A/N: Czytać! :)

Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.

Story and picture by Hiro Mashima.


Rozdział XXX
Wyrok – Chłód

– Gray! – Mira w amoku zaatakowała nie zorientowawszy się, że ma wyłączoną formę demona. Cios jego nie dosięgnął. Z łatwością uniknął, po czym uderzył ją w potylicę. Dziewczyna straciła przytomność.

– Nie skończyłem. – Chwycił ją za głowę i z całą siłą uderzyłby ją w twardą kamienną podłogę i zakończyłoby się to jej śmiercią, gdyby nie rzucił się na niego Gray. Odepchnął Nicka – Nie poddajesz się, ale z jedną ręką nie możesz formować swojej magii lodu. – Szykował się do ponownego natarcia, gdy przez chwilę przeszedł go dreszcz. – "Co? Dlaczego poczułem strach?" – pomyślał.

– Coś Ci powiem, my magowie Fairy Tail nie zabijamy, ale... najwidoczniej nie pozostawiasz mi wyboru. – W jego oczach można było dostrzec wściekłość, ale zarazem chłód, który ukazywał jego przyciszoną empatię.

– Ho, ho więc Fairy Tail ma jednak jaja. – Zaśmiał się. – Jestem Nick.

– Gray Fullbuster

– Gray, z jedną ręką nie masz ze mną żadnych sza... – Z jego prawej ręki wystrzelił grad lodowych pocisków. Były bez żadnego kształtu, ale wystarczające, by móc zranić. Dla Nicka wciąż nie stanowiło to żadnego problemu. Udało mu się zbliżyć do niego i wymierzyć mocny cios w jego nerkę. Gray oberwał i gdy zaczął upadać, to stworzył lodowy kolec, który wbił mu w nogę.

– Arrrrg! – krzyknął. Gray szybko wstał czując ogromny ból, ale mniejszy od jego przeciwnika. Wykorzystał jego moment nieuwagi, by chwycić go całego i wyprowadzić w stronę balkonu. Ledwo stojąc na nogach wykorzystał ostatnie resztki energii, by móc to zrobić. Znaleźli się przy murku. Oboje zaczęli się szarpać.

– Ty! – Nick był wściekły, jak nigdy dotąd.

– Zgińmy oboje. – Ich ciała się przechyliły. – Przepraszam, Lucy...

– Aria...

Gray i Nick spadli z balkonu.


Ivan trzymał dystans od swojego syna. Rzucał w niego shikigami, które eksplodowały w zetknięciu z obiektem. Oboje bardzo szybko się poruszali skacząc po dachu gildii. Shikigami otaczały całego Ivana wokół, chłopak nie mógł zbliżyć się ze swoją prędkością nieostrożnie, gdyż dałby Ivanowi szanse, a on by jej nie zmarnował.

– Rejingu Boruto! – Wielką uformowaną kulę elektryczności pocisnął w stronę swojego ojca. Ivan zebrał swoje shikigami, które pochłonęły jego magie, przez, co atak został zniwelowany. Laxus nie przejął się tym. Biegł w stronę Ivana jednocześnie unikając jego dystansowych ataków. Chłopak złączył dwie dłonie i uderzył z całej siły w sklepienie. –Rairyu no Agito! – Pod nogami wszystko zaczęło się zawalać. Laxus chciał w powietrzu przy pomocy swojej magii zbliżyć się szybko niczym piorun i zaatakować. – Aaa! –Z tyłu nagle ostre shikigami zadały mu rany cięte w plecy. Były one schowane w ścianach pomieszczeń. Spadli do jednego z holi.

– W całej mojej gildii pochowałem shikigami, które tylko czekają, na dogodny moment, by pozbawić ciebie życia.

– Gardzę tobą!

– Już niedługo, a nic nie będziesz czuć, wha ha ha ha ha ha! – Jego donośny śmiech rozległ się echem po całej gidii.

– Rairyu no Hoko! – Wystrzelił z buzi elektryczny pocisk magii. Ivan zaczął go pochłaniać swoimi shikigami, kiedy Laxus w tym czasie biegł, w jego kierunku. Shikigami, które były poukrywane w ścianach zaczęły go ciąć. Chłopak postanowił to zignorować. Całą swoją magię władował w pięść. Wiedział, że to jest jego ostatnia szansa, gdy jest zajęty pochłanianiem wcześniejszego ataku. Ból jaki odczuwał przez ciągłe, ostre, głębokie cięcia w plecy był nie do opisania, ale nie mógł zmarnować tej szansy. Ivan wciąż pochłonął wcześniejszy atak, jak tylko skończył, to nie zdążył zareagować na następny. –Metsuryu Ogi: Narumikazuchi! – Naelektryzowana pięść uderzyła prosto w twarz Ivana. Cios był tak silny, że aż przebił go przez kilka ścian.

Cały zdyszany opadł na kolana. – Ufff... ufff udało mi się... udało! – Krew z jego pleców sączyła się. – Zostaną mi blizny, ale... to nie wielka cena za pokonanie tego potwora. – Bardzo powoli przeszedł przez ponad pięć wybitych ścian. Stanął nad nim. Ivan leżał cały poobijany.

– Masz dużo szczęścia potworze – powiedział z wielką pogardą.

– Rób, co musisz... nie... obchodzi mnie to.

Laxus chwilę się zastanawiał. – Zabiłeś Gildartsa! Doprowadziłeś do śmierci moich przyjaciół! Chciałeś mnie zabić! Swojego jedynego syna! Powiedz mi, co sprawiło, że stałeś się takim potworem!?

– Ha ha, dlaczego... chcesz to wiedzieć? Jeszcze... zaczniesz... się wahać...

– Gadaj, kolejny raz się nie powtórzę. – W jego oczach był olbrzymi chłód, był na skraju zadania ostatecznego ciosu.

– Bo... twoją matkę... zamordowano...

– Co?! O czym ty...

– Wraz z... Makarovem powiedzieliśmy tobie, że zginęła w wypadku, ale... prawdą jest, że... została... zamordowana.

– Przez kogo?

– W tym sęk... przez całkowicie... przypadkową osobę... – Laxus nie wiedział, co powiedzieć. – Gdzie w tym sens? Żyła po to, aby... jakiś wariat całkowicie obcy... ją zabił.

– Nie... nie wierzę... – Nie umiał przetworzyć tych szokujących informacji.

– To prawda.

– Co się z nim stało?

– Miał trafić do więzienia... ale ja nie mogłem tego zaakceptować... zaatakowałem transport który miał go przenieść do więzienia... i dopadłem tego skurwiela... całymi dniami go torturowałem, a kiedy całkowicie stracił już wolę do życia, to go zabiłem. Rada magiczna oficjalnie... uznała mnie za przestępcę, gdy Makarov się o tym dowiedział...on ...powinien wspierać swojego syna do samego... końca, ale stanął przeciw mnie... również nastawił was wszystkich na mnie...

– Nic już nie mów.

– To, co mówię to sama prawda.

– Zamknij się powiedziałem! – W oczach Laxusa pojawiły się łzy. – To co zrobiłeś to... nie jest sprawiedliwość!

– Sprawiedliwość? Wha Ha ha ha ha ha ha ha! Sprawiedliwość nie istnieje. – Na twarzy Ivana widać było tylko szaleństwo. Laxus zaczął patrzeć powoli na niego z politowaniem.

– Mój dziadek na pewno nigdy nie odwróciłby się od ciebie tylko z tego powodu. Musiał dostrzec to, że ten czyn zaczął ciebie zmieniać. Nienawiść i zło ciebie pochłonęły.

– Nie patrz... na mnie tym żałosnym wzrokiem... nie chcę też żadnych... kazań, po prostu... zdecyduj się, co chcesz... ze mną zrobić. Zdecyduj się na wyrok.