A/N: Czytać! :)

Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.

Story and picture by Hiro Mashima.


Rozdział XXVII
Amulet – Pragnienie

– Erza...

– Kto? – Spytała zdezorientowana Elona.

– Ktoś kogo bardzo dobrze znam. – Uśmiechnął się. – Ciekawe, jak zareaguje na mój widok? – Podrapał się po głowie. – Wyjdźmy.

– Czekaj! On nigdzie nie idzie!
Natsu zaczął rozumieć, że słowa są bezcelowe.

– Naprawdę myślisz, że mnie pokonasz?

– Nie muszę ciebie pokonać, wystarczy, że skończę życie kogoś, kto nie może się ruszać. – Natsu pękła żyłka. Powoli zaczął się do niej zbliżać. Oboje byli gotowi na walkę.

– Uspokójcie się. – Znajomy głos usłyszeli. Z korytarza wyszedł Marick, po twarzy było widać, że wie, o co ze sobą się spierają. – Nie zabijemy go – oznajmił Marick.

– Co?! O czym ty...

– Elona, robienie z Natsu wroga to najgorsza rzecz jaką można zrobić.

– Ale... on chroni Draka!

– O co tu chodzi?! – krzyknął Natsu. – Kim on jest? Co tu się dzieje?! – Pozostała dwójka na chwilę zamilkła. – Obiecywaliście mi żadnych tajemnic. Jeśli mi teraz nie powi...

– Okej. – Szybko zareagował Marick. – Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie w Elusive town?

– Tak, a co?

– Wtedy zachowywałem się nad wyraz ostrożnie, gdyż obawiałem się, że w miasteczku może przebywać trójka zdrajców, a jeden mógłby nawet podszywać się pod ciebie, ale cios, który mi wtedy zadałeś udowodnił, że jesteś prawdziwy. Jedną z osób tej trójki jest Drake, który leży za tobą. – Wskazał palcem. – Dlatego z Eloną się rozdzieliliśmy, żeby zgubić trop. Postanowiliśmy, że zaczeka na mnie w Rainbow Town, gdy ciebie będę sprowadzał.

– Więc... co oni zrobili?

– Chcieli zabić naszego Mistrza i poranili wielu naszych przyjaciół. Udało nam się ich przegonić, ale jednak wciąż stanowili zagrożenie. Próbowali przeszkodzić nam w dotarciu do Smoczego Lochu, po to by Król Smoków okazał im łaskę.

– Niby jak miałby im okazać łaskę?

– Król Smoków widzi wszystko oczami innych smoków, więc już od dawna wie o naszej misji. Jeśli ktoś nas zabije to z pewnością zostałby wynagrodzony, a przynajmniej zachowałby życie w trakcie tej wojny.

Natsu złapał się za czoło. – Jeszcze jedno. Powiedziałeś, że trójka... więc, gdzie pozostała dwójka?

– Spotkałem Wave i go zabiłem.

Natsu przez chwilę słabo się poczuł.

– Widziałam się z Nate. Nie żyje.

– Wy... chyba się pomyliłem do was.

– Natsu nasz cel się nie zmienił. Dalej chcemy uwolnić smoki i twojego ojca, by powstrzymać Króla Smoków, a po za tym to Wave nie dał mi wyboru, albo on, albo ja.

– Zabiłam Nate szybko, nawet nie wiedział, co nadchodzi.

– Zawsze jest wybór! Niczym się nie różnicie od nich!

– Wybacz, ale my nie jesteśmy tacy jak ty.

– Nie będę słuchał tych bredni. Nie pozwolę wam go zabić. Jasne? – Dwójka nie odpowiedziała. – Czy zrozumieliście? – Powtórzył to z postawą przygotowaną na walkę.

– Tak, zrozumiałem. – Marick odpowiedział spokojnie, natomiast Elona jedynie przytaknęła głową.

– Wychodzimy, jest ktoś kogo dawno nie widziałem.


Czym jest walka? Gdy stoją przed sobą dwaj wrogowie nikt o to nie zapyta. Jedyne, co robią to podnoszą broń, ku sobie. Szkarłatnowłosa dziewczyna dobyła swojego miecza, jej przeciwniczka o niebieskich włosach chwyciła dwa sztylety.

– Witaj mój idealny wzorze.

– Aria... nawet nie wiesz, jak pragnęłam ciebie znów ujrzeć.

– Dowiedziałam się już, dlaczego moja magia niewidzialności na ciebie nie działa. Ha, masz sztuczne oko.

– Może mam, może nie, ta wiedza i tak Ci nie pomoże. – Spojrzała na ranę, na jej uchu, którą zostawiła jej podczas ostatniej walki. – Jak twoje ucho? – Uśmiechnęła się szyderczo.

Arie te słowa nie wzruszyły. – Może zamiast o mnie, powinnaś pomyśleć o swojej gildii? – Te słowa wzburzyły Erze. Myśl, że z poczuciem winy nie mogła powrócić do domu, kiedy podróżuje w poszukiwaniu broni. Nie tyle, co poczucie winy, ale również strach, który z każdym dniem się powiększał. Myśl, jak zareagują na jej widok ją przerażała.

– Aria... – Wszystkie te myśli, wszystkie jej przejścia po zostawieniu gildii nie miałyby miejsca, gdyby nie dała się wtedy wykiwać Arii. – ... radzę, Ci zważać na słowa. – Przyczyna wszystkiego stoi tuż przed nią. Gniew w niej zaczął buzować, ledwo wstrzymywała się, by nie stracić opanowania i powiedzieć, co myśli, ale nie mogła się odsłonić. Każdą chwilę zwątpienia mogła Aria wykorzystać.

– Erza, chcesz wiedzieć, kto zginął z twoich przyjaciół?

Emocje wybuchły. Twarz Erzy jeszcze nigdy nie była tak przerażająca jak teraz. W oczach obydwóch dziewczyn nie było miejsca na wahania. Lekki wiatr uniósł im włosy, jak tylko osłabł ruszyły na siebie. Ich wymiana ciosów była tak silna, a zarazem szybka, że ktoś z daleka mógłby powiedzieć, że to taniec.

– Bądź tak grzeczna i daj się zabić! Scarlet!

– Nigdy!

Aria połączyła swoje techniki bronią wraz z szybkimi kopnięciami, na co Erza musiała dwukrotnie szybciej reagować. Kiedy jej niebiesko włosa przeciwniczka rzuciła na ziemię zwiniętą kulkę. Erza wiedziała, co się szykuje. Odskoczyła i założyła na siebie Heaven's Wheel Armor. Wzniosła się niczym wróżka, a pod nią rozprzestrzenił się gaz trujący. Aria ukryła się w kłębach silnego gazu. Zaczęła wyrzucać w stronę Erzy sztylety. Odbijała je z gracją. Stworzyła kilkadziesiąt mieczy i wystrzeliła je w stronę wroga. Arii udało się uniknąć każdego z jej oręży, ale jednocześnie wypchło ją to z gazu, przez co Erza ją dostrzegła. Szybko znalazła się tuż obok niej.

Gdy dla tej dwójki ta walka była w tej chwili wszystkim, to tuż obok trójka osób wychodziła z ruin. Pierwszy wyszedł chłopak o różowych włosach. Ujrzał swoją przyjaciółkę dającą z siebie wszystko w walce. Oczy mu, aż zalśniły na na jej widok. Zrozumiał, że mimo tego, że wyczuł ją wcześniej, to i tak nie może równać się to z zobaczeniem kogoś na własne oczy. Za nim wyszli jego dwaj towarzysze, którym przekazał, by nie wtrącali się w tę walkę. Natsu wierzył w Erze. Wiedział, że sobie poradzi, tak jak zawsze to robi.

Dwójka walczących nie dawała odetchnąć swojej oponentce. Erza zmieniła szybko zbroję na Filght Armor i starała się ze zwiększoną szybkością zadać jej obrażenia, lecz Aria wytężyła wszystkie swoje zmysły, co pozwoliło jej nadążyć nad zręcznymi cięciami jej mieczy. W ciągu tej jednej sekundy na chwile odsłoniła się Erza. Dziewczyna wyprowadziła bezpośredni cios w krtań. Wypluła krew. Aria nie dała jej odetchnąć, wybiła jej dwa miecza i szybko dobyła sztyletu. Zadała cięcie, ale nie śmiertelne. Wróżka w ostatniej chwili przekręciła głowę, ale pozostała głęboka ranna na policzku.

W trakcie tej jednej akcji Erza podczas obracania głowy, przekręciła również zwinnie ciało, a wraz z tym zmieniła zbroję na strój w którym ma spięte włosy, górna część jej ciała jest obandażowana i spodnie ze wzorkami w płomienie. Wymierzyła jej kopniaka w tułów i zaczęła ją okładać pięściami. Miała teraz w głowie wszystkie wizje, które spotkały ją w drodze tutaj, a tego wszystkiego przyczyną jest Aria.

Aria przyjmuje każdy cios bezpośrednio w twarz. Wspomina dzieciństwo, wychowywanie się w domu dziecka. Spotkanie Ivana, znalezienie nowego domu. Poznanie Nicka, którego bardzo polubiła, ale nie umiała nigdy tego mu powiedzieć. Cała życie zaczęło jej przelatywać przed oczami. Erza włożyła całą siłę w ten cios. Aria z uderzeniem upadła na ziemię. Ledwo zachowała przytomność. Z wielkim bólem zaczęła podnosić powoli głowę. Uniosła ją w nadziei, że dostrzeże jeszcze szansę na wygraną, lecz to, co ujrzała to mrok w ludzkiej postaci.

Erza stała nad nią przebrana w zbroję Black Wing. To nie zmiana wyglądu tak ją przeraziła. Tylko oczy spragnione zemsty. Spragnione krwi.

– Przepraszam... – To jedno słowo tylko zdołała wypowiedzieć, gdy miecz ściął jej głowę. Szybkie, proste cięcie. Erza nawet nie zastanawiała się nad czynem, chciała zaspokoić pragnienie. Opadła bez sił na ziemię. Odgłosy z zewnątrz przestały do niej docierać, słyszała jedynie swoje własne myśli, aż i one zostały zagłuszone i siedziała tak w bezruchu. Zdawało jej się, że słyszy cichy głos, ale postanowiła go zignorować.

Poczuła uderzenie na twarz, nie wiedziała nawet, co się dzieje. Poleciała tak kawałek, aż wylądowała.

– Er...! – "Ktoś mnie woła?" – Erz..! – "Kto to?´– Erza! – "Ten głos" – Erza, do cholery!

Zdała sobie sprawę, co się dzieje. Spojrzała w górę i ujrzała rażące światło, które sprawiało wrażenie jakby chciało przeniknąć cały jej mrok. Zobaczyła go. Ujrzała go. To był Natsu.

– Zgłupiałaś, do reszty?! Jak mogłaś ją zabić?! Wszystko widziałem, nigdy w życiu nie pomyślałbym, że możesz zrobić, coś takiego!

– N...Na..Natsu? – Jej głos był roztrzęsiony.

– Żadne Natsu mi tu. – Znów ją uderzył. – Co się z tobą stało?! Okazuje się, że jednak wcale cię nie znałem!

Erzie zaczęły w pełni wracać zmysły. Starała się wrócić do dawnej opanowanej siebie. Spojrzała na niego.

– Natsu, ona na to zasłużyła.

– Zasłużyła?! Co ty wygadujesz?!

– Nic, nie wiesz, do czego ona doprowadziła!

– Tak, to prawda, nie wiem, ale niezależnie od powodu nikt nie zasługuje na śmierć! – Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Erza leżała na ziemi, a Natsu stał i prawił jej kazania. Kazania, które ona zawsze robiła, a teraz jest na odwrót. Wyłączyła swoją zbroję i wróciła do stroju na których spodniach są płomienie. Powoli zaczęła wstawać.

Przy ciele Arii w tym czasie stanęli Marick i Elona. Chłopak wyjął schowany w jej ubraniu amulet. Postanowili się nie wtrącać w kłótnię. Uznali, że to muszą sobie sami wyjaśnić.

– Zamknij się! Nie udawaj lepszego, ode mnie! Co ty tu właściwie robisz?! Powinieneś być w gildii!

– A, ty to, co?! Co tu właściwie, prócz zabijania robisz?! – Erza uderzyła go. Natsu jej oddał. Zaczęli się uderzać nawzajem. Żaden z nich nie unikał ciosów, tylko je przyjmował, tak jakby chcieli oboje się ukarać.

– Natsu... ona wykradła mi jedną z Broni, po którą wysłał mnie Mistrz. Zawiodłam... przez mój czyn mnóstwo ludzi musiało zginąć. – Spojrzała mu prosto w twarz. – Jestem tu, by w przynajmniej minimalny sposób zadośćuczynić tej porażki! – Natsu na jej słowa milczał. – A, co ty tu robisz?

– Ja... zmierzam wraz Marickiem i Eloną... – Wskazał palcem. – ... do Smoczego Lochu w którym uwięzione są smoki, w tym mój ojciec. – Erza na jego wyjaśnienia uspokoiła się.

– Już nic mnie nie zdziwi. Dałeś znać gildii, że wyruszasz?

– Zamierzałem, ale... nie chciałem już się wracać, by im o tym mówić, no i... to jest, coś czym ja sam powinienem się zająć.

Erza głośno wypuściła powietrze. – Gdy byłeś mały to też wyruszałeś na poszukiwania ojca sam. – Lekko się uśmiechnęła. – Wychodzi na to, że oboje mamy teraz sporo na sumieniu. – Natsu odwzajemnił jej uśmiech. Erza spojrzała na martwą Arie. Zaczęło powoli do niej wracać sumienie tego, co zrobiła. – Natsu... ja... ją zabiłam. – Chłopak milczał. – Nie tylko ją, już wcześniej zrobiłam to, gdy walczyłam z wrogami. Ja... – Łzy zaczęły jej napływać. – Co się ze mną dzieje? – Zbliżyła się do niego. Przyłożyła głowę do jego ramienia. Natsu również nie wiedział, co się z nią dzieje, ale też nie wiedział, co się z nim samym dzieje. Od pożarcia smoka, zaczął patrzeć na nie jak na pożywienie, mimo tego, że jego Ojciec to też smok. Również nie wiedział, co ma myśleć. Wolał nie dzielić się tym teraz z Erzą. Za wiele teraz przeżywała, jak i on sam. Wiedział o tym, ale czuł, jakby tylko ona mogła go zrozumieć.

Położył jej dłoń na policzek. Zbliżył się do jej ust. Erza nie opierała się. Wszystko odbywało się poza ich kontrolą.

Pocałowali się.