Od tłumaczki: Niewielki wstęp przed kolejnym rozdziałem. Zaraz skończy się wojna i nadejdzie dzień po dziewiętnastych urodzinach Hermiony. I wtedy zacznie się zabawa. Przed nami rozdział z Myślodsiewnią w tle. Miłego czytania i do zobaczenia za tydzień.

ROZDZIAŁ 13 – TO MOJE ZADANIE

2 maja 1998

Hogwart, Szkoła Magii i Czarodziejstwa

Zapadła cisza, kiedy Harry i Syriusz weszli do Wielkiej Sali.

Ogromna komnata została zaadaptowana na tymczasowy szpital polowy. Stoły zepchnięto pod ściany, a kolorowe obrusy, które pokrywały całe długości tych stołów odrzucono lub wykorzystano jako bandaże. Te obrusy, haftowane w symbole poszczególnych Domów już nie symbolizowały różnic między uczniami, ale raczej jedność studentów, profesorów i Zakonu Feniksa w walce przeciwko Voldemortowi. Cali i zdrowi uczestnicy bitwy krążyli po sali w grupach, pocieszając się nawzajem, natomiast ranni ustawili się w kolejce do pani Pomfrey, chcąc jak najszybciej uzyskać pomoc medyczną.

Pod południową ścianą stał Draco. Pilnował kilku złapanych Śmierciożerców, upewniał się, że ich więzy nie osłabną, a oni nie odzyskają przytomności. Bez śladu skruchy, złamał ich różdżki. Jeżeli dotrwają do procesu i jakimś cudem okażą się niewinni, co było bardzo mało prawdopodobne, będą mogli kupić sobie nowe.

Do Wielkiej Sali wniesiono Freda Weasley'a, z głębokimi, długimi cięciami na twarzy. I podczas gdy jego biedna matka zbladła na widok swojego syna, Fred był bardziej przejęty swoim nowym wyglądem niż bólem. Właśnie mówił do George'a, jak bardzo się cieszy, że od teraz bardziej przypomina Billa, a nie swojego bliźniaka. Fleur złapała Molly pod ramię i kobiety ruszyły za noszami do miejsca, gdzie już czekała na nich pielęgniarka.

Hermiona pomagała rannym wraz z Luną i Ginny. Rudowłosa siedziała obok chłopca ułożonego na stole Krukonów. Był oszołomiony i w ogóle nie zareagował, kiedy dziewczyna złożyła jego złamaną rękę. Obok niego siedział Dean Thomas i ściskał swoją pulsującą bólem dłoń. Syriusz pamiętał tego chłopaka z ich pobytu w Muszelce. Zajmowała się nim Luna, która właśnie owijała bandaż wokół głębokiej rany na jego łydce.

Zanim Hermiona zdążyła wziąć głęboki oddech na widok Syriusza stojącego w wejściu, Ginny już pędziła w stronę Harry'ego, rzuciła się na chłopaka, objęła go mocno, jakby nigdy nie chciała puścić.

Syriusz zauważył wzrok Hermiony i uśmiechnął się do niej ze smutkiem. Zauważył, jak sztywną postawę przyjęła na jego widok, jak nerwowo przełykała ślinę, jak mocno zacisnęła dłonie w pięści. Bez wahania podszedł do niej, objął ją i wtulił twarz w jej włosy, oddychając jej zapachem.

- Co się stało?

- Snape nie żyje – odpowiedział, starannie ukrywając swoje wzburzenie.

Nie wiedział, jak powinien się czuć, gdy jego wieloletni wróg w końcu zginął. Niecały dzień wcześniej chciał go udusić gołymi rękoma, ale gdy przyglądał się, jak Voldemort najpierw zdemaskował mężczyznę, a potem praktycznie nakarmił nim swojego węża, czuł przerażenie. Nie mógł nie pomyśleć o Lily i jej reakcji na koniec, jaki spotkał jej najlepszego przyjaciela z dzieciństwa.

- Jak?

- Nagini. Weszliśmy do Wrzeszczącej Chaty, gdy tylko Voldemort ją opuścił. Nic nie mogliśmy zrobić. Snape powiedział, że Harry musi obejrzeć wspomnienia, które mu dał. Nie mam pojęcia, co kryje się w głowie tego popaprańca – warknął, po czym westchnął, widząc zniesmaczony wzrok czarownicy. Zatknął luźny pukiel jej włosów za ucho. – Wiem, wiem. Nie mówić źle o zmarłych. Tutaj wszystko w porządku?

Spojrzała na swoje dłonie, po czym mocniej się do niego przytuliła.

- Opatrujemy rannych. Percy i Neville są na zewnątrz, zbierają… Ciała.

Syriusz pokiwał głową.

- Idę z Harrym. Zobaczę, co Snape dla niego zostawił.

- Pójdę z wami – drgnęła, jakby chciała ruszyć, ale Syriusz ją zatrzymał.

- Nie. Zostań tutaj. Tu jesteś potrzebna. Remus i Tonks mówią, że jesteś genialna, jeśli chodzi o magię leczniczą – uśmiechnął się z dumą. – Jakbyś mogła nie być genialna w jakiejś dziedzinie.

Jego uśmiech rozszerzył się, gdy dostrzegł jej rumieniec.

- To nie powinno trwać długo. Nie mierzymy się z niczym niebezpiecznym, poza przeszłością, prawda?

- Uważaj na niego – poprosiła. Spojrzała w kierunku Harry'ego, który już przemierzył większą część Wielkiej Sali, idąc w stronę gabinetu dyrektora. – Ma paskudny nawyk ratowania ludzi kosztem własnego zdrowia.

- Będę na niego uważał, kochanie – pocałował jej czoło i ruszył za swoim chrześniakiem.

Prawda była taka, że Syriusz nie był pewny, co zawierają wspomnienia Snape'a. Jeżeli Smarkerus zawarł choćby jedno dotyczące pewnej osoby, byłoby źle, gdyby zobaczył je Harry, a jeszcze gorzej, jeśli zobaczyłaby je Hermiona. Syriusz postanowił towarzyszyć Harry'emu wyłącznie po to, żeby zachować nietkniętą linię czasową.

- Hasło? – Rzucił gargulec, kiedy podeszli pod klatkę schodową gabinetu dyrektora.

- Dumbledore – wymamrotał Syriusz, a kiedy Harry odwrócił się do niego ze zdumieniem w oczach, dodał: - Wiem, pokręcone.

Harry spojrzał bez nadziei na opuszczony portret Dumbledore'a, który wisiał dokładnie nad biurkiem, po czym odwrócił się do niego plecami. Kamienna Myślodsiewnia stała w zamkniętej szafie, ale chłopak wiedział doskonale, jak się do niej dostać. Przeniósł ciężką misę na biurko i wlał do niej płynne wspomnienia. Razem z Syriuszem zanurkowali w jaśniejącej masie, by obejrzeć to, co chciał im przekazać Snape.

Wylądowali na słonecznym, ciepłym placu zabaw. Kiedy Syriusz się wyprostował, zauważył, że miejsce było praktycznie opuszczone. Na horyzoncie majaczył ogromny komin.

Dwie dziewczynki bawiły się na huśtawkach, a zza krzaka obserwował je mały, chudy chłopiec. Jego długie, czarne włosy powiewały na wietrze, a ubrania były tak niedopasowane, że wyglądało to, jakby taki był cel chłopca: za krótkie jeansy, wytarty, za duży płaszcz, który pasowałby na dorosłego mężczyznę i dziwny podkoszulek.

- Snape? – Harry uniósł brew.

Syriusz tylko skinął głową, patrząc na twarz ze swojej przeszłości. Nie potrafił nienawidzić tego człowieka w tym momencie, patrząc na jego dziecięcą twarz. On sam też był dzieckiem, kiedy zaczął się konflikt między nimi. Nie czuł wstydu, myśląc o swoim zachowaniu sprzed lat, chociaż na pewno odczuwał ciężko swoją winę, kiedy przypominał sobie pojedyncze wydarzenia. Jednak patrząc na młodziutkiego Snape'a oczami dorosłego mężczyzny, nie mógł nie żałować chłopca.

Harry podszedł bliżej.

Na pociągłej twarzy chłopca malowała się zazdrość, gdy patrzył na młodszą dziewczynkę, huśtającą się wyżej i wyżej…

- Mama – wyszeptał Harry, a Syriusz położył mu dłoń na ramieniu.

- Lily, nie rób tego – zawyła starsza siostra.

Ale Lily nie posłuchała i puścił huśtawkę, gdy ta była w swoim najwyższym punkcie. Dziewczynka wyleciała w powietrze, dosłownie poszybowała w górę z radosnym śmiechem, który sprawił, że w oczach Syriusza pojawiły się łzy. Zamiast spaść na gorący asfalt, Lily sunęła przez powietrze jak artystka cyrkowa, pozostając w powietrzu zdecydowanie za długo, lądując za miękko.

Syriusz zmusił się, żeby nie patrzeć, jak Snape zachowuje się w obecności Lily, kiedy kontynuowali oglądanie wspomnienia. Mimo współczucia, jakie odczuwał dla chłopca doświadczonego przez los, Black nadal pamiętał mężczyznę, który nie zasługiwał, żeby znać Lily. Nie po tym, jak ją nazwał. Nie po tym, jak dołączył do Voldemorta. Syriusz nie mógł uwierzyć, że ten mały, obdrapany chłopiec stał się przyczyną wszystkich nieszczęść, jakie przytrafiły się dziewczynie, którą traktował jak rodzinę.

- Czy to, że urodziłam się w rodzinie Mugoli jest naprawdę takie ważne? – Zapytała Lily.

Snape zawahał się.

- Nie. To wcale nie jest ważne.

- To dobrze – dziewczynka odprężyła się.

- Pieprzony hipokryta – warknął Animag, odwracając się.

- Przestań, Syriuszu – upomniał go chrześniak.

I ten jeden raz w swoim życiu, Syriusz posłuchał.

Kiedy otoczenie się zmieniło, Black odważył się ponownie spojrzeć. Stali na peronie dziewięć i trzy czwarte.

Przygarbiony Snape stał obok szczupłej kobiety o wąskiej, nieprzyjemnej twarzy, bardzo podobnej do jego własnej. Wlepiał wzrok w czteroosobową rodzinę, która stała niedaleko. Dwie dziewczynki oddaliły się nieco od swoich rodziców. Lily wyglądała tak, jakby błagała o coś swoją siostrę.

- Nie jestem dziwadłem – powiedziała. – To straszne, że tak o mnie mówisz.

- Właśnie tam się wybierasz – odpowiedziała Petunia jadowicie. – Do specjalnej szkoły dla dziwadeł. Ty i ten chłopak Snape'ów… Oboje jesteście inni. Dobrze, że odizolują was od normalnych ludzi. To dla naszego bezpieczeństwa.

Zanim Syriusz zdążył się rozejrzeć po peronie w poszukiwaniu innych znajomych twarzy, scena ponownie uległa zmianie.

- To jest to! Jesteśmy w drodze do Hogwartu – Snape próbował podnieść Lily na duchu, kiedy zajmowali miejsca w wolnym przedziale.

Syriusz uśmiechnął się nagle, patrząc na młodsze wersje siebie i Jamesa Pottera, które wparowały bez zaproszenia do tego samego przedziału.

- Spójrz na te przystojne twarze!

- Mam nadzieję, że zostaniesz Ślizgonką – powiedział Snape.

- Ślizgonką? – Wciął się James. – Kto przy dobrych zmysłach chciałby trafić do Slytherinu? Czas się stąd zmyć, nie sądzisz?

- Moja cała rodzina to Ślizgoni – odparł młodszy Syriusz.

- Cholerka – James zamrugał. – A wydawałeś się w porządku.

Młodszy Syriusz uśmiechnął się przebiegle.

Starszy Syriusz wybuchnął szczerym, tubalnym śmiechem.

- Może czas skończyć z rodzinną tradycją. Do którego domu ty się wybierasz, jeśli dostaniesz jakiś wybór?

James uniósł wyimaginowany miecz.

- Do Gryffindoru, gdzie trafiają mężni i waleczni. Jak mój tata – Potter odwrócił się do Snape'a gdy ten wydał z siebie cichy, niegrzeczny dźwięk. – Masz z tym jakiś problem?

- Nie – odpowiedział Snape, chociaż jego mina mówiła coś innego. – Skoro preferujesz mięśnie nad mózg.

- A gdzie ty masz zamiar trafić, skoro brakuje ci jednego i drugiego? – Wtrącił Syriusz.

James zaśmiał się.

Lily usiadła prosto, zaczerwieniona z gniewu i spojrzała na Syriusza i Jamesa z niechęcią.

- Chodźmy, Severusie. Znajdziemy inny przedział.

- Oooooooo – James i Syriusz próbowali naśladować jej głos, ale im się nie udało. James spróbował podciąć Snape'a, kiedy ich mijał.

- Na razie, Smarkerusie!

- Widziałeś? – Zwrócił uwagę Syriusz, kiedy podążyli za wspomnieniem. – Zawsze był kretynem.

Jednak nieprzyjemna mina Blacka zniknęła, kiedy spojrzał ponad ramieniem chrześniaka. Oszołomiło go to, co zobaczył. Działając instynktownie, złapał Harry'ego za ramiona i obrócił w swoją stronę.

- Jesteś pewien, że chcesz zobaczyć resztę? Nie wiemy, co miał zamiar ci pokazać, kiedy przygotowywał te wspomnienia.

Odwrócił jego uwagę, w najprostszy sposób. Zielone oczy Harry'ego skupiły się na nim, a Syriusz ze spokojem obserwował, co działo się za plecami chłopaka.

- Z drogi – krzyknął Snape, przepychając się między niską dziewczynką o gęstych włosach i wysokim, bladym chłopcem.

Lily szybko pogoniła za przyjacielem, wołając jego imię.

- Sev, zaczekaj na mnie!

- Wszystko w porządku, Syriuszu – odpowiedział Harry, strząsając z ramienia dłoń Blacka i spoglądając w kierunku, gdzie zniknęli Snape i Lily.

I chociaż wspomnienie podążało za swoim właścicielem, Syriusz słyszał znajomy głos, dobiegający zza otwartych drzwi przedziału.

- Jamie, coś ty narobił?

Dzięki Merlinowi, scena ponownie się zmieniła.

Harry i Syriusz stali tuż za Snapem, który czekał na swoją kolej w Ceremonii Przydziału.

- Evans, Lily!

Niska, rudowłosa dziewczynka wyszła z tłumu i drżące nogi poniosły ją w kierunku małego stołka. Profesor McGonagall upuściła Tiarę Przydziału na jej głowę i nie upłynęła nawet sekunda, kiedy Tiara wykrzyknęła „Gryffindor"!

Snape cicho warknął. Lily zdjęła Tiarę z głowy, oddała ją Profesor McGonagall i pospieszyła w kierunku wiwatujących Gryfonów. Idąc, rzuciła krótkie spojrzenie Snape'owi i uśmiechnęła się smutno. Młodszy Syriusz przesunął się, robiąc jej miejsce przy stole. Spojrzała na niego, przypomniała sobie jego zachowanie w pociągu, skrzyżowała ramiona i odwróciła się do niego plecami.

Harry towarzyszył wspomnieniu, przyciągany przez wizerunek swojej matki siedzącej przy stole Gryfonów, co było Syriuszowi na rękę, bo jego uwaga skupiła się na kimś innym.

James stał ramię w ramię ze znajomą dziewczynką, a Snape podsłuchiwał ich rozmowę.

- Założymy się, jak szybko trafię do Gryffindoru?

Dziewczynka zaśmiała się słodko.

- Jestem pewna, że Tiara nie będzie potrzebowała czasu do namysłu.

Serce Syriusza ścisnęło się z bólu, ale nie pozwolił sobie na okazanie jakichkolwiek emocji, na wypadek, gdyby Harry spojrzał w jego stronę.

James uśmiechnął się, pewny siebie.

- Cholerna racja!

Profesor McGonagall wywołała nazwisko Jamesa i chłopiec ruszył w kierunku stołka. Tiara ledwo zdążyła dotknął potarganych włosów Pottera, gdy wykrzyknęła „Gryffindor". Chłopiec zaśmiał się.

Harry wrócił do Syriusza i mężczyzna ponownie zablokował widok wspomnienia, aby nie naruszyć linii czasowej.

- To było do przewidzenia – prychnął Snape.

- Nie ma nic złego w Gryffindorze.

- Mówi kolejna mała lwica – odpowiedział.

Syriusz starał się, jak mógł, żeby odwrócić uwagę Harry'ego od Snape'a i wskazał na stół Gryfonów, gdzie James Potter dołączył do młodego Syriusza i młodego Remusa.

- Uwierzysz, jacy byliśmy młodzi? – Zaśmiał się, mając świadomość, że wspomnienie Snape'a rozgrywa się za jego plecami.

- Od początku byliście przyjaciółmi – Uśmiechnął się Harry, ignorując dziwne zachowanie ojca chrzestnego. Uznał, że oglądanie tych wspomnień jego dla Blacka bardzo bolesne. – Tak, jak ja, Ron i Hermiona.

- Dokładnie tak, jak wy, tak – Animag popchnął lekko Harry'ego w bezpieczną stronę, patrząc jak kolejna Gryfonka dołącza do uczniów. Jeszcze raz zdążył spojrzeć w jej stronę, po czym Tiara przydzieliła Snape'a do Slytherinu i wspomnienie się skończyło.

Sceneria zmieniła się.

Lily i Snape spacerowali po zamkowym dziedzińcu, zawzięcie się kłócąc.

Harry pospieszył za nimi, żeby usłyszeć, o czym rozmawiają. Kiedy razem z Syriuszem się do nich zbliżyli, Black uświadomił sobie, że oboje byli wyżsi, niż przed momentem. Musiało upłynąć kilka lat od Ceremonii Przydziału.

- A co powiesz o tym, co knują Potter i jego szajka? – Warknął Snape. Zaczerwienił się z gniewu, nie potrafił jeszcze panować nad swoimi emocjami.

- A co Potter ma z tym wspólnego? – Lily odpowiedziała pytaniem.

- Wymykają się po nocach. Coś dziwnego dzieje się z Lupinem. Gdzie on się ciągle podziewa?

- Jest chory. Tak mówią.

- Każdego miesiąca w czasie pełni księżyca? – Zadrwił.

- Wiem, co sobie myślisz – głos Lily ochłódł. – Czemu tak się nimi interesujesz? Co cię obchodzi to, co robią po nocach?

- Próbuję ci udowodnić, że oni wcale nie są tacy wspaniali, jak wszyscy sądzą.

- Ale nie używają Czarnej Magii – ucichła. – Jesteś niewdzięczny. Słyszałam, co się stało tamtej nocy. Poszedłeś tunelem pod Wierzbą Bijącą i to właśnie James Potter uratował cię przed tym, co tam jest…

Twarz Snape'a wykrzywił gniewny grymas.

- Uratował? Uratował?! Myślisz, że to on był bohaterem? On tylko próbował ratować skórę swojego przyjaciela! Wiesz, że Black sprowokował mnie, żebym tam poszedł. Tylko dlatego, że sądził, że czepiam się tej jego małej dziewczyny!

- A nie czepiasz się?- Zapytała Lily.

Harry spojrzał wyczekująco na Syriusza.

- Ja… - Zaczął, ale żadne słowa nie przeszły mu przez gardło, gdy skrzyżował wzrok ze spojrzeniem chrześniaka. Zapłonął w nim wstyd. – Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Byłem młody, impulsywny i uważałem, że na to zasłużył.

Młody Gryfon potrząsnął głową.

- Mogłeś go zabić.

- Wiem – przyznał Animag. – Uwierz mi, moi przyjaciele sprali mi za to skórę.

- I wszystko przez jedną dziewczyną? – Harry uniósł brew.

- Nie byle jaką dziewczynę – wyszeptał Black, gdy sceneria ponownie się zmieniła.

Otoczenie przybrało kształt wzniesienia, wszędzie było ciemno, wiatr wył pośród pozbawionych liści drzew.

Dorosły Snape nie mógł złapać oddechu, kiedy tak czekał na kogoś z różdżką w dłoni. Z początku nic nie powiedział, tylko patrzył na Dumbledore'a.

- Ukryj ich. Zapewnij jej… Im… Bezpieczeństwo. Błagam.

- A co dasz mi w zamian, Severusie?

- W… W zamian? – Snape zająknął się. Odpowiedział dopiero po dłuższej chwili. – Wszystko.

- Syriuszu, wiedziałeś o tym? – Zapytał Harry.

Black potrząsnął głową. Nie, w tamtym momencie od dawna nie widzieli Snape'a. Wiedzieli, oczywiście, że został Śmierciożercą. Wszyscy o tym wiedzieli. Wtedy nie musieli kryć się za maskami. Voldemort był u szczytu swojej siły, wszyscy uważali, że zwycięży. Nie mieli powodu, żeby się ukrywać. Ale Syriusz nie miał pojęcia, że Snape błagał o zapewnienie ochrony dla Lily, Jamesa i Harry'ego. Wiedział tylko, że Dumbledore zrobił z niego szpiega.

Wzgórze zniknęło. Stali w gabinecie Dumbledore'a i słyszeli dźwięki, jakie wydaje z siebie ranne zwierzę.

Snape siedział skulony na krześle, a Dumbledore stał nad nim z ponurą miną.

- Jej syn żyje – powiedział. – Ma jej oczy. Dokładnie jej oczy. Pamiętasz kształt i kolor oczu Lily Evans, prawda?

- PRZESTAŃ! – Wrzasnął Snape. – Odeszła… Nie żyje…

- Żałujesz, Severusie?

- Chciałbym… Chciałbym umrzeć.

- I jaki byłby pożytek z twojej śmierci? – Głos Dumbledore'a był zimny, pozbawiony emocji. – Jeżeli kochałeś Lily Evans, naprawdę ją kochałeś, możesz zrobić tylko jedno.

- Kochał moją matkę – wyszeptał Harry. – Przez cały ten czas. Snape kochał moją matkę.

Patrzył na rozpościerającą się przed nim scenę, obserwował swojego byłego nauczyciela, mężczyznę, na którego śmierć patrzył niecałą godzinę temu, jak upadł na kolana i rozpaczał po śmierci Lily Evans.

Syriusz odwrócił wzrok, nie mógł na to patrzeć. Znał tą rozpacz. Znał ze swojego doświadczenia. Utrata kobiety, którą kochałeś zadaje ból niepodobny do żadnego innego.

- Niech będzie. Niech tak będzie, Dumbledore. Ale nigdy… Nigdy! Nie wolno ci nic powiedzieć. To musi pozostać między nami. Obiecaj! Nie zniosę… Szczególnie, jeśli syn Pottera… Musisz dać mi słowo!

- Mam dać ci słowo, że nigdy nie ujawnię twojej najlepszej strony, Severusie? – Dumbledore westchnął, patrząc w dół, na zniszczoną, naznaczoną smutkiem twarz Snape'a. – Skoro nalegasz…

Gabinet zniknął tylko po to, żeby zaraz ponownie się pojawić.

Snape przechadzał się nerwowo po pomieszczeniu, przed obliczem dyrektora.

- … mierny, arogancki, jak jego ojciec, zdecydowanie łamiący wszelkie reguły, zachwycony ciągłą uwagą i swoją nagle odnalezioną sławą, szukający uwagi i niewychowany…

- Każdy Potter potrafi zostawić po sobie niezatarte wrażenie – westchnął Syriusz, przeczesując dłonią włosy. Coraz bardziej przestawała mu się podobać ta wycieczka w głąb cudzych wspomnień. Dlaczego Snape nalegał, że Harry musi to zobaczyć? Chciał mu udowodnić, że on jako pierwszy pokochał Lily? Ostatni raz chciał się zemścić na Potterach?

- Widzisz tylko to, co chcesz zobaczyć, Severusie – odpowiedział Dumbledore, nie podnosząc wzroku na swojego Mistrza Eliksirów. – Pozostali nauczyciele przekazali mi, że chłopiec jest skromny, szybko nawiązuje nowe znajomości i jest całkiem utalentowany. Osobiście uważam, że jest zajmującym dzieckiem.

Sceneria zmieniła się po raz kolejny i ponownie znaleźli się w gabinecie dyrektora. Syriusz i Harry uważnie się przyglądali, jak Snape pochyla się nad Dumbledorem, patrząc na jego poczerniałą dłoń.

- Doskonale się spisałeś, Severusie. Ile czasu mi zostało według ciebie?

Snape odpowiedział po chwili wahania.

- Nie jestem w stanie dokładnie powiedzieć. Może rok. Nie można powstrzymywać tej klątwy w nieskończoność. W końcu zaatakuje całe ciało. Upływ czasu tylko wzmacnia jej działanie.

Harry westchnął, patrząc na to wspomnienie.

- On umierał.

Syriusz położył opiekuńczo dłoń na ramieniu chrześniaka.

- Czarny Pan nie wierzy w sukces Dracona. Jego misja jest karą dla Lucjusza za jego pomyłki. Rodzice Dracona są powoli torturowani, kiedy tak obserwują jak chłopak sobie nie radzi i będzie musiał zapłacić za swoją porażkę.

- W skrócie, nad chłopakiem wisi wyrok śmierci, tak, jak nade mną – skwitował Dumbledore. – Jak rozumiem, jeśli Draco zawiedzie, ty masz wykonać jego zadanie?

Nastąpiło krótkie milczenie.

- Myślę, że taki jest plan Czarnego Pana.

- Chłopiec musi wykonać swój plan – zaczął dyrektor, a Snape obdarzył go jadowitym spojrzeniem.

- Chcesz, żeby zaprzepaścił sobie życie? – Mistrz Eliksirów zmrużył oczy. – Po tym wszystkim, co zrobił? Przyjęcie Mrocznego Znaku prawie go zabiło!

- Chciałbym, żeby chłopiec wykonał prawie cały plan – wyjaśnił Dumbledore. – Nie chcę, żeby jego dusza ucierpiała na moim morderstwie. Ty musisz mnie zabić.

- Malfoy nie kłamał! – Wykrzyknął Harry.

- A co z moją duszą, Dumbledore? A co z moją?

- Tylko ty możesz ocenić, czy twoją duszę skrzywdzi udzielenie staremu człowiekowi ochrony przed bólem i poniżeniem – odpowiedział dyrektor. – Tylko o tyle cię proszę, Severusie, bo moja śmierć jest tak pewna, jak to, że Armaty z Chudley skończą ligę na ostatnim miejscu w tabeli. Przyznaję, że wolę czystą, szybką śmierć od bałaganu, który z moim ciałem mógłby zrobić taki Greyback… Słyszałem, że Voldemort go zwerbował. Albo od masakry z ręki Bellatrix.

Syriusz warknął, gdy usłyszał o Greybacku i swojej martwej kuzynce.

W końcu, Snape skinął głową.

Dumbledore wyglądał na zadowolonego.

- Dziękuję, Severusie.

Gabinet zniknął. W kolejnym wspomnieniu Snape i Dumbledore spacerowali po zamku, nocą, tuż po zmierzchu.

- Posłuchaj mnie uważnie, Severusie. Przyjdzie taki czas, niedługo po mojej śmierci… Nie kłóć się ze mną, tylko słuchaj! Przyjdzie taki czas, kiedy Lord Voldemort zacznie się lękać o życie swojego węża.

- O Nagini? – Wiadomość zaskoczyła Snape'a.

- Harry! – Teraz musieli uważnie słuchać. O tym mówił Snape, kiedy przekazywał im swoje wspomnienia. Chodziło o tego cholernego węża.

Syriusz słuchał uważnie, obserwując dokładnie dwóch mężczyzn, szukając subtelnych oznak kłamstwa. Jak mógł nie znać powodu, dla którego Snape odwrócił się od Śmierciożerców? Miesiącami wpatrywał się w twarz Severusa, kiedy składał swoje raporty na Grimmauld, zastanawiając się, co sprowadziło tego mężczyznę na ich stronę. Naprawdę wcześniej nie wpadł na to, że Snape po prostu ją kochał? Naprawdę ją kochał?

- Powiedz mu, że tej nocy, kiedy Voldemort próbował go zabić, kiedy Lily ofiarowała swoje życie, jako tarczę dla niego, Klątwa Zabijająca uderzyła w Voldemorta i odszczepiła fragment jego duszy, który przyssał się do jedynego żywego nosiciela, jaki pozostał w budynku. Malutka część Voldemorta żyje w Harrym i właśnie ta część jest odpowiedzialna za wężomowę i ten tajemniczy kontakt między nimi, którego natury Harry nigdy nie pojął. I dopóki ten fragment duszy Voldemorta żyje w Harrym, żywiony i chroniony przez chłopca, Czarny Pan nie może umrzeć.

- A zatem chłopiec… Musi umrzeć? – Zapytał Snape cicho.

- Voldemort musi go osobiście zabić, Severusie. To konieczne.

- Bzdura! – Wrzasnął Syriusz. – Kończymy, Harry.

Podniósł różdżkę, żeby zakończyć działanie Myślodsiewni, ale młody Gryfon odsunął się.

- Harry, nie zaryzykuję twojego życia z powodu bredni wygadywanych przez starego głupca i nawróconego Śmierciożercę. Po prostu nie zaryzykuję!

- Wybór nie należy do ciebie Syriuszu. Nikt więcej za mnie nie zginie.

- Oczywiście, że nikt nie zginie!

- Moi rodzice zginęli! Ty zginąłeś!

- Nadal tu jestem! I robię swoje, James! – Syriusz od razu wychwycił swoją pomyłkę, ale Harry już to usłyszał. Black głęboko wciągnął powietrze, próbując się uspokoić i położył ponownie dłoń na ramieniu chrześniaka. – To ja powinienem się tobą opiekować, Harry. Zapewniać ci bezpieczeństwo. Obiecałem to twoim rodzicom. Obiecałem… Obiecałem, że będziesz bezpieczny.

Tymczasem wspomnienie toczyło się własnym rytmem.

- Expecto Patronum!

Z różdżki Snape wyłoniła się srebrna łania. Wylądowała zgrabnie na podłodze, obiegła dokoła gabinet i wyskoczyła przez okno. Dumbledore patrzył za nią, po czym odwrócił się do Snape'a z oczami pełnymi łez.

Syriusz nie mógł na to patrzeć. Wiedział, jak wygląda Patronus Snape'a, miał nawet pewne przypuszczenia z tym związane, ale jego błędne przekonanie, że Śmierciożerca nie może nikogo kochać, zamydliły mu oczy. Ale widok tego… Widok srebrnej łani…

- Po tylu latach?

- Zawsze.

Niezdolni oglądać więcej, Harry i Syriusz opuścili Myślodsiewnię i chwilę później leżeli bez tchu na dywanie w tym samym gabinecie, o którym wspomnienie zostawili za sobą. Było tak, jakby Snape właśnie zamknął za sobą drzwi.

Black potrząsnął głową.

- Nie wiem, co ci powiedzieć, Harry.

- Snape kochał moją matkę – wymamrotał chłopak. – Myślisz, że gdyby nigdy nie nazwał jej…

- Nie! Nie, bez względu na wszystko, było jej pisane związać się z Jamesem – zapewnił Black, kładąc na swoje słowa taki nacisk, jak robi to wierzący, przekonujący ludzi do swojej wiary. – Lily kochała Jamesa. James ubóstwiał Lily.

Mężczyzna schował głowę w dłoniach. Podróż przez wspomnienia Snape'a nie należała do przyjemnych.

- Któregoś dnia pokażę ci swoje wspomnienia. Wtedy zobaczysz… Przekonasz się, jak idealnie do siebie pasowali. Zobaczysz wszystko. Opowiem ci o wszystkim.

- Przykro mi, Syriuszu – miękko powiedział Harry.

- Nie masz powodu, żeby ci było przykro – Animag zmarszczył brwi.

- Petrificus Totalus!

Gdy uderzyło w niego zaklęcie, Syriusz opadł na dywan z szeroko otwartymi oczami. Ciasno związany, śledził wzrokiem odchodzącego chrześniaka. Harry spojrzał na Syriusza ze smutkiem.

- Dziękuję za wszystko – powiedział wyraźnie. – Jesteś jedynym ojcem, jakiego znałem i uważam, że dobrze sobie radziłeś w tych okolicznościach, jakie mieliśmy. Zajmij się Hermioną. Zajmij się wszystkimi.

Klęknął obok sparaliżowanego ciała swojego ojca chrzestnego i położył swoją dłoń na jego ramieniu.

- To moje zadanie, Syriuszu.

Nasze zadanie, pomyślał ze złością Black, patrząc, jak Harry wychodzi z pomieszczenia.