciu. Rozpoznała znak ich ich gildii. Był ten sam co Taurina. Myśl, że pozbawiła ich mistrza życia ją przygniatał, ale wiedziała, że jeśli będzie się wahać, to koniec będzie jej. W ułamku sekundy zbroja znikła. Wokół talii pojawiły się bandaże, a na nogach długie spodnie z wyszytymi płomieniami. W obu dłoniach trzymała dwa miecze.

Pierwszy cios wymierzyła, nic nie spodziewający się wróg stracił oko. Pozostali na nią ruszyli. Mieli topory, takie same jaki ich mistrz, z różnicą tą, że były mniejsze, ale wystarczające, by mogli się nimi szybko posługiwać w tych ciasnych korytarzach. Topór minął klatkę Erzy, uchyliła się i obiema mieczami przecięła mu obie nogi. Zgrabnie skręciła swoim ciałem i zablokowała atak z tyłu. Skoczyła, gdy wrogowie równocześnie uderzyli w miejsce w którym stała. W powietrzu ścięła głowę temu, co zaatakował ją wcześniej. Szybko wygięła swoje ciało i rzuciła bronią w prost w serce wroga, gdy drugim zaatakowała jeszcze zszokowanego przeciwnika odcinając rękę i uderzając wprost w szyję.

Jej przeciwnicy stali wryci, nie wiedzieli, czy nawet walczą z człowiekiem. Strach tak przysłonił im oczy, że nie dostrzegli, że już leżeli na ziemi zbroczeni krwią.

Erza wytarła dłonią krew z jej twarzy.

– Byliście wspaniałymi przeciwnikami. Dołączcie do swojego mistrza.

Mimo, że wypowiedziała te słowa, to nie wierzyła w nie. To nie była walka, tylko jednostronna rzeź. Szła coraz głębiej korytarzem, coraz głębiej i głębiej. Nie miała ze sobą żadnej lampy, by móc zobaczyć cokolwiek. Tym razem ciemność jej nie przeszkadzała. Czuła się w tym mroku świetnie.


Elona i Marick patrzyli z szeroko otwartymi oczami. Wokół ich towarzysza wydobywała się olbrzymia ilość magii. Czuli ją, przeszywała ich na wylot.

– Smocza Siła – Marick wciąż nie wierzył jak potężna jest ta magia.

Mag ognia odwrócił się do nich.

–To był najgorszy posiłek jaki jadłem w życiu.