A/N: Zapraszam do czytania. :)
Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.
Story and picture by Hiro Mashima.
Rozdział XXIX
Wyrok – Krew
– Karyuu no Tekken! – Smok poczuł silne uderzenie Natsu, który leciał w ich kierunku, po czym Erza szybkim cięciem przecięła mu krtań. Bestia zginęła, a dziewczyna wskoczyła na plecy czerwonego smoka. Tym smokiem był Drake, który przy użyciu swojej magii, tak samo jak Marick i Elona uległ przemianie.
– To nie koniec! Nadlatuje kolejny! – Szybko zrobił zwrot w prawo i złapał wroga za ramiona, by móc centralnie trafić go swoim płomieniem. Nad nimi szybował Marick. Natsu i Elona stali na jego plecach. Chłopak wystrzeliwał z buzi swój ogień, by odepchnąć wroga. Elona w tym czasie wchłaniała magię smoka. Miała założony amulet na szyi, który cały jarzył się na kolor zielony. Gdy tylko wyciągnęła całą magię ze smoka, to z wyczerpania zaczął spadać. Zderzenie z ziemią, z tak dużej wysokości skończyło się dla niego śmiertelnie.
– Zbliża się ich coraz więcej! – krzyknął Natsu. – Smocza Siła! – Jego ciało pokryły łuski, olbrzymia magia zaczęła wydobywać się z niego.
Erza zdumiona spojrzała w jego kierunku, zaczęła budzić się w niej nadzieja.
Szybkim machnięciem miecza odbił strzał wymierzony w niego. Pocisk wbił się w ścianę. Osoba oddająca go stała na końcu korytarza. Trzymała w obu dłoniach broń.
– Szybki jesteś. – Napastnik uśmiechnął się. – Zobaczmy, czy podołasz salwie takich strzał. – Z obu broni zaczął strzelać. Freed z olbrzymią precyzją starał się nadążyć za pociskami. Nie spostrzegł, jak wróg zaczął skracać dystans między nimi powoli podchodząc. Lucy jednak to zauważyła, wyjęła jeden ze swoich kluczy i przywołała Virgo. Wydała jej rozkaz przebicia się pod ziemią, do napastnika. Znalazła się tuż pod nim. Chwyciła obie jego nogi i starała się wbić go w ziemię. Freed wykorzystał chwilę, by się do niego zbliżyć
– Naiwniacy. – Z jednej broni wystrzelił pokryty magią pocisk, który zrobił wyrwę w podłodze i trafił w Virgo, a Freeda poraził nabój, który był pokryty wyładowaniem elektrycznym i utkwił mu w ramieniu.
– Freed! Virgo! – Pokojówka od obrażeń zdematerializowała się, a zielonowłosy upadł. – Horologium! – Nie mogła zwlekać. Przeciwnik już szykował się by oddać kolejny strzał. Olbrzymi zegar zamknął Freeda w środku, by móc ochronić go przed kolejnym postrzałem.
– Nim ktoś z nas zginie, to może się sobie przedstawimy? – Poprawił palcem okulary. – Nazywam się Felix.
Dwójka magów z wahaniem odpowiedziała.
– Lucy Hearfilla.
– Freed Justine – Mag był zamknięty, więc Horologium powtórzył jego słowa za niego.
– Lucy i Freed, miło mi. Mam rozkaz pozbawić was życia, tak więc nie jest to nic osobistego. Nie miejmy do siebie urazy. PUFF! – Wykrzyczał to słowo i oddał strzały. Horologium był bardzo wytrzymały i nie mógł go przebić.
– Loki! – Lucy przywołał swojego najsilniejszego Gwiezdnego Ducha, a zarazem przyjaciela. –Uważaj, jego pociski są pokryte magią! – Felix nieprzerwanie zaczął naciskać na spust. Nie było końca jego amunicji. Loki przy pomocy swojej mocy Regulusa zaczął parować jego strzały. Gdyby jego magia nie pokrywała dużego obszaru, to nie poradziłby sobie z tak dużą ilością pocisków.
– Lion Brilliance! – Loki oślepił Felixa, Lucy w porę zdążyła zamknąć oczy. Szybko mag do niego podbiegł, by zadać decydujący cios, gdy jest ciągle oślepiony, lecz został postrzelony w klatkę. Okazało się, że oczy Felixa miały się dobrze. Jego okulary były pokryte magią, która go ochroniła przed oślepieniem.
– Loki! – Lucy w strachu o jej przyjaciela nie umyślnie zaczęła biec, Felix wymierzył w nią i strzał odebrałby jej życie, gdyby pomimo olbrzymiego bólu Loki nie znokautował go. Padł tuż obok niego z ciężkich ran. – Loki! Słyszysz mnie?! – Uniosła lekko jego głowę i spojrzała na jego ciężką ranę.
– Nic mi... nie będzie. Jak tylko przeniosę się... do Świata Gwiezdnych... Duchów, to wyzdrowieje. Teraz zajmij się Freedem. – Lucy spojrzała, jak jego przyjaciel wciąż znajdował się w Horologium i wymagał natychmiastowej pomocy.
– Lucy... zawsze chciałem Ci powiedzieć, że... – Słuchała go uważnie. – Nie...powiem... gdy następnym razem się zobaczymy. – Loki powoli zaczął się dematerializować. Wrócił do swojego świata, by wydobrzeć.
Zbierało jej się na łzy, ale nie mogła tego zrobić. Musiała być silna. Szybko wraz z Horologium, które miało w sobie Freeda skierowali się schodami do lochów. Po dotarciu na dół dziewczyna szukała czegoś do wyjęcia kuli. Uznała, że w miejscu, takim jak to, gdzie ludzi się torturuje znajdzie się coś przydatnego. Znalazła drut, który Horologium wygiął dla niej końcówki, by mogła włożyć je w ciało. Nigdy wcześniej nie wyjmowała pocisku z ciała, nie wiedziała, czy się uda, ale tu chodziło o jego życie. Musiała zaryzykować. Freed niemiłosiernie krzyczał z bólu. Pewnie był to pierwszy raz, gdy w lochu, w którym ludzie krzyczą z krzywdy, która może ich zabić, tak ten krzyk mógł uratować mu życie.
– Już prawie. – Horologium ścierką wytarł jej pot z czoła. – Wychodzi... – Sprawnym szarpnięciem wyjęła mu pocisk. – Udało się! Jeszcze muszę go opatrzyć, by nie wdało się zakażenie, ale nie jestem pewna, jak...
– Ja, wiem jak to zrobić! – Odwróciła głowę i w ostatniej celi ktoś siedział. Podbiegła do niego i ujrzała młodzieńca, który z wyglądu był trochę starszy od niej. Rude włosy, a na policzkach piegi wpasowywały się w jego karnację. Nie miał koszuli, a na klatce widać było wiele ran.
– Chwila, czy ty... jesteś tą osobą, która zna się na tych Świętych Broniach?
– He? Tak, skąd wiesz?
– Tak się składa, że jesteśmy to, by Ci pomóc, ale wpierw ty musisz pomóc mu. – Spojrzała z wielkim niepokojem na ranę jej przyjaciela.
– Tak, nie martw się. Znam się na tym. – Lucy otworzyła bramę do Taurus'a który zniszczył kraty, by chłopak mógł wyjść.
– Jestem Arthur.
– A ja jestem Lucy.
– Smacznie spałem, gdy krzyki twojego kolegi mnie obudziły. Świetnie się spisałaś. Teraz powinnaś już odpocząć. Oglądanie tego, to nic przyjemnego.
Lucy ironicznie się uśmiechnęła.
– To nic, do krwi już przywykłam.
Poturbowana Mira z trudem wstała. Nie mogła wyjść z szoku. Jej Demoniczna Forma znikła. Przez chwilę miała problem by ją założyć z powrotem, lecz udało jej się. Gray w tym czasie wymieniał ciosy z Nickiem, który był cały czas uśmiechnięty. Mira zadała cios z tyłu, ale ten w porę zdążył zareagować. Unikał w tym czasie dwóch osób, a i tak jego uśmiech nie znikał z twarzy.
– Wyczyszczenie! – Mira znów straciła swoją formę, Gray prawie uderzył w Nicka, lecz ten zdążył złapać jego pięść. Przekręcił mu ramię do tyłu i złamał mu rękę.
W ich oczach nadzieja na zwycięstwo przepadła.
