Od tłumaczki: Zaczynamy drugą część. Złamana Hermiona będzie miała bardzo dużo czasu, żeby się poskładać i wymyślić sposoby, jak można naprawić innych ludzi. Większość fabuły wyjaśni się w kolejnym rozdziale. Teraz cieszcie się artykułem, urodzinami i pułapką Remusa. Miłego czytania, do zobaczenia za tydzień.
CZĘŚĆ DRUGA – ZMIENIACZ CZASU
ROZDZIAŁ 15 – ODWAGA I TALENT
17 września 1998
Rezydencja przy Grimmauld 12 – siedziba Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków
Syriusz siedział samotnie w altanie swojego rodzinnego domu ze szklanką wypełnioną najlepszą whisky Ogdena i zapalonym papierosem między wargami. Uważnie obserwował sąsiedztwo, uśmiechając się na widok ludzi załatwiających swoje zwyczajowe sprawy wokół jego domu. Po tym, jak odnowiono Zaklęcie Fideliusa, które kryło siedzibę rodu Blacków i dla pewności dodano zaklęcie odstraszające Mugoli, Syriusz mógł obserwować ludzi sprzed domu bez większego ryzyka dla siebie. I chociaż Hermiona określała to jako podglądactwo – bo obserwowani Mugole nie byli tego świadomi – działało na niego uspokajająco.
Miała wiele problemów z jego zachowaniem, od kiedy skończyła się wojna. Obserwowanie Mugoli znajdowało się dość nisko na liście jego złych nawyków, szczególnie w porównaniu do picia alkoholu i palenia. O tych dwóch nałogach Hermiona mówiła głośno, wyraźnie i z obrzydzeniem. Palenie trafiło na samą górę jej listy, kiedy oficjalnie oddał Stworka na służbę do Hogwartu. Od tamtej pory przynajmniej nie słyszał nic o niewolnictwie i złym traktowaniu skrzatów domowych.
Prawdę mówiąc, Syriusz chciał jak najszybciej pozbyć się wszystkich punktów z jej listy złych nawyków, żeby nie wdawać się z nią w żadne kłótnie.
Z tego powodu, dokładnie w tym momencie rozkoszował się wczesnym popołudniem z drinkiem i papierosem na altanie swojego domu – Hermiony nie było w pobliżu, żeby mu to wytknąć.
Od momentu, kiedy Harry, Ron i Hermiona wprowadzili się do domu przy Grimmauld, żeby zamieszkać z Syriuszem, czarownica rzadko opuszczała swój pokój. Black cały czas się tym martwił, podobnie jak Harry, ale wszyscy pozostali – głównie Weasley'owie – twierdzili, że dziewczyna potrzebuje trochę czasu, żeby ochłonąć. Harry niechętnie się zgodził, ale Syriusza to nie przekonało. Stwierdził, że nie pozwoli jej zamknąć się w sobie, co było bardzo prawdopodobnym scenariuszem po zakończeniu wojny.
Po zwycięstwie odniesionym nad Voldemortem w Zakazanym Lesie, czworo mieszkańców rezydencji Blacków stało się znanymi osobistościami w magicznym świecie. Harry, Ron i Hermiona zostali okrzyknięci bohaterami wojennymi i przylgnęło do nich określenie Złote Trio, które czarownica natychmiast znienawidziła. Nienawidziła wszystkich pseudonimów, ksywek i zdrobnień.
I podczas gdy mieszkańcy magicznego świata udzielali się przy naprawach Hogwartu, Ulicy Pokątnej i Ministerstwa Magii, ci, którzy aktywnie walczyli na wojnie, musieli najpierw naprawić siebie, uleczyć rany na swoich duszach.
Harry zdecydował, że na niego najlepiej zadziała normalne życie. Kiedy Minister Magii osobiście zaprosił go do dołączenia do nowego programu treningowego dla Aurorów, Syriusz zachęcił chrześniaka, żeby przyjął zaproszenie wraz z Ronem. Jednak kiedy Kingsley rozszerzył je również dla Syriusza i Dracona, obaj odmówili. Syriusz, klnąc jak szewc, Draco ironicznym uniesieniem brwi.
Zamiast skupiać się na odbudowie budynków, Syriusz skupił się na odbudowaniu swojej rodziny, która w tym momencie obejmowała wyłącznie Harry'ego i Hermionę. Czuł więź rodzinną, zerwaną tak dawno temu. Z tego powodu Hermiona nalegała, żeby odezwał się do swoich kuzynek. Ponieważ Dwór Malfoy'ów podczas wojny służył jako kwatera główna Voldemorta i jego Śmierciożerców, został skonfiskowany przez Ministerstwo Magii, zmuszając Narcyzę i Dracona do pospiesznej przeprowadzki. Schronienie zaproponowała im Andromeda, która nauczyła się ponownie ufać swojej siostrze i polegać na niej w żałobie po swoim mężu. Draco zaś, doprowadzony do ostateczności ciągłym wysłuchiwanie lamentów dwóch wdów, korzystał chętnie i często z zaproszenia Syriusza, by wpadać na Grimmauld. Ku niezadowoleniu Harry'ego i Rona, oczywiście.
Syriusz czuł się odpowiedzialny za uzdrowienie duchowych ran Hermiony, skoro nikt inny się do tego nie palił. Wszyscy ich przyjaciele uznali wręcz, że tak inteligenta i zaradna czarownica, jak Hermiona, na pewno poradzi sobie sama. Codziennie rano budził ją zapachem śniadania przyniesionego prosto z piekarni, bo sam nie radził sobie w kuchni. Kiedy wracała do swojej sypialni lub kierowała się do biblioteki, żeby godzinami czytać, namawiał ją na wyjście z domu. Nie mogli jednak kierować się do magicznych części miasta, bo jej status celebrytki nie dawał jej anonimowości, której pragnęła. Dlatego zaproponował, żeby spacerowali po mugolskiej części miasta. Pokazywał jej swoje ulubione miejsca i zatapiał się we wspomnieniach.
Najgorsze były koszmary, ale Syriusz miała lata doświadczenia w radzeniu sobie z nimi. Harry i Ron byli przerażeni jej krzykami. Kiedy każdej nocy budziła ich swoimi wrzaskami, pędzili do jej sypialni tylko po to, żeby znaleźć tam Blacka, trzymającego czarownicę w objęciach, tulącego ją do snu.
Harry przyznał, że czuje się odpowiedzialny za jej stan. Syriusz odpowiedział mu, że to on jest odpowiedzialny za wszystkich mieszkających pod jego dachem i poprosił, żeby chrześniak pozwolił mu wykonywać swoją pracę.
Z tego samego powodu Black czuł się też odpowiedzialny za Dracona, który został odtrącony przez większość społeczeństwa. Czarodzieje czystej krwi przypięli mu łatkę zdrajcy krwi, coś, z czym Syriusz był doskonale zaznajomiony. Otoczył więc chłopaka opieką i starał się tchnąć w niego poczucie własnej wartości. Ponieważ Harry i Ron odmówili jakiegokolwiek socjalizowania się ze Ślizgonem, Syriusz poprosił Dracona o pomoc w wydostaniu Hermiony z jej kokonu samotności.
Obaj byli w stanie zaleźć jej za skórę, prowokując w niej nieco inne uczucia niż obojętność. Syriusz doceniał pod tym względem pomoc Dracona.
Jego wdzięczność mogła być jednak przedwczesna.
- Syriuszu! – Głos Malfoy'a przetoczył się przez dom.
Black wyrzucił papierosa na ulicę, jakby nagle się nim sparzył. Szybko wylał whisky za schody i przesunął szklankę w mniej widoczne miejsce. Wziął głęboki oddech i usłyszał przeciągłe westchnienie Dracona, który właśnie wszedł w jego pole widzenia.
Szybka obserwacja powiedziała Animagowi, że niepotrzebnie wyrzucał papierosa i wylewał whisky.
- Hermiony z tobą nie ma?
- Niedługo tu będzie – Draco wykrzywił twarz ze złością. – Skorzystałem z sieci Fiu, bo uznałem, że tak będzie szybciej, skoro Granger poszła do punktu aportacyjnego. Pomyślałem, że uprzedzę cię, w jakim jest nastroju.
- Co narobiłeś? – Syriusz rzucił Ślizgonowi niemiłe spojrzenie, wszedł do domu i spokojnie zamknął za sobą drzwi.
- Tylko to, co ty mi kazałeś – chłopak wywrócił oczami z irytacją. – I nie, nie zasugerowałem, że w końcu nabiera wagi. Ponownie. Nadal mam ślady po zaklęciu, jakim mnie potraktowała, kiedy ostatnio jej to powiedziałem. Zabrałem ją do cholernej księgarni.
- Wiec dlaczego jest w nastroju? – Zapytał mężczyzna, rzucając na siebie zaklęcie odświeżające powietrze, żeby pozbyć się zapachu papierosa, którego w pośpiechu wyrzucił.
Zanim Draco zdążył odpowiedzieć, z podwórza dobiegł trzask Aportacji.
Drzwi wejściowe otworzyły się gwałtownie i Hermiona weszła do domu. Jej gęste, naelektryzowane włosy tworzyły chmurę wokół jej głowy, a na jej twarzy malował się wyraz gniewu i upokorzenia. W momencie, gdy drzwi się za nią zatrzasnęły, portret matki Syriusza rozpoczął swoją tyradę.
- Brudne śmieci, kalają dom mojego ojca!
Animag krótkim ruchem różdżki zaciągnął zasłony, zanim rozwrzeszczała się na dobre.
Uśmiechnął się słodko do Hermiony i podszedł do niej ostrożnie, jak do dzikiego hipogryfa. Prawie się przed nią pokłonił.
- Witaj, kochanie. Wszystko w porządku?
Na dźwięk zatrzaśniętych drzwi, u szczytu schodów pojawili się Harry i Ron.
- Co tym razem zrobiłeś, żeby ją rozwścieczyć, Malfoy? – Zawołał Weasley. – Skończyliście już udawać przyjaciół?
- Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi, Łasiczko – odpowiedział Draco.
- Nieważne, kim jesteście lub byliście. Przeszło wam? Wróciły stare dobre czasy, kiedy możemy rzucić na ciebie kilka paskudnych uroków, a Hermiona ci przyłoży?
- Zamknij się, Ron – Harry westchnął, sfrustrowany. – Hermiono, wszystko w porządku?
- Nie! – Wrzasnęła i natychmiast zalała się łzami. Przemknęła między Syriuszem i Draconem, mocno uderzając Ślizgona ramieniem. Wbiegła na schody, zanosząc się gwałtownym szlochem.
Syriusz patrzył bezsilnie, jak wyminęła Harry'ego i Rona, którzy próbowali ją zatrzymać. Zatrzasnęła za sobą drzwi do sypialni i czterej mężczyźni wypuścili drżące oddechy.
W końcu Draco przerwał milczenie.
- Widzieliście dzisiejsze wydanie Proroka Codziennego?
Podał Syriuszowi gazetę zwiniętą w rulon, odwrócił się na pięcie i skierował ku wielkiej jadalni. Jego celem był zapas szkockiej Blacka, jego słodka przyjemność.
- Jak źle jest tym razem? – Zapytał Harry, schodząc razem z Ronem z piętra do stojącego w holu Syriusza. Spojrzenia wszystkich trojga padły na pierwszą stronę dziennika, która przedstawiała wielkie, ruchome zdjęcie Hermiony i Dracona.
Siedzieli w lodziarni Floriana Fortescue. Nie wyglądali na zachwyconych, ale na zdjęciu Draco popchnął w stronę Hermiony swoje w połowie zjedzone lody. Działo się to kilka dni temu, kiedy Black zasugerował, że dobrze by było, gdyby wyszli z domu. Harry i Ron byli wtedy w Ministerstwie, na szkoleniu, a Syriusz planował spędzić dzień z Remusem. Hermiona w nocy walczyła z paskudnym koszmarem, a znudzony Draco był idealną osobą do zajęcia się samotną czarownicą.
To nie zdjęcie przykuło ich uwagę, tylko nagłówek artykułu, którego dotyczyło.
SERCE HARRY'EGO POTTERA ZŁAMANE PRZEZ ZŁOTĄ DZIEWCZYNĘ pióra Rity Skeeter.
- Kurwa – westchnął Syriusz i zaczął czytać na głos.
- Wygląda na to, że walka z Mrocznymi Czarodziejami nie jest jedynym problemem, z jakim mierzy się Chłopiec, Który Pokonał Sami-Wiecie-Kogo Dwukrotnie. Jak donosi autorka w swojej ostatniej, bestsellerowej biografii Złote Trio: Miłość w Czasach Wojny wspomniane Złote Trio (bohaterowie wojenni Harry Potter, Ronald Weasley i obiekt ich uczuć, urodzona w rodzinie Mugoli Hermiona Granger) większą część ostatniego roku spędziło uciekając i ukrywając się przed siłami ciemności. Pomimo wojny toczącej się dokoła nich, znaleźli pocieszenie w swoich ramionach. Szczegóły romansu możecie poznać na kartach biografii Złote Trio: Miłość w Czasach Wojny, dostępnej już w waszych księgarniach.
- Tajemnicą poliszynela jest fakt, że Złota Dziewczyna Gryffindoru przez większość czasu spędzonego w Hogwarcie była uwikłana w historie miłosne z wieloma sławnymi chłopcami. Po raz pierwszy usłyszano o Hermionie Granger podczas Turnieju Trójmagicznego, który zagościł w Hogwarcie, by promować międzynarodową współpracę między czarodziejami. Panna Granger stanęła na przeszkodzie tej współpracy, ściągając uwagę mediów na swój pierwszy trójkąt miłosny pomiędzy sobą, Harrym Potterem i sławnym bułgarskim Szukającym, Wiktorem Krumem.
- Pomimo tego, że nasz świat nadal leczy rany odniesione podczas wojny, Panna Granger nie ma skrupułów i ponownie zabawia się uczuciami swoich sławnych kochanków, Pottera i Weasley'a. Księżniczka Gryffindoru szuka szczęścia w ramiona osławionego Księcia Slytherinu i nawróconego Śmierciożercy, Dracona Malfoy'a. Nastręcza to wielu pytań i…
- Wystarczy – Draco pojawił się obok Syriusza z szklaneczką szkockiej. – Powiedzmy, że zakwestionowała lojalność moją i Granger. Powiedzmy, że Granger jest w ciąży. W zależności od tego, jaki kolor włosów będzie miał jej dzieciak, może należeć do każdego z nas.
Zamachał dłonią, wskazując siebie, Harry'ego i Rona.
- Wiem, też tego nie pojmuję. Jakby kiedykolwiek jakaś dziewczyna przepuściła okazję na seks ze mną, szczególnie dla któregoś z was.
- Tym razem jest bardzo źle – Harry potrząsnął głową, patrząc na artykuł.
- Brawo, Potter. Teraz niech któryś z was ją poskłada – Malfoy wskazał w kierunku schodów. – Gdybym chciał przebywać w towarzystwie płaczących kobiet, byłbym w domu, z matką i ciotką. Prawdę mówiąc, właśnie się do nich wybieram, bo wolę ich towarzystwo.
Dokończył drinka i odstawił szklankę na komodę.
- Kuzynie, to była czysta przyjemność – skinął Syriuszowi głową. – Oczekuję rekompensaty za zmuszenie mnie do przebywania w towarzystwie nieracjonalnej czarownicy mugolskiego pochodzenia.
- Dupek – mruknął Ron, jak tylko Draco Deportował się z najwyższego stopnia altany.
Syriusz uśmiechnął się do swojego chrześniaka.
- Chcesz się nią zająć?
Harry rzucił mu zniesmaczone spojrzenie.
- Tchórze.
Black wzruszył ramionami. Wiedział, że tylko pogorszy Hermionie humor. Był w stanie znieść, kiedy była smutna i rozkojarzona. Zdecydowanie dobrze sobie z nią radził, kiedy się czegoś bała albo była wściekła. Ale nie potrafiłby jej pocieszyć, gdy chodziło o publiczne upokorzenie. On sam przeżył w życiu wiele takich publicznych upokorzeń, ale przyjmował je z otwartymi ramionami, energicznie podsycając plotki. Lub całkowicie je ignorował. Zaproponowanie jej obu tych opcji tylko by ją rozgniewało, a to był ten tydzień, kiedy chciał, żeby się na niego nie gniewała.
- Niedługo wpadnie Remus – zapowiedział. – Jeśli będzie miała ochotę na towarzystwo, zamkniemy ich razem w pokoju. Mogą porozmawiać o złej prasie. Remus ją pocieszy, opowiadając o nudnych książkach.
- Czyli wiele mnie nie ominie – Ron skinął głową i skierował się do kominka. – Przez kilka dni pomieszkam w Norze. Mama mówi, że ostatnio w ogóle mnie nie widuje i martwi się z tego powodu.
- Nie zapomnij, że w sobotę są urodziny Hermiony – przypomniał mu Harry.
- Nie zapomnę – Ron uśmiechnął się, wszedł w płomienie i po chwili zniknął.
- No, dobra – Syriusz zaśmiał się i skupił uwagę na Harrym. – Bądź jej bohaterem. Powiedz jej, że zagrasz swoim statusem Wybranego i zamkniesz redakcję Proroka Codziennego.
- Przeceniasz moje możliwości – chłopak westchnął i pokręcił głową. Skierował się do sypialni Hermiony, kiedy drzwi wejściowe ponownie się otworzyły i stanął w nich Remus.
Lupin wyglądał młodziej niż kiedykolwiek, nawet pomimo niewielkiej ilości snu przy małym dziecku. Ojcostwo służyło mu równie dobrze, jak małżeństwo, chociaż czasami powtarzał, że chętnie ucieka z domu po tym, jak na prośbę Syriusza przez cały okres ciąży nie opuszczał boku Tonks.
- Jest tutaj? – Zapytał ostrożnie.
- W sypialni na górze, wypłakuje sobie oczy w ramię Harry'ego – Syriusz lekko się uśmiechnął i zaprowadził przyjaciela do jadalni. Remus zmrużył niebezpiecznie oczy, kiedy na blacie stołu zobaczył otwartą, częściowo opróżnioną butelkę szkockiej. Black zaczął się zastanawiać, w jaki sposób Draco żyje w domu swojej ciotki Andromedy, gdzie nie ma skrzatów domowych, które by po nim sprzątały.
- Zakładam, że czytała poranną gazetę? – Wilkołak westchnął.
- Założenie, że Hermiona, ze wszystkich ludzi na świecie właśnie Hermiona, ma romans z Malfoy'em jest histerycznie śmieszne.
- Ona chyba tak nie uważa.
- Daj jej kilka dni – słowa Syriusza miały ukryte znaczenie, które mógł dostrzec wyłącznie Lupin.
- Osobiście uważam, że Hermiona może trafić lepiej – Lupin odpowiedział w tym samym tonie, a Syriusz pokazał mu obsceniczny gest jedną ręką, podczas gdy drugą odkładał butelkę szkockiej do barku.
Black westchnął, wodząc palcem po butelkach pełnych alkoholu, stojących przed nim w równym rzędzie. Niektóre były oblepione warstwą kurzu, bo je zaniedbał, nie chciał o nich pamiętać. Na końcu rzędu stała stara, w połowie pusta butelka whisky Blishena, ulubiona marka jego ojca. 1971 rok. Dobry rocznik.
- Co zostało nam do zrobienia? – Zapytał przyjaciela.
- Chodzi ci o przyjęcie? – Remus uniósł pytająco brew.
- Bardziej się przejmuję tym, co się stanie po przyjęciu, Lunatyku – Syriusz uważnie przyjrzał się wilkołakowi. – Ja tylko otworzę swój dom dla wszystkich jej przyjaciół, którzy będą chcieli z nią świętować. I zostanę trzeźwy przez cały wieczór. Ty musisz zrobić to, co najważniejsze.
- Na pewno jesteś gotowy?
- A jakie to ma znaczenie?
- Żadnego – przyznał Remus. – To zawsze była kwestia czasu.
Syriusz zaśmiał się, gdy dotarła do niego ironia słów Lupina.
- Jestem gotowy – śmiech ustał, a Black przyjrzał się uważnie różnym markom alkoholi, zgromadzonym w barku. Zastanawiał się, czy jakiś inny trunek uciszy jego zmartwienia, skoro whisky Ogdena się nie udawało. – Nienawidzę tej niepewności. Nie wiemy, jak to wszystko się rozegra. Czy się uda… Jeśli się uda, będzie trzeba stawić czoła wielu sprawom z przeszłości. Będę musiał powiedzieć prawdę Harry'emu. Będę musiał powiedzieć prawdę całemu światu i, Merlinie dopomóż, Molly Weasley!
- Mam nadzieję, że mnie tu nie będzie, kiedy Molly odkryje prawdę – przyznał Remus. – Chcę dożyć czasów, kiedy Teddy pojedzie do Hogwartu. Masz bransoletkę?
- Zabrałem ją z Skarbca Potterów, kiedy kilka miesięcy temu szukaliśmy z Harrym prezentu dla Ginny. Zasugerowałem, żeby dał jej coś, co należało do Lily. Dzięki temu mogłem przeszukać pudła z biżuterią, nie wzbudzając jego podejrzeń. Jest już zapakowana i gotowa do wręczenia. A twój mały prezencik?
- Gotowy.
Bawiąc się nieświadomie srebrnym łańcuchem zawieszonym wokół szyi, Syriusz zapytał:
- Będzie na nas wkurzona?
- Na mnie? To możliwe. Na ciebie? Oczywiście, że tak.
- Fantastycznie, kurwa – Syriusz jęknął i schował twarz w dłoniach.
wWwWwWwWwWwWw
19 września 1998
Wieczór jej dziewiętnastych urodzin mijał bardzo spokojnie. Przyjaciele Hermiony zebrali się w rezydencji przy Grimmauld, przy wieczerzy przygotowanej przez panią Weasley mimo sprzeciwów jubilatki.
Ponieważ jeszcze nie ukończono remontu Hogwartu, przesunięto rozpoczęcie roku szkolnego na listopad, co pozwoliło Ginny uczestniczyć w przyjęciu. Hermiona jednak była zawiedziona, szczególnie, że zdecydowała się powrócić do Hogwartu i dokończyć swój siódmy rok nauki. Nawet Syriusz, który nalegał, żeby głęboko się nad tym zastanowiła, nie zmienił jej decyzji.
Zaczęli pojawiać się pierwsi goście i Hermiona przyjęła rolę gospodyni, podczas gdy Syriusz mieszał nowoprzybyłym drinki. Dziewczyna dziękowała za przybycie, zapewniała, że nie musieli przychodzić i wyrażała nadzieję, że z jej powodu nie zmieniali swoich planów.
Zbladła, kiedy goście wyłożyli prezenty dla niej na duży stół w kącie salonu. Naleganie jej przyjaciół na duże przyjęcie urodzinowe, to było coś, na co mogła się zgodzić. Ale nie podobało jej się, że będzie otwierać prezenty w niezręcznej atmosferze – niczego nie potrzebowała, a wszyscy będą się na nią gapić.
Zrezygnowała ze swojego obowiązku gospodyni, kiedy przybyli Remus i Tonks z małym Teddym w ramionach. Zabrała chłopca od matki i przytuliła, a na jej twarzy wykwitł piękny uśmiech.
- Czy on nie może być moim prezentem urodzinowym? – Zapytała, przykładając swój policzek do mięciutkiego policzka Teddy'ego, całując go raz za razem. Chłopiec roześmiał się dźwięcznie i zmienił swoje niebieskie proste włosy w brązowe loki.
- Wyrzynają mu się zęby, więc jeśli go chcesz, jest twój – odpowiedział Remus.
Tonks parsknęła, słysząc komentarz męża i ucałowała policzek Hermiony.
Hermiona zwróciła uwagę na zmęczoną twarz Remusa, zapadnięte oczy, które rzuciły jej zasmucone spojrzenie, kiedy mężczyzna znikał za drzwiami toalety. Próbowała nie myśleć o tym, że w dłoni trzymał mały pakunek.
- Oddaj mi mojego chrześniaka – zażądał Harry ze śmiechem, porywając Teddy'ego w ramiona i trzymając go z dumą, kiedy zmienił swoje włosy, tym razem na czarne i proste. – Ten dzieciak będzie miał problemy. Ma rodziców, którzy zbyt chętnie go oddają i ciotkę Hermionę, która nie przestanie go całować. Jesteś dla niego za stara, Hermiono!
- Wiek to tylko liczba, Harry – czarownica zmierzwiła czarną czuprynę chłopca, próbując ugładzić mu fryzurę. – Powinnam była się tego spodziewać. Dzisiaj wszyscy wypominają mi mój wiek.
Z salonu dobiegł głośny świst i Hermiona zobaczył, jak z kominka wypada Ron, trzymając w dłoniach kolejny prezent.
- Wszystkiego najlepszego, Miona – pocałował jubilatkę w policzek.
- Dziękuję – spojrzała na pakunek. – Jest jakaś szansa, że namówię cię na oddanie tego do sklepu i przestaniesz mówić do mnie „Miona"?
Ron prychnął.
- Ty i zdrobnienia. Syriusz nazywa cię kotkiem.
- To nie jest zdrobnienie. To miłostka – odpowiedział Syriusz, podając Ronaldowi piwo kremowe.
- Jaka znowu miłostka? – Czarownica groźnie położyła dłonie na biodrach i popatrzyła na Blacka. Kiedy otworzył usta, zmrużyła oczy. – Lepiej nie odpowiadaj.
- Czy przypadkiem nie nadszedł czas na prezenty? – Ginny wyrwała paczuszkę z rąk Rona i rzuciła ją niedbale na stos prezentów. – Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co wszyscy ci kupili i czy komuś udało się przebić mój prezent… Co jest mało prawdopodobne.
Hermiona zmarszczyła brwi, patrząc z niepokojem na górę prezentów.
- Nie musieliście zadawać sobie tyle trudu – powiedziała, ale Ginny radośnie ją zignorowała i pociągnęła w kierunku uginającego się stołu.
Przez następne pół godziny otwierała prezenty i dziękowała ludziom ze sztucznym uśmiechem. Gnębiło ją poczucie winy, bo wszyscy byli bardzo hojni i włożyli dużo wysiłku w przygotowanie podarunków. Większość kupiła jej książki, co było do przewidzenia. Od Ginny dostała bilety na świąteczny koncert Fatalnych Jędz. Harry dał jej starą księgę o runach, którą znalazł w rodzinnym skarbcu. Okładka była podpisana Lily Evans. Fred i George podarowali jej ogromny kosz ze wszystkimi przysmakami Weasley'ów, którego bała się nawet dotknąć. Od Rona dostała kartę podarunkową do Miodowego Królestwa.
Ogarnęła ją ulga, kiedy większość gości opuściła rezydencję przy Grimmauld. Po wojnie wycofała się z życia, więc takie przyjęcie sprawiło, że się zdenerwowała. Próbowała pomóc posprzątać, ale pani Weasley szybko ją odprawiła, wobec czego postanowiła zaszyć się w bibliotece. Odwróciła się w kierunku schodów, ale przejście zablokował jej Syriusz, uśmiechający się słodko i trzymający w dłoni mały, opakowany czerwonym papierem przedmiot.
- Myślałaś, że nic ode mnie nie dostaniesz? – Zapytał, a ona się zarumieniła. – Otwórz.
Otworzyła prezent i jej oczom ukazała się błyszcząca, złota bransoletka, mieniąca się czerwienią w świetle świec padających z wysokiego żyrandola. Westchnęła, rozpoznając rękodzieło goblinów, co oznaczało, że prezent musiał być bardzo drogi, ale nie potrafiła się zdobyć na to, żeby na niego nawrzeszczeć za przekraczanie granic dobrego smaku. Szczególnie, że miał taki niewinny wyraz twarzy.
Zaczerwieniła się jeszcze mocniej, zastanawiając się, czy taki prezent ma jakieś znaczenie w świecie czarodziejów czystej krwi. W bibliotece była książka dotycząca zalecania się w magicznym świecie, ale nie dotykała jej. Nie chciała zostać wyśmiana przez Harry'ego, Rona albo Dracona, gdyby została przyłapana na jej czytaniu.
- Syriuszu, to zbyt wiele!
- Wcale nie – już zapinał jej złotą bransoletkę wokół wyciągniętego nadgarstka. – Stary klejnot rodowy, który znalazłem z swojej sypialni.
Uśmiechnął się do niej, a Hermiona nagle złapała się na tym, że podziwia różne odcienie szarości, widoczne w jego oczach. Pod jego spojrzeniem jej rumieniec jeszcze się pogłębił i musiała odwrócić wzrok.
Jeszcze nie rozmawiali o więzi, która się między nimi nawiązała z powodu Rytuału. Jakakolwiek wzmianka o Rytuale lub o wspaniałym pocałunku, który zdarzył się między nimi po zniszczeniu Kielicha Hufflepuff powodowała, że przypominał jej o obietnicy, którą jej złożył, kiedy uciekali przed Śmierciożercami: przedyskutują wszystko w dzień po jej dziewiętnastych urodzinach.
Chociaż nie rozumiała, dlaczego Syriusz nalega na odwlekanie tej sprawy, zgodziła się. Nagle zorientowała się, że boi się rozpocząć rozmowę na ten temat. Jej żołądek się skurczył, ale zdążyła do niego wyszeptać.
- Jutro jest dzień po moich dziewiętnastych urodzinach.
Syriusz zbliżył się do niej i zatknął luźny lok jej włosów za jej ucho. Zadrżała.
- Wiem. Jutro porozmawiamy. Obiecuję.
Hermiona jeszcze raz spojrzała na bransoletkę i skupiła się na napisie wygrawerowanym na wewnętrznej części.
- Syriuszu, to nie są słowa twojego rodu.
- Nigdy nie twierdziłem, że ten klejnot rodowy należy do Blacków – zaśmiał się. – Nie odważyłbym się dać ci czegoś, co należało do tej szalonej rodzinki.
- Animo et astutia – przeczytała na głos. – Syriuszu, skąd to masz?
- Odwagą i talentem.
Uśmiechnęła się lekko, doskonale znając tłumaczenie tych słów.
- Pytałam „skąd", a nie „jak".
Harry wyszedł zza rogu.
- Gdzie ja słyszałem te słowa?
- Gdziekolwiek w Dolinie Godryka – wyjaśnił Black. – Albo na swoim skarbcu w Gringotcie. To są słowa rodu Potterów.
Słysząc to, oczy Hermiony rozszerzyły się i dziewczyna odpięła bransoletkę i zsunęła ją z nadgarstka. Nagle prezent stał się zbyt drogocenny, zbyt ważny, żeby mogła go nosić.
- Syriuszu, nie mogę tego przyjąć.
- Oczywiście, że możesz. Należała… Należała do rodziny Harry'ego. Teraz jest twoja.
- Nie jestem Potterem, Syriuszu. Nie mogę tego wziąć – odwróciła się do swojego najlepszego przyjaciela, wyciągając w jego kierunku rękę. – Harry, powinieneś…
- Nie – przerwał jej, uśmiechając się tak szeroko i radośnie, że jego oczy rozbłysły. – Zgadzam się z Syriuszem. Jesteś dla mnie jak siostra i dlatego jesteś Potterem. Poza tym, podoba mi się pomysł, żebyś nosiła coś, co łączy cię z moją rodziną. Jeśli do kogoś odnoszą się te słowa, to tylko do ciebie. Odwaga i talent? Brzmi jak „Hermiona Granger".
- Widzisz? – Syriusz gestem wskazał Harry'ego. – Nawet on nie ma nic przeciwko temu.
- Cały czas uważam, że to nie w porządku, ale niech wam będzie – poddała się, czując napływającą falę poczucia winy. Czuła się niegodna nosić tą bransoletkę. – Możesz ją ode mnie odebrać, kiedy tylko będziesz chciał, Harry. Będziesz mógł ją przekazać swoim dzieciom w spadku.
Harry zaśmiał się.
- Przyjmij prezent, Hermiono i przestań się z nami kłócić. Dzisiaj walczyłaś z każdym, kto coś ci podarował.
- Mówiłam wam, że nie chcę żadnych prezentów, więc to wasza wina – odparowała.
Syriusz nagle przerwał ich dyskusję.
- To miał być mój wielki moment. Wręczyłem ci prezent i nie okazałaś mi żadnej wdzięczności.
- Dziękuję, Syriuszu – musnęła ustami jego policzek. – A skoro już skończyliście wmuszać mi prezenty, mam zamiar usiąść w bibliotece i cieszyć się moimi nowymi książkami.
Uśmiechnęła się, uściskała Harry'ego i przeszła schodami do olbrzymiej biblioteki Blacków, gdzie Remus przeniósł ogromną kolekcję książek, której właścicielką stała się dzisiejszego wieczoru.
Skierowała się do stosu książek, ułożonego równo na dębowym stoliku kawowym, w centrum biblioteki. Na wierzchu leżała kolejna paczuszka, również opakowana czerwonym papierem. Założywszy, że to kolejny prezent od Syriusza, odwróciła się, żeby w końcu na niego nakrzyczeć. Tymczasem w progu poza Blackiem stał również Remus.
Zmrużyła niebezpiecznie oczy, patrząc na Animaga.
- Co to jest?
- To jest prezent ode mnie – Remus uśmiechnął się.
- Aha – westchnęła zawstydzona, przypominając sobie pakunek, z którym zniknął wcześniej. Wiedziona ciekawością, zaczęła się zastanawiać, co takiego było w środku, że Remus nie chciał pokazać swojego prezentu przed wszystkimi gośćmi.
- Dora i ja już wychodzimy. Chciałem się tylko pożegnać – Remus powoli się do niej zbliżył, zdenerwowany, i objął ją mocno, wciągając głęboko jej zapach. Ona równie mocno oddała uścisk. – Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś, Hermiono. Zasłużyłaś na same dobre rzeczy po tym, co musiałaś przejść.
Zignorowała pochwałę i sięgnęła po pudełeczko.
- Pozwól, że otworzę twój prezent, skoro już tu jesteś.
Zdążył złapać jej nadgarstek, zanim dotknęła papieru.
- Nie. Zaczekaj, aż wyjdziemy. To bardzo… Nietypowy prezent. Bardzo prywatny – zaczerwienił się lekko. – Chodzi mi o to, że może ci się nie spodobać.
Zmarszczył brwi, a jego zielone oczy błysnęły złotem.
- Kiedy zobaczymy się następnym razem, możesz mi powiedzieć, czy ci się spodobał.
- Wszystko w porządku? – Zapytała, wiedząc doskonale, że przebłyski złotego koloru w oczach Remusa oznaczają, że mężczyzna próbuje sobie poradzić z czymś bolesnym lub równie trudnym emocjonalnie.
- Mam nadzieję, że tak – uśmiechnął się do niej, położył dłoń na ramieniu Syriusza i wyszedł z biblioteki.
- Wszystko z nim w porządku? – Zmartwiona Hermiona zadała pytanie Blackowi.
- Ma dużo na głowie – odpowiedział. – Ostatnio sporo wspominaliśmy. Czasami bardzo intensywnie.
Wzruszył ramionami i przeszedł przez całą długość biblioteki, żeby znaleźć się blisko niej. Sięgnął do jej ręki, na której błyszczała bransoletka i przyciągnął ją do siebie.
- Już prawie północ – wyszeptał. – Dzień po twoich dziewiętnastych urodzinach.
Pokiwała nerwowo głową i głośno przełknęła ślinę.
- Zanim zagłębimy się w opowieści o starożytnej magii i porozmawiamy jak dorośli, pozwolisz staremu psu na chwilę zapomnienia? – Zapytał, a jego oczy pociemniały.
Oddech ugrzązł w jej gardle, gdy przerażona pomyślała, że ogień, który jego dotyk roznieca w jej ciele jest wyłącznie skutkiem Rytuału, który przywrócił go do życia. Część jej racjonalnego umysłu szczerze wątpiła w jego uczucia, ale nie miała siły, żeby go odepchnąć. Skinęła głową.
Syriusz położył dłoń na jej policzku i nachylił się do niej, lekko dotykając wargami jej ust. Wiedziała, że chciał więcej. Trzęsły mu się ręce, wstrzymywał oddech i nie wiedziała, jak odpowiedzieć na jego lekką pieszczotę. Wiedziała, co ona chciała zrobić, ale z Harrym piętro wyżej po prostu straciła swoją gryfońską odwagę.
Dreszcz przebiegł po jej plecach i odetchnęła głęboko. Pachniał whisky, skórą i tytoniem – powinna była go strofować za palenie, ale nie w tej chwili. Jednak zanim mogła poddać się jego dotykowi, odsunął się od niej z nerwowym uśmiechem.
- Wszystkiego najlepszego, kotku – wyszeptał, a jego palce na moment zacisnęły się na jej dłoni. – Cokolwiek by się stało, obiecaj mi, że będziesz szczęśliwa.
- Syriuszu, nie rozumiem…
- Nie, porozmawiamy jutro. Otwórz prezent od Remusa. Przygotowywał go od bardzo dawna – uśmiechnął się i skierował ku drzwiom biblioteki, po czym niechętnie wyślizgnął się z pokoju.
Hermiona powoli wypuściła wstrzymywane powietrze. Próbowała uspokoić galopujące serce. Dlaczego Syriusz tak na nią działał? To musiała być magia. Zachowywał się inaczej, od kiedy wyciągnęła go zza Zasłony. Pamiętała, że zanim zginął, czasami jej unikał, kiedy zatrzymywała się w rezydencji przy Grimmauld. Unikał jej tak dobrze, że czasami zastanawiała się, czy on jej po prostu nie lubi, co trochę bolało, bo zawsze ją ciągnęło do tego tajemniczego czarodzieja. Od kiedy powrócił z martwych, był wobec niej opiekuńczy, poświęcał jej więcej uwagi i nawet z nią flirtował, chociaż podejrzewała, że zachowuje się w ten sposób w otoczeniu wszystkich kobiet. Nigdy nie widziała, żeby całował inną kobietę, szczególnie w taki sposób, w jaki całował ją podczas bitwy o Hogwart. Albo przed chwilą.
Starając się nie myśleć więcej o tajemnicy, jaką był dla niej Syriusz Black, skupiła swoją uwagę na prezencie opakowanym w czerwony papier, leżącym na wierzchu jej nowych książek. Uśmiechnęła się, myśląc, że Remus naprawdę mógł wierzyć, że nie spodoba się jej coś, co od niego dostała. Zawsze dobrze ją odczytywał. Pomimo różnicy wieku i tego, że kiedyś był jej nauczycielem, traktowała go jako jednego ze swoich najlepszych przyjaciół. Wiedziała, że cokolwiek jej dał, pokocha to całym sercem. Podniosła paczuszkę i pociągnęła za złotą wstążkę. Kiedy jednak jej dotknęła, zorientowała się, że to wcale nie jest wstążka, tylko złoty łańcuch. Uniosła brew i jej oczy wypełniła panika.
Łańcuszek nagle rozbłysnął błękitem i poczuła charakterystyczne ciągnięcie gdzieś w okolicy swojego brzucha. Jej doświadczone ciało krzyczało Świstoklik, ale jej umysł nie nadążył. Bo poczuła jeszcze coś.
Coś, czego nie czuła od lat.
Leciała do tyłu, bardzo, bardzo szybko.
