Od tłumaczki: Witam w rozdziale ósmym. Dziękuję za wszystkie komentarze i polubienia, które dostawałam mailem przez cały tydzień. To naprawdę dodaje skrzydeł i napędza wenę. Zaczynamy tę część historii, która jeszcze nie była tłumaczona na . Ostrzegam, że ten rozdział w pełni zasługuje na swoją kategorię M – jest przede wszystkim dużo śmierci. Przekleństw trochę mniej, ale w końcu mamy do czynienia z Syriuszem. Znacie go… Miłego czytania i widzimy się za tydzień.
ROZDZIAŁ 8 – TO NIE JEST PRAWDZIWY PIES
26 grudnia 1977
Las Dziekana
- Wesołych Świąt, Syriuszu – Hermiona uśmiechnęła się słabo, wchodząc do pokoju, żeby zająć się czarnowłosym czarodziejem, aktualnie leżącym na łóżku. Miał zabandażowane ramię.
- Święta były wczoraj – przypomniał gorzkim tonem mężczyzna.
- Wczoraj byłeś nieprzytomny – wyjaśniła. Podała mu mały kubek. – Dzisiaj przyniosłam ci gorącej herbaty. Przyjmij to, jako prezent ode mnie.
Chętnie wyciągnął ręce po naczynie i przystawił je do ust, tylko po to, żeby spojrzeć na dziewczynę z wahaniem.
- Niczego tam nie dolałam – wywróciła oczami ze śmiechem.
- Rozumiesz, dlaczego nie do końca ci wierzę – warknął.
- Nadal uważam, że dobrze zrobiłam, dodając Eliksir Usypiający do twojej herbaty – skrzyżowała ramiona na piersi i spojrzała na niego ostrzegawczo. – Byłeś wyczerpany i nie chciałeś się sobą zająć.
- A do ciebie należy opieka nade mną? – Mrugnął do niej łobuzersko.
- Daj spokój i pij tą przeklętą herbatę.
- Teraz zaczęłaś przeklinać – uśmiechnął się złośliwie. – Czyżbym miał na ciebie taki zły wpływ?
- Wypij tą cholerną herbatę – warknęła, ale jej gniew opadł, kiedy zauważyła, że Syriusz stosuje się do polecenia. Oddał jej pusty kubek. – Czujesz się lepiej?
- Tak, ale zauważę, że mogłaś mi dać do wypicia Eliksir Przeciwbólowy, zamiast ukrywać go w herbacie – jego usta rozciągnęły się we wszystkowiedzącej minie i czarownica zarumieniła się, przyłapana na gorącym uczynku.
- Nigdy nie wiem, czy przypadkiem o ten eliksir się ze mną nie pokłócisz – opadła wdzięcznie na fotel. – Zawsze się ze mną kłócisz.
- Bawi mnie irytowanie ciebie.
- A ja nie lubię z tobą walczyć.
- Zaczniesz – wyrwało mu się, ale zanim spróbowała mu coś odpowiedzieć, zadał inne pytanie: - Jak sobie radzi Harry?
- Całkiem dobrze. Dałam mu swoją różdżkę – wyjaśniła. – Stoi na warcie od kilku godzin.
- Nie mogę uwierzyć, że straciliśmy dwie różdżki. Przez jednego cholernego węża!
Wycieczka do Doliny Godryka była kompletnym fiaskiem. Zastawiono na nich pułapkę. Spodziewali się jakiejś, to prawda, ale wąż podszywający się pod starą kobietę? Tego nie przewidzieli. Syriusz natychmiast coś wyczuł i błagał Harry'ego i Hermionę, żeby odeszli, ale oboje odmówili. Wtedy złapał ich za ramiona i zagroził, że się Deportuje. Widząc, jak poważnie mężczyzna podchodzi do zagrożenia, nastolatkowie zgodzili się i właśnie wtedy zaatakował ich wąż. Na środku ulicy. Chwilę później na miejsce przybyli Śmierciożercy z zamiarem pojmania uciekinierów. Syriusz walczył sam z Dołohovem i Rowlem, a Hermiona broniła się przed McNairem. Harry unikał węża, który atakował go z różnych stron.
Hermiona okazała się dużo lepsza niż McNair, szybko przebiła się przez jego obronę i oszołomiła mężczyznę. Pospieszyła na pomoc Syriuszowi, kiedy na jej drodze stanął Rowle. Blackowi pozostało wymierzenie sprawiedliwości drugiemu Śmierciożercy. Mroczni czarodzieje atakowali zajadle, a kiedy krzyk Harry'ego rozproszył na chwilę Syriusza, Dołohov wycelował różdżkę w Hermionę. I to wystarczyło, żeby opanowanie Blacka runęło jak domek z kart. Z końca jego orzechowej różdżki, z rdzeniem z włókna smoczego serca, buchnęło jasnozielone światło i Avada Kedavra uderzyła w Dołohowa, posyłając go na ziemię, znieruchomiałego na wieki. Syriusz nabrał w płuca zimowego powietrza, drżąc w poczuciu, że sprawiedliwości stało się zadość. To właśnie ten człowiek był odpowiedzialny za śmierć Gideona i Fabiana Prewettów.
- On nadchodzi! – Wrzasnął Harry, przyciągając uwagę Syriusza i Hermiony. Black podtrzymał słaniającego się na nogach chrześniaka, posyłając w stronę węża klątwę za klątwą. A jednak wąż unikał i odbijał wszystkie.
- Jest ich więcej – ostrzegawczo krzyknęła Hermiona, kiedy Śmierciożercy zaczęli Aportować się w Dolinie Godryka. Z gardła Harry'ego wydarł się głośny krzyk i chłopak upadł, przyciskając dłonie do blizny na czole. Kiedy Syriusz odwrócił się do chrześniaka, jakiś Śmierciożerca rozbroił go.
- Kurwa! – Syriusz wrzasnął, kiedy Harry zesztywniał w jego ramionach. – Hermiono! Musimy się zmywać!
- Trzymajcie się – czarownica złapała obu mężczyzn i zniknęła w bardzo odpowiednim momencie. W panice, nie skoncentrowała się odpowiednio na miejscu lądowania i Harry wyleciał z ramion Syriusza przy uderzeniu o ziemię, łamiąc swoją różdżkę na trzy części. Z tego powodu została im tylko jedna sprawna różdżka.
- Przynajmniej potrafisz się posługiwać magią bezróżdżkową – westchnęła, patrząc na leżącego w łóżku Syriusza, dochodzącego do siebie po rozszczepieniu, któremu uległ podczas ucieczki. Czuła się okropnie z tego powodu, ale na szczęście jego rana nie była tak poważna, jak jej wcześniejsze obrażenia. Black czuł się na tyle dobrze, że nalegał, że on sam będzie się leczył. Poddał się dopiero, gdy Hermiona zagroziła, że go ogłuszy.
- To nie takie trudne, szczególnie, gdy umiesz się skoncentrować.
- Jak się tego nauczyłeś? To nie jest część kursu w Hogwarcie – przyciągnęła do siebie kolana, umościła się w fotelu i przykryła kocem. Wolałaby mieć przy sobie swoją różdżkę i odnowić zaklęcie ocieplające, które zaczynało słabnąć.
- Nauczyła mnie tego przyjaciółka w szkole – uśmiechnął się. – Bardzo utalentowana czarownica.
- Dlaczego mnie wcale nie dziwi, że to była dziewczyna?
- Bo jestem tak nieziemsko przystojny?
- Nie będę podbudowywać twojego ego – potrząsnęła głową.
- To może mnie pogłaszczesz po…?
- Nie kończ tego zdania – ostrzegła go i Syriusz wybuchnął śmiechem.
- Uwielbiam cię denerwować – rozjaśnił się.
- Hermiona! Syriuszu! – Dobiegło ich wołanie Harry'ego i po chwili chłopak wszedł do namiotu, zmarznięty i ociekający wodą. Czarownica pospieszyła do przyjaciela.
- Harry! Co się stało? – Wyrwała z jego dłoni swoją różdżkę i jednych zaklęciem osuszyła chłopaka, po czym popchnęła go na fotel i nakryła kocem. – Wszystko w porządku?
- Tak, jest dobrze. Jest świetnie. Przyprowadziłem kogoś.
- To znaczy, kogo? – Spojrzała na wejście do namiotu i zobaczyła Rona, stojącego w progu z mieczem, również ociekającego wodą. Hermiona zacisnęła dłonie i rzuciła się z pięściami na chłopaka. – Ty! Ty skończony palancie, Ronaldzie Biliusie Weasley!
- Wiem! Wiem, przepraszam! – Próbował bronić się przed jej ciosami.
- Teraz ci przykro?
- Tak – odpowiedział spokojnie. – Zachowałem się jak dupek. Miałaś rację, przemawiał przeze mnie medalion. Przykro mi z powodu tego, co powiedziałem.
Ron spojrzał ponad ramieniem Hermiony i dostrzegł Syriusza, siedzącego na krawędzi wielkiego łóżka.
- Przepraszam – powtórzył, patrząc na Animaga. Po dłuższej chwili Syriusz skinął głową.
- Nie przyjmuję twoich przeprosin – wrzasnęła Hermiona.
- Hermiono – Harry westchnął. – Ron właśnie uratował mi życie.
- Słucham? – Syriusz wstał z łóżka. – Dlaczego? Ktoś złamał zabezpieczenia?
- Nie. Coś… Zobaczyłem.
- Co widziałeś? – Syriusz podszedł do czarownicy i zabrał jej różdżkę, zanim zdołała rzucić na Rona jedno z paskudniejszych zaklęć, których się nauczyła.
- Patronusa. Łanię.
- Co powiedziałeś? – Black zrobił się biały.
- Łanię – powtórzył Harry. – Zaprowadziła mnie nad zamarznięte jeziorko. Poświeciłem sobie różdżką Hermiony i zobaczyłem miecz Gryffindora na dnie. Teraz jest nasz i możemy zniszczyć pozostałe Horkruksy.
- Pozostałe? – Zapytała Hermiona, w końcu się uspokajając.
Ron rozjaśnił się, gdy zrozumiał, że dziewczyna skończyła wrzeszczeć i wyżywać się na nim. Podniósł medalion, teraz poczerniały i poskręcany. Hermiona wyrwała go z jego rąk i dokładnie mu się przyjrzała.
- Jesteś pewny, że został zniszczony? – Zapytała Harry'ego.
- Jestem – chłopak zaśmiał się nerwowo i przeczesał włosy. – Otworzyłem go i zaczął z nami walczyć. Ron dziabnął go mieczem.
- Całkiem nieźle – wzrok Syriusza przeskakiwał od Rona do Hermiony. – Jak z wami walczył?
- Wolałbym o tym nie mówić – Ron ze wstydem odwrócił głowę.
- Zaczekaj chwilę… Jak odzyskałeś miecz? – Hermiona skupiła się na chłopcach. – Mówiliście, że leżał na dnie jeziora? O, nie… Harry, ty nie…
- Tak – wzruszył ramionami. – Wiem, że to było głupie. Miałem na szyi Horkruksa, który skorzystał z okazji i próbował mnie utopić.
- Co?
- Ron uratował mi życie – zaznaczył Potter. – Skoczył za mną do jeziora. Wyciągnął mnie, a potem wrócił po miecz. Możemy już zostawić tą sprawę?
Z uwagi na wyraz wyczerpania na twarzy chrześniaka, Syriusz szybko skinął głową. Hermiona nadal prychała w stronę Rona.
- Hermiono, proszę.
- Niech ci będzie – zgodziła się. – Ale chcę wiedzieć, jak nas znalazłeś.
- Dzięki temu – Ron wyciągnął wygaszacz.
wWwWwWwWwWwWw
27 marca 1998
Dwór Malfoy'ów – rezydencja rodziny Malfoy'ów, kwatera główna Śmierciożerców
Przemieszczali się miesiącami, skacząc od pola kempingowego do pola, zatrzymując się w każdym z miejsc maksymalnie na dwa dni. W tym momencie przydała im się wiedza Syriusza o miejscach, gdzie łatwo można się ukryć. Poznał ich mnóstwo, kiedy przez rok uciekał z Hardodziobem. Ronaldowi udało się naprawić swoją przyjaźń z Harrym i Hermioną, chociaż zajęło to kilka miesięcy ciągłego przepraszania za swoje zachowanie. W dodatku Hermiona nadal nie wybaczyła mu wszystkiego, woląc spędzać swój czas na czytaniu ksiąg z Harrym lub trenowaniu magii bezróżdżkowej z Syriuszem. Weasley, jak się okazało, powrócił nie tylko z Mieczem Gryffindora. Podczas swojej samotnej przygody został pojmany przez szmalcowników i udało mu się rozbroić jednego z nich. To zapewniło Harry'emu używaną różdżkę. Black nie chciał jej dla siebie, twierdząc, że wystarczy mu magia bezróżdżkową, chociaż znacząco go to osłabiało.
Nic jednak nie miało znaczenia, gdy jedno z nich pod koniec marca złamało Zakaz i wypowiedziało imię Voldemorta. Szmalcownicy natychmiast Aportowali się wokół nich i rozbroili wszystkich. Hermionie udało się rzucić na Harry'ego zaklęcie, które zdeformowało mu twarz. Syriusz z kolei, doskonale znany Śmierciożercom, zmienił się w psa, aby uniknąć rozpoznania. Nie mógł jednak uciec, zostawiając Harry'ego i Hermionę na pastwę szmalcowników, więc kiedy mężczyźni przywiązywali nastolatków do jakiegoś rannego goblina, pozwolił się powalić Fenrirowi Greybackowi.
- To nie jest prawdziwy pies – wyjaśnił wilkołak. – Czuję od niego magię… Znajomą magię.
- Zabierz go ze sobą, sprawdzimy to w rezydencji – odpowiedział Scabior.
Grupa Deportowała się z trzaskiem. Po zmaterializowaniu się, Syriusz zmarszczył pysk, widząc znajomą sylwetkę Dworu Malfoy'ów. Po raz ostatni był tutaj podczas wesela Lucjusza i Cyzi, na które nawet nie był zaproszony. Wtedy po raz ostatni próbował uratować kuzynkę przed zawarciem niebezpiecznego, pozbawionego miłości małżeństwa, ale Narcyza, jak zwykle, stchórzyła i wyrzuciła go z posiadłości.
Teraz wrócił, w postaci psa, związany i przerzucony przez ramię tego samego wilkołaka, który odmienił życie jego najlepszego przyjaciela.
Jeden ze szmalcowników potrząsnął bramą.
- Jak wejdziemy do środka? Brama jest zamknięta, Greyback… O, do diabła!
Jego ręka odskoczyła jak oparzona, kiedy żelazne okucia bramy zmieniły kształt i uformowały nieludzką twarz.
- Dlaczego tu jesteście?
- Mamy Pottera – zawył triumfalnie Greyback. – Złapaliśmy Harry'ego Pottera!
Brama otworzyła się.
- Idziemy – wilkołak popędził swoich ludzi, poprawiając ciężar Syriusza na swoim ramieniu i brutalnie popychając więźniów. Oczy wilkołaka na chwilę spoczęły na Hermionie i mężczyzna uśmiechnął się drapieżnie.
Syriusz z kolei usłyszał znajomy głos, kiedy tylko przekroczyli próg rezydencji.
- Za mną, proszę – Narcyza poprowadziła nowoprzybyłych korytarzem. – Mój syn, Draco, jest w domu. Jeżeli to jest Harry Potter, na pewno będzie w stanie go zidentyfikować.
Salon oślepił ich jasnością. Z wysokiego sufitu zwieszał się kryształowy żyrandol, ściany zdobiły ciemne portrety przodków. Dwie postaci podniosły się ze swoich miejsc przy kominku, gdy szmalcownicy wprowadzili więźniów.
- Co to ma znaczyć? – W ciszy rozbrzmiał przeciągły, zimny głos Lucjusza Malfoy'a. Syriusz zawarczał groźnie. – Wyrzućcie tą bestię do ogrodu.
- To wcale nie jest pies – zaprotestował Greyback. – Już wcześniej czułem tą magię.
- Animag? – Śmierciożerca uważnie przyjrzał się zwierzęciu. – Zabierz go do pokoju obok i wymuś transformację.
Greyback chętnie wykonał rozkaz. Rzucił ciało psa na podłogę i przeciągnął się, z zachwytem myśląc o nadchodzącym przesłuchaniu. Wilkołak pochylił się i złapał mocno za skórę na karku Syriusza. Black odpowiedział próbą wbicia kłów w nadgarstek oprawcy, ale Greyback tylko przydusił Animaga. Syriusz rozkaszlał się z braku powietrza, oczy zaszły mu łzami.
- Co to za dźwięk? – Na odgłos wysokiego zaśpiewu, oczy Syriusza rozszerzyły się i pies zaczął się rzucać w uścisku wilkołaka.
- Znaleźliśmy tego kundla z Potterem i jego znajomymi – wyjaśnił. – Malfoy chce, żebym wymusił transformację.
- Ty pół-krwi durniu! – Wrzasnęła Bellatrix i zaklęciem odrzuciła Greybacka od psiego cielska. Wilkołak uderzył głową w kolumnę i stracił przytomność. – No, no, no… Mój całkiem żywy kuzyn.
Chociaż nadal był związany, Syriusz rzucił się w kierunki Belli, która tylko się zaśmiała i wzmocniła więzy. Black zapiszczał, czując ból miażdżący jego żebra.
- Czarny Pan będzie zachwycony – twarz kobiety rozpromieniła się. – Jeśli ten bachor w salonie to naprawdę Potter, chętnie zobaczę, jak przyglądasz się jego śmierci. Albo najpierw zabiję cię na jego oczach? Drugi raz…
Przeniosła nieruchome ciało kuzyna z powrotem do salonu. Tam zobaczyła Lucjusza i Dracona, przyglądających się uważnie więźniom. Na twarzy bratanka dostrzegła strach.
- Czy to on, Draco? – Zapytała i chłopak drgnął.
- Nie jestem pewny – wyszeptał pokonanym tonem.
- Ale to na pewno jest ta szlama Granger, prawda?
- Tak, to Granger – wykrzyknął Lucjusz. – A obok niej leży Potter, tak sądzimy. Potter i jego przyjaciele, złapani po miesiącach trudów.
- Oczywiście, że to oni. Złapałam właśnie zdrajcę krwi – wskazała psie ciało zawieszone w powietrzu za jej plecami. – Syriusz Black, cały i zdrowy.
Jej śmiech wstrząsnął zgromadzonymi. Lucjusz wywrócił oczami z politowaniem, Draco odsunął się od swojej szalonej ciotki. Narcyza spojrzała na psa pięknymi niebieskimi oczami.
-Syriuszu? – Wyszeptała, z mieszanką strachu i litości w głosie.
Bellatrix odchyliła rękaw swojej szaty, ujawniając Mroczny Znak wypalony na skórze, tuż poniżej łokcia. Wszyscy zrozumieli, co chciała zrobić.
- Właśnie miałem go wezwać – przerwał jej Lucjusz, zamykając silną dłoń wokół jej nadgarstka, zanim zdołała dotknąć znaku. – Ja go wezwę. Potter został przyprowadzony do mojego domu, więc do mnie należy ten obowiązek.
- Obowiązek! – Bella wyswobodziła rękę. – Straciłeś kontrolę nad sytuacją, kiedy straciłeś różdżkę. Jak śmiesz mnie dotykać? Zabierz łapy!
Nagle przestała się rzucać. Jej ciemne, szalone oczy dostrzegły w kącie salonu coś, czego w ogóle nie powinno tam być. Trzymał to jeden ze szmalcowników, nadal czekający na zapłatę. Zatrzymała Lucjusza, który zadowolony z jej kapitulacji, chciał dotknąć swojego Mrocznego Znaku.
- Stój! Nie dotykaj tego, bo Czarny Pan zabije nas wszystkich!
Malfoy Senior zastygł z palcem wskazującym tuż nad tatuażem.
- Co to jest? – Bellatrix warknęła na szmalcownika.
- Miecz.
- Oddaj mi go.
- On nie jest twój, panienko. Ja go znalazłem, więc jest mój.
Po ogłuszającym trzasku Syriusz zobaczył błysk czerwieni i już wiedział, że Bellatrix ogłuszyła szmalcownika. Jego znajomi zawyli z gniewu, a Scabior wyciągnął różdżkę.
- W co ty grasz, kobieto?
- Expelliarmus! – Rozbroiła grupę, po czym szybko ich wyeliminowała z pojedynku. – Drętwota!
- Gdzie znaleźliście ten miecz? – Wrzeszczała, rzucając Scabiorem o podłogę i ściany salonu. – Snape umieścił go w moim skarbcu, w Gringotcie!
- Był w ich namiocie – wycharczał Scabior.
- Draco, usuń tych parszywych nierobów sprzed moich oczu – nakazała siostrzeńcowi. – Jeśli nie masz jaj, żeby ich zabić, zostaw ich mnie.
- Nie waż się mówić w ten sposób do Dracona – zaczęła gniewnie Narcyza, ale Bella przerwała jej wrzaskiem.
- Stul dziób! Znajdujemy się w bardzo poważnej sytuacji, Cyziu. Mamy ogromny problem.
Stała pośrodku salonu, wyprostowana, dysząc z napięcia. Uważnie przyglądała się rękojeści miecza. Po chwili spojrzała na niemych więźniów.
- Mają zniknąć w piwnicy, dopóki nie wymyślę, co robić. Glizdogonie, zabierz ich do lochów!
Słysząc to imię, Syriusz ponowił próbę oswobodzenia się z więzów. Paląca potrzeba rozgorzała w mężczyźnie. Chciał tylko zatopić kły w mięsie tego zdradliwego szczura.
- Zaczekaj – wstrzymała go. – Szlama i Syriusz zostają. Trzymajmy zdrajcę krwi z dala od Pottera.
Wiedziała, że izolacja sprawi im ból. Glizdogon zgarnął pozostałych więźniów do piwnicy, ignorując ich krzyki, kiedy Hermiona i Syriusz zniknęli im z oczu.
Młoda czarownica drżąc, ukrywała się w cieniu kolumny, kiedy Bellatrix dopadła do niej z uniesioną różdżką. Hermiona oddychała płytko, ze strachem, a kiedy próbowała zebrać się w sobie, przypomniała sobie rodziców Neville'a. Nie udało jej się odegnać przerażenia.
- Skąd wzięliście ten miecz? – Pytanie Bellatrix niosło w sobie obietnicę długich, bolesnych tortur. Zanim Hermiona zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Syriusz zaczął wierzgać w powietrzu łapami, próbując zsunąć z siebie więzy. Warczał i szczekał najgłośniej, jak potrafił. Niemal udało mu się zagłuszyć głosy, które z piwnicy wzywały imię dziewczyny.
- Zamknij się, ty pieprzony zdrajco krwi! – Wydarła się Bella. – Cyziu, zabierz go stąd, podczas gdy ja porozmawiam sobie z dziewczyną. Ona nic nie powie, dopóki on tak się zachowuje.
- Bella… - Narcyza patrzyła na Hermionę. – Ta dziewczyna…
- Narcyzo, wyjdź – warknął na żonę Lucjusz, mrużąc oczy. – Draco, idź z matką.
Draco westchnął z irytacją, ale delikatnie złapał łokieć Narcyzy i pokierował ją do sąsiedniego pokoju, jednocześnie lewitując psa.
Gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi salonu, Syriusz, mimo więzów, przybrał ludzką postać. Spojrzał hardo w niebieskie oczy kuzynki i szare oczy jej syna. Szare, jak jego własne. Nigdy wcześniej nie widział takiego podobieństwa do rodu Blacków w Draconie, jak w tym momencie. A jednak, blondyn był odbiciem swojego ojca.
- Cyziu, wypuść mnie – błagał. – Wiesz, że tak nie powinno być.
- Syriuszu, proszę, bądź cicho – odwróciła się do niego plecami. – Nie wiesz, w jakim jesteśmy niebezpieczeństwie. Nie wiesz, co właśnie sprowadziłeś na mój dom.
- Co ja sprowadziłem?! Cyziu! Zostaliśmy pojmani i sprowadzeni tutaj wbrew własnej woli. Znasz Bellę. Wiesz, co ona zrobi. Pozwolisz jej…
Jego słowa zostały przerwane przez głośny krzyk Hermiony. Oczy Syriusza rozszerzyły się w zrozumieniu pomieszanym w równej mierze ze strachem i gniewem. Pobladł strasznie.
- Nie, nie! – Wrzasnął. – Hermiona! Cyziu! Ona ją torturuje!
- Wiem – wyszeptała kobieta.
- Wypuść mnie – zażądał. – Cyziu, zrób to, co do ciebie należy. Chociaż raz w życiu!
- Nie mogę, Syriuszu. Zabiją nas, jeśli cię wypuszczę – popatrzyła na kuzyna ze łzami.
- Już jesteście martwi – krzyknął, przenosząc wzrok między Narcyzą i jej synem. – Jesteś więźniem we własnym domu, twój mąż został pozbawiony różdżki, a syn naznaczony na całe życie. Cyziu, wypuść mnie, a będę mógł ci pomóc.
- Nie można mi pomóc – potrząsnęła głową.
- Mamo, może… - Draco próbował coś powiedzieć, ale jemu również przerwały krzyki dobiegające z salonu.
- Przykro mi, Syriuszu.
- Mi też, kuzynko – mężczyzna spojrzał w przerażone oczy Narcyzy z nagłą determinacją. – Invocato Vita Debitum.
- Co ty robisz? – Narcyza westchnęła, czując ciężar na piersi.
- Uratowałem ci życie. Masz u mnie dług życia. I teraz wzywam cię do jego spłacenia, czy tego chcesz, czy nie.
- Syriuszu… - jej głos się załamał.
- O czym on mówi? – Draco zadał pytanie matce.
Black rzucił kuzynce ostre spojrzenie, wskazujące, że jego cierpliwość jest na wyczerpaniu.
- Uwolnij go – nakazała synowi. – Kuzynie, co możesz zrobić, żeby zapewnić nam bezpieczeństwo?
Draco w międzyczasie wyciągnął swoją różdżkę i zdjął z Animaga więżące go liny. Mężczyzna natychmiast wstał i zbliżył się do drzwi.
- Zostańcie tutaj – poprosił, zmieniając się w psa. Cały czas nie miał swojej różdżki, a pomimo całej swojej mocy, nie mógł się równać z Bellatrix.
Wślizgnął się do salonu i natychmiast w jego nozdrza uderzył zapach świeżej krwi. Jego oczy rozszerzyły się, gdy spostrzegł ciało Hermiony rozciągnięte na podłodze. Płakała z bólu, a na nieskazitelnej dotąd skórze przedramienia Syriusz widział wyryte litery, układające się w znajomą ranę. Nie, pomyślał. Nie tak. Nie tutaj. Nie dzisiaj.
Napędzała go furia, kiedy bezszelestnie zbliżał się do nieświadomej Belli. Dopiero w ostatniej chwili zawarczał nisko i patrzył, jak zaskoczona kobieta odwraca się do niego z wyciągniętą różdżką. Pies rzucił się na nią, przygważdżając do podłogi, wytrącając różdżkę z dłoni. Przez chwilę wyglądała na przerażoną i Syriusz na ułamek sekundy wyobraził sobie, jaką miałaby minę, gdyby ponownie zesłano ją do Azkabanu. I wtedy przypomniał sobie, co Remus powiedział Harry'emu wiele miesięcy temu.
„Harry, skończyły się czasy, kiedy możesz rozbroić przeciwnika!"
Skończyły się też czasy litości dla wroga.
Spojrzał w bok, na ciało Hermiony, leżące bezwładnie na podłodze i ponownie zawładnęła nim furia. Obnażył ostre kły, otwierając paszczę wystarczająco szeroko, żeby zanurzyć zęby w karku kobiety. Bellatrix próbowała krzyczeć, ale zamarła, kiedy Syriusz zacisnął szczęki i wydarł z jej ciała spory kawał mięsa.
- Crucio!
Syriuszem zawładnął ból. Czuł się tak, jakby tysiące noży raniły go w tym samym momencie. Spojrzał w górę i zobaczył Lucjusza Malfoy'a z różdżką Hermiony w dłoni, gapiącego się na niego z grymasem wściekłości i zadowolenia jednocześnie. Między powarkiwaniem z wściekłości i pojękiwaniem z bólu, Syriusz przypomniał sobie sytuację, kiedy jasnowłosy Śmierciożerca w identyczny sposób trzymał go pod różdżką. Mała blizna po lewej stronie arystokratycznego nosa Lucjusza była dowodem, że tamtą walkę przegrał.
- Narcyzo! – Przywołał żonę z drugiego pokoju. – Czas, żebyś potwierdziła swoją lojalność wobec mnie, moja kochana. Twój zdradziecki kuzyn właśnie zamordował twoją siostrę. I chociaż ja nie mam nic przeciwko temu, Czarny Pan nie będzie zadowolony.
- Bella… - Wyszeptała Narcyza, patrząc na ciało siostry.
- Zabij psa – rozkazał Lucjusz.
- Lucjuszu… - Kobieta potrząsnęła przecząco głową.
- Zrób to dobrowolnie, albo cię zmuszę – zagroził żonie.
- Nie – postawiła się mężowi po raz pierwszy w życiu. – Przez dwadzieścia lat trzymałeś mnie pod Imperiusem. Mam dość bycia twoją marionetką.
- Ty podła… - Śmierciożerca uniósł różdżkę w kierunku żony. – Avada…
- Sectumsempra! – Głos zza jego pleców przykuł uwagę Lucjusza i mężczyzna odwrócił się, żeby lodowatym wzrokiem spojrzeć na osobę, która go zaatakowała. Różdżka Hermiony wypadła z bezwładnej nagle dłoni Malfoy'a, a jego doskonale skrojoną koszulę zalała krew.
Gdy ciało Lucjusza upadło na ziemię, wzrok Syriusza przemieścił się wzdłuż wyciągniętej głogowej różdżki, dłoni, ramienia, aż dosięgnął równie lodowatego wzroku Dracona, który obojętnie patrzył na martwego ojca.
