Od tłumaczki: Przedstawiam rozdział piąty. Rozwija się w nim bardzo przyjemna relacja między Syriuszem i Hermioną. Wkraczamy też powoli w czas wojny. Jednocześnie chciałabym Was, drodzy Czytelnicy, poinformować, że kolejny rozdział pojawi się w poniedziałek, a następnie będą dwa tygodnie przerwy – za tydzień wyjeżdżam na zasłużone wakacje i mogę nie mieć dostępu do internetu, dlatego nie chcę obiecywać rozdziału na wyrost.
ROZDZIAŁ 5 – SMUTNE STARUSZKI
1 sierpnia 1997
Nora – dom rodziny Weasley'ów
- Musisz uważać – Hermiona podeszła do Syriusza i usiadła obok niego, przy pustym stole, na którym królowały równie puste butelki po kremowym piwie. Wszyscy ludzie przebywający w tym momencie w namiocie tańczyli i gratulowali Billowi i Fleur.
Syriusz przyjrzał się uważnie czarownicy.
- Uważać na co?
- Na to, żeby nie pogrążyć się tak bardzo w smutku, że jedynym jego objawem będzie szeroki uśmiech.
Mężczyzna uniósł pytająco brew.
- Ile piw wypiłaś?
- Trzy, ale jakie to ma znaczenie? – Wzruszyła ramionami, a Syriusz zaśmiał się, podnosząc szklaneczkę z wodą ognistą do ust.
Spojrzała na parkiet i też się zaśmiała, patrząc, jak Ron próbuje tańczyć z Luną Lovegood, która doskonale radziła sobie sama. Hermiona nalegała, żeby Ron zaprosił młodą Krukonkę do tańca i efekt był powalająco wesoły.
- Dlaczego nie ma cię na parkiecie? – Syriusz otaksował jej liliową sukienkę i niewygodne buty.
- Dlaczego ty tutaj siedzisz? – Odpowiedziała pytaniem.
- Pierwszy zadałem pytanie – przepił do niej.
- Jestem zdenerwowana – przyznała. – Chociaż gdybyśmy nie przygotowywali się do wojny, gdybyśmy nie wiedzieli, że w ciągu kilku dni będziemy musieli odejść, i tak bym tu przyszła. Ostatnim razem, gdy byłam na zabawie, miałam piętnaście lat, moim partnerem był tamten facet – wskazała palcem wysokiego mężczyznę z krótko przyciętym zarostem. – Mało mówił, wkurzył moich przyjaciół i nawet nie potrafił poprawnie wymówić mojego imienia.
Syriusz zmrużył niebezpiecznie oczy, kiedy dostrzegł rozpoznawalną na całym świecie twarz Wiktora Kruma. Pamiętał te absurdalne artykuły pojawiające się w tygodniku Czarownica o trójkącie miłosnym między najsłynniejszym szukającym świata, jego chrześniakiem i Hermioną.
- Boisz się, że zaprosi cię do tańca?
- Upewniłam się, że gdy tylko przekroczył próg, Fred i George przedstawili go jednej z kuzynek Fleur – potrząsnęła głową. Podbródkiem wskazała dwie jasnowłose piękności, które stały obok Kruma. W pobliżu kręcili się bliźniaki Weasley, gotowi pocieszyć dziewczynę, której Wiktor nie wybierze.
- I zamiast znaleźć sobie odpowiedniego partnera do tańca, przyszłaś posiedzieć ze smutnym staruszkiem w kącie?
- A dlaczego ten smu… Nie, tak nie będę cię nazywać – jeszcze raz potrząsnęła głową. – Dlaczego ty siedzisz w kącie?
Patrzyła na niego uważnie, mając nadzieję, że z ruchu jego ciała będzie mogła wywnioskować, czy mężczyzna kłamie. Obserwowała go od momentu, kiedy sprowadziła go zza Zasłony. Podczas gdy Weasley'owie pod wodzą Molly przygotowywali wesele, Harry i Hermiona wymykali się do Legowiska, żeby odwiedzić Syriusza. Harry, ponieważ chciał jak najdłużej przebywać ze swoim ojcem chrzestnym, a Hermiona, ponieważ zauważyła, że coraz trudniej było jej do niego nie przychodzić. Dobrze się czuła w jego obecności.
Nieobecność w Norze była dla niej ważna też z innego powodu. Pani Weasley próbowała nie dopuścić do opracowywania przez nich planów misji, dlatego robili to u Lupinów. A ponieważ Harry kategorycznie zabronił trzymać ich planów w tajemnicy przed Syriuszem, mężczyzna szybko stał się czwartym muszkieterem.
- Nie lubię wesel – przyznał. – W dzieciństwie byłem na zbyt wielu nieprzyjemnych weselach, na które musiałem zakładać bardzo niewygodne szaty.
- Stąd twój obecny strój? – Zaśmiała się, wskazując jego skórzaną kurtkę i spodnie.
- Skóra jest dobra na każdą okazję – mrugnął do niej i uśmiechnął się, gdy się zarumieniła. – Ale masz rację, unikam szat, jak mogę. Nie chodzi o to, że ich nie posiadam, albo nie wyglądam w nich dobrze. Wyglądam cholernie dobrze w szatach. W każdym razie, na większości wesel, na których byłem, ślubowali sobie moi kuzyni, kuzynki, ciotki i wujkowie, przeznaczeni sobie nawzajem. Albo przeznaczeni takim ludziom jak Malfoy czy Lestrange.
- Wypiję z tobą za te wesela – sięgnęła po jego szklaneczkę i upiła łyk wody ognistej, po czym natychmiast się zakrztusiła.
Syriusz zaczął się śmiać i zdjąć z tacy mijającego ich kelnera kieliszek z szampanem.
- Napij się – podał jej szkło. – To nie jest woda, ale przynajmniej przestaniesz się krztusić.
- Ohyda! – Hermiona zbladła. – Jak możesz to pić? Jak w ogóle ktoś może lubić ten smak?
- Przyzwyczaisz się – uśmiechnął się z namysłem. – W moim sercu jest specjalne miejsce dla whisky.
Zakręcił bursztynowym płynem w szklance i z zainteresowaniem przyglądał się refleksom świetlnym, tańczącym w napoju. Tak dawno nie patrzył w te bursztynowe oczy. Te oczy, które go zniszczyły. Te, które usidliły jego serce.
- Cieszę się, że moje krótkie spotkanie ze śmiercią przez zadławienie rozbawiło cię – głos Hermiony wyrwał go ze wspomnień. – Wracając do tematu, nie lubisz wesel.
- Tylko raz byłem na normalnym weselu – przyznał.
- Rodziców Harry'ego.
Przytaknął.
- Było piękne?
- Oczywiście, że tak – uśmiechnął się szeroko, nieświadomie bawiąc się zawieszonym na szyi szerokim srebrnym łańcuchem. – Lily była tak czarująca, jak zwykle. James był tak zdenerwowany, jak podejrzewaliśmy. Potrzebowaliśmy sporo whisky, żeby sprowadzić go przed ołtarz.
- Musiał się upić, żeby wyjść za mąż? – Skrzywiła się. – To okropne.
- Musiał się upić, żeby nabrać pewności, że Lily nie zniknie sprzed ołtarza – wyjaśnił. – Całą noc spędził w naszym… Moim mieszkaniu, przedstawiając punkt po punkcie wszystkie powody, dla których Lily powinna go zostawić.
- Ale go nie zostawiła.
- Oczywiście, że nie. W tamtym momencie byli w sobie tak zakochani, że ciężko się przebywało z nimi w jednym pomieszczeniu – uśmiechnął się szeroko, ale wspomnienia za chwilę zmieniły się w mroczniejsze. – Pobrali się, wyjechali w podróż poślubną, a potem posypało się całe ich życie.
- Urodził się Harry – zaprotestowała. – Może ich życie nie posypało się totalnie.
- Harry to taki jasny punkt w gównianym świecie – wyjaśnił Syriusz. – Po ślubie Jamesa i Lily, my… Ja…
Urwał i sfrustrowanym ruchem potarł grzbiet nosa.
- Przepraszam – Hermiona zmarszczyła brwi. – Nie chciałam, żebyś przypominał sobie mroczne czasy. Miałam nadzieję, że uda mi się ciebie rozweselić.
- Wszystko w porządku, kotku – ujął jej dłoń i lekko ścisnął. – To właśnie robisz. Próbujesz wszystko naprawić. Tylko pamiętaj… Nie sprawisz, żeby wszyscy byli szczęśliwi. To nie twoim zadaniem jest naprawić świat.
Przerwał. Jednym haustem opróżnił szklaneczkę z wody ognistej i wstał, wyciągając rękę do Hermiony.
- Chodź do mnie.
- Słucham?
- Chodź, zatańczymy – powtórzył.
- Absolutnie nie – zaśmiała się, potrząsając głową.
- Jesteś urocza. Myślałaś, że ładnie proszę – złapał ją nagle za rękę i wyciągnął z kąta, w którym siedzieli. Ciągnął opierającą się, przeklinającą jego imię dziewczynę tak długo, aż znaleźli się na środku parkietu. Gdzieś niedaleko roześmiał się Harry Potter, ukryty za pomocą Eliksiru Wielosokowego.
- Syriuszu Black! Dopadnę cię za to – warknęła.
- Kotek ma pazurki – uśmiechnął się do niej i mocno do siebie przycisnął. Z tak bliska widział bursztynowe plamki w jej brązowych oczach. Z daleka wyglądały na czekoladowe, ale z tej perspektywy, gdyby się bardzo postarał, mógł dojrzeć barwę dojrzałej whisky. Hermiona spoglądała na niego przymrużonymi oczami, ale gdy położył jedną dłoń na jej talii i okręcił ją wokół własnej osi, zmieniła się w roześmianą, wesołą dziewczynę. – Może się okaże, że jednak lubię wesela.
- Mój kolejny plan się powiódł – powiedziała triumfująco. – Cieszę się, że znowu się uśmiechasz, Syriuszu.
- Ja też się cieszę, kotku. Ja też.
- Wspominałam już, że nie lubię zdrobnień?
- To nie jest zdrobnienie, to czułość. Poza tym, nie zauważyłaś, że czasami nie robię tego, czego ludzie ode mnie oczekują?
- Syriusz Black? Nie, myślałam, że zawsze się ze wszystkimi zgadza i wykonuje swoje obowiązki – odpowiedziała z sarkazmem.
- Wykonuję swoje obowiązki. Popatrz na to: mimo tego, że tak dobrze ci się ze mną tańczy…
- Oj, tak dobrze – zaśmiała się.
- Rozstanę się teraz z tobą, chociaż widzę, że chciałabyś przetańczyć ze mną całą noc – dodał ostrożnie. – A zrobię to, ponieważ moim obowiązkiem jest wyrzucić z kąta innego smutnego staruszka.
Ręką pokazał stojącego przy wejściu do namiotu Remusa, również trzymającego szklaneczkę pełną whisky i patrzącego na parę młodą.
- On nie siedzi w kącie – zaoponowała Hermiona.
- Niech będzie – zgodził się Syriusz. – Smutny staruszek stojący w drzwiach.
- Teraz mnie zostawisz, pójdziesz do Remusa i będziecie dotrzymywać sobie towarzystwa w samotności?
- Wręcz przeciwnie, kotku – jego spojrzenie się rozjaśniło, gdy podniosła na niego skrzywiony wzrok. – Sprawiłaś, że nie jestem już smutnym staruszkiem, więc podzielę się swoim szczęściem z innymi. Luniaczku! Zatańcz z nią, bo już przestała mi dotrzymywać kroku!
Remus uniósł brew i ogarnął spojrzeniem swojego najlepszego przyjaciela i Hermionę, która nagle wydawała się być tak samo wściekła, jak zawstydzona. Nie chciał brać w tym udziału, ale jeśli on nie uratuje tej biednej dziewczyny przez upokorzeniem, Syriusz dokończy dzieła i będzie tylko gorzej. Odłożył szklankę na najbliższy stolik i zbliżył się do tańczących.
- Dobrze się bawisz, Łapo?
- Najlepsze wesele, na jakim byłem od lat, Remusie. Twoje na pewno było wspaniałe, ale jako że nie byłem na nie zaproszony…
- Byłeś wtedy martwy jak kłoda… - Wtrącił Remus.
- Zdecydowałem, że zrekompensujesz mi ten brak, tańcząc z tą piękną, młodą czarownicą zamiast mnie – Syriusz położył dłoń Hermiony w dużej ręce Remusa. Wilkołak westchnął, delikatnie pociągnął Hermionę z powrotem na parkiet, a Syriusz skierował się do roześmianych Harry'ego i Rona, siedzących przy stoliku.
- Ile zdążył wypić? – Zapytał zatroskany Remus.
- Nie chcę wiedzieć – odpowiedziała. – Ale nie nadepnął na moje palce w tańcu, więc wszystko będzie z nim w porządku.
- Zdziwiłaby się mnogość rzeczy, które może zrobić Syriusz pod wpływem alkoholu – zaśmiał się i przyciągnął czarownicę bliżej. – Wyglądasz pięknie. Liliowy to twój kolor.
- Dziękuję – zarumieniła się. – Gdzie jest Tonks?
- Na służbie – na jego twarzy pojawiły się zmarszczki. – Proponowałem jej, że do niej dołączę, ale kazała mi dobrze się bawić.
- Szczęśliwa żona, szczęśliwe życie – przypomniała mu.
- Staram się. Trzymaj ich z dala od kłopotów – wskazał Harry'ego, Rona i Syriusza. – Wiem, że niedługo odejdziecie i wiem, jakie to będzie niebezpieczne. Z powodu Harry'ego będą ścigać was wszystkich. Ron jest zdrajcą krwi, ty jesteś mugolskiego pochodzenia. Syriusz jeszcze nie pojawił się w Ministerstwie, a mimo to wszyscy już wiedzą, że żyje. Jego nawet tutaj nie powinno być… Jeżeli będziecie musieli wyjść do ludzi, przekonaj go, żeby przybrał postać psa.
- Przekonam go – przyrzekła. – Zajmę się nimi, Remusie.
- Wiem o tym. Ale obiecaj mi, że zajmiesz się też sobą. Jeżeli coś by ci się stało… - Urwał w połowie zdania, patrząc na świetlisty obiekt w kształcie pantery, który wleciał przez okno.
Hermiona odwróciła się wraz z pozostałymi gośćmi do wielkiego Patronusa, który otworzył usta i przemówił głosem Kingsley'a.
- Ministerstwo upadło. Scrimgeour nie żyje. Nadchodzą.
- Hermiona, idź! – Wrzasnął Remus, wyciągając różdżkę. – Zabierz ich stąd. Dam ci znać, kiedy zrobi się bezpiecznie.
Mocno przytulił dziewczynę na pożegnanie. Hermiona chwilę później wyrwała się z uścisku, wyciągnęła swoją różdżkę i pospieszył do stolika, przy którym wcześniej siedzieli Syriusz, Harry i Ron. Było to o tyle trudne, że tłum obecny na parkiecie wpadł w panikę. Goście weselni biegali we wszystkich kierunkach, wielu Deportowało się z namiotu, łamiąc zaklęcia ochronne wokół Nory.
- Harry! – Krzyknęła Hermiona. – Syriusz! Ron!
- Hermiona! – Usłyszała wrzask Harry'ego i chwilę później znalazła się w jego ramionach. Ron i Syriusz zmaterializowali się obok niej i któryś mocno ścisnął jej rękę.
- Musimy znaleźć bezpieczną kryjówkę – powiedział Ron, gdy cała czwórka torowała sobie drogę przez panikujący tłum.
- Dom przy Grimmauld – zasugerował Potter.
- Nie wygłupiaj się, Harry. Snape wie, gdzie to jest – odpowiedziała czarownica.
- Tata Rona mówił, że Zakon rzucił zaklęcia przeciwko Snape'owi. A gdyby one nie zadziałały – głos chłopaka stwardniał, gdy usłyszał, że Hermiona protestuje. – Gdyby nie zadziałały, nie miałbym nic przeciwko spotkaniu ze Snapem.
- Ale…
- Hermiono, a gdzie indziej możemy iść? Grimmauld to nasza najlepsza opcja. Snape jest tylko jeden.
- Harry ma rację – przyznał Syriusz. – Aportujcie się na najwyższy stopień schodów prowadzących do kamienicy. Nie możemy dać się zobaczyć z ulicy, na wypadek, gdyby obserwowali dom.
- Aportujemy się razem – nalegała Hermiona. – Inaczej zmaterializujemy się na sobie i nici z tajemnicy.
Czarownica mocno złapała ramię Weasley'a, podczas gdy Syriusz złapał Harry'ego. Żaden z chłopców nie zaprotestował. W końcu Syriusz był potężnym czarodziejem, który Aportował się już od ponad dwudziestu lat, zaś Hermiona jako pierwsza z ich rocznika zdobyła licencję. Policzyli do trzech, okręcili się wokół własnej osi i zniknęli w ciemnościach.
wWwWwWwWwWwWw
Dom przy ulicy Grimmauld 12 – siedziba Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków
- Wydaje mi się, że ktoś tu był – szepnęła Hermiona, wskazując otwarte drzwi.
- Może Zakon przy wyprowadzce je takie zostawił? – Odpowiedział cicho Ron.
- To gdzie są te zaklęcia przeciwko Snape'owi? – Harry zmarszczył brwi i rozejrzał się uważnie dokoła.
- Może aktywuje je tylko jego obecność? – Zasugerował Ron.
Zbili się w ciasną grupkę tuż za drzwiami wejściowymi, bojąc się zrobić chociaż jeden krok do przodu.
- Nie możemy zostać tutaj – zdecydował Potter i przesunął się w głąb korytarza.
- Severus Snape? – Doleciał ich cichy głos Szalonookiego.
- Czy ja wyglądam jak ten przygłup? – Warknął Syriusz. – Żadne z nas nie jest Snapem.
Natknęli się na kilka zaklęć i klątw przeznaczonych dla Mistrza Eliksirów, ale wszystkie bardzo łatwo ominęli. Podskoczyli z przerażenia dopiero, gdy ciszę rozdarł wysoki wrzask porteru Walburgi Black.
- Szlamy! Zdrajcy! Plama na honorze tego zacnego rodu! Jak śmiecie pojawiać się w rezydencji Blacków!
- Stul dziób! – Wydarli się jednocześnie Syriusz i Harry. Młodszy czarodziej chwycił w dłoń swoją różdżkę i z sykiem czerwonych iskier zasunął zasłonę, za którą zwykle wisiał portret.
- Nie było mnie przez cały rok, a nikt nie zdołał wymyślić czegoś lepszego niż ta zasłona? – Zapytał Syriusz, ale gdy odpowiedziały mu trzy wzruszenia ramion, mężczyzna potarł grzbiet nosa zmęczonym ruchem. – Do diabła z tą starą prukwą. Zajmę się nią, jak wygramy wojnę.
Hermiona płynnym ruchem różdżki zapaliła naftowe lampy w salonie. Zadrżała w chłodzie długo nieużywanego pomieszczenia, usiadła na zapadającej się kanapie i oplotła ramionami kolana. Czysto instynktownie, Syriusz wyciągnął z najbliższej komody stary koc i okrył nim trzęsącą się czarownicę. Uśmiechnęła się do niego ciepło, po czym przeniosła uwagę na Rona, który zerkał przez okno.
- Nikogo nie widzę – powiedział.
- Harry? – Odwróciła się do przyjaciela i zauważyła, jak złapał się za czoło, krzywiąc się z bólu. – Harry!
- Co się stało? – Ron doskoczył do Pottera. – Widziałeś go… W Norze?
- Nie. Tylko czułem… Wielki gniew…
- Czyli on może być w Norze – słowa Weasley'a były coraz głośniejsze. – Coś jeszcze? Widziałeś coś? Jak kogoś torturował?
- Nie. Czułem, że jest wściekły. Nie wiem, dlaczego…
- Cały czas jesteście połączeni? – Zapytał ostrożnie Syriusz, odsuwając Rona. – Oklumencja miała temu zaradzić.
Syriusz odwrócił się w stronę Hermiony z pytającym wzrokiem. Od niej szybciej otrzyma odpowiedź, niż od Harry'ego, który nadal radził sobie z nagłym atakiem bólu.
- Harry nigdy nie ukończył lekcji – nie zawiodła go. – Snape odmówił.
- Dupek – warknął Animag. – Musimy wrócić do tych lekcji, a ja nie jestem najlepszym nauczycielem, jeśli chodzi o Magię Umysłu.
Zmieszał się, mówiąc o swoich przeciętnych umiejętnościach. Zrobiło mu się niedobrze, gdy przypomniała mu się jego pierwsza próba chronienia swojego umysłu.
- Lepiej uczyć się ode mnie, niż mieć tego cholernego węża w swojej głowie – pocieszył chrześniaka po chwili milczenia.
- Dzięki, Syriuszu – Harry oddychał powoli.
Hermiona nagle zapiszczała i troje mężczyzn odwróciło się w jej kierunku z wyciągniętymi różdżkami. Przez okno wpadł do salonu srebrzysty Patronus, których zmaterializował się w łasiczkę, jak tylko dotknął podłogi.
- Rodzina jest bezpieczna. Nie odpowiadajcie. Jesteśmy obserwowani.
Patronus rozwiał się. Ron opadł na sofę, warcząc coś pod nosem. Hermiona usiadła obok niego i złapała go pocieszająco za ramię. Syriusz stanął za nimi i poklepał Rona pokrzepiająco po głowie.
- Widzisz? Potrzeba więcej niż upadek Ministerstwa i atak na wesele, żeby rozbić w pył rodzinę Weasley'ów – Black zaśmiał się, próbując nieco podnieść na duchu chłopak. Ron uśmiechnął się lekko, chociaż nadal był zielony na twarzy.
- Musimy odpocząć – powiedziała stanowczo Hermiona i sięgnęła po swoją małą torebkę. Włożyła do niej rękę po łokieć i wyciągnęła piżamy.
Syriusz uśmiechnął się z nostalgią, patrząc na torebkę.
- Niewykrywalny Czar Powiększenia? – Zapytał i jego uśmiech poszerzył się, gdy pokiwała twierdząco głową. – Nie widziałem tego od kilku lat.
Z wdzięcznością przyjął zaoferowane mu ubrania. Jeżeli jego sypialnia na piętrze została zamknięta zgodnie z jego życzeniem, na pewno miał tam swoje ubrania, ale nie czuł się na siłach, żeby wracać do przeszłości. Wolał zaczekać na nadejście poranka.
wWwWwWwWwWwWwWw
2 sierpnia 1997
Dom przy ulicy Grimmauld 12 – siedziba Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków
Następnego dnia jako pierwszy obudził się Harry. Leżał w śpiworze na zimnej podłodze salonu. Skrawek nieba był widoczny w przerwie między zasłonami. Niebo miało kolor zimnego, rozwodnionego atramentu, zatrzymało się gdzieś między nocą i porankiem. Panowała głucha cisza, przerywana od czasu do czasu spokojnymi, głębokimi oddechami Rona, Syriusza i Hermiony. Harry przyjrzał się ich ciemnym kształtom, leżącym bezwładnie na podłodze, obok niego. Ron, w przypływie rycerskości, zaproponował, żeby Hermiona spała na poduszkach zdjętych z kanapy, dlatego jej sylwetka rysowała się nieco wyżej niż sylwetki chłopaków. Ramię czarownicy opadło niżej, opasując wielkie, ciemne cielsko Syriusza w jego psiej formie. Po drugiej stronie Animaga spał Ron, pochrapując od czasu do czasu.
Harry podniósł się i przeciągnął, co obudziło Łapę. Pies najpierw wyciągnął się na przednich łapach, potem na tylnych, a na końcu otrząsnął futro z resztek snu. Spojrzał na śpiącą czarownicę i chwycił delikatnie zębami rękaw jej szaty, żeby wciągnąć jej rękę na poduszki. Popatrzył na Harry'ego i ruszył w górę klatki schodowej. Potter podążył za nim.
- Co za dupek – warknął Syriusz, wchodząc do swojej sypialni. Pokój wyglądał, jakby przeszło po nim tornado. Cały czas można było wyczuć w powietrzu obecność Snape'a, chociaż opuścił on dom kilka miesięcy wcześniej. Rezydencja musiała być pierwszym przystankiem Snape'a po zamordowaniu Dumbledore'a.
- Rozumiem, że to nie ty udekorowałeś pokój? – Zapytał Harry, wchodząc do sypialni za ojcem chrzestnym.
- Nie. Może jestem bałaganiarzem, ale dbam o swoje rzeczy – wymamrotał Syriusz, torując sobie drogę do sterty pergaminów i poblakłych zdjęć. Na większości znajdowali się on sam, James i Remus. Petera już dawno wydrapał z tych fotografii. Zadowolony Animag zwrócił uwagę, że Snape nie zabrał tych kilku zdjęć Lily, które leżały na wierzchu. Zebrał zdjęcia i podał je chrześniakowi. – Trzymaj, mały. Zachowałem je dla ciebie.
- Powinieneś sobie kilka zostawić – Harry zawahał się przed przyjęciem podarunku.
- Mam swoje kopie – wskazał na sporą metalową skrzynkę, stojącą niedaleko łóżka. Machnął nad nią swoją różdżką i uśmiechnął, się, kiedy skrzynka rozjarzyła się złotem. – Nietknięta. Potrzeba Łamacza Klątw, żeby dostać się do środka.
- Co tam trzymasz poza zdjęciami?
- Wystarczy, że trzymam tam zdjęcia. Wspomnienia mogą uratować ci życie, kiedy cały świat wali ci się na głowę – wyjaśnił Black, nie zagłębiając się w szczegóły. Podniósł z podłogi stary egzemplarz Historii Magii i rzucił go na wieczko skrzynki, subtelnie dając znać Harry'emu, że nie na razie jej nie otworzy.
- O, kurde – szepnął po chwili Animag, dostrzegając pognieciony kawałem pergaminu. Na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech. – Trzymaj. To list, jaki dostałem od twojej mamy.
Mężczyzna skupił się na swoim chrześniaku, pochłoniętym bez reszty wczytywaniem się w słowa swojej matki. Oczy Harry'ego zaszkliły się.
- Mieliśmy kota? – Zapytał chłopak ze śmiechem.
- Nienawidziłem tej pieprzonej bestii. Kiedyś należał do Mi… Należał do mnie – Syriusz odkaszlnął. – Ale się nie dogadywaliśmy, więc oddałem go twojej mamie.
- Harry?! Syriusz?!
- Jesteśmy tutaj, kochanie – zawołał mężczyzna. – Coś się stało?
Na schodach zadudniły kroki i czarownica wpadła do sypialni.
- Obudziliśmy się, a was nigdzie nie było – wydyszała. Odwróciła się i krzyknęła przez ramię: - Ron! Znalazłam ich.
- Dobrze! – Odkrzyknął Weasley wściekłym głosem. – Przekaż im ode mnie, jakimi są dupkami.
- Harry, nie wolno ci znikać bez uprzedzenia – zbeształa przyjaciela. – Obudziliśmy się przerażeni, widząc, że ciebie nigdzie nie ma.
Rozejrzała się po pokoju.
- Wy zrobiliście tutaj taki bałagan, czy już wcześniej tak było? – Zapytała, a widząc ostre spojrzenie Syriusza podniosła dłonie w geście poddania. – Przepraszam. Zejdźcie na dół, na śniadanie.
Opuścili w trójkę sypialnię Syriusza i skierowali się ku schodom. Black szedł bardzo blisko Hermiony, a Harry wlókł się powoli za nimi. Kiedy mijali drzwi po prawej stronie, dłoń Syriusza automatycznie zwinęła się w pięść i uderzyła w wiszący na drzwiach znak.
- Hermiona, Syriusz! Podejdźcie do mnie! – Zawołał nagle Harry.
- Co się stało? – Hermiona spojrzała na przyjaciela ze schodów.
- Znalazłem go!
- Co? Kogo znalazłeś? – Syriusz spoglądał na chrześniaka, zaniepokojony.
- R. A. B.
- Znalazłeś… Na Merlina, jak ja mogłam tego nie widzieć? – Odpowiedziała czarownica, podchodząc do Harry'ego. Uściskała młodego czarodzieja, po czym wyciągnęła dłoń do Syriusza, który zbliżył się do nich razem z Ronem.
- Ktoś mi powie, o co chodzi? Znaleźliście R. A. B.? – Zapytał Ron.
- Co to jest R. A. B.? – Dodał Syriusz, patrząc podejrzliwie na drzwi. Nie może im przecież chodzić o Regulusa. Co ta trójka mogła chcieć od nieżyjącego, cholernego Śmierciożercy?
- Fałszywy Horkruks, medalion, który Harry znalazł z Dumbledorem zawierał w środku notatkę od jednego z popleczników Sam-Wiesz-Kogo – wyjaśniła Hermiona. – Od Śmierciożercy, który odwrócił się od Czarnego Pana i ukradł prawdziwy Horkruks, żeby go zniszczyć.
- I bardzo dobrze, że tacy… Stój… R. A. B.? Nie – Syriusz potrząsnął przecząco głową. – Absolutnie nie.
- On pasuje, Syriuszu – powiedział Harry.
- Nie – odwarknął Black. – Regulus był Śmierciożercą. Cholernym idiotą, który wierzył w te bzdury o dominacji czystokrwistych, które wbijali mu do głowy nasi rodzice.
- Rozpoznałbyś jego pismo? – Zapytała Hermiona i ze swojej torebki wyciągnęła fałszywy medalion. Otworzyła go i podała mały kawałek pergaminu Animagowi.
Syriusz spojrzał na notatkę i natychmiast rozpoznał pismo brata. Obaj bracia zostali zmuszeni do nauki kaligrafii w momencie, kiedy byli w stanie utrzymać pióro. Jak zwykle, Syriusz zbuntował się przeciwko rodzicom i bazgrał po pergaminie przez pierwsze lata nauki, opanowując sztukę pięknego pisania dopiero wtedy, kiedy zaczął pisywać listy miłosne do pięknych czarownic. Charakter pisma odróżniał też jego zapiski od notatek Jamesa, którego pismo wyglądało, jakby patyczaki wzięły kąpiel w atramencie i ułożyły się losowo na pergaminie. Z kolei Regulus posłuchał rodziców i od najmłodszych lat uczył się elegancko pisać. Udowodnił, że nauka czyni mistrza.
- To niczego nie dowodzi – zbył ich Syriusz. – Regulus nie żyje, a my mamy fałszywy medalion.
- Nie miałbyś nic przeciwko, gdybyśmy przeszukali jego pokój? – Zapytał cicho Harry.
- Bawcie się dobrze. Ja będę na dole – Syriusz odwrócił się i szybko zbiegł po schodach, kierując się w stronę tylnego wejścia. Otworzył gwałtownie drzwi i wyszedł na podwórze, wyciągając paczkę mugolskich papierosów. Skorzystał ze swojej różdżki, żeby zapalić jednego i głęboko się zaciągnął. Czuł się tak, jakby ten papieros był jedyną przeszkodą między nim i załamaniem nerwowym.
- Syriuszu? – Dobiegł go słodki głos.
- Wszystko w porządku – odpowiedział mechanicznie. – Znaleźliście coś?
- Jeszcze nie. Harry i Ron szukają – czarownica zbliżyła się do niego.
- Powodzenia – jego głos brzmiał gorzko.
- Paskudny nałóg – skomentowała, patrząc na zapalonego papierosa.
- Może kiedyś zmienisz zdanie – uśmiechnął się do niej. – Pomagają, kiedy czujesz duży stres.
- Opowiedz mi o swoim bracie.
Westchnął. Dlaczego ona nie może po prostu tego olać?
- Innym razem, kochanie – odpowiedział. Pamiętał doskonale ostatni raz, kiedy opowiadał o Regulusie i nie chciał tego powtarzać.
- Jeśli to jego szukaliśmy, to w takim razie jego śmierć nie poszła na marne.
- Co nie zmienia faktu, że nadal jest martwy.
- Byłeś na pogrzebie?
Syriusz westchnął, gasząc papierosa i wyrzucając przed siebie. Wszedł do domu i szybko zamknął drzwi, nie chcąc wpuszczać zimnego powietrza.
- Pogrzeb się odbył, ale nie byłem zaproszony. Dostałem uroczy list od mojej matki, z informacją, że mój ojciec i mój brat nie żyją.
- To straszne.
- Typowe.
- Nawet nie miałeś okazji, żeby się pożegnać…
- Nie w taki sposób, jak myślisz – usiadł w fotelu, chowając papierosy do kieszeni spodni. – Pożegnałem się z nimi wszystkimi na zawsze, gdy wypalili moje imię z drzewa genealogicznego. A kiedy Reg zmarł… Pożegnałem się z nim, obalając butelkę whisky z moją dziewczyną.
- Przynajmniej nie byłeś sam – odpowiedziała gorzko Hermiona.
Syriusz uśmiechnął się lekko, słysząc jej ton. Czyżby wyczuwał zazdrość?
- Wtedy nie byłem sam – nie chciał jej poniżać, komentując jej gniew, który się obudził, gdy wspomniał o swojej dziewczynie. – Upiliśmy się i ona zaczęła opowiadać niestworzone historie o mojej rodzinie. Powiedziała, że w głębi duszy byli dobrymi ludźmi, postawionymi przed złymi wyborami. Urocze bajeczki, które sprawiły, że poczułem się lepiej. A potem wytrzeźwiałem.
- Może to nie były bajki – Hermiona poklepała czarodzieja po ramieniu.
- Zobaczymy.
