Od tłumaczki: tym razem się nie spóźniłam :) W tym rozdziale pojawia się przytomny (i, co widać po tytule rozdziału, opryskliwy) Syriusz. Ten rozdział zasłużył na kategorię M głównie ze względu na język. W późniejszych rozdziałach też będę dawała znać, co jest przyczyną takiej kategorii.

RODZIAŁ 3 – OPRYSKLIWY, JAK ZWYKLE

22 lipca 1997

Legowisko – dom rodziny Lupinów

- Syriuszu? – Hermiona dotknęła czule policzka mężczyzny, szczerze zmartwiona wlepionym w siebie wzrokiem i tym jednym słowem, które z siebie wydobył. „Mia". – Pamiętasz mnie? Jestem Hermiona. Wszystko będzie w porządku. Jesteś bezpieczny, w Legowisku, z Remusem i Tonks.

Ogromne, szare oczy Syriusza patrzyły na nią, jakby była jedyną osobą w pokoju. Jego palce przemykały lekko nad jej skórą – wielbiąc ją, nigdy nie dotykając. Przełknął ślinę, głośno i z trudem, po czym spojrzał nad ramieniem Hermiony na Remusa. Lupin pokręcił przecząco głową, z grymasem rozpaczy na twarzy.

Nie.

Syriusz cofnął dłoń od twarzy Hermiony i odwrócił od niej głowę. Próbował się podnieść, ale fizycznie nie był do tego zdolny. Zasyczał z bólu.

- Kurwa mać! Czuję się, jakbym nie ruszał nogami od… - Spojrzał na trójkę czarodziejów, która stała w pokoju. – Co się stało?

- Powinieneś odpocząć, Syriuszu – poinstruowała go Hermiona. – Remus ci wszystko wyjaśni, jak poczujesz się lepiej. Ja muszę wracać do kwatery głównej. Harry niedługo ma do nas wrócić.

Miała nadzieję, że informacja o chrześniaku w jakiś sposób zakotwiczy umysł Syriusza w rzeczywistości. I mężczyzna zareagował zgodnie z jej przewidywaniami.

- Jak on się czuje? Coś pamiętam… Ale nie wiem, co to było…

- Na razie się o niego nie martw. Musisz się skupić na tym, żeby dojść do siebie – nalegała. – W tej chwili Harry jest cały i zdrowy.

Syriusz pokiwał głową w milczeniu. Zauważył, że w jej oczach pojawiły się łzy, które następnie przelały się na jej policzki. Zabolało go to, że nie mógł ich otrzeć. Tymczasem Hermiona pochyliła się nad nim i pocałowała w czoło.

- Muszę już iść – szybko wstała i odwróciła się do Remusa. – Dziękuję.

Uściskała mocno wilkołaka i szybko ucałowała w policzek. Remus zamknął oczy i oddał uścisk, a potem spojrzał prosto w oczy swojej żony, która obdarzyła go smutnym uśmiechem.

- To ja dziękuję, Hermiono. Nie wiesz nawet, ile… - Remus nie był w stanie dokończyć wypowiedzi.

- Nic nie mów – odwróciła się, by pożegnać Tonks. – Jestem wam wdzięczna za pomoc.

- Znasz mnie. Zawsze jestem chętna na małą przygodę.

Hermiona zaśmiała się i skierowała kroki w stronę kominka. Zaryzykowała spojrzenie za siebie i brązowe oczy zmierzyły się z szarymi. Wzięła drżący oddech i zwróciła się do Remusa.

- Możesz zwołać spotkanie Zakonu? Na przykład, jutro wieczorem? Jeżeli Syriusz będzie się czuł lepiej, zabierzcie go ze sobą do Nory. Jeśli nie… - zastanowiła się przez chwilę. – Wyjaśnię to najlepiej, jak będą umiała. Zakon musi się dowiedzieć.

Uśmiechnęła się do wszystkich na pożegnanie, po czym wrzuciła Proszek Fiu w płomienie i zniknęła.

- Co to, do diabła, było? – Wrzasnął Syriusz, gdy upewnił się, że Hermiony już nie ma. Usiadł gwałtownie na kanapie i natychmiast zaczął się z niej zsuwać, oszołomiony. Tonks pospieszyła mu na pomoc. W końcu mężczyzna usiadł, podpierając ręką pulsującą bólem głowę.

- Powinieneś odpocząć, kuzynie – warknęła Tonks. – Chcesz trochę Eliksiru Słodkiego Snu?

- Chcę szklaneczkę wody ognistej – odgryzł się.

- Ale nie dostaniesz – uciął Remus i podszedł do kominka. Leżały na nim arkusze czystego pergaminu, pióro i kałamarz z atramentem. W czasie, kiedy Syriusz użalał się nad sobą, Remus zdążył naskrobać kilka krótkich notatek do członków Zakonu, podszedł do klatki z małą brązową sową i podał jej listy. – Dostarcz je do członków Zakonu. Najpierw do Nory – nakazał, przywiązując paczuszkę do sowiej kończyny. Ptak odleciał, jak tylko Remus otworzył okno.

- To może dostanę trochę kawy? Wolno mi napić się kawy? Czy może jestem znowu w Azkabanie, gdzie każdy mój ruch jest obserwowany? - Głos Syriusza był tak mroczny, jak spojrzenie, którym obdarzył Remusa i Tonks.

- Opryskliwy, jak zawsze, skarbie – Tonks wstała i popatrzyła na Syriusza zmrużonymi oczyma. – Zaparzę nam herbatę. I wypijesz tę herbatę, bo Hermiona kazała ci odpoczywać.

Uśmiechnęła się słodko do swojego kuzyna, po czym wymaszerowała do kuchni, zostawiając chłopców samych w salonie.

- Co się stało, Remusie? – Zapytał ponownie Syriusz, tym razem panując nad głosem. Rozejrzał się po pokoju i natychmiast się zorientował, że znajdują się w starej chacie Lupinów, w której Remus dorastał. Nie był tu od czasu, gdy Voldemort się odrodził. A wcześniej zajrzał tu tylko raz, po swojej ucieczce z Azkabanu, aby zasięgnąć języka u swojego ostatniego żywego przyjaciela z dzieciństwa.

- Oto jest pytanie – Remus roześmiał się, ale uśmiech nie dotarł do jego oczu.

Syriusz przyjrzał się Remusowi. Zauważył zmarszczki, których jeszcze niedawno tam nie było, nowe blizny i więcej siwych włosów, niż pamiętał.

- Mia?

- Hermiona.

- Dorosła – przekonywał Syriusz.

- Nadal Hermiona – nalegał Remus.

- Kurwa…

- Zgadzam się.

- A Harry?

- Trochę cię ominęło, Syriuszu.

- Ale jest cały i zdrowy? Bezpieczny? Pamiętam walkę – Syriusz zmrużył oczy, próbując sobie coś przypomnieć, ale szczegóły mu umykały. Targały nim silne emocje, zmartwienie i panika przede wszystkim, ale czuł też niezdrowy przypływ adrenaliny.

- Departament Tajemnic. Dzieciaki włamały się do Ministerstwa. Voldemort umieścił w umyśle Harry'ego wizję, w której mu pokazał, że cię schwytał – Remus tłumaczył krótkimi zdaniami, próbując wypełnić dziury w pamięci przyjaciela. Testował jego wytrzymałość i pozwolił, żeby Syriusz sam przypomniał sobie szczegóły.

- Wydaje mi się, że coś pamiętam – Syriusz pokiwał głową, kiedy nagle jedno wspomnienie uderzyło go między oczy. – Moja kuzynka?

- Tonks? – Remus zamrugał, spoglądając w stronę kuchni, gdzie wspomniana kobieta stawiała właśnie kociołek na ogniu.

- Nie – warknął Syriusz, a jego oczy pociemniały. – Ta pieprzona suka!

- Bella… - Remus zawahał się. – Uciekła.

- Kurwa! – Ręce i nogi Syriusza zatańczyły w nieskoordynowanym tańcu gniewu i nie znalazły niczego, co mogłoby zniszczyć. Nie mógł się też doszukać swojej różdżki, żeby rzucić jakieś paskudne zaklęcie. Rozejrzał się i dojrzał piękną, orzechową różdżkę na stoliku obok kanapy. Chwycił ją szybko w dłoń o dokładnie obejrzał, szukając uszkodzeń. Czując różdżkę w dłoni, umysł Syriusza otworzył się na napływ wspomnień. Departament Tajemnic. Udał się tam, żeby uratować Harry'ego. Ale nie tylko Harry'ego. Udał się tam po nią. Ona i inne dzieciaki. Najmłodsze dzieci Weasley'ów, przypomniał sobie. Syn Franka i Alice oraz dziewczyna niesamowicie podobna do Krukonki, z którą się kiedyś przyjaźnił. Walczyli. W Ministerstwie zaroiło się od Śmierciożerców. Lucjusz Malfoy, Bellatrix i kilkoro innych, których Syriusz miał nieszczęście znać z nazwiska.

- Pamiętam pojedynek – zaczął ostrożnie. – Pamiętam ciebie i Tonks. Kingsley i Moody też tam byli. W komnacie, która przypominała najstraszniejszy teatr, w jakim kiedykolwiek byłem.

- Jest taka komnata w Departamencie Tajemnic, którą nazywają Komnatą Zasłony, lub bardziej odpowiednio: Komnatą Śmierci.

- Zabiła mnie, prawda? – Syriusz spojrzał nawiedzonym wzrokiem w oczy przyjaciela.

- Nie wyglądasz na martwego – Remus wzruszył ramionami.

- Wiesz, o co mi chodzi, Luniaczku.

- Cóż… Tak i nie. Fizycznie cię nie zabiła, ale to ona spowodowała, że wpadłeś za Zasłonę – wilkołak pokiwał głową.

- I Mia sprowadziła mnie z powrotem?

- Hermiona sprowadziła cię z powrotem – poprawił Remus.

- Nie mów do mnie, jak do idioty, Remusie. Wiem, kim ona jest – warknął. Zaczynało to przypominać ich pierwszą prawdziwą rozmowę po jego ucieczce z Azkabanu. Syriusz zadawał pytania, żądał odpowiedzi, a Remus tylko poprawiał imiona.

- Obaj wiemy, że jest różnica – oczy Remusa, zwykle zielone i łagodne, zabłysły złotem, co oznaczało, że wilk próbuje przekazać coś od siebie. Zwykle działo się to w chwilach stresu i zmęczenia emocjonalnego. Syriusz natychmiast zauważył zmianę i skinął głową przyjacielowi. Wzrok Lupina złagodniał.

- Jak ty sobie z tym radzisz?

- Niezbyt dobrze – przyznał Remus. Wystarczająco trudno było walczyć z duchami przeszłości zanim Syriusz zginął. A dodając do tego utratę najlepszego przyjaciela, wojnę i inne niedogodności, Remus czuł się źle nawet wtedy, gdy księżyc nie królował na niebie. – Tonks mnie rozumie, na szczęście.

- Ożeniłeś się z moją kuzynką? Wiedziałem, że jesteś w niej zakochany, ale nie spodziewałem się po tobie takiego skoku, Lunatyku – Syriusz zaśmiał się, spoglądając na obrączkę na palcu przyjaciela. – Mógłbyś być jej ojcem!

- Przyganiał kocioł garnkowi – odciął się Remus.

- Taki ze mnie pies na baby – Syriusz uśmiechnął się szeroko.

- Dobrze, że wróciłeś, Łapo – wilkołak odetchnął z ulgą i poklepał przyjaciela po ramieniu. Skoro Syriusz mógł sobie żartować, świat jeszcze nie stanął na głowie.

- Napij się, mój drogi – Tonks podała po jednej filiżance z parującą herbatą Syriuszowi i swojemu mężowi, który spojrzał na nią z uwielbieniem. Syriusz zaśmiał się pod nosem, gdy zauważył tą wymianę spojrzeń, jakby nadal nie mógł uwierzyć, że ta dwójka jest już po ślubie. – Dobrze się czujesz, Syriuszu?

- Będzie dobrze. Znasz mnie. Tego starego psa nie uśpisz byle czym. A mówiąc o starych psach – mrugnął do swojej kuzynki. – Widzę, że udało ci się zaobrączkować tego psa.

Remus zawarczał, a Tonks rozgarnęła jego włosy czułym ruchem.

- Udało mi się – w jej głosie dało się wychwycić triumf. – Powinieneś zobaczyć obrożę i smycz – mrugnęła do kuzyna. Remus ponownie zawarczał, ale tym razem z rezygnacją. – Dobrze, chłopcy. Uważajcie na siebie. Muszę wrócić do Ministerstwa, zanim ktoś się zorientuje, że zniknęłam. Muszę się upewnić, że nikt nas nie widział.

- Uważaj na siebie – Remus wstał i odprowadził ją do kominka.

- Zawsze na siebie uważam – odpowiedziała, pocałowała go i zniknęła w płomieniach.

- Dobra, wprowadź mnie we wszystko. Co się dzieje z Harrym? – Syriusz usiadł prosto, odstawił pustą filiżankę po herbacie i zaczął się rozglądać za zapasem whisky, który Remus zawsze trzymał w domu na wypadek nieoczekiwanych gości. Pamiętał, że ojciec przyjaciela trzymał kilka dobrych trunków w drewnianej gablocie, stojącej w rogu pokoju. Kilka butelek Syriusz, Remus i James musieli odkupić, kiedy pozwolili sobie wypić za dużo na szóstym roku. I chociaż gablotka nadal stała na swoim miejscu, zamiast pięknych butelek pełnych bursztynowego płynu, stały teraz na niej fotografie ślubne.

- Oficjalnie mamy wojnę – Remus westchnął.

- Zawsze mieliśmy wojnę – Syriusz odgarnął włosy z twarzy.

- Prawda, ale tym razem mamy wsparcie Ministerstwa. Albo raczej: Ministerstwo stara się nam wmówić, że panuje nad sytuacją i nie ma niebezpieczeństwa.

Obaj mężczyźni wykonali na te słowa obsceniczny ruch dłońmi.

- Jest gorzej, niż się spodziewaliśmy?

- Moody sądzi, że Śmierciożercy już przeniknęli do Ministerstwa – Remus pokiwał głową. A kiedy Syriusz tylko uniósł jedną brew, dodał: - Kingsley się z nim zgadza.

- To mi wystarczy – dłoń Syriusza przebiegła zmęczonym ruchem przez jego włosy. – Jak długo mnie nie było?

Zastanowiła go długość jego włosów. Nie urosły prawie wcale, ale z rozmów Tonks i Remusa wywnioskował, że dużo się działo pod jego nieobecność.

- Prawie rok.

- Kurwa… Nie straciłem już wystarczająco dużo lat?

- Za kilka dni zabieramy Harry'ego z Surrey – Remus próbował odwrócić uwagę przyjaciela od przygnębiających spraw. – Zakon ułożył dobry plan. Zabierzemy go w dzień jego siedemnastych urodzin. Już więcej nie wróci do swojego wujostwa.

- Cholerne dupki – Syriusz pokręcił nosem z odrazą.

- Dobierzemy się w pary, opuszczając Little Whinging. Połowa nas zmieni się w Harry'ego za pomocą Eliksiru Wielosokowego, żeby odciągnąć ewentualny atak Śmierciożerców.

- Niezły plan – przyznał Syriusz. – Mia go wymyśliła? Ta dziewczyna uwielbia Eliksir Wielosokowy.

- Hermiona? – Poprawił Remus. – Nie. Pomysł padł od Mundungusa.

- Szczerze w to wątpię – Syriusz uniósł brew.

- Kontynuując – Remus zignorował słowa przyjaciela. – Dobieramy się w pary, lecimy do zabezpieczonych kryjówek, a stamtąd Aportujemy się do Nory. Teraz tam mieści się kwatera główna.

- Co się stało z Grimmauld Place? Wrzaski mojej matuli doprowadzały was do szału?

- Uważamy, że ta kryjówka jest spalona – Remus odwrócił wzrok od intensywnego spojrzenia Blacka.

- To niemożliwe. W końcu sam Dumbledore jest Strażnikiem Tajemnicy Zakonu. Kryjówka nie może być spalona, bo osobiście zaprzysiągłem Dumbledore'a. Już raz zamiana Strażników Tajemnicy nie wyszła nam na dobre, dlatego nie chciałem niczego ryzykować…

- Dumbledore nie żyje.

Zaszokowany Syriusz tylko gapił się na Remusa. Już otworzył usta, żeby coś wykrzyczeć, prawdopodobnie jakieś wulgarne przekleństwo, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu.

- Przepraszam, ale nie było łatwego sposobu, żeby ci to przekazać.

Cisza otuliła dwóch przyjaciół, wpatrujących się w siebie nawzajem. Oczy Syriusza wyrażały tak wiele emocji, że nie sposób było je zrozumieć. Migały w nich gniew, zaniepokojenie, żałoba, ale Black nie pozwolił żadnemu z tych uczuć pojawić się na swojej twarzy. Remus pamiętał, jak reagował Syriusz na utratę ludzi, na których mu zależało. Był wtedy z nim, kiedy rozpaczał po stracie swojego ojca i brata, a także rodziców Jamesa. Zabrakło go, gdy zginęli James i Lily. Ale wiedział, że dopiero śmierć kogoś bliskiego mogła doprowadzić tak silnego człowieka jak Syriusz do łez, które teraz gniewnym ruchem ocierał z policzków.

- Kto? – Black przerwał ciszę, a jego głos przypominał ciche warknięcie.

- Snape – Lupin nie widział powodu, by ukryć przed przyjacielem prawdę.

- Żarty sobie, kurwa, stroisz?! – Syriusz poderwał się gwałtownie i kopnął najbliższy stolik, przewracając go i tłukąc znajdującą się na nim zastawę stołową. Chwiał się przez chwilę, próbując utrzymać równowagę. Jego siły nadal do niego nie wróciły.

Remus pomyślał, że bez apteczki polowej, którą zabrała ze sobą Hermiona, Syriusz prawdopodobnie nadal byłby w śpiączce.

- Przecież wam mówiłem – wrzeszczał Łapa. – Mówiłem wyraźnie, żeby nie ufać temu smarkającemu, pierdolonemu zdrajcy!

- Jeszcze nie raz rzucisz nam w twarz „a nie mówiłem", ale to w niczym nie zmieni naszej sytuacji – Remus poruszył różdżką i bezgłośnie naprawił zniszczone sprzęty.

Dwaj mężczyźni stanęli ze sobą twarzą w twarz. Syriusz patrzył wyzywająco na przyjaciela, ale to wilkołak był kilka cali wyższy i teraz wykorzystywał swój wzrost do zdominowania Animaga i zmuszenia go do ponownego zajęcia miejsca na kanapie.

- Dumbledore nie żyje, Grimmauld Place jest spalone, Snape nawiał, Voldemort przeniknął do Ministerstwa, a Harry jest w niebezpieczeństwie. Harry zawsze jest w niebezpieczeństwie – Remus zrobił krok do przodu, zmuszając Blacka do cofnięcia się. Obaj warczeli, czując, jak ich drapieżne natury walczą o dominację nad terytorium. Nagły ból w obojczyku Syriusza zmusił go do wycofania się.

- Więc jaka jest moja rola? – Mężczyzna usiadł na kanapie, pokonany, krzyżując ramiona na piersi, jak obrażone dziecko. – Spodziewałem się, że Mi… Hermiona sprowadziła mnie jako część wielkiego bożego planu.

- Generalnie, nie ma wielkiego planu – czoło wilkołaka pokryły zmarszczki. Mężczyzna nadal nie wiedział, jak się pogodzić z wydarzeniami tego dnia. – Oczywiście, jestem zachwycony, że sprowadziła cię z powrotem, ale nie powiedziała, dlaczego. Wspomniała tylko, że dokonała wielkiego odkrycia i musi się dostać do Departamentu Tajemnic, żeby potwierdzić swoją teorię. Tylko tyle mi powiedziała. Zgodziłem się, bo myślałem, że chciała stamtąd zabrać…

- Zmieniacz Czasu? – Przerwał mu Syriusz.

- Tak – przyznał Lunatyk. – Byliśmy w Komnacie Czasu, ale Hermiona wyszła z niej, nie zwracając uwagi na jej zawartość. Szukała wyłącznie Komnaty Śmierci.

- Więc go nie zabrała?

- Nie, nie zabrała go.

- A zatem, co to znaczy? – Syriusz zaczynał panikować. – Ile ona ma lat?

- Prawie osiemnaście – Remus patrzył spokojnie, jak Syriusz próbował coś policzyć.

- Jeszcze rok? – Upewnił się.

- Jeżeli go przetrwamy.

- A co potem?

- Ja odwalę brudną robotę – Remus uśmiechnął się ze smutkiem i wyciągnął z kieszeni Zmieniacz Czasu, który ukradł wcześniej z Departamentu Tajemnic.

wWwWwWwWwWwWwWwWw

Nora – dom rodziny Weasley'ów

- … i myślisz, że zgodzimy się, żebyś zabrał Harry'ego i Hermionę na jakąś wątpliwą i na pewno niebezpieczną wyprawę? – Wrzask Molly Weasley dochodził z kuchni i Hermiona usłyszała go, gdy tylko przekroczyła próg kominka. Próbowała przemknąć cicho za plecami kłócących się Weasley'ów, bo nie chciała stać się częścią dyskusji, którą Ron powinien odbyć z rodzicami dawno temu.

- O, nie! – Zawołał za nią najmłodszy rudzielec. – Nie rzucaj mnie lwom na pożarcie!

- Jeśli pamiętasz, co w ogóle znaczy to wyrażenie, może będę miała ochotę ci pomóc – skrzyżowała ramiona i spojrzała na przyjaciela potępiającym wzrokiem. Ron tylko wydukał z siebie kilka sylab i z zażenowania zaczerwieniły mu się uszy.

- Hermiono? – Pani Weasley wyjrzała z kuchni i zmartwionym spojrzeniem otaksowała młodą czarownicę. – Czy możesz mi wyjaśnić, dlaczego mój najmłodszy syn uważa, że nie wróci do szkoły na swój ostatni rok?

Hermiona westchnęła, pokonana i rzuciła Ronaldowi jeszcze jedno krzywe spojrzenie.

- Przykro mi, pani Weasley, ale musimy wypełnić misję, którą zlecił nam Dumbledore. Teraz wszystko zależy od Harry'ego. Zawsze wszystko zależało od Harry'ego, a ja nie puszczę go samego – spróbowała wytłumaczyć. – Ron zgadza się ze mną.

- I gdzie pójdziecie? Co będziecie robić? Dlaczego Zakon, z tym bardziej wasi rodzice nie mogą wiedzieć, na czym polega ta misja? – Głos kobiety podnosił się do granicy krzyku.

Hermiona wzdrygnęła się na wzmiankę o rodzicach. Pani Weasley natychmiast to zauważyła i pożałowała swoich ostrych słów.

- Kochanie – podeszła do młodej czarownicy i przytuliła mocno. – Przepraszam, Hermiono, ale wiesz, że nie mogę stracić moich dzieci. Żadnego z moich dzieci. Mam na myśli również ciebie.

- Wiem – przyznała Hermiona. – Ale na pani miejscu ufałabym decyzjom Dumbledore'a. I przede wszystkim ufałabym Harry'emu. Niestety, ta misja to nie wszystko, z czym musimy sobie poradzić. Najpierw Harry musi wrócić tutaj, do domu – uśmiechnęła się delikatnie, przyglądając pani Weasley, która płakała, prawdopodobnie nie pierwszy raz tego dnia.

Rozmowa została nagle przerwana przez sowę, stukającą uparcie dziobem w okno. Hermiona zesztywniała, rozpoznając doręczyciela Remusa. Ron zauważył jej reakcję i uniósł pytająco brew, ale dziewczyna tylko pokiwała głową, z niemą prośbą, żeby odpuścił.

- Spotkanie Zakonu, jutro wieczorem – obwieścił pan Weasley, wchodząc do salonu. – Remus mówi, że ma ważne wiadomości, ale nie musimy się o nic martwić.

- Łatwiej powiedzieć, niż zrobić – oburzyła się pani Weasley. – A ty nie myśl, że skończyliśmy rozmawiać, młody człowieku.

Molly wycelowała palec w syna, który głośno przełknął ślinę i ugodowo pokiwał głową, odprowadzając wzrokiem wychodzących rodziców. Gdy tylko zniknęli z pola widzenia, Ron mocno chwycił dłoń Hermiony i zaciągnął ją po setkach schodów do swojego pokoju. Zatrzasnął drzwi.

- Zaklęcie Wyciszające – zdążyła go pouczyć Hermiona, zanim się odezwał.

- Muffliato! – Rzucił Ron i odwrócił się do czarownicy. – Co to było? Wiedziałaś, że Remus zwoła zebranie.

- Wiedziałam, bo cały dzień spędziłam z Remusem i Tonks – przyznała.

- Coś się stało? Coś z Harrym? Zmieniamy plan? – Zaczynał panikować.

- Usiądź, zanim zemdlejesz – zbyła go. – Nic nie wiem o jakichś zmianach w planie. Nie… Coś się stało. Coś innego

Wzruszyła ramionami i uklękła. Wyciągnęła z torby prawie pustą apteczkę polową.

- Przypomnij mi jutro, żebym uzupełniła zapasy. Muszę mieć pewność, że jesteśmy doskonale przygotowani, zanim wyruszymy.

- Dlaczego apteczka jest prawie pusta?

- Niedługo się dowiesz – ponownie westchnęła.

- Hermiona? – W jego głosie ciekawość graniczyła w ostrzeżeniem.

- Uspokój się. Nic mi się nie stało – spojrzała na przyjaciela. – Mogę ci tylko powiedzieć, że na jutrzejszym spotkaniu kilka osób będzie bardzo szczęśliwych, a kilka osób bardzo się na mnie wkurzy.

- Tonks ci w czymś pomogła? Myślałem, że szukacie prezentu ślubnego dla Fleur.

- Kłamałam.

- Ty skłamałaś? Dlaczego? Dlaczego okłamałaś mamę? – Zapytał, zszokowany, że tak łatwo przyznała się do winy.

- Bo gdyby ktokolwiek się domyślał, co planuję, nikt nie wypuściłby mnie z domu. I zanim zapytasz jeszcze raz: nic ci nie powiem. Musisz zaczekać. I tylko mam nadzieję, że po tym, co się jutro wydarzy, nadal będziesz stał po mojej stronie. Przy mnie – patrzyła na niego z błaganiem.

- Oczywiście – zgodził się bez wahania. – Po prostu nie lubię sekretów.

- Wiem o tym. Przepraszam.

- Czy ja będę jedną z tych szczęśliwych osób?

- Mam nadzieję. Ale najszczęśliwszy będzie Harry – wyznała. – Tylko to się liczy.