A/N: Czyyyyyyytttttttaaaaaaaać! ;)
Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.
Story and picture by Hiro Mashima.
Rozdział XXII
Amulet– Głód
– A niech to, udało jej się uciec. Przynajmniej w końcu dopadłem Gildartsa. – Spojrzał na spalone ciało maga. – Naprawcie uszkodzenia statku! Wracamy do naszej gildii!
– Tak jest! – odpowiedziała mu załoga. Ivan zeskoczył na niższy pokład statku i spotkał się z Michelle, która była ciężko poobijana.
– Umieściłam kule na swoje miejsce. Smoki nie przedostaną się. – Ivan podszedł do niej.
– Dobrze, ale jakim prawem pozwoliłaś tej wróżce stąd uciec?
Michelle na jego słowa przeleciał strach.
– Ja...
Ivan położył jej dłoń na ramieniu. W tej chwili Michelle zamknęła oczy.
– Obym więcej nie musiał oglądać twoich porażek, zrozumiałaś?
– Tak. Obiecuję, że to się nie powtórzy. – Widać było, że wymówiła te słowa w wielkim strachu.
Ivan zdjął jej dłoń z ramienia i skierował się na górę. Michelle spojrzała na ramię i ujrzała shikigami, nim się spostrzegła to ogień ją pochłonął. Ogień rozprzestrzenił się po jej ciele. W agonii podzieliła los Gildartsa.
– W ten sposób twoich porażek nie będę musiał już więcej oglądać. – Po tych słowach się odwrócił i na nią już więcej nie spojrzał.
Widząc wszystkich w takim stanie, Laxus, Gray i Lucy nie wiedzieli co powiedzieć. Zaczęli przeklinać się w myślach, że nie zdążyli na czas. Ich przyjaciele dostrzegli to na ich twarzach. Happy na widok Lucy cały zapłakany wpadł w piersi Lucy.
– Wróciliście... – Lucy mu nawet nie odpowiedziała była zbyt pochłonięta myślami, by mu odpowiedzieć.
– Raven Tail nas zaatakował. Nie obwiniajcie się. To nie wasza wina. – Elfman pierwszy postanowił im powiedzieć. – Nie mogliście wiedzieć, że to się wydarzy.
– Mimo to.. przepraszam – powiedział Laxus. – Powiedzcie... kto... zginął? – Ledwo wypowiedział te słowa, ale wiedział, że ktoś to pytanie musi zadać.
– Levy i Gajeel. – Odpowiedziała mu Cana. Nim ta informacja dotarła w pełni do świadomości naszej trójki, to wpierw dziewczyna spytała ich.
– Czy natrafiliście na jakieś poszlaki, by dotrzeć do Króla Smoków?
– Hę? – Nie wiedzieli o czym teraz myśleć. Przed szereg wyszła Lucy z wyciągniętą dłonią.
– Tak, mamy. – W dłoni miała drewniany kompas. – Król... Duchów... – Lucy z trudem składała zdania. Wieść, że jej najlepsza przyjaciółka wraz Gajeel'em zginęli była dla nich zbyt ciężka, ale starała się wszystkim powiedzieć, co się wydarzyło. Łzy jej spływały, nie mogła ich powstrzymać. – Dał mi to... wskaże nam... jak dotrzeć... na Smocze Ziemie... Jak... zginęli?
– Odeszli trzymając się za ręce. – Lucy wpadła w ramiona Cany. Obie nie mogły powstrzymać łez. Cana nie chciała jej w tej chwili mówić jak bardzo byli ranni. Wolała jej tego teraz oszczędzić.
– Lucy... – Gray chciał jej pomóc poczuć się lepiej, ale nie umiał, nawet i on nie mógł powstrzymać płaczu. Laxus'owi poleciały łzy, ale szybko wytarł je. Nie chciał żeby go takiego widzieli.
– Jestem beznadziejny! – krzyczał Jet. – Najpierw Droy, a teraz Levi! Straciłem całą swoją drużynę! Dlaczego, do cholery?!
– Nie tobie jednemu jest ciężko! – Złapał go za kołnierz Freed. – Też straciłem przyjaciela!
– No, walnij mnie! Albo nie, zabij! Mam dość znów oglądania jak ktoś mi bliski odchodzi!
– Idioto! Nie ma mowy, żebym mógł zrobić coś takiego! Myśl za nim coś powiesz! – Freed rozumiał co czuł, ale potrafił zachować rozsądek. Widział, że Jet przeżywa teraz piekło.
– Ja... kochałem ją... kochałem ją! – Wykrzyczał. – Rozumiesz? Jak mam teraz żyć bez niej?! Nawet jeśli nie odwzajemniała moich uczuć, to i tak ją kochałem! Co mam teraz ze sobą zrobić?! No, powiedz mi!
Laxus silnym uderzeniem znokautował Jeta. Stracił przytomność.
– Wybacz, ale musiałem to zrobić. – Członkowie gildii rozumieli sytuacje i żaden z nich nie starał się wytknąć ten czyn Laxusowi. – Gdy się obudzi będzie potrzebował naszego wsparcia. W tym stanie może zrobić jakąś głupotę.
– Co z Natsu i Erzą? Czy oni wrócili? – Wszyscy spojrzeli na Lucy.
– Nie, nie wrócili – stwierdziła Cana. Lucy pochyliła z zawiedzeniem głowę. – Gajeel spotkał Natsu w Rainbow Town
– Co, spotkał? Więc, dlaczego go tu nie ma?
– Jedyne co nam zdążył powiedzieć, to to, że z jakiegoś powodu nie ma zamiaru wracać. – Te słowa całkowicie wyrzuciły smutek Lucy i zastąpiły wściekłością. – Nie ma zamiaru wracać? Nie ma zamiaru wracać?! Kiedy go wszyscy potrzebują, to on nas zostawia?!
– Lucy, spokojnie. – Starał się uspokoić Gray.
– Spokojnie? Jak mogę być spokojna? A czy ty nie jesteś wściekły, że twój najlepszy przyjaciel zostawił nas?!
– Lucy, nie możesz wyciągać pochopnych wniosków. Nie wiemy wszystkiego. Mnie też to wkurza, ale za nim go ocenię muszę mieć pewność, że tak jest.
– Natsu, którego ja znam nigdy nie zostawiłby swoich przyjaciół. Nigdy! Skoro do tej pory nie wrócił to znaczy, że odwrócił się od swojej gildii. Opuścił nas! – W tym momencie Lucy chciała również dodać, że opuścił i ją, ale rozumiała, że wybrała Graya i nie może w ten sposób myśleć. Wiedziała o tym, ale i tak ją to bolało.
– Natsu, doszliśmy – oznajmił Marick.
– Więc to jest Wielki Kanion.
– Tak, to granica Fiore. A to, co widzisz przeprawi nas do kraju Seven – dopowiedziała Elona. Podała różowowłosemu i Marick'owi jedzenie. – Jedzcie. – Widać, że padali już z głodu. – Mamy mało jedzenia, więc musimy oszczędzać. Natsu, byłeś kiedyś poza granicą?
– Jeszcze nie. To będzie mój pierwszy raz.
– Ja, Marick i pozostali z Białej Twierdzy wraz z mistrzem kiedyś przepłynęliśmy statkiem morze, aż do Minstrel. Wciąż pamiętam jak mistrz kłócił się z kapitanem, że chce wejść na bocianie gniazdo i kiedy w końcu mu na to pozwolono, to nie umiał zejść, gdyż odkrył, że ma lęk wysokości.
– Ha ha ha i jak zeszedł?
– Nie zeszedł ha ha, musieliśmy użyć magii, żeby pomóc mu zejść. – Cała trójka zaczęła się śmiać.
– Chwila, skoro mistrz mieszka z wami w twierdzy, to jak mógł nie wiedzieć o lęku wysokości?
– Zadaliśmy mu to samo pytanie i odpowiedział, że nie wie, gdyż nie zna na odpowiedzi na wszystkie pytania. Śmialiśmy się z tej odpowiedzi, ale podejrzewamy, że specjalnie zrobił tę sytuację, by nas rozbawić.
– Tęsknicie za nim, co?
– Tak. Pewnie się o nas martwi – odpowiedziała.
– Tak samo jest ze mną i moją gildią. – Zaczęło mu burczeć w brzuchu. – Elona, nie masz jeszcze czegoś?
– Mam, ale jak mówiłam. Trzeba oszczędzać.
– Chociaż trochę.
– Nie – gdy wypowiedziała to słowo, to miał wrażenie jakby widział stanowczą Erze.
Głód doskwierał wszystkim. Natsu w natłoku emocji doszedł w myślach do wniosku "Zjeść... smoka." Chwycił się ręką za głowę. " Ja naprawdę tak pomyślałem?! Pewnie tylko z głodu gadam głupoty"
Smoki na dziewiątej. – Oznajmił Marick. Dwójka się odwróciła. Natsu nie spostrzegł, kiedy pociekła mu ślinka. Elona niezwłocznie przemieniła się w smoka jak i jej towarzysz. Natsu wskoczył na jej plecy. Doszło do wymiany ognia między dwiema stronami nad olbrzymim kanionem, a w tym czasie Natsu zdołał skumulować energie. Oczy mu zalśniły. Po zaciśnięciu swojej prawej dłoni w pięść, rozległa się moc, która wydobywała się z jego ciała. Każdy to odczuł. Natsu w ułamku sekundy znalazł się na grzbiecie drugiego smoka. Złapał go za głowę i wykręcił mu ją. Następny, który próbował go zaatakować od tyłu spotkał się z wielką łapą wytworzoną z ognia. Spalił go i rzucił nim w następnego, a Marick i Elona dobili go. Wrócili na ziemie. Przemienili się z powrotem w ludzi. Cała trójka nie mogła używać swojej magii w nieskończoność. Pierwszym powodem było wykrycie ich przez smoki, które dostrzegłyby ich w powietrzu, a drugim to, że magia ma swoje ograniczenia i gdyby im się skończyła byliby bezbronni.
Natsu podszedł do jednego martwego smoka, którego pokonali.
– Natsu, co robisz? – spytał się Marick.
– Ja... ten... tak pomyślałem, że pewnie te walki prędko nas w spokoju nie zostawią. – Natsu tak naprawdę pomyślał o czymś zupełnie innym, ale bał się to im powiedzieć.
– Tak, to jest nieuniknione. W porządku przejdźmy w końcu ten kanion, a później zahaczymy o pewne miejsce.
– Miejsce? Nic mi wcześniej nie mówiłeś. – Zdziwił się Natsu.
– Sam zobaczysz. – Uśmiechnął się.
– Hmm, wciąż odczuwam jeszcze lekkie rany. – Dziewczyna o szkarłatnych włosach przeciągała swoje ciało, by sprawdzić jego stan. – Za dużo straciłam czasu w tych Katakumbach. Przestała się rozciągać. Dobyła swojego nowo nabytego miecza. – W porządku. Z tą bronią warto zaryzykować i udać się w kierunku Wielkiego Kanionu.
