A/N: Nie zwlekać, tylko czytać!
Uznałem, że lepiej jeśli zmienię przedział wiekowy po ostatnim rozdziale.
Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.
Story and picture by Hiro Mashima.
Rozdział XVIII
Święta Broń – Miecz
– Ani jednej łzy. – Elona ujrzała w oczach jego towarzysza zdeterminowanie, pewność siebie. Marick stał obok niej i również to zauważył.
– Odwróćcie się – oznajmił Natsu. Dwójka będąca jeszcze daleko myślami, dopiero po chwili zrozumiała znacznie jego słów. Za sobą dostrzegli nadlatujące trzy smoki.
– Akurat teraz?! – krzyknął zdenerwowany Marick. – Elona szykuj się, rusza...
– W porządku – spokojnie powiedział Natsu. – Jestem teraz o wiele silniejszy. Zobaczmy na co mnie stać.
Erza schodząc po kamiennych schodach ujrzała nikłe światło. Przed chwilą go nie było, tak jakby coś zareagowało na jej przyjście. Dostrzegła miecz z którego wydobywało się jasne światło. Od razu zrozumiała czym to jest.
– Święta Broń... – rozszerzyła oczy. Światło było tak jasne, że aż piekło. Powoli zbliżyła się do niego. Postawiła jedną nogę na głazie, obiema dłońmi chwyciła rękojeść i wyciągnęła miecz. Musiała użyć przy tym całej siły swoich mięśni. Miecz wyszedł. Uniosła go nad głowę będąc oszołomioną jego pięknem. Był cały srebrny, ale przez światło z którego emanowało sprawiał wrażenie wykutego ze złota.
Miecz był lekki, dobrze wyważony, Erza od razu wiedziała jak się z nim obejść.
– Pora sprawdzić jak zadziała w praktyce. Smoki czekające na zewnątrz będą pierwszymi, które tego posmakują.
Ruszyła schodami na górę, miecz oświetlał jej drogę. Zdało się słyszeć odgłosy bestii czekające na nią na zewnątrz. Wyszła z katakumb i rzucił się w jej kierunku jeden z nich. Szybka reakcja Erzy skierowała broń na głowę wroga przecinając ją w pół. Nie miała nawet czasu, by pomyśleć o potędze, gdy kolejny podlatywał do niej. Odbiła się od ściany unikając zderzenia z jego kłami, po czym wskoczyła na niego i wbiła mu miecz w kark. Smok szalał z bólu, ale nie powstrzymało to Erzy przed przecięciem jego szyi.
Gdy Erza wbiegła wcześniej do katakumb, smoki zniszczyły zadaszenie którym dostały się do środka. Z pięciu smoków, które goniły ją, aż dotąd, pozostała tylko trójka, która wspólnie leciała na nią.
– Czy to mój koniec? – pomyślała. Nie widziała możliwości uniku przed tymi bestiami, gdy nagle coś jakby oświeciło ją. Miecz cały zajaśniał, Erza zrobiła zamach mieczem tworząc olbrzymie złote cięcie, które przecięło ciała wrogów.
Erza upadła ze zmęczenia.
– Co to... było? Nagle... skądś wiedziałam jak... użyć tej... broni... – Spojrzała na niego jak cały blask zanika i zostaje sama srebrna stal. – Myślę, że ten kto stworzył ten miecz, musiał nałożyć na niego... magię, która w sposób nieświadomy poinstruuję cię w jaki sposób... można go używać. Jestem cała wyczerpana... ten jeden atak pobrał cała moją magię. Muszę... odpocząć...
Natsu odbił się od ziemi, siła wyskoku była tak duża, że znalazł się wyżej niż smoki. Jeden z nich się do niego zbliżył. Natsu zakręcił się swoim ciałem jednocześnie w obu dłoniach wytworzył ogień, który otoczył jego ciało. Smok zatrzymał się przed nim, by nie wpaść w płomienie, nie uratowało go jednak przed uformowaną łapą z ognia, która złapała całe jego olbrzymie ciało. Natsu zacisnął dłoń gniotąc wroga.
Elona szybko go przechwyciła, wciąż będąc w szoku po tym co zobaczyła. Marick ruszył w stronę kolejnego.
– Powinieneś zaczekać na nas! – krzyknęła.
– Wybacz, ale czuję się jakbym mógł zrobić wszystko.
Marick odgryzł wrogowi rękę, a w następnej chwili ogłuszył wroga ogonem w głowę. Pozwoliło mu to bez problemu dostać się do krtani, kończąc jego życie. Elona w czasie w którym jej kupił Marick, zgromadziła olbrzymią ilość ognia, by wystrzelić w kolejnego smoka. Został z niego popiół. Podczas tego ataku Natsu był już w powietrzu nad wszystkimi. Wiedział, że jeśli będzie sam to zwróci tym uwagę dwójki ostatnich. Oboje nie zwlekali i zaatakowali go. Natsu użył Karyu no Tekken, tylko z trzy razy większego posyłając wroga na ziemię, a drugiego spalił przy użyciu Karyu no Hoko.
Elona go złapała, po czym postawiła na plecach.
– Jesteś niesamowity. – Nie wierzyła w to co zobaczyła. Podleciał do nich Marick, który tak samo jak Elona był w szoku.
– Wiecie... ja nim jeszcze was spotkałem i zaczęła się ta cała sprawa ze smokami, to wykonywałem dużo misji, by zabić czas i negatywne myśli. Traciłem nadzieję, że dane mi będzie jeszcze kiedykolwiek spotkać Igneela. Po przeczytaniu listu od Maricka, czułem się jakbym odżył. Ja... jestem wam bardzo wdzięczny.
Dwójka nie wiedziała co powiedzieć. Marick przerwał ciszę.
– Nie ma za co.
Pod zniszczonym budynkiem gildii, w podziemnych korytarzach przebywali ludzie. Wszyscy się nawzajem wspomagali, by móc przeżyć.
– Naprawdę się martwię, tak długo ich nie ma. – Zamartwiała się Wendy. Stała przy wyjściu z tunelu, według którego mieli wrócić od tej strony.
– Na pewno nic im nie będzie – dodała Lisanna. Mimo, że to powiedziała to miała wątpliwości. Podeszła do stalowych drzwi, otworzyła je lekko, by wyjrzeć na zewnątrz w nadziei, że kogoś ujrzy, ku jej zdziwieniu dostrzegła. Ktoś szedł, jednak ze względu na odległość nie mogła mieć pewności kto.
– Ktoś się zbliża. – Wendy podeszła.
– Coraz bardziej sylwetka była wyraźniejsza na tyle, by móc stwierdzić kim ta osoba jest.
– Wendy, zawołaj Levi.
Obu dziewczynom łzy poleciały. Młoda władczyni powietrza pobiegła. W tłumie ludzi znalazła Levi. Nic nie mówiąc chwyciła ją za rękę i pociągnęła ją za sobą.
– Co się dzieje? – spytała cała zmieszana sytuacją.
– To on! – Tylko tyle zdołała powiedzieć.
Levi nie rozumiała, gdy tylko znalazły się blisko wyjścia, to wszystko stało się jasne. Cała roztrzęsiona podeszła.
– ...Gajeel?... –
– Hej – odpowiedział.
– Gajeel! – rzuciła mu się w ramiona cała zalana łzami. – Ty żyjesz!
Daleko za miastem zbliżali się z powrotem Lucy, Gray i Laxus
– Szybko! Jesteśmy coraz bliżej – powiedział Laxus.
W tym czasie przed wejściem do tunelu pojawiły się nieznane sylwetki.
