Od tłumaczki: Z tego rozdziału jestem dużo bardziej zadowolona, niż z poprzedniego. Bogowie, jestem chora. Październikowe przeziębienie chwyciło mnie tak mocno, że w ostatnim tygodniu przetłumaczyłam dokładnie dwie linijki (na szczęście trzydziestego pierwszego rozdziału, więc nadal mam sporo w zapasie). Z góry ostrzegam przed dwiema rzeczami w tym rozdziale: Syriusz się rozkręca i przeklina, więc traficie na trochę wulgaryzmów bez cenzury oraz autorka zostawiła na końcu tego rozdziału niesamowity cliffhanger – ciąg dalszy już za tydzień, obiecuję
ROZDZIAŁ 11 – BLIŻEJ NIŻ KIEDYKOLWIEK
1 maja 1998
Hogwart, Szkoła Magii i Czarodziejstwa, Gabinet Dyrektora
- Czarny Pan nadchodzi? – Upewnił się Severus, kiedy już wszyscy byli bezpieczni w jego gabinecie. Udało mu się podnieść skomplikowaną osłonę słuchową wokół ludzi, która nawet portretom nie pozwalała słuchać ich konwersacji. Z tego powodu szczególnie zawiedziony był Fineasz.
Harry przez dłuższy moment tylko przyglądał się znienawidzonemu mężczyźnie. Jego ramiona drżały, oczy były zmrużone z gniewu i tylko ciężka dłoń Syriusza spoczywająca między łopatkami chrześniaka powstrzymywała go przed atakiem.
- Tak – przyznał w końcu. – Jakbyś o tym nie wiedział.
- Harry, przestań – znudzonym tonem poprosiła Hermiona.
- Ma ze sobą węża? – Spojrzenie Snape'a przeniosło się na Dracona, który pobladł na wspomnienie gada.
Chłopak skinął głową i odwrócił się w stronę kominka, żeby zamknąć sieć Fiu. Nie chciał, żeby nikt za nimi podążył.
- Trzyma go bliżej, niż kiedykolwiek – wyjaśnił, nie patrząc na pozostałych. – Jest tak od czasu śmierci Belli. Nie spuszcza tego czegoś z oczu.
Snape zmrużył czarne oczy i zerknął na stojącą na biurku Myślodsiewnię. Wyglądał na poważnie zaniepokojonego, gdy sięgał po puste fiolki, stojące w równym rzędzie w szafce, gdzie zwykle trzymał zapas eliksirów. Odkorkował jedną buteleczkę i przyłożył czubek różdżki do swojej skroni.
- Co on wyprawia? – Zapytał głośno Ron.
- Próbuję się skoncentrować, panie Weasley, dlatego proszę o ciszę, jeśli umiesz się powstrzymać od gadania – Severus rzucił Ronaldowi mroczne spojrzenie, po czym ponownie opuścił powieki i mocno skupiając się na uciekającej myśli, wyciągnął ze swojej głowy srebrną nitkę wspomnienia. Zabutelkował ją i podał Harry'emu. – Weź.
- Co to jest?
- Wspomnienia – odparł kwaśno Mistrz Eliksirów. – Myślodsiewnia. Z tego, co pamiętam, doskonale wiesz, jak ich używać.
- Wiem, czym są. Chciałem zapytać, po co mi one? – Harry tracił panowanie nad sobą.
- To odpowiedzi. Na wypadek, gdybym nie przeżył – odpowiedział, a Syriusz i Ron prychnęli z niesmakiem, na dźwięk słowa „wypadek". – A moja śmierć jest raczej nieunikniona, skoro sprowadziliście Czarnego Pana do szkoły! Jeśli wy chcecie przeżyć, powinniście zabierać stąd wasze gryfońskie tyłki na siódme piętro.
- Wiedziałem! – Burknął Draco. – Wiedziałem, że tam są. Nie mogłem się dostać do środka, chociaż próbowałem.
- O czym ty mówisz? – Zapytał Harry.
- Uczniowie znikali przez cały rok – wyjaśnił Ślizgon. – Chowają się w Komnacie Potrzeby. Ktoś musi tam być przez cały czas, żeby nie wpuszczać niewtajemniczonych. Całkiem mądrze.
Uśmiechnął się z triumfem.
- Jakiś Krukon musiał to wymyślić.
Wszyscy Gryfoni – obecni uczniowie Hogwartu i jeden absolwent – spojrzeli na Dracona z pogardą.
- Mówiąc o Krukonach - wciął się Snape. – Potter, powinieneś jak najszybciej udać się do zachodniej Wieży na piątym piętrze.
- Powiedz mi, dlaczego mam iść tam, gdzie mi każesz? – Z głosu Harry'ego powoli znikała furia.
- Bo Czarny Pan uprzedził Śmierciożerców, że pojawisz się w Hogwarcie i nakazał, żeby nie dopuszczać cię do Wieży Krukonów. Podejrzewam, że czegoś szukacie? – Severus wpatrywał się w Pottera, ale zauważył, że zarówno Weasley, jak i Granger odwrócili wzrok, słysząc jego pytanie. Gryfoni nigdy nie potrafili kłamać. – Założę się, że czegokolwiek szukacie, znajdziecie to u Krukonów.
Zwrócił się do Malfoy'a.
- Wracaj do Pokoju Wspólnego Ślizgonów i czymś ich zajmij.
- Łatwizna – Draco skinął głową, odwrócił się i zniknął na spiralnej klatce schodowej.
- A ty? – Zapytał Syriusz.
- Ucieknę, taki ze mnie tchórz – odpowiedział ironicznie Snape. – W końcu was zdradziłem i zostałem odkryty. Ale prawdę mówiąc, mam swoje rozkazy. Pamiętasz, co to są rozkazy, Black? Minęło kilka lat, ale chyba pamiętasz, że miałeś rozkaz siedzieć na Grimmauld, a nie szturmować Ministerstwo Magii i dać się zabić.
- Zamknij się – powiedział zimny głos, a jego właścicielka wycelowała różdżkę z winorośli dokładnie między oczy Severusa. Brązowe oczy Hermiony błysnęły ostrzegawczo w świetle płomienia z kominka.
- Tak myślałem – Snape prawie się uśmiechnął. – Delikatny temat, panno Granger? Czy może panno Po…?
- Idziemy! – Warknął Syriusz, przerywając Mistrzowi Eliksirów.
Mężczyźni przez chwilę tylko na siebie patrzyli, z niechęcią, prawie z nienawiścią. Za plecami Animaga, Ron i Harry zbili się w ciasną grupkę, z dłońmi zaciśniętymi na różdżkach. Syriusz pierwszy odwrócił wzrok i pogonił nastolatków na klatkę schodową, a gdy tylko znaleźli się poza zasięgiem wzroku, ponownie skupił uwagę na Snapie.
- Masz jakiś problem?
- Przez lata miałem pewne domysły dotyczące tej dziewczyny, ale myślałem, że to niemożliwe. Prawie jej nie poznałem – Severus w charakterystyczny sposób przeciągał sylaby i mówił z arystokratycznym, aroganckim zaśpiewem. – Ale kiedy reaguje w ten sposób, bo ktoś ci grozi? Granger może by się na to zdobyła dla Pottera, nie dla ciebie. Podejrzewam, że gdybym obraził wilka, rzuciłaby się na mnie z pięściami.
- Nie miałeś przypadkiem uciekać? – Warknął groźnie Black, wybiegając z gabinetu. Machnął za sobą różdżką i drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
- O co chodziło? – Zapytał Harry, gdy tylko Syriusz do nich dołączył.
- O nic. Snape to dupek – odpowiedział Animag, ruszając w kierunku wielkiej klatki schodowej Hogwartu.
- Chyba chciał coś powiedzieć o Hermionie – drążył Potter, ale Black miał tego dość.
- Harry, przepraszam, ale chyba nie mamy czasu na zastanawianie się nad słowami Severusa Snape'a. Mamy robotę, prawda? Idziemy do Wieży Krukonów, tak?
- Nawet nie wiem, czego szukamy – chłopak potrząsnął głową. – To będzie coś małego, prawdopodobnie kiedyś należało do Roweny Ravenclaw. Moim zdaniem powinniśmy iść do Komnaty Potrzeby, znajdziemy jakiegoś Krukona, który nam pomoże.
- Może chodzi o diadem – zasugerował lekko Syriusz.
- A co to jest? – Zapytał Ron.
- Taka wąska korona – wyjaśniła Hermiona nieobecnym tonem, skupiona na słowach Syriusza. – Skąd wiesz o diademie? Ja dowiedziałam się wyłącznie dzięki Lunie, która pomrukiwała o tym w pociągu.
- Szukaliśmy go na czwartym roku – Black wzruszył ramionami. – James, Remus, Glizdogon i…
Zatrzymał się i skierował swoje myśli na inny tor.
- I ja – dokończył.
- Czy wasza czwórka kiedykolwiek się uczyła? – Czarownica podparła boki rękoma.
Syriusz zaśmiał się w odpowiedzi.
- Jeśli z tego wyjdziemy, opowiem ci, jak zdobyłem dziewięć SUMów – mrugnął do niej łobuzersko.
- Dziewięć! – Zapiszczała z rozszerzonymi oczami. – Niemożliwe! Ja zdobyłam jedenaście i prawie mnie to zabiło.
Pognała za nim, a jej włosy, które ostatnio udawało jej się kontrolować i układały się w miękkie fale, teraz utworzyły wokół jej głowy naelektryzowane halo. Za jej plecami Ron i Harry wybuchli śmiechem.
Gdy dotarli na siódme piętro, Harry puścił się przodem i niecierpliwie zaczął się przechadzać przed ścianą, która kryła drzwi do Komnaty Potrzeby. Pozostali stali kilka kroków dalej, obserwując skupienie na twarzy chłopaka. Wyglądało to tak, jakby Pokój czekał na przybycie Harry'ego. Drzwi pojawiły się przed nim znienacka.
Powoli wyciągnął rękę i chwycił klamkę. Otworzył drzwi i wszedł do Komnaty, a szczęka opadła mu ze zdumienia.
wWwWwWwWwWwWwWw
Komnata Potrzeby
Pokój przybrał ogromne rozmiary i wyglądem przypominał wnętrze domku na drzewie lub kabiny na statku. Różnokolorowe hamaki zwieszały się z sufitu i balkonów otaczających pomieszczenie o ciemnych ścianach, całkowicie pozbawione okien. Ściany pokryte były ogromnymi plakatami. Zobaczyli złotego lwa Gryffindoru na szkarłatnym tle, czarnego borsuka Hufflepuffu na żółtym tle i brązowego orła Ravenclawu na niebieskim. Brakowało srebrno-zielonych barw Slytherinu. Półki regałów wyginały się od nadmiaru książek, pod ścianami stało kilka porzuconych mioteł, a w rogu komnaty zauważyli ogromne, oprawione w drewno radio bezprzewodowe.
- Harry?
Głos dobiegał z dołu, poniżej schodów prowadzących do Komnaty Potrzeby. Spojrzeli na Neville'a Longbottoma, spoglądającego na nich z niedowierzaniem. Jedno oko miał opuchnięte, fioletowo-żółte, a twarz chłopaka nosiła ślady smagnięć batem.
- Harry! – Neville otrząsnął się z szoku i podbiegł do przyjaciela, zamykając go w niedźwiedzim uścisku.
Kolejne krzyki przywitały nowoprzybyłych.
- Harry!
- To Potter! To POTTER!
- Ron!
- Hermiona!
- Czy to jest… Syriusz Black?
- Podobno był martwy…
- Neville, co to za miejsce? – Zapytał Harry, rozglądając się po pomieszczeniu.
- Komnata Potrzeby, oczywiście – odpowiedział Longbottom. – Przeszła sama siebie, prawda? Uciekałem przed Carrowami i wiedziałem, że tu będę mógł się ukryć. Udało mi się wywołać drzwi i patrzcie, co znalazłem! Cóż… Może nie wyglądała dokładnie tak, kiedy ja tu trafiłem, była mniejsza i udekorowana wyłącznie kolorami Gryfonów, ale zmieniała się z każdym uczniem, który tu przybywał.
- Carrowowie tu nie wejdą? – Upewnił się Harry, szukając wzrokiem drzwi.
- Carrow, jeden – poprawił Syriusz. – Tylko o jednego musicie się martwić.
- Co to znaczy? – Potter odwrócił się do swojego ojca chrzestnego.
- Co? Ta sprawa z Carrowami? Spotkałem Alecto po drodze – Black posłał chrześniakowi diabelski uśmieszek. – Jest uczulona na psy.
- Chcę wiedzieć? – Hermiona zmarszczyła brwi.
- Celowała we mnie różdżką – wytłumaczył czarownicy. – To była samoobrona, kochanie, przyrzekam. Nawet nie miałem swojej różdżki w dłoni.
- Miałeś w ogóle dłonie w tym czasie?
- Uwierz mi, Hermiono, gdybyś znała Alecto Carrow za młodu, tak, jak ja ją znałem, dałabyś jej zdechnąć w spokoju – zawarczał Animag. – Jej bratu też. Prawdę mówiąc, czekam na spotkanie z Amycusem.
- Nie mógłbyś… Nie wiem… Unikać kłopotów? – Zapytała błagalnym tonem, który kłócił się z surowym wyrazem jej twarzy. – Jeśli to w ogóle możliwe.
- Zachowujesz się tak, jakbym celowo to robił – odpowiedział jej gorzko, nieprzyjemnym tonem. – Jeśli jeszcze nie zauważyłaś, w tym roku udało mi się nie zginąć. A walczę wyłącznie wtedy, kiedy ktoś nas zaatakuje.
- Mógłbyś chociaż nie pokazywać, jak bardzo cieszy cię rozlew krwi – skrzyżowała ramiona na piersi.
- Nie mam jak inaczej wyładować energii – burknął, zaciskając zęby ze złości. – Przynajmniej jestem pomocny!
- Oni tak zawsze? – Zapytał cicho Neville, a Harry tylko przewrócił oczami, przytaknął i odciągnął chłopaka od kłócących się zawzięcie Syriusza i Hermiony. Dziewczyna, słysząc to, spojrzała na nich chłodno, ale nic nie powiedziała,
- Muszę porozmawiać z jakimś Krukonem – powiedział głośno Harry i zaskoczył go widok Luny pośród tłumu uczniów. Widział ją poprzedniego dnia w Muszelce i nic nie mówiła, że planuje wrócić do Hogwartu. – Luna, czy w Wieży Krukonów jest coś, co mogło kiedyś należeć do Roweny Ravenclaw? Mały przedmiot, opatrzony grawerunkiem orła.
- Jej zaginiony diadem – Luna uśmiechnęła się.
- A nie mówiłem? – Krzyknął Syriusz.
- Co mówiłeś? – Zapytał głos zza pleców Blacka i wszyscy się obrócili.
Do Komnaty Potrzeby właśnie weszła Ginny Weasley razem z Fredem, Georgem i Lee Jordanem. Dziewczyna rzuciła Harry'emu olśniewający uśmiech i chłopak oblał się rumieńcem.
- Wiedziałem, że między nimi cały czas iskrzy – skomentował Syriusz półgębkiem, tak, żeby tylko Hermiona go usłyszała.
- Oczywiście. Harry zakończył ich związek tylko po to, żeby Ginny była bezpieczniejsza – zgodziła się, patrząc, jak Ginny podchodzi do Harry'ego i obdarza go mocnym uściskiem.
- Jest taki podobny do Jamesa – zmrużył oczy. – Zawsze próbował zapewnić bezpieczeństwo Lily.
- Jest podobny do ciebie – dodała Hermiona. – Zapewniasz nam bezpieczeństwo. Zapewniłeś mi bezpieczeństwo.
- Pozwoliłem, żebyś cierpiała – zaskomlał, nisko i z bólem.
- Ona nie żyje. I może nie cofnę tego, co się wydarzyło, ale przynajmniej ona nie może dokończyć dzieła – uśmiechnęła się. Wzięła głęboki oddech, jakby próbując się pogodzić z rzeczami, które Syriusz robił. – Jestem twoją dłużniczką.
- Podobno nie lubisz, jak wdaję się w bójki – burknął z uśmiechem, próbując rozwiać przygnębiającą atmosferę.
- Nie lubię, kiedy wystawiasz się na niebezpieczeństwo – wzruszyła ramionami. – Jest różnica między brawurą i odwagą. Duża różnica, Syriuszu.
- Dobrze, że jestem Gryfonem – parsknął śmiechem. – Jesteśmy znani z naszej odwagi.
- Tiara Przydziału nie chciała cię przypadkiem umieścić w Slytherinie? – Zapytała i roześmiała się, gdy spojrzał na nią z przyganą.
- Wybieram się do Wieży Krukonów – oznajmił Harry, zbliżając się do Syriusza i Hermiony. W jego oczach lśniła determinacja. – Luna wprowadzi mnie do środka. To strzał po omacku, ale myślę, że to rzeczywiście będzie diadem.
Hermiona kiwnęła potakująco głową.
- Idziemy z tobą – powiedziała.
- Nie, zostańcie. Fred powiadomił Zakon Feniksa o tym, co się dzieje. Nasi przyjaciele niedługo pojawią się w Hogwarcie i będziecie musieli ich wprowadzić. On też jest w drodze. Musimy działać szybko. Gdy mnie nie będzie, zniszczcie puchar.
- Dobrze – zgodziła się i na chwilę objęła przyjaciela. – Uważaj na siebie.
- Niedługo wrócimy, kochanie – zapewnił ją Syriusz i ruszył w kierunku drzwi, ale zatrzymała go dłoń chrześniaka na ramieniu.
- Nie, Syriuszu. Ty też zostań.
- Nie pójdziesz nigdzie beze mnie – warknął Animag.
- Pójdę, bo ty musisz zostać z nimi. Szczególnie z Hermioną – nalegał Harry. Pochylił się do swojego ojca chrzestnego. – Kiedy Ron zniszczył medalion, Horkruks walczył i prawie zwyciężył. Wszedł mu do głowy i pokazał paskudne kłamstwa, żerując na jego słabościach i niepewnościach. Kiedy ja zniszczyłem dziennik Riddle'a, też prawie zginąłem. Dlatego ktoś musi z nią zostać.
Spojrzał na przyjaciółkę, intensywnie grzebiącą w swojej torebce, najprawdopodobniej w poszukiwaniu miecza i pucharu.
- Syriuszu, ufam, że się nią zajmiesz.
- Niech będzie. Ale masz wrócić tutaj, jak tylko znajdziesz diadem – powiedział ojcowskim tonem lub tym, co według niego najbardziej przypominało ojcowski ton. Myślał, że uda mu się naśladować sposób mówienia Jamesa, ale w ogóle tego nie potrafił. Powinien był naśladować Lily. Jej stanowczość potrafiłaby zatrzymać pędzącą Sklątkę Tylnowybuchową.
- Obiecuję – chłopak uśmiechnął się i zniknął za drzwiami razem z Luną.
- Ron! – Hermiona podeszła do przyjaciela. – Razem z Syriuszem zajmiemy się pucharem.
Wiedziała, że muszą się spieszyć. Czas nie był ich sprzymierzeńcem, a tylko Harry mógł przewidzieć, kiedy dokładnie Voldemort pojawi się na błoniach szkoły.
- Idę z wami.
- Nie. Ktoś musi być na miejscu, kiedy przybędzie Zakon. Musisz im powiedzieć wszystko, co wiemy – odparła stanowczo. – Każdy ma swoje zadanie. Ty i Neville musicie pomóc uczniom przygotować się do walki. Może uda ci się wyprawić niektórych do Hogsmeade.
Westchnęła, patrząc na młodych braci Creevey.
- Nie powinni walczyć na wojnie.
- Nikt z nas nie powinien, Miona – Ron zmarszczył brwi.
- Nie, chyba masz rację – opuściła wzrok i spojrzała na puchar, przypominając sobie o swoim zadaniu. – Musimy iść. Trzymaj się, Ron.
Uściskała krótko Weasley'a i pospieszyła do Syriusza, który otworzył przed nią drzwi. Black spojrzał ostro na Rona i Neville'a i skinął im głową, mając nadzieję, że zrozumieją jego ciche poparcie dla sprawy.
- Gdzie idziemy, kotku? – Zapytał, kiedy przemykali korytarzami. Hermiona mocno przyciskała do siebie puchar Hufflepuff. Miecz Gryffindora oddała Syriuszowi, bo dla niej był zbyt ciężki.
- Nie jestem pewna – zamrugała. – Nie wiem, które miejsca na zamku są bezpieczne. Normalnie, zaproponowałabym Komnatę Potrzeby… Dlaczego nie poprosiłam Harry'ego o Mapę?
- Zapomina pani, że ma inne nieocenione źródło informacji do swojej dyspozycji, panno Granger – Syriusz uśmiechnął się na psi sposób. – Twórcę mapy. Nie ma takiego korytarza w Hogwarcie, tajnego przejścia czy komnaty, której bym nie znał. I mówiąc o tajnych przejściach, jest jedno odosobnione przejście na czwartym piętrze, za lustrem.
- Nie – pokręciła głową. – Zapadło się lata temu. Zapominasz, że razem z Harrym i Ronem korzystałam z waszej mapy, żeby używać wszystkich tajnych przejść.
- Wiem, że się zapadło – zaśmiał się, słysząc jej ton. – Nie widziałem go od dawna. Jest zawalony na całej długości, czy tylko na końcu?
- Jest zablokowane… Na końcu – zamilkła, po czym westchnęła, niezadowolona, że doszedł do tego wniosku przed nią. – Co robi z tajnego przejścia tajną komnatę, tylko z jednym wejściem. Jesteś genialny.
- Cieszę się, że to zauważyłaś, kotku – rozjaśnił się i poszedł za nią na czwarte piętro.
Gdy zeszli z siódmego piętra na czwarte, pokonując kilka ruchomych klatek schodowych, Syriusz wysunął się przed Hermionę i poprowadził ją do korytarza kończącego się ślepym zaułkiem. Na ścianie wisiało olbrzymie lustro. Wyciągnął dłoń i przesunął nad taflą, mrucząc pod nosem „Aparecium". Gdy skończył mówić, w miejscu lustra pojawiły się otwarte drzwi, przez które oboje przeszli.
- Lumos – wyszeptał, rozjaśniając koniuszek swojej różdżki i rozejrzał się. Hermiona miała rację, koniec tunelu był zablokowany osuwiskiem i nikt nie mógł się tamtędy przecisnąć. Syriusz nagle przypomniał sobie ostatni raz, kiedy korzystał z tego przejścia. Drzwi zamknęły się i teraz jedynym źródłem światła była różdżka Syriusza.
- To ułatwi sprawę – Hermiona wyciągnęła ze swojej torebki ogromny słój. Machnęła dłonią, rzucając bezróżdżkowe, niewerbalne zaklęcie i w powietrzu pojawiły się błękitne skupiska płomieni, które natychmiast złapała do słoika. Uśmiechnęła się i postawiła jaśniejące naczynie na podłodze, pozwalając światłu dotrzeć do najciemniejszych zakamarków tunelu.
Postawiła Horkruksa w pewnej odległości od światła i wyciągnęła otwartą dłoń w kierunku Syriusza, niemo prosząc o miecz. Mężczyzna zawahał się na chwilę, mając w pamięci słowa Harry'ego. Horkruksy walczyły. Jego serce waliło jak oszalałe w piersi, zastanawiając się, jaką walkę może im wydać mały pucharek, ale podał miecz Hermionie.
- Bądź ostrożna, kochanie – wyszeptał, nerwowo obserwując, jak podchodzi do pucharu.
Podeszła do Horkruksa powoli, małymi, równymi kroczkami. Miecz ciążył jej w dłoniach, ale zauważyła, że bez problemu może nim władać. Była Gryfonką, a mieczem mogli władać wyłącznie prawdziwi Gryfoni. Przez chwilę zastanawiała się, czy przedstawiciele innych domów mieliby problem z podniesieniem tego miecza, ale odłożyła te myśli na później. Jeżeli przeżyje, kiedyś to sprawdzi. Zrobiła kolejny krok w kierunku Horkruksa i puchar zaczął się trząść, jakby przeczuwając nadchodzący atak. Zrobiła jeszcze jeden krok i usłyszała wysoki, zimny głos. I chociaż Harry bardzo pobieżnie wyjaśnił, co działo się między Ronem i medalionem, Hermiona zrozumiała, że Horkruksy są częściowo świadome. Potrafiły przemówić, żerowały na uczuciach osoby będącej w pobliżu, a jeżeli były wystarczająco silne, potrafiły nawet zaatakować fizycznie. Była na to przygotowana.
Syriusz nie był.
- Syriusz Black – przemówił głos, zatrzymując zarówno Hermionę, jak i Syriusza. Oczy mężczyzny pociemniały. – Widzę, czego się boisz.
Wzrok Blacka odnalazł postać czarownicy, bezgłośnie prosząc ją, żeby się pospieszyła i zabiła Horkruksa, zanim rozgada się na dobre.
- Widzę twoje serce. Twoją słabością jest twoja przeszłość.
- Nie chrzań.
- Twoją słabością jest ta dziewczyna…
- Hermiono, zabij to kurestwo! – Wrzasnął.
- Coś się z tym dzieje – patrzyła, jak puchar napełnia się od dna, po brzegi. Ciecz przelała się przez krawędź. – Proszę, niech to będzie woda.
Była przerażona, że puchar może napełniać się krwią, albo czymś równie ohydnym. Miała jednak rację, Horkruks napełniał się wodą. W bardzo szybkim tempie. Zanim się zorientowali, stali już ze stopami pod wodą, która przykryła już cały puchar. Czarownica zrobiła kolejny krok w stronę Horkruksa, ale im bliżej podchodziła, tym szybciej artefakt wypluwał z siebie wodę, utrudniając im poruszanie. Chwilę później stała po pas w wodzie.
- Syriuszu, nie mogę dosięgnąć!
Za jej plecami, Syriusz rzucał zaklęcie za zaklęciem, próbując przerwać napływ wody. Nic nie działało.
- Kurwa!
Sięgnął do Hermiony, ale kiedy tylko dotknął jej skóry, woda zaczęła krążyć wokół nich jak jakiś wir wodny. Czarownica wrzasnęła i poślizgnęła się na kamienistym podłożu, a siła wody wciągnęła ją pod powierzchnię. Syriusz, trzymając się ściany, musiał puścić jej ramię.
- Hermiona! – Rzucił się za nią. – Nie, nie nie!
Stracił ją z oczu. Słój z błękitnymi płomykami krążył pod powierzchnią wody, prześwitując między falami.
- Hermiona!
Ponownie ją zawołał, ale jego wołanie pozostało bez odpowiedzi. Słój zbliżył się do niego i mężczyzna pochwycił go i podniósł nad głowę, przyświecając sobie w poszukiwaniach dziewczyny. Nigdzie jej nie było. Spojrzał w dół, kiedy poczuł, że woda sięga mu szyi i spostrzegł nieruchomy cień unoszący się nad dnem oraz błyszczący, złocisty przedmiot. Warkot wyrwał się z jego gardła, wziął głęboki oddech i zanurkował w momencie, kiedy woda dotknęła sufitu.
Zanurzał się coraz niżej, świecąc sobie słojem i bezustannie wypatrując Hermiony. Płynął, walcząc z prądem, który próbował go zepchnąć z obranej drogi. Znowu zauważył błysk, ale tym razem był to miecz Gryffindora i jego widok zaniepokoił mężczyznę. Przed zatonięciem widział go w dłoniach Hermiony. Opanowała go panika, ale instynktownie sięgnął po miecz i złapał rękojeść. Chciał tylko znaleźć Hermionę, upewnić się, że jest cała i zdrowa, ale ta mała logiczna część jego umysłu mówiła mu, że całej tej sytuacji winien jest Horkruks. Nawet gdyby znalazł dziewczynę, nie mógłby nic zrobić, skoro ten przeklęty puchar chciał ich utopić.
Syriusz płynął z determinacją, walcząc z prądem generowanym przez Horkruksa, z mieczem ciążącym mu w dłoniach. Zauważył, że zbliżył się do pucharu i nie zważając na silne fale, uderzające w jego klatkę piersiową, wybijające z jego płuc resztki powietrza, uniósł lekko miecz i opuścił z impetem, przebijając mroczny artefakt na wylot. Puchar zadrżał i wypuścił ciemną, mazistą ciecz, która zmieszała się z woda. Black odpłynął nieco dalej, nie chcąc, żeby go dotknęła. Walczył z wciągającą go wodą, łapiąc się za gardło i mocno kopał nogami, próbując dopłynąć do powierzchni. Miał nadzieję, że woda wypływa powoli przez szczeliny w rumowisku i będzie miał gdzie nabrać powietrza.
Kiedy jego głowa przebiła powierzchnię wody, jęknął głośno, odetchnął głęboko i odkaszlnął tą wodę, która dostała się do jego płuc podczas walki z Horkruksem. Złapał równowagę i jednocześnie jego stopy dotknęły gruntu, bo woda zaczęła natychmiast uciekać tunelem, kiedy zabrakło Horkruksa. Rozejrzał się, szukając Hermiony. Słój zawierający płomienie uderzył o podłogę, kiedy cała woda zniknęła z pomieszczenia. Syriusz zobaczył małą, pokręconą sylwetkę, leżącą bezwładnie w kącie. Pospieszył do niej, głośno przeklinając los i nawołując jej imię.
- Hermiona! – Przygarnął ją do siebie i odchylił jej głowę, żeby na nią spojrzeć. Jej twarz była blada i bez życia, jej oczy zamknięte, a skóra zimna. – Hermiona!
Sięgnął po różdżkę.
- Reenervate! – Krzyknął, ale nic się nie stało. – Reenervate, do diabła!
Hermiona pozostała nieprzytomna.
