A/N: W końcu dotarli do celu! Czytać!

Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz, który da mi jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.

Story and picture by Hiro Mashima.

.


Rozdział XXXV
Smoczy Loch – Martwy Świat

Natsu zniszczył wrota, które rozszerzyły się na oścież. Wydobyło się z za nich kolorowe, oślepiające światło na tyle silne, że musiał przysłonić oczy ręką. Zbliżał się coraz bliżej do niego, aż w końcu zaczęło mu się kręcić w głowie. Jego żołądek zaczął się skręcać, o mało i by zwymiotował. Nie wiedział, gdzie jest góra, a gdzie dół. Miał wrażenie, że leci przez wir, który rzuca nim o wszystkie strony. Nie mógł z tym walczyć, był bezradny, mógł jedynie oddać się bez walki temu. Całkowicie bezsilny. Jasne światło znikło i znalazł się na otwartej przestrzeni. Nad jego głową wiły się czarne chmury niczym smoła, a na dole jałowa ziemia, wulkany i płynąca magma. Natsu był w szoku i dopiero po chwili dotarło do niego, że spada z nieba wprost w magmę.

– Co jest?! – Wił się w powietrzu. Jego umysł kazał mu instynktownie się czegoś złapać, by się ratować, ale w powietrzu nie było czego.

Nad nim wyłonił się ze światła Marick z pozostałymi, którzy jak Natsu byli zdezorientowani.

– Hej! – krzyk chłopaka wybudził ich z szoku, dzięki czemu dostrzegli go spadającego.

Bezzwłocznie ruszył w jego kierunku. Marick'owi przypominała się sytuacja, która już kiedyś miała miejsce. Natsu przy pomocy Smoczej Siły uformował łapę z ognia, którą wydłużył, by chwycić się Maricka. Mag trzymał go z całych sił mimo bólu, jaki wywoływało trzymanie jego ognistej łapy, ale nie mógł sobie pozwolić, aby znów go na czas nie uratował. Wytrzymał na tyle długo, by w tym czasie mógł do niego podlecieć, kiedy Natsu skracał długość swojej łapy. Wskoczył na jego plecy.

– Dzięki, Marick! – spojrzał z poczuciem winy na jego smoczą rękę, która doznała bardzo mocnych oparzeń. – Przepraszam, że ciebie zraniłem, ale gdyby nie ty, to bym nie przeżył w tej magmie.

– Nie masz za co przepraszać. Gdyby nie ty, to my wszyscy już dawno byśmy nie żyli. Przynajmniej tak, mogłem się choć trochę tobie odpłacić.

– Marick... jesteśmy przyjaciółmi. Nic mi nie jesteś winien.

– Dzięki, to wiele dla mnie znaczy.

– Drake... – Elona przerwała im rozmowę. – Drake... nie żyje. – Na dźwięk jego imienia wszyscy spuścili głowy w dół. – Nie mogliśmy nic zrobić. Poświęcił się dla nas.

– Tak, poświęcił i nigdy go nie zapomnimy – odpowiedział jej Marick. W jego głosie można było usłyszeć stanowczość, ale tak naprawdę to uczucia rozdzierały go od środka. – Każdy z nas czuje się źle, ale musimy ruszać dalej, bo jego poświęcenie pójdzie na marne.

Przytaknęli głową na jego słowa.

– Wy również doświadczyliście tego uczucia przebywania w jakimś wirze, gdy tu wlatywaliście?

– To był portal, my również doświadczyliśmy tego uczucia – wyjaśniła Elona. – A to miejsce jest zapewne odrębnym wymiarem.

– Wymiar? – spytała się Erza.

– Najwidoczniej, bo to chyba najlepszy sposób, by uwięzić Smoki bez możliwości ucieczki.

– Strasznie tu ciepło – Natsu zdjął kurtkę. Podwinął nogawki u spodni i rękawy białej koszuli. Otworzył plecak i wyjął z niego szalik.

Erza w tym czasie przy pomocy magii nałożyła na siebie japoński strój. Spodnie z płomieniami, owinięte bandaże wokół klatki i zwinięte włosy w kucyk.

– Myślałam, że postanowiłeś nie narażać swojego szalika i go schowałeś?

– Tak, ale... – nie dokończył Natsu, gdyż Erza straciła równowagę. Złapał ją szybko w powietrzu. – Hej, co z tobą? – wołał do niej, lecz dziewczyna straciła przytomność.

– To z wycieńczenia – poinformowała go Elona.

– Wycieńczenia? Pierwszy raz ją taką widzę.

– Podejrzewam, że to skutek uboczny użycia w pełni swojej Świętej Broni.

Natsu podłożył pod jej głowę swoją kurtkę.

– Odpocznij.

Swój szalik obwiązał wokół lewego ramienia. Gdyby założył go na szyję, to ugotowałby się z gorąca.

– Dokąd teraz? – spytał różowo włosy.

– Przed siebie, aż w końcu kogoś spotkamy – odpowiedział mu Marick. – Zastanawiające jest to, że smoki za nami nie podążają. Dlaczego zrezygnowały? Elona?

– Hmm, pewnie się to tyczy tutejszych smoków, które są ich wrogami. Taką mam przynajmniej nadzieję.

– Wątpisz w to? – Marick spojrzał ze zdziwieniem na nią.

– Ja... po prostu tyle już się wydarzyło, że powinniśmy być przygotowani na najgorsze.

Natsu przysiadł.

– Wszystko będzie dobrze

– Skąd wiesz? – spytała Elona.

– Zaszliśmy już tak daleko, że nie ma mowy o porażce, a także – spojrzał na swój obwiązany szalik – Igneel tu jest.

Jego słowa wsparły na duchu towarzyszy. Im dłużej rozmyślał o ponownym spotkaniu z Ignnel'em, to coraz bardziej był wściekły na siebie. Odwrócił się w drugą stronę, argumentując wypatrywaniem smoków, ale po prostu nie chciał, by Elona widziała jego zmartwiony wyraz twarzy. Poczucie winy, że nic nie mógł zrobić dla towarzysza, gdy potrzebował pomocy go zabijały. Chciał się cieszyć, że lada moment może spotkać się z osobą, która była powodem dla którego zdecydował wyruszyć w tę podróż, ale nie wiedział, czy ma prawo nawet na to. Dotarł do celu, ale musiał przez to kogoś poświęcić. Nie potrafił sobie tego wybaczyć.

Zewsząd było widać góry i aktywne wulkany. Magowie już po godzinnym locie nie spotkali żadnej żywej duszy. Postanowili wylądować na pobliskim, suchym bez magmy kawałku ziemi, aby Marick odpoczął trochę. Natsu na rękach ostrożnie zeskoczył z Erzą. Mag wrócił do postaci człowieka, a Elona podała wszystkim wodę w butelce.

– Gdzie one mogą być? – Marick ciężko łapach oddech. Przyjrzał się swojej prawej dłoni. Była na nim głęboka blizna po oparzeniach. – Jak daleko musimy lecieć, by je znaleźć? – Lewą dłonią wziął wodę od Elony. Nie chciał, by ktoś zobaczył ranę, a najbardziej Natsu, któremu nie chciał już dodawać kolejnych zmartwień.

– Musi gdzieś tu być otwarta przestrzeń na której muszą przebywać. Miejsce bez płynącej magmy i zdolne do zamieszkania dla dużej ilości smoków. – Elona rozgląda się. – Może mi się wydaje, ale chyba w tamtym kierunku jest mniejsza ilość popiołu na niebie.

Chłopaki spojrzeli w kierunku wskazanym przez Elonę.

– Jak one tu żyją? – zwrócił się Marick. – Skąd biorą jedzenie w tym martwym świecie? Tu nic nie ma.

Erza powoli zaczęła odzyskiwać przytomność.

– Eee.. co się...

– Hej, Erza. – Przywitał ją Natsu, po czym podał jej wodę. – Straciłaś przytomność.

– Znowu? Gdy tylko użyję wykorzystam pełną moc miecza, to tracę przytomność.

Podeszła do niej Elona.

– Byłaś tylko nieprzytomna godzinę. Normalna osoba powinna leżeć przynajmniej cały dzień z wycieńczenia.

– Przy pierwszym użyciu, to straciłam przytomność na o wiele dłuższy czas.

Elona zwęziła oczy.

– Najwidoczniej musiałaś przywyknąć do tej broni... albo ona do ciebie.

– Erza.

Spojrzała na Natsu.

– Już niedługo mogę spotkać się z Igneel'em. – Nie mogła rozczytać, co teraz chłopak czuje. – Tyle czasu go szukałem i... już niedługo...

Chwyciła jego dłoń.

– Czy to nie wspaniale, że w końcu go spotkasz? Cieszę się razem z tobą.

Zarumienił się na jej słowa. Przytknął głową, a w tym czasie Elona w zastępstwie za Maricka przybrała swoją postać smoka. Wskoczyli na nią i skierowali się w kierunku, w którym jakim się wydawało jest mniejsze zagęszczenie chmur popiołów. Lecąc tak dostrzegli coraz mniejszą ilość wulkanów. Magmy również było coraz mniej. Natomiast teren robił się bardziej górski.

– Słyszę coś! – krzyknął różowo włosy w. Pozostali oprócz Erzy również usłyszeli.

– Dźwięk skrzydeł... – skierował Natsu wzrok w lewą stronę i z za góry jego oczom wyłonił się czarny smok – ... smoka.

– Ludzie!? Co robią tutaj ludzie!? – przemówił do nich z krzykiem.

– Przybyliśmy was uratować! Zniszczyliśmy wrota, więc możecie nareszcie opuścić to miejsce! – odpowiedział mu Marick.

Smok nie odzywał się.

– Ty! Wiesz, gdzie jest Ignnel!? Znasz go, prawda!? Jest tutaj!? Jest, prawda!? – krzyczał Natsu w poznaniu odpowiedzi.

– Wrota zostały zniszczone? – po dłużej ciszy się odezwał.

– Tak! – odpowiedział mu Marick.

Smok zbliżył się do nich. Magowie czekali na kolejne słowa, ale jedynie doczekali się ujrzenia jego złowieszczego uśmiechu. Zaatakował kłami Elonę. Dziewczyna nie zdążyła zareagować. Wgryzł jej się w tułów. Nie mogli uwierzyć w to, co się właśnie stało. Dopiero po chwili dotarło do nich, co się dzieje. Natsu uderzył go z pięści w twarz.

– Co ty wyrabiasz?! Jesteśmy tu by wam pomóc!– Natsu nie rozumiał, co się dzieje. Elona wcześniej miała obawy, ale całkowicie nie wziął ją wtedy na poważnie.

Rana Elony była głęboka. Siły z niej uchodziły, by latać. Smok przymierzał się do kolejnego ataku, lecz zwrócił uwagę, że coś zbliża się na horyzoncie. Magowie również to dostrzegli. Były to kolejne smoki.

– Co tu się dzieje?! – Erza krzyczy.

– Dlaczego?! – Natsu pragnął usłyszeć wyjaśnienia.

Czarny smok śmiał się. Jego zachowanie było dla niech niezrozumiałe, ale teraz bardziej byli zajęci ranną Eloną, która opadła na ziemię i wróciła do formy człowieka. Miała przedziurawiony brzuch i z trudem nabierała powietrza.

– Cholera! Ona potrzebuje natychmiastowej pomocy! – Marick nie wiedział, co zrobić. – Ta rana jest za głęboka!

– Smocza Siła! – Natsu uaktywnił swoją magię, a Erza dobyła Świętej Broni. Nie mieli zamiaru skończyć, jako jedzenie.

Czarny smok zaczął nagle się wycofywać. Odwrócił się i szybko odleciał.

– Co? Dlaczego odleciał? – spytała się Erza.

– Nie mam pojęcia – odpowiedział Marick. – Ale wciąż mamy pięć smoków zbliżających się do nas.

W pełni gotowi do walki, Natsu i Erza ruszyli na nie. Ich przeciwnicy nagle zatrzymali się i zaczęli przecząco kręcić głową.

– Co one robią? – zdezorientował się Natsu.

– Czy one... – W obecnej sytuacji z trudem Erza doszła do takiego wniosku, ale postanowiła zaryzykować. – Chcą nam przekazać, że nie są wrogami?

Na ich słowa smoki teraz przytakiwały głowami.

– Umiecie mówić? – Na pytanie Natsu przekręcały głowy.

– Natsu, to wciąż tylko zwykły rodzaj smoków. One nie umieją mówić, czy też logicznie myśleć, ale mimo tego udało im się z nami porozumieć, co jest niezwykłe.

Elona, która leżała obok Maricka, coraz ciężej oddychała. Widok cierpiącej przyjaciółki zmusił go, by zrobić coś na co normalnie, by się nie zdobył.

– Ona potrzebuje natychmiastowej pomocy! Błagam, pomóżcie! – pełny desperacji krzyk dotarł do ich uszu, jednak w żaden sposób nie poruszały głowami. Nie widział, czy go zrozumiały. Ku pewności wskazał na Elonę ręką i starał się w najprostszy sposób rękami pokazać, że potrzebuje pomocy.

Po chwili wszystkie zaczęły przytakiwać głową na znak zrozumienia. Jeden ze smoków wylądował obok Maricka. Obniżył swoje ciało nisko do ziemi na znak, by go dosiadł. Chłopak bardzo ostrożnie uniósł dziewczynę i usiadł mu na plecach. Smok ryknął i wbił się w powietrze. Kolejny zniżył się i dał znać Erzie i Natsu, aby również go dosiedli. Wskoczyli na niego i wszystkie smoki zaczęły szybko lecieć w jednym kierunku.

– Elona, proszę nie... – Trzyma ją na rękach Marick. – Proszę, nie możesz mnie zostawić. Nie możesz... – Z jego oczu spływały łzy.

Natsu słyszał coraz więcej odgłosów. Po chwili znaleźli się w otoczonym zewsząd górami olbrzymim kanionie, a w nim ujrzeli przesiadujące smoki. Bestie dostrzegły ich obecność. Smoki, które ich prowadzą nie zwalniały, aż do momentu, gdy jeden z nich na czele zaryczał. Wyglądało to, jak wydanie polecenia, aby wylądować przed jaskinią, która znajdowała się pod nimi. Po wylądowaniu jeszcze raz ryknął. Magowie zeszli ze smoków, a za ich plecami wylądował czarny smok.

– Ludzie?!

– Znowu ty?! – krzyknął Natsu.

– Nie, Natsu! To nie ten sam smok! – powstrzymała go Erza.

– Skąd wiesz?!

– Bo zdziwił się na nas widok, że jesteśmy ludźmi. Gdyby był tamtym smokiem, to by się nie pytał, tylko już dawno, by nas zaatakował.

– Zniszczyliście wrota? – zadał im pytanie Smok.

– Tak, ale to nie to jest teraz ważne – spojrzał Marick na ranną Elonę, która widać, że chciałaby coś powiedzieć, ale nie potrafiła – ona umiera. Proszę, pomóżcie jej.

Ciężkim krokiem wyszedł z jaskini biały smok. Wygląd bestii był na równi z czarnymi osobnikami, ale to co odróżniało jego wygląd nie był kolor, lecz ciało, które jest pokryte białymi piórami, jak u ptaka. Przybysze nie potrafili oderwać oczu ze zdziwienia.

– Połóż ją na ziemi i podłóż coś pod jej głowę. – Smok zwrócił się do Maricka. Chłopak posłusznie wykonał czynność. Nie wiedział czemu, ale dziwnie czuł, że może temu smokowi w pełni ufać, a może po prostu już był taki pełny desperacji, że przyjąłby od każdego pomoc, kto by ją zaoferował. Ułożył Elonę na ziemi i podłożył jej pod głowę koc. Biały smok przyłożył swoje łapy na ranę Elony. Przy obrażeniach pojawiło się białe światło, które zaczęło regenerować rany.

– Nazywam się Grandeeney. Dziewczyna jest w dobrych rękach. Powinniście udać się teraz do naszego przywódcy.

– Grandeeney? – Erza i Natsu powtórzyli to imię.

– Od dawna czekał na przybycie ludzi, a tym bardziej, że... – jej głos w ostatnich słowach z cichł.

– Czy ty jes... – nie dokończył Natsu.

Czarny smok pochylił się do magów.

– Wskakujcie na plecy. Zaprowadzę was do naszego przywódcy.

– Kim jest... wasz przywódca? – spytał niepewnie Natsu.

– Zaraz się sami przekonacie.

Marick spojrzał raz jeszcze na Elonę.

– Proszę, wylecz ją. Ja tu zostanę – powiedział z troską Marick.

– Nie martw się. Jest w dobrych rękach. Spotkaj się z naszym przywódcą– odpowiedziała mu Grandeeney.

Spojrzał na Elonę, która przytaknęła głową.

– Skoro ty też, tak uważasz, to zostawię ciebie z nią – uśmiechnął się do Elony. – Powierzam ją tobie smoku.

Natsu, Erza i Marick wskoczyli na plecy czarnego smoka. Odbił się od ziemi i skierował w stronę najwyższego szczytu gór. Wlecieli w ciemne chmury. Zakryli usta, bo ciężko im się oddychało. Przebili się przez nie i ujrzeli na szczycie jaskinie. Spostrzegli, że nie powstała ona w naturalny sposób, a ktoś ją zrobił. To co jednak było najdziwniejsze znajdowało się ponad szczytem, gdzie niebo się zakrzywiało. Wlecieli do jaskini, jak tylko wylądował, to zeszli z niego. Bestia bardzo nisko się ukłoniła olbrzymiemu smokowi leżącemu przed nimi. Z początku go nie dostrzegli, gdyż w jaskini jest bardzo ciemno. Jego wygląd również bardzo odchodził od pozostałych. Całe ciało sprawiało wrażenie, jakby nosił żelazną zbroję.

– Panie, sprowadziłem ludzi.

– Ludzie? – głos miał twardy i budzący respekt. – Już myślałem, że ten dzień nigdy nie nadejdzie.

Natsu podbiegł do niego szybko.

– Wiesz, gdzie jest Igneel!? – tyle w nim emocji się kotłowało, że aż trudem łapał powietrze niczym wcześniej Elona.

– Igneel?

– Jestem Natsu Dragnel! Igneel jest moim ojcem! Chcę go zobaczyć!

Smok rozszerzył oczy na dźwięk jego imienia.

– Natsu... to imię...

– Gdzie jest Ign...

– Natsu... – spoglądał na niego swoimi olbrzymimi ślepiami, które świeciły w mroku jaskini. – Przykro mi, chłopcze, ale Igneel nie żyje.

– Co... – Po tych słowach Natsu pękło serce.