A/N: Zapraszam do czytania. ;)

Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.

Story and picture by Hiro Mashima.


Rozdział XXVI
Amulet – Wybuch

Siekiera uderzyła Maricka w tułów. Pękła na kawałki.

– Byle siekiera nie przebije smoczych łusek. – To, co z niej zostało rzucił na ziemie. – Wave, nie okaże ci litości.

– Ani ja tobie.

Marick pierwszy wyprowadził cios, Wave go skontrował. Dwójka naprzemiennie zaczęła wyprowadzać ciosy. Każdy z nich był na tyle precyzyjny, by nie dać swobody swojemu przeciwnikowi. Marick schylił się i pchnął Wave na ścianę. Oboje przez nią przelecieli. Marick nadepnął na włącznik. Otworzyła się pod nimi klapa. Zaczęli spadać w dół. Wave wbił rękę w ścianę, na co Marick złapał go za nogę.

– Na dno pójdziesz ze mną. – Złapał go za tułów, pociągnął go na dół i wpadli na kolce. Dzięki łuskom kolce się połamały. – Naprawdę musiałeś odwrócić się od nas? Zaatakować swoich własnych przyjaciół?

– Słuchaj, jestem wdzięczny, że mistrz nas wszystkich przygarnął, ale... nie chce zginąć wiedząc, że mogłem wybrać stronę w której mogę zachować życie.

– Mylisz się w dwóch sprawach.

– Jakich?

– Strona od której odszedłeś na rzecz wspierania smoków dobiega końca. Ja, jak i moi towarzysze o to zadbamy.

Te słowa rozbawiły Wave.

– A ta druga?

– Ta druga... nie zachowasz życia. Ja ci je odbiorę.

Oboje rzucili się na siebie. Niszczyli wszystko. Marick wyprowadził cios w brzuch. Sparaliżowało go to na tyle, że zdołał go złapać pd tyłu za kark.

– Proszę...

Bez chwili zawahania skręcił mu kark. Wave natychmiast zginął.

– Dla zdrajców nie mam litości. – Skierował wzrok ku górze. – Czas znaleźć pozostałych, o ile nie jest za późno.


– A masz! – wyprowadziła końcowe ciosy jednemu z golemów. – Ech... zagrodziliście mi drogę powrotną. – Instynktownie wyczuła zagrożenie z za pleców. Odwróciła się i dostała z pięści. Wylądowała na ziemi. Szybko jednak wstała, gdyż jeden z golemów zadałby jej śmiertelne uderzenie w głowę. Odskoczyła od niego i spojrzała na osobę, która ją uderzyła.

– Nate... co ty... – Golem nie pozwolił jej dokończyć. Elona założyła mu nogi na głowę, po czym rozwaliła mu ją i szybko ciosami zniszczyła jego ciało. Pochyliła się, kiedy to Nate starał się ją zaatakować. Kopnęła go w nogę. Stracił równowagę. Golem chciał uderzyć z maczugi w niego, ale przeliczył się, gdy złapał za jego broń i użył jej by go zniszczyć. Elona i Nate zostali otoczeni.

– Ty!

– Zła?

– Masz szczęście, że jesteśmy otoczeni przez te chodzące kamienie, bo bym ciebie załatwiła.

– A ja ciebie. W końcu po to tu jestem.

– Śmieć. Jak się tu dostałeś? Wejście którym weszłam jest zagrodzone przez nich.

– Gdybyś nie szalała tak z przeciwnikiem, to zauważyłabyś, że na końcu tego pomieszczenia jest jeszcze jedno wejście.

Elona chwyciła się za głowę. Zdziwiła się sama sobie. – Kurde... – Nie miała dłużej czasu narzekać, gdyż wszyscy przeciwnicy przypuścili zmasowany atak. Każdy z nich zaatakował w tym samym czasie. Dwójka skoczyła przeskakując nad ich głowami, gdy jeden z nich chwycił ręką Elone za nogę. Chłopak szybko zniszczył mu ramię. Zaczęli biec do wyjścia z którego przyszedł Nate. – Pomogłeś mi?

– Nie zrozum mnie źle. To ja ciebie wykończę. – Elona chwyciła go za kołnierz sprowadzając do parteru, gdy jeden z golemów starał się rzucić maczugę w jego głowę.

– Jesteśmy kwita. – Nate uśmiechnął się. Zbliżyli się do wyjścia, kiedy trzy golemy nadbiegły. Nate uszkodził jednemu ramię, ale to nie wystarczyło. Postanowił go zignorować szybko wymijając go obok, tak samo zrobiła Elona z pozostałą dwójką. Wbiegli szybko do przejścia. Golemy nie mogły za nimi podążyć, gdyż nie zmieściłyby się tam.

– Udało nam si... – Złapała go za głowę i uderzyła o ścianę, po czym zadała końcowy cios odbierając mu życie.

– Naprawdę sądziłeś, że okaże litość zdrajcy? – W całej tej chwili nawet nie mrugnęła. – Muszę szybko znaleźć Natsu i Maricka. Pewnie też natknęli się na wroga.


– Nie uciekniesz! – krzyczy Natsu biegnąc przez korytarz trzymając na plecach Drake. – Jest tuż przede mną. Bardzo szybko się porusza, ale nie wie, że ja też.

– Wyszczerzył zęby.

– Straszny z niego uparciuch. Co właściwie robi tu Dragneel z dala od swojej gildii? Mógłby w końcu dać sobie spokój. Muszę jak najszybciej wrócić do Mistrza Ivana i dostarczyć mu ten amulet. – Odwróciła się za siebie, różowowłosy pomimo tego, że niósł kogoś to jeszcze zaczął przyśpieszać. – Muszę się go jakoś pozbyć, bo mnie dogoni. –Włożyła rękę do kieszeni i wyjęła mały żółty kamyk. – To może być nie co niebezpieczne, ale nie mam wyjścia. – Wzięła zamach i rzuciła go w kierunku maga. Natsu poznał zapach i szybko odskoczył do tyłu, ale nie zapobiegło to wybuchowi, który w momencie uderzenia z powierzchnią rozległ się. Ściany zaczęły się walić. Natsu osłonił swoim ciałem nieprzytomnego Drake.

– Dynamit, który jest przetoczony w mały kamyk. Czasami bardzo się przydaje. Dobrze wiem, że nie zabije to Smoczego Zabójcy, ale da mi to kilka sekund, które w zupełności wystarczą.

Natsu zaczął zsuwać gruz, który powstał przez ten wybuch.

– Uff... dobrze, że rozpoznałem ten zapach w porę. – Spojrzał na nieprzytomnego. – Wydaje się, że nic mu nie jest. Dobra, pora biec dalej, póki wciąż wyczuwam jej zapach. – Zmrużył oczy. – Cholera, a mieliśmy zdobyć tylko jeden kamyk. Co tu się do diabła wyprawia?


– Już jestem blisko wyjścia. – Szybko przebiegła przez pomieszczenie, które rozwidlało się na wszystkie kierunki i udała się schodami na górę. Znalazła się na zewnątrz. Słońce, aż ją na chwilę oślepiło. Miała wrażenie, ze kogoś widzi. Nawet jeśli ktoś tam, by stał, to i tak by jej nie widział. Przyjrzała się sylwetce tej osoby, aż zdała sobie sprawę kto to jest. Rozszerzyły jej się oczy, bo wiedziała, że jej magia jej dłużej nie pomoże.


– Natsu biegł dalej przed siebie. Kierował się zapachem, gdyż było zbyt dużo rozwidleń. – Ta osoba sądząc po zapachu pewnie jest kobietą. Musi mieć bardzo dobrą pamięć skoro potrafi tak szybko przemieszczać się po tym przeklętym labiryncie. – Przebiegł przez przejście. Znalazł się w miejscu, gdzie wszyscy wchodzili. Już dochodził do schodów, gdy od lewej jego strony wybiegła Elona.

– Elona?!

– Natsu?! – Spojrzeli na siebie. – Słyszałam wybuch, w porządku?

– Tak, nic mi nie jest i osobie, którą niosę też nie, ale ten kto spowodował wybuch właśnie ucieka z amuletem. Dziwne, pamiętam, że wchodziłaś innym wejściem...

– Postaw go.

– Co?

– On jest niebezpieczny. Postaw go na ziemie. – Nigdy nie widział jej jeszcze tak śmiertelnie poważnej.

– On używał tej samej magii, co wy. Podejrzewam, że się znacie.

– Natsu, masz go postawić. – Pokryła swoje ciało łuskami. Chłopak zaczął się domyślać, co jej towarzyszka chce zrobić.

– Chcesz go zabić?

– To wróg i stanowi zagrożenie dla naszej misji.

– Nie. Nie pozwolę ci go zabić.

– Natsu... nie znasz go, nie wiesz do czego jest zdolny.

– Nie zależnie od powodu, nie dam ci go zabić!

Dwójka spoglądała na siebie z wrogim nastawieniem. Natsu nagle wyczuł znany zapach dochodzący z zewnątrz. – Niemożliwe... ty... tutaj?


– Kto to jest? Stoi obok ruin. Może też jest tu w tym samym celu, co ja? Sylwetka tej osoby zaczęła się wyostrzać. Zdała sobie sprawę kogo widzi. Rozszerzyły jej się oczy, bo wiedziała, co musi teraz zrobić.

Erza dobyła miecza.