A/N: Bardzo przepraszam, że zmusiłem was tak długo czekać na kolejny rozdział. Wiele się zmienia w moim życiu i nie mam kiedy się zabrać za opowiadanie, ale zapewniam, że je skończę. Nie mam zamiaru niczego przyśpieszać, wszystko idzie swoim torem, aż do zakończenia, tak więc nie przedłużam i zapraszam do czytania! :)

Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz, który da mi jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.

Story and picture by Hiro Mashima.


.

Rozdział XXXVI
Smoczy Loch – Rodzina

– Igneel? – mały chłopiec zwrócił się do smoka.

– Co się dzieje, Natsu? Twój wyraz twarzy mówi mi, że coś ciebie martwi. – Chłopcu po policzku poleciały łzy. – Powiedz, co się stało?

– Nie zostawisz mnie, prawda?

– Zostawić? Skąd ten pomysł?

Przetarł rękawem oczy.

– Ja... nie chcę być znowu sam... nie chcę! Teraz jest fajnie... mam ciebie... ale nie chcę byś znikł... i zostawił mnie! – Emocje już całkowicie wzięły nad nim górę i już nie mógł powstrzymać się od płaczu.

Smok zbliżył się do niego i przyłożył swoją głowę do jego czoła i łapą przyciągnął do siebie.

– Nie bój się, nie zostawię ciebie, masz moje słowo. – Chłopiec przestał płakać i odwzajemnił uścisk.

– Polatamy?! – mały krzyknął z uśmiechem.

– Chcesz polatać?

– Tak!

– Wskakuj na plecy!

Igneel, który stał przed nim, powoli robił się niewyraźny, a kolory całego świata zaczęły blaknąć. Świat się trząsł i podskakiwał. Wszystko znikało.

– Igneel...Ignee...Tato!

– Natsu?! – Erza trzymała go w rękach. Chłopak z trudem łapał powietrze, a prawą dłonią zaciskał serce. – Co z nim?!

– Hiperwentyluje się! – krzyknął Marick. – Spokojnie, Natsu. Oddychaj tak, jak ja. – Jednak na próżno zdało się ustabilizowanie jego oddechu, gdyż Natsu stracił przytomność. Ułożył go w pozycji bezpiecznej i spojrzał na zmartwioną Erzę, która na nad nim klęczała – Po tym, co przed chwilą usłyszał... musiał przeżyć ogromny szok.

– Tak bardzo chciał go spotkać, a... Boże nie potrafię sobie wyobrazić, co musiał poczuć, gdy to usłyszał.

– Co się stało? – zwróciła się do smoka. – Co się stało z Igneel'em?

– Został zabity przez innego smoka.

– Opowiedz nam wszystko, co wiesz! O Igneelu, o tej całej wojnie... proszę.

Smok ujrzał z jaką powagą na niego spoglądali. Rozumiał, że nie ma do czynienia z jakąś bandą dzieciaków, która nie wie, co się dzieje.

– Na początek się przedstawię, nazywam się Metalicana.

Od razu Erza skojarzyła to imię.

– Meta... jesteś ojcem Gajeela?!

W oczach smoka zagościły szare barwy smutku. Spoglądał pustym wzrokiem z którego wyrwała go Erza. Uznała, że nie jest gotów o nim rozmawiać.

– Przed chwilą również poznaliśmy Grandeeney, która ma powiązania z naszą Wendy, a teraz ciebie, więc... przez cały ten czas tu przebywaliście. Proszę, powiedz nam wszystk... chwila, czy Król Smoków nie będzie wiedział o naszej rozmowie?

– Nie, każdy ze Smoków przebywający tu w Piekle nie ma zaszczepionych oczów króla.

– Powiedziałeś Piekło? – spytał się Marick.

– Tak nazywamy to miejsce. Wystarczy rozejrzeć się wokół, jak bardzo ta nazwa pasuje. Uważnie mnie wysłuchajcie, opowiem wam wszystko, co wiem.

Magowie usiedli i zamienili się w słuch.


.

Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. W obecnych czasach wszyscy wierzą, że to ludzie byli pierwszymi, inteligentnymi istotami na tej planecie, ale prawda jest zupełnie inna. To smoki były pierwsze. Wieki temu narodziły się małe, lądowe gady, które borykały się tak, jak dzisiejsze zwierzęta ze zdobyciem pożywienia, by przetrwać każdy następny dzień. Ich wola przetrwania była tak olbrzymia, że stały się najdłużej żyjącym gatunkiem, który nie wymarł i w drodze ewolucji zmienił się. Pozyskały silne i duże ciała, które pozwoliły im całkowicie zdominować ląd na którym zamieszkiwały, aż zdarzył się precedens. Wśród nich zaczęły się pojawiać pierwsze oznaki inteligencji. Kiedy już ukształtowały swoją świadomość, to nadały sobie imiona, a miejsce swojego pochodzenia nazwały Kolebką Początku. Dom im już nie wystarczał i pragnęły poznać świat jaki znajdował się za morzem. Ich głosy i pragnienia zostały wysłuchane. Przed nimi ukazała się istota, która wyglądała, jak one. Podarowała im skrzydła, by mogły przekroczyć ocean. Tak powstały Smoki, które szybko zdominowały całą planetę. Nazwały ją Niebem, a istotę, która im dała skrzydła okrzyknęły swoim Królem, a nawet Bogiem.

Wszystko zapowiadało się, że świat będzie spokojnym miejscem należącym tylko do nich, aż do momentu, gdy pojawiły się pierwsze podziały - pierwsze konflikty, po których zapanował chaos. Król Smoków widząc to strasznie się rozczarował i wściekł, że jego pobratymcy walczą między sobą. Odebrał wszystkim rozum, a później wybrał najbardziej godnego smoka na ich lidera. Tym smokiem był Zenir, którego cechowała go prawdziwa charyzma. Dał Zenir'owi możliwość wyboru najbardziej zaufanych smoków, które wsparłby go. Pierwszym z nich był Igneel, drugim Drogo, trzecim Grandeeney, a czwartym ja. Obdarzył nas Król potrzebną wiedzą i długowiecznością, byśmy mogli bez przeszkód kreować świat. Dał nam większe, masywniejsze ciała i magię. Na prośbę Igneela Król przywrócił smokom inteligencję, ale wymogiem było pozyskanie jej wraz z uzyskaniem odpowiedniego wieku. Zostały utworzone cztery grupy: medyczna na której stanęła Grandeeney, obronna pod przewodnictwem Drogo, ochrony życia i gospodarowania jedzeniem na czele z Ignnel'em i budownicza w której byłem ja i Zenir. Po stu latach od tamtego momentu na jednym kontynencie wybudowano olbrzymie królestwo, które nazwano Dragon's Den, czyli Smocza Jama.

Tak, jak szybko nasze Królestwo się rozrastało, tak samo szybko zakradała się zazdrość w sercu Drogo, gdy tylko spoglądał na sukces Zenira. Chciał tak jak on mieć pełną swobodę w tworzeniu świata. Nie mógł on przeciwstawić się Zenir'owi, był bezradny, mimo tego, że objął, tak wysokie stanowisko, to nikt i tak, by nie stanął przeciw Zenir'owi, którego większość kochała. Robił to, co do niego należało, ale wiele smoków coraz bardziej zaczęło dostrzegać w jego oczach żądzę władzy. Postanowił być cierpliwy do momentu, aż przydarzy się okazja, by wykonać pierwszy krok. Ten moment niedługo nastał, gdy pojawiło się drugie, inteligentne życie, co przyczyniło się do olbrzymiego podziału wśród nas. Jedni uznali, że te istoty, to nic innego, jak kolejne zwierzę, które powinno być jedzeniem, a druga strona uznała, że są równe nam i zasługują na takie same prawa do życia. Spór na swoją korzyść wykorzystał Drogo, który stanął na czele buntu. Za ten czyn Zenir wyrzucił go z Królestwa wraz ze smokami, które podzielały jego opinię.

Te małe istoty przedstawiły się Zenirowi jako ludzie i za jego zgodą zamieszkały wraz z nami w Dragon's Den. Miały zdolność do szybkiego pozyskiwania wiedzy, jak i olbrzymią chęć do ciężkiej pracy, która została doceniona przez nas. Jeśli wtedy ktokolwiek jeszcze wątpił w ludzi, to przestał. Zenir bardzo chciał, żeby Drogo ujrzał, jak bardzo mylił się co do nich. Po bardzo długim czasie w końcu udało się go namierzyć. Skorzystał z naszego zaproszenia i przybył sam do Królestwa. Ujrzał, jak wielki jest potencjał ludzi mimo, tak małych ciał. Poczuł szacunek, ale i strach. Nim do naszego mózgu dotarło, jak Drogo przegryzał krtań Zenira, to było już za późno. Straż była gotowa już go zabić za ten czyn, gdy nagle połowa z nich stanęła przeciw nam. Mówi się, że najciemniej jest pod latarnią, bo kto by się spodziewał, że Drogo miał wiele oddanych smoków, którzy byli w straży chroniącej Zenira. Doszło do walki w której Drogo uciekł. Miejsce Zenira objął Igneel za zgodą wszystkich. Skontaktował się on z pewnym człowiekiem, który w tajemnicy wykuł wiele broni. Sekret ich stworzenia do tej pory pozostaje tajemnicą, przekazał ją gotowym do walki i smokom, i ludziom, a także pokazaliśmy małym istotą, jak korzystać z magii Zabójców Smoków.

Do naszego Królestwa przybył posłaniec, który oświadczył, że jeśli nie przestaniemy chronić ludzi, to będzie wojna. Na odpowiedź dali nam miesiąc. Minął czas i Drogo zaatakował, był to początek brutalnej wojny, a dla ludzi rzeź. Ludzie, którzy byli gotowi oddać życie, stanęli z nami w walce ramię w ramię, a pozostałych ukryliśmy poza Królestwem. Wojna trwała latami, aż do momentu, gdy znów przed wszystkimi pojawił się Król Smoków. To co powiedział tamtego dnia do tej pory nie zapomnę "Smoki, które stoją na szczycie pokarmowym nie powinny rozmawiać, czy nadawać praw jedzeniu." Wtedy Igneel wraz ze swoimi pobratymcami zrozumieli, że Król Smoków nie jest żadnym Bogiem, a czymś, co niczym nie różni się od Drogo i jemu podobnych. Nie podjął wcześniej żadnych akcji, gdyż myślał, że Drogo zwycięży, ale opór Igneela i ludzi był, tak duży, że wykonał swój krok. Ku naszemu zdziwieniu nie był, jak uważaliśmy wszechmocny. Jego moc nie oddziaływała na ludzi i na nic innego prócz smoki. Dzięki zrobionym broniom udało się nam uchronić przed wpływem jego mocy, jednak nawet to nie wystarczyło, by zatrzymać Króla i Drogo, którzy dzięki współpracy zaczęli nas pokonywać, aż ponieśliśmy klęskę. W ostatnim akcie rozpaczy my i ludzie, wszyscy na raz nie patrząc na ilość ofiar zaatakowaliśmy wspólnie samego Króla. Ten czy doprowadził do tego, że odnaleźliśmy jego słaby punkt. W miejscu, gdzie powinny być płuca, były zbiorniki magii, które zaczęły się jarzyć od obrażeń, uderzaliśmy w szale nie bacząc na to co się wokół dzieje, aż nagle jak na niewidzialnej ścianie zaczęło wszystko pękać. Przestrzeń się załamała i wszyscy wraz z całym Królestwem zostaliśmy wciągnięci.

Znaleźliśmy się w świecie, który nie miał ani czasu, ani przestrzeni. Dryfowaliśmy przez ponad siedemset lat, aż powoli wszystko wracało do normy. Kiedy odzyskaliśmy pełnię świadomości okazało się, że Dragon's Den znalazł w jakimś więzieniu bez wyjścia. Wytworzył się odosobniony wymiar w którym utknęliśmy. Obie strony zawiesiły chwilo broń. Król Smoków tajemniczo zniknął, ale czuliśmy podświadomie, że również z nami przebywa. Chęć opuszczenia tego miejsca zmusiła zwaśnione strony, aby wspólnie opracować plan ucieczki. Po dwóch latach udało nam się stworzyć portal, który otworzył mam drogę na drugą stronę. Jeden ze smoków przeszedł przez niego i gdy tylko potwierdził, że działa to rozejm się skończył. Każdy stał się na nowo wrogiem. Igneel, ja, Grandeeney i jeszcze kilka innych smoków zdążyło przejść przez portal, a ludzie jeszcze przed uruchomieniem go, niepostrzeżenie podłożyli materiały wybuchowe, by w razie takiej sytuacji zniszczyć portal i naszych wrogów uwięzić. Musieliśmy zostawić tam przyjaciół, którzy zrobili wszystko, by nam się mogło udać. Ich poświęcenia nigdy nie zapomnimy.

Świat, który czekał na zewnątrz całkowicie zapomniał o naszym istnieniu. Dla ludzi smoki były tylko bajką dla dzieci na dobranoc. Na nasz widok uciekano, a planeta miała nową nazwę Ziemia. Uznaliśmy, że lepiej jeśli zostawimy świat ludzi z dala od nas. Za wiele krzywd im wyrządziliśmy. Po pewnym czasie na nowo portal się otworzył przez, który zaczęły przechodzić smoki od Drogo. Gdy później dorwaliśmy jednego z nich, to okazało się, że tym, co otworzyło przejście to nie był portal, ale Król Smoków, który powrócił, ale nie potrafił opuścić tamtego wymiaru, a smokom zaszczepił swoje oczy, by móc wszystko widzieć. Jednak nikomu od nas, który w Dragon's Den został, nie zdołał tego zrobić, gdyż nasi woleli popełnić samobójstwo, niż mieć Króla w swojej głowie. Jego ciało się rozpadło i stał się chodzącą magię, która w prawdziwym świecie może pojawić się tylko na chwilę. Słabnie każdego dnia, więc zdecydował się napuszczać smoki Drogo na nas i ludzi ku swojej uciesze zemścić się za wyrządzoną krzywdę. Nie mógł wiecznie otwierać przejścia na drugą stronę, ale za każdym razem przechodziło coraz więcej smoków, aż ten okres został nazwany Smoczą Wojną. Jeśli znajdzie się ktoś silny wśród ludzi, by oprzeć jego smokom, to sprowadza go do siebie na końcu wojny i przerabia go na smoka - kasując tej osobie pamięć. Król Smoków słabnie każdego dnia, gdyż jego zbiornik został uszkodzony, zaczął się powoli rozpadać. Jedyne, co może przedłużyć jego życie to magia, która ma bliski kontakt z czasem i przestrzenią.

Uciekaliśmy dekady, aż pojedynczo udawało im się nas wyłapywać. W tym czasie poznaliśmy ludzi z których uczyniliśmy Zabójców Smoków. Nasze kochane dzieci... Ja, Grandeeney i Igneel w roku X777 zostaliśmy złapani jako ostatni, a także z nieznanego nam powodu wojna w tym roku się nie odbyła. Piekło, czy też, jak wy to miejsce nazywacie Smoczy Loch znajduje się w odosobnionym wymiarze, tak samo, jak Dragon's Den, a smoki, które porzuciliśmy w Królestwie zostały tu przeniesione, gdy ludzie... domyślacie się, co się z nimi stało. Portal którym się tutaj dostaliście jest, czy też był chroniony przez bramę, gdyż Król nie ma pełni kontroli nad tym wymiarem. W przeciwieństwie do Dragon' Den, gdzie przebywa cały czas, to może otwierać przejście między światami, kiedy ma wystarczającą ilość magii, tak tutaj zamknięcie portalu równa się utracie kontroli nad tym miejscem. Prawdopodobnie cały ten wymiar mógłby się zapaść, a to równałoby się naszą śmiercią. Król nie chce nas zabić, on chce byśmy tu cierpieli, aż do dziś.


.

– Niezwykłe – Marick nie mógł dojść do siebie, po tym, co usłyszał. – Pochodzę z Białej Twierdzy i są tam zapiski z przeszłości, ale one były jedynie krótką wzmianką o wojnie, która miała miejsce, ale nigdy o szczegółach. Słyszeć to, jak... poznawać świat na nowo.

– Biała Twierdza? Hmm, mam wrażenie, że gdzieś już słyszałem tę nazwę.

– Gdzie?

– Nie jestem pewny, ale chyba...

– Igneel! – Wszyscy odwrócili głowy w stronę maga, który za nimi leżał w pełni przytomny i miał szał w oczach.

– Kiedy oprzytomniałeś? – Erza nie uzyskała odpowiedzi na pytanie, bo do Nastu teraz nic nie docierało.

– Jak zginął?! Jak! Gadaj! – Powoli wstawał. – No, jak?!

Szybko podeszła do niego Erza.

– Wiem, że jesteś... wściekły, ale znów możesz stracić przytomność jeśli się chociaż trochę nie uspokoisz.

– Jak zginął?! Jak do cholery?!

– Drogo go zabił.

– Gad... – po usłyszeniu odpowiedzi, nie mógł wydusić kolejnego słowa.

– Tym który nas złapał był sam Drogo ze swoją strażą. Nie mógł znieść myśli, że Igneel mógłby żyć dalej tyle, że uwięziony w Piekle, więc go zabił na naszych oczach. Jego ciało wrzucił razem z nami do Piekła.

Natsu chwycił się za głowę.

– Nie wierzę... nie wierzę... nie wierzę... nie wierzę... nie wierzę! Nie... to musi być kłamstwo...

– To prawda.

Z trudem wstał.

– Tak mi przykro, Natsu – powiedziała Erza.

– Powiedziałeś, że tu jest! Marick, powiedziałeś, że on żyje!

– Bo tak myśleliśmy! Nikt z nas nie wiedział, że tuż przed trafieniem do Smoczego Lochu został zabity...

– Myślisz, że po co wyruszyłem w tę całą podróż, by porzucić moją gildię?! Myślisz, że jaki był tego powód?!

– Przepraszam.

– Ja... zmarnowałem jedynie czas, po co mi to było?

Odwrócił się do nich plecami, a Erza złapała go za ramię.

– Myślę, że nie powinieneś teraz być sam.

Natsu nie odpowiedział, tylko poruszył ramieniem, by jej rękę zsunąć.

– Co się stało z ciałem Igneela?

– Pochowaliśmy go na cmentarzysku.

Natsu podszedł do czarnego smoka.

– Zawieź mnie na dół.

– Natsu? – Erza martwiła się o niego.

– Chcę teraz pobyć sam.

Czarny Smok usłusznie wykonał polecenie i zleciał z nim na dół.

– Igneel wychował Natsu. Był dla niego, jak ojciec. – Erza nie znała Igneela, ale znała Natsu i wiedziała ile dla niego znaczył. – Boże... jak, on sobie z tym poradzi?

– To moja wina... dałem mu nadzieję, że spotka się z Igneel'em...

– Nie wiedziałeś, to nie twoja wina Marick. – Erza starała się złagodzić mu poczucie winy. – Natsu też to wie, on po prostu powiedział to pod wpływem emocji.

Metalicana podszedł do krawędzi i rozprostował skrzydła.

– Wskakujcie, zlecimy wspólnie.

Erza i Marick wskoczyli na niego, wybił się i wylecieli z jaskini.

– Jasno, za długo siedziałem w jaskini, ku ironii zaraz wlecimy w ciemne chmury...

– Ta jaskinia nie powstała w sposób naturalny, kto ją zrobił? – spytał z ciekawości Marick.

– Ja, chciałem mieć miejsce, by się gdzieś zaszyć. Czasami posiedzieć samemu, by wszystko przemyśleć – odpowiedział z uśmiechem.

Po przedarciu się przez ciemne chmury popiołu ujrzeli kanion zaludniony przez smoki, Marick rozglądał się wokół.

– Ilu was tu jest?

– Licząc tych, którzy zostali tu przeniesieni z Dragon's Den, plus smoki, które zdołały przejść przez portal, by zostać później złapanym i wsadzonym do Piekła, to jakieś pięćset.

– A ile smoków może mieć Król?

– Prawdopodobnie tysiąc.

Erzie i Marickowi przeszła gęsia skórka.

– Zastanawialiście się skąd bierzemy jedzenie?

– Tak – odpowiedział Marick. – Nie dostrzegliśmy tutaj nic, co mogłoby posłużyć za jedzenie.

– Oj dostrzegłeś przed chwilą mój drogi.

– Nie rozumiem, o czym ty mówisz?

Erza jako pierwsza zaczęła rozumieć, co on chce przekazać.

– To miejsce nie tylko nazwaliśmy Piekłem ze względu na klimat tu panujący, ale również, że... zostaliśmy zmuszeni do jedzenia... swoich braci...

– Co?! – Marick nie mógł uwierzyć.

– Nasz żołądek potrafi wytrzymać bez wody i jedzenia przez miesiąc, i wtedy kilku z nas z własnej woli poświęca się dla pozostałych. Mięso smoka to nasz obiad, a jego krew, to nasza woda.

Erza i Marick nie wiedzieli, co powiedzieć.

– Król Smoków chciał byśmy cierpieli i to uczynił.

Metalicana zbliżał się do ziemi.

– Wyląduj obok jaskini Grandeeney. Naszą przyjaciółką opiekuje się teraz – powiedział zmartwiony Marick. Przed jaskinią zebrała się spora grupa smoków uśmiechających się, co było dla magów rzadkim widokiem. Wylądowali, po czym Marick szybko wbiegł do jaskini. Elona leżała, a za nią siedział biały smok i wpatrywał się w ranę dziewczyny. Marick schylił się do niej.

– Jak się czujesz, Elona?

– Dobrze. – W jej głosie można było dostrzec poprawę.

– Zamknęłam jej ranę. Teraz musi tylko odpocząć.

– Dziękuję, Grandeeney.

– Marick?

– Tak, Elona?

– Coś się stało Natsu? Był tu przed chwilą, by mnie zobaczyć i... mimo, że nie miał żadnych ran, wyglądał jakby bardziej cierpiał, niż ja.

Erza zbliżyła się do niej.

– Dowiedział się, że... Igneel jest martwy.

Elona zamknęła oczy.

– Zawiedliśmy go, Marick – chłopak nie potrafił zaprzeczyć jej słowom. – Gdy spojrzałam w jego oczy to... nie widziałam już tam tego błysku... jego oczy były martwe, Marick.

– Co się stało tej dziewczynie? – spytał Metalicana.

– Zaatakował ją jeden ze zdrajców.

– Zdrajców? – spojrzał Marick na Grandeeney.

– Nie wszyscy pozostali wierni swoim ideałom po przeniesieniu do Piekła. Niektóre smoki pękły i stanęły przeciw nam, gdyż mają nadzieję, że po opuszczeniu tego miejsca Król ich przygarnie.

– Zwykli tchórze – ocenił ich stalowy smok. – Skoro jeden z nich ujrzał was to pewnie teraz kierują się do portalu byle tylko, jak najszybciej ich Król przyjął.

Erza spojrzała na białego smoka.

– Grandeeney, znamy Wendy.

Uniosła głowę i rozszerzyła smocze oczy.

– Naprawdę?

– Tak, jest moją i Natsu przyjaciółką z gildii. Kiedy ostatnio ją widzieliśmy, to miała się bardzo dobrze i pragnie się z tobą spotkać.

Magowie nigdy nie wyobrażali sobie, że ujrzą płacz smoka, a tym bardziej z radości. Grandeeney nie mogła powstrzymać łez.

– Dzięki Bogu, Wendy...

Szkarłatnowłosa uśmiechnęła się.

– Później, jak będziesz chciała to opowiem o niej trochę więcej, a teraz pójdę do Natsu nim zrobi coś... czego nie powinien.


.

Na wzgórzu leżała olbrzymia ilość kamiennych głazów z wyżłobionym imieniem osoby pochowanej. Przed jednym z nich stał Natsu, który spoglądał na napis "Tu spoczywa Igneel. Wspaniały przywódca i przyjaciel." Po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Zaczął niezrozumiale coś pod nosem mówić, aż rozpoczął rozmowę z samym sobą.

– Dlaczego wyruszyłem w tę podróż? By spotkać się z Igneelem? Nie, żeby również sprowadzić pomoc, by wspomóc moich przyjaciół z gildii? Taki kawał drogi przebyłem i Igneel nie żyje? Rozumiesz to Natsu? Igneel... Igneel... nie żyje... nie żyje... nie żyje... nie on musi żyć.. on... On nie żyje! Pogódź się z tym! Niby jak?! To mój ojciec! Wciąż masz przyjaciół, to nie koniec świata! Jak mogę mieć pewność, że i oni nie zginęli, jaką mieć kurwa pewność, że oni dalej żyją?! Igneel nie żyje! Co ja teraz zrobię?! Każdego dnia budziłem się z myślą, że pewnego dnia go spotkam! I co mi teraz zostało? Przyjaciele? Gildia? Ja... nigdy nie stawiałem ich ponad moim ojcem... ja...

– Głupku, co ty myślisz, chcesz powiedzieć, że oni są mniej ważni od twojego ojca? Twoi przyjaciele, twoja gildia, to jest twoja nowa rodzina! Jaka rodzina?! W rodzinie rozumie się nawzajem, oni nigdy nie zrozumieją moich uczuć! Tego, co czuje! Zostałem sam na tym świecie. Straciłem jedyną osobę, która mnie kochała! Straciłem ojca! Wmawiałem sobie, że chcę ratować wszystkich przed wojną, więc wyruszyłem w podróż, ale tak naprawdę, ja chciałem jedynie spotkać się z Igneelem, jeśli kogoś chciałem uratować, to tylko siebie! Nie ważne, jaką cenę przyszło mi by zapłacić, to chciałem jedynie mieć z powrotem... tatę.

– Dlaczego musiał zginąć? Dlaczego musiał mnie zostawić? Bo był ścigany? Bo był w niebezpieczeństwie? Bo jakiś inny smok go zabił?! To już nieważne, jego nie ma... nie ważne? Jakiś głupi gad zabił mi ojca i to jest nieważne?! Jak on się nazywał? Drag? Dragaaa?

– Natsu?

Odwrócił chłopak głowę i zobaczył przerażoną twarz Erzy.

– Zostaw mnie.

– Nie! Słyszałam, jak krzyczałeś do siebie!

– Słyszałaś? Co słyszałaś?

– Słyszałam słowa, które Natsu Dragnnel nigdy, by nie wypowiedział, nigdy!

– Najwidoczniej mało o mnie wiesz. Najwidoczniej nie wiesz, ile znaczył dla mnie Igneel! Dla ciebie był tylko jakimś tam smokiem.

Erza uderzyła go w twarz i zaczęła okładać.

– Jak możesz, tak mówić?! To prawda nie znałam Igneela, ale widzę ile dla ciebie znaczy! Jak bardzo to przeżywasz!

– Igneel był dla mnie...

– Ojcem, tak wiem, ale nie jesteś sam. Masz mnie, masz przyjaciół, masz gildię. Elona, która została śmiertelnie zraniona i teraz kuruje się, to pierwsze, o co nas zapytała to o ciebie! Widzisz, jaki jesteś dla nas ważny!?

– Przestań...

– Nie jesteś sam!

Natsu odwrócił się do niej plecami i tak przez chwilę w ciszy stali.

– Masz rację, jesteście moimi drogimi przyjaciółmi.

Erza uśmiechnęła się, a po chwili Natsu się do niej odwrócił.

– Ale nie jesteście moją rodziną.

Uśmiech z jej twarzy zniknął, w oczach Natsu nie dostrzegła już tej samej osoby. Stał przed nią ktoś zupełnie inny. Chłopak odszedł od grobu.

– Dok... dokąd idziesz? – Bała się poznać odpowiedź.

– Na polowanie.