Od Tłumaczki: Tak, jak przewidywałam, nie udało mi się wstawić rozdziału w zeszłym tygodniu. Internet na wakacjach działał tak, jak chciał, ale nie współpracował ze mną. Dzisiaj rozdział 7, w przyszłym tygodniu wracamy do updatowania we wtorki. I dzisiejszy rozdział jest ostatnim zdublowanym na . Od kolejnego rozdziału będziecie mogli poznać dalsze losy naszych ulubionych bohaterów.
Jeszcze krótka odpowiedź na komentarz. Laura Lara, bardzo dziękuję za słowa wsparcia. Wenę mam i mam również nadzieję, że przez długi czas mnie nie opuści. Bardzo lubię takie komentarze, oby ich było jak najwięcej. Dziękuję.
ROZDZIAŁ 7 – PASKUDNY STRAŻNIK
7 września 1997
Unikając pościgu
- Niedługo musimy ruszać, Harry – powiedział Ron do przyjaciela podczas warty, którą pełnili przed namiotem. Harry czuł się tak, jakby całe życie spędził na obserwowaniu pola kempingowego. Ron brał wartę jak najczęściej, byle uciec od napiętej atmosfery wewnątrz namiotu.
- Wiem o tym – przyznał Potter. – Myślisz, że Hermiona wydobrzała na tyle, żeby się Aportować?
- Skąd ja mam to wiedzieć? – Ron potrząsnął głową i skierował spojrzenie błękitnych oczu na drzwi namiotu. – Nie mogę się do niej zbliżyć. Przynajmniej dopóki on nosi to cholerstwo. Może ty mógłbyś sprawdzić, jak ona się czuje? Potem odpocznij.
Harry pokiwał głową i wszedł do środka. Jego wzrok powoli przyzwyczajał się do ciemności wewnątrz ich kryjówki. Ruchem różdżki zapalił kilka lamp i jego uwagę natychmiast przyciągnęło łóżko w rogu pokoju. Powoli się do niego zbliżył z rękoma w górze, pokazując, że nie jest zagrożeniem. Duży czarny pies patrzył na niego ostrzegawczo. Na jego karku lśnił złoty łańcuch z ogromnym medalionem.
- Syriuszu? – Harry mówił bardzo cicho i spokojnie. – Bardzo chciałbym z tobą porozmawiać. Muszę wiedzieć, w jakim stanie jest Hermiona.
Harry spojrzał na ciało dziewczyny śpiącej za Animagiem. Jej postać okryta była kocami i wydawała się większa niż w rzeczywistości. Ale bandaże na jej plecach były wyraźnie widoczne.
Harry winił siebie, jak zwykle, ale Ron i Syriusz również uważali, że nie zrobili dość. Udało im się zinfiltrować Ministerstwo po tym, jak wściekły skrzat domowy sprowadził do rezydencji przy Grimmauld Mundungusa Fletchera. Dung opowiedział im, w jaki sposób stracił medalion i wskazał w gazecie jego nową właścicielką. Dolores Umbridge.
Po podsłuchaniu rozmowy Rona i Hermiony, dotyczącej blizn na ręce Harry'ego, Syriusz szybko się domyślił, że Umbridge skrzywdziła jego chrześniaka. W dodatku odpowiadała bezpośrednio za wiele niesprawiedliwości w Hogwarcie, a ostatnio była autorem Projektu Regulacji Mugolaków. Syriusz sam chciał się nią zająć. Potrzeba było błagań Harry'ego i Hermiony, z niewielkim dodatkiem groźby, że spetryfikują mężczyznę i zostawią na łasce Stworka, żeby ustąpił. Wbrew ich planowi, Syriusz śledził ich w swojej psiej postaci do Ministerstwa Magii, gdzie dostali się dzięki działaniu Eliksiru Wielosokowego.
Niecałą godzinę później, Syriusz dostał się do dużej miejskiej toalety, gdzie kobiety i mężczyźni stali w długich kolejkach do muszli klozetowych. Udając zagubionego psa, Animag czekał niecierpliwie na powrót trójki nastolatków. Od czasu do czasu ktoś przystanął obok niego i pogłaskał przyjacielsko po głowie, na co Syriusz tylko przewracał oczami i wywalał jęzor. Miał ochotę warczeć i szczekać, ale wiedział, że będąc grzecznym przyciąga niewielką uwagę, więc z bolesnym westchnieniem poddawał się spoconym dłoniom starszych pań, które z zachwytem głaskały jego gęste futro. Tylko raz zdarzyło się, że jakiś mężczyzna rzucił na niego okiem i uciekł z okrzykiem „To Ponurak!" na ustach. Syriusz zaśmiał się po psiemu.
Ron, Harry i Hermiona w końcu pojawili się w wyjściu, w pośpiechu i ze Śmierciożercami na ogonie. Nie mając wyjścia, Syriusz przybrał postać człowieka, chwycił rękę Harry'ego, który z kolei złapał Hermionę, już trzymającą ramię Rona. To było głupie i niebezpieczne, ale Śmierciożerca Yaxley już sięgał w kierunku Hermiony. W trakcie Deportacji czarownica strząsnęła z siebie rękę wroga, ale Yaxley zdążył już zobaczyć wejście do rezydencji przy Grimmauld.
Aportacja we dwójkę była ryzykowna. Odradzano aportować się w trójkę. Aportacja w czwórkę to rosyjska ruletka.
Hermiona wylądowała z nimi pośrodku lasu, gdzie odbywał się Puchar Świata w Quidditchu. Powietrze ze świstem opuściło płuca wszystkich podróżujących. Mężczyźni opadli bez sił na ziemię. Harry i Ron leżeli ponad dziesięć stóp od siebie, obaj mieli problemy z oddychaniem i skupieniem wzroku. Syriusz też miał problem z dojściem do siebie, ale nagle poczuł delikatny, słodkawy zapach z nutką miedzi. Ktoś się rozszczepił.
Kiedy Harry i Ron w końcu się dobudzili, z przerażeniem przyglądali się zakrwawionemu Syriuszowi, który szaleńczo czegoś szukał w torebce Hermiony, rozrzucając jej zawartość po polanie. Wreszcie znalazł małą butelkę z wyciągiem z dyptamu, którym miesiąc wcześniej uleczył Remusa w kuchni przy Grimmauld. Harry zbladł, kiedy jego wzrok padł na odseparowane od korpusu ramię Hermiony, które Syriusz próbował połączyć na nowo z jej ciałem – ciałem, które nie wytrzymało Aportacji. Długa rana ciągnęła się od jej prawego ramienia, przez łopatki i znikała pod bluzą, która już całkowicie nasiąknęła krwią. Syriusz rozdarł ubranie czarownicy i delikatnie aplikował dyptam. Bez ustanku rzucał zaklęcia lecznicze, zamykając rany.
- Gdzieś tam jest namiot, rozstawcie go – wyszczekał zimnym tonem, z którym chłopcy nie chcieli się sprzeczać. Syriusz mijał ich szerokim łukiem, obchodziła go tylko Hermiona, jej mała, nieprzytomna postać. Nie patrzył nastolatkom w oczy i oni też nie chcieli spotkać jego wzroku. Gdzieś po drodze coś spieprzyli i Hermiona płaciła za ich błędy. Każdy po kolei czuł się winny temu, co ją spotkało, ale Ron i Harry przynajmniej ze sobą rozmawiali.
Wnieśli ją do namiotu i ułożyli na łóżku, które Syriusz specjalnie powiększył. Kiedy już leżała, owinięta kocami, Black wyciągnął jej apteczkę polową i zaczął poić dziewczynę eliksirami. Harry natychmiast kilka rozpoznał. Eliksir Uśmierzający Ból i Eliksir Transfuzji Krwi. Zamknął oczy, próbując pozbyć się z pamięci obrazu zakrwawionej Hermiony, leżącej na ziemi. Kiedy je otworzył, Syriusz w swojej psiej formie leżał w nogach łóżka czarownicy, czuwając nad nią.
I tam już pozostał.
Chłopcy w międzyczasie przedyskutowali kwestię Horkruksa. Kiedy stało się jasne, że każdy po kolei powinien nosić medalion, choćby przez kilka godzin, pies zszedł z łóżka i nadstawił kark, niemo prosząc o pierwszeństwo. I tak mijały dni. Syriusz pilnował Hermiony w psiej postaci, zmieniając się w człowieka tylko wtedy, kiedy chłopców nie było w namiocie. Zajmował się wtedy czule czarownicą, zmieniając jej bandaże, pojąc eliksirami, budząc, żeby coś zjadła. Brakowało im jedzenia. Odmawiał patrzenia jej w oczy, mimo jej błagalnego wzroku. Nie chciał pozwolić, żeby zobaczyła, jak coś się w nim łamie, dlatego wrócił do psiej postaci. Z psiej mordy dużo trudniej coś wyczytać, niż z ludzkiej twarzy.
Medalion wszystko pogarszał. Syriusz nosił go nocami i śnił o Azkabanie i Dementorach. Śnił o śmierci Jamesa i Lily, o paskudnej twarzy Petera i o dziewczynie, którą kochał tak dawno temu, a która pewnego dnia zniknęła, zostawiając go samego na świecie. Był wdzięczny za każdym razem, kiedy rano chłopcy przejmowali od niego ten ciężar, chociaż obserwował uważnie, jaki ma na nich wpływ. Harry wycofywał się, podobnie jak Syriusz i mężczyzna musiał być bardzo ostrożny w postępowaniu ze swoim chrześniakiem, czasami przejmując ciężar medalionu wcześniej, niż powinien. Ron wiecznie narzekał, ale ostra reprymenda Blacka czyniła cuda. Wszyscy poza Hermioną byli zgodni, że ona nie powinna nosić na szyi części duszy Lorda Voldemorta.
Przyglądając się chrześniakowi, Syriusz pochylił łeb, pozwalając, żeby chłopak zdjął z niego Horkruks. Kiedy tylko poczuł, że znika jego ciężar, pies westchnął głęboko, z ulgą i po chwili w jego miejscu stał człowiek, masujący intensywnie mięśnie karku.
- To tylko moje zdanie, czy to gówno robi się coraz cięższe?
- Dobrze się czujesz? – Harry szeptał, nie chcąc budzić Hermiony.
- Lepiej niż wczoraj – Black spojrzał na czarownicę i ponownie uciekło mu westchnięcie.
- Powiesz mi w końcu, co się dzieje?
- To nie ja powinienem ci to tłumaczyć – Syriusz pokręcił głową. – Ona mnie ocaliła. A ja prawie pozwoliłem jej…
- My – poprawił go Harry. – To nasza wina, nie tylko twoja.
- Ja powinienem się wami opiekować.
- A ja powinienem uratować świat – Harry wzruszył ramionami. – Ona jest częścią tego świata, więc czuję się za nią odpowiedzialny. Ja, nie ty. To ja jestem Wybranym.
- Nie graj kartą Wybranego, mały.
- Czy Hermiona może podróżować? – Zapytał Harry, ignorując słowa Syriusza. – Czy jest gotowa? Nie możemy tu zostać. Już zbyt długo tu byliśmy.
- Nadal masz te sny? – Syriusz dopiero teraz dostrzegł zmęczenie w oczach chrześniaka, chociaż Harry próbował je ukryć. Pokiwał głową.
- Chcę, żeby się skończyły, ale żadne z nas nie jest w stanie w tym momencie pomóc mi z Oklumencją. Tylko by nas to osłabiło – przyznał Potter. – On szuka różdżki. Porwał Ollivandera i zabił Gregorovitcha.
- Może szuka Czarnej Różdżki?
- Co to takiego?
- Mit – wymamrotał cichy głos zza pleców Syriusza.
- Powinnaś spać, kochanie – nakazał Black, ale Hermiona zignorowała jego słowa i odwróciła się twarzą do Harry'ego.
- Jest taka historia o niezwyciężonej różdżce. W księdze, którą dostałam od Dumbledore'a.
- W książce z runami? Kiedy miałaś okazję ją przetłumaczyć? – Syriusz zmarszczył brwi.
- Siedzę tu i nic nie robię przez całe dnie – czarownica wzruszyła ramionami.
- Powinnaś odpoczywać – Animag zmrużył oczy.
- Paskudny z ciebie strażnik. Przez cały czas śpisz. A ja wtedy czytam – sięgnęła po książkę, którą trzymała pod poduszką. – Byli sobie trzej bracia, którzy chcieli oszukać Śmierć, tak jakby Śmierć była osobą. W zamian za ich odwagę, Śmierć oferuje każdemu po jednym darze. Jeden z braci prosi o różdżkę, którą pokona każdego innego czarodzieja. Inne opowiadania określają tę różdżkę jako Czarną Różdżkę, Różdżkę Śmierci albo Różdżkę Przeznaczenia. Profesor Binns czasami o niej wspominał na zajęciach.
- Myślisz, że istnieje? – Zapytał Harry.
- Może – zbył go Syriusz.
- Oczywiście, że nie – fuknęła Hermiona w tym samym momencie. – Syriuszu, to śmieszne, że dopuszczasz w ogóle taką możliwość.
- Nie? To opowiedz Harry'emu, o co poprosili pozostali dwaj bracia – zrobił płynny ruch rękoma, oddając jej scenę. Czarownica popatrzyła na niego ostrzegawczo, ale wykonała polecenie.
- Dobrze. Drugi brat otrzymał kamień, dzięki któremu mógł przywracać umarłych do życia. Trzeci brat poprosił o pelerynę niewidkę.
- Nie pierwszą lepszą pelerynę. On dostał pelerynę, której magia nigdy się nie kończy, pelerynę odporną na rozdarcia, podpalenia czy klątwy – Syriusz parsknął śmiechem. – Zastanawiam się, czy skądś takiej nie kojarzę.
- Powiedzmy, że peleryna jest prawdziwa – zgodziła się, posyłając mężczyźnie zabójcze spojrzenie. – To nie znaczy, że wierzę w istnienie dwóch pozostałych.
- Tak jak ja nie wierzę, że można kogoś przywrócić z martwych do życia – ton Syriusza był niemal niewinny, ale Harry widział w jego oczach przewrotną iskierkę, która sprawiła, że się zaśmiał.
- Harry, Horkruksy – Hermiona próbowała skierować rozmowę na bezpieczniejsze tory. – Najpierw musimy znaleźć sposób, żeby zniszczyć medalion, a później skoncentrować na szukaniu pozostałych. Trochę o nich poczytałam…
- Kiedy ty, do diabła, odpoczywałaś? – Warknął Syriusz.
- Jak Ron ze mną siedział – odpowiedziała. – Z wami nie mam spokoju. Posłuchajcie mnie, są dwa pewne sposoby na zniszczenie Horkruksa. Jad bazyliszka albo Szatańska Pożoga.
- Wiesz, jak rzucić Szatańską Pożogę, Syriuszu?
- Rzucić, tak – przyznał Animag. – Kontrolować? To skomplikowane. Uznajmy klątwę za naszą ostateczność. Jeżeli zostanie nam jako jedyna opcja, rzucę to zaklęcie. Ale wyłącznie na bezludnej wyspie, gdzie zostawimy Horkruksa, rozpalimy Szatańską Pożogę i uciekniemy, zanim nas dosięgnie.
- Ostateczność, rozumiem. Powiem Ronowi, że dzisiaj możemy się przenieść – Harry uśmiechnął się do Hermiony. – Cieszę się, że lepiej wyglądasz.
wWwWwWwWwWwWwWw
17 listopada 1997
Unikając pościgu
- Myślałem, że wiesz, co robisz! – Wrzasnął Ron dokładnie w momencie, kiedy Syriusz wszedł do namiotu. – Że Dumbledore powiedział ci, co robić! Że masz jakiś plan!
Animag spojrzał pochmurnie na chłopca, który ośmielił się podnieść głos na jego chrześniaka, ale nie paląc się do kłótni, najpierw zerknął pytająco na Harry'ego i Hermionę.
- Coś mnie ominęło?
- Chyba znaleźliśmy sposób na zniszczenie Horkruksów – odpowiedziała czarownica, a w jej głosie pobrzmiewały resztki entuzjazmu. – Na drugim roku Harry zabił bazyliszka mieczem Gryffindora, który jest dziełem goblinów, a jak wiesz…
- Dzieła goblinów zatrzymują w sobie to, co je wzmacnia – dokończył Black. – Do diabła, to nawet ma sens! Co teraz?
- Zupełnie nic – krzyknął Ron. – Bo ktoś ukradł ten cholerny miecz z Hogwartu, więc jeśli jakimś cudem udałoby nam się wślizgnąć do zamku, unikając przy okazji śledzących nas Śmierciożerców, i tak by go tam nie było!
- Wyluzuj, chłopcze – warknął Syriusz, któremu nie podobał się ani ton Weasley'a, ani mroczne spojrzenia, które posyłał przyjaciołom.
- To medalion przez niego przemawia – zauważyła Hermiona. – Ron, natychmiast go zdejmij. Nie rozmawiałbyś z nami w ten sposób, gdybyś od niego odpoczął.
- Oczywiście, że by rozmawiał – gorzko rzucił Harry. – Przez cały czas tylko narzeka. Głoduje, jakbyśmy my nie byli głodni! Narzekasz najwięcej z nas wszystkich, a przypominam, że to Hermiona się rozszczepiła i prawie zginęła!
- Odwal się, Potter! – Ron zmrużył oczy, patrząc na swojego najlepszego przyjaciela, a Syriusz ze złości sięgnął po różdżkę.
- Co ty tu jeszcze robisz? – Zapytał Harry, coraz bardziej zmęczony.
- A co się to obchodzi?
- Wracaj do domu, Ron.
- Może powinienem! – Rudowłosy zrobił kilka kroków w stronę Harry'ego, który nawet nie drgnął.
- Ron, zdejmij medalion! – Rozkazała Hermiona.
- Wracaj do swojej rodziny i pozwól mamusi przygotować sobie obiad, a po obiadku wytrzeć sobie buźkę – prychnął Potter. – Tego przecież chcesz.
- Chcę się upewnić, że moja rodzina żyje, tego chcę! Ty masz dobrze, nie musisz się martwić o swoją…
- O, nie… - Hermiona próbowała szybko sięgnąć po swoją różdżkę, ale nie zdążyła przed Syriuszem, który mocno chwycił Rona za szyję i podniósł wysoko. Nagle zmienił się w tego przerażającego skazańca, którego poznali we Wrzeszczącej Chacie. Jego jasne, szare oczy pociemniały.
- Posunąłeś się za daleko – powiedział zwodniczo spokojnym tonem.
- Syriuszu – odezwała się błagalnie Hermiona. – Postaw go.
- Tak, postaw go, żeby w końcu mógł stąd odejść – zgodził się Harry.
- Dobrze – warknął mężczyzna, opuszczając rudzielca, ale nie spuszczając z niego uważnego spojrzenia. Nie puszczając go do końca, Syriusz sięgnął drugą ręką po medalion i mocno pociągnął za łańcuch, zrywając ogniwa. Potem odepchnął chłopaka. – Jeżeli jeszcze raz usłyszę, że mówisz do nich takim tonem, transmutuję to, co z ciebie zostanie w coś, czego nawet twoja rodzona matka nie rozpozna.
Ron, który zawsze najpierw działał, a później myślał o konsekwencjach, wyciągnął różdżkę. Syriusz był dużo szybszy od niego, ale zanim ktokolwiek wypowiedział słowa zaklęcia, Hermiona niewerbalnie wzniosła między nimi tarczę. Osłona powoli rozciągała się, obejmując czarownicę, Harry'ego i Syriusza, widocznie odseparowując ich od Weasley'a.
- Ty też zostajesz? – Ron spojrzał na Hermionę. – Zresztą, kogo ja próbuję oszukać? Oczywiście, że zostajesz.
- Oczywiście, że zostaję – powtórzyła stanowczo, trzymając prosto różdżkę, utrzymując silną tarczę. – Obiecaliśmy Harry'emu.
- Gówno prawda! Nie zostajesz ze względu na Harry'ego, tylko dla niego – prychnął Ron, celując różdżką w Syriusza, który zawarczał w odpowiedzi. – To, co zrobiłaś, żeby sprowadzić go zza Zasłony, zmieniło cię. Kto jest martwy, powinien zostać martwy.
- Wynoś się! – Wrzasnęła dziewczyna i przesunęła tarczę, wypychając Rona z namiotu. – W ogóle nie powinno cię tu być. Odejdź i dorośnij. A kiedy wojna wreszcie się skończy, a ty nieco dojrzejesz, wróć do nas i przeproś. Na razie nie mamy o czym rozmawiać.
- Masz rację, nie mamy – zgodził się chłopak i odwrócił na pięcie.
- Stanę na warcie – cicho powiedział Harry, odbierając od Syriusza medalion. Naprawił ogniwa w łańcuchu i przełożył go przez głowę, po czym sfrustrowanym gestem zmierzwił sobie włosy.
- Jesteś pewien? – Black położył dłoń na ramieniu chrześniaka.
- Tak, muszę pomyśleć. Wy odpocznijcie – wzrok chłopaka skrzyżował się ze spojrzeniem Hermiony i nastolatkowie uśmiechnęli się słabo do siebie. Czarownica nie chciała jednak spojrzeć w oczy Syriusza.
- Myślisz czasami o tym, że on mógł mieć rację?
- Nie mów tak – Hermiona potrząsnęła głową i skierowała kroki do łóżka. Łóżka, które nieświadomie dzieliła z Syriuszem od chwili, kiedy się rozszczepiła, chociaż mężczyzna nigdy nie spał z nią w ludzkiej formie. Jakimś cudem umknął jej fakt, że wielki, czarny pies był w rzeczywistości dorosłym czarodziejem. Dzielenie z nim łóżka w psiej formie wydawało się mniej groźne, mniej nieodpowiedzialne. Ona zasypiała przykryta kocem, a on wczołgiwał się na posłanie obok niej, zwijając w kłębek, z nosem na przednich łapach. Podczas snu, Hermiona nieświadomie przerzucała ramię nad ciepłym psim bokiem i delikatnie głaskała gęste futro, jakby był domowym zwierzakiem, a nie ojcem chrzestnym Harry'ego, nie mężczyzną, którego sprowadziła za pomocą magii krwi, z którym się związała starożytną magią. A teraz, kiedy stał przed nią ze wzrokiem wlepionym w jej niewielką postać, Hermiona zadrżała.
- Może powinienem był zostać…
- Nie mów tak! – Powtórzyła gwałtownie. – Ron powiedział to pod wpływem medalionu. Jeżeli ciebie by tu nie było, znalazłby inny powód do narzekania. Nie waż się ponownie mówić, że powinieneś był zostać martwy.
- W niektórych kwestiach się nie pomylił – powiedział spokojnie i podszedł do niej. Nie mógł odwrócić od niej wzroku. Kłótnia z Weasleyem tylko rozstroiła jego nerwy, a ciągły brak jedzenia i nadmiar stresu nie pomagały w utrzymywaniu barier, które Animag ustawił między sobą i Hermioną. – Zostałaś nie tylko ze względu na Harry'ego.
Stanął tak blisko czarownicy, że mogła poczuć ciepło jego ciała.
- Tak samo, jak ja – dodał cicho.
- Nie dzisiaj, Syriuszu – błagała cicho, ze wzrokiem wlepionym w podłogę. Black położył dwa palce pod jej podbródkiem i uniósł jej głowę. Zacisnęła powieki, żeby nie mógł zobaczyć łez zbierających się w kącikach jej oczu.
- Nie możemy unikać tej rozmowy, kotku – westchnął. – Dzieciak miał rację w jeszcze jednej kwestii. To, co zrobiłaś, żeby mnie sprowadzić, zmieniło cię.
Delikatnie przeciągnął kciukiem po jej policzku i zarysie szczęki. Serce boleśnie tłukło się w jego piersi.
- Nie tylko ty znasz się na magii, Hermiono – pochylił się nad nią i potarł o jej gładki policzek swoim zarostem. Jego wargi musnęły jej ucho i poczuła jego oddech. – Wiem o Długu Życia i o Rytuale.
- Ty… Wiesz? Wiedziałeś? Przez cały czas? – Hermiona gwałtownie otworzyła oczy.
- O Więzi? – Syriusz przytaknął. – To nie jest czarna magia, ale niektóre rodziny uważają magię krwi właśnie za mroczną magię. W tym ród Blacków.
Usiadł wygodnie w głębokim fotelu naprzeciwko jej łóżka i założył nogę na nogę.
- Musimy o tym porozmawiać – kontynuował.
- Nie do końca wiem, o czym mamy rozmawiać – przyznała, odwracając wzrok.
- Po wygraniu wojny znajdzie się więcej tematów, na które będziemy musieli porozmawiać. Może wybierzemy termin i umówimy się wtedy na randkę? – Uśmiechnął się chłopięco, jakby nagle wszystkie zmartwienia ulotniły się. – Co powiesz na twoje urodziny?
- Moje urodziny? – Uniosła brew, obracając się w jego stronę. – Dlaczego?
- Niech będzie dzień po twoich urodzinach – ugiął się. – To daje nam prawie rok na zakończenie tej cholernej wojny i, jeśli będziemy mieć odrobinę szczęścia, uporządkowanie bałaganu, który panuje w magicznym świecie.
- Albo na żałobę.
- Nie. Skończyłem z żałobą. W moim życiu było za dużo żalu i gniewu, więc spędzę resztę tego życia upewniając się, że żałoba się skończyła – odpowiedział z żarem, stanowczym tonem, który sprawił, że Hermiona zadrżała i zarumieniła się. Syriusz natychmiast to zauważył i zaśmiał się pod nosem. Wstał i chwycił kurtkę. – Kiedyś nie będziesz tego robić.
- Czego? – Odważyła się zapytać, kiedy kierował się do wyjścia.
- Rumienić się z powodu uczuć, jakie w tobie wywołuję – wyjaśnił z poważnym spojrzeniem. Hermiona wypuściła powietrze z drżeniem, kiedy odwrócił się od niej i wyszedł z namiotu, wyciągając paczkę papierosów.
- Chcę wiedzieć? – Zapytał Harry, widząc zbliżającego się ojca chrzestnego, z zapalonym papierosem. Syriusz zaciągnął się głęboko i powoli wypuścił powietrze, patrząc, jak wiatr porywa dym.
- Niezłe zaklęcie – powiedział Syriusz, patrząc na padający wokół nich deszcz, który nigdy nie dotykał ochronnego kręgu, w którym stał z Harrym. – Twoja mama zawsze była najlepsza, jeśli chodzi o zaklęcia.
- Unikasz odpowiedzi, Łapo – powiedział chłopak, używając jego pseudonimu Huncwota, tonem niemal identycznym, jakiego używał James. Black zaśmiał się.
- Wiem, co próbujesz zrobić. Wyczułeś mnie i Remusa – znowu zaciągnął się papierosem. – Wykombinowałeś, w gruncie rzeczy poprawnie, że jeżeli chcesz coś od nas wyciągnąć, nazywasz nas Łapą i Lunatykiem, co przypomina nam o twoim tacie. A kiedy chcesz nas nagiąć do swojego zdania, utrzymujesz kontakt wzrokowy.
- Mama musiała być bardzo przekonująca – Harry uśmiechnął się.
- Twoja babcia by cię uwielbiała – skomentował Black. – Była Ślizgonką.
- Tiara Przydziału prawie umieściła mnie w Slytherinie – wyrzucił z siebie chłopak.
- Mnie też, mały. Mnie też – Syriusz zręcznie odwracał uwagę Harry'ego od jego pierwotnego pytania.
- Chcę odwiedzić Dolinę Godryka.
- Załatwione.
