A/N: Jest to najdłuższy rozdział ze wszystkich! Zapraszam do czytania. :)

Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz, który da mi jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.

Story and picture by Hiro Mashima.

.


Rozdział XXXIV
Iceberg – Bohater

– Idę z tobą.

– Elona, powinnaś zaczekać tutaj. Możliwe, że lada chwila wrócą.

– Nie zostawię ciebie samej. – Uparła się.

Słowa Elony wzruszyły Erze.

– Dzięki.

– Może nie znamy się za dobrze, ale w tej wyprawie musimy trzymać się razem.

Obydwie dziewczyny opuściły zniszczony, drewniany dom. Elona starała się dopasować swoje tępo do Erzy, która jeszcze nie w pełni odzyskała siły. Pogoda była nie do poznania w porównaniu z dniem wczorajszym. Świeciło słońce i przestał padać śnieg. Obie nie chciały tego przyznać, ale czuły, że pogoda jest podejrzanie kapryśna wobec nich. Raz działa na ich szkodę, a później nieoczekiwanie ich wspiera.

– Natsu, żyje... prawda? – czuć było w jej głosie strach.

– Tak, to przecież Natsu. Ze wszystkich osób to ty powinnaś najlepiej to wiedzieć.

– Masz... rację, powiedz jak ty i Marick poznaliście Natsu? – uznała, że zmiana tematu ją nieco uspokoi.

– To długa historia. Grupa Drake nas ścigała i rozdzieliliśmy się. Marick udał się do Natsu i kiedy razem wrócili do Rainbow Town to spotkał się ze mną.

– Jego grupa?

– Dokładnie to nie jego, tylko Wava, ale ku mojemu zdziwieniu, jak i Maricka zdecydował się z nami współpracować.

Rozglądały się wokół wypatrując towarzyszy.

– Rzeczywiście jest dużo do poopowiadania abym mogła wszystko zrozumieć – powiedziała, wymusiła na sobie sztuczny uśmiech – skoro Natsu wam ufa, to ja również.

– Wątpię, on chce po prostu znaleźć swojego ojca. – Zmarszczyła brwi.

Erza zatrzymała się i spojrzała nią.

– Hej, nawet jeśli doszło do zatarg między wami, to Natsu nie jest osobą, która będzie trzymała do was wiecznie urazę. Możecie być pewni tego, że gdy przyjdzie moment w którym będziecie potrzebowali pomocy, to Natsu wam jej udzieli. Taką właśnie jest osobą. – Na twarzy Erzy tym razem zagościł prawdziwy uśmiech.

– Dziękuje, to wiele dla mnie i Maricka znaczy. No i...

– Tak?

– Lubisz go. Natsu to szczęściarz, że ma ciebie.

Erza się zarumieniła.

– Niiieee zatrzymujmy się! – Erza nie chciała już dłużej o tym rozmawiać.

– Er...! – "Ten głos." – Erz..! – "Czy to?´– Erza! – "Nat.." – Erza, tutaj! – Dziewczyna spojrzała za siebie i ujrzała go. Chłopak machał do niej, a za nim szli Marick i Drake. Szkarłatnowłosa bez namysłu pobiegła w jego kierunku. Rzuciła mu się w ramiona.

– Hej.

– Myślałam, że nie żyjesz.

– Erza, jestem silny i z nikim nie mam zamiaru przegrać – mocno ją objął. – Nie zginę, obiecuję.

Erza wciąż była w niego wtulona. Po chwili odskoczyła od niego.

– Na... Natsu twoje ciało jest całkowicie rozpalone! Ty... nie jest tobie zimno w samych spodniach chodzić? – Erza dopiero teraz się zorientowała, że nie ma koszuli. Widać było na jej twarzy mały rumieniec.

– Poszedłem na całość w walce, wciąż odczuwam w całym ciele resztki po Magii Smoczego Zabójcy. Spokojnie, wszystko jest dobrze. – Natsu podrapał się po głowie. Nieszczerze się uśmiechnął. Sam nie wiedział, co się dzieje, ale nie chciał tym martwić Erzy.

Dziewczynę nie zmylił uśmiech jej przyjaciela. Wiedziała, że musi być powód dla którego nie jest w pełni szczery, ale bała się spytać. Drake i Marick nie byli zdziwieni jego zachowaniem.

Podeszła Elona do Natsu.

– Dobrze, że wróciłeś.

– Ta.

Wszyscy skierowali się z powrotem do wioski. Elona zaczęła podejrzewać, że coś jest nie tak. Zostawili Natsu i Erze na przedzie, kiedy pozostała trójka została z tyłu. Chłopaki opowiedzieli Elonie o tym, co się wydarzyło.

– Nie rozpoznał was? – spytała zaniepokojona. W odpowiedzi przytaknęli jej głową. – O co tu chodzi?

– Myślałem, że ty nam powiesz. W końcu to ty tu uchodzisz za najmądrzejszą – odpowiedział kpiąco Drake.

Przeliczył się, gdyż te słowa nie wzruszyły Elony.

– Hej! – krzyknął do nich Natsu. – Dlaczego zostaliście w tyle?!

Mieli pustkę w głowie, jak odpowiedzieć na to pytanie.

– Aaaa, no bo...yyy – starał się coś wydusić Marick.

– Uznaliśmy, że powinniście pobyć przez chwilę sami – palnęła Elona.

– Co? Elona, o czym ty... – zdezorientował się Marick.

– Cicho. Wiem, co mówię.

Erza i Natsu speszyli się. Odwrócili głowy i już ich nie dopytywali.

– Hmm, może pomyliłem się i wcale najmądrzejsza nie jesteś, tylko najcwańsza.

Te słowa już Elone zdenerwowały. Wymierzyła prawy sierpowy w twarz Drake jednak ten w porę go ominął.

– Nie wywyższaj się – ostrzegła go.

– I kto to mówi.

Rzuciliby się sobie do gardeł, gdyby Marick ich nie rozdzielił.

– Przestańcie.

– Marick, akurat ciebie bym wzięła za ostatnią osobę, która go by broniła.

– Co? Ja go nie... ech...

Skończyło się na tym, że w dalszej drodze powrotnej już nikt nie odezwał się ani słowem. W tej chwili kompletnie zapomnieli, że nie przebywają w bezpiecznym miejscu. Piątka magów zrelaksowała się na tyle, że atak z zaskoczenia mógłby ich pozbawić życia. Dotarli jednak bez przeszkód nieświadomi tego, jak w bardzo ryzykownej sytuacji byli i już pewnie nigdy się tego nie dowiedzą.

– Natsu, znaleźliśmy jedzenie – poinformowała go Erza.

– Super, ale nie jestem głodny.

– Nie? – Zdziwiła się.

– Tak, bo... – przerwał.

– Bo?

– Bo..

– Zabraliśmy jedzenie ze sobą i daliśmy je Natsu, jak tylko go znaleźliśmy – powiedział Marick. Schował wystające jedzenie do kieszeni, by je Erza nie zobaczyła. Miał w planach je dać, lecz skoro Natsu zjadł już coś większego, to uznał za bezsensowne proponowanie mu tego.

Dziewczyna spojrzała na Natsu, który odwrócił wzrok. Pomyślała w tej chwili, że naprawdę musiało coś poważnego się wydarzyć.

Weszli do domku, schodami skierowali się w dół do spiżarni. Elona wstawiła wodę na herbatę. Podłożyli sobie poduszki i usiedli.

– Co teraz? – tym pytaniem zaczął Drake. – Macie jakiś plan by dotrzeć do Smoczego Lochu, czy będziemy się tak błąkać po tej śnieżnej krainie?

– Nie znamy dokładnej lokalizacji, ale przy Lochu powinny gromadzić się smoki, które go strzegą, więc powinniśmy wypatrywać, gdzie najczęściej one lecą. Jeśli większość smoków będzie latało w podobnych kierunkach to ustalimy, gdzie nasz cel się znajduje.

– No świetnie. Jeszcze smoki – wziął kawałek suszonego mięsa do buzi. ?

– Narzekaniem nie pomagasz – zwrócił się Marick.

– Ech, chłopie – przełknął mięso –idziemy na pewną śmierć. W pobliżu lochu smoki, a jeśli go nie znajdziemy, to możemy zamarznąć w tych górach. Mieliśmy pieprzone szczęście, że udało nam się to miejsce znaleźć. Narzekam? Tak, narzekam, bo jestem realistą.

Marick chciał go skwitować, ale nie mógł, gdyż czuł, że ma rację.

– Hej... – zaczął Natsu, ale Marick mu wszedł w słowo.

– Masz rację, Drake, ale nie mamy innego wyjścia. Zaszliśmy już tak daleko, więc nie możemy zaprzestać.

Gwizd czajnika oznaczał, że woda się zagotowała.

– Hej... – znów przerwano Natsu.

– Dlaczego tylko we dwójkę ruszyliście? Prócz mnie, Wave i Nicka były jeszcze trzy osoby, które znały Smoczą Magię. Co z nimi?

Elona podała wszystkim herbatę.

– Bali się.

– Co? – spojrzał Drake z pogardą.

– To, co słyszysz.

– Tchórze.

– Tchórze? – Zmarszczył brwi Marick. – Tchórze?! A kto niby chciał nas zabić, by się przypodobać Smokom atakując nas?! I jeszcze zaatakowaliście mistrza!

– Hej! Nie jestem z tego dumny, ale jednak w przeciwieństwie do nich miałem odwagę zrobić coś, aby pozostać przy życiu, a nie nic nie robić!

Oboje wstali by się rzucić na siebie. Rozdzieliła ich Elona.

– Przestańcie!

– Hej – w końcu głos Natsu dotarł do nich – wiem, gdzie szukać Smoczego Lochu.

Wszystkich zamurowało.

– Skąd wiesz? – spytał zdezorientowany Marick.

– Smok z którym walczyłem mi powiedział. – Spokojnie wziął łyk herbaty, co tylko bardziej ich zezłościło. – Powiedział, że Loch leży na północ stąd. Umiejscowiony obok dwóch gór, a u ich podnóża znajdują się stalowe wrota. – Wziął kolejny łyk.

Wszyscy stali jeszcze w szoku. Drake podszedł do Natsu, którego uderzył z główki. O mało co nie wylał herbaty.

– Czemu nie powiedziałeś wcześniej?!

– Próbowałem, ale wy mi nie daliście dojść do słowa.

– Mogłeś nam powiedzieć już na samy początku, jak ciebie znaleźliśmy wtedy pewnie, by oszczędziło to nam takiej kłótni – powiedział Marick.

– Yyyyy... no, ten zapomniałem. – Po czym głupkowato się uśmiechnął na co wszyscy ciężko wypuścili powietrze.

– Jesteś pewny, że nie kłamał? – spytała Elona.

– Jestem pewny.

– Skąd ta pewność?

– Powiedzmy, że... byłem przekonywujący. – Podrapał się po głowie.

Wszystkim przeszła gęsia skórka po ciele.

– Chwila, to smoki umieją mówić? – spytała się zdziwiona Erza.

– Nie wszystkie – odpowiedziała Elona. – Smoki dzielą się na kilka klas. Najczęściej spotykane są osobniki młode. Są bardzo niebezpieczne, ale nie potrafią myśleć. Są również osobniki starsze, które wraz z wiekiem są masywniejsze, lecz nie zawsze, ale w większości przypadków posiadają nieznaczną inteligencję i później w rzadkich następstwach temu osobnikowi skóra twardnieje i przybiera barwę czarną. Jego mózg się powiększa i jest zdolny myśleć, i mówić.

– Chwila, a co z Igneel'em? Czy też smokiem Gajeela i Wendy?

– Kogo? – zdziwił się Drake.

– Pozostali Smoczy Zabójcy – powiedziała mu Elona. – Nie wiemy, dlaczego twój, jak i twoich przyjaciół smoki, tak się różnią, od tych które spotykamy.

– Czemu tych Smoczych Zabójców nie ma tu teraz z nami? – Drake zaczął znów dawać upust swojej irytacji.

– Nie zaczynaj znowu– przestrzegł go Marick.

Natsu wziął łyk herbaty.

– Na początku byłem również podobnego zdania, ale posłuchałem Marick'a, który powiedział, że będzie lepiej dla moich towarzyszy, aby chronili gildię. Po tym, co nas spotyka na każdym kroku, cieszę się, że taką decyzję podjąłem.

– Myślę jednak, że Gajeel, by sobie poradził – poprawiła go Erza.

Natsu odstawił szklankę.

– Spotkałem Gajeela i był wściekły na mnie.

– Spotkałeś?

– Tak, uznał za priorytet obronę gildii, gdy ja zdecydowałem się odszukać ojca. – Pochylił głowę. – Może miał rację...

– Hej, mnie też z nimi teraz nie ma. Będziemy zastanawiać się, czy dobre decyzje podjęliśmy, jak już to wszystko dobiegnie końca.

– Taa... – przytaknął Natsu.

– Gdy już uwolnimy Smoki to nie tylko ty spotkasz się z ojcem, ale również Gajeel i Wendy. Musimy wierzyć, że postępujemy słusznie. To nam w tej chwili pozostało.

Słowa Erzy poprawiły nastrój Natsu.

– Tak, masz rację, dzięki. – Spojrzał na nią, oboje się zarumienili i odwrócili głowy w drugą stronę.

– Skoro wiemy dokąd zmierzać to nie marnujmy ani sekundy dłużej..Zabierzmy ze sobą prowiant i wyruszajmy – zakomunikował Marick.

Wszyscy jednogłośnie przyznali mu rację prócz Drake, który z trudem zaakceptował tę decyzję.

– Uważam, że powinniśmy polecieć. Będziemy lecieć nisko i powoli. Jeśli spostrzeżemy zagrożenie z daleka, to resztę drogi przejdziemy na piechotę, pasuje?– zasugerował Marick. Nikt nie protestował. – W takim razie pakujmy się.

W schronie było sporo plecaków. Powkładali do niego wodę, jedzenie, śpiwory.

– Marick, gdzie jest to ubranie? – spytał się Natsu. Ocierał dłońmi ramiona. – Zaczęło się chłodniej robić.

Czwórka spojrzała na niego ze zwątpieniem.

– Nie, to tobie było po prostu było za ciepło. – Podał mu czarną kurtkę i spodnie.

Wszyscy przygotowali się do drogi. Mieli założone na sobie ciężkie, obładowane plecaki. Na niebie wciąż świeciło słońce. Nie mieli zamiaru zmarnować czasu ani sprzyjającej im pogody. Mogli dzięki temu lepiej rozejrzeć się, czy na horyzoncie nie nadlatuje smok. Nie było widać zagrożenia. Marick przemienił się w smoka. Pozostali na niego wskoczyli. Leciał nisko nad ziemią.

– Miejcie oczy dookoła głowy. Może nie widzimy nikogo na niebie, ale to nie znaczy, że jakiś nie znajduje się na ziemi gotów, by skoczyć na nas.

Erza trzymała w ręku swój srebrny miecz na smoki, a Drake łańcuchy. Elona miała założony amulet na szyi, a Natsu z założonymi rękoma, spokojnie stał i wypatrywał.

Lecieli już od prawie trzech godzin bardzo powoli, jak na warunki smoka. Odległość jaką przebili do tej była równa dwóch dni. Na razie wszystkich dziwiło to, że nie nic się do tej pory nie wydarzyło. Obecnie Marick wszystkich przewoził, gdy Drake regenerował siły. Nie mogli sobie pozwolić na całkowite wyczerpanie jeśli przyjdzie im walczyć. W międzyczasie oszczędnie jedli prowiant, który wzięli ze sobą jednocześnie nie opuszczając ani na sekundę gardy.

Uwagę Natsu coś zwrócił i zaczął szybko rozglądać się we wszystkie kierunki.

– Słyszycie?! – zaalarmował.

Pozostali oprócz Erzy również usłyszeli odgłosy.

– Ze wszystkich stron, cholera – zdenerwował się Marick. – Okrążyły nas.

– Tylko skąd mogłyby o nas wiedzieć, że lecimy akurat tutaj? – spytała zdziwiona Erza.

– Możliwe, że... z poprzedniej walki Natsu ze Smokiem – odpowiedziała Elona.

– Co masz na myśli? – Zdziwił się Natsu.

W końcu Smoki są połączone z ich Królem to, co widzą, słyszą to również i on. Oglądał pewnie twoją walkę i dowiedział się, że poznaliśmy drogę, gdzie leży Loch, a że oczywistym było, że wyruszymy w tym kierunku, to zastawił na nas pułapkę... Głupcy z nas... powinniśmy byli to przewidzieć – Elona nie mogła sobie wybaczyć.

– To ma sens, kiedyś nasz mistrz Makarov wspominał mi o wojnie i napomknął o ich Królu – powiedziała Erza. – Ale skąd znały naszą dokładną lokalizację? Skąd wiedziały, że akurat tutaj?

– Możliwe, że gdy lecieliśmy to gdzieś kryły się w śniegu smoki, które nas widziały. Pozostałe w tym czasie dostały instrukcję od Króla, by nas akurat w tym miejscu okrążyć – spojrzała na Elona na Natsu z wątpieniem.

– Nie ma sensu się obwiniać. Dajmy z siebie wszystko! – krzyknął Natsu.

Drake, który nie był jeszcze w pełni zregenerowany zaczął przygotowywać się do przemiany, lecz Elona go powstrzymała. Powiedziała mu, żeby wkroczył w momencie, gdy będzie to absolutnie konieczne. Dała mu amulet na szyje i sama przemieniła się w smoka. Erza wskoczyła jej plecy, Natsu został z Drake na plecach Maricka.

Smoki były już coraz bliżej.

– Elona! – krzyknęła Erza.

– Wyrzuć mnie przy pomocy swojej łapy w ich stronę!

Elona nie była zbyt pewna tej decyzji.

– Rozumiem, że wiesz co robisz?

– Tak! – Erza powoli zeszła z pleców, tak aby krótkie łapy Elony mogły ją dosięgnąć.

Złapała ją całą.

– Już!

Elona wyrzuciła Erze z całej siły w stronę smoków. Kierowała się wprost w paszczę bestii. Wpadłaby w nią, gdyby nie jedno ostre cięcie przy pomocy Świętej Broni, które odcięło mu głowę. Miecz emanował złotym światłem otoczony potokiem krwi. Szybko w powietrzu założyła zbroję Heaven's Wheel Armor, która umożliwiła jej wzniesienie się w powietrzu. Wytworzyła kilkanaście mieczy, które zaatakowały smoki wokół niej.

– Jest niesamowita – pomyślała Elona.

– Dajesz Erza! – krzyknął Natsu. – Moja kolej! Smocza Siła! – skoczył w kierunku Smoka.

Marick w tym czasie zaatakował ogniem zbliżające się smoki. Drake czekał w gotowości na użycie amuletu. Potężny cios Natsu wystarczył, aby posłać smoka na glebę, gdzie skończył martwy. Po chwili zaatakował go smok, który jest starszy od pozostałych. Zdołał go chwycić łapą i planował go zjeść, lecz Natsu wypuścił ogień z buzi w jego kierunku, po czym wytworzył wielką łapę z ognia, którą złapał się jego i wyrzucił siebie w powietrze. Uformował wielką kulę ognia, którą rzucił w niego przez co smok ledwo to wytrzymał i przeżyłby, gdyby po chwili Natsu nie rzucił w niego kolejną kulą.

Dwa smoki chciały zaatakować Maricka od tyłu, lecz Drake je spowolnił przy pomocy amuletu. Ich magia zaczęła opuszczać ich ciała. Osłabli je na tyle by uderzyć je swoimi łańcuchami, które spadły w dół i zderzenia z ziemią nie przeżyły.

Elona w tym czasie przegryzła krtań smoka, a Erza ochraniała jej tyły. Dobyła z powrotem Świętej Broni, by przeciąć zbliżającego się smoka. Nie mogła sobie pozwolić na zbyt częste korzystanie z tej broni, gdyż zużywała sporo magii.

– Trzymaj się Elona! – krzyknęła Erza.

Elona wystrzeliła falę ognia, która spaliła smoka, gdy Marick wykończył ostatniego z nich. Wszyscy ciężko dyszeli. Marick wylądował cały zmęczony i obolały w śniegu.

– Udało się! – zakomunikował Natsu.

– Tak, ale... wątpię żeby to był koniec – powiedział Marick.

– Masz rację, to nie koniec– zgodziła się z jego słowami Elona.

– Skoro zaatakowali nas to znaczy, że musimy kierować się w dobrym kierunku – oznajmił Drake. – Dalszą drogę powinniśmy już przejść na pieszo, bo znowu nas wypatrzą i zaatakują.

Wszyscy przytaknęli głową.

Powoli zaczęli iść dalej. Widać było po Natsu i Erzie, że chcieli się przytulić, lecz nie mogli się na to zdobyć. Nie czuli, że to dobry moment, gdyż zagrożenie nie minęło.

Stawiali ciężkie kroki w zaspach śniegu. Dochodziła noc.

– Tam! – Erza wskazała palcem na niewielkie wgłębienie w górze.

Była to mała jaskinia, ale zdolna pomieścić wszystkich i ochronić choćby przed nadchodzącą nawałnicą śniegu, gdyż pogoda zaczęła się już pogarszać.

– Mieliśmy szczęście – powiedział Marick – ale pewnie nie na długo... jak zwykle zresztą – po tych słowach wypuścił powietrze ze zmęczenia.

Rozłożyli namioty i położyli się wszyscy obok siebie, aby uchronić się przed zimnem. Rozpalanie ogniska było dla nich zbyt ryzykowne. Postanowili, że każdy będzie stał na warcie i zmieniał się po dwóch godzinach. Pierwszą wartę objął Marick. Po dwóch godzinach zastąpił go Drake.

– Spokojnie... za spokojnie. – Usłyszał coś i powoli się podniósł. – Czy to... smok? Powinienem obudzić pozostałych... chwila, chyba przeleciał obok nas. – Zmartwienie Drake nie ustępowało. – Również kolejny przeleciał gdzieś obok. Coś się szykuje.

Tego typu przeczucia nie opuszczały go ani na moment z których dopiero wyrwał go Natsu.

– Drake, teraz ja. – Dotknął jego ramienia.

– Taaa, jak do tej pory kilka smoków niedaleko przeleciało obok nas, ale prócz tego. Uważaj, wróg nie śpi – ostrzegł go.

– Nie tak łatwo nas pokonać. Poradzimy sobie – podniósł go na duchu.

Drake wchodził do śpiwora, lecz na chwilę się zatrzymał.

– Natsu.

– Ta?

– Dzięki, że dałeś mi wtedy wybór.

Spojrzał na niego. Widać było, że wiele musiał się wyrzec, aby zdobyć się na te słowa.

– Nie ma sprawy – powiedział uśmiechnięty.

Przytaknął z normalnym wyrazem twarzy po czym, po cichu wszedł do śpiwora.

Zamieć na dworze przybierała na sile. Gdyby nie znaleźli tej jaskini to znów musieliby walczyć o życie na zimnie.

– Nie czuję się inaczej. Nie jest mi ciepło, jak wtedy – zaczął mówić do siebie. – Może wtedy po prostu dałem z siebie więcej, niż zwykle? Tylko, że zawsze to robię w walkach, więc czemu teraz tak nie jest? – Złapał się za głowę. – Nie wiem. Nic tu nie ma sensu.

– Natsu – odezwała się Erza.

– Hej, jeszcze trochę czasu do twojej zmiany zostało. Śpij dalej.

– Nie jestem zmęczona. – Usiadła obok niego.

– Nie umiesz kłamać, Erza.

– Ty też nie.

Spojrzeli na siebie.

– Słyszałam, jak mówiłeś coś do siebie.

Odwrócił wzrok.

– Co się z tobą dzieje?

– Ja... – jego głos ścichł– nie wiem, co się ze mną dzieje. – Pochylił głowę.

Zdziwiła się. Nigdy go takim nie widziała.

– Może mi powiesz, co ciebie gryzie?

– Erza... poradzę sobie, zaufaj mi.

Zrozumiała, że Natsu nie odpowie na jej pytania i musi być ku temu dla niego ważny powód. Położyła głowę na jego ramieniu. Kiedy przyszła pora na kolej Elony przejąć wartę, to uznała, że nikt nie powinien ich teraz rozłączać. Natsu i Erza wspólnie do rana siedzieli razem.

Świt nastał, a wraz z nim pogoda się poprawiła. Obudzili pozostałych. Spakowali wszystkie rzeczy i ruszyli w dalszą drogę, którą przemierzali na piechotę. Lot drogą powietrzną był już dla nich zbyt niebezpieczny. Duża ilość śniegu nie pozwalała im szybko się poruszać, ale nie ustępowali i nie zwalniali na chwilę.

W pewnym momencie Marick się potknął przez, co wszystkich rozbawił. Pomogli mu wstać. Teren robił się coraz bardziej otwarty. Starali się nie odchodzić od skał, gór byle tylko nie zostać wytropionym. Po pewnym czasie wszyscy przystanęli, gdyż usłyszeli odgłosy. Położyli się na śniegu i czołgali się bliżej skał.

– Widzę... dwie góry obok – stwierdził Natsu. – To chyba tu... – Rozszerzył oczy w zdziwieniu. – Ponad... ?

Wszyscy uśmiechnęli się.

– Udało si.. – przyłożył Marick dłoń do ust, bo o mały włos, aby nie krzyknął i dał znać smokom o ich pozycji.

– Ponad.. – Spojrzeli pozostali na Natsu. – Około czterdzieści smoków okrąża te dwie góry.

Ich zadowolenie znikło.

– Wśród nich kilka jest czarnych.

– To wyjaśnia, dlaczego nikt nie atakował nas przez noc. Większość smoków z pobliskich okolic kierowała się właśnie tutaj, aby zebrać siły w jednym miejscu – powiedział Drake.

– Co teraz? – spytała Elona. – Spodziewaliśmy się smoków, ale nie takiej ilości.

Nikt nie wiedział, jak odpowiedzieć. Ciszę przerwał Marick.

– Musimy odwrócić ich uwagę.

– Jak? – spytała Erza.

– Ktoś będzie...

– Musiał poświecić się poświęcić?! – dokończył za niego Natsu. – Popraw mnie, że nie zamierzałeś tego powiedzieć.

– Ciszej, bo jeszcze usłyszą i tak, dokładnie to chciałem powiedzieć. – Spojrzał stanowczo na niego. – Jeśli masz inny plan to słucham.

Natsu przygryzł wargę ze złości. Chciał znaleźć inne rozwiązanie i je przedstawić, ale nie miał żadnego.

– Ja to zrobię – powiedział cicho Drake.

– Co? – podszedł do niego Natsu. Pozostali również byli w szoku. – Wymyślimy inny plan.

– Nie ma, a ktoś musi to zrobić. Ja... – zatrzymał się na chwilę – ... zaatakuje ich z prawej strony, a kiedy smoki ruszą w moim kierunku to wy szybko przebijecie się od przeciwnej – Odwrócił się do nich plecami. – Marick, Elona. Przepraszam za to, co ja i pozostali zrobiliśmy wam w przeszłości. – Spojrzał na nich.

Marick i Elona stali w szoku słysząc go.

– Drake, ja... – zaczął Marick.

– I ja... – Elona również zaczęła.

– W porządku i tak nie zasługuje na wybaczenie, czy waszą troskę. Wykonajcie misję do końca. – Odwrócił się i zaczął iść.

– Wybaczamy! – krzyknął Marick wraz z Eloną.

Spojrzał ponownie na nich i uśmiechnął się.

– Natsu, Erza macie ich pilnować.

– Będziemy – powiedziała Erza, gdy Natsu stał cicho.

– Żegnajcie.

Zaczął biec.

– My też musimy już iść. – Wszyscy prócz Natsu z niechęcią przytaknęli na słowa Maricka. – Powiedziałem, że musimy iść. – Podszedł do niego i chwycił go za ramię. Wyrwał chłopaka z myśli, gdyż nie mógł się pogodzić z sytuacji jaka się wywiązała.

– Powiedz prawdę! Wcale wam nie zależy na nim. Wcześniej wraz z Eloną chcieliście go zabić, a teraz wam się odmieniło? – zdenerwował się.

– Tak, może trudno w to uwierzyć, ale tak – powiedział spokojnie.

– Natsu – zwróciła się Elona. – Wiem, że nasze wcześniejsze poczynania sprawiły, że straciłeś do nas zaufanie, ale nie mamy, aż tak zimnych serc.

Natsu nie wiedział, jak odpowiedzieć.

– Idziemy – powtórzył się Marick.

Natsu w końcu ruszył się i wraz z pozostałymi biegł. Erza powoli zaczęła rozumieć, dlaczego wcześniej Elona obawiała się, że wraz Marick'iem stracili jego zaufanie.

Zajęli stanowiska z lewej strony od dwóch gór. Leżeli na śniegu i wypatrywali towarzysza.

– To on – powiedział Marick.

Zobaczyli, jak ich towarzysz sam atakuje wroga. Przemieniony w smoka zaczął natarcie. Pierwszy wymierzył w niego cios jeden z Czarnych Smoków. Z trudem go uniknął. Drake nabrał ognia, który wszystkich zaczął przypalać. Natychmiast po tym zaczął szybo zawracać, a Smoki niezwłocznie go ścigać.

– Oddalili się na sporą odległość. Teraz! – Marick wstał z śniegu. Przemienił się w Smoka na którego pozostali wskoczyli.

Młode osobniki bez chwili namysłu goniły Drake, lecz tylko kilka starszych i czarnych ruszyło za nim. Przy dwóch górach wciąż była duża ilość smoków, ale nie tak duża jak wcześniej.

– Gdzie te wrota?! – krzyknęła Elona.

– Smok mówił, że u podnóża! – odpowiedział Natsu

– Nic nie widzę!

Czarny smok już zaatakowałby ich, gdyby w porę Natsu nie włączył Smoczej Siły i posłał w niego kulę ognia. Smok przetrwał, ale walka nie była teraz priorytetem.

– Tam! – wskazała palcem Erza. – W tym miejscu dwie góry się ze sobą łączą! Wrota muszą być skute lodem! Dlatego ich nie widzimy!

– Obyś miała rację, bo widzę, że niektóre smoki już zawracają! – poinformowała Elona.

Drake spostrzegł, że kilka smoków odłącza się od pościgu, ale nie mógł zawrócić, żeby pozostałe smoki również się nie zorientowały. Młody osobnik już chciał dobrać się do jego krtani, lecz Marick zdążył go odeprzeć. Z lewej strony zaatakował go starszy smok ogonem. Stracił równowagę w powietrzu. Na szczęście przed uderzeniem miał skumulowany ogień w paszczy, by go wypuścić, przez co nie dał szansy im podejść. Złapałby równowagę, lecz rzucił się na niego czarny smok. Spadali i szarpali się w powietrzu. Drake spotkał się z ciężkim lądowaniem o glebę. W trakcie uderzenia pękł mu kręgosłup.

– Marny człowiek zmieniający się w smoka. Jesteście żałośni. Nigdy nie staniecie się, tak wspaniałymi istotami, jak my. Zawsze pozostaniecie naszą zwierzyną łowną. – przemówił Smok jednocześnie całym ciałem go przyciskając.

Marick i pozostali widzieli w jakiej sytuacji znalazł się Drake. Nie mogli mu pomóc, bo wszystko, co zrobił straciłoby sens. Młode i starsze osobniki stanęły na ich drodze. Erza mając w gotowości swoją Świętą Broń, skumulowała całą magię w jednym uderzeniu by posłać olbrzymie złote cięcie, które młode osobniki przecięło, a starsze mocno poraniło. Spadły w dół i grawitacja je zabiła.

Czarny smok, który właśnie przyciskał Drake odwrócił głowę w kierunku cięcia, który wymierzyła Erza. Drake wykorzystał jego chwilową nieuwagę i szponami rozszarpał mu oko. Smok ryknął. Na jego lewej stronie czaszki zostały głębokie trzy cięcia od pazurów.

– Nie, nie doceniaj ludzkości głupi gadzie! – uśmiechnął się do niego z wyższością.

Oczy Smoka rozszerzyły się z wściekłości. Skierował swoje kły w jego krtań i mu ją rozszarpał. Jego ciało zaczęło powoli przybierać ciało człowieka, gdy do niego powrócił to czarny smok go całego pożarł. Marick i pozostali nie mogli jednoznacznie stwierdzić, co się dokładnie wydarzyło, ale byli pewni, że ich towarzysz odszedł. W tym czasie Natsu skoczył na zbliżającego się młodego smoka od którego się odbił.

– Drake... – zaczął w myślach Marick – ..mimo tego, że z początku byliśmy wrogami i o mało nie odebraliśmy tobie życia to cieszę się, że Natsu nas powstrzymał i zostałeś z nami. Pokazałeś, że masz w sobie dobro i odwagę na które pewnie ja nigdy bym się nie zdobył. Dane nam było walczyć we wspólnej podróży i tobie przyszło zginąć przed nami... jak bohater. Dziękuje.

Natsu w powietrzu cały zapłonął z wściekłości. Uderzył z olbrzymią siłą w gruby lód, który pękł, a wraz za nim rozwalił stalowe wrota.