A/N: Zapraszam do czytania. :)
Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.
Story and picture by Hiro Mashima.
Rozdział XXXI
Wyrok – Wola
– Naprawdę? – spytała kobieta siedząca przy stoliku.
– Tak! Skopał go, tak bardzo, że błagał go na kolanach, by przestał. Wyglądało, to tak jakby, to Natsu był tym złym i Rada Magiczna chciała go za to aresztować.
Mały chłopiec opowiadał z ekscytacją historie ze swojego życia, które mu się przydarzyły. Obok niego siedzieli jego rodzice. Słuchali każdego słowa. Przebywali w starym drewnianym domku. Na zewnątrz panowała śnieżyca, ogień z kominka ich wszystkich ocieplał.
– Synu.
– Tak, tato?
– Nie sądzisz, że powinieneś być teraz w innym miejscu?
– Nie rozumiem...
– Twój tata ma rację, twoi przyjaciele na ciebie czekają.
Chłopiec starał się po sobie nie poznać, o czym mówią.
– Moi przyjaciele poradzą sobie beze mnie, a po za tym nie chcę opuszczać tego domu. Tu jest ciepło i bezpiecznie. No i wy tu jesteście!
Ojciec wstał i podszedł do syna.
– Życie nie jest łatwe. Na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo, ale trzeba z tym walczyć każdego dnia.
Matka wstała i podeszła do syna.
– Musisz być dzielny i walczyć za tych których kochasz. Jeszcze nie pora na ciebie, musisz do nich wrócić.
– Mamo, tato o czym wy...
– Nie kłam, dobrze wiesz o czym mówimy – rzekł mężczyzna.
Chłopiec pochylił głowę.
– Dlaczego? Dlaczego?! Jeśli tam wrócę to jedynie przeciągnę nieuniknione! Czemu nie mogę zostać z wami już na zawsze?!
– Lucy... – Na to jedno słowo matki, chłopiec podniósł głowę. – Chcesz ją zostawić? Chcesz żeby groziło jej niebezpieczeństwo? Nawet jeśli miałbyś wrócić do nas i to nawet jutro, to czy nie lepiej z myślą, że nie poddawałeś się i walczyłeś za wszystkich do samego końca?
W głowie chłopca panował mętlik.
Powoli drzwi zaczęły się otwierać. Śnieg zaczął wpadać do pomieszczenia. Ujrzał dobrze mu znaną osobę.
– Ur...
Kobieta uśmiechnęła się w jego kierunku. Wyciągnęła do niego dłoń.
– Czekają na ciebie.
Ogień w kominku zgasł. W pomieszczeniu zapanował chłód. Wstał z krzesełka.
– Przepraszam, ale nie mogę z wami tu zostać mamo, tato.
Oboje go przytulili.
– Powodzenia, Gray – wspólnie powiedzieli.
Ruszył przed siebie, tym czasie jego ciało przybierało dorosłą posturę. Przeszedł przez drzwi gotowy na nowe niebezpieczeństwa.
– Odzyskuje przytomność – oznajmił Arthur. W jednym z pokoi Raven Tail na dwóch łóżkach dochodzili do siebie Freed, a obok niego leżał ciężko ranny Gray. Jego złamana lewa ręka została usztywniona poprzez obwiązanie jej długą chustą.
– Gray! – Rzuciła się na niego Lucy. – Tak się bałam myślałam, że umrzesz! Gdyb... gdy... gdyby nie Arthur...
– Spokoj...nie nie mam zamiaru... ciebie zostawić. – Pogłaskał ją po głowie. Spojrzał na Arthura. – Kimkolwiek jesteś... dziękuję.
– To mnie planowaliście uratować, jak mógłbym wam nie pomóc? Twój stan był ciężki. Straciłeś przytomność. Miałeś krwotok, musiałem udzielić ci pierwszej pomocy. Cała klatka piersiowa jest zabandażowana. Miałeś o wiele więcej szczęścia w przeciwieństwie do tego z którym walczyłeś.
– O ile więcej?
– Ty przeżyłeś.
Graya zamurowały te słowa, zdał sobie sprawę, że odebrał komuś życie. " Nie miałem wyjścia, musiałem to zrobić. " Karcił siebie, zastanawiał się, czy istniała jakaś inna możliwość zakończenia walki, ale jej nie widział. Przypomniał sobie, że przed upadkiem wróg wypowiedział czyjeś imię. Zrozumiał, że skoro w takim momencie je wypowiedział, to znaczy, że to była dla niego ważna osoba, a teraz Nick zginął i już więcej się nie spotkają.
Lucy wiedziała, co go trapiło.
– Gray, najważniejsze, że żyjesz. Jak to się wszystko skończy, to będziemy rozważać, czy dobre decyzje podjęliśmy, bądź złe i jeśli będzie trzeba, to poniesiemy za to odpowiedzialność.
– Tak... masz rację... teraz myślmy tylko o tym, by jak najdłużej utrzymać się na nogach. – Spojrzał na łóżko obok na którym leżał Freed. – Widzę, że tobie też się oberwało.
– Akurat ty nie powinieneś tego mówić.
Oboje się uśmiechnęli.
– Chwila... Mira, co z nią?
– Spokojnie, jest teraz z Laxus'em. Wszystkim udało nam się przeżyć i powstrzymać Ivana – pocieszyła go Lucy.
Gray'owi ulżyło. Spojrzał w jej oczy.
– Zbliż się.
Przysunęła bliżej twarz. Gray wykorzystał ten moment i ją pocałował. Oboje się zarumienili.
– Cieszę się, że żyję.
– Popełniasz błąd.
– Nie, Ivan w przeciwieństwie do ciebie po prostu umiem zachować się, jak na człowieka przystało.
Laxus wraz z Mirajane stali przed celą w lochu. W niej siedzieli skuci Ivan i Felix. W pozostałych celach przebywali pozostali członkowie Raven Tail.
– Rada magiczna zapewne już nie istnieje, powinieneś mnie zabić!
– Ivan, nie zabije cię, ale z chęcią połamię tobie kilka kości, a wtedy będziesz zbyt zajęty wyciem z bólu, niż przekomarzać się ze mną.
Mag zamilkł. Ivan czuł, że przegrana z nim w walce nie była tą najgorszą, niż ta w której nie zdołał złamać jego silnej woli.
Laxus wraz z Mirą odeszli od cel i schodami prowadzącymi na górę opuścili lochy. Mistrz Fairy Tail zatrzymał się.
– Mira, myślisz, że dobrze postąpiłem? – Spojrzał na nią zmartwionym wzrokiem.
Mira złapała go za dłoń.
– Tak, byłeś wspaniały. Nasz mistrz, twój dziadek byłby z ciebie dumny.
Na jej słowa objął ją. Emocje sprawiły, że zaczął upuszczać kilka łez na jej bark. Odwzajemniła uścisk. Nim Laxus puścił dziewczynę, to wpierw przetarł oczy, po czym spojrzał na nią, a ona na niego. Zbliżyli się i pocałowali. Gdy skończyli Laxus chwycił za rękę Mire i powolnym krokiem szli do pozostałych. Oboje chcieliby, aby czas w tym momencie się zatrzymał. Podczas tej chwili zapomnieli o wszystkim, co się wokół nich dzieje.
– Jesteście, martwiliśmy się o was – powiedział zmartwiony Freed.
– Niepotrzebnie. Bardziej martwiłbym się o twoje rany i Graya. – Spojrzał na lodowego maga. – Myśleliśmy, że skonasz. – W jego głosie można było dostrzec troskę, jak i ulgę o stan jego przyjaciela, mimo poważnego wyrazu twarzy.
– Jestem twardszy, niż myślisz – zarzucił mu z uśmiechem Gray. – Dostrzegł, jak i pozostali, że trzymają się za ręce, ale nikt nie chciał komentować tego, choć w normalnych sytuacjach doszłoby do żartobliwych uwag, ale na taki relaks nie mogli sobie jeszcze pozwolić.
– Przepraszam, Gray. – Czuła się winna Mira. – Gdyby wtedy nie pochłonęły mną emocje i nie dała się, tak podejść, to...
– Mira, to nie twoja wina. Każdy z nas na widok przyjaciela wpadłby w szał. Wróg był silny, ale zdołaliśmy oboje przeżyć. To jest najważniejsze.
Wyraz twarzy dziewczyny zmienił się na pogodniejszy.
– Tak, masz rację.
Krótką chwilę ciszy przerwał Laxus.
– Dziękujemy Arthurze. Gdyby nie ty, to nie wiem, jak byśmy sobie poradzili. – Podał mu dłoń. Chłopak odwzajemnił gest. Uścisnęli dłonie.
– Nie ma za co.
Puścili je.
– Znasz się na medycynie? – spytała Lucy.
– Tak, mam nawet małą klinikę.
– Naprawdę twój przodek był twórcą Świętych Broni?
Na pytanie Lucy Arthur zmarszczył brwi.
– Tak, niestety tak.
– Niestety? – Zdziwiła się Lucy.
– Gdybym nim nie był, to nie skończyłbym na torturach u Ivana.
Laxus poczuł się w pewien sposób odpowiedzialny za to, co go spotkało.
– Przepraszam za mojego szalonego ojca. On i reszta tych potworów jest skuta i dopilnuję, by nikomu już więcej nie zrobili krzywdy.
– Ojciec? Nigdy bym nie pomyślał, że możesz być jego synem. Jesteście wcale do siebie nie podobni.
– Dzięki, to dla mnie dużo znaczy. – Uśmiechnął się, co dla jego przyjaciół było rzadkie do zobaczenia. Jedynie dla Mirajane było to całkowicie normalne.
– Moje nazwisko brzmi Malchevick. Pewnie już słyszeliście je gdzieś.
Wszyscy zaczęli zastanawiać się, gdzie mogliby je usłyszeć. Wydawało im się znajome.
– Wiem! – krzyknęła Lucy. – W miasteczku Elusive jest posąg Vana Malchevicka!
Po jej słowach każdy skojarzył, dlaczego to było znane nazwisko.
– Tak, dokładnie.
– Arthur, mamy wiele pytań do ciebie. Będziesz nam skłonny odpowiedzieć nam na nie?
– Uratowaliście mi życie. Powiem wam wszystko, co wiem.
Magowie zamienili się w słuch gotowi poznać odpowiedzi.
Marick zaczął się trząść. Wszyscy siedzieli na jego grzbiecie. Tracili równowagę w locie.
– Hej, co się dzieje?! – krzyknął Natsu. – Tylko mi nie mów, że nie tolerujesz zmiany temperatury! Zgodzę się, że ja również nie lubię zimna, no i pada śnieg, ale nie przesadzaj, bo wszyscy spadniemy!
– To nie to Natsu! – poprawiła go Elona. – Jeśli korzystamy za długo ze Smoczej Magii, to odnosimy skutki uboczne korzystania z niej. Możemy zatracić się i już nigdy ponownie nie stać się ludźmi!
– Myślałam, że chodziło tylko o zmęczenie i dlatego od dłuższego czasu tylko jedna osoba zmieniała się w smoka i tak po kolei. Nie przypuszczałam, że może być, aż tak duże ryzyko używania tej magii. – Erza przejęła się skutkami korzystania z takiej mocy. Czuła obawę, że to może zwrócić się przeciwko wszystkim.
– Racja... zapomniałem... chwila... – Natsu coś sobie przypomniał, gdy Marick zaczął kręcić się, przez co magowie stracili równowagę i spadli. Na szczęście byli tuż nad ziemią i dużo ilość śniegu złagodziła upadek.
Marick ledwo wracał do postaci człowieka. Wszyscy do niego podbiegli.
– Dalej uda ci się! – Krzyczała do niego, tak żeby jego umysł nie zapomniał, że jest człowiekiem. – Dalej! – Wszyscy prócz Drake zaczęli krzyczeć, by się nie poddawał.
Marick przybrał na nowo formę człowieka. Elona położyła jego głowę na swoje kolana.
– Już dobrze.
– Nie możemy tu zostać, bo zamarzniemy – przerwał im moment Drake.
– Elona, kiedyś mi powiedzieliście, że jesteście jedynymi, którzy potrafią korzystać ze zmiany w smoka. Aż tak bardzo mi nie ufaliście, że zdecydowaliście się na kłamstwo? A może dalej mi nie ufacie? – powiedział stanowczo Natsu.
– A wiedza, że ktoś jeszcze posiada naszą magię i nas ściga, by coś zmieniła? – Spojrzała na Draka, który odwrócił wzrok. – Jeszcze byśmy ciebie tylko zniechęcili. Nie obawiaj się, nie mamy zamiaru już ciebie okłamywać.
– Jak mówiłem żadnych tajemnic, a przede wszystkim kłamstw. Zaszliśmy już tak daleko, że nie mowy, abym teraz przestał z wami podróżować, więc Elona, musimy sobie ufać, dobrze?
Natsu nie wydawał się być zdenerwowany, co ją zdziwiło.
– Dobrze, obiecuję.
Chłopak przytaknął głową.
– A więc to jest Iceberg. Kraj lodu i zimna... Gray'owi by się tu spodobało, co nie Erza?
Ku jego zdziwieniu wciąż nie potrafił utrzymać kontaktu wzrokowego z nią. Niespodziewanie się zarumienił. Odwrócił głowę. Erza to zauważyła i również nie potrafiła spojrzeć mu w oczy..
Natsu strzepał z głowy śnieg.
– Okej, poszukajmy jakiegoś schronienia i znajdźmy Smoczy Loch!
