Rozdział XXXVII
Smoczy Loch – Chaos

– Grandeeney dosć tych łez, bo się jeszcze odwodnisz - zachichotał Metalicana. – Płacz zostaw na później, bo teraz w końcu nadszedł ten moment. – Wszyscy spojrzeli na niego. – Czas stąd odlecieć!

Smoki stojące w pobliżu uniosły głowy w górę i wydały z siebie specyficzny dźwięk. Odbiły się od ziemii i wzniosły, ich odgłosy były słyszalne w całym kanionie.

– Co się dzieje? Dlaczego tak ryczą? – spytał Marick.

– To taniec radości – odpowiedziała mu Grandeeney – Coś co myślałam, że już nigdy nie ujrzę w Piekle. No i nie nazywałabym tego dźwięku rykiem. Może dla ludzi ten dźwięk nie ma różnicy, ale dla nas to śpiew.

Powoli do nich dołączyły pozostałe smoki, aż odgłos rozbrzmiewał na cały kanion.

– Piękne – Elona nie mogła się nacieszyć tym niespotykanym zjawiskiem.

Metalicana wzniósł się w powietrze.

– Moi bracia i siostry! Ten dzień w końcu nadszedł! Brama została wyłamana i nic nas już tu nie trzyma! Czas opuścić to miejsce!

Przywódca nie powinien okazywać emocji, ale nawet on nie mógł wytrzymać i dołączył do pozostałych, by śpiewać. Marick po chwili zrozumiał, jak bardzo się mylił.


.

Erza szła za Natsu od jakiejś godziny, w ogóle nie odwracał się do niej. Wszystkie jej pytania zbywał.

– Natsu, powiesz mi w końcu dokąd idziemy? – Miała wątpliwości, czy w ogóle chce poznać odpowiedź. Bała się.

– Wracaj do pozostałych. – W końcu odpowiedział, jego głos był chłodny i zimny. – To moja walka. – Erza poczuła ból.

– Proszę. – Nie wiedziała już, co więcej mówić.

Chłopak nie odpowiedział na jej prośbę. Po prostu szedł dalej, a ona za nim. Szkarłatnowłosa domyślała się dokąd może zmierzać. Nie była tylko pewna, czy to, że bardziej nie starał się, by ją przegonić wynikało z tego, że wierzył w jej siłę, czy miał ją gdzieś. Kiedyś bez namysłu znałaby odpowiedź, a teraz?

– Pierwszy cel – powiedział Natsu.

– Co? – Ledwo Erza zdążyła zadać pytanie, a Natsu szybko przykucnął i odbił się od ziemi.

Spadał z kanionu, aż wylądował na plecach smoka. Nie zwlekając uderzył pięścią ognia. Bestia zachwiała się, próbowała go zrzucić, a on wbił swoją ognistą dłoń w jego skórę i nie dawał się zrzucić. Znów wymierzył kolejny cios. Smok w bólu coraz bardziej zbliżał się do ziemi. Tuż przed upadkiem skręcił swoim ciałem w ścianę kanionu, by go zmiażdżyć, a na końcu odwrócił się na plecy.

Smok pewny, że zabił człowieka ryknął. Nagle odczuł, jak bardzo się mylił, gdy całe jego ciało się uniosło, a Natsu dwoma rękami go trzymał i rzucił w ścianę.

– Dziś to smok jest jedzeniem. – W jego oczach była furia, bestię przeszył strach. Wstał i szybko wzleciał.

Natsu strzepywał brud. Erza wylądowała obok niego w zbroi Heaven Wheel.

– Nie rozumiem, domyśliłam się, że będziesz teraz szukać smoków, które zdradziły, ale... dlaczego pozwalasz mu uciec?

– On mnie doprowadzi do pozostałych. Spłoszona zwierzyna będzie szukać pomocy przed Zabójcą Smoków.

Erza nic nie zdołała odpowiedzieć, a Natsu już biegł. Smok przed nimi, nawet gdyby zniknął im z oczu, to i tak zostawiał za sobą ślady krwi od obrażeń.

– Natsu, smok, który powiedział, że... twojego ojca już z nami nie ma - Czuła ulgę nie widząc teraz jego twarzy – powiedział, że tutaj jest około pięcset smoków, więc zdrajców może być bardzo dużo. Sami nie damy rady, to samobójcza misja.

– Wierzysz mu?

– Nazywa się Metalicana i jest ojcem Gajeela. Wierzę mu.

Natsu dalej biegł przed Erzą, przez dłuższą chwilę nic nie mówił.

– Zawróć Erza.

Czuła, że znów usłyszy te słowa.

– Nie mogę, nie zostawię ciebie. Wiele razy mnie ratowałeś, to teraz jest moja kolej.

Natsu nie zareagował na jej słowa, jednak Erza spodziewała się braku reakcji. Smok którego ścigali zaczął się zniżać. Magowie przykucnęli przy kamieniach i bardzo powoli zbliżali się, by wybadać teren. Weszli na wzniesienie i położyli się na ziemi. Ujrzeli, co znajduje się w dole kanionu, tuż pod podnóżem wulkanu.

– Natsu... tutaj jest ze... pięćdziesiąt smoków. – Erzie oczy się rozszerzyły. Straciła nadzieję, że wyjdą z tego żywi. – Widzę, że wiele smoków po lewej gdzieś leci, zgaduję, że powoli już stąd odlatują i zmierzają do bramy.

– To tym bardziej musimy się nimi zająć, zaczynamy. – odpowiedział Natsu.

– Co?

Natsu odbił się.

– Natsu!

– Smocza Siła!

Jego krzyk usłyszały wszystkie Smoki pod nim. Skierowały swoje głowy w jego stronę. To co pierwsze zwróciło ich uwagę, to nie spadający człowiek, a olbrzymia smocza łapa, uformowana z ognia. Jeden ze smoków nie zdążył zareagować i dostał bezpośredni cios w głowę z góry. Jego czaszka pękła. Mag nie chciał marnować ani jednej sekundy i ruszył do następnego. Niektóre smoki, które już leciały w stronę bramy, to zaczęły zawracać.

Czarny Smok próbował odgryźć Natsu głowę, ale ten szybko uniknął jego paszczy i chuchnął w jego ślepia ogniem. Zdezorientowany sytuacją dostał kilka ciosów w twarz, które musiał przerwać, bo dwa następne smoki już chciały go rozszarpać pazurami. Przeniósł swój ogień z ręki na ciało, co oparzyło je i dało mu czas na kontrę, wymierzył celne ciosy w ich tułowia. Erza zraniła mieczem w plecy smoka, który o mało co, a nie pożarł Natsu od tyłu. Chłopak nawet nie dostrzegł, co się właśnie zdarzyło za nim. Jakby tkwił w swoim świecie.

– To koniec... – pomyślała Erza. – Nie mamy żadnych szans. Jesteśmy otoczeni, a za nami jest lita skała, a przed nami śmierć, i jeszcze nadlatują kolejne.

– Natsu... – Usłyszała ryk i huk z prawej strony, spojrzała i zrozumiała, że nie byłoby jej dane wypowiedzieć imię przyjaciela, bo już byłaby martwa, gdyby nie Metalicana, która przycisnęła ciałem Czarnego Smoka.

– Szybko, odsuńcie się! – Metalicana krzyknął i Natsu z Erzą szybko odskoczyli. – Iron Dragon's Roar! – wykrzyczał i z jego paszczy wydobył się potężny huragan, który kompletnie rozszarpał na kawałki głowę smoka. Podmuch był na tyle silny, że wszyscy przeciwnicy w pobliżu zostali odepchnięci.

– Natsu, Erza, żyjecie?! – krzyknął Marick, który siedział wraz z Eloną na smoku.

– Żyjemy! – odpowiedziała Erza. – Jak nas znaleźliście?

– Nie lekceważ naszego węchu młoda damo – odpowiedziała za niego Grandeeney.

– Czy wy oszaleliście ruszając sami na nich?! – krzyknęła Elona

Erza jedynie spojrzała pretensjonalnie na Natsu, który wydawał się niewzruszony jej słowami. Spoglądał na smoki, które przed chwilią były gotowe rozszarpać magów, a teraz zatrzymały się na widok nadlatujących sprzymierzeńców ludzi. Spojrzały na siebie i zaczęły się wycofywać.

– Uciekacie?! – wzburzył się Natsu.

Metalicana uniósł wysoko głowę.

– Czas pomścić naszych! Niech zdrajcy poznają nasz gniew! Do ataku!

Wszystkie smoki ruszyły, by dopaść zdrajców.

– Wskakuj na mój grzbiet synu Igneela – zwrócił się Metalicana do Natsu.

– Nie wymawiaj jego imienia – spojrzał na niego wściekłym spojrzeniem, jak na wroga.

Metalicana nie musiał długo zastanawiać się, by zrozumieć, że Natsu obwiniał go, że nie zapobiegł śmierci Igneela.

– Wskakuj.

Natsu po chwili posłuchał się jego słów i wskoczył mu na plecy. Erza dołączyła również i wybili się w przestworza.

– Nasi wrogowie chcą odnaleźć Króla Smoków za bramą, musimy sprawić, żeby tylko nielicznym się to udało – rzekł żelazny smok.

– Jaki mamy plan? – spytała Erza.

– To proste, złapać i zabić tylu ilu zdołamy.

Wszyscy ruszyli w pościg, widać już było w oddali portal dzięki któremu dostali się tutaj magowie. Wielu zdrajcom już udało się przez nie go przedostać. Dwie strony konfliktu rozszarpywały się na strzępy swoimi szponami, kłami, a niebo stało się wręcz morzem ognia, a pod nimi wybuchł jeden wulkan i lawa tryskała. Zapanował chaos w piekle. Marick, by zapewnić bezpieczeństwo Elonie zmienił się w smoka i cały czas odpierał ataki wymierzone w ich stronę. Wielu zdrajców nagle rzuciło się równocześnie w stronę Metalicany, uznali, że jeśli zabiją go, to tak jakby wygrali wojnę. Nim zdołali chociaż zbliżyć się do niego, to pozostałe smoki je zaatakowały. Erza skoczyła na jednego z nich i wbiła swój miecz w oko bestii. Natsu dmuchnął ogniem, by chwilowo oślepić wrogów, po czym wskoczył na nich i okładał pięściami. Atakował jednego po drugim, wpadł w szał, by pozabijać wszystkich, którzy odebrali mu ojca. Przestał się wręcz oglądać za siebie przez co, nie zauważył, jak jeden ze smoków odgryzł mu rękę.