A/N: Nowy rozdział! Czytać!
Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.
Story and picture by Hiro Mashima.
Rozdział XXV
Amulet – Łańcuchy
– Zgubiłem się. – Usiadł na podłodze. – Szukanie jakiejś ozdoby w niczym mi nie może pomóc. Zwykła strata czasu. – Spojrzał na wszystkie korytarze. – Tam, tu, czy też tu, już nie wiem, gdzie mam iść. – Rozłożył się na podłodze i splótł ręce za głową. – Stamtąd wyczuwam jakieś nieznane zapachy. Pewnie będę miał niedługo gości, a skąd indziej słyszę jakieś głośnie odgłosy. Ktoś musi walczyć. Myślę, że jeśli skieruje się w kierunku w którym nic nie czuje, ani nic nie słyszę to powinienem znaleźć ten kamyk. – Wstał i otrzepał się z brudu. – Mam nadzieję, że jeśli tą osobą, która walczy jest Marick albo Elona to sobie poradzi.
Golem chwycił Elone za nogę i rzucił o ścianę. Gdyby wcześniej nie nałożyła na siebie smoczych łusek, to skończyłoby się to tragicznie. Szybko wymierzyła cios pięścią w golema, któremu odpadła kamienna dłoń. Nie przestała, zaczęła zadawać kolejne ciosy, aż nie rozpadł się, szybko się odwróciła i kopnięciem zniszczyła głowę golemowi, który wymierzał jej cios. Nie była na tyle naiwna, by myśleć, że to wystarczy. Zadała kolejne ciosy. – Zniszczenie tylko głowy wcale was nie powstrzyma. Trzeba was całych zniszczyć, tak więc mnie nie zaskoczycie. Wiedza z książek. – Pełna wigoru rzuciła się na następnego, który wyprowadził wspólny atak z drugim golemem. Elona miała całe ciało pokryte łuskami, pozwoliło jej to złapać ich dwie pięści. Przebiegła między nimi i zaatakowała od tyłu. Jeden z nich rzucił maczugą, ale bardzo zwinnie uniknęła go. Trafił w swojego niszcząc mu głowę. Elona wykorzystała moment i zniszczyła jego ciało.
– Jak wielu was tu jest? – Golemów coraz więcej przybywało. – Kto, by pomyślał, że zabezpieczenia ochronne przed zdobyciem Świętej Broni będą dalej działać. – Nim się spostrzegła to Elone otoczyły z każdej strony golemy. – Okej, powoli zaczynam się martwić.
Marick szedł korytarzem. Znalazł się w ślepej uliczce. – Dobra, sprawdziłem każdą możliwą drogę. Pora wracać i wybrać inne przejście. – Zawrócił się . W ręku trzymał pochodnie od Natsu. – Ciekawe, czy innym się poszczęściło? – Wyraz twarzy Maricka spoważniał. – Dragon Skin. Otoczył swoje ciało smoczymi łuskami. – Ktoś zbliża się w moim kierunku. – Zdał sobie sprawę. – To on. – Rzucił pochodnię na ziemię. W ciemnościach dostrzegł płomień z innej pochodni. Ujrzał sylwetkę. Była to osoba nosząca kaptur, taki jak Marick i Elona. Rzucił przednim pochodnie i zdjął kaptur. Miała rude włosy.
– Cześć, Marick. – Nie czekał tylko zaatakował przybysza. Wymierzył prawy prosty, który z łatwością uniknął. – Długo was szukaliśmy. – Marick wymierzył cios w kolano, po czym w brzuch. Przybysz uderzył go w szczękę. – Tak się witasz?
– Zamknij się, ty pieprzony zdrajco!
– Zdrajco? My tylko wybraliśmy zwycięską stronę.
– Jesteś śmieciem, Wave.
– Ostre słowa jak na takiego wymoczka. Myślę, że to miejsce jest dla nas za ciasne, więc proponuje byśmy zrobili tu dość dużą demolkę.
– Idioto, tu są wszędzie rozstawione pułapki.
– Trudno. – Uśmiechnął się. – Zaczął niszczyć ściany. Marick szybko chciał go kopnąć, ale ten skręcił swoje ciało i wymierzył cios. – Nie zapominaj, że używamy tej samej magi. – Złapał go za kołnierz i rzucił przez dziurę którą wybił. Już szykował się by wymierzyć Wave'owi cios, gdy zobaczył, że leci w jego stronę siekiera.
– W końcu coś znalazłem. – Natsu znalazł się w dużym pomieszczeniu. Był cały okrągły. – Coś tam się błyszczy. – Na końcu pomieszczenia stał zniszczony mebel, a na jednej z półek coś leżało. – Czy może to być ten cały kamyk? – Podbiegł, bo miał już dosyć tego miejsca. Chwycił leżący przedmiot i się przyjrzał. Był to złoty krążek, a na środku miał czerwony kryształ. Po obu bokach doczepiony był łańcuszek, tak by móc założyć go na szyje. Nim cokolwiek Natsu zdołał zrobić, to odwrócił się do osoby stojącej za nią.
– Wiedziałem, że ktoś mnie śledzi. Mojego węchu nie da się zmylić. – oznajmił Natsu.
– Tak, jak i mojego.
– Kim ty jesteś?
Zdjął kaptur. Był to młodzieniec o blond włosach. – Nie musisz znać mego imienia, Dragneel.
– Skąd...
Nie zdążył zadać pytania, bo przeciwnik wymierzył w niego cios. Natsu uniknął ataku kucając i od dołu. – Karyuu no Tekken! – Zadał bezpośredni cios w jego brzuch. Poleciał na ścianę. – Dziwne... takie samo uczucie poczułem, gdy uderzyłem kiedyś Maricka – pomyślał. Wróg wstał, dopiero teraz Natsu dostrzegł smocze łuski na jego twarzy. – Ta sama magia, co Maricka i Elony.
– Dobrze, jednak nie jesteś taki głupi. – Wyciągnął ze swoich długich rękawów dwa łańcuchy. – Wybacz, ale ja nie jestem tak słaby jak oni.
Natsu uśmiechnął się. – Okej, ale się napaliłem! Nie wiem, co masz za problem do nas, ale pokaż, co umiesz! – Przeciwnik zaczął z precyzją machać dwoma łańcuchami. Przyśpieszył na tyle, że jego broni już nie było widać, tylko same cięcia jakby przecinały powietrze. Natsu z buzi wystrzelił podmuch ognia. Wróg z łatwością rozwiał go. Jeden łańcuch skierował na niego, który w porę odskoczył. Uderzenie zrobiło głęboką dziurę w podłodze. Atakował szybkimi ruchami po całym pomieszczeniu. Natsu nie miał możliwości zbliżenia. Między odstępami w wykonywanych przez niego ruchach strzelał do niego ogniem. Każdy jego atak nie docierał do celu. Zaczął rozumieć, że ta taktyka jest nie skuteczna i musi ją zmienić. Został zaatakowany łańcuchem w głowę. Obraz stał się niewyraźny. Dostawał kolejne ciosy. Nagle złapał dwa łańcuchy.
– Ty! Planowałeś dać się zaatakować!– Wróg zdał sobie sprawę, co planował Natsu od początku.
Dwa złapane łańcuchy pociągnął do siebie. Przeciwnik poleciał razem z nimi. – Karyuu no Tekken! – dostał bezpośredni cios w twarz. Natsu nie dał mu czasu na odpoczynek. – Guren Karyu Ken! – Zaczął zadawać nie przerwaną ilość ciosów. Ostatnim uderzeniem posłał go na ziemię.
– Do... bij... mnie – Ciężko mu było oddychać, tylko tyle zdołał powiedzieć. Natsu zdziwił się na jego słowa.
– Skoro znasz moje imię, to powinieneś również wiedzieć, że ja nie zabijam ludzi. Nigdy tak nisko nie upadnę.
Na twarzy wroga wymalował się kpiący uśmiech.
– Jak się nazywasz?
– Dra..ke – Stracił przytomność. Natsu wziął jego dwa łańcuchy, którymi go związał. Spojrzał na korytarz prowadzący do pomieszczenia.
– Kolejny zapach? Dziwne jest blisko, a nikogo nie widzę. – Nagle całe pomieszczenie pokrył dziwny gaz. – Co? – Usłyszał czyjś bieg. Nim zdążył zareagować i cokolwiek zobaczyć to amuletu już nie było. – Szlag! Trujący gaz? – Wstrzymał oddychanie. Natsu dzięki dobremu węchowi mógł zdać sobie sprawę z gazu nim jeszcze do niego dotarł. Szybko wziął na plecy leżącego Drake. – Nie uciekniesz przede mną! – Ruszył w pościg.
