Od tłumaczki: Zgodnie z obietnicą, zamieszczam rozdział w poniedziałek, bo jutro nie będę miała takiej możliwości – z samego rana ruszam z podbój Rzymu :) Nie jestem pewna, jak będzie wyglądał mój dostęp do internetu. Jeżeli nie będzie z nim problemu, kolejny rozdział pojawi się w przyszły wtorek, zgodnie z planem, jednak nic nie obiecuję.

Odnośnie rozdziału, pierwsza część związana ze Stworkiem jest dość toporna (w ogóle uważam Regulusa i Stworka jako postacie, które trudno tłumaczyć). Druga część rozdziału związana jest z Remusem i Syriuszem, więc przygotujcie się na trochę wulgarnego języka – Syriusz się wkurzył, ja tylko przekładam jego słowa :)

ROZDZIAŁ 6 – NIE POWTARZAMY TEJ HISTORII

2 września 1997

Rezydencja przy ulicy Grimmauld 12 – siedziba Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków

- Znaleźliście medalion? – Zapytał Syriusz, wchodząc po schodach na piętro po kilku godzinach unikania młodych czarodziejów i czarownicy. Hermiona opuściła go godzinę wcześniej, aby wspomóc przyjaciół w poszukiwaniach Horkruksa. Nie chciał przebywać w ich towarzystwie, wobec czego powiedział im tylko, że przeszuka parter, podczas gdy w rzeczywistości szukał wyłącznie ukrytej butelki whisky i zapasu czekoladek Remusa. Kiedyś ukryli je w skrzynce opisanej jako „Zepsute – Prawdopodobnie Obłożone Klątwą – Nie Dotykać". Skrzynka nadal stała pod kuchennym zlewem, kiedy Syriusz do niej sięgał. Z triumfującym uśmiechem wyjął z niej czekoladowy batonik. Uzbrojony w słodycze, skierował się na piętro.

- Jeszcze nie – odpowiedział Harry, wychodząc z pokoju Regulusa i zamykając za sobą drzwi. Słysząc głosy, Hermiona i Ron wyszli ze swoich sypialni i zobaczyli, jak Harry zbiega ze schodów, z głową odwróconą w ich stronę. – Ale mam pewien pomysł. Stworek ukradł mnóstwo przedmiotów należących do Rodu Blacków. Ukrył je w swojej komórce pod schodami. Chodźcie.

To była ich jedyna szansa, ostatni promyk nadziei, więc trzymali się go jak najdłużej. Młodzi ludzie szybko udali się na dół, zaś Syriusz powoli ruszył za nimi. Biegli tak głośno, że kiedy mijali przedpokój, obudzili portret Walburgi,.

- Gnoje! Szlamy! Paskudztwo! – Wydarła się za nimi. Syriusz leniwie poruszył różdżką i niewerbalnie zasunął zasłony, przeklinając cicho pod nosem.

Harry przebiegł przez pomieszczenie i zatrzymał się przed drzwiami do komórki Stworka. Jednym silnym ruchem ręki otworzył je i zajrzał do środka. Zobaczył legowisko, na które składało się kilka starych, wytartych koców, na których kiedyś spał skrzat, ale nigdzie nie widział błyszczących przedmiotów, które wcześniej były tu składowane. Jedynym przedmiotem, który leżał porzucony na podłodze była stara książka pod tytułem „Natura Szlachty: Genealogia Rodzin Czarodziejów".

- Cholera jasna! – Harry zaklął i podniósł wolumin. – Nic tu nie ma poza jedną książką i kupą śmieci.

Podał książkę Syriuszowi, który zdmuchnął kurz z okładki.

- Co to za książka? – Zapytała Hermiona, patrząc jak chłopcy dokładnie przeszukiwali legowisko Stworka.

- Stara kopia o genealogii czarodziejów czystej krwi – wyjaśnił Black, otwierając tom i bez zainteresowania przerzucając strony. – Mój brat i ja musieliśmy znać ją na pamięć, zanim poszliśmy do Hogwartu. Wiecie, żeby mieć pewność, że nie zadajemy się z ludźmi o nieczystej krwi. Jest magicznie aktualizowana, więc pojawia się w niej każde dziecko, które rodzi się w takiej rodzinie. Tak samo, jak nasz rodzinny gobelin.

- Myślisz, że znajdę tam swoją rodzinę? – Harry zadał pytanie dokładnie z momencie, kiedy Syriusz znalazł stronę zatytułowaną „Potter".

Charlus James Potter

Kwiecień 1921 – Czerwiec 1978

Dorea Violetta Potter, z domu Black

Marzec 1920 – Czerwiec 1977

James Charlus Potter

Marzec 1960 – Październik 1981

Lily Potter, z domu Evans

Styczeń 1960 – Październik 1981

Harry James Potter

Lipiec 1980 –

Syriusz spojrzał na chrześniaka ponad książką, delikatnie i z czułością gładząc palcem znajome nazwiska. Jedno przemawiało do niego szczególnie mocno, ale zasłonił je jedną ręką, a drugą nieświadomie dotknął srebrnego łańcucha zawieszonego na szyi.

- Syriuszu? – Ponaglił Harry. – Myślisz, że moja rodzina też jest w tej książce?

- Przepraszam, mały. Zamyśliłem się – odkaszlnął i szybko przyłożył czubek swojej różdżki do otwartej książki. Skoncentrował się na niewerbalnym Evanesco i strona zniknęła. Syriusz potrząsnął przecząco głową i odpowiedział swojemu chrześniakowi: - Potterowie byli w tej książce. Kiedy uciekłem, matka wyrwała tą stronę. Chyba ją spaliła.

Mężczyźnie bardzo się nie podobało, że okłamał swoją jedyną rodzinę.

- Już nic tu nie ma, Harry – Ron wyczołgał się z komórki. – Poza kilkoma martwymi szczurami.

- To jeszcze nie koniec – Harry podniósł głos. – Stworku!

Nic się nie wydarzyło.

- Dlaczego nie odpowiedział na wezwanie? – Zastanawiała się Hermiona.

- Może w końcu zdechł – wymamrotał Black, zamykając książkę i oddając ją czarownicy. W tym momencie jego słowa dotarły do mózgu i mężczyzna uśmiechnął się gorzko na myśl o śmierci zdradzieckiego skrzata. – Szkoda, że nie zostawił po sobie jakiegoś placka, żebyśmy mogli to uczcić.

- Syriuszu! – Dobiegł go oburzony głos Hermiony i jęknął z zawodem. Tylko nie to. Nie chciał już więcej użerać się z jej nastawieniem wobec skrzatów domowych.

- Zaczekaj! A jeśli twój powrót z martwych anulował twój testament? Co, jeżeli Stworek wie? – Zapytał Harry, otrzepując spodnie z kurzu.

- Myślisz, że Stworek znowu jest mój? – Syriusz uniósł brew.

- Wezwij go i sami się przekonamy – odpowiedział Potter.

- Do diabła… - Mężczyzna westchnął. – Stworku!

Głośny trzask wstrząsnął kuchnią i przed pustym kominkiem pojawił się skrzat, którego Syriusz nie chciał nigdy więcej widzieć: niewielki, poskręcany, wielkości małego dziecka, z szarą, opadającą skórą i kępkami siwych włosów, wystających z dużych, nietoperzowatych uszu.

- Pan powrócił – zaskrzeczał Stworek, patrząc na Syriusza z niechęcią. – Moja biedna Pani załamie się, gdy dotrą do niej wieści o powrocie tego niewdzięcznego bękarta, który chce zrównać z ziemią Najszlachetniejszy Ród Blacków. Moja biedna Pani będzie zawiedziona, wiedząc, że Stworkowi nie udało się pozbyć tej plamy na honorze Rodu Blacków.

- Udało ci się, ty mały gnojku – Syriusz zamachnął się i trafił stopą w skrzata, posyłając go w powietrze.

- Syriuszu! – Wrzasnęła na niego Hermiona, czym ściągnęła na siebie jego zagniewane spojrzenie.

- Rozumiem Syriusza, Hermiono – wciął się Ron. – Syriusz zginął, ponieważ Stworek zdradził swojego pana.

- Przecież o tym wiem – warknęła czarownica.

- Więc może zaczniesz okazywać temu czemuś mniej współczucia – Black zmrużył swoje szare oczy, gdy na nią patrzył.

- Wynocha, obaj – spojrzała na Syriusza i Rona. – Harry i ja poradzimy sobie ze Stworkiem.

Wyglądała na zmartwioną i nie chodziło wyłącznie o jego brutalne potraktowanie skrzata. Nie, ona również patrzyła na istotę z niechęcią. Z tego, co wiedziała, Stworek został uwarunkowany przez środowisko. Syriusz źle traktował Stworka, więc Stworek zdradził Syriusza. Obaj byli winni tej sytuacji, a Hermiona nie miała sił na szukanie rozwiązania.

- Zostań tutaj i odpowiedz na wszystkie pytania, rozumiesz? – Syriusz spojrzał na Stworka z czystą nienawiścią. – Nie wolno ci opuścić tej pieprzonej kuchni dopóki oni ci nie pozwolą.

- Jak mój Pan rozkaże – skrzat skłonił się nisko. – Stworek żyje, żeby służyć Szlachetnemu Rodowi Blacków.

Syriusz zawahał się, próbując nie kopnąć skrzata po raz kolejny. Zapatrzył się na Hermionę, stojącą w zagniewanej pozie. Skupił się na niej, odwrócił i wyszedł gwałtownie z kuchni. Ron podążył za nim.

- Dwa lata temu wyrzuciliśmy z pokoju na górze duży złoty medalion. Zabrałeś go z powrotem dla siebie? – Harry natychmiast zwrócił się do Stworka.

Przez moment w pomieszczeniu panowała głucha cisza, po czym skrzat wyprostował się z dumą.

- Tak.

- Gdzie on jest? – Dwójka nastolatków nie kryła swojego zachwytu.

Stworek przymknął oczy, jakby nie mógł obserwować ich twarzy.

- Przepadł.

- Przepadł? – Entuzjazm opuścił chłopaka. – Jak to, przepadł?

Skrzat zadrżał. Zachwiał się.

- Stworku, rozkazuję ci…

- Mundungus Fletcher – zaskowyczał Stworek, nadal z zamkniętymi oczami. – Mundungus Fletcher wszystko ukradł. Zdjęcia panienki Belli i panienki Cyzi, rękawiczki mojej Pani, Order Merlina Pierwszej Klasy, srebrne czary z herbem rodu Blacków i… I…

Skrzat gwałtownie łapał powietrze. Jego zapadnięta klatka piersiowa szybko wznosiła się i opadała. Dopiero po chwili istota otworzyła oczy i wydała z siebie piekielny wrzask.

- I medalion! Medalion pana Regulusa! Stworek zawiódł, nie wykonał swojego zadania!

Harry zareagował instynktownie. Kiedy Stworek rzucił się do kominka po pogrzebacz, chłopak rzucił się na skrzata, przygważdżając do podłogi. Krzyk Hermiony przeplótł się z wrzaskiem Stworka, a nad nimi rozległ się grzmiący głos Harry'ego:

- Stworku, uspokój się!

Ale ta komenda w ogóle nie podziałała.

- Harry, zrób coś! – Hermiona nie mogła znieść tego, że bezsilnie przygląda się, jak Stworek próbuje się ukarać.

- Próbuję – odwrzasnął chłopak.

- Stworku, stój – krzyknęła.

Skrzat uspokoił się.

- Co, do diabła? – Zielone oczy Harry'ego wypełniły się zdumieniem.

- Stworku, dobrze się czujesz? – Czarownica uklękła obok skrzata, zastanawiając się, jakie szkody sobie wyrządził tym bezsensownym tarzaniem się po kamiennej podłodze.

- Tak, pani. Stworek odpowiada przed panią – odpowiedział gorzko, mrużąc swoje wielkie oczy. Hermiona głośno przełknęła ślinę, gdy istota kontynuowała swój wywód. – Nawet jeżeli pani jest tylko szlamą, wprowadzoną do Szlachetnego Domu Blacków przez tego niewdzięcznego zdrajcę krwi.

- Chwila… Stworku, jesteś posłuszny Hermionie?

- Stworek żyje, żeby służyć Szlachetnemu Rodowi Blacków.

- Harry, powiedz Syriuszowi, że Mundungus ukradł medalion – nakazała czarownica.

- Ale…

- Idź. Poradzę sobie ze Stworkiem – jej spojrzenie stwardniało. – Proszę, Harry.

Uśmiechnęła się z wdzięcznością, gdy jej najlepszy przyjaciel tylko pokiwał głową i skierował się do salonu. Szybko odwróciła się do skrzata.

- Dlaczego nazwałeś mnie panią? Co to znaczy, że przede mną odpowiadasz?

- Stworek własnymi oczami widzi Więź – zagapił się na nią z niechęcią. – Stworek widzi, że szlama-pani jest związana z jego panem, zdrajcą krwi. Moja biedna pani… Nigdy nie wybaczyłaby Stworkowi, widząc, co się dzieje z jej Szlachetnym Rodem.

- Widzisz Więź? Między mną i Syriuszem? To nie ma najmniejszego sensu, Stworku. Nie jesteśmy małżeństwem. Nie jestem twoją panią – nalegała.

- Stworek widzi magię – przyjrzał się jej uważnie i nagle znalazł to, czego szukał. Zniesmaczony, odwrócił się od niej. – Małżeństwo, czy nie, wykorzystano magię, żeby stworzyć Więź. Pani związała swoją brudną krew do Szlachetnego Rodu Blacków.

Hermiona głośno przełknęła ślinę, jej serce waliło w piersi.

- Nikomu tego nie powtórzysz, rozumiesz? – Spojrzała na skrzata, niechętnie wydając mu rozkaz. Zobaczyła, jak złożył przed nią głęboki ukłon.

- Stworek żyje, żeby służyć Szlachetnemu Rodowi Blacków.

- Widziałeś, jak Mundungus kradnie medalion?

- Stworek widział! – Załkał, przypominając sobie ponownie, dlaczego został wezwany na Grimmauld. – Stworek widział, jak Mundungus Fletcher wychodzi z komórki z dłońmi pełnymi skarbów Stworka. Stworek próbował zatrzymać złodzieja, ale on tylko się roześmiał i uciekł…

- Powiedziałeś, że to był medalion pana Regulusa – wymamrotała Hermiona. – Dlaczego? Skąd Regulus miał ten medalion? Co miał z nim zrobić? Stworku, siadaj i opowiedz mi dokładnie wszystko, co wiesz o tym medalionie. Wszystko, co Regulus miał z nim zrobić!

wWwWwWwWwWwWw

Czarodzieje siedzieli w salonie i czekali na powrót Hermiony. Kiedy Harry wszedł sam do pokoju, Syriusz uniósł pytająco brew, ale nic nie powiedział, gdy jego chrześniak wymamrotał coś pod nosem o Hermionie i jej cholernych skrzatach domowych. Black był pewny, że Harry coś ukrywa, ale biorąc pod uwagę, że przed chwilą zniknął całą stronę z książki, żeby uchronić ją przed jego ciekawskim wzrokiem, nic nie powiedział.

Niedługo później, dołączyła do nich bardzo blada Hermiona.

- Co się stało? – Szybko zapytał Harry.

Wzrok Hermiony odszukał Syriusza.

- Co ci powiedział ten skrzat?

- Volde…

- Nie kończ! – Wrzasnął Ron, a pozostali tylko westchnęli.

- Sami-Wiecie-Kto lata temu poprosił Regulusa o pożyczenie mu Stworka. Zabrał go do jaskini, gdzie ukrył medalion. Zmusił Stworka do wypicia tego samego eliksiru, który wziął Dumbledore – spojrzała na Harry'ego. – Sami-Wiecie-Kto wykorzystał Stworka, żeby wznieść wokół medalionu zaklęcia ochronne. A potem zostawił go w jaskini, żeby umarł. Ale Regulus zawsze powtarzał Stworkowi, że musi do niego wrócić. I Stworek był posłuszny.

Usiadła obok Syriusza i sięgnęła do jego dłoni.

- Stworek opowiedział Regulusowi, co się działo i Regulus domyślił się, że Sami-Wiecie-Kto stworzył przynajmniej jednego Horkruksa. Polecił, żeby Stworek zabrał go do jaskini, żeby odzyskać artefakt. Wypił eliksir i podmienił medaliony. Dał Horkruks Stworkowi i kazał mu go zniszczyć.

- Regulus wypił eliksir? – Zapytał cicho Harry i Hermiona pokiwała głową. – A Inferi?

Potter patrzył między roztrzęsioną czarownicą i Syriuszem, który skoncentrował się na pustej szklance po whisky, którą trzymał na kolanach. Dziewczyna ponownie potaknęła.

- Stworek mówi, że były pod wodą – jej wargi drżały, ale wzrok miała skupiony na Syriuszu.

- Więc… Gdzie teraz jest medalion? – Zapytał mężczyzna, nie chcąc zagłębiać się w śmierć i odkupienie swojego brata.

- No… - Hermiona zawahała się. Wolała, żeby Syriusz przemógł się i porozmawiał z nią o Regulusie, ale po jego wzroku wiedziała, że w tym momencie naciskanie na mężczyznę nic nie da. – Stworek powiedział, że Mundungus ukradł medalion. Wysłałam Stworka, żeby znalazł Mundungusa.

- Skąd wiemy, że cię posłucha? – Zapytał Ron. – Co jeśli zniknie z medalionem i nas zdradzi? Już raz zdradził Syriusza.

- Byłam bardzo dokładna, gdy wydawałam mu polecenie.

- I myślisz, że cię posłucha?

- Oczywiście – przytaknęła bez wahania, otrzymując w zamian trzy zaciekawione spojrzenia. – Syriusz mu rozkazał, a on nie może ignorować rozkazów swojego pana. Najwyższym prawem skrzatów domowych jest rozkaz jego pana.

Ron wyglądał, jakby przełknął to tłumaczenie, ale Harry i Syriusz zagapili się na czarownicę, wiedząc, że nie powiedziała im czegoś ważnego.

- Trzymaj – podała Harry'emu fałszywy Horkruks. – Schowaj go gdzieś. Powiedziałam Stworkowi, że dostanie go w prezencie, gdy wróci. Bardzo go to ucieszyło. Zajęło chwilę, żeby przestał płakać z radości.

- Dałaś skrzatowi prezent? – Syriusz zapatrzył się na Hermionę.

- Kończę pewien cykl – zapewniła go. – Harry pokona Sami-Wiecie-Kogo, wygramy wojnę. A gdy to się stanie, będę miała dość patrzenia na takie traktowanie mugolaków, goblinów, wilkołaków i skrzatów domowych, jakie panuje teraz. Nie znaczy to, że go lubię. Zdradził cię i zginąłeś. Ale teraz nie jesteś martwy, więc ja patrzę w przyszłość. I kończę ten cykl nienawiści. Mam nadzieję, że wszyscy trzej będziecie się zachowywać przyzwoicie w stosunku do tego cholernego skrzata, kiedy wróci! – Wstała i stanowczym krokiem wyszła z pokoju, pobiegła na piętro i zatrzasnęła za sobą drzwi od łazienki.

- Po prostu trzymajcie go z daleka ode mnie – westchnął Syriusz. – Harry, nie chcesz go z powrotem?

- W końcu opuścimy Grimmauld – powiedział cicho Harry. – Powiemy mu, że powinien przenieść się do Hogwartu, na wypadek gdybyśmy nigdy nie wrócili. Wtedy nie spowoduje tu żadnych strat.

Chłopiec-Który-Przeżył też nie chciał być właścicielem tego konkretnego skrzata domowego, podobnie jak jego ojciec chrzestny.

wWwWwWwWwWwWwWw

4 września 1997

Rezydencja przy Grimmauld 12 – siedziba Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków

Cała czwórka z niecierpliwością czekała na powrót Stworka, a napięcie ich nie opuszczało nawet na minutę. Harry i Syriusz ćwiczyli pojedynkowanie się w piwnicy, którą opróżniono ze wszystkich sprzętów poza dużą żelazną klatką, w której Remus spędzał swoje noce jako wilkołak, zanim kryjówka przy Grimmauld została spalona. W tym czasie Ron i Hermiona przesiadywali w salonie. Ona czytała książki, które zostawił dla niej Dumbledore, a on bawił się swoim wygaszaczem.

Wychodząc z piwnicy Syriusz i Harry byli świadomi napięcia, które panowało w pokoju dziennym. Hermiona zmrużonymi oczami wpatrywała się w Rona, który bezmyślnie pstrykał instrumentem trzymanym w dłoni, patrząc na światło uciekające i wracające do najbliższych lamp. Zanim temperament czarownicy zerwał się ze smyczy, Syriusz zabrał wygaszacz z rąk chłopaka.

- Hej!

- Dostaniesz z powrotem, jak nauczysz się zajmować ręce czymś innym. Jeśli nie masz co robić, wyjdź zapalić – rzucił paczką papierosów w nieprzygotowanego Weasley'a. Ron zamrugał ze zdziwieniem, ale zanim podniósł kartonik, spojrzał pod ramieniem Syriusza na przyjaciółkę.

- Nawet. Się. Nie waż – warknęła.

Ron zadrżał, słysząc jej ton. Harry odwrócił wzrok. Syriusz uśmiechnął się.

- Dam sobie spokój – zdecydował rudowłosy, oddając paczkę Blackowi. Chciał znaleźć się jak najdalej od Hermiony i Syriusza. Czarownica zwróciła swoje zabójcze spojrzenie na Animaga, który wyglądał na zaciekawionego jej gniewem.

Zanim zdążyła coś powiedzieć, w korytarzu ktoś uruchomił zaklęcia ochronne. Cała czwórka zbiła się w ciasną gromadę, z różdżkami wycelowanymi w drzwi.

- Wstrzymać ogień, tu Remus!

- Dzięki bogom – westchnęła Hermiona, wskazując różdżką na portret pani Black. Z niewielkim hukiem zasłony zasunęły się i nastała cisza. Ron również opuścił różdżkę, ale Harry i Syriusz nadal celowali do nowoprzybyłego.

Lupin wszedł w krąg światła, pokazując obie dłonie.

- Nazywam się Remus John Lupin, jestem wilkołakiem, wołają na mnie Lunatyk. Jestem jednym z czterech wynalazców Mapy Huncwotów. Poślubiłem Nimfadorę, na którą trzeba mówić Tonks. Harry, nauczyłem cię, jak wywołać Patronusa, który przyjmuje postać jelenia.

- No, dobrze – Harry opuścił różdżkę. – Ale musiałem sprawdzić, prawda?

Remus odprężył się.

- Co, do diabła? A co z moim testem? – Syriusz nadal trzymał różdżkę wysoko, uniesioną brwią rzucał przyjacielowi wyzwanie.

- Naprawdę? – Lunatyk spojrzał ostro. – Dobrze. Podczas imprezy w moje szesnaste urodziny ty, Syriuszu Black, podczas gry w „Veritaserum czy wyzwanie" publicznie przyznałeś, że pocałowałeś…

- Dobra! Dobra! – Syriusz opuścił broń, przyznając się do porażki. – Dupek.

Na twarzy Remusa pojawił się triumf, gdy przeszedł przez pokój i objął po męsku swojego przyjaciela. Przechodząc obok Harry'ego, poklepał go po ramieniu.

- Jako wasz były nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią, zgadzam się, że musiałeś sprawdzić, Harry. Ron, Hermiona, nie powinniście tak szybko opuszczać różdżek.

- A ja? – Zapytał Syriusz.

- Ty się poddałeś pod presją ujawnienia drażliwych informacji – Lupin potrząsnął głową. – Wstyd mi za ciebie. Mam nadzieję, że nigdy nie skończysz na przesłuchaniu z torturami. Jeżeli ktoś wspomni coś o twoich nastoletnich latach, podasz mu na tacy wszystkie informacje dotyczące Zakonu.

Syriusz tylko się zaśmiał i wprowadził wilkołaka w głąb domu.

- Ani śladu Severusa?

- Nie – odpowiedział Harry. – Co się dzieje? Czy wszyscy są cali?

- Tak – potwierdził Remus. – Ale jesteśmy pod stałą obserwacją. Zejdźmy do piwnicy. Mam wam dużo do powiedzenia i sam chciałbym się dowiedzieć, co się z wami działo po ucieczce z Nory.

Poszli do kuchni, gdzie Hermiona natychmiast wycelowała różdżką w stary kominek. Buchnął ogień, dając im złudne uczucie bezpieczeństwa i przytulności. Długi drewniany stół zamigotał. Remus wyciągnął spod swojej peleryny kilka kremowych piw i podał je pozostałym. Syriusz spojrzał na przyjaciela wyczekująco.

- Piwo albo spadaj, Syriuszu – Lupin wzruszył ramionami, kiedy Animag z głuchym powarkiwaniem sięgnął po butelkę.

- Zjawiłbym się już trzy dni temu, ale musiałem zgubić ogon – kontynuował. – Wy przybyliście na Grimmauld od razu po weselu?

- Tak – przyznała Hermiona. – Nie mogłam zabrać ze sobą trzech osób, żeby się nie rozszczepić. Dlatego Aportowaliśmy się do jedynego w miarę bezpiecznego miejsca, o którym wszyscy wiedzieliśmy, na którym mogliśmy się skupić.

- Powiedz nam, co się działo, po tym, jak uciekliśmy – poprosił Harry. – Nie wiemy nic, poza tym, że tata Rona przekazał nam, że rodzina jest bezpieczna.

- Kingsley uratował nam życia – zaczął Lupin. – Dzięki jego ostrzeżeniu, większość gości weselnych Deportowała się przed ich przybyciem.

- Śmierciożercy czy pracownicy Ministerstwa? – Przerwała Hermiona.

- Jedni i drudzy, ale prawdę mówiąc w tym momencie to wszystko jedno. Pojawił się jakiś tuzin czarodziejów, którzy nie mieli pojęcia, że mogą cię tam zastać, Harry. Artur słyszał, że zanim zabili Scrimgeoura, próbowali zmusić go torturami do wydania miejsca twojego pobytu. Jeśli to prawda, nasz były Minister nigdy cię nie zdradził.

- Zaskakujące – smutek zabarwił głos Pottera.

- Śmierciożercy dokładnie przeszukali Norę – kontynuował wilkołak. – A potem godzinami przesłuchiwali tych, którym nie udało się uciec. Próbowali wyciągnąć z nas wszystko, co o tobie wiemy, Harry, ale poza Zakonem nikt nie wiedział, że byłeś na weselu. Później zaczęli wypytywać o Syriusza. Chociaż do wesela widzieli cię tylko członkowie Zakonu, Śmierciożercy o tobie wiedzieli.

- Co chcieli wiedzieć? – Black sączył swoje piwo.

- Głównie, czy to prawda, że wróciłeś. A jeśli to prawda, w takim razie jak wróciłeś – Remus westchnął i spojrzał na czarownicę u swojego boku. – Próbowali mnie wytrącić z równowagi. Na szczęście, nie udało im się.

- Oczywiście, że nie – Syriusz uśmiechnął się. – Potrzeba dużo więcej niż krótkiego przesłuchania, żeby cię złamać, Luniaczku.

- A jeśli chodzi o innych… - Spokój zniknął z oblicza wilkołaka. – Spalili dom Dedalusa Diggle'a. I rzucili Cruciatusa na rodziców Tonks.

- Co?! – Syriusz podniósł się gwałtownie i kopniakiem posłał w kierunku ściany krzesło, na którym przed chwilą siedział. Krzesło rozłupało się na kawałki. – Skrzywdzili Dromedę?

- Nic jej nie jest – zapewnił Remus. – Jest trochę roztrzęsiona, ale wszystko z nią w porządku. Obiecuję. To też moja rodzina, nie zapominaj. Tonks jest u rodziców, zajmuje się nimi.

- Jak oni mogli? – Zapytała Hermiona. – Przecież to… Nielegalne!

- Hermiono, musisz zrozumieć, że od teraz Śmierciożercy działają z pełnym poparciem Ministerstwa – wytłumaczył Lupin. – Mogą korzystać z nielegalnych, brutalnych zaklęć bez strachu, że zostaną złapani. Przebili się przez każdą tarczę, jaką wznieśliśmy. Kiedy dostali się do środka, jasno przedstawili, czego chcą. Harry jest poszukiwany w związku ze śmiercią Dumbledore'a. I, Hermiono… Otworzyli Departament Rejestracji Mugolaków. Wszyscy są doprowadzani na przesłuchania w sprawie kradzieży magii.

- To jest śmieszne! Nie można po prostu ukraść magii!

- Ludzie na to nie pozwolą – dodał Ron.

- To już się dzieje, Ron – odpowiedział z naciskiem Remus. – Mugolaki są wyłapywani w tym momencie. Ale was nie powinno to obchodzić. Macie swoją misję i podejrzewam, że musicie się ukrywać…

Lupin patrzył na trójkę młodszych czarodziejów, unikając wzroku Syriusza. To z kolei przykuło uwagę Blacka. Animag wciągnął głęboko powietrze i wychwycił zapach, który spowodował, że wlepił w przyjaciela zmrużone oczy.

- Pogadajmy na osobności, Luniaczku – zaproponował, podchodząc do drzwi.

- Dobrze mi się siedzi – zaoponował wilkołak.

- Natychmiast!

Po chwili wahania Remus wstał i przeszedł przez drzwi, które Syriusz przytrzymywał dla niego, a które następnie zatrzasnął z hukiem. Trójka przyjaciół została w kuchni, ogłuszona nagłym wybuchem Syriusza.

- O co, kurde, chodziło? – Zapytał w końcu Ron.

- Nie mam pojęcia – odpowiedziała Hermiona, podchodząc do przejścia. Bez Uszu Dalekiego Zasięgu mogło być ciężko ich podsłuchać, ale czarownica domyślała się, że mężczyźni nie będą szeptać.

- Co się dzieje? – Zapytał Syriusz prosto z mostu.

- Nie wiem, o czym mówisz – odpowiedział szybko Remus.

- Nie pierdol! Dlaczego śmierdzisz strachem i… Wstydem? – Black wycelował różdżkę w przyjaciela. – Coś ty narobił? Wiem, że nie powiedziałeś Ministerstwu nic o mnie i o Harrym, więc o co chodzi?

- Ja… Ja… Chcę… Chcę iść z wami – wyjąkał wilkołak. – Chcę pomóc.

- Nie byłoby ci tak wstyd, gdybyś tylko chciał pomóc –Syriusz przyjrzał się uważnie Lunatykowi. – A co moja kuzynka sądzi o twojej ucieczce razem z nami, przegrywami?

- Jest ze swoimi rodzicami.

- Nie o to pytałem – Animag warknął. – Co ukrywasz?

- Tonks jest w ciąży – przyznał cicho Remus. Ramiona mu opadły i nie pozwolił sobie spojrzeć w twarz Syriusza.

- Jest w… - Black opuścił różdżkę, gdy informacja dotarła do jego mózgu. Doskonale pamiętał ten moment, kiedy James mu powiedział, że Lily spodziewa się dziecka. To był jeden z najszczęśliwszych momentów w ich życiach, nie jak teraz, napięty, pełen winy w powietrzu. Syriusz chciał cieszyć się ze swoim przyjacielem, pogratulować mu, kiedy z pełną mocą uderzyło go zachowanie Remusa. – Ty dupku!

Black mocno uderzył Lupina po głowie.

- Auć! Co, do diabła?

- Zostawiasz ją samą? Ty głupi palancie! – Z różdżki Syriusza buchnęły czerwone iskry.

- Będzie bezpieczniejsza beze mnie – odwrzasnął Remus. – Bardziej się przydam tutaj, pomagając Harry'emu. Tego chciałby James…

Nagle Syriusz ponownie uniósł różdżkę i spojrzał na przyjaciela wzrokiem pełnym furii.

- Mam ci przypomnieć, czego chciałby James? – Zagroził. – Nie jesteś ojcem chrzestnym Harry'ego. Ja nim jestem. Ja powinienem go chronić, nie ty! Ja nie mam rodziny, ty masz. A teraz wynoś się stąd i wracaj do domu. Tego chciałby James.

- Nie rozumiesz, co ja zrobiłem? – Wrzasnął Lupin. – Przeze mnie Tonks jest wyrzutkiem! Bellatrix próbowała ją zabić przeze mnie. A teraz ona… I moje dziecko… Co, jeżeli… Co ja narobiłem?!

- Nadal uważasz, że przekażesz swoje dziedzictwo dziecku? – Zapytał Black z niedowierzaniem. – Jesteś głupi? Przez tyle lat ci mówiono, że to niemożliwe!

- Nie wiesz tego – Remus pokręcił przecząco głową.

- Ślina przenosi patogen, idioto! Mia powtarzała ci to samo, co roku! W dodatku wilkołak musi przejść pełną transformację, żeby kogoś zainfekować – Animag opuścił różdżkę i przeczesał palcami włosy w geście frustracji. – Remusie, przecież wiesz to wszystko.

- Nie ma wystarczających dowodów – wymamrotał wilkołak.

- Nie ma wystarczających… - Syriusz warknął, odrzucił różdżkę i rzucił się na przyjaciela z zaciśniętymi dłońmi. Pięść mężczyzny zatopiła się w szczęce przeciwnika. Remus krzyknął z bólu i oddał, uderzając mocno w głowę Blacka. Gdy tylko Animag poczuł uderzenie, zmienił się w psa i zatopił kły głęboko w przedramieniu wilkołaka. Obaj mężczyźni warczeli na siebie.

- Na Merlina! – Hermiona wtargnęła do pomieszczenia z krzykiem. – Immobulus!

Mężczyźni zamarli, potraktowani zaklęciem. Ich ciała lekko drżały, kiedy trójka nastolatków szła w ich kierunku.

- Zwariowaliście? – Warknęła na nich i zabrała różdżki ze sparaliżowanych rąk. – Syriuszu, natychmiast puść Remusa!

Poruszyła delikatnie swoją różdżką i czarny pies opadł ciężko na podłogę. Syriusz szybko przybrał swoją ludzką formę i przemieścił się na drugą stronę przedpokoju. W międzyczasie Hermiona uwolniła Remusa.

- A teraz jeden z was powie mi, o co poszło.

- Tonks jest w ciąży – wtrącił szybko Black.

- To cudownie – czarownica rozpromieniła się. Objęła Remusa, który odwzajemnił uścisk z wyrazem poczucia winy. – Co się dzieje? Coś nie tak z Tonks?

- Wszystko jest z nią nie tak – warknął wilkołak.

- Uważaj, jakim tonem do niej mówisz, stary – głos Syriusza nabrał morderczej barwy. Harry i Ron z autentycznym przerażeniem w oczach podnieśli różdżki i stanęli między mężczyznami.

- Co jest nie tak z Tonks? – Wyrzucił z siebie Harry.

- Dziecko może być wilkołakiem – Remus przyznał, po raz pierwszy na głos. Musiał się od nich odwrócić, kiedy do jego oczu napłynęły gniewne łzy.

- Co za kretyn – Black przewrócił oczami.

- Remusie – Hermiona podeszła do niego i delikatnie położyła dłoń na jego ramieniu. Wskazała na ranę, którą zadały kły Syriusza. – Usiądź i pozwól mi to uleczyć. Ron, w mojej sypialni jest torebka. Przynieś mi z niej butelkę wyciągu z dyptamu.

- Jesteś pewna?

- Będzie dobrze, jeśli tylko się pospieszysz. Remusie – zwróciła się do mężczyzny. Lekko złapała jego podbródek i odwróciła jego twarz do siebie. Natychmiast odwrócił od niej wzrok, ukrywając łzy. – Będziesz wspaniałym ojcem. A twoje dziecko nie będzie dotknięte lykantropią. Choroba przenosi się wyłącznie przez ugryzienie podczas pełni księżyca.

- Mówiliśmy mu to już w Hogwarcie – wtrącił Syriusz.

- Nie ma żadnego dowodu – uparcie twierdził Lupin.

- Chcesz dowodu? Luniaczku, jeśli ślina, nasienie lub krew przenoszą twój mały, kudłaty problem na innych ludzi, ja sam miałbym swój własny mały, kudłaty problem!

Harry i Hermiona natychmiast spojrzeli na siebie szeroko otwartymi oczami, a Remus w końcu podniósł pytający wzrok na przyjaciela. Syriusz zamrugał kilka razy ze zdziwieniem, zanim dotarło do niego brzmienie ostatniego zdania.

- To znaczy… Krew – nieświadomie podrapał się po ręce, gdzie tatuaże skrywały bliznę. – Na piątym roku mieliśmy trochę… A potem po Hogwarcie… Takie braterstwo krwi. Jak u Mugoli. Nic związanego z nasieniem… No, wiecie…

Tłumacząc, Syriusz spojrzał z wyrzutem na wilkołaka, który w ogóle nie próbował mu pomóc. Harry parsknął tłumionym śmiechem.

- Widzisz? – Hermiona odwróciła się do Remusa, tłumiąc śmiech. Ron zdążył wrócić do piwnicy, niosąc buteleczkę. – Teraz wrócisz do domu, do swojej żony. Wymasujesz jej stopy, kupisz jej lody i zrobisz wszystko, co tylko zechce. Z uśmiechem na twarzy.

- I w międzyczasie, uporasz się ze swoimi problemami – dodał Syriusz.

- Nie ujęłabym tego w ten sposób – czarownica zmrużyła oczy. – Ale, tak. Uporaj się ze swoimi problemami. Jesteś dobrym człowiekiem, dobrym przyjacielem, dobrym mężem, więc na pewno będziesz dobrym ojcem.

- Zgadzam się z Hermioną – Harry przytaknął, a gdy usłyszał, jak jego ojciec chrzestny przeczyszcza gardło, dodał pospiesznie: - I z Syriuszem.

Remus nic nie powiedział, tylko chwycił małą dłoń Hermiony w swoje duże ręce. Spojrzał na jej obojczyk, częściowo odsłonięty przez lekką bluzeczkę. Uśmiechnął się ze smutkiem, patrząc na jej nieskazitelną, jasną skórę. Przez kilka minut w pokoju panowała cisza, w której Remus próbował poradzić sobie ze swoimi problemami, mając za wsparcie obecność swoich przyjaciół i dłoń czarownicy. W końcu mężczyzna wstał i zwrócił się do Syriusza.

- Przepraszam.

- Wyświadcz mi przysługę, Lunatyku – Syriusz położył rękę na ramieniu przyjaciela. – Zostań z Tonks. Ukryjcie się. Nie walczcie. Nie ważne, co się stanie, ty masz zostać ze swoją rodziną. Musisz przetrwać.

W szeroko otwartych szarych oczach Syriusza pobłyskiwała podatność na ciosy, której nie spodziewali się tam zobaczyć.

- Muszę przetrwać – powtórzył Remus.

- Masz robotę do wykonania – wyjaśnił Black. – Zostaniesz z żoną i dzieckiem. Uczyń samego siebie Strażnikiem Tajemnicy i zostań w chronionym domu. Nie powtarzajmy tej historii.

- Nie powtarzajmy historii – zgodził się Lupin.