A/N: Czytać! :)
Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.
Story and picture by Hiro Mashima.
Rozdział XXXII
Iceberg – Schronienie
Piątka magów przedzierała się przez zaspy śniegu. Panowała silna zamieć. Mieli bardzo lekkie ubrania, gdyby nie Natsu, który wszystkich ocieplał swoim ogniem to zamarzliby na śmierć.
– Zimno...zimno...zimno... – powtarzał, jak doktrynę Natsu
– Wiemy... przestań gadać! – krzyknął Drake.
Słońce zaszło, a noc przyniosła jeszcze większe zimno. Płomień maga już nie wystarczał, ale zwiększenie go, tylko wszystkich mogłoby popalić i również wskazać smokom ich pozycje z daleka. Korzystając i nawet z takiego ognia ryzykowali zauważeniem.
– Przez... podróż, tak długą... nie mamy sił, by się przemienić w smoka ponownie... jeśli ktoś nas teraz zaatakuje, będzie... kiepsko... – Elona nie miała zamiaru owijać w bawełnę. – Módlmy się, byśmy znaleźli schronienie.
– Modlitwa nam nie pomoże... sami musimy sobie pomóc... – poprawiła ją Erza, jednak jej słowa nie polepszyły nikomu humoru.
– Cholera... powinienem zostać sam, a nie dołączać... do was. Już wolę zginąć w walce ze smokiem... niż zamarznąć na śmierć! – zaczął narzekać Drake.
– Jak tylko... odzyskam pełnię sił, to... spełnię twoje życzenie. – Spojrzał Marick na niego. – Dalej nie rozumiem, jak mogłeś tak łatwo dać się przekonać, by przejść na naszą stronę?
– Nie przeszedłem na niczyją stronę... wybrałem was, bo uznałem, że z wami mam większą szansę na... przeżycie... myliłem się. Nie macie pojęcia, co robicie.
– Wybacz, że zawiedliśmy ciebie! Nic się nie zmieniłeś! Dalej jesteś, tak głupi jaki byłeś, skoro myślałeś, że wszystko będzie szło łatwo!
– Coś ty powiedział!?
– Zamknąć się! – krzyknęła Elona. – Później będziecie się o to kłócić! – Jej słowa uspokoiły dwójkę gotowych się pozabijać facetów.
– Zimno... zimno... zimno... – Natsu wciąż powtarzał te słowa.
– Wiemy! – wszyscy krzyknęli.
Każdy ich krok stawał się coraz cięższy. Siły od nich odchodziły. Jedyna osoba, która najlepiej z nich wszystkich się trzymała to Natsu ze względu na jego olbrzymie pokłady magii połączone z mocą ognia. Pierwszy upadł Marick. On najbardziej był ze wszystkich wymęczony. Elona uderzyła go w twarz, by nie zasnął.
– Wstawaj...musimy iść... – Wzięła go za ramię, a za drugie Erza.
Wszyscy, prócz Natsu ledwo zachowywali przytomność. Już dawno skończyło im się jedzenie. Powoli nawet Natsu zaczął słabnąć, co mogli zauważyć pozostali, bo jego ogień zaczął słabnąć. Nikt już nic nie mówił, po prostu cicho szli. Nie mieli nawet sił, by coś głośno powiedzieć, ale słuch wciąż mieli dobry.
– Nie... – Elona, jak i pozostali byli przerażeni. – Smoki... – Natsu szybko zgasił płomień. Elona wyjęła specjalne perfumy, którymi wszystkich wypachniła. Dzięki temu wszyscy mogli ukryć swój zapach. Normalnie nie zastosowałby tego na sobie i pozostałych, którzy używają smoczej magii, gdyż ich zapach nie różni się od pozostałych smoków, przez co one je ignorują, ale na tym lodowym pustkowiu smoki spostrzegłyby się, że coś jest nie tak.
Zakopali się w głębokim śniegu. Wszyscy koło siebie leżeli, by ich temperatura ciała nie zmalała. Z pod śniegu słyszeli głośne kroki. Wiedzieli, że smok jest tuż obok nich. Z każdą chwilą, co raz więcej odgłosów się zbierało. Leżeli, tak zakopani w śniegu z nadzieją, że nie zorientują się z ich obecności.
Do Erzy zaczęły wracać słowa, które wypowiedziała wcześniej. Jej oczy wypełnił strach. Nie widziała już innej drogi ratunku. Zaczęła się modlić. Ułożyła dłonie na znak modlitwy.
Natsu spostrzegł, to co przeżywała. Złapał ją za dłonie, nie mógł nic powiedzieć, bo smoki natychmiast, by go usłyszały. Spojrzał w jej oczy, a ona w jego. Dostrzegła w nich siłę, odwagę, która nie zlęknie się nawet jeśli będzie musiał walczyć w przegranej bitwie w obronie swoich towarzyszy. Zrezygnowała z modlitwy i swoimi dłońmi złapała jego ręce.
Odgłosy smoków powoli oddalały się. Z śniegu pierwszy wykopał się Natsu, który dał wszystkim znać, że jest bezpiecznie i ku ich zdziwieniu przestał padać śnieg. Mogli lepiej zobaczyć okolicę. Wciąż było ciemno, ale niebo się rozchmurzyło, choć widać było, że kolejna czarna chmura już nadchodziła. Światło księżyca wskazało im pewne miejsce, tak jakby ktoś mówił "W tę stronę". Dwa kilometry drogi stąd leżała wioska. Wszystkim w końcu poprawił się humor.
– Kraj Iceberg ma bardzo mało wiosek, większość terenów to śnieg i góry, więc to praktycznie cud, że udało nam się jakąś wypatrzyć.. – poinformowała wszystkich Elona.
Erza podeszła do Natsu.
– Tak się cieszę, że jesteś ze mną.
Natsu ją przytulił.
– I ja też.
Erza odwzajemniła uścisk.
Powoli ruszyli pełni nadziei, że znajdą coś do jedzenia w wiosce. Wiedzieli, że byłoby to za piękne, aby mogło być prawdziwe, ale ta myśl ich podtrzymywała na duchu.
– W końcu – powiedział Natsu. Znaleźli się przed ogrodzeniem do wioski. Wszystkim dobry nastrój znikł, jak ujrzeli rozszarpane ciała ludzi wokół domków. Raz jeszcze rzeczywistość przypomniała im, że nie są bezpieczni.
– Patrzenie na to nie pomoże nikomu. Rozejrzymy się po domkach, czy coś znajdziemy. – Ze wszystkich osób to właśnie Drake najlepiej ten makabryczny widok ciał przetrawił, choć Elona i Marick znali go na tyle, by wiedzieć, że nie lubi on ukazywać swoich uczuć. W takiej sytuacji powiedzieliby, aby tak się nie rządził, ale potrzebowali teraz kogoś, kto będzie stanowczy.
Wszyscy się rozdzielili. Było to niewielka wieś, ledwo piętnaście drewnianych domków. Marick zaryzykował i głośno zawołał, czy ktoś przeżył i schował się, ale jedynie cisza mu odpowiedziała.
Erza stanęła przed drzwiami w strachu przed tym, co może ją spotkać w środku. Drzwi były zniszczone, a wnętrze jeszcze bardziej. Jedna strona domu całkowicie rozwalona. Dziura w dachu. Na ścinach plamy krwi. Znalazła w kuchni jedzenie, ale było zepsute. Wychodząc z domu nadepnęła na zdjęcie oprawione w szklaną ramkę. Podniosła je i ujrzała uśmiechającą się rodzinę.
– Tak, mi przykro. – Czuła olbrzymią nie moc. Znów zaczął padać mocny śnieg. Elona podbiegła do niej.
– Marick znalazł zapasy jedzenia.
– Naprawdę? – Zdziwiła się.
– Chodź. – Dziewczyny skierowały się w stronę domku na wzgórzu. W odróżnieniu od pozostałych był dwa razy większy, jednak również był tak samo zniszczony, jak pozostałe.
– Więc? – spytała Erza.
Podszedł do niej Marick.
– Właściciel tego domu zrobił na dole ogromną spiżarnię.
– Spiżarnia? – Zdziwiła się Erza. – Wydawało mi się to dziwne, że w domu którym byłam nie przechowywali jedzenia, czy też nawet nie było piwnicy.
– Też to zauważyłem – powiedział Drake.
– Ja też. – Elona również to zauważyła.
– Dlaczego? – Erza nie rozumiała tego.
– Hm, myślę, że szef tej wioski musiał prowadzić rządy surową ręką. Wszystko zmagazynował dla siebie i zabronił budowania piwnic w innych domach.
– Potwór... – Erze zdenerwowały te słowa. – Nawet Smoki, by tak nisko nie upadły. – Złapała się za głowę. – Nie mówmy już o tym. Zjedzmy i przenocujmy, by odzyskać siły... gdzie jest Natsu? – Spostrzegła, że jego jednego nie ma.
Pozostali również zdziwili się jego nieobecnością.
– Pewnie siedzi w jednym z domków. Pójdę po niego – powiedział Marick i gdy wychodził usłyszał, jak i reszta ryk smoka.
– Smok?! – krzyknęła Elona. – Nie mamy sił, by walczyć! Gdzie jest Natsu?!
Z jednego z domków wybiegł różowowłosy.
– To tylko jeden smok! Poradzę sobie! Wy zaczekajcie w środku! – krzyknął do wszystkich.
Erze zmartwiły te słowa.
– Nie! Idziemy z tobą! – Nie mogła pozwolić mu walczyć sama i wybiegłaby, gdyby nie Marick, który ją znokautował.
– Wybacz Erza, ale on jeden teraz ma siłę, by walczyć. – Spojrzał, jak sylwetka chłopaka znikała w burzy śniegu. – Nie zgiń! – Jednak Natsu, był za daleko, aby usłyszeć.
Chłopak biegł, ile sił w nogach w kierunku smoka.
– Nie pozwolę nikomu zginąć! – Zeskoczył z urwiska i przeturlał się na śniegu. Szybko wstał i się wyprostował. Przed nim wylądował Czarny Smok. Swoje skrzydła rozszerzył zasłaniając blask księżyca.
– Nosisz na sobie znajomy zapach dziecko.
Natsu nie odpowiedział.
– Hm, musi mi się tylko wydawać.
– Powiedz, jak dojść do Smoczego Lochu?
– Ha Ha Ha Ha! Jeszcze czego, myślisz, że będę wchodził w dyskusje z jedzeniem?! Ha Ha Ha!
Poważny wyraz twarzy Natsu znikł, a pojawił się uśmiech.
– Ha ha... – zaczął się powoli śmiać, aż jego głos stał się tak głośny, jak smoka. – To ty jesteś jedzeniem! – W oczach Natsu było widać niekontrolowany szał.
To spojrzenie wystarczyło, aby smok zląkł się człowieka.
