A/N: Czytać! :)
Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.
Story and picture by Hiro Mashima.
Rozdział XXIV
Amulet – Mistrz
– Więc, jednak nie udało Ci się znaleźć Gildartsa – powiedziała zawiedziona Cana.
– Tak, przykro mi. – Mire strasznie bolało, to kłamstwo, ale nie mogła im teraz powiedzieć prawdy. – Gdy wracałam do Gildii, zaatakowałam statek Ivana lecący w waszym kierunku.
– Co?! – wszyscy krzyknęli.
– Wiem, było to lekkomyślne i głupie, ale udało mi się uszkodzić ich statek i dowiedzieć się wielu rzeczy. – Spojrzała w dół. – To jest Conny, spotkałem go po całej tej akcji. Był sam, musimy się nim zaopiekować. – Lisanna kucnęła obok Conny'ego.
– Jestem Lisanna, zaprzyjaźnimy się?
– Tak!
Atmosfera na chwilę rozluźniła się.
– Dobrze, wracając do tego, czego się dowiedziałam. W trakcie walki od jednej z podwładnych Ivana przy pomocy perswazji dowiedziałam się, co planuje Raven Tail. – Te słowa wśród jej przyjaciół wzbudziły lekki strach. – Ivan zaatakował nas tylko ze względu czystej nienawiści jaką pała do nas, ale jego prawdziwym celem jest zaatakowanie Króla Smoków.
– Czyli ten sam, co nasz, skoro jego cel ma związek z naszym, to może powinniśmy pozwolić mu się powykańczać z Królem Smoków? – Gray uznał, że tak będzie najlepiej, ale też wiedział, że nic nie jest takie proste.
– On nie chce, go tylko pokonać. On chce go wchłonąć. Zdobyć jego potęgę.
– Ale jak?! – Wszyscy się zdziwili. Gray tak właśnie przeczuwał, że te nie będzie łatwe i miał rację.
– Jak sami wiecie z tego, co nam mówił mistrz, Król Smoków tworzy te wojny tylko z jednego powodu. Dla rozrywki. – Widać było ogromną wściekłość na twarzach magów. – Z różnicą taką, że jego czas teraz dobiega końca. Umiera i jest osłabiony. – Lucy zwróciła uwagę na jej słowa.
– "Czas" , On jak i Król Smoków są bytami poza czasem, więc inaczej funkcjonują. Ich ciało nie jest takie jak nasze. Większość tego z czego są zbudowani to magia, a magie można wchłonąć. – Wyglądało to, jakby tłumaczyła wszystkim, ale bardziej wychodziło na to, że tłumaczy sobie.
– Wchłonąć, niby jak? – Spytał Laxus.
– Tego nie wiem, ale powiedziała mi, że udało im się uwięzić potomka, który wie jak funkcjonują Święte Bronie. – Każdy się zdziwił, że ktoś taki jeszcze może żyć. – Powinniśmy go uwolnić z rąk Raven Tail.
– Chwila. – Wtrącił się Elfman. – A, co z tymi wybrańcami, którzy pod koniec wojny, mają być wytypowani? No i kiedy ta wojna się kończy?
Laxus zaczął się zastanawiać. – Mistrz nie udzielił nam na to żadnych odpowiedzi. Pewnie sam nie wiedział. Wiemy, że ten kto zabije smoka zostanie sprowadzony do Smoczych Ziem. Wielu osobom się to udało, ale nie wiemy kogo wybierze, a ważniejsze pytanie jak będzie wiedział, kto wykazał się na tyle, żeby móc wytypować te osoby?
– Podejrzewam, że musi być połączony ze wszystkimi smokami. – Zaczęła Lucy. – Pewnie widzi wszystko ich oczami. On w końcu inaczej żyje, niż my. Gdy wojna miałaby się skończyć, podejrzewam, że wysłałby jednego ze swoich smoków, by te osoby sprowadzić do siebie.– Wszyscy jej przytaknęli.
– Jeślibyśmy cierpliwie czekali na koniec wojny, to Ivanowi podalibyśmy Króla Smoków na tacy. On nie da się zabić, wiem to. – Można było dostrzec na twarzy Laxusa lekki smutek, ale również i złość. – Z drugiej strony, gdyby wszystko inaczej się potoczyło i nie musielibyśmy walczyć z Ivan'em, to szczerze wątpię, że zwykłe czekanie i odpieranie smoków zakończyłoby się ot tak. Te osoby, które sprowadza do siebie, musi pewnie coś z nimi robić. – Spojrzał na wszystkich. – Działamy tak jak dalej, wybierzemy się na Smocze Ziemie i go pokonamy. Nie mamy absolutnie żadnej gwarancji, że ta wojna się nie powtórzy, ale wpierw uwolnimy tego potomka z rąk Raven Tail. Pewnie zna mnóstwo odpowiedzi na nasze pytania.
– Tak. – Magowie natychmiast zgodzili się ze słowami Laxusa. Ufają mu.
Podeszła do niego Mirajane. – Myślę, że wszyscy się zgodzą z tym. – Laxus domyślał się, co chce powiedzieć. – Proszę, zostań naszym nowym mistrzem. – Rozejrzał się wokół. Nikt nie wydawał sprzeciwu, każdy był tego samego zdania.
– Widzę, że każdy tego chce... i nawet ja tego też chcę. W porządku. Od tej chwili jestem Czwartym Mistrzem Fairy Tail. – Został obdarowany głośnymi oklaskami. Mirajane go przytuliła.
– Dziękuje. – Przez chwilę poczuła się choć trochę lepiej. Lepiej, w tych ciężkich czasach.
Natsu, Marick i Elona schodzili po wąskich schodach, nic by nie widzieli, gdyby nie Natsu, który rozświetlał im drogę swoim płomieniem.
– Widzę jakieś światło – oznajmił Natsu. Znaleźli się w niewielkim okrągłym pomieszczeniu. Światło wpadało przez szczeliny w ścianie.
Zaczęli rozglądać się, wszystko było poniszczone. W pomieszczeniu było, aż pięć przejść. – Widzę, że musimy się rozdzielić – powiedział Marick.
– To może być niebezpieczne, nie wiadomo, co może nas tam czekać, no i przed wejściem do ruin wyczuliśmy wiele zapachów zmierzających w naszym kierunku. – Elona wolała trzymać się razem. Wychodziła z założenia, że skoro tak daleko zaszli wspólnie to teraz nie powinni zmieniać tego.
– Masz rację, ale nie sądzę, żeby w tak starym miejscu groziło nam niebezpieczeństwo, a tym bardziej, że słabi nie jesteśmy. Ten, kto zbliża się w naszym kierunku również sobie z nami nie poradzi. Czasami są takie chwilę, że trzeba zaryzykować. – Elona wciąż to nie przekonywało, ale w końcu zgodziła się. Dla Natsu cała ta sytuacja była całkowicie obojętna. Jedyne, co chciał to od razu kierować się w kierunku głównego celu.
Marick podniósł z ziemi dwie pochodnie. – Natsu podpal nam je. Bez Ciebie będzie nam ciężko cokolwiek zobaczyć. – Wypuścił niewielki płomyk z palców, który wystarczył, by ogień rozprzestrzenił się.
– Więc, jak ta broń wygląda?
Marick podał drugą pochodnie Elonie. – To będzie amulet.
– Nie wiem jak amulet ma cokolwiek zdziałać przeciw smokom.
– Jak go znajdziemy to się przekonasz. – Trójka stanęła przed trzema wejściami. – Ty Elona bierzesz ten po lewej, ja ten obok, a ty Natsu środkowy. Jak nic nie znajdziecie to wyjdźcie i napiszcie przed wejściem, że wróciliście i tak samo, gdy będziecie zmierzać do pozostałych przejść. Jasne?
– Tak.
– Taaa – ziewnął. – Dosyć gadania, znajdźmy ten kamyk.
– Nie kamyk, tylko amulet – poprawiła go Elona.
Każdy przeszedł innym wejściem. Elona, nic by nie widziała, gdyby nie pochodnia, którą wcześniej podpalił jej Natsu. – Łaa – Z ledwością dostrzegła przepaść. Wpadła by w nią, gdyby jej w porę nie dostrzegła. Przeskoczyła ją spokojnie. Poświeciła z ciekawości, co znajduje się na dnie, ale widok wcale nie należał do przyjemnych. Dużo ciał nabitych na wystające kolce. – Okropne. – Pewnie będzie mnie czekać jeszcze kilka takich niespodzianek.
Szła dalej, ominęła jeszcze z kilka tego typu przepaści. Stąpnęła nogą o płytkę i nagle przed głową przeleciała jej siekiera. – Jeju, było blisko. –Wyszła z przejścia i znalazła się w olbrzymim pomieszczeniu. Były również schody prowadzące w dół. Skierowała się po nich. Jej wyostrzony słuch pozwolił jej w ostatnim momencie odskoczyć od rzuconej w nią broni. – Kolejna pułapka? – To, co miało w nią trafić to była kamienna maczuga, a to co nią rzuciło stało tuż przed jej oczami. – Co to... jest? – Stał przed nią wielki dwu metrowy posąg – To golem? Myślałam, że one już nie istnieją. Nie dość, że przemiana w smoka w tym pomieszczeniu idzie na moją niekorzyść, to... jeszcze jest dwóch za mną. – Dwa golemy zbliżały się do niej z drugiej strony. – Wiedziałam, że nie powinniśmy się rozdzielać. – Zaśmiała się
– Pewnie, tymi schodami skierowali się w dół. – Przed wejściem do ruin stała trójka zakapturzonych osób.
– Teraz nam nie uciekną więcej. Chodźmy – powiedział jeden z nich. Trójka skierowała się po schodach. Kiedy już znikli w przejściu to pewna osoba postanowiła anulować na chwilę swoją magię niewidzialności.
– W końcu znalazłam to miejsce. Ufff... muszę zdobyć ten amulet dla Ivana, bo jak nie to pewnie mnie załatwi. Szkoda, że Nick nie mógł ze mną tu przyjść. Mam nadzieję, że znalazł tego potomka, czy kogo tam od tych Świętych Broni. No, ale nie mam czasu myśleć teraz o nim, bo widzę, że nie ja jedna chcę zdobyć ten amulet. Ha, myślę że będzie mnóstwo zabawy.
Nick stał przed wejściem do lochu. Czeka na swojego mistrza. Po chwili wyszedł Ivan.
– Mistrzu i jak? Udzielił Ci odpowiedzi, których szukałeś?
– Tak, ale nie od razu. Musiałem użyć trochę siły.
– Słyszałem. – Oboje się uśmiechnęli. Moment dwójce zakłóciła osoba zbiegająca po schodach do nich.
– Mistrzu!
– Co jest, Felix? – Był to średniego wzrostu młodzieniec z dużymi okularami. Miał na sobie czarne spodnie i brązową kurtkę.
– Właśnie dostrzegłem, że Fairy Tail zmierza w naszym kierunku.
Ivan wcale nie wydawał się być zdziwiony. – Twoje oczy jak zwykle sięgają, aż po za horyzont. – Spojrzał na dwójkę, która stała przy nim. – Wykończmy ich ostatecznie.
