Od tłumaczki: Obiecane wyjaśnienia przed nami. Przynajmniej ta ich część, która pochodzi od Remusa. Rozemocjonowana Hermiona i opanowany Dumbledore do fantastyczna mieszanka. I bardzo przyjemna w tłumaczeniu rozmowa. Zapraszam. I do zobaczenia za tydzień.
ROZDZIAŁ 16 – CZEKOLADOWE ŻABY
1 sierpnia 1971
Hogwart, Szkoła Magii i Czarodziejstwa
Słyszała wiele makabrycznych historii o rozszczepieniu się podczas Aportacji, sama tego doświadczyła w ubiegłym roku, ale i tak wolała Aportację od podróży siecią Fiu czy Świstoklikiem. Harry i Ron preferowali prostotę podróżowania siecią Fiu, ale Syriusz zgadzał się z nią w sprawie Aportacji. Dodawał też, że ona woli ten sposób podróżowania, bo jako pierwsza w klasie zdobyła licencję i teraz za każdym razem, kiedy korzystała z tej umiejętności, przypominała sobie, że w tej dziedzinie też była najlepsza. Nigdy się z nim o to nie kłóciła.
Nienawidziła Świstoklików.
Podróż Świstoklikiem była trudna. Nigdy nie trwała tak krótko, jak Aportacja i Hermionie nigdy nie udało się wylądować twardo na nogach po skorzystaniu ze Świstoklika. Jednak musiała się zgodzić, że to był najlepszy sposób podróży na dłuższe odległości.
Po wojnie udało jej się zdobyć międzynarodowy Świstoklik, który przetransportował ją do Australii, gdzie mogła zobaczyć swoich rodziców.
Znajomym powiedziała, że jej rodzice teraz mieszkają w Melbourne, rozpoczęli wcześniejszą emeryturę. Przyjaciołom przyznała się, że wymazała ich wspomnienia o sobie, dla ich własnego dobra. Ale tylko swoim najbliższym, najbardziej zaufanym zdradziła całą prawdę: nie można było odwrócić tak silnego zaklęcia, jakiego użyła do zmiany pamięci. Wiedziała, że w ten sposób byli bezpieczniejsi, ale ona nigdy ich nie odzyska. Zdobyła Świstoklik i przez osiem godzin śledziła Wendella i Monikę Wilkins, upewniając się, że są szczęśliwi w Australii. Potem wróciła do domu, padła na kolana i prawie zwymiotowała wszystko, co tego dnia zjadła – ze stresu i z powodu nieprzyjemnego uczucia, które spowodował Świstoklik.
Tym razem zwymiotowała.
Wirowała w powietrzu i leciała do tyłu przynajmniej przez dwadzieścia minut. Potem upadła na twardy kamień i z ulgą przywitała zimno pod policzkiem. Przez chwilę tylko leżała, po czym jej żołądek gwałtownie zaprotestował przeciwko takiemu traktowaniu i Hermiona zwróciła ciasto urodzinowe, które upiekła dla niej pani Weasley.
Po kilku minutach odzyskała równowagę i zauważyła, że nadal w zaciśniętej dłoni trzyma złoty łańcuch, a w drugiej dłoni pudełko owinięte czerwonym papierem. Natychmiast je upuściła i sięgnęła po różdżkę, tylko po to, żeby się zorientować, że nie ma jej przy sobie.
- Kurwa – zaklęła, co się jej zdarzało tylko w wyjątkowo stresujących sytuacjach.
Ktoś podłożył jej Świstoklik pomiędzy prezentami urodzinowymi. Została praktycznie porwana, a jej różdżka leżała na nocnej szafce, obok jej łóżka. Nie miała jej przy sobie podczas przyjęcia urodzinowego, bo nie widziała w tym sensu, szczególnie, że wojna się skończyła.
Nie miała możliwości, żeby zbadać przedmiot magicznie, więc zdała się na swój dotyk. Kiedy nic się nie stało, odetchnęła z ulgą i pociągnęła, wyjmując z pudełka to, do czego łańcuch był przytwierdzony. Jej oczy rozszerzyły się, gdy spojrzała na zawieszkę.
Zmieniacz Czasu. Nie pomyliłaby go z niczym.
Zbladła.
- Nie jest dobrze. Zdecydowanie nie jest dobrze.
Napięcie w niej rosło, kiedy tak rozglądała się po komnacie, w której się znalazła. Nie była już w rezydencji przy Grimmauld, ale znała to pomieszczenie. Była w Hogwarcie. Dokładniej, była w pustej komnacie, którą kojarzyła z lat nauki Obrony przed Czarną Magią.
Obrona przed Czarną Magią przyniosła kolejne skojarzenie.
Remus.
Wyciągnęła rękę po pudełeczko i gwałtownie je otworzyła. Wewnątrz leżała typowa karta urodzinowa z krótkim napisem:
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin
Na zawsze twój,
Remus
Jej uwagę przykuła starannie złożona kartka papieru pod tą urodzinową. Trzęsącą ręką wydobyła ją z pudełka i rozłożyła.
Potwierdziły się jej najgorsze przypuszczenia. To nie była pułapka zastawiona przez wroga. To nie był też żart wykonany przez Weasley'ów. To nie była przypadkowa magia.
To była wina Remusa.
Zrobił to celowo.
Najdroższa Hermiono!
Po pierwsze, jesteś bezpieczna. Błagam o twoje wybaczenie, bo prawdę mówiąc, utknąłem między młotem i kowadłem. Mogę zdradzić twoje zaufanie, kochana przyjaciółko, zmuszając cię do przyjęcia mojego prezentu. Albo mogę zdradzić zaufanie kogoś, kogo kochałem wiele lat temu, kogoś, kto kazał mi obiecać, że zdradzę ciebie. Przez lata nie mogłem podjąć decyzji.
Kiedy byłem duży młodszy, przekazano mi wiedzę, którą chroniłem przez wiele lat. Wiedzę, instrukcje, misję. Ta misja właśnie została wykonana, a ty trzymasz w dłoniach jej owoc. Powinnaś rozpoznać Zmieniacz Czasu z naszej wyprawy do Departamentu Tajemnic, kiedy ratowałaś Syriusza. Gdy tylko go zobaczyłem i rozpoznałem, wiedziałem, że już prawie nadszedł czas. Musiałaś wrócić.
Jeśli udało mi się nanieść na niego poprawne zaklęcia, Zmieniacz Czasu jest również Świstoklikiem. Niewymowni są bardzo inteligentni. Moje obliczenia powinny być poprawne, więc powinnaś znajdować się w Hogwarcie, w klasie do nauki Obrony przed Czarną Magią. Pierwszego sierpnia 1971 roku.
Jeszcze raz błagam o twoje wybaczenie i mam nadzieję, że z czasem zrozumiesz, dlaczego musiałem to zrobić. Wykonuję instrukcję osoby, która dużo lepiej niż ja poznała czas. Powiedziała mi, że czas jest zapętlony. Każda podjęta przez nas decyzja jest predestynowana. Podróż w czasie niczego nie zmieni.
Pamiętasz, jak na trzecim roku cofnęliście się w czasie, żeby uratować Syriusza? Powiedziałaś wtedy, że Harry'emu udało się wywołać Patronusa tylko dlatego, że wiedział, że to zrobił. Tak właśnie działa czas. Co znaczy, niestety, że nic nie zmieni tego, co ma być. To strasznie boli, mieć tą świadomość. Świadomość tego, że pozostaniesz tą samą Gryfonką o gorącym sercu i będziesz próbowała zapobiec wojnie, której nie da się zapobiec, ocalić życia, których nie da się ocalić i odkupić tych, którzy w tej chwili nie zasługują na odkupienie.
Wiem, że spróbujesz. Takie jest twoje serce, Hermiono. Dlatego tak bardzo cię kochamy.
I błagam, nie wiń siebie za to, jak potoczyła się przyszłość. Co ma się wydarzyć, na pewno się wydarzy, nieważne jak. Żyj swoim życiem. Ciesz się swoim życiem. I prawdopodobnie już niedługo spotkasz bardzo przerażonego, samotnego chłopca, który pierwszy raz jedzie do Hogwartu i jest spragniony przyjaciół i zrozumienia.
Twój oddany i posłuszny przyjaciel,
Remus.
PS. Pozdrów ode mnie Dumbledore'a. Obaj zawsze lubiliśmy „Czekoladowe Żaby".
- Nie! – Krzyknęła, kiedy spadło na nią całe poczucie zdrady, jakiej się dopuścił Remus.
Jak mógł jej to zrobić? Właśnie zaczynała żyć na nowo, próbowała tchnąć w swoje życie odrobinę normalności, szczególnie biorąc pod uwagę to, że straciła rodziców, walczyła na wojnie, była torturowana i zabiła człowieka. Wszystko w ciągu ostatniego roku. Nie licząc oczywiście sytuacji z więzią, która istniała między nią a Syriuszem.
Syriusz!
Pocałował ją i obiecał jej, że jutro porozmawiają. Mieli się przed sobą otworzyć i szczerze porozmawiać jak dorośli, jak to elokwentnie określił Syriusz kilka minut wcześniej. Chciała tej rozmowy! Chciała odpowiedzi na pytania, które męczyły ją przez cały rok. Pytania dotyczące konsekwencji Magii Krwi, która sprowadziła go zza Zasłony. Remus właśnie jej to odebrał, narobił jej problemów i sprawił, że pojawiły się kolejne pytania bez odpowiedzi.
Ponownie przeczytała list i ponownie nie mogła opanować gniewu, gdy czytała, jak błaga o wybaczenie. Ukradł Zmieniacz Czasu, ukrywał go przez cały rok i wypełnił misję zleconą mu przez kogoś z jego przeszłości, kobiety, która kazała mu już odesłać w tę przeszłość.
Zawiesiła sobie Zmieniacz Czasu na szyi i wyszła z pustej klasy. Potrzebowała odpowiedzi. I jeżeli nie był to bardzo wyrafinowany żart, który spłatał jej wilkołak, jeżeli rzeczywiście cofnęła się do roku 1971, było tylko jedno miejsce, gdzie mogłaby poprosić o pomoc.
- Czekoladowe żaby – powiedziała do gargulca, który pilnował schodów przed gabinetem dyrektora Hogwartu. Ostatni raz widziała go cztery miesiące temu. Po zwycięstwie Harry wrócił, żeby porozmawiać z portretem Dumbledore'a o zabezpieczeniu Czarnej Różdżki. Zamek stał w zgliszczach… A teraz szła czystymi, dobrze utrzymanymi korytarzami. A przynajmniej na tyle dobrze utrzymanymi, jakie mogą być w kilkusetletnim zamku.
Gargulec odsunął się, robiąc Hermionie przejście i dziewczyna wspięła się na szczyt schodów. Przez otwarte drzwi weszła do gabinetu Dumbledore'a i zdziwiła się, widząc, jak niewiele zmieniło się w tej komnacie w ciągu lat. Biurko zastawione było wieloma dziwnymi artefaktami, których przeznaczenia nigdy nie poznała, a po jego lewej stronie stała misa wypełniona łakociami. Po prawej stronie przymocowana była spora złocona żerdź, na której siedział najpiękniejszy czerwono-złoty ptak, jakiego widziała.
- Cześć, Fawkes – powiedziała do niego łagodnie, z uczuciem.
- Dobry wieczór – odpowiedział jej głęboki głos z cienia. Hermiona krzyknęła cicho, wystraszona. – Piękny zachód słońca, nieprawdaż?
Zapatrzyła się na postać zdecydowanie młodszego – i zdecydowanie żywego – Albusa Dumbledore'a. Błękitne oczy czarodzieja lśniły w ostatnich promieniach słońca, wykazując spokojne zaciekawienie postacią czarownicy.
- Zawsze wydawało mi się, że kolory zachodu słońca są identyczne z kolorem piór z ogona feniksa, nie zgodziłaby się pani?
- Oczywiście, proszę pana – odpowiedziała bez wahania.
- Chyba zna się pani na zwierzętach. I na pewno zna pani tego feniksa. Zwróciła się pani do Fawkesa po imieniu. Jak rozumiem, zostaliście sobie przedstawieni?
- Tak, proszę pana.
- Bardzo lojalne istoty. Mój w szczególności, chociaż nie chcę się tym chwalić.
Hermiona uśmiechnęła się, przypominając sobie, jak Harry opowiadał o niezachwianej lojalności Fawkesa. Na drugim roku feniks przybył mu na pomoc, oślepił bazyliszka i prawdopodobnie uratował mu życie.
- Wydaje się, że pani ufa. A ja zwykle ufam jego ocenie charakterów.
- Mam nadzieję, że w takim razie również mi pan zaufa – odpowiedziała cicho, nerwy ponownie zaczynały brać górę.
- Też mam taką nadzieję, panno…?
- Granger. Hermiona Granger.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panno Granger – jego oczy ponownie zalśniły znajomym blaskiem. – Mam do pani pytanie. Zaklęcia ochronne, wyczarowane moją własną różdżką, są bardzo wrażliwe. W zamku nie można się Aportować. A jeżeli ktoś tego dokona, pomimo tego, że jest to niemożliwe, zostanę powiadomiony o złamaniu zaklęcia. Godzinę temu zostałem poinformowany o przedarciu się przez osłony. To nie powinno się stać.
- Nie Aportowałam się do zamku, dyrektorze. To był Świstoklik – wyjaśniła, a jej żołądek ponownie się skurczył, gdy przypomniała sobie, w jakich warunkach się tu dostała. – Rodzaj Świstoklika. Potrzebuję pana pomocy.
- Każda pomoc, jakiej mogę udzielić, jest do pani dyspozycji. Mam również nadzieję, że pani mi pomoże i odpowie na kilka pytań.
Zawahała się, doskonale pamiętając zasady, jakie wpoiła jej profesor McGonagall, kiedy na trzecim roku korzystała ze Zmieniacza Czasu, żeby uczestniczyć we wszystkich zajęciach. Złamała już najważniejszą z nich: pozwoliła się zobaczyć. Ale nie miała żadnych odpowiedzi, nie wiedziała, jak się tu znalazła i po co, a co najważniejsze, nie wiedziała, jak wrócić. Podała więc Dumbledore'owi list od Remusa.
Dyrektor spokojnie przeczytał słowa Lupina i na jego twarzy nie pojawiły się strach ani niepewność. Hermiona była prawie pewna, że Remus wpakował ją w duże kłopoty. W końcu stary czarodziej poprawił swoje okulary i spojrzał na nią.
- Z którego roku pani pochodzi?
To proste pytanie spowodowało, że brwi dziewczyny uniosły się ze zdziwienia.
- Wierzy mi pan?
Zaśmiał się.
- Nie podążam za trendami w modzie, szczególnie w świecie Mugoli, ale pani ubranie nie pochodzi z tej epoki.
Hermiona zerknęła na to, co miała na sobie i nie zauważyła nic dziwnego. Pamiętała jednak zdjęcia swoich rodziców z lat siedemdziesiątych i zaśmiała się nerwowo. Musiała wyglądać bardzo oryginalnie.
- Z roku 1998, dyrektorze.
- Długa podróż za panią.
- Nie jestem za nią odpowiedzialna.
- Nie – zgodził się z nią Dumbledore. – Ten Remus Lupin cię wysłał.
Czarodziej uśmiechał się i Hermiona zaczęła się zastanawiać, czy dyrektor miał już okazję spotkać jej przyjaciela. Chociaż nie wiedziała, jak ma teraz nazywać kogoś, kto podstępem zmusił ją do podróży w czasie. Dumbledore jakby wiedział, co ona myśli, stwierdził pytająco.
- Twój przyjaciel, jak sądzę.
- Tak, dyrektorze – zawahała się. – A przynajmniej…
- Uważasz, że kłamie? Że przysłał cię tutaj z wrogim zamiarem?
- Nie – odpowiedziała natychmiast. – Ufam mu całym życiem.
Przypomniała sobie ostatnią bitwę w Zakazanym Lesie. Zaufała mu swoim życiem i on jej zaufał swoim. Prawie się poświęciła dla Syriusza i Remusa, prawie zginęła z ręki Voldemorta. A mimo to czuła silny, ostry ból spowodowany jego zdradą.
- Ufałam mu jeszcze godzinę temu.
- Albo zaufa mu pani za kilka dekad. Tak właśnie wygląda sytuacja, panno Granger – dyrektor zaśmiał się.
- Muszę wrócić do swoich czasów.
- List pana Lupina mówi coś innego.
- Dyrektorze, miałam okazję eksperymentować z czasem – wyjaśniła, a jej głos nabrał ostrości. – Na trzecim roku otrzymałam pozwolenie na korzystanie ze Zmieniacza Czasu, żebym mogła uczestniczyć we wszystkich zajęciach bez przeładowania planu lekcji.
- Pani mi wybaczy, panno Granger, ale to właśnie brzmi jak przeładowanie zajęciami. Jak wyszło?
- Całkiem dobrze – skłamała, pamiętając, jaki zamglony był dla niej koniec trzeciej klasy. Z powodu braku odpowiedniej ilości snu źle reagowała na przyjaciół i nauczycieli. Postarzała się wtedy o kilka lat. – Od tamtej pory dokładnie zbadałam Zmieniacze Czasu. Znam prawa podróży w czasie. Moja obecność w tym czasie może być katastrofalna. Mogę zmienić przyszłość, rozmawiając z panem.
- Zgodnie z tym, co pisze twój przyjaciel, twoja obecność w tym czasie już się wydarzyła.
Uniosła brew.
- Dyrektorze?
- Miałem podobne przemyślenia na temat czasu. Kiedy używamy magii do zmiany czasu, tak naprawdę nic nie zmieniamy, ale wstawiamy siebie samego w przeszłość i katalizujemy wydarzenia w taki sposób, żeby przyszłość została nienaruszona.
- Ja… Chciałam powiedzieć… - To miało sens. Remus pisał o nocy, kiedy Syriusz uciekł i kiedy Harry wywołał swojego Patronusa, bo wiedział, że już raz mu się udało. Czas zatoczył koło. Ale to nie był jedyny powód, dla którego chciała wrócić. – Dyrektorze, ja nie należę do tego czasu.
- Przykro mi to mówić, panno Granger, ale nie znam sposobu na odesłanie pani do jej czasu – jego słowa odebrały jej wszelką nadzieję. Nie. Jeśli Albus Dumbledore nie był w stanie jej pomóc, kto był? – Nawet gdybym znał sposób, wahałbym się, czy panią odsyłać z powrotem. Mówiła pani, że badała zagadnienia związane z czasem? Czytała pani może o Eloise Mintumble?
Hermiona rzeczywiście czytała o tej sławnej podróżniczce w czasie. Eloise była Niewymowną w Departamencie Tajemnic i pracowała w Komnacie Czasu. Podczas jednego ze swoich eksperymentów przeniosła się pięćset lat wstecz i wróciła – jej powrót nadal stanowił zagadkę dla magicznego świata. Dowiodła tym, że Zmieniacze Czasu służą wyłącznie do cofania się w czasie, ponieważ podczas powrotu do swojej epoki postarzała się o pięćset lat i zmarła.
- Na Merlina! Jeżeli udałoby się panu odesłać mnie do moich czasów, byłabym trzydzieści lat starsza?
- To wielce prawdopodobne.
Zastanowiła się nad tym. Zaryzykowałaby? Czy w ogóle przeżyłaby podróż? Czy to było ważne? Jej obecność w tym gabinecie, jej rozmowa z Dumbledorem mogły już nieodwracalnie rozerwać kontinuum. Mogły spowodować efekt motyla. Walczyła dzielnie i poświęciła tak wiele w czasach wojny. Co, jeśli w tym czasie zrobiłaby coś, co nieodwracalnie zaprzepaści ich szanse w nadchodzącej wojnie? Nie. Kilka miesięcy temu była gotowa zaryzykować swoje życie dla innych. Tym razem było podobnie.
- Nie obchodzi mnie to. Wolę poświęcić swoje życie niż wpłynąć negatywnie na przyszłość.
Dumbledore uśmiechnął się do niej, bo jej słowa wiele mówiły o jej charakterze.
- Wróćmy do Eloise Mintumble – powiedział, ignorując jej decyzję. – Podejrzewam, że wie pani, czym poskutkowała jej podróż w czasie?
- Zamieszanie w czasie, które spowodowała, sprawiło, że Ministerstwo Magii wprowadziło wszystkie prawa dotyczące podróży w czasie. Eloise udało się w krótką chwilę wymazać z historii ponad dwadzieścia pięć istnień – odpowiedziała, cytując słowa, które kiedyś przeczytała.
- Zna pani jakieś opowiadania dla dzieci, panno Granger?
Prychnęła na wspomnienie książki, którą stary czarodziej przepisał jej w swoim testamencie.
- Baśnie Barda Beedle'a?
- Moje ulubione – zachwycił się. – Tak, Bard skorzystał z rzeczywistych wydarzeń, które akurat miały miejsce i przekształcił je w opowieści, z których dzieci mogły się czegoś nauczyć. Która baśń jest pani ulubioną?
- Opowieść o trzech braciach – próbowała powstrzymać sarkazm, który cisnął się na jej usta.
- Też ją bardzo lubię – oczy Dumbledore'a błyszczały i Hermiona zmusiła się, żeby nie spojrzeć na Czarną Różdżkę. – Wierzy pani, że Śmierć, która przekazała braciom Czarną Różdżkę, Kamień Wskrzeszenia i Pelerynę-Niewidkę była żywą osobą?
- Nie, dyrektorze. Nawet jeśli bracia i te przedmioty były prawdziwe, w co osobiście nie wierzę – zapewniła z cichym śmiechem, - Śmierć nie jest osobą.
- Zatem baśń w tym wypadku jest tylko lekcją. Co z niej wynosi dziecko?
- Nie traktować Śmierci lekko – odpowiedziała. – Brat, który dostał Czarną Różdżkę myślał, że może siłą zabierać cudze życia, ale zapomniał, że zawsze znajdzie się ktoś silniejszy od niego. Brat, który dostał Kamień Wskrzeszenia myślał, że okradnie Śmierć, ale nie wiedział, że w naturze człowieka nie leży kontrolowanie kto żyje, a kto umrze. Brat, który dostał Pelerynę-Niewidkę myślał, że może się ukryć przed Śmiercią, ale Śmierć w końcu przychodzi po każdego.
- A co dzieci i dorośli wyniosą z opowieści o Eloise Mintumble?
Hermiona zagapiła się na czarodzieja i poskładała informacje, które miała pod nosem.
- Chce pan powiedzieć, że ona nie wymazała tych dwudziestu pięciu istnień? Że Ministerstwo Magii wymyśliło sobie tę historyjkę, żeby ludzie nie mieszali w czasie?
- Całkiem zmyślna historyjka, nie sądzi pani, panno Granger?
- Jej autor musiał być Ślizgonem – wymamrotała.
- Ma pani jeszcze swój Zmieniacz Czasu?
- Tak, dyrektorze – sięgnęła do swojej szyi i zdjęła łańcuszek i podała przedmiot mężczyźnie.
- Cudowny – w jego głosie usłyszała zachwyt, jakby patrzył i podziwiał piękny bukiet kwiatów lub dzieło sztuki, zamiast urządzenia, które odmieniło całe jej życie. – Do tej pory miałem okazję widzieć wyłącznie ilustracje Zmieniaczy Czasu. Jednak z tego, co zdołałem zrozumieć, aby możliwa była podróż w czasie, piasek musi przesypywać się przez klepsydrę?
- Nie, Zmieniacze Czasu działają na innej zasadzie. Należy obrócić klepsydrę kilka razy, co pozwala na cofnięcie się w czasie, najwyżej o kilka godzin. Potem trzeba tylko dogonić swoją linię czasową. Klepsydra jest tylko zbiornikiem dla piasków czasu. Nie wiem nawet, czy przesypywanie ich w konkretną stronę jest ważne dla zadziałania magii – odpowiedziała wyraźnie. Przyjrzała się uważnie instrumentowi, który trzymał Dumbledore i zrozumiała, dlaczego zapytał. Piasek tkwił wyłącznie po jednej stronie klepsydry i nie przesypywał się, mimo jej obracania.
- Czy to jest ten sam Zmieniacz Czasu, którego pani używała w szkole?
- Nie, dyrektorze. Ten… On pochodzi… - Przypomniała sobie dzień, kiedy razem z Remusem wybrali się do Departamentu Tajemnic, kiedy weszli do Komnaty Czasu. Przypomniała sobie, jaki zdziwiony był Remus, kiedy chciała ruszyć dalej, gdy się okazało, że nie potrzebowała niczego z tego pomieszczenia. – Remus zabrał go z Departamentu Tajemnic. Jest nowy. Nigdy nie widziałam podobnego.
- Czy podczas bardzo przeładowanego trzeciego roku uczęszczała pani na zajęcia z Antycznych Runów?
Przewróciła oczami, jakby nie uczęszczanie było jakąś opcją.
- Oczywiście, dyrektorze.
- Niech mi panie powie, co to znaczy – stuknął długim palcem w podstawę Zmieniacza Czasu, pokazując jej grawerunek.
Rozszyfrowanie znaku zajęło Hermionie tylko chwilę.
- Przeznaczenie.
- Coś mi mówi, że pan Lupin doskonale wiedział, co robił, kiedy dawał pani Zmieniacz Czasu. Wydaje się pani osobą wierzącą w reguły i żyjącą w zgodzie z nimi – Hermiona prawie się roześmiała, słysząc te słowa. To było niedopowiedzenie. Potrzeba było Harry'ego Pottera i zagrożenia życia, żeby dziewczyna przestała przestrzegać reguł. – Czy mogę pani coś zaproponować?
- Tak?
- Proszę potraktować ten list jako nowy zestaw reguł, których pani powinna się trzymać – oddał jej list Remusa, a ona odebrała go z rąk dyrektora, patrząc niepewnie na znajome pismo.
- Nie mogę zostać w tym czasie, dyrektorze. Ja… Wiem doskonale, co ma się wydarzyć. Wiem, że nadchodzi wojna – wyjaśniła, znając ciężar swojej wiedzy.
- Są takie pogłoski – przyznał ze skinieniem, nie mówiąc nic więcej ponad to, co ona mu powiedziała.
- Atakowane są przede wszystkim Mugolaki – stwierdziła, obserwując jego twarz. Mina Dumbledore'a wskazywała, że mężczyzna się z nią zgadza. – To bardzo zajadłe ataki. Ja jestem osobą urodzoną w mugolskiej rodzinie. Nie mogę pojawić się w tym świecie znikąd i unikać uwagi. Nie chcę spotkać się twarzą w twarz ze Śmierciożercami.
Ponownie.
Dumbledore uśmiechnął się.
- W tej kwestii również mam pewną propozycję. Chciałaby pani wrócić do Hogwartu?
- Mam osiemnaście lat… Dziewiętnaście, biorąc pod uwagę, że właśnie miałam urodziny. Kiedy odchodziłam z mojego czasu, był dziewiętnasty września – westchnęła, zawiedziona. Było blisko północy. Miał się rozpocząć dzień po jej urodzinach. Miała porozmawiać z Syriuszem.
Zmarszczyła brwi. Niech cię piekło pochłonie, Remusie Lupin.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, panno Granger – złożył jej życzenia tak miłym, przyjaznym tonem, że musiała się uśmiechnąć. – Jak już mówiłem, przekroczyła pani granice czasu. Dlaczego nie mamy nagiąć zasad jeszcze bardziej? Posiadam bardzo rzadki eliksir odmładzający. Dostałem go w prezencie na setne urodziny od bardzo dobrego przyjaciela. Zatrzymałem go na specjalne okazje. Pewnie pani wie, że co kilka lat zdarza się uczeń, który próbuje wymknąć się do Hogsmeade, żeby kupić trochę Wody Ognistej. Zaklęcie postarzające, którym taki młodzieniec się traktuje jest zwykle nieudane i Skrzydło Szpitalne nagle staje się azylem dla przedwcześnie postarzałych trzecioklasistów. Zwykle udaje nam się po prostu odwrócić zaklęcie, ale zawsze obawiam się takiej sytuacji, kiedy uczeń posunie się za daleko. Czasami potrzeba eliksiru. Proponuję, żeby pani wzięła ten eliksir i wróciła do Hogwartu jako uczennica. Uważam, że szkoła to najbezpieczniejsze miejsce dla Mugolaków.
Pamiętała działanie Eliksiru Postarzającego, chociaż Fred i George nie chcieli wcale kupować alkoholu. Do tego wystarczyła im Mapa Huncwotów. Bliźniakom Eliksir Postarzający był potrzebny, aby wystartować w Turnieju Trójmagicznym. Ich plan nie wypalił, a chłopcy musieli zostać w Skrzydle Szpitalnym do czasu, kiedy wrócą do swoich oryginalnych, szesnastoletnich ciał.
- Jak młoda mam być? – Zapytała, przyznając się do porażki. Remus nie zostawił jej żadnego innego wyjścia z tej okropnej sytuacji, bez drogi do domu. Musiała zadbać o swoje bezpieczeństwo.
- Jedenaście lat. Powróci pani do szkoły za miesiąc i zostanie przydzielona razem z pozostałymi uczniami. Wtedy nie przyciągnie pani niechcianej uwagi.
To miało sens. Wprowadzenie jej do Hogwartu w starszym wieku na pewno byłoby dziwne. W ciągu ostatnich stu lat żaden uczeń nie przeniósł się do Hogwartu z innej szkoły. Wyróżniałaby się z tłumu, jak Harry. I właśnie to uczyniłoby z niej cel.
- Mogłabym zostać w szkole przez cały rok? Wyróżniałabym się podczas wakacji, bo nie czeka tu na mnie żadna rodzina.
- Powinniśmy znaleźć ci rodzinę. Dobrą rodzinę, czystej krwi. W ten sposób nikt nie mógłby przypiąć pani łatki Mugolaka.
- Nie mogę powiedzieć, żebym znała chociaż jedną dobrą rodzinę czystej krwi – warknęła, nie panując nad sobą.
- Na szczęście, ja znam – rozpromienił się, patrząc na jej dłonie. – Ma pani piękną bransoletkę, panno Granger. Znam te słowa. A czy pani zna rodzinę Potterów?
Hermiona powstrzymała parsknięcie.
- Można tak powiedzieć.
- Ufa im pani?
Zmarszczyła brwi, gdy pomyślała o Harrym. Harrym, który uratował jej życie. Harrym, który nazywał ją siostrą.
- Oni są…
- Rodziną? – Dokończył Dumbledore.
- Tak – potwierdziła. – Ale nie… Przepraszam, dyrektorze.
Łzy zaczęły formować się w kącikach jej oczu i skapywać na policzki. Czy jeszcze kiedykolwiek zobaczy swojego najlepszego przyjaciela?
- Nie musi pani za nic przepraszać – wyciągnął w jej stronę chusteczkę, którą przyjęła. – Proszę udać się do Skrzydła Szpitalnego. Krótki odpoczynek pani nie zaszkodzi.
- Dziękuję, dyrektorze.
Machnął Czarną Różdżką w kierunku szuflady biurka i wyciągnął z niego małą czerwoną fiolkę.
- To jest eliksir, o którym rozmawialiśmy. Jeżeli zaakceptuje pani moją propozycję, proszę dać to – podał jej buteleczkę, po czym wyciągnął pergamin i nakreślił na nim kilka słów. – I ten list Pani Pomfrey. Ona będzie wiedziała, jak odmierzyć właściwą dawkę. Spotkamy się ponownie po tym, jak załatwię w pani imieniu jedną sprawę, po czym wymyślimy plan, który zapewni pani bezpieczeństwo. W międzyczasie rozpocznę badania nad Zmieniaczem Czasu.
- Jeszcze raz dziękuję, dyrektorze – pociągnęła nieelegancko nosem. – Podchodzi pan do tej sprawy wyjątkowo spokojnie, zważywszy na okoliczności.
- Interesuje mnie wiele rzeczy. Przyszłość jest jedną z nich. Muszę jednak panią prosić, żebym nikomu innemu nie wspominała, skąd pochodzi. Proszę unikać wyjawiania informacji na temat przyszłości. Nic nie może zmienić tej linii czasowej.
- Ale przecież pan mówił, że wszystko, co zrobię, już zostało zrobione.
- Jest pani odpowiedzialna za swoje czyny – przyznał. – Ale nie za czyny innych ludzi. Widzę, że zna pani tajemną sztukę Oklumencji, bo od pewnego czasu próbuję przedrzeć się przez mury, które pani ustawiła w swoim umyśle.
- Jestem tego świadoma. – I rzeczywiście była świadoma. Od momentu, kiedy weszła do gabinetu Dumbledore'a, czuła subtelne naciski na tarcze, które chroniły jej wspomnienia. Oklumencja wcześniej nie była jej mocną stroną, ale po wojnie, kiedy Syriusz zmusił Hermionę do utrzymywania przyjacielskich stosunków z Draconem, chłopak pomógł jej w doszlifowaniu tej umiejętności. Podejrzewała, że zrobił to tylko dlatego, że była to dziedzina, w której był lepszy od niej.
- Proszę mi wybaczyć, ale musiałem sprawdzić, czy potrafi pani chronić swój umysł przez rzuceniem propozycji zintegrowania pani życia z uczniami Hogwartu.
- Rozumiem, dyrektorze.
- Wspominam o tym tylko dlatego, że gdyby powiedziała pani coś o przyszłości osobom, które nie są w stanie chronić swoich umysłów, te informacje mogłyby się dostać w niepowołane ręce, a pani stałaby się celem.
- Naprawdę, rozumiem. Z nikim nie będę o tym rozmawiać.
Dumbledore wstał i odprowadził Hermionę do drzwi.
- Dziękuję, panno Granger. Proszę teraz odpocząć. Zobaczymy się za kilka godzin.
