Od tłumaczki: Nareszcie na scenie pojawiają się James i Mia Potter. Chwila, na którą czekaliśmy od siedemnastu rozdziałów. Muszę się brać do dalszego tłumaczenia, bo w ostatnim tygodniu nawet nie spojrzałam na oryginał Shayi. Jeszcze mam kilkanaście rozdziałów w zapasie, ale tygodnie chyba się skracają, bo między kolejnymi wtorkami mam coraz mniej czasu na tłumaczenie. A tymczasem: miłego czytania.
ROZDZIAŁ 18 – ŻYJ SWOIM ŻYCIEM
2 sierpnia 1971
Hermiona spała długo i spokojnie, i obudziła się wypoczęta, z załzawionymi oczami w ogromnych łóżku z czterema kolumienkami. Wielkość łóżka ją zaskoczyła, taka była różna od jej małej klitki na Grimmauld i dziewczyna przez chwilę zastanawiała się, gdzie jest. Omiotła wzrokiem całą szerokość pokoju i zatrzymała się na sylwetce chłopca stojącego przed nią, oświetlonego od tyłu promieniami wschodzącego słońca.
Postać pochyliła się i Hermiona zauważyła burzę czarnych włosów. Uśmiechnęła się, tłumiąc ziewnięcie.
- Harry? – Wymamrotała, czując, jak opuszczają ją resztki snu.
- Kto to jest Harry? – Głos był znajomy i nieznajomy jednocześnie.
Hermiona gwałtownie otworzyła oczy, mrugając szybko, żeby wyostrzyć wzrok. Spojrzała prosto w twarz chłopca ze znajomymi czarnymi włosami, sterczącymi na wszystkie strony. Jednak zamiast błyszczących, szmaragdowych oczu, do których przyzwyczaiła się w ciągu ostatnich siedmiu lat, zobaczyła swoje odbicie w oczach orzechowo-brązowych.
To nie był jej Harry.
1971 rok.
Wciągnęła głośno powietrze, kiedy zalały ją wspomnienia wczorajszego wieczoru: czerwone opakowanie w bibliotece Blacków, Zmieniacz Czasu, który był jednocześnie Świstoklikiem, list od Remusa, spotkanie ze zdecydowanie żywym Albusem Dumbledorem, Pani Pomfrey i eliksir odmładzający, przybycie do ogromnej rezydencji, poznanie Potterów i niesamowicie niezależnej skrzatki domowej.
A teraz w nogach jej łóżka stał chłopiec i przyglądał się jej zaciekawionym spojrzeniem.
- Ty jesteś moją nową siostrą, tak?
- A ty to kto? – Wrzasnęła i odsunęła się pod kołdrą na drugi skraj łóżka. Chłopiec wziął to za przyzwolenie, żeby wejść na jej posłanie i bliżej się jej przyjrzeć. Uniosła dłonie w obronnym geście i lekko zacisnęła palce, nagle uświadamiając sobie, jak bardzo się zmniejszyła po połknięciu eliksiru odmładzającego.
- Zaczekaj – przyjrzała się uważnie chłopcu, ze zdumieniem zauważając nieprawdopodobne podobieństwo do jej najlepszego przyjaciela. Jak mogła tego nie ogarnąć? 1971 rok, rezydencja Potterów. Westchnęła i uniosła dłoń do ust. – Ty jesteś James? Merlinie… Jesteś… Wyglądasz…
James uśmiechnął się zwycięsko.
- Przystojny? Czarujący? Genialny?
Hermiona roześmiała się, słysząc, jak niewinnie to zabrzmiało. Nie miała powodów do śmiechu od początku tej katastrofy. Obdarzyła go radosnym spojrzeniem. Jego podobieństwo do Harry'ego i wpychanie się w jej osobistą przestrzeń było rzeczywiście ujmujące.
- Wyglądasz jak miotła. Masz może szczotkę do włosów? – Nieświadomie sięgnęła do jego włosów, próbując je przygładzić, tak, jak robiła to z Harrym przez ostatnie siedem lat. Nie potrafiła się powstrzymać, jej mięśnie reagowały tak z przyzwyczajenia.
- I ty to mówisz? – Roześmiał się, rozgarniając dłonią swoje włosy tak, że wyglądały jeszcze gorzej niż przed chwilą. Potem sięgnął do jej loków. – Chyba widzę ptasie gniazdo gdzieś w twoich włosach. Myślałaś kiedyś, żeby ukrywać tam słodycze?
- Nie, nigdy mi to nie przyszło do głowy – warknęła. Prawie nakrzyczała na niego za pozwalanie sobie na taki ton w stosunku do osoby dorosłej, ale w porę przypomniała sobie, że już nie była dorosła. W jej umyśle tkwiły wspomnienia dziewiętnastoletniej wiedźmy, żyjącej w roku 1998, ale w rzeczywistości była tylko jedenastoletnią dziewczynką, żyjącą w roku 1971.
- Skoro ty ich tam nie chowasz, czy ja mogę? – Zapytał z szerokim uśmiechem. – Taki sposób wydaje mi się łatwiejszy, niż obciążanie własnych kieszeni.
Wywróciła oczami.
- Nie, nie możesz chować słodyczy w moich włosach
Znowu się zaśmiał radosnym śmiechem, tak różnym od Harry'ego. Kiedy Harry się śmiał, robił to nerwowo, jakby nie wierząc, że może być szczęśliwy w swoim życiu. James nie niósł na swoich barkach ciężaru całego świata.
- Spójrz na nas! Już zachowujemy się jak rodzeństwo. Zawsze chciałem mieć młodszą siostrę – powiedział, opierając się o wezgłowie łóżka. Przełożył ręce nad głową, układając się wygodnie.
Hermiona zrozumiała, że jego rodzice powiedzieli mu o adopcji. Była zdziwiona, że tak dobrze reagował na te wieści.
- Kiedy masz urodziny? – Dopytała.
- Dwudziestego siódmego marca
- Ja się urodziłam dziewiętnastego września, więc w rzeczywistości jestem od ciebie starsza… Mały braciszku – zadrwiła lekko.
James tylko wzruszył ramionami. Nie wyglądał na zaskoczonego jej słowami.
- Prawdę mówiąc, mama chce, żebyśmy wszystkim mówili, że jesteśmy bliźniętami. Ja się urodziłem pierwszy. W końcu, to ja byłem tu jako pierwszy – odrzucił głowę w tył, prawie uderzając o wezgłowie, pewny, że wygrał tę potyczkę.
- Bliźnięta? – Uniosła brew. – Nawet nie jesteśmy do siebie podobni.
- I co z tego? – Parsknął głośno. – Weź pod uwagę, że jak tylko się obudziłem, rodzice poinformowali mnie, że mam nową siostrę. I nie wolno mi nikomu powiedzieć, że Albus Dumbledore podrzucił ją nam w nocy. Chyba przyjmuję to dość dobrze, prawda? A ty masz problem, bo nie jesteśmy podobni? Jeśli nie chcesz mieć brata, w porządku. Nie złamie mi to serca.
Wykrzywił się do niej, udając rozpacz.
- Nie, ja… Chciałabym mieć brata – odpowiedziała, a w jej słowach krył się ból, bo myślała o Harrym. Ale Harry'ego tu nie był, a jego ojciec, James, wyglądał tak podobnie do swojego syna, że bolało ją wpatrywanie się w niego.
James zauważył, że dziewczyna nagle posmutniała, zmarszczył brwi, po czym wyciągnął do niej dłoń i pociągnął za lok jej włosów.
- Auć! – Zawołała Hermiona, patrząc na chłopca spod przymkniętych powiek. – Za co to było?
- Teraz jesteśmy rodzeństwem i coś czuję, że straciłem kilka lat bycia wrzodem na tyłku mojej siostry.
Rzuciła mu mordercze spojrzenie, rozmasowując bolący punkt na swojej głowie.
- Pamiętaj, że jesteś wrzodem na moim tyłku, kiedy przeklnę tę miotłę na twojej głowie.
- Nie przeklniesz mnie bez różdżki. A w przyszłym tygodniu ci przejdzie. Mam twarz człowieka, któremu ludzie chętnie wybaczają. Mama tak twierdzi.
Był niesamowicie aroganckim dzieckiem, ale Hermiona zaśmiała się cicho, widząc jego niezachwianą pewność siebie.
- Co jest w przyszłym tygodniu?
James rozpromienił się.
- Wybieramy się na Ulicę Pokątną po zakupy do szkoły. Kupimy różdżki.
- Nie pomyślałam o tym – Hermiona wiedziała, że powróci do Hogwartu i że jej różdżka została w roku 1998, ale zapomniała, że będzie musiała kupić sobie nową.
- Co? Myślisz, że możesz używać magii bez różdżki?
Hermiona znowu się zaśmiała, wiedząc doskonale, że mogła używać magii bezróżdżkowej. W przeciwieństwie do potężniejszych i bardziej uzdolnionych czarodziejów, jak profesor McGonagall, Syriusz czy Remus, ona potrafiła korzystać z magii bezróżdżkowej tylko w sytuacjach kryzysowych, ale Syriusz uczył ją bardziej swobodnego korzystania z magii.
- Czy ty kiedykolwiek milczysz? – Zapytała Jamesa.
- Bardzo rzadko – wcale nie wziął do siebie jej obraźliwego pytania. – Wstawaj. Mama przysłała mnie do ciebie, bo śniadanie jest gotowe.
Zeskoczył z jej łóżka i skierował się w stronę drzwi.
Hermiona uśmiechnęła się.
- To świetnie. Umieram z głodu.
Chłopak zatrzymał się w progu, z dłonią na klamce.
- Jeszcze jedno. Skoro masz być od dzisiaj moją młodszą siostrzyczką, jest coś bardzo ważnego, co muszę o tobie wiedzieć.
- Co takiego?
- Jak masz na imię?
- Chcesz mi powiedzieć, że nie znasz mojego imienia? Twoi rodzice ci nie powiedzieli, jak mam na imię? – Zapytała, nie dowierzając. – Twoi rodzice powiedzieli ci, że masz nową siostrę, ty ją budzisz, skaczesz po jej łóżku, ciągniesz za włosy, a nawet nie znasz jej imienia?
Co było nie tak z tym chłopakiem? Czy w jego chudym, kościstym ciele była chociaż jedna komórka, która nie byłaby taka naiwna?
- Może wspomnieli, jak masz na imię. Słyszałem słowa „siostra" i „bliźniaczka", a potem pojawiła się Tilly ze śniadaniem… - Wyjaśnił, drapiąc się z zażenowaniem po głowie.
- Hermiona.
Uniósł brwi.
- Jak?
Uśmiechnęła się słodko.
- Mam na imię Hermiona.
- Nie ma takiego imienia.
Szczęka jej opadła.
- Oczywiście, że jest!
- Nie brzmi nawet jak prawdziwe słowo.
Rzuciła mu złośliwe spojrzenie.
- To nie jest jakieś słowo. To moje imię.
- Jest za długie, można się o nie potknąć – zadecydował. – Będę cię nazywał Mia.
Nagle przypomniał się jej krótki związek z Wiktorem. Przesylabizowała wyraźnie.
- Her-mio-na.
James zamrugał i przyjął ten sam moralizatorski ton, co ona.
- Her-MIA-na. Mia. Widzisz?
Zawarczała, patrząc na niego wzrokiem zarezerwowanym wyłącznie dla Rona i Harry'ego, a ostatnio również dla Syriusza.
- Nie lubię zdrobnień.
- A ja nie lubię sióstr, które się rządzą. Pasujemy do tej rodziny – odpowiedział lekceważąco, obojętnie przyjmując jej spojrzenie i nastrój. Podejrzewała, że będzie miała z nim problemy od tej strony.
- Nazywam się Hermiona Granger – powiedziała stanowczo, zapominając, że jej list z Hogwartu był zaadresowany inaczej.
- Potter – poprawił ją James.
Zamrugała, zdumiona.
- Co?
- Nazywasz się Hermiona Potter. Mia Potter, tak po prawdzie.
- Potter? Ja… Muszę do tego przywyknąć.
- Jesteś moją siostrą – James uśmiechnął się do niej i w tej chwili tak bardzo przypominał jej Harry'ego, że zakuło ją serce. Mimo to, odwzajemniła uśmiech. – Dlatego jesteś jedną z Potterów.
Hermiona poczuła pieczenie w nosie i łzy w oczach. Czyż ostatniej nocy Harry nie powiedział jej tego samego?
wWwWwWwWwWwWw
- Jesteś, kochanie! – Dorea uśmiechnęła się do Hermiony, kiedy dziewczyna, śladami Jamesa, weszła do ogromnej jadalni.
- Dzień dobry, pani Potter, panie Potter – zamrugała, zdziwiona, kiedy James odsunął jej krzesło. Ten rozwydrzony dzieciak nagle zmienił się w idealnego dżentelmena. Przeniosła wzrok na starszych Potterów, którzy uśmiechali się z dumą do syna, jakby właśnie takiego zachowania oczekiwali.
- Powinniśmy od razu przyzwyczajać się do tego, że nazywasz nas mamą i tatą – zasugerował lekko Charlus, a Hermiona poczuła ucisk w piersi. – Nie ma sensu wieść podwójnego życia. Wszystko niedługo ci się pomyli. Poza tym, uważamy, że należysz do rodziny. Rozumiemy, że nie chcesz rozmawiać o tym, co się z tobą działo wcześniej. Albus też nam niewiele powiedział. Tylko tyle, że spotkał pewną młodą damę, która potrzebuje dobrego domu.
- Zawsze chciałam mieć córkę – przyznała Dorea z błyskiem w oku, a Hermiona poczuła się przytłoczona ich akceptacją.
James prychnął.
- Dzięki, mamo.
Charlus uśmiechnął się do chłopca.
- Zjedz grzecznie śniadanie, synu.
- Albus zostawił nam formularze, które musimy podpisać i wysłać do Departamentu Magicznych Regulacji, żebyś formalnie mogła zostać Hermioną Potter – tłumaczyła Dorea, popijając poranną herbatę.
- Mia – wyrzucił z siebie James, po połknięciu śniadaniowego bekonu.
- Słucham? – Charlus podniósł wzrok znad gazety.
- Ona ma na imię Mia.
- Nienawidzę zdrobnień – powtórzyła Hermiona, mrużąc oczy i spoglądając na Jamesa.
Dorea uśmiechnęła się promiennie do dwójki swoich dzieci.
- Urocze. Podoba mi się imię Mia – powiedziała do Hermiony.
- Ale jeżeli chcesz, będziemy się do ciebie zwracać „Hermiono" – zapewnił ją Charlus.
- Ja nie będę – James wzruszył ramionami i nałożył sobie na talerz pieczone kiełbaski. – Od teraz będę do niej mówił Mia.
- Niech będzie – Hermiona nadal patrzyła na niego gniewnie. – Jamie.
- To… - Chłopak kilka razy posmakował brzmienie nowego zdrobnienia. – Chyba mi się podoba.
Hermiona zjeżyła się.
- Cieszy mnie, że się dogadujecie. Hermiono, jeśli będziesz czegoś potrzebowała, nie wahaj się o tym powiedzieć – uświadomiła ją Dorea.
- Dziękuję, pani… To znaczy, mamo – dziewczyna przełknęła to słowo, jakby było jakąś zniewagą. Brzmiał sztucznie. – Mam wszystko, czego potrzebuję. Muszę się teraz do tego przystosować. Mam za sobą kilka bardzo dziwnych dni.
Z twarzy Hermiony zniknął uprzejmy uśmiech.
- Nie smuć się teraz – Dorea natychmiast zauważyła zmianę. – Wiem, że masz za sobą ciężkie przeżycia, ale należymy do rodziny Potterów, a Potterowie idą dalej. Musisz przyjąć to, co ci się przydarzyło, wyciągnąć z tego lekcję i ruszać dalej.
- Odwaga i talent – wyszeptała Hermiona.
- Słowa naszego rodu – odpowiedział Charlus, któremu najwyraźniej zaimponowała.
- Mam nadzieję, że ich nie zawiodę – uśmiechnęła się powściągliwie, dotykając bransoletki spoczywającej miękko na jej nadgarstku. Potterowie jeszcze jej nie zauważyli. Albo zauważyli i ich to nie obchodziło. Może założyli, że dostała ją od Dumbledore'a. Trochę się martwiła, że uznają ją za złodziejkę, szczególnie, że znała ich dopiero jeden dzień. Syriusz musiał dać jej rodową pamiątkę Potterów na urodziny, po prostu musiał. Bardzo trudne byłoby wytłumaczenie, że Hermiona zna wnuka Potterów.
Charlus uśmiechnął się przebiegle.
- Chyba będziesz Gryfonką.
- Oczywiście, że będzie. Wszyscy Potterowie trafiają do Gryffindoru – James przewrócił oczami na taką oczywistość.
Dorea skrzyżowała ręce na piersi.
- Ja nie trafiłam.
- Cóż mogę powiedzieć, kochanie… Nie miałaś tego szczęścia, żeby się urodzić Potterem – drażnił się z nią Charlus.
- Dla ciebie to chyba było szczęście – kobieta mrugnęła do męża.
- Do jakiego domu trafiłaś, mamo? – Grzecznie zapytała Hermiona, sięgając z gracją po tosta.
- Do Slytherinu – odpowiedziała zapytana.
Oczy Hermiony rozszerzyły się ledwo dostrzegalnie. Babka Harry'ego była Ślizgonką?
- Podstępny wąż, udało jej się wyciągnąć mnie na naszą pierwszą randkę – Charlus przysunął swoje krzesło bliżej krzesła żony i wyciągnął w jej kierunku rękę. Kobieta pozwoliła mu chwycić swoją dłoń, uśmiechając się z przekąsem.
- Narzekasz na coś? – Zapytała.
- Zupełnie na nic – zaśmiał się, całując delikatnie jej nadgarstek.
Hermiona zachichotała i spojrzała na Jamesa, który tylko przewrócił oczami.
- Nie martw się, Mia. Mama jest prawdopodobnie jedynym miłym Ślizgonem, który skończył szkołę.
- Nie zaczynaj, James – Dorea potrząsnęła głową i oswobodziła dłoń z uścisku męża. Sięgnęła po filiżankę z herbatą. – Między Domami jest już za dużo wrogości. Nie chcę, żebyś stwarzał w szkole kolejne problemy.
Oczy Jamesa, jasne i niewinne, rozszerzyły się, a jego dolna warga zaczęła lekko drżeć.
- Czy to jest twarz dziecka, które stwarza problemy?
- Nie patrz na mnie tym niewinnym wzrokiem, Jamesie Charlusie Potter – oczy Dorei niebezpiecznie się zwęziły. – Za dobrze cię znam. A jeśli chodzi o niewinność… Mam nadzieję, że właśnie tak będziesz się zachowywał jutro, na ulicy Pokątnej. Bezproblemowo.
Na twarzy Jamesa odmalowało się zdumienie pomieszane z podekscytowaniem.
- Myślałem, że ulicę Pokątną odwiedzimy w przyszłym tygodniu – powiedział, napełniając szklankę swoją i Hermiony sokiem z dyni. Umknęło mu jej zaskoczenie.
Nigdy wcześniej nie widziała, żeby chłopiec tak się wobec niej zachował bez ukrytego motywu.
Dorea westchnęła, zirytowana.
- Nie. Mówiliśmy w zeszłym tygodniu, że w tym tygodniu wybieramy się na ulicę Pokątną. Dokładnie jutro. Charlus, jesteś pewien, że ten chłopak nadaje się do Hogwartu? Biedne dziecko, jeszcze się zgubi w pociągu albo wpadnie do jeziora.
- Nikt nie wpada do jeziora – zaśmiał się Charlus.
Hermiona również się roześmiała, przypominając sobie młodego Dennisa Creevey'a, który wpadł do jeziora w pierwszą noc, kiedy przybył do Hogwartu.
Pojawiła się Tilly, zabierała brudne naczynia, dostawiała czyste i napełniała szklanki i filiżanki, których Potterowie jeszcze nie napełnili napojami. Cała rodzina obdarzyła skrzatkę uśmiechem i słowami wdzięczności, kiedy Tilly zdeterminowanym krokiem poruszała się wokół stołu.
- Młody panicz nie wpadnie do jeziora – powiedziała stanowczo. – Tilly nauczyła go pływać, o, tak. Tilly go nauczyła.
- Tilly – James wydął wargi. – Mama nie jest pewna, czy powinna mnie puścić do szkoły.
Jego nieszczęśliwa mina za chwilę zmieniła się w szeroki uśmiech, a Hermiona zmarszczyła brwi, rozpoznając ten wyraz twarzy. Tak samo wyglądał Harry, kiedy razem z Ronem planował wymknięcie się z zamku pod peleryną.
Tilly nagle odwróciła się w kierunku Dorei.
- Młody panicz pójdzie do Hogwartu! Młody panicz jest bardzo inteligentnym czarodziejem, zdolnym i odważnym. A po Hogwarcie młody panicz będzie potężnym czarodziejem – w powietrzu wisiało „albo pożałujesz", niewypowiedziane przez skrzatkę.
Hermiona zagapiła się na rozgrywającą się przed nią scenę. Tylko raz słyszała, żeby skrzat domowy mówił tak do swojego pana: kiedy Syriusz kłócił się ze Stworkiem. A z tego nigdy nie wynikało nic dobrego. Ale w tym wypadku Charlus chichotał pod nosem, Dorea nie wyglądała na przejętą, a James rozpromienił się, słysząc te słowa. Teraz przynajmniej Hermiona wiedziała, kto był odpowiedzialny za pychę Jamesa i jego pewność siebie.
- Nie wierzę, że rozegrałeś skrzatkę domową przeciwko swojej mamie – cicho go złajała.
- Naszej mamie – poprawił ją, rzucając jej półuśmiech.
Hermiona też się uśmiechnęła, wstała i sięgnęła po pusty talerz.
Tilly znalazła się przy tym talerzu w tej samej chwili i rzuciła dziewczynie ostrzegawcze spojrzenie.
- Tilly weźmie talerz młodej panienki.
Hermiona przyciągnęła naczynie do siebie i zmrużyła oczy.
- Tilly, umiem po sobie sprzątać.
Skrzatka jednak nalegała. Jednak tym razem nie zaczęła płakać krokodylowymi łzami, które Hermiona byłaby w stanie zignorować. Nie, Tilly zaczęła warczeć. Hermiona natychmiast puściła talerz, patrząc na skrzatkę szeroko rozszerzonymi oczami.
Tilly natychmiast sięgnęła po naczynie i rzuciła dziewczynie ten sam, pełen uwielbienia uśmiech, którym wcześniej obdarzyła Jamesa.
- Młoda panienka to bardzo mądra czarownica. Niedługo idzie do Hogwartu razem z młodym paniczem. I młoda panienka będzie dumą swojego Domu, o, tak, będzie!
Tupnęła małą stopą dla podkreślenia własnych słów, po czym zniknęła z cichym pyknięciem, zabierając brudny talerz Hermiony.
- Nigdy nie widziałam, żeby skrzat domowy był taki… - Zaczęła w szoku.
- Onieśmielający? – Dokończył za nią Charlus, cały czas się śmiejąc. – Zrobiła się taka po tygodniu od wprowadzenia się do Dworu. Była taka szczęśliwa, że może tu być z nami, że wszystko robiła za mocno, za bardzo. Ja sam nie dorastałem w obecności skrzatów domowych i byłem przyzwyczajony, żeby samemu pracować w domu, podobnie jak ty. Szybko się nauczyłem, żeby nie wchodzić jej w drogę. Kiedy złapała mnie na rozwieszaniu własnego prania po raz trzeci, zagroziła, że ugryzie mnie w rękę.
Dorea roześmiała się, gdy przypomniała sobie tę sytuację i spojrzała na Hermionę z czułością.
- To prawda. Musisz do niej przywyknąć, kochanie. Ale nie pozwól, żeby weszła ci na głowę – skinęła głową w kierunku swojego syna, subtelnie się uśmiechając.
- Nie mam pojęcia, o co wam chodzi. Tilly jest niesamowita – James wzruszył ramionami i wypił do końca swój sok dyniowy.
- Będę na niego uważać w Hogwarcie – obiecała Hermiona, rzucając Jamesowi słodki uśmieszek. – Na pewno jego ego się trochę zmniejszy, skoro w szkole Tilly nie będzie go ciągle rozpieszczać.
Charlus pochylił się w stronę Hermiony.
- Oficjalnie decydujesz się zostać jego siostrą?
- Odwagą i talentem – zacytowała motto swojej nowej rodziny, odnosząc się do sytuacji, w której się znalazła. – Teraz jestem Potterem. Coś mi mówi, że uważanie na mojego brata jest wpisane w nowe nazwisko.
- Jesteś dobrym dzieckiem, Hermiono – powiedziała z dumą Dorea.
- Mia – Hermiona z trudem przełknęła ślinę i spojrzała na Jamesa. – Chciałabym być nazywana Mia.
James wyrzucił w górę zaciśnięte dłonie, w geście zwycięstwa.
wWwWwWwWwWwWw
Po śniadaniu Hermiona wycofała się do swojego pokoju, gdzie została zagoniona do ogromnej wanny przez wyjątkową zrzędliwą skrzatkę. Pozwolono jej umyć się samej tylko pod warunkiem, że Tilly rozczesze jej gęste włosy. W rzeczywistości Hermiona była z tego układu zadowolona, bo skrzatka zabrała się do swojego zadania z determinacją i w końcu udało jej się ułożyć nieposłuszne włosy dziewczyny w elegancką fryzurę. Obiecała też poszukać zaklęcia, które sprawiłoby, że dbanie o włosy będzie łatwiejsze następnym razem. Hermiona życzyła jej powodzenia.
Nowe, ręcznie uszyte szaty czekały na nią, rozłożone na wielkim łóżku. Olśniewały feerią barw. Uśmiechnęła się do siebie, dotykając materii. Nigdy nie wyobrażała sobie, że będzie nosić tak wspaniałe tkaniny na co dzień. Nienawidziła, kiedy ktoś ją rozpieszczał, ale była wdzięczna rodzinie Potterów, która przyjęła ją do siebie bez żadnych pytań. Nie było tak niezręcznie, jak się tego obawiała. Poza Tilly, nikt jej nie rozpieszczał i nikt się nad nią nie litował. Domyślali się, że jej rodzice zostali zamordowani przez Śmierciożerców, ale przyjęli ją jak każde inne dziecko. Jak swoje dziecko.
James już traktował ją jak siostrę. Czuła się tak, jakby Harry był obok niej, ale Harry nie posiadał tej wrodzonej etykiety czarodziejów czystej krwi, którą James wyssał z mlekiem matki. Hermiona zastanawiała się, ile z tej etykiety pozostanie w Jamesie w Hogwarcie, gdzie rodzice nie będą przypatrywać się każdemu jego gestowi. Jakaś jej część nie mogła się doczekać, żeby to zobaczyć. Ta myśl ją zaskoczyła. Musiała usiąść i się uspokoić, rozdarta między chęcią poznania bliżej swojego brata i tą straszliwą wiedzą o jego losie.
Ubrała się w szaty, które uszyła dla niej Tilly i sięgnęła pod materac, skąd wyciągnęła list, który Remus zostawił dla niej w czerwonej skrzyneczce. Ponownie go przeczytała. I jeszcze raz. Zastanawiała się nad jego słowami. Nie do końca przeszła jej złość na to, że niczego z nią nie ustalił. Ale jego słowa można było łatwo rozszyfrować.
Wykonuję instrukcję osoby, która dużo lepiej niż ja poznała czas.
Musiałaś wrócić w czasie.
Remus wysłał ją w przeszłość, bo ona już tu była. Jeżeli Remus i Dumbledore nie mylili się i czas rzeczywiście był zapętlony, w swojej przeszłości Remus musiał spotkać Hermionę i odkryć prawdę o Zmieniaczu Czasu. Musiała mu powiedzieć, w jaki sposób znalazła się w roku 1971. Remus musiał być rozdarty swoimi rozkazami, swoją misją. Hermiona zdała sobie sprawę, że to właśnie ona musiała go błagać o odesłanie w czasie.
Ale dlaczego? Jeśli nie chodziło o wcześniejsze zakończenie wojny, o zniszczenia Voldemorta zanim urósł w siłę, jeśli nie chodziło o ratowanie żyć… To o co?
Żyj swoim życiem. Ciesz się swoim życiem.
Czy o to chodziło? Czy Remus chciał jej dać drugą szansę na normalne życie? Czy to miała być jej nagroda za cały trud, jaki włożyła w wojnę? Normalne dzieciństwo, gdzie nie zostanie wykluczona na starcie z powodu statusu swojej krwi. Przebywała w tym czasie od niespełna dwudziestu czterech godzin, a już zyskała rodzinę i brata oraz okazję do nauki w Hogwarcie bez trolli, trójgłowych psów, bazyliszków, Śmierciożerców i Voldemorta.
Dumbledore powiedział, że list Remusa ma być jej przewodnikiem po tym świecie. Jej nowym zestawem zasad, którymi ma się kierować. I chociaż niechętnie to robiła, zgodziła się z nim. Zawsze żyła zgodnie z regułami. Szczególnie, że w pobliżu nie było Harry'ego i Rona.
Myśl o nich zabolała. Myśl o wszystkich, których zostawiła w 1998 roku bolała. A ból był niezgodny z jej nowymi zasadami.
Żyj swoim życiem. Ciesz się swoim życiem.
Hermiona wzięła głęboki oddech i powoli go wypuściła. Mogła to zrobić. List stanie się jej przewodnikiem. Przeżyje swoje życie, jak mówią jej Remus i Dumbledore. Spróbuje cieszyć się swoim życiem. Ale życie Hermiony Granger niosło ze sobą ciężar. Ciężar, którego nie mogła nieść w roku 1971. Więc zrobi jedyną rzecz, jaką mogła.
Jej uwagę przykuło wiszące na ścianie lustro. Przyjrzała się sobie i kiwnęła potakująco głową. Ciężar zostanie z Hermioną Granger, a ona zacznie na nowo – jako Mia Potter.
wWwWwWwWwWwWw
Swój pierwszy dzień jako członek rodziny Potterów Mia spędziła na zwiedzaniu Dworu i lekcji historii o swojej nowej rodzinie. Dorea była bardzo uzdolnioną czarownicą, emanowała intelektem i wdziękiem, ale w jej spojrzeniu można było dostrzec resztki jej podstępnej natury. Charlus, nie wiedząc, ile Mia wiedziała o czarodziejskim świecie, próbował przekazać jej całą swoją wiedzę. Dziewczyna go nie powstrzymała, bo dało jej to okazję do stworzenia więzi z mężczyzną, który od teraz był jej ojcem.
- Jak to możliwe, że ludzie nie zaczną o mnie pytać? – Zapytała, kiedy spacerowali po sadzie, który przypomniał jej te kilka owocowych drzewek w ogrodzie Weasley'ów.
- Jesteśmy ostatnimi Potterami – wyjaśnił Charlus. – Kiedy poślubiłem Doreę, wiele rodzin czystej krwi nie było zadowolonych. Jej matka chciała wżenić ją w jedną z dwóch innych rodzin o odpowiednich koneksjach, ale ojciec ją kochał i pozwolił jej samej wybrać towarzysza życia. Uważam, że wybrała dobrze.
Mia uśmiechnęła się.
- Też tak uważam.
- Po naszym ślubie większa część rodziny Dorei odwróciła się od niej, a moi rodzice zmarli rok później. W tamtym czasie pracowałem z domu i wiele lat upłynęło zanim na świat przyszedł James. Prawdę mówiąc, do czasu kiedy spłodziliśmy „dziedzica Potterów" – wywrócił oczami na to stwierdzenie – społeczeństwo miało nas w nosie. Ludzie, z którymi chodziliśmy do szkoły dorobili się dzieci od razu po zakończeniu edukacji, więc nie udało nam się do nich dopasować po narodzinach Jamesa. Nawet nie ogłosiliśmy publicznie jego narodzin. Widzisz, nie chcieliśmy, żeby rodzina Dorei stwarzała nam problemy. Ludzie znają nazwisko Potter, ale niewiele o nas wiedzą. Dorea pracuje charytatywnie, ja też udzielałem się publicznie w ciągu ostatnich kilku lat, ale ludzie, którzy wiedzą, że mamy syna będą zbyt zawstydzeni tym, że zapomnieli o naszej córce. Nie zapytają, skąd się wzięłaś.
- James będzie bardzo zawiedziony, kiedy zrozumie, że świat w ogóle nie wie, kim on jest, prawda? – Uśmiech dziewczyny ściągnął się.
Charlus potrząsnął głową, rozbawiony.
- Twój brat ma swój własny mały świat, gdzie jest najwyższym władcą.
- Przekonamy się – nie mogła się doczekać, kiedy w końcu będzie mogła pokazać swojemu nowemu bratu jego miejsce.
wWwWwWwWwWwWw
Posiłki serwowano w bogato urządzonej jadalni, na długim, dębowym stole, jednak rodzina Potterów siedziała blisko siebie w jednym końcu pomieszczenia. Na tyle blisko, że męska część rodziny chętnie podbierała jedzenie ze wszystkich półmisków i talerzy, mimo sprzeciwów Dorei i Mii. Po kolacji rodzina zebrała się w salonie. Dorea i Charlus przyglądali się, jak ich dzieci rozgrywają partię Eksplodującego Durnia za partią, rozmawiając o nauce w Hogwarcie.
Kiedy Tilly oznajmiła, że czas udać się na spoczynek, Mia pognała do swojej sypialni i szybko zmieniła swoje szaty na koszulę nocną, nie chcąc, żeby Tilly znowu to za nią zrobiła. Kiedy skrzatka do niej zajrzała, żeby się dowiedzieć, czy Mia czegoś nie potrzebuje, dziewczyna tylko wyszczerzyła do niej zęby. Ale zamiast walczyć ze swoją młodą panienką Tilly tylko życzyła jej słodkich snów.
Ale mimo szczerych chęci Mii Potter, żeby odłożyć na bok wspomnienia Hermiony Granger, obie te osoby były w rzeczywistości jedną istotą. Kilka godzin po zapadnięciu w sen, Mia zaczęła krzyczeć.
- Proszę! Nie krzywdź ich! Błagam, nie!
- Mia? Mia? Wszystko w porządku?
- Puść go! Proszę, puść go!
Jej materac ugiął się i to wystarczyło, żeby wybudzić ją z koszmaru, a kiedy poczuła dłonie na ramionach, wzdrygnęła się.
- Już dobrze – głaskał ją z czułością po włosach. – To był tylko koszmar. Jesteś bezpieczna.
- Harry? – Wyszeptała Mia.
Cisza.
- James.
Mia spojrzała na niego i w jej oczach uformowały się łzy.
- Jamie?
- Tak, to ja – patrzył na nią z uczuciem, a w ciemnościach tak łatwo było sobie wyobrazić, że jego orzechowe oczy były tak naprawdę szmaragdowe.
Łzy się przelały i ten ból, który czuła cały czas w piersi wylał się z niej. Płacząc, sięgnęła do chłopca i ułożyła się wygodnie w jego ramionach.
- Już dobrze, Mia – poklepał ją po plecach, kiedy tak do niego przylgnęła. – Mam cię. Jesteś bezpieczna. Ja… Ja cię obronię.
