A/N: Zapraszam do czytania :)

Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz, który da mi jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.

Story and picture by Hiro Mashima.

.


Rozdział XXXIII
Iceberg – Zabójca Smoków

Smok spoglądał na maga w strachu. Stał cały sparaliżowany. Jego zmysły wróciły dopiero po chwili. Rzucił się w jego kierunku. Natsu chciał uskoczyć, lecz śnieg był zbyt duży i ograniczał jego swobodę ruchu. Bestia zdołała dosięgnąć maga. Kły zatrzasnęły się na nim. Zginąłby na miejscu, gdyby chłopak w porę nie złapał dolną, jak i górną partię jego zębów.

Z początku smok tylko chciał zjeść go, by się najeść, lecz zmieniło się to i teraz chce po prostu go szybko wyeliminować, a kiedy ujrzał, że ten człowiek zdołał gołymi dłońmi zatrzymać jego natarcie to strach o własne życie się tylko zwiększył.

Natsu odepchnął go, po czym wskoczył na jego głowę.

– Karyuu no Tekken! – Uderzenie oszołomiło smoka, lecz nie doznał poważnych obrażeń. Zaczął się szarpać, by go zrzucić z siebie. W końcu mu się to udało. Mag wpadł w śnieg. Smok mógł wykorzystać ten moment, ale czuł, że ponowny, bezpośredni atak nic nie da, jak wcześniej. Wzleciał wysoko, by skumulować ogień w pysku.

– Głód i zmęczenie dają o sobie znać... mój atak był bardzo słaby... – Smok w powietrzu skończył przygotowania. Największa jaką do tej pory Natsu widział fale ognia zbliżała się do niego. – Tego mi było trzeba. – Z chytrym uśmiechem wypowiedział te słowa. Ogień trafił bezpośrednio w niego. Smok, tak się bał, że nie zamierzał przerywać ataku. Pośród płomieni ujrzał człowieka, który żyje i je jego ogień.

– Co?! – Przerwał swój atak, by z niedowierzaniem ujrzeć, to co widzi. Cały ogień wokół chłopca był wciągany przez buzie do jego ciała. Jego ubrania spłonęły, jedynie górna część spodni ocalała. Mag wciągnął cały płomień, po czym przetarł usta.

– Dziękuje za posiłek. – Smok odwrócił się i w strachu zaczął się wycofywać. Od maga zaczęła się wydobywać olbrzymia magia, a ciało pokryły łuski. – Smocza siła! – Wyskoczył, tak wysoko, że złapał bestie za nogę, po czym szybko wspiął się na jego plecy. Nie czekając wymierzył kilka ciosów w jego twardy pancerz.

Smok przyspieszył lot i zaczął się kręcić w powietrzu. Natsu wbił głęboko swoje dłonie w jego skórę pod pancerzem, by go nie zrzucił. – Smok zaczął przeraźliwie krzyczeć. – Zostaw mnie! – Mag ignorował jego krzyki. Wyjął jedną rękę i wytworzył olbrzymia łapę z ognia, która wykręciła mu skrzydło. Smok stracił równowagę i spadł w zaspy śniegu. Natsu zeskoczył. Stanął przy jego głowie, tak aby patrzeć mu prosto w oczy.

– Gdzie jest Smoczy Loch? – Bestia spojrzała na niego. Nie ujrzała ludzkich oczu, lecz takie same, jak jego braci. Oczy smoka.

– Kim ty jesteś?

– Natsu Dragneel, Zabójca Smoków.

Smok rozszerzył źrenice ze zdziwienia.

– Więc to prawda, że Zabójcy Smoków jeszcze żyją?!

– Gdzie jest Smoczy Loch?

– Nic tobie nie powiem! Już wolę zginąć!

Natsu uśmiechnął się.

– Spokojnie, nie zabije ciebie, przecież tuż przed walką powiedziałem, że staniesz się moim jedzeniem.

– O czym ty...

– Dobrze wiesz o czym mówię.

Smok próbował wstać, ale Natsu mu szybko przywalił. Stworzył ognistą łapę i zaczął mu wykręcać nogi. Bestia, która przed chwilą miała siłę powalić setkę ludzi, teraz stała się całkowicie bezbronna. Został pozbawiony drogi ucieczki. Nie mógł wzlecieć i nie mógł chodzić.

– Masz bardzo duże ciało, Smoku. Zacznę jeść od pleców i będę powoli schodził w dół.

– Co?! Ty mówisz serio?!

– Jeśli mi nie powiesz, gdzie jest Smoczy Loch to zjem ciebie żywcem. – Natsu zaczął kilkakrotnie uderzać miejsce na plecach w którym już zrobił sporą wyrwę. Jego twardy pancerz jeszcze bardziej pękł. Zaczął wyrywać jego wnętrzności i jeść.

Smok wił się z bólu i prosił, by przestał, lecz mag go nie słuchał.

– Powiem, powiem! – Natsu na te słowa przerwał posiłek.

– Gdzie jest Smoczy Loch? – Spokojnie się spytał trzymając jednocześnie w ręku kawałki mięsa.

– Na północ stąd! Są tam... są tam dwie olbrzymie góry, a pomiędzy nimi u ich podnóża stoją olbrzymie stalowe wrota, które prowadzą do Smoczego Lochu! – Natsu w spokoju spoglądał na niego. – Przysięgam! Mówię prawdę! Proszę przestań! Pozwól mi żyć!

Natsu zeskoczył z niego i spojrzał mu w oczy.

– Dziękuje, że mi powiedziałeś. – Wszedł na jego głowę i zaczął kumulować magię.

– Hej, co ty robisz?!

– Za to, że mi powiedziałeś najpierw zabije ciebie, a dopiero potem zjem.

– Nie, proszę!

Natsu skoczył i rzucił w głowę bestii kulę ognia.

– Karyuu no Koen! – Atak całkowicie przygniótł mu czaszkę. Bestia została zabita. Natsu wylądował z powrotem na nim.

– Przyjaciele muszą się o mnie martwić, więc powinienem się pośpieszyć, ale wpierw dokończę posiłek, który przerwałem.

Była mocna zamieć, która dla Natsu nie stanowiła problemu, gdyż Smocza Siła rozgrzewała jego ciało. Był cały pokryty smoczą krwią. Ktoś mógłby powiedzieć, że wyglądał, jak zwierzę, które właśnie delektuje się swoją zdobyczą po wygranej walce. Można byłoby tak powiedzieć, tyle że to był człowiek.

.


Erza powoli otwiera oczy.

– Co... się? – Wracają do niej wspomnienia z zeszłej nocy. – Natsu! – Uniosła głowę z koca i rozgląda się wokół.

– Hej, Erza. – Elona podeszła do niej. – Marick ciebie uderzył, bo niewiele brakowało, abyś zginęła w walce.

–Co się stało z Natsu?! Żyje?! Gdzie on jest?!

Elona przekręciła głowę.

– Nie wiem, jak tylko wstało słońce Marick i Drake poszli go poszukać.

– Idę! – Chwyciła swoje miecze. Ledwo zdołała wstać i opadła z sił. – He?

– Nic nie jadłaś, więc to oczywiste, że nie masz sił ustać. – Elona podaje jej suszone mięso. – Jedz.

– Natsu...on może nie żyć...nie mogę...zwlekać...

– W takim stanie nigdzie nie zajdziesz. Jedz.

Erza nie chciała zwlekać. Nie interesowało ją to, co się z nią stanie. Martwiła się tylko o Natsu. Jednak wiedziała, że Elona ma rację i musi coś zjeść.

– Zjem i jak tylko moje ciało pozwoli mi ustać, to od razu wyruszam. – Z wielkim trudem zdobyła się na te słowa.

– W porządku. – Podała jej jedzenie.

– Natsu... proszę, żyj.


.

– Musieli daleko odlecieć w trakcie walki. – Marick rozglądał się we wszystkie strony w poszukiwaniu towarzysza. Nie mogli go wyczuć, gdyż przez całą noc zamieć wszystko rozwiała. W ręku trzymał czarną, wełnianą kurtkę i spodnie.

– Nie warto tracić czasu. Pewnie zginął – stwierdził Drake.

Marick złapał go za kołnierz.

– Drake, nie zapominaj, że tylko dzięki niemu żyjesz. Powiedz jeszcze raz, to co przed chwilą, a pożałujesz.

Drake nic nie odpowiedział, po czym Marick go puścił. Zaczęli dalej go szukać, aż dostrzegli w dali porozrywane na kawałki ciało smoka. Szybko podbiegli do niego.

– Czyżby smok zjadł innego smoka? – Spytał się zdezorientowany Drake.

– Nigdy nie słyszałem o takim przypadku.

Nagle magowie usłyszeli ziewanie dochodzące z porozrywanych wnętrzności. Coś zaczęło się poruszać, a po chwili wyszedł z niej człowiek cały we krwi.

– Natsu?! – krzyknęli.

Mag, który jeszcze był zaspany, dopiero po chwili zorientował się, że stoi przed nim dwójka osób.

– Natsu! Znaleźliśmy ciebie! – Marick'owi spadł kamień z serca, gdy Drake wciąż miał wyraz twarzy obojętny. – Kto tak załatwił tego Smo...

Nie zdołał dokończyć, gdy różowo włosy wymierzył cios w niego. Marick ledwo zdążył zareagować. Zaczął zadawać w niego kolejne ciosy.

– Co z tobą?! – krzyknął Marick.

Drake złapał go od tyłu za ramiona.

– Co się dzieje?! – Drake zamiarem nie było zrobienie mu krzywdy, a jedynie uspokojenie go. – Przestań!

– To my! Marick i Drake! – krzyknął mu prosto w twarz. Do Natsu powoli wracały zmysły. Zaczął się powoli uspokajać.

– Co...się...to wy? –Drake puścił Natsu.

– Uff, dobrze, że wróciły tobie zmysły! Jesteś ranny?! Jesteś cały we krwi! – Martwił się Marick.

– To nie moja. Tylko smoka.

– To dobrze. – Marick podał mu ubranie.

– Nie potrzebuje. Jest mi ciepło. Wybaczcie, nie wiem czemu was...

– Ciepło? Jest poniżej pięćdziesięciu stopni – powiedział Marick.

– On... ma rację, gdy go trzymałem jego ciało było ciepłe – przykłada rękę do jego pleców. – I dalej jest.

Oboje nie mogli uwierzyć, że Natsu przetrwał, tak zimną noc.

– Natsu, czy pojawił się jakiś inny smok, który zaatakował tego czarnego?

– Inny? Nie. Ja to zrobiłem.

Drake spojrzał z wątpieniem na Maricka i on na niego.

– Mógłbyś powtórzyć? – Marick zaczął myśleć, że może uszy mu odpadły z mrozu.

– No, co? Mówię przecież, że go zjadł... em. – Przyłożył dłoń do ust. – Chwila... co?

Już nikt nie wiedział, co się dzieje.

– Ja... – Do chłopaka zaczęło powoli wszystko w pełni wracać. – Walczyłem z nim, po czym... nie wiem, co... ale czułem się jakbym... nie był sobą...

– Musimy stąd iść. Tu nie jest bezpiecznie – przerwał mu Marick. – No i nie powinieneś kazać Erzie czekać. Pewnie już się wybudziła i zaczęła ciebie szukać, a nie powinniśmy się minąć przez przypadek.

Natsu tylko pokiwał głową.

– Może lepiej wpierw zetrzyj śniegiem krew z siebie – zaproponował Drake.

– Wiesz, co? To chyba twój jedyny, przyzwoity pomysł na jaki kiedykolwiek wpadłeś. – Wymądrzył się Marick.

– Zamknij się albo ciebie zatłukę.

Natsu zaczął wycierać się w śniegu. Biel przybrała czerwień.

– Erza nie chciałaby mnie takim widzieć – powiedział pod nosem. – Chodźmy.

– Nie chcesz tego ubrać? – spytał się Marick.

– Nie, dalej jest mi ciepło.

Zaczęli powoli wracać.

– Pożarłem smoka i chciałem zaatakować towarzyszy...? – Zaczął się karcić w myślach. – Co się ze mną do cholery dzieje?!