A/N: Zapraszam do czytania!
Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.
Story and picture by Hiro Mashima.
Rozdział XXIII
Amulet – Ruiny
Przy zniszczonych wejściowych drzwiach siedział Laxus. Uznał, że najlepiej będzie jak on sam obejmie wartę. Czekał na powrót Miry i Gildartsa. Po tym wszystkim, co się wydarzyło już tracił nadzieję na ich powrót. Gildia na niego liczyła, więc nie mógł pokazać słabości. Nie teraz, kiedy go najbardziej potrzebują.
– Proszę, niech żyją...
Dostrzegł kogoś. Pierwszy scenariusz jaki mu wpadł do głowy, to że wróg nadchodzi, ale się mylił. Kiedy zdał sobie sprawę, że dostrzegł Mire, to niezwłocznie pobiegł ku niej najszybciej jak mógł. Oboje wpadli sobie w ramiona.
– Wróciłaś.
– Tak, wróciłam.
Laxus dopiero teraz dostrzegł małego chłopca, który stał obok niej. – Kto to?
– Spotkałam go na polach. Był sam. Nazywa się Conny.
Dopiero teraz Laxus uzmysłowił sobie, że nie ma z nią pewnej osoby.
– Znalazłaś Gildartsa?
– Tak, ale... nie udało mu się. – Zamknęła oczy. Laxus to dostrzegł.
– To był Smok?
– Smok zadał kończący cios, ale to Raven Tail przyczynił się do tego.
Na te słowa blondynowi puściły nerwy. – Kto?!
– Ivan. – Z wściekłości odszedł od nich. Przyłożył dłoń do czoła.
– Cholera.
– Jak... gildia?
– Również Raven Tail. Levy i Gajeel zginęli.
– Co... niemożliwe... – Mira opadła na kolana.
– Nie powiemy, jeszcze nie. Ostatnia rzecz jaką wszyscy potrzebują to wieść, że Gildarts zginął.
– Mają prawo wiedzieć!
– Prawda im wcale nie pomoże! Wystarczy tylko jedna zła nowina, a ktoś może sobie strzelić w głowę! Powiemy, że go nie znalazłaś, a kiedy w końcu to wszystko się skończy to poznają prawdę.
– W porządku... – Z trudem się zgodziła. – Conny wybacz, że musiałeś tego wszystkiego wysłuchiwać, ale to co teraz usłyszałeś niech zostanie między nami, dobrze?
– Dobrze. – Odpowiedział, po czym złapał ją za rękę. – Nie puścisz?
– Nie, nie puszczę. – Uśmiechnęła się, po czym spojrzała na Laxusa. – Dowiedziałam się, co jest celem Raven Tail
Na jej słowa Laxus uśmiechnął się.
– W końcu jakieś dobre wieści.
Trójka magów wychodziła z Kanionu. Słońce mocno prażyło.
– Więc, dokąd idziemy? – spytał z niecierpliwiony Natsu.
– W pobliżu znajdują się ruiny. Wspomnieliśmy już Ci kiedyś, że istnieją trzy święte bronie, które wspomagają ludzkość w walce ze smokami. Mamy podejrzenia, że przebywa tam jedna z nich. – Podał Natsu mapę z zaznaczonym miejscem. – Nasz mistrz uznał, że jak będziemy tędy przechodzić to warto, to sprawdzić. – Natsu obejrzał i oddał mapę.
– Wiesz, wolałbym od razu skierować się w kierunku Igneela. – Zaczął ciężko wzdychać.
– Wybacz, to nie powinno zająć dużo czasu. – Natsu włożył obie dłonie do kieszeni. Pozostała dwójka zauważyła jego niezadowolenie.
– Oby lepiej coś tam było – powiedział cicho, ale wystarczająco, by dobry słuch dwójki magów zdołał to usłyszeć.
Cała trójka udała się w kierunku zbocza. Był strasznie nie równy. Ciężko im było przejść, ale wspomagali się wspólnie, co chwile łapiąc Natsu, który pod wpływem z niecierpliwienia zlatywał ciągle w dół. Dotarłszy na górę ujrzeli z daleka ruiny. Uważnie rozejrzeli się, czy aby na niebie nie ma żadnego zagrożenia. Byli tak tym zajęci, że nie dostrzegli zagrożenia na ziemi. Jeden ze smoków urządził sobie odpoczynek i spał. Zauważyli, że to ich pierwszy kontakt ze śpiącym smokiem. Gdyby nie to, że te bestie bez chwili zawahania rzuciłby się na nich, to nie mieliby nic przeciwko, aby popatrzeć na niego i pogłaskać. Cicho na palcach zaczęli przechodzić obok niego. Niefortunnie Marick się potknął o kamień, ale Elona zdążyła chwycić go za ubranie nim upadł. Nawet jeśli to był tylko jeden smok, to nie chcieli nie potrzebnie ryzykować. Natsu emanował w tym momencie wielką chęcią podjęcia walki z nim, ale ze względu na dwójkę towarzyszy, to postanowił się wstrzymać. Nie tylko chciał się z nim zmierzyć, ale również zaspokoić swój głód. Jednak wyrzucał takie myśli z głowy, nie mógł pozwolić sobie, by zaczął się zatracać.
Oddalili się od smoka i szli ciasną przełęczą. Jeden za drugim. Marick na początku, Elona w środku, a tyły ubezpieczał Natsu. W trakcie przeciskania się przez tę ciasną drogę Elona zaczęła wytykać tą fajtłapowatość Marickowi, który w trakcie walki zawsze jest niezawodny, a poza nią zdarza mu się narażać wszystkich. Magowi Fairy Tail ta sprzeczka przypomniała mu o gildii i o tym jak sobie radzą. Znalezienie i uwolnienie Ojca jak i pozostałych Smoków wesprze wszystkich w tej walce. Tymi myślami usprawiedliwiał swoje pozostawienie opuszczenia gildii. Chciał wierzyć, że sobie dają radę i jak wróci wszystko będzie tak jak być powinno. Wyszli w końcu z tej cieśniny i zaczęli schodzić w dół. Ruiny już dostrzegli. Natsu oznajmił, że będzie biec i powiedział im, żeby lepiej trzymali się latania, bo biegać nie umieją. Był to marny pretekst, ale jednak wystarczający, aby zaczęli z nim się ścigać. Biegli i śmiali się. Wygrałby Marick, ale potknął się i upadł na Natsu, przez co wygrała Elona. Cała trójka stanęła przed ruinami. Było tylko kilka filarów i poniszczonych ścian, a na nich widniały freski ludzi walczących ze sobą.
– Historia ludzkości to głównie wojny. – Skomentowała Elona spoglądając na freski. Kucnęła i przyjrzała im się z bliska.
– Marick, tu nic nie ma. Jesteś pewny, że to na pewno tu? – Widać było, że Natsu wolałby kierować się w stronę głównego celu podróży, a nie szukać rzeczy, które go nie interesują.
– Tak, to tu, a znalezienie broni na pewno wielu osobą może pomóc.
– Uwolnienie smoków już będzie wystarczającą pomocą, niż jakaś broń. – Skrzywił się Natsu.
– Nie doceniasz tego jak te bronie są silne. – Rozejrzał się. – Gdzieś tu powinno być ukryte przejście. – Zaczął krążyć i w końcu znalazł wyrwę w podłodze. Użył siły, by przesunąć kamienną płytę. – Przejście jest tu. Tylko trzeba być lekko brutalnym. – Nałożył na swoją prawą pięść smocze łuski, po czym zniszczył podłożę. Ujrzeli schody prowadzące w dół. – Widzisz, a nie mówiłem, że coś tu jest? – Natsu włożył palec do ucha.
– Serio? Mówiłeś? Nie pamiętam.
– Ty! – Marick się zdenerwował.
– Hej, nie kłócicie się! – Elona zareagowała.
Wszyscy coś poczuli.
– Czujecie? – spytał Natsu.
– Tak. Wiele zapachów z różnych stron, ale nie mogę rozpoznać żadnego przez zapach siarki, który zewsząd sie rozchodzi spowodowany przez smoki.
Nie mieli zamiaru czekać, co jest źródłem tego zapachu, więc skierowali się schodami w dół w nadziei, że ich trud w końcu się opłaci.
W opłakanym stanie statek Ivana przyleciał z powrotem do gildii. Wymagał natychmiastowej naprawy.
– Jak najszybciej macie go naprawić! Po czym skierujemy się w kierunku Smoczych Ziem!
– Mistrzu Ivan widzę, że nie miałeś lekko. Co z Michelle i Scottem?
– Nie żyje, a Scott pewnie też, ale ważniejsze jest teraz, czy go znalazłeś Nick? – Nie wydawał się w żaden sposób przejmować ich śmiercią, zignorował tę część wypowiedzi i odpowiedział na drugą.
– Tak. Potomek twórcy Świętych Broni siedzi sobie teraz grzecznie w lochu. – Uśmiechnął się.
– W końcu jakieś dobre wieści. – Ivan podzielił ten sam uśmiech, co jego podwładny, ale zdecydowanie był o wiele bardziej niebezpieczny.
