Od tłumaczki: Przed nami trochę dłuższy rozdział, ale będzie dużo Dracona, trochę Snape'a i kolejni martwi Śmierciożercy. Wojna wchodzi w decydującą fazę, akcja przyspiesza. Nie jestem do końca zadowolona z tłumaczeń niektórych opisów, ale czytałam je kilkukrotnie i trudno mi wymyślić coś lepszego. W każdym razie, widzimy się w przyszłym tygodniu z rozdziałem jedenastym.

ROZDZIAŁ 10 – NIE JESTEŚ MORDERCĄ

30 kwietnia 1998

Muszelka – dom Billa i Fleur Weasley'ów

- Musi tam być – nalegała Hermiona. – Bellatrix była pewna, że włamaliśmy się do jej skarbca.

Dyskusja na ten temat toczyła się miedzy nimi od czasu ucieczki z Dworu Malfoy'ów. Zachowanie Belli wskazywało, że w swoim skarbcu u Gringotta przechowywała coś bardzo cennego, coś poza atrapą miecza Gryffindora. Nie mieli jednak możliwości, żeby wejść do środka. Ron zaproponował Eliksir Wielosokowy, ale nie mieli fragmentu ciała Belli, żeby któreś z nich się w nią zmieniło. Harry zasugerował, że mogą wrócić do Dworu Malfoy'ów, żeby znaleźć jej szczątki, ale Syriusz uznał to za zbyt ryzykowne posunięcie i się nie zgodził.

Hermiona chciała poprosić o pomoc Narcyzę, która w końcu należała do rodziny Bellatrix, ale Syriusz wytłumaczył, że Horkruks prawdopodobnie jest trzymany w skarbcu rodziny Lestrange, do którego Narcyza nie ma żadnych praw, nawet po śmierci siostry. Szczególnie, że mąż i szwagier kobiety nadal żyli. Wtedy Ron zaproponował wytropienie i zabicie braci Lestrange, co zostało zignorowane przez wszystkich obecnych w Muszelce.

Harry stwierdził, że można poprosić o pomoc Gryfka, ale Syriusz szybko wybił mu ten pomysł z głowy, samemu pamiętając swoje problemy z goblinami. Wyjaśnił, że Gryfek zdradziłby ich szybciej niż Stworek, gdyby miał szansę.

Dopiero, gdy stracili całą nadzieję, otrzymali Horkruksa w prezencie, zupełnie bez wysiłku.

Prezent pojawił się pod postacią srebrnego smoka, który wleciał z impetem do kuchni, kiedy już wszyscy poza Harrym, Ronem, Hermioną i Syriuszem spali. Smok unosił się przez moment w ciszy i Hermiona zatopiła się w spojrzeniu jego pięknych oczu. Potem przemówił głosem Dracona.

- Potter, mam coś, co może cię zainteresować. Czarny Pan rozkazał mi i wujkowi Rudolfowi odzyskanie cennego artefaktu ze skarbca Gringotta. Był wściekły nie tylko z powodu śmierci Bellatrix, ale również dlatego, że miecz Gryffindora zniknął właśnie z jej skarbca. Będziemy na Ulicy Pokątnej jutro w południe. Jeśli ta informacja coś wam mówi, oczekuję, że wpadnę w pułapkę jutro na schodach banku. Niech Black albo Granger atakują, twoja Łasiczka może przypadkiem skrzywdzić siebie.

- Dupek – Ron rzucił paskudne spojrzenie Patronusowi.

- Słyszeliście, co powiedział? – Oczy Hermiony zaświeciły entuzjazmem.

- Tak, słyszeliśmy fretkę – w głosie Ronalda wyraźnie wyczuwało się niechęć pomieszaną z zazdrością.

- To nie była fretka, tylko smok – zganiła go czarownica.

- Dlaczego akurat jemu przypadł smok? – Harry wahał się między entuzjazmem Hermiony i zazdrością Rona.

- Żartujecie sobie? – Dziewczyna przyjrzała się uważnie czarodziejom siedzącym razem z nią przy tym samym stole, nad którym rozwiał się Patronus. Zmrużyła niebezpiecznie oczy. – Malfoy podaje nam Horkruksa na srebrnej tacy, a wy zamiast się z tego cieszyć, użalacie się nad sobą, bo nie macie takiego fajnego Patronusa?

- Ja mam tylko głupiego psa – Ron zmarkotniał.

- Hej! To bolało – syknął Syriusz. – Mój Patronus też jest psem.

- Oczywiście, że jest psem, skoro ty jesteś psem – odparował Weasley.

- Moim Patronusem jest Rogacz, jak tata – dodał Harry, próbując się dowartościować.

- Wiec skąd u mnie wziął się pies? – Zapytał Ron. – Nie ma nic wspólnego ze mną.

- Do diabła, a myślisz, że moja wydra ma coś wspólnego ze mną? – Hermiona lekko klepnęła przyjaciela w tył głowy.

- Twój Patronus to wydra? – Syriusz wydawał się zszokowany tą informacją.

- Tak – przytaknęła i jej oczy zmrużyły się w szparki. – Chcesz coś na ten temat powiedzieć?

Zanim Black zdążył odpowiedzieć, przerwało im głośne pukanie do drzwi. Głowy siedzących odwróciły się w stronę Billa, zbiegającego ze schodów z wyrazem zmartwienia na twarzy i różdżką w dłoni. Harry, Ron, Syriusz i Hermiona wycelowali w drzwi.

- Kto tam? – Zawołał Bill.

- Remus John Lupin – odpowiedział im głos zza drzwi, mieszając się z dźwiękiem wyjącego wiatru. – Wilkołak, mąż Nimfadory. To ty, Strażniku Tajemnicy Muszelki podałeś mi adres na wszelki wypadek.

- Lupin – mruknął starszy Weasley i otworzył drzwi.

Remus dosłownie wpadł do domu. Jego twarz była biała, włosy rozczochrane przez wichurę, ciało owinięte w podróżną pelerynę. Wyprostował się i rozejrzał po kuchni, upewniając się, kto jest na miejscu.

- To chłopiec! – Wykrzyknął. – Daliśmy mu imię po ojcu Dory! Edward Remus Lupin.

Hermiona wydała z siebie radosny pisk i pobiegła do mężczyzny, obejmując go mocno.

- Gratulacje, Remusie!

- Tonks urodziła? – Upewnił się Syriusz z szerokim uśmiechem.

- Tak, tak, urodziła!

Cały pokój rozbrzmiał okrzykami zachwytu, gratulacjami i westchnięciami ulgi. Fleur uśmiechnęła się, wchodząc do kuchni.

- Gratulacje!

- Cholerka, dziecko! – Nadeszło od Rona.

- Tak… Tak, chłopiec – powtórzył Lupin, nadal oszołomiony swoim własnym szczęściem. Obszedł stół, ściskając najpierw Syriusza, a potem Harry'ego. Wydawało się, jakby noc w piwnicy przy Grimmauld nigdy nie miała miejsca.

- Zostaniesz jego ojcem chrzestnym? – Zapytał Harry'ego, gdy tylko wypuścił go z niedźwiedziego uścisku. Jego wzrok przesunął się po postaci Hermiony i otworzył usta, jakby chciał coś dodać, ale powstrzymał się.

- Ja? – Wyjąkał Potter.

- Tak, oczywiście. Dora też twierdzi, że nikt nie będzie lepszy…

- Hej! – Zawołał Syriusz, marszcząc brwi. – Przypominam, że w naszym gronie tylko ja mam jakiekolwiek doświadczenie w byciu ojcem chrzestnym.

- Biedny Syriusz – Hermiona zaśmiała się i podeszła do Animaga. Złożyła przyjacielski pocałunek w jego włosach i poklepała po ramieniu. Okazało się, że takie czułe podejście ma zbawienny wpływ na Blacka, który szybko zamilkł z ramionami skrzyżowanymi na piersi, pomrukując od czasu do czasu pod nosem.

Bill pospiesznie znalazł butelkę wina, a Fleur namawiała Remusa, żeby wraz z nimi wzniósł toast.

- Nie mogę zostać. Muszę wracać do Tonks – protestował Lupin. W nocy odmłodniał o kilkanaście lat. – Dziękuję, Bill.

Wkrótce wszystkie kieliszki były napełnione i czarodzieje wstali, żeby wypić za zdrowie nowego członka ich społeczności.

- Za Edwarda Remusa Lupina, Teddy'ego – powiedział wilkołak. – Czarodzieja z potencjałem!

- Czarodzieja? – Upewniła się Hermiona, jednocześnie doprowadzając do końca dyskusję, która prawie poróżniła przyjaciół na Grimmauld. Remus zauważył jej ton i jego uśmiech tylko się poszerzył.

- Tak, czarodzieja – przytaknął i musnął ustami jej policzek. – Dziękuję, Hermiono.

- Jak wygląda? – Zapytała Fleur.

- Ja uważam, że jest podobny do Dory, a ona uważa, że przypomina mnie.

- Biedny dzieciak – mruknął Syriusz i Hermiona rzuciła mu ostre spojrzenie. Remus tylko wybuchnął radosnym śmiechem.

- Nie ma zbyt wielu włosów. Jak się urodził, chyba były czarne, chociaż przysięgam, że w ciągu godziny zmieniły się w rude. Jak wrócę do domu, pewnie będą jasne. Andromeda mówi, że włosy Tonks zaczęły zmieniać kolor w pierwszej dobie życia – jednym haustem opróżnił swój kieliszek. – Nalej mi jeszcze jeden, żebym miał pretekst posłuchać, co u was.

Zanim Syriusz odpowiedział przyjacielowi, wymienił znaczące spojrzenia z najmłodszą trójką.

- Nic, czym powinieneś się martwić, Luniaczku. Teraz masz żonę i dziecko, którymi powinieneś się przejmować. Prawdę mówiąc, ponieważ bardzo mnie skrzywdziłeś, nie wybierając na ojca chrzestnego, wiem jak możesz otrzymać moje przebaczenie: zamknąć się z rodziną w strzeżonym domu.

- Na jak długo?

- Aż dostaniesz Patronusa – warknął Black. – Nie żartuję, Remusie. Ty i Tonks będziecie mogli wyjść z ukrycia dopiero wtedy, gdy dostaniesz znak ode mnie. Albo od Hermiony.

Tą ostatnią część dodał, bo sam nie był pewny, czy przeżyje.

- Dobrze, dobrze. Zajmę się zmienianiem pieluszek i karmieniem w nocy – wilkołak wstał od stołu, odmawiając kolejnego kieliszka wina. Owinął się peleryną. – Muszę wracać. Postaram się wpaść za kilka dni ze zdjęciami. Dora i Andromeda będą zadowolone, że się z wami zobaczyłem.

Zapiął zatrzask, żegnając się ze wszystkimi. Przytulił kobiety, wymienił uścisk dłoni z mężczyznami i wyszedł w ciemną, wyjącą noc.

- Ojciec chrzestny Harry – zaśmiał się Bill, klepiąc młodego Gryfona po plecach.

- Tak – Harry odwzajemnił uśmiech, nadal zaskoczony prośbą Remusa. – Syriuszu, co powinien robić ojciec chrzestny?

- Nie jestem aż tak doświadczony – smutek zatańczył w szarych oczach. – Po prostu się nim zajmujesz. Pilnujesz, żeby nie stała mu się krzywda. Pierwsze kilka lat jest całkiem proste, a potem musisz go tylko rozpieszczać.

Black próbował rozwiać ciężką atmosferę, która nagle zaległa nad stołem. Odłożył kieliszek z głuchym uderzeniem i cichym westchnięciem.

- Wystarczy tego rozczulania się – odkaszlnął. – Jutro napadniemy na Malfoy'a!

wWwWwWwWwWwWw

1 maja 1998

Ulica Pokątna – przed wejściem do Banku Gringotta

Prawdę mówiąc, plan był prosty.

Syriusz Aportował się na Ulicę Śmiertelnego Nokturnu i natychmiast zmienił w psa. W tej formie pognał do wylotu ulicy, skąd miał świetny widok na wejście do Banku Gringotta. Ron wyglądał jak początkujący Śmierciożerca z Durmstrangu, mając magicznie wydłużone czarne włosy oraz kozią bródkę tego samego koloru. Bardziej przypominał Karkaroffa niż Weasley'a. Tylko tyle byli w stanie wymyślić w tak krótkim czasie. Z kolei Harry i Hermiona czekali na sygnał Syriusza ukryci pod Peleryną Niewidką.

Zgodnie z planem, Ron był ich czujką. Miał przyciągnąć uwagę, podczas gdy Harry i Hermiona ogłuszą Lestrange'a i Malfoy'a, a Syriusz złapie to, co wynieśli ze skarbca. Wtedy Aportują się do Muszelki. Prawdę mówiąc, plan był prosty.

Nie wzięli pod uwagę tylko jednej rzeczy. Mianowicie, po przybyciu do Dworu Malfoy'ów Voldemort stracił całe zaufanie do Dracona. Zastał przy młodym Ślizgonie swoich dwóch najlepszych poruczników martwych, szmalcowników również martwych, gnijące ciało wilkołaka i na dodatek dowiedział się, że Narcyza uciekła. Zaatakował Dracona, zagłębiając się w jego umyśle w poszukiwaniu odpowiedzi. To, co zobaczył, obudziło jego furię. Złapano Harry'ego Pottera, tego był pewny. Voldemort zobaczył, jak Potter rozbroił młodego Dracona, jak Bellatrix torturowała szlamę. Urywki, kawałki, z których nie mógł złożyć pełnego obrazu sytuacji. Malfoy twierdził, że przez większość czasu przebywał w innym pokoju, pilnując wraz z matką innego więźnia – Syriusza Blacka, którego uwolniła Narcyza, kiedy Draco odwrócił się do nich plecami. Gorsze było to, że Glizdogon zdradził swojego pana i uwolnił Pottera, jego przyjaciół oraz Ollivandera. Jednak największym ciosem był jeden przebłysk wspomnienia, w którym Bellatrix spostrzegła miecz w rękach szmalcownika i wykrzyczała jedno słowo: skarbiec.

Voldemort wyładował swoją wściekłość na Draconie. Młody Malfoy leżał nieprzytomny przez tydzień, zanim w końcu się ocknął, żeby zobaczyć swoich wujków, Rudolfa i Rabastana Lestrange'ów, patrzących na niego z zawodem. Dzień po dniu skrzaty domowe pielęgnowały Ślizgona i przywracały go do zdrowia, a kiedy był na tyle silny, aby wytrzymać Cruciatusa bez omdlenia, otrzymał misję, którą mógł zmyć hańbę z nazwiska Malfoy.

Nikt nie przypuszczał, że Malfoy doszczętnie stracił zaufanie Czarnego Pana i szczegóły misji zmieniły się w ostatniej chwili. Rudolf nie był jedynym Śmierciożercą eskortującym Dracona do Gringotta.

Drzwi banku otworzyły się i Syriusza przywitał widok nie tylko Rudolfa Lestrange'a towarzyszącego młodemu Malfoy'owi, ale również Rabastana, Traversa, starszego Crabbe'a i Goyle'a. Sam Draco wyglądał nieswojo, kiedy schodził po schodach, rozglądając się uważnie. Śmierciożercy wiedzieli, że to może być pułapka i wykorzystali Ślizgona jako przynętę.

Ale nie mieli wyjścia. Draco trzymał pakunek w dłoniach, które wyglądały na świeżo poparzone. Syriusz aż zatrząsł się z gniewu, kiedy rozpoznał skutki kombinacji zaklęć Flagrante i Gemino, które zaznał jako ciekawskie dziecko, grzebiące w rzeczach rodziców. Wszystkie dzieci Blacków znały te zaklęcia. Były okrutne i bolesne, ale stanowiły świetną karę dla osób, które chciały wynieść coś z nie swojego skarbca.

Oczy Dracona uważnie skanowały otoczenie i chłopak szybko wypatrzył wielkiego, czarnego psa z nienaturalnie skoncentrowanymi oczami. To była jego jedyna szansa, więc z niej skorzystał. Trzymając w dłoni różdżkę swojej matki, rzucił na siebie niewerbalne zaklęcie tarczy i zanurkował pod nogami swojej obstawy. Syriusz, jakby wiedząc, co planuje syn jego kuzynki, w ułamku sekundy zmienił się w człowieka i posłał w tłum zaklęcie oszałamiające. Pierwsze trafiło w Crabbe'a, a drugie w Goyle'a.

Po drugiej stronie ulicy Harry i Hermiona puścili się biegiem w stronę walczących, rzucając zaklęcia i klątwy w kierunku Śmierciożerców. Czarownica zauważyła, że Draco rzucił na siebie zaklęcie iluzji i wycofał się z pakunkiem w dłoni. Zaklęcie za zaklęciem, i wkrótce okazało się, że walczyli jeden na jednego, Syriusz przeciwko Rudolfowi, a Ron przeciwko Traversowi. Harry i Hermiona próbowali unieszkodliwić Rabastana.

- Drętwota! – Harry posłał w stronę Śmierciożercy czerwony błysk, ale Lestrange zrobił zgrabny unik.

- Musimy to szybko skończyć! Przyciągamy za dużo uwagi i ktoś może wezwać pomoc – krzyknęła Hermiona do stojących najbliżej Harry'ego i Rona.

- Zepchnijcie ich w jedno miejsce – wrzasnął Syriusz i nastolatkowie skupili się na odepchnięciu Śmierciożerców do tyłu.

- Impendimenta! – Krzyknął Ron i jakimś cudem trafił Traversa w pierś, posyłając jego nieruchome ciało między nieprzytomnych Crabbe'a i Goyle'a. Chłopak natychmiast ruszył w stronę Syriusza, niosąc pomoc w jego walce z Rudolfem Lestrangem.

- Wiedziałem, że to ty, Black – krzyknął Rudolf. – Wiedziałem, że chłopak Malfoy'ów jest zdrajcą krwi i że moja Bella nie zginęła od kłów wilkołaka!

- Nie? Zginęła od kłów zwykłego psa – odparował Black.

- Zapłacisz mi za to – zawył Lestrange. – Avada Ked…

- Confundo Maxima – zawołała Hermiona zza pleców Harry'ego i trafiła Rudolfa zaklęciem konfundującym, zanim mógł dokończyć słowa klątwy. Mężczyzna potknął się o własne stopy.

- Petrificus Totalus – Ron dokończył walkę.

- Potrzebuję pomocy – krzyknął Harry, odpierając coraz bardziej zawzięte ataki Rabastana, rozwścieczonego krzykami brata. Rzucał w dwójkę nastolatków klątwą za klątwą. Ron kucał z tyłu, pilnując ciał nieprzytomnych Śmierciożerców, którzy w każdej chwili mogli się podnieść i wspomóc pozostałych.

- Crucio! – Klątwa o milimetry minęła policzek Hermiony, ale zanim dziewczyna miała jej doświadczyć ponownie, plecy Rabastana rozświetlił zielony błysk.

- Avada Kedavra – rzucił Draco, zdejmując z siebie zaklęcie iluzji. Ciało Rabastana potoczyło się po schodach, blade i bez życia.

- Co, do diabła, się tutaj stało, Malfoy? – Wrzasnął Ron, rzucając się na Dracona. – Wpakowałeś nas w pułapkę.

- Chyba mówiłem, żeby nie zabierać go na misję? – Syknął Ślizgon do Harry'ego, podając mu pakunek. – Zabierz to ode mnie. Mam przez to same problemy. Weasley, a gdybyś nie zauważył, w nic was nie wpakowałem. Wasza pieprzona jasna strona przysparza mi samych trudności.

- Biedaku – zadrwił Ron.

- Granger, zabierz stąd swojego chłopaka, zanim przefasonuję mu buźkę!

- Ronald! Natychmiast odpuść – nakazała, po czym zwróciła się do Malfoy'a. – On nie jest moim chłopakiem!

- Mam gdzieś szczegóły – wywrócił oczami. Spojrzał na Pottera, który trzymał w dłoniach piękny, złoty kielich z wygrawerowanym borsukiem. – O to chodziło?

- Tak – Harry przytaknął. – Wracajmy do Muszelki.

- Jeszcze nie – zatrzymał ich Draco i wskazał dłonią nieprzytomne ciała Śmierciożerców. – Chcecie, żeby was wyśledzili?

- Trzeba ich aresztować – postanowił Hermiona.

- Dobra, Granger, wezwę Aurorów – syknął Ślizgon. – Jeśli umknęło to twojej uwagi, wszyscy pracują dla Czarnego Pana.

- Odwróć się, jeśli nie możesz na to patrzeć – wymamrotał Syriusz, wchodząc po schodach i celując w przytomnego Rudolfa, który odpowiedział spojrzeniem tak morderczym, jak tylko w rodzinie Lestrange to możliwe.

- Syriuszu… - Jęknęła Hermiona, próbując pogodzić się z zabiciem nieuzbrojonego człowieka, Śmierciożerca, czy nie.

- Takie jest oblicze wojny, Granger – warknął Draco, celując w Traversa i wysyłając w jego stronę kolejną Klątwę.

- Syriuszu, proszę – błagała. Wiedziała, jak wygląda wojna. Wiedziała, że na wojnie ludzie umierają. I nie obchodziły jej martwe ciała Bellatrix i Lucjusza, leżące na podłodze Dworu Malfoy'ów. Ponieważ zginęli podczas walki, każde z różdżką w dłoni. To wyglądało na morderstwo, nie na obronę własną.

Black zacisnął zęby, podejmując decyzję. Nie poświęciłby im ani sekundy uwagi, ale wyraz jej oczu przywoływał wspomnienia i powodował ból. Opuścił różdżkę.

- Cholerni Gryfoni – warknął Malfoy i szybkim ruchem wyminął Blacka, celując w swojego wuja. – Avada Kedavra.

W taki sposób ziemski padół opuścił ostatni potomek Szlachetnego i Starożytnego rodu Lestrange. Malfoy obrócił się z impetem w kierunku Crabbe'a, ale zawahał się, widząc ojca swojego przyjaciela. Chłopak odetchnął głęboko i wtedy doskoczył do niego Black.

- Wystarczy. Nie można odbierać życia, nie ponosząc konsekwencji. Nie bądź taki, jak on – powiedział Syriusz i chociaż nie wspomniał konkretnej osoby, Draco zrozumiał, że chodzi o Voldemorta. – Nie jesteś mordercą. Teraz odwiedzimy twoją mamę, dobrze?

Malfoy tylko przytaknął głucho.

W tym momencie Harry wrzasnął głośno, przyciągając uwagę przechodniów i osunął się na ziemię. Hermiona szybko wyjęła z jego rąk kielich.

- Co się dzieje? – Syriusz złapał chrześniaka za ramiona i lekko nim potrząsnął. – Co widziałeś?

- Potter ma wizje? – Draco szeroko otworzył oczy.

- On… On… Nadchodzi.

- Pospieszcie się! Musimy się Aportować do Muszelki – nalegał Ron.

- Nie bądź głupi, Weasley – syknął Ślizgon. – Aurorzy są po jego stronie.

- A co to ma ze sobą wspólnego?

- Mogą wyśledzić Aportację!

Wszyscy stanęli, niepewni, co robić.

- Co teraz? – Krzyknęła Hermiona.

- Zapewnimy im coś zbyt trudnego do wyśledzenia – jęknął Syriusz. – Na razie się rozdzielimy. Ron, Aportuj się razem z Draconem w Lesie Dziekana. Harry i Hermiona wracają do Muszelki. Ja lecę do jaskini, w której się ukrywałem z Hardodziobem. Później spotkamy się w punkcie zbiorczym.

- W Dworze Malfoy'ów – zaproponował Draco.

- Oszalałeś? – Wydarł się na niego Ron.

- Jeśli Czarny Pan przybywa tutaj, oznacza to, że Dwój stoi pusty – warknął Ślizgon. – Kominek w naszym salonie jest połączony bezpośrednio z gabinetem dyrektora w Hogwarcie. W ten sposób udało mi się utrzymać stały kontakt ze Snapem.

Syriusz warknął w psi sposób, gdy usłyszał to nazwisko, ale Malfoy tylko przewrócił oczami z irytacją.

- Wiem, że macie z nim problem, ale on naprawdę jest po naszej stronie – krzyknął. – A my tracimy tylko czas!

- Musimy się dostać do Hogwartu – wyjaśnił Harry, podtrzymywany przez Hermionę, patrząc tępo przed siebie. – Tam będzie następny. Zobaczyłem to w jego umyśle. Widziałem, jak się zastanawia, gdzie teraz się pojawić.

- Nadal uważam, że nie powinniśmy mu ufać… - Zaczął Ron, ale Harry szybko mu przerwał.

- Musimy iść – Potter był nieugięty. – Potrafisz sobie wyobrazić, do czego on jest zdolny, kiedy się zorientuje, że pierścień i medalion zniknęły? Co zrobimy, jeśli przeniesie Horkruksa z Hogwartu, bo zdecyduje, że tam nie jest bezpieczny?

- Trzymasz w dłoni pieprzonego Horkruksa? – Zawył Draco, blednąc. – I co mieliście na myśli, mówiąc pierścień i medalion?

- Stworzył więcej niż jednego, a my je wszystkie powoli niszczymy – wyjaśnił Harry.

- Kurwa – zaklął Ślizgon, a na jego twarzy pojawił się strach, dotąd starannie ukrywany latami.

- Idziemy, natychmiast! – Rozkazał Syriusz.

Obracając się na pięcie, każdy zniknął w otaczającej ich ciemności.

wWwWwWwWwWwWw

Wioska Hogsmeade – niedaleko Hogwartu

Stopy Syriusza dotknęły ziemi i mężczyzna zmaterializował się na drodze prowadzącej do jaskini, w której lata temu ukrywał się z Hardodziobem. Zastanawiał się, czy nie Aportować się bezpośrednio do groty, ale gdyby źle wymierzył odległość, skończyłby jako placek na ścianie albo zleciałby z klifu. Chciał zrobić krok przed siebie, ale w tym momencie całe Hogsmeade rozbrzmiało nieziemskim wrzaskiem, który sprawił, że ciało mężczyzny pokryło się gęsią skórką.

- Zaklęcie Zawodzenia, kurwa, świetnie – zaklął i chciał się Deportować, ale w tej chwili odkrył, że nad miasteczkiem rozciągnięto sieć anty-aportacyjną. Warknął nisko, groźnie i zmienił się w swoją psią postać. Przebiegł przez wioskę, korzystając z podwórzy i bocznych uliczek.

Śmierciożercy zalali Hogsmeade falą. Biegali z wyciągniętymi różdżkami i szukali intruzów.

- Macie zaglądać wszędzie – krzyknął jeden. – Potter ma Pelerynę Niewidkę, więc dokładnie sprawdzajcie każdy kąt, nawet jeśli nic nie zauważycie.

- A co z Dementorami? – Zapytał inny. – Niech lecą wolne, znajdą go pierwsze.

- Czarny Pan chce zabić Pottera własnymi rękoma…

- Dementorzy go nie zabiją! Czarny Pan chce odebrać Potterowi życie, a nie duszę. Łatwiej będzie go zabić, jeśli go najpierw Pocałują.

Syriusz zbladł na widok kilku Dementorów lewitujących spokojnie nad ulicami. Głośno przełknął ślinę, nie nawiązując kontaktu wzrokowego i miał cichą nadzieję, że nie rozpoznają go w tej formie. Jego odporność na ich wpływ osłabła w miarę upływu czasu spędzonego poza więzieniem i tylko siła woli pchała go naprzód.

Gdy wyszedł na główną ulicę prowadzącą do Hogwartu, zanurkował pod płotem i odnalazł drogę do Miodowego Królestwa, po czym wślizgnął się do piwnicy przez otwarte drzwi. Sklep był zamknięty, od dawna, jeśli dobrze się zorientował. Śmierciożercy opanowali to małe, słodkie miasteczko, które miało taki dobry wpływ na młodość Syriusza. Widok pustej, martwej wioski zostawił gorzki posmak na języku Animaga. Zachowując największą ostrożność, Black odnalazł wejście do tajnego tunelu, wiodącego do posągu jednookiej wiedźmy i najszybciej jak potrafił przebiegł przez cały tunel. Już był prawie u celu, kiedy spostrzegł znajomą sylwetkę, starszą o jakieś dwadzieścia lat od osoby, którą pamiętał.

Na końcu drogi stała Alecto Carrow, cicho przeklinając.

- Sprawdź cholerne przejścia, Alecto – wyjęczała wysokim, ironicznym tonem. – Przeszukaj korytarz na siódmym piętrze, Alecto. Pilnuj Wieży Krukonów. Jakby on sam cokolwiek zrobił.

Syriusz wywrócił oczami i wyszedł z cienia, utykając na prawą łapę, popiskując cicho.

- Kto tam jest? – Podniosła wyżej swoją różdżkę i Syriusz zatrzymał się przed nią. – Spadaj, kundlu.

Opuściła różdżkę.

Pieprzona idiotka.

wWwWwWwWwWwWw

Hogwart, Szkoła Magii i Czarodziejstwa

Jej krzyki nadal rozbrzmiewały w powietrzu, kiedy Syriusz wyczołgał się z posągu jednookiej czarownicy z różdżką w dłoni, rozglądając się po korytarzu w poszukiwaniu potencjalnych wrogów. Teraz żałował, że nie wziął od Harry'ego mapy Huncwotów. Zmienił się w psa, wiedząc, że w tej postaci przyciągnie mniejsze zainteresowanie. W końcu tylko garstka ludzi wiedziała, że jest Animagiem.

Korytarze Hogwartu były puste, jeśli nie liczyć kilku ślizgońskich prefektów, nieuważnie patrolujących zamek. Ukrył się w cieniu alkowy, czekając, aż go miną, po czym galopem ruszył w kierunku gabinetu dyrektora. Miał cichą nadzieję, że Harry, Ron, Hermiona i Draco nie zdecydowali się czekać na niego w Dworze Malfoy'ów i już są w Hogwarcie.

Dobiegł prawie do gargulca pilnującego wejścia, gdy zrozumiał, że nie uda mu się wślizgnąć do środka. Gdy dyrektorem był Dumbledore, wystarczyło tylko recytować nazwy słodyczy w porządku alfabetycznym. Z Remusem, jako najlepszym przyjacielem, znajomość słodyczy była obowiązkowa. Teraz jednak Dumbledore nie żył, a jego stanowisko zajął jego morderca. Właśnie ten morderca schodził kręconymi schodami z powiewającą za plecami czarną peleryną.

- Smarkerusie – wysyczał Syriusz, w ludzkiej postaci, celując dokładnie w gardło Snape'a.

- Black – ton Severusa był identyczny. – Dotarły do mnie pogłoski o twoim niefortunnym powrocie zza grobu. Chociaż, ty nigdy nie miałeś grobu… Powiedz, naprawdę zginąłeś, czy tylko uciekłeś na rok od kłopotów?

- Idziemy na górę – Syriusz skinął głową i różdżką w kierunku schodów.

- Zabierz tą różdżkę sprzed mojej twarzy, dobrze ci radzę. Lata temu przestałem się przejmować twoimi groźbami,

- Powinieneś się przejmować. Idziemy na górę, bo muszę skorzystać z twojego kominka.

- A dlaczego powinienem udzielić ci do niego dostępu? – Czarne oczy Snape'a zmierzyły się z szarymi Blacka i żadne nie chciały ustąpić.

- Bo twoje życie leży w tym momencie w rękach młodego jasnowłosego Śmierciożercy i żeby z nim porozmawiać, muszę skorzystać wyłącznie z twojego kominka.

Nawet, jeżeli Severusa zaskoczyła ta informacja, nie dał nic po sobie poznać.

- A skąd mogę mieć pewność, że młody Malfoy jest z wami?

- Bo w przeciwieństwie do was, Śmierciożerców, ja nie zabijam dzieci – odparował Syriusz, posyłając dyrektorowi zimne spojrzenie.

- Skoro o dzieciach mowa… Jesteś przy zdrowych zmysłach, więc Potter nadal żyje? – Snape odwrócił się do klatki schodowej, gotowy wypowiedzieć hasło, po którym gargulec odsunie się i wpuści mężczyzn do gabinetu. – „Dumbledore".

- Twoim hasłem jest „Dumbledore"? – Skrzywił się Black. – Jesteś chory.

- A ty jesteś tak głupi, jak zwykle – odpowiedział spokojnie Severus. – Skoro pan Malfoy poinformował cię, gdzie leży moja lojalność, powinieneś wiedzieć, że śmierć dyrektora była…

- Nie chcę tego słuchać – warknął Animag. – Chcę tylko skorzystać z kominka.

- Nie ma problemu – weszli do gabinetu.

- A nie mówiłem? – Odezwał się cichy głos. – Wiedziałem, że mój nic nie warty prawnuk nie jest martwy. Ukrywał się, prawda, Severusie?

To przemówił portret Fineasa Nigellusa Blacka, wpatrujący się morderczym spojrzeniem w Syriusza.

- Nie przyznał się do tego – wymamrotał Snape. – Jeszcze.

- Kominek, Smarkerusie!

- Proszę bardzo, jest do twojej dyspozycji. Ale uprzedzam, że prowadzi wyłącznie w jedno miejsce, w którym nie będziesz mile widziany – Snape skrzyżował ramiona na chudej piersi, ukrywając dłonie w rękawach swoich szat.

- Wiem, dokąd prowadzi, do cholery – Syriusz spojrzał na Severusa z politowaniem. – Idziesz ze mną.

- Absolutnie nie – w głosie Snape'a nie było żadnych emocji, był całkowicie obojętny.

- On jest w drodze do Hogwartu – ostrzegł Black. – Teraz!

Jeżeli te słowa jakoś wpłynęły na Severusa, nie okazał tego, ale zbliżył się do kominka. Słowa Animaga pokazały mu, że pośpiech jest wskazany.

- Chcę wiedzieć, kogo spotkamy po drugiej stronie?

- Na pewno nie wroga – zapewnił Syriusz.

- Bardzo dokładna informacja, dziękuję – sarknął Snape i wrzucił garść proszku Fiu do kominka. – Dwór Malfoy'ów!

- Ty pierwszy – Black dłonią pospieszył dyrektora Hogwartu i po chwili również zniknął w zielonych płomieniach.

wWwWwWwWwWwWw

Dwór Malfoy'ów – rezydencja rodziny Malfoy'ów

Syriusz i Severus weszli do salonu Malfoy'ów ze zdumieniem. Salon był oświetlony wspaniałymi kandelabrami, ewidentnie w stylu Narcyzy. Każdy mebel pasował do pozostałych. Antyki, ale utrzymane w idealnym stanie. Podłogi były wypolerowane, a na ścianach wisiały niezwykłe dzieła sztuki. Z sufitu zwieszał się potężny kryształowy żyrandol. Salon wyglądał zupełnie inaczej, niż miesiąc temu, kiedy wszystko było w opłakanym stanie.

Ale to wcale nie dzieła sztuki, wypolerowane podłogi czy wspaniałe antyki przyciągnęły uwagę dwóch mężczyzn. Nie, ich wzrok skupił się na postaciach stojących w centrum salonu. Dwóch młodych Gryfonów celowało w Dracona, Draco celował w Ronalda Weasley'a, a Hermiona stała obok, wrzeszcząc na wszystkich z frustracją i niecierpliwością, która dorównywała temperamentowi Molly Weasley w jej najlepszych dniach.

- Zbawcy naszego świata – westchnął ironiczne Snape.

- Co się tu dzieje, do diabła? – Wrzasnął Black.

- Syriuszu! – Hermiona obróciła się do niego i zobaczył ulgę w jej oczach. W następnym momencie już go mocno obejmowała. – Myślałam… Na Merlina, kiedy się nie pojawiłeś…

- Czuję się dobrze, kotku – zapewnił. – Co zrobił Malfoy?

Snape obserwował ich powitanie z uniesionymi brwiami, ale nic nie powiedział. Gdy wspomnieli młodego Malfoy'a, jego obojętna mina stwardniała. Ani Syriusz, ani Hermiona nie zwrócili na to uwagi, kiedy dziewczyna zaczęła wyjaśniać.

- Nie wiem. Kiedy Harry i ja przybyliśmy do Dworu, Ron i Malfoy już na siebie wrzeszczeli. Wyciągnęli różdżki, Harry wskoczył między nich, ale poza obelgami, nie powiedzieli nic więcej!

- Hej! – Syriusz krzyknął na trzech młodych czarodziejów.

- Syriusz – Harry uśmiechnął się z ulgą.

- Co on zrobił? – Zapytał Black Rona, wskazując podbródkiem na Malfoy'a.

- Rozszczepił mnie! – Wrzasnął Weasley, trzęsąc się z wściekłości.

- Ledwie – Draco przewrócił oczami, hamując śmiech. – Czy on kiedykolwiek się z kimś Aportował? Granger, myślałem, że ich wytrenowałaś.

- Patrzcie – Ron uniósł lewą dłoń, gdzie brakowało dwóch paznokci.

Syriusz i Hermiona zapatrzyli się na niego z niedowierzaniem. Ale zanim Syriusz miał okazję do obsztorcowania chłopca za podnoszenie alarmu, kiedy na wojnie stracił tylko dwa paznokcie, Hermiona straciła panowanie nad sobą. Podbiegła w mgnieniu oka do przyjaciela, mocno uderzyła go otwartą dłonią w potylicę i odebrała mu różdżkę.

- Żartujesz sobie ze mnie? – Wrzasnęła. – To nie jest rozszczepienie! Syriusz się rozszczepił, ja się rozszczepiłam! Lepiej znikaj z moich oczu, Ronaldzie Billiusie Weasley! Marsz do kominka!

Wskazała palcem na sieć Fiu i wtedy spostrzegła Snape'a. Jej dłoń powędrowała do uchwytu różdżki.

- Ty! – Harry również dopiero teraz zauważył nowego dyrektora Hogwartu.

- Nie teraz – pohamował go Syriusz. – Mamy ważniejszą sprawę do załatwienia, gorszego czarodzieja do ubicia. Ale zapamiętaj sobie, Severusie, Śmierciożerca czy członek Zakonu, porozmawiamy sobie.

- Nie mogę się doczekać – sarknął Snape, nabierając w dłoń proszek Fiu.