Od tłumaczki: Witam we wtorkowe przedpołudnie. Przedstawiam rozdział dziewiąty. Wrażliwe oczy proszę o czytanie przez palce, bo Syriusz i Draco lubią przerzucać się obelgami. Poza tym mamy pierwsze pokrętne tłumaczenie, o co może chodzić w całym fanficku – wczytajcie się uważnie w ten fragment, kiedy Remus i Syriusz rozmawiają nad szklaneczką whisky o magii czasu.
ROZDZIAŁ 9 – CHCIAŁBYM, ŻEBYŚ ZNISZCZYŁ TE RÓŻDŻKI
27 marca 1998
Dwór Malfoy'ów – rezydencja rodziny Malfoy'ów, kwatera główna Śmierciożerców
- Hermiona? Kochanie? – Syriusz ponownie przybrał postać człowieka i przyczołgał się do leżącej obok niego czarownicy. Delikatnie przytrzymał jej głowę, przebierając palcami w gęstych, orzechowych włosach. Jej powieki zadrżały i mężczyzna czule pogłaskał kciukiem skórę policzka. – Hermiona? Jesteś w stanie coś powiedzieć?
- Syriuszu? – Zadrżała pod wpływem skutków ubocznych Cruciatusa. – Co się stało?
Rozejrzała się po salonie i zauważyła kilka nieruchomych ciał, dużo krwi i zaniepokojonych Narcyzę i Dracona Malfoy'ów, wpatrujących się w nią intensywnie.
- Wszystko z nią w porządku? – Zapytał Draco i Hermiona bardzo się zdziwiła, czując troskę, która pojawiła się w jego głosie i spojrzeniu.
- Będzie dobrze, jak tylko odpocznie i wyzdrowieje – Black westchnął z ulgą.
- Musisz wszystkich stąd zabrać – nakazał Malfoy. – Jak najszybciej. Ja muszę powiadomić Czarnego Pana.
Uniósł rękaw szaty, pokazując swój Mroczny Znak, ale go nie dotykając.
- Słucham? – Syriusz zawarczał na chłopaka.
- To nie tak, jak myślisz – Draco uniósł obie dłonie, zanim Animag zdecydował się zrobić użytek z resztek furii, która napędzała go przy zabójstwie Bellatrix. – Jestem po waszej stronie.
- Gówno prawda – Black zmrużył oczy.
- W sejfie mam schowane Veritaserum, jeśli chcesz się upewnić – zaproponował blondyn i Syriusz przez chwilę nie mógł się zdecydować. Poczuł, jak dłoń Hermiony zwija się w pięść na jego koszuli, kiedy chwycił ją kolejny spazm bólu.
- Leć – powiedział szybko, zastanawiając się, czy dokonał dobrego wyboru.
- Gdzie są Harry i Ron? – Zapytała cicho dziewczyna. – I czy dobrze słyszałam, że Malfoy jest po naszej stronie?
- Najwidoczniej tak – mężczyzna delikatnie położył jej głowę na kamiennej podłodze. – Podniósłbym cię, kochanie, ale w tym momencie każdy ruch sprawi ci ból. Musisz zostać na podłodze, aż przyjdzie czas, żeby stąd uciekać. Wtedy zaszyjemy się gdzieś, gdzie wyzdrowiejesz.
- Tego nie wyleczymy, prawda? – Spojrzała na swoje ramię i kilka łez uciekło spod nagle zaciśniętych powiek. Syriusz warknął, patrząc w to samo miejsce.
- Nie. Zostanie blizna. Ostrze było przeklęte – odwrócił od niej wzrok. – Przepraszam.
- Ja też przepraszam – Narcyza uklękła obok nich z poduszką w dłoniach. Pokazała kuzynowi, co chciałaby zrobić, bo nie odważyłaby się dotknąć dziewczyny z nadopiekuńczym Animagiem w pobliżu. Syriusz podniósł ponownie głowę Hermiony i Narcyza zrobiła, co mogła, żeby ranna poczuła się nieco wygodniej. – Co teraz, Syriuszu?
- Czekamy na twojego dzieciaka – odpowiedział, przenosząc uwagę na kobietę. – Mówił prawdę?
- Nie wiem – przyznała. Po jej policzkach spłynęło kilka łez. – Nie wolno mi było uczestniczyć w spotkaniach. Draco zawsze był na nich ze swoim ojcem. Przy nim i innych Śmierciożercach zachowywał się inaczej. W domu, przy mnie, zawsze był dobrym, uprzejmym chłopcem. To, że Lucjusz zaciągnął go do wewnętrznego kręgu i dał oznaczyć jak bydło, złamało mi serce. Powinnam była cię posłuchać lata temu.
- Mam – Draco ponownie wkroczył do salonu, ale zanim miał okazję dotrzeć do Syriusza, za jego plecami zrobiło się zamieszanie.
- Expelliarmus – głogowa różdżka wyleciała z dłoni młodego Malfoy'a. Blondyn odwrócił się z grymasem gniewu i zobaczył Harry'ego Pottera z nieodłącznym Ronem u boku. Obaj celowali w nieuzbrojonego Dracona, który ponownie uniósł obie dłonie w geście poddania.
- Robisz błąd, Potter – wysyczał Malfoy. Nie był ważne, po której stał stronie, nigdy nie będzie potrafił znieść Gryfona. – Zapytaj swojego cholernego ojca chrzestnego.
- Syriuszu? – Harry przeniósł spojrzenie na Animaga i dopiero wtedy dostrzegł leżącą na podłodze czarownicę. – Hermiona!
- Wszystko w porządku – powiedziała słabo. – Słuchaj Syriusza.
- Co się dzieje? – Zwrócił się do Blacka.
- Po pierwsze, gdzie jest Glizdogon?
- Nie żyje – odezwał się zza ich pleców Ron, nadal celując różdżką w jasnowłosego Ślizgona. – Próbował zabić Harry'ego, a wtedy przypomnieliśmy mu, że ma wobec niego dług życia. Kiedy Glizdogon puścił Harry'ego, jego srebrna ręka zwróciła się przeciwko niemu i go udusiła.
Syriusz nie wiedział, jak przełknąć tę informację. Mężczyzna, którego kiedyś uważał za przyjaciela, nawet brata, był martwy. Ten sam człowiek był jednak przyczyną sytuacji, w której się teraz znajdowali. Był powodem śmierci Lily i Jamesa. Powodem, dla którego stracił dwanaście lat w Azkabanie. Powodem, dla którego Voldemort powrócił. Nie, Syriusz nie będzie opłakiwał Petera.
- To w sumie dobrze – odezwał się Draco. – Uwiarygodni moją historyjkę.
- O czym on mówi? – Dopytał Harry.
- Jeśli twoja łasiczka przestanie we mnie celować, może ci powiem – odparł sarkastycznie Ślizgon. – To jest Veritaserum. Podaj fiolkę Granger, która to potwierdzi.
Ron wyrwał buteleczkę z eliksirem z rąk Dracona i rzucił do Syriusza, który delikatnie podał naczynie czarownicy. Dziewczyna uważnie obejrzała bezbarwny płyn, po czym odkorkowała butelkę i powąchała.
- Nie ma zapachu.
- Oczywiście, że nie ma. To Veritaserum – Draco wywrócił oczami z politowaniem.
- To jakaś sztuczka – warknął Weasley. – Trucizna.
- Niech ktoś wyjaśni Królowi Wieprzlejowi, dlaczego to bzdura.
- Bo Veritaserum nie jest dla nas – odezwał się Black. – Jest dla niego.
- Wypiję trzy krople, a wy zobaczycie, czy padnę martwy. Jeśli nie, jedno z was również wypije trzy krople, żeby potwierdzić, czy to rzeczywiście jest Serum Prawdy – zaproponował Malfoy. – Zgadzamy się? Bo, szczerze mówiąc, nie mamy czasu na zastanawianie się.
- Podajcie mu fiolkę – nakazał Harry.
Syriusz podniósł się powoli i przekazał buteleczkę Draconowi, który korzystając z zakraplacza odmierzył dokładnie trzy krople i położył sobie na języku. Chłopak chciał udowodnić swoją przynależność do ich strony, ale nie miał zamiaru być pożywką dla żartów Pottera i Weasley'a, gdyby eliksir utrzymał się dłużej w jego organizmie.
- Tylko Black może zadawać pytania – ostrzegł ich, oddając fiolkę Syriuszowi, który z kolei podał ją Harry'emu.
- Teraz jedno z nas… - Wymamrotał Gryfon, otwierając buteleczkę, ale zanim miał możliwość połknięcia choć kropli eliksiru, Hermiona wyrwała mu naczynko z rąk.
- Oszalałeś? Nie wolno ci się tak narażać – fuknęła na przyjaciela i zanim ktokolwiek mógł ją zatrzymać, połknęła trzy krople Serum Prawdy. Harry i Syriusz spojrzeli na nią z przestrachem, ale po kilku sekundach ich emocje opadły. Hermiona zmierzyła przyjaciół uważnie. – Ktoś zada mi jakieś pytanie?
- Co się z tobą stało na drugim roku, kiedy spaprałaś Eliksir Wielosokowy? – Wypalił Ron, zanim pozostali czarodzieje wymyślili jakieś normalne pytanie. Hermiona tylko obróciła głowę i obdarzyła przyjaciela najbardziej morderczym spojrzeniem, jakie kiedykolwiek mu rzuciła. Harry odwrócił głowę ze śmiechem.
- Nie spaprałam eliksiru – odpowiedziała niechętnie, jakby słowa same formowały się na jej ustach. – Przypadkiem dodałam do swojej dawki koci włos zamiast ludzkiego i zmieniłam się w kota. A ty, Ronaldzie Weasley, już nie żyjesz!
- Zmieniła się w kota? – Syriusz poszukał potwierdzenia u roześmianego chrześniaka.
- Potwierdzam, że to jest Veritaserum – dodał Ron. – Hermiona nigdy nie powtórzyła tej historii nikomu innemu.
- Po co warzyliście Eliksir Wielosokowy na drugim roku? – Draco skorzystał z okazji, wiedząc, że Hermiona nadal przebywa pod wpływem Serum Prawdy.
- Bo myśleliśmy, że jesteś, albo przynajmniej wiesz, kto jest Dziedzicem Slytherina, więc Harry i Ron zmienili się w Crabbe'a i Goyle'a, żeby cię przesłuchać – wyrzuciła z siebie czarownica i natychmiast zakryła usta dłonią.
- I to mi nie można ufać? – Warknął Ślizgon. – Dobra, Black, zaczynaj przesłuchanie, bo skończy się okres działania eliksiru. Ale zaznaczam, że jak wygramy tą wojnę, będę miał kilka pytań.
Wskazał dłonią Harry'ego i Hermionę, celowo pomijając postać Rona, nadal stojącego z różdżką wycelowaną w tors Malfoy'a.
- Gdzie leży twoja lojalność?
- U mojej matki.
- Nie u Śmierciożerców?
- Nie.
- Jesteś Śmierciożercą?
- Technicznie rzecz biorąc, tak – odpowiedź wyszła zza zaciśniętych zębów.
- Co to znaczy, że jesteś po naszej stronie?
- Z końcem czwartego roku zostałem zwerbowany jako szpieg. Wszyscy spodziewali się, że ojciec wciągnie mnie do wewnętrznego kręgu, dlatego stałem się ważnym nabytkiem. Od tamtego czasu obserwowałem Śmierciożerców i przekazywałem zebrane informacje Zakonowi Feniksa.
- Kto cię zwerbował?
- Severus Snape.
- Pozwólcie mi go ogłuszyć! – Wydarł się Ron, przysłuchujący się tej beznamiętnej wymianie zdań.
- Severus Snape to pierdolony zdrajca – warknął Syriusz. – Zamordował Dumbledore'a!
- Nie – Draco potrząsnął głową. – Ja… Nie znam wszystkich szczegółów, ale zostałem poinformowany o porozumieniu między Snapem i Dumbledorem. Kiedy rozkazano mi zabić dyrektora, Snape odciągnął mnie na bok i powiedział, że mam wypełnić swoją misję najlepiej jak mogę, ale nie zabijać Dumbledore'a, tylko poczekać na niego. Wolno mi był tylko rozbroić dyrektora. Nie wiedziałem, że Snape zamierza go zabić.
- To wszystko prawda – przyznała Hermiona, nieco zaszokowana.
- Nawet jeśli Snape zdradził wasz ukochany Zakon, ja nadal jestem lojalny.
- Udowodnij to – warknął Ron.
- Udowodnij? Jestem pod wpływem Veritaserum, ty pieprzony palancie.
- Zrobiłeś w ostatnim czasie coś, co liczy się na korzyść Zakonu? – Zapytał spokojnie Harry, przypatrując się Ślizgonowi.
Draco wziął głęboki oddech, po czym odwrócił się do Hermiony.
- Twoi rodzice dotarli do Australii – powiedział triumfująco. Czarownica zdusiła okrzyk przerażenia. – Nie powinni byli wyjść żywi z samolotu, tak dla jasności. Tyle wystarczy?
- Puść go – nakazała Hermiona.
- Hermiono, nie mówisz poważnie!
- Natychmiast – warknęła.
- Jaki masz plan? – Zapytał Potter.
- Uciekniecie stąd razem z moją matką. Ja przyciągnę tu ciało Greybacka – wskazał ciało Belli. – Została zagryziona. Czarny Pan nie musi wiedzieć, przez kogo. Wezwę go, jak stąd odejdziecie i złożę raport, że Greyback i Scabior nas zaatakowali, kiedy Bellatrix odmówiła im zapłaty. Walczyliśmy, szmalcownicy zginęli, a wy uciekliście, bo Glizdogon nas zdradził. Pasuje?
- Uwierzy ci? – Upewniła się Hermiona.
- Jestem wyśmienitym Oklumentą – wyjaśnił arogancko. – Ale moja matka nie jest. Dlatego zabieracie ją ze sobą.
- Nie odejdę bez ciebie – odparowała Narcyza.
- Nie pytałem o zdanie – Draco rzucił jej takie spojrzenie, jakby jej nieumiejętność ochrony umysłu osobiście go obrażała. – Jesteś teraz zdrajcą krwi. Musisz się ukryć.
- A twój ojciec? – Syriusz spojrzał na ostatnie ciało.
- Potter go zabił – odpowiedział bez wahania Draco. – Czarny Pan wie, że dobrze posługuje się Sectumsemprą.
Ślizgon spojrzał z niechęcią na swojego rywala, po czym zatoczył dłonią szeroki łuk.
- Zabierzcie wszystkie różdżki. Matko, ty oddaj mi swoją.
- Dlaczego nie weźmiesz swojej? – Harry wyciągnął głogową różdżkę w stronę Dracona.
- Priori Incantatem – wyjaśnił. – Jeżeli Czarny Pan by mnie podejrzewał, na pewno sprawdzi moją różdżkę. Bardziej prawdopodobny scenariusz wygląda tak, że mnie rozbroiłeś, zabiłeś Lucjusza moją różdżką, a ja zabrałem różdżkę matki, gdy uciekała. A propos uciekania, zabierzcie ze sobą Ollivandera, goblina i tamtą dwójkę.
Ron i Harry wymienili spojrzenia.
- Co?
- Ich już tu nie ma – przyznał Harry.
- Jak?
- Zgredek ich zabrał. Skrzaty domowe mogą Aportować się do miejsc, do których nie mają dostępu czarodzieje.
- Zgredek bardzo chętnie pomógł wielkiemu Harry'emu Potterowi – zaskrzeczał nad nimi. Wszyscy skierowali wzrok na sufit, gdzie na wielkim kryształowym żyrandolu bujała się mała postać. Skrzat uśmiechnął się lekko, patrząc na martwe ciało swojego poprzedniego właściciela. Jego wielkie uszy zadrżały.
- Zgredku? Możesz Deportować stąd taką dużą grupę? – Zapytał Harry, wskazując dłonią swoich towarzyszy. Skrzat rozpłynął się w powietrzu i zmaterializował tuż przez chłopakiem. Przez moment patrzył oceniająco na Dracona, ale zadowolony ze swoich oględzin, uśmiechnął się i ujął dłoń Gryfona. Pozostali również połączyli dłonie i w końcu czekali tylko na Narcyzę, żegnającą się z synem.
- Jeśli o czymś usłyszę, wyślę Patronusa – obiecał Ślizgon.
- Malfoy potrafi wywołać Patronusa? – Westchnął Ron. – Jaką przyjmuje postać? Fretki?
- Wynoście się – warknął Draco i zanim Ron zdążył mu coś odpowiedzieć, Zgredek Deportował ich z Dworu Malfoy'ów.
Ostatni potomek rodu Malfoy'ów westchnął głęboko po ich zniknięciu i szybko przywlókł do salonu ciało Greybacka. Zrzucił je bezceremonialnie na Bellatrix, a potem różdżką swojej matki rzucił na nie Zaklęcie Zabijające. Następnie skierował się na zewnątrz, żeby dokończyć dzieła na nieprzytomnych szmalcownikach.
wWwWwWwWwWwWw
4 kwietnia 1998
Dom Tonksów – aktualne miejsce pobytu Andromedy, Tonks i Remusa Lupina
Grupa, obecnie bardzo liczna, od tygodnia przebywała w małej chatce Billa i Fleur. Trzy pokoje gościnne zostały przydzielone rannym, Gryfkowi, Ollivanderowi i Hermionie, która nalegała, żeby dzielić pokój z Luną. Dean, Ron i Harry przydzielili sobie miejsca na podłodze w salonie. Syriusz z kolei odprowadził Narcyzę do domu Andromedy. Najpierw jednak wysłał Patronusa do Remusa, gdyż wiedział, że Lupinowie mieszkają z jego kuzynką i Remus wziął sobie do serca słowa Syriusza o ochronie domu – wobec czego był Strażnikiem Tajemnicy, który musiał zgodzić się na wstęp Narcyzy do domu swojej teściowej. Nie miał na to ochoty, ale Syriusz dał słowo, że kuzynka będzie się zachowywać poprawnie.
Siostrom udało się w końcu pogodzić, chociaż wymagało to sporej ilości wrzasków z obu stron. Syriusz tylko jęknął, bo w końcu on obiecał, że Narcyza będzie się zachowywać. Dopiero, kiedy kobiety odkryły, że obie niedawno owdowiały, rzuciły się sobie w ramiona ze łzami w oczach. Andromeda kochała swojego męża i z powodu swojej miłości do niego, została odrzucona przez całą rodzinę, ale był tego warty. Narcyza bała się swojego męża i przez niego straciła poczucie własnej wartości, ale był wart jej życia, ze względu na Dracona.
Syriusz wzniósł wokół domu Andromedy bardzo skomplikowane tarcze, tylko po to, żeby chronić swoje kuzynki. Bill Weasley, profesjonalny łamacz klątw, potwierdził ich odporność. A pomimo swojego ciężarnego brzucha, Tonks, Auror w swoim żywiole, również chciała przetestować tarcze. Pozostałe kobiety zdecydowały się na herbatę w kuchni, zaś Syriusz i Remus zeszli do piwnicy na szklaneczkę whisky.
- Jak się mają? – Zapytał Remus.
- Chciałeś zapytać, jak ona się ma? – Syriusz spojrzał na przyjaciela zmęczonym wzrokiem.
- Moje serce jest na tyle duże, żeby czuć się odpowiedzialnym za każde z nich.
- Wiedziałeś, prawda? O Dworze Malfoy'ów, o Bellatrix?
Lupin przytaknął.
- I nigdy mi nie powiedziałeś – warknął Animag. – Mogłem do tego nie dopuścić. Byłem tam, gdybym wiedział, kiedy to się stanie, w jakich okolicznościach…
- Nie zrobiłbyś więcej, niż zrobiłeś – odparował wilkołak nieco ostrzej niż zamierzał. – Pokazała mi to wspomnienie w Myślodsiewni. Kiedy zauważyłem jej blizny, zapytałem o nie. Wtedy opowiedziała mi o wszystkim. Błagała mnie, żebym ujawnił ci to dopiero, gdy uznam, że przyjdzie na to czas, ale sama stwierdziła, że minie co najmniej dziesięć lat. A potem związała mnie Przysięgą Wieczystą i zabroniła wspominać o Bellatrix i Dworze. Obiecała, że przysięga odpuści, jak wydarzenia przeminą.
- Czemu, do kurwy nędzy, tak postąpiła? – Syriusz odstawił pustką szklankę z trzaskiem.
- Jeśli dobrze pamiętam wspomnienie, które mi pokazała, Bellatrix poinformowała ją, że jeśli nie będzie współpracować, zacznie się znęcać nad tobą, a potem nad Harrym.
- Powinienem był wiedzieć. I przypuszczać, że przez cały ten czas, moja kuzynka… - Black otoczył ramionami głowę. – Pamiętasz, jak opowiadałem ci o weselu Narcyzy? Ona… Nigdy nie widziałem jej takiej…
- Niespełna rozumu?
- Delikatnie powiedziane – Syriusz prawie się zaśmiał. Prawie.
- Ta sytuacja nie była powodem, dla którego nienawidziła Bellatrix – powiedział cicho Remus. – To, co działo się w Dworze Malfoy'ów w ogóle nie wpłynęło na jej uczucia do Belli. Nie chodziło o klątwę czy o jej ramię. Oczywiście, nie przysporzyło to Belli cieplejszych uczuć. Gdy powiedziała mi prawdę, zapytałem ją o powody jej nienawiści do twojej kuzynki.
- I?
- Ona znienawidziła Bellę przez ciebie – Lupin uśmiechnął się ze smutkiem. – Z powodu Zasłony.
- Zaczęła mieć koszmary – wyszeptał Black, ignorując chwilowo poczucie winy, które zagnieździło się w jego piersi. Nie chciał wiedzieć, że zawsze stawiała go na pierwszym miejscu, nawet przed własnym dobrem. Nie chciał rozmawiać o tym, że Hermiona świadomie się poświęciła, chcąc ocalić jego i Harry'ego przed klątwą Cruciatus.
- Zawsze miała koszmary – sprzeciwił się Remus.
- Nie – Syriusz potrząsnął głową. – Hermiona zaczęła mieć koszmary. To jest ich źródło. Ich początek.
- Może dlatego kazała mi dochować tajemnicy.
- Dlaczego tak myślisz?
- Zawsze się nami opiekowała – Remus cały czas się uśmiechał. – Otaczała nas troską, upewniała się, że zawsze mnie uleczono i nigdy nie byłem sam. Ale nocami była bezbronna. Dała nam możliwość, żebyśmy się nią zajęli.
Wilkołak sięgnął do opróżnionej szklanki przyjaciela i ponownie napełnił ją wodą ognistą. Przesunął pełne naczynie w stronę Animaga.
- A jeśli nie uda mi się jej ocalić? Jeśli nie ocalę żadnego z nich? – Głęboko w szarych oczach Syriusza migotało przerażenie.
- Widzisz, taka jest magia czasu – Remus próbował pocieszyć przyjaciela. – Utknęliśmy w pętli. Każdy moment tej pętli już się wydarzył, my go tylko przeżywamy na nowo. Fakt, że wszystko pamiętamy oznacza, że ona to wszystko przeżyła. Fakt, że nie była złamana, gdy do nas przybyła oznacza, że wojna skończyła się naszym zwycięstwem.
- Tęsknię za pesymistycznie nastawionym, zestresowanym Lunatykiem – Syriusz zagapił się na przyjaciela. – Jak możesz być tak spokojny, kiedy twoja żona za chwilę urodzi, a pełnia księżyca wypada za tydzień?
- Wiesz, dawka Eliksiru Uspokajającego, jaką przyjmuję od tygodnia normalnego człowieka powaliłaby na kolana – Lupin zaśmiał się i Black dopiero teraz zauważył głębokie cienie pod oczami wilkołaka oraz jego nienaturalnie rozszerzone źrenice. – Wypijmy za szybkie dochodzenie wilkołaków do zdrowia, stary.
wWwWwWwWwWwWw
13 kwietnia 1998
Muszelka – dom Billa i Fleur Weasley'ów
- Co chcesz z nimi zrobić? – Zapytała Hermiona, trzymając w dłoni kilka poskręcanych różdżek. Jej własna wróciła do niej, ale czarownica źle się z nią czuła, wiedząc, że tą różdżką Lucjusz Malfoy zadał ból Syriuszowi i prawie zabił swoją żonę. Ale należała do niej i dziewczyna używała jej z miłością, próbując zmyć z niej zło, które z niej wyszło.
- Złamać je – odpowiedział Harry.
- Jesteś pewien, że nie wybierzesz żadnej dla siebie? – Rzucił Ron, przyglądając się sparingowi przed Muszelką, w którym uczestniczyli Syriusz i Harry. Wszyscy mieszkańcy domu obserwowali, jak Harry próbuje rozbroić swojego ojca chrzestnego głogową różdżką, która wcześniej należała do Dracona, a teraz pewnie leżała w dłoni Pottera.
- Nie, ta mi wystarczy – odpowiedział chłopak, blokując zaklęcie wiążące, które podstępnie rzucił w jego kierunku Black. – Ollivander powiedział, że należy do mnie, przynajmniej na razie. Jej lojalność zmieniła się w momencie, gdy rozbroiłem Malfoy'a. To różdżka wybiera czarodzieja… Auć!
Harry spojrzał ostro na Łapę, który ugodził go w udo lekki zaklęciem żądlącym.
- A resztę złamiemy? – Upewniła się Hermiona.
- Tak, Hermiono. Te różdżki należały do Śmierciożerców i szmalcowników. Złamiemy je i będzie po problemie.
- Tak, rozumiem.
Czarownica oddała pęk różdżek Ronaldowi, zostawiając w swoich dłoniach jedną, charakterystyczną orzechową różdżkę z rdzeniem z włókna z serca smoka. Z mściwym uśmiechem złamała ją na pół, po czym skorzystała z własnej różdżki, żeby spopielić kawałki drewna. Czując się nieco lepiej, odebrała różdżki od Rona i wyciągnęła je w kierunku Luny i Deana, oferując im zadośćuczynienie za wszystko, co przeszli z rąk Śmierciożerców. Pozostałe różdżki chciała złamać za jednym razem, ale powstrzymał ją krzyk Harry'ego.
- Zaczekaj! Syriuszu, daj mi chwilę – powiedział do swojego ojca chrzestnego. – Mam lepszy pomysł. Zgredku!
Mały skrzat pojawił się z głośnym trzaskiem, patrząc na Harry'ego z uwielbieniem w wielkich, wyłupiastych oczach.
- Wielki Harry Potter wzywał Zgredka?
- Zgredku, chciałbym, żebyś zniszczył te różdżki – nakazał Harry, odbierając od Hermiony pęk sprawnych różdżek i wyciągając je w stronę skrzata.
- Harry Potter chce… - Oczy Zgredka zrobiły się jeszcze większe. Skrzat zaczął nerwowo potrząsać głową. – Nie, nie, nie… Skrzatom nie wolno dotykać różdżek. Nie wolno, nie wolno…
- Zgredku, nie pozwalam, żebyś zrobił sobie krzywdę – powiedział ostrzegawczo Harry, widząc, jak skrzat rozgląda się po podwórzu. – Zgredku, te różdżki nie należały do prawdziwych czarodziejów, tylko do słabych ludzi, którzy nadużywali magii w złych celach. Do ludzi, którzy nie mieli prawa nazywać się czarodziejami. Tymi różdżkami rzucano mroczne zaklęcia, krzywdzono innych ludzi i istoty. Korzystano z nich, żeby łapać i zniewalać. Myślę, że będzie sprawiedliwie, jeśli prawo do ich złamania otrzyma wolny skrzat domowy.
Hermiona uśmiechnęła się szeroko i zdecydowała się zignorować Syriusza, który tylko przewrócił oczami. Stojący za Hermioną Ron miał takie samo zdanie, jak Black. Luna wyglądała na bardzo zadowoloną takim obrotem spraw. Dean, Bill i Fleur z uśmiechami kiwali głowami do małego skrzata, dodając mu odwagi.
- Dalej, Zgredku – powiedziała Hermiona. – Jesteś lepszy niż ta banda Śmierciożerców.
- Skoro Harry Potter nalega…
Zgredek z wahaniem podszedł do wyciągniętego w jego stronę pęku bardzo dobrze wykonanych różdżek, różnokolorowych i wypełnionych różnymi rdzeniami, ale z jednakową historią zadanych śmierci i bólu. Bardzo wolno skrzat wyciągnął jedną z nich, czarną, wykonaną z drzewa wiązu. Hermiona natychmiast poznała, że należała do Scabiora, szmalcownika, który przywiódł ich do Dworu Malfoy'ów. Zgredek trzymał różdżkę w dwóch dłoniach, z zamkniętymi oczami, jakby się obawiał, że za chwilę spadną na niego ciosy za to, na co się waży. Kiedy nikt się nie poruszył, skrzat złamał różdżkę na pół i otworzył szeroko oczy, teraz lśniące od łez i zachodzącego słońca. Szeroki uśmiech przerodził się w radosny śmiech, kiedy Zgredek rzucił kawałki drewna pod stopy i zadeptał je.
Zachowując się, jakby znalazł swoje ulubione zajęcie na świecie, Zgredek chętnie sięgnął po kolejne różdżki, łamiąc je z coraz większym entuzjazmem, śmiejąc się i podskakując za każdym razem, gdy bezwartościowe kawałki drewna spadały na ziemię. Hermiona uśmiechała się równie szeroko, patrząc na radosnego skrzata domowego, a gdy skończyły się różdżki do zniszczenia, Zgredek rozejrzał się na boki, szukając jeszcze chociaż jednej. Harry zaśmiał się i wyciągnął dłoń do Zgredka.
- Dziękuję. Zdjąłeś z moich ramion ogromny ciężar.
- Zgredek zawsze chętnie służy wielkiemu Harry'emu Potterowi.
