Od tłumaczki: Dzisiaj trochę bardziej sentymentalnie. Taka smutna refleksja Mii, dotycząca predestynacji. I jednocześnie rozdział wypełniony śmiechem, bo młody Jamie się zakochał. Z innej beczki: nie spóźniłam się. I postaram się, żeby tak zostało. Miłego czytania, do zobaczenia za tydzień.
ROZDZIAŁ 23 – NASZE ZADANIE
18 grudnia1971
Śnieg okrył błonia Hogwartu błyszczącą pokrywą, ale uczniowie nie mieli czasu, żeby docenić, jak pięknie wyglądają szkolne włości. Wszyscy pakowali się, aby spędzić święta Bożego Narodzenia w domach, z rodzicami. Tylko kilkoro zostawało na czas przerwy świątecznej w szkole, a pogoda była idealna na wielką bitwę na śnieżki. Gideon i Fabian Prewett zaproponowali nawet zorganizowanie turnieju, który skończył się tym, że w Skrzydle Szpitalnym wylądowało łącznie siedmioro Ślizgonów i czworo Puchonów, przypadkiem złapanych w krzyżowy ogień. James, Syriusz i Remus byli zdecydowanie najlepsi spośród pierwszorocznych, ale dzięki zabawie nabawili się groźnych odmrożeń. Mia zdecydowała się nie brać udziału w zabawie. Siedziała tylko niedaleko i chichotała jak opętana, gdy śnieg spadający z dachu Hogwartu pogrzebał Petera.
Wczoraj przypadała pełnia księżyca i według Mii Remus wyglądał bardzo dobrze, biorąc pod uwagę okoliczności. W jakiś sposób jej obecność, miesiąc po miesiącu, sprawiła, że chłopiec dochodził do siebie dużo szybciej niż poprzednio. Bardzo pomagała wiedza z jej poprzedniego życia. Mia znała najlepsze sposoby na leczenie jego ran i podawała mu tylko te eliksiry, które najszybciej eliminowały ból w jego przypadku. Remus w ostatnich miesiącach nabrał wagi i wróciły mu kolory.
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia i żadne wcześniejsze święta nie wydawały się dziewczynie tak atrakcyjne, jak te nadchodzące.
- Syriuszu, dlaczego nadal jesteś w piżamie? – Zapytała Mia, schodząc do Pokoju Wspólnego z sypialni. – Niedługo wychodzimy, żeby zdążyć na pociąg.
- Mama – powiedział z obrzydzeniem, - kazała mi zostać na święta w Hogwarcie.
Syriusz słał czasami listy do domu, wyłącznie do ojca i brata, wyłączając Walburgę ze swojego życia po Wyjcu, którego wysłała do niego na początku roku szkolnego.
Mia wiedziała, że Orion Black odpisywał raz w miesiącu. Żądał od swojego syna raportowania szkolnych wyników i pytał, czy nie powinien dosłać mu niezbędnych przyborów. Te listy nigdy nie wyglądały jak korespondencja ojca z synem. Regulus odpisał jeden raz, prosząc Syriusza, żeby ten już do niego nie pisał i nazywając go zdrajcą krwi. Brzmiało to jak słowa Walburgi, która prawdopodobnie zagroziła młodszemu synowi takim samym traktowaniem, jakim obecnie darzony jest Syriusz. Efekt, niestety, był łatwy do przewidzenia. Syriusz najpierw wybuchł przy śniadaniu, potem zamknął się w sobie, tylko po to, żeby zrobić scenę na lekcjach, za co dostał szlaban do końca tygodnia.
Wcale Mii nie zaskoczyło to, że Syriusz nie był mile widziany w domu na święta.
- Twoja rodzina gdzieś wyjeżdża na święta? – Zapytał Remus, schodząc ze swojej sypialni z kufrem w dłoni.
Syriusz wzdrygnął się.
- Jeżeli gdzieś jadą, nie poinformowali mnie o swoich planach.
- Ich zachowanie jest śmieszne. Nie powinni na tobie odreagowywać czegoś, nad czym ty w ogóle nie miałeś kontroli – powiedziała Mia, chociaż zdawała sobie sprawę z ogromnej chęci Syriusza, żeby znaleźć się w Gryffindorze. Chłopiec najprawdopodobniej poprosił Tiarę Przydziału, żeby go tu umieściła.
- A kogo obchodzi ich zachowanie? – Skrzyżował ramiona na piersi. Przypomniało to Mii cichą złość starszego Syriusza, który został przykuty do rezydencji przy Grimmauld, kiedy był poszukiwanym zbiegiem.
Dziewczyna zmarszczyła brwi i usiadła obok niego.
- Ciebie obchodzi.
- Chyba żartujesz! – Prychnął.
Był w ponurym nastroju, ale jego ciało instynktownie zareagowało na jej obecność. Osunął się wdzięcznie i jego głowa wylądowała na jej kolanach. Złapał jej dłonie i położył na swoich włosach z cichym rozkazem „głaszcz".
Mia uśmiechnęła się i delikatnie przeczesała palcami jego gęste włosy.
- Lepiej mi samemu – westchnął, przymykając oczy.
- Jedź z nami do domu – zaproponowała, przestając głaskać go po głowie.
Nagle intensywne spojrzenie szarych oczu odnalazło jej wzrok. Wyczytała w nim zdumienie ponad wszelką miarę.
- Naprawdę?
Zachichotała, podekscytowana.
- Oczywiście! Spędzisz święta z nami, we dworze. Potrzebujesz porządnych świąt Bożego Narodzenia, Syriuszu. Nie podoba mi się, że w przeciwnym wypadku zostałbyś sam w Pokoju Wspólnym. Remusie, ty jedziesz z nami, prawda? – Nagle poczuła wyrzuty sumienia, że wcześniej nie pomyślała o Syriuszu.
Wcześniej w tym miesiącu napisała do domu z pytaniem, czy Remus może spędzić z nimi święta. Remus wyznał jej, że jego rodzice w końcu mogli żyć bez wilkołaka w domu i prawdopodobnie się do tego przyzwyczaili. Jego powrót do domu, nawet na tak krótki okres czasu, sprawił, że zarówno chłopiec, jak i jego rodzice zrobili się bardzo nerwowi. Z kolei rodzice Mii byli bardzo szczęśliwi, mogąc zaprosić Remusa do siebie. To miał być jego pierwszy pobyt z przyjaciółmi poza Hogwartem.
- No, jasne! Próbujesz skompletować nas wszystkich? – Zaśmiał się. – Petera też zamierzasz zaprosić?
- Nigdy!
Chłopcy otworzyli szerzej oczy, słysząc jej ton.
- Chodzi mi o to… - Próbowała się wytłumaczyć. – Peter i ja raczej za sobą nie przepadamy.
Doskonale wiedziała, że chłopcy zdają sobie sprawę z niechęci Mii do Petera. Dziewczyna jednak nigdy nie zachowała się wobec ich przyjaciela agresywnie, więc nic sobie z tej niechęci nie robili.
- Ja mogę zostać tylko do wigilii – przypomniał Remus. – Moi rodzice powinni na same święta wrócić do domu.
Mia skinęła głową.
- Oczywiście, pamiętam.
James ze śmiechem zjechał po barierce ze schodów prowadzących z Pokoju Wspólnego do dormitorium chłopców.
- Najdroższa siostrzyczko, będziesz zachwycona, wiedząc, że wszystko spakowałem i ani razu nie zajrzałem do tej twojej cholernej listy – poinformował.
- Zabrałeś wszystkie swoje ubrania? – Zapytała z uniesioną brwią. Nie bez powodu zrobiła dla niego listę. Widziała, jak zagniewana była ich matka w przeddzień rozpoczęcia roku szkolnego. Kufer Jamesa wyglądał koszmarnie.
- Tak – odpowiedział.
- Spakowałeś wszystkie podręczniki, których potrzebujesz do odrobienia zadań domowych?
- Tak.
Mia spojrzała na niego uważnie.
- Jamie?
- Mia?
- Gdzie masz różdżkę?
Powoli minęła sekunda, potem trzy, po czym James spuścił nos na kwintę, zaklął cicho pod nosem i pobiegł z powrotem do swojej sypialni.
- Zawsze trzymaj różdżkę przy sobie, Jamesie Charlusie Potter! – Zawołała za nim czarownica.
Remus wybuchnął głośnym śmiechem.
- Jak to możliwe, że w ogóle jesteście spokrewnieni?
- Jestem prawie pewna, że mama skonfundowała go, gdy był dzieckiem – przyznała Mia z radosnym uśmiechem.
- Znalazłem! – Z piętra dobiegł ich głośny wrzask.
Mia poklepała Syriusza po głowie i lekko pchnęła jego ramię, zachęcając do wstania z kanapy.
- Musisz się spakować.
Syriusz wstał, machnął głową, żeby odrzucić włosy z twarzy i wrzasnął głośno.
- James! Pomóż mi się spakować – ruszył w stronę schodów.
- Wydawało mi się, że zostajesz w szkole – James uniósł brew. Schodził po schodach i w palcach obracał odnalezioną różdżkę.
Syriusz mrugnął łobuzersko do Mii, co spowodowało, że Jamie mocno klepnął go otwartą dłonią przez potylicę. Młody Potter próbował oduczyć swojego przyjaciela flirtowania ze swoją młodszą siostrą.
- Twoja urocza siostra – odpowiedział Syriusz, odwracając się w kierunku poważnego Jamesa. – Zaproponowała, żebym święta spędził z wami.
- Super! – Potter zaśmiał się. – W domu możemy latać nad sadem. Pomożesz mi przygotować się do gry w Quidditcha. Dlaczego ja nie wpadłem na to, żeby ciebie do nas zaprosić?
- Bo to nie ty jesteś jego najlepszym przyjacielem – odpowiedziała triumfalnie Mia.
wWwWwWwWwWwWwWw
James pomógł Syriuszowi spakować jego kufer i chłopcy ruszyli w kierunku przedsionka Hogwartu, gdzie zbierali się uczniowie czekający na powozy, mające zawieźć ich w kierunku stacji Hogsmeade.
- Syriusz, patrz – zachichotał Jamie, patrząc, jak kilkanaście metrów przed nimi szli Severus Snape i Lily Evans.
Syriusz spojrzał we wskazanym kierunku i wstrzymał oddech, gdy James rzucił urok na stopy Snape'a, który nagle stracił równowagę.
- Sev? Wszystko w porządku? – Lily uklękła przy przyjacielu ze zmartwionym wzrokiem.
- Tak – warknął Snape.
- Moja kolej – Syriusz wykrzywił wargi i posłał ten sam urok w kierunku stóp Snape, gdy tylko ten odzyskał równowagę. Tym razem Ślizgon poleciał przed siebie, mamrocząc pod nosem stek obelg.
Lily zmarszczyła czoło.
- Sev?
- Wszystko w porządku, Lily! – Odpowiedział ze złością, a Lily cofnęła się, zaskoczona jego tonem.
- Znam dobre zaklęcie. Locomotor Mortis – wyszeptał James, prawie niewidocznie poruszając różdżką.
Nogi Snape'a skleiły się ze sobą. Jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia, chłopiec skoczył przed siebie dwa razy i przewrócił się, pociągając za sobą grupkę Puchonów.
James i Syriusz wybuchli histerycznym śmiechem.
To wystarczyło, żeby Lily się wściekła.
Syriusz uskoczył jej z drogi, bo wiedział, do czego była zdolna, kiedy się naprawdę postarała. Bardzo nie chciał się dać złapać w wybuch niekontrolowanej magii.
Uderzyła zgrabnym palcem w klatkę piersiową Jamesa, a jej jasnozielone oczy pociemniały od furii.
- Ty!
Jamie spojrzał na nią z miną niewiniątka.
- Ja?
- On? – Dodał Syriusz, udając zdziwienie.
- Ty głupi, nieokrzesany, niewychowany… - Jej włosy zaczęły elektryzować, zupełnie, jak włosy Mii, kiedy dziewczyna była wściekła. Syriusz przygotował się na uderzenie. – Lumpie!
Jej wrzask przyciągnął uwagę wszystkich uczniów zgromadzonych w przedsionku, włącznie ze Snapem i próbującymi podnieść się Puchonami. Zanim James zdążył wydobyć z siebie jedno słowo, dłoń Lily plasnęła głośno w jego policzek. Dźwięk poniósł się po ścianach Hogwartu, a dziewczyna odwróciła się i szybkim, gniewnym krokiem opuściła zamek.
Syriusz gapił się na Jamesa, a ze zdumienia odebrało mu mowę.
- Czy właśnie uderzyła cię Lily Evans? – Remus zażądał odpowiedzi, patrząc, jak James przyciska swoją dłoń do policzka.
- Co? – Krzyknęła Mia, biegnąc za Remusem. Spojrzała na Syriusza. – Co się stało, do diabła? Co zrobiłeś?
- Ja? – Nie spodobało mu się jej oskarżycielskie spojrzenie. – Gdybym ja coś zrobił, Evans uderzyłaby mnie. A uderzyła Jamesa!
Wskazał palcem swojego przyjaciela, który wpatrywał się w dal, gdzie zniknęła Lily. Jamie cały czas przyciskał dłoń do zaczerwienionego policzka.
Mia zmrużyła oczy.
- Jamie, coś ty zrobił?
- Co to jest „lump"? – Zapytał równocześnie z nią Syriusz, podziwiając kreatywność Evans w wymyślaniu nowych obelg. A może to jakieś mugolskie określenie?
Remus próbował stłumić wybuch śmiechu, ale mu się nie udało.
- Lily nazwała Jamesa lumpem?
wWwWwWwWwWwWwWw
- Popatrz, kochanie. Tam idzie Mia.
Dziewczyna usłyszała swoich rodziców w momencie, kiedy wyszła z pociągu. Uśmiechnęła się, widząc ich oboje.
- A to musi być ten młody Lupin. Nie sądzisz, że ona… Jest trochę za młoda, żeby mieć chłopaka? – Jej ojciec nawet nie próbował ściszyć głosu.
- Oboje są uroczy – droczyła się z nim Dorea. – Zachowuj się. Mia mówi, że są tylko przyjaciółmi.
Mając nadzieję, że uda jej się przerwać rozmowę rodziców, zanim ich słowa dosięgną Remusa, Mia rzuciła się w objęcia ojca. A Remus prawdopodobnie wszystko słyszał dzięki swoim wyczulonym zmysłom.
Kiedy Charlus puścił Mię, dziewczyna odwróciła się w kierunku Remusa.
- Mamo, tato, to jest Remus.
- Cieszę się, że mogę cię poznać, synu – Charlus uśmiechnął się i wyciągnął rękę do chłopca. – Jestem Charlus Potter, a to moja żona, Dorea.
Usta Remusa również rozciągnęły się w uśmiechu, kiedy wyciągał swoją dłoń w kierunku ręki starszego Pottera.
- Remus Lupin, proszę pana. Jestem bardzo wdzięczny… To znaczy, bardzo doceniam – zająknął się, po czym głęboko odetchnął, co pozwoliło mu się uspokoić. – Moi rodzice chcieliby podziękować za gościnę, którą mi państwo zaoferowali.
Dorea rozpromieniła się.
- Bardzo się cieszymy, że spędzisz z nami święta. Im nas więcej, tym weselej.
- Och – Mia zaczerwieniła się, gdy uświadomiła sobie, że zapomniała wysłać sowę do domu zanim wsiadła do pociągu. – Czy Syriusz może spędzić z nami święta? Jego mama… Cóż…
Nie chciała wyciągać brudów rodziny Syriusza przy swoich rodzicach, więc tylko spojrzała na Doreę i spróbowała przekazać jej prawdę w kilku oszczędnych słowach.
- Został przydzielony do Gryffindoru.
- Na Merlina! – Westchnęła Dorea, doskonale rozumiejąc, co chciała jej przekazać córka.
- Jaka strata dla Ślizgonów – zachichotał Charlus.
Syriusz zbliżył się do nich i natychmiast znalazł się w czułych objęciach Dorei.
- Ty moje kochane, zbuntowane lwiątko! Słyszałam, że zostaniesz z nami przez kilka tygodni. Wspaniała świąteczna niespodzianka!
- Naprawdę? – Zapytał młody Black z uniesioną brwią i sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy.
- Oczywiście, mój drogi. Im nas więcej, tym weselej – powtórzyła swoje słowa.
Charlus odwrócił się do Mii.
- Gdzie podziewa się twój brat?
Dzieci jęknęły.
Mia wywróciła oczami i wskazała dłonią na pociąg.
- To chwilę potrwa.
Charlus zdążył otworzyć usta, żeby zadać kolejne pytanie, ale jego uszu doleciał wrzask.
- Potter, puść mój kufer!
- Ta wrzeszcząca rudowłosa czarownica to Lily Evans – Mia poinformowała ojca. – Chyba Jamie ją lubi.
Chłopiec próbował pomóc Lily przy ciężkim kufrze.
- Poniosę go za ciebie – nalegał. – Twoje dłonie są jak delikatne kwiatuszki, nie powinny się męczyć niesieniem ciężkiego bagażu. Może pozwolisz mi również nieść swoją torbę?
Uśmiechnął się i dotknął lekko swojego policzka, kiedy Lily gwałtownie wyrwała mu swój kufer.
- Odejdź ode mnie, ty palancie! – Krzyknęła i sama prędko oddaliła się od kolegi. Jej rude włosy gniewnie za nią powiewały.
- Napiszesz do mnie? Wyślesz mi sowę? A może wpadniesz do rezydencji? – James machał za nią rękami.
- Spadaj! – Głos Lily dobiegał z oddali.
- Mamo – Jamie wpadł w objęcia matki. Charlus spojrzał na swojego syna ze śmiechem.
Dorea była przerażona.
- James? Wszystko w porządku? – Uważnie przyjrzała się policzkowi Jamesa, którego chłopiec nie mógł przestać dotykać.
James rozjaśnił się.
- Jest świetnie. Zakochałem się!
- Na Merlina – westchnęła Dorea.
- A ja uważam, że to urocze – Charlus rzucił w żonę jej własnymi słowami i zachichotał, kiedy obdarzyła go morderczym spojrzeniem.
- Proszę go zignorować – zaproponował starszym Potterom Syriusz. – My tak robiliśmy przez całe osiem godzin jazdy do domu.
- Na bogów, James, ktoś ci coś podał? – Dorea położyła dłoń na czole syna. – Mia, ktoś go otruł?
- Niestety, nie – dziewczyna rzuciła rozbawione spojrzenie bratu, nadal pogrążonemu w romantycznych rozważaniach. – To cały on.
- Uderzyła mnie – powiedział z rozmarzeniem James, patrząc na swojego ojca z takim uniesieniem, jakby właśnie wygrał Puchar Świata w Quidditchu.
Charlus szybko zamrugał powiekami, powstrzymując się od śmiechu.
- Kto cię uderzył? Ta mała rudowłosa czarownica?
- Całkiem mocno mu przyłożyła – Syriusz zawył ze śmiechu. – To był komiczny widok.
- Tak – zgodził się z nim James, nie przyjmując do wiadomości, że przyjaciel się z niego śmieje. – Widzieliście jej oczy, kiedy to zrobiła? Najpiękniejszy odcień zielonego, jaki w życiu widziałem. Mamo, możemy wybrać się na Ulicę Pokątną? Chciałbym kupić jej coś na święta.
Dorea zmarszczyła brwi.
- Może później, kochanie. Najpierw chciałabym zabrać waszą czwórkę do domu, zrobić coś z twoją twarzą – ponownie zbadała policzek Jamesa. – Wygląda na to, że spuchło ci oko.
- Będzie siniak? – Zapytał podekscytowany Jamie, odsuwając od swojej twarzy różdżkę, którą wyciągnęła Dorea. – Będę go nosił z honorem!
- Osiem godzin, powiadacie? – Charlus spojrzał na Syriusza i Mię.
- Zastanawiałem się, czy jednak nie będzie lepiej, gdybym wrócił do swoich rodziców na święta – prychnął Syriusz.
- Aż tak źle?
- Ja zastanawiałam się, czy nie jechać z Syriuszem do jego rodziców na święta – dodała Mia.
wWwWwWwWwWwWw
Potterowie i ich goście grzecznie czekali w kolejce do kominków podłączonych do sieci Fiu, żeby wrócić do domu. W krótkim czasie do salonu Dworu Potterów przybyła czwórka dzieci, a za nimi podążali dorośli. Syriusz nie zwrócił uwagi na wielkość i przepych salonu, ale Remus rozglądał się z szeroko otwartymi oczami.
Mia uśmiechnęła się, widząc w oczach przyjaciela ten sam wyraz zachwytu, który pojawił się w jej wzroku, gdy pierwszy raz pojawiła się we dworze.
- Remusie, Syriuszu, łapcie za kufry. Pokażę wam wasze pokoje.
Syriusz uniósł brew.
- Mam łapać za kufer?
- Chcesz spać w salonie?
Syriusz rozejrzał się, zmieszany.
- Nie… Myślałem, że macie skrzaty domowe.
- Niestety, mamy – Mia zazgrzytała zębami. – Ale to nie znaczy, że nie musisz być odpowiedzialny za swoje rzeczy.
Mii nie podobała się perspektywa kolejnej walki z Tilly, która nadal rozpieszczała Jamesa do granic możliwości, ale postanowiła, że nie pozwoli, żeby Syriusz wykorzystywał skrzatkę.
- Mia ma problem ze skrzatami domowymi – wyjaśnił James z kwaśnym uśmiechem.
Syriusz spojrzał na przyjaciółkę, oszołomiony.
- Nie lubisz skrzatów domowych?
- Wolałabym po prostu, że skrzat domowy miał możliwość zdecydowania, czy chce się związać z daną rodziną czarodziejów, czy nie – próbowała mu to wytłumaczyć, ale wiedziała, że na nic się to nie zda. Pamiętała wiele kłótni, które odbyła na ten sam temat ze starszym Syriuszem Blackiem. – Wolałabym, żeby miały płacone za swoją pracę.
- Płacone? – Syriusz zaśmiał się z niedowierzaniem. – Żarty sobie stroisz?
- Nie stroi – Jamie potrząsnął głową. – Chodź ze mną, Remusie. Pokażę ci twój pokój. Im na pewno dużo czasu zajmie dojście do porozumienia.
- Mia, do tego służą skrzaty domowe – wyjaśnił Syriusz, gdy James i Remus zniknęli w głębi korytarza.
- To są żywe istoty, a nie rzeczy, które możesz wykorzystać i wyrzucić, Syriuszu!
- Nawet nie wiesz, jaki wredny jest skrzat mojej matki. Charakterek na pewno ma po niej. Przeklina mnie, opluwa i kłania się mi w tym samym momencie.
Mia przełknęła ślinę i spojrzała w bok. Przypomniał się jej Stworek, nazywający ją w tym samym zdaniu „panią" i „szlamą".
- Może najpierw trzeba zacząć je szanować – mruknęła pod nosem.
- Dlaczego miałbym szanować coś, co nazywa mnie „małą, podstępną bestią"?
- Nie będę znowu się z tobą kłócić na ten temat! – Warknęła na niego, czując wzrastającą panikę.
Zamrugał oczami ze zdziwieniem.
- Co to znaczy znowu?
- Ja… Chodzi mi o to, że…
Kurwa…
Jak to było, że w obecności Syriusza potrafiła zapomnieć o tym, w jakich czasach się znajdowała? To przez te szare oczy. Były identyczne, jak po trzydziestu latach. To był ten sam intensywny odcień szarości, który doprowadzał ją do szału.
- Odpuść sobie. Nie chcę o tym rozmawiać – mruknęła, sięgnęła po swój kufer i zaczęła powoli iść w kierunku korytarza.
- Młoda panienka! – Tilly pojawiła się przed nią z błyszczącymi, niebieskimi oczami i szerokim uśmiechem. – Tilly tak się cieszy, że młoda panienka wróciła do domu! Tilly weźmie kufer panienki. Młody panicz próbował przemknąć się za plecami Tilly, ale Tilly go złapała. Teraz młoda panienka odda swój kufer Tilly i Tilly się nim zajmie.
Skrzatka spojrzała na Mię takim wzrokiem, jakby wiedziała, że to właśnie Mia stała za pomysłem, żeby Jamie sam wnosił swój kufer do pokoju.
- Widzisz? – Zapytał Syriusz.
Tilly spojrzała uważnie na chłopca.
- To młody panicz Black, prawda?
- Tak, to ja.
- Młody panicz Black sam weźmie swój kufer – Tilly skończyła wlepiać wzrok w Syriusza, odwróciła się na pięcie i zniknęła z bagażem Mii.
- Powinnam była coś wcześniej powiedzieć – przyznała czarownica. – Twoja rodzina była bardzo wredna dla Tilly. Chyba będziesz musiał sam sobie poradzić z kufrem.
Syriusz powinien czuć się urażony, ale koniec końców wybuchnął głośnym śmiechem.
- Każdy kto nie lubi Rodu Blacków musi być w porządku – uśmiechnął się z przekorą, chwycił mocno swój kufer i podążył za skrzatką.
Radość z powrotu do domu trwała późno w noc. Tilly przygotowała ulubione smakołyki Mii i Jamesa, które okazały się również ulubionymi potrawami Remusa i Syriusza. W każdym pomieszczeniu rezydencji stała bogato udekorowana choinka. Nad wejściem do sypialni Charlus i Dorei wisiała jemioła. Gości oprowadzono po całej rezydencji, po czym chłopcy wyszli, żeby polatać przed snem nad sadem, okrytym świeżym śniegiem.
Było fantastycznie.
Ale prawda jest taka, że nic nigdy nie jest do końca fantastyczne.
wWwWwWwWwWwWwWw
- Nie! Nie! To podróbka! Proszę! Nigdy nie weszliśmy do twojego skarbca! To nie jest prawdziwy miecz! To kopia, to tylko kopia!
Serce Syriusza mocno uderzało o żebra, kiedy ze snu wyrwał go nieziemski wrzask. Wyskoczył z łóżka i wyjrzał przez drzwi w momencie, kiedy Jamie biegł wzdłuż korytarza.
- Co się dzieje? – Syriusz zażądał odpowiedzi, spanikowany.
- Czy to Mia tak krzyczy? – Remus wytknął głowę zza drzwi naprzeciwko.
- Co się z nią dzieje? – Zapytał Syriusz i wybiegł za Jamesem. Pociągnął mocno za rękaw piżamy Jamesa, gdy w trójkę stanęli przed podwójnymi drzwiami do sypialni Mii.
- Odwalcie się – warknął James i wbiegł do pokoju.
Syriusz dojrzał postać dziewczyny rzucającą się po całym łóżku i jej zalaną łzami twarz.
Bez słowa James wdrapał się na jej wysokie posłanie i objął siostrę.
- Mia? Mia, kochanie, wszystko w porządku. Jesteś bezpieczna – szeptał, aż jej płacz ucichł i dziewczyna uspokoiła się w jego ramionach.
Syriusz wszedł przez otwarte drzwi, spoglądając na swojego przyjaciela ze strachem i zmartwieniem. Sam przeżył wiele w swoim jedenastoletnim życiu, ale nigdy nie słyszał takiego wrzasku.
- Co się stało?
- Mia miewa koszmary – wyjaśnił. – Mia, jesteś bezpieczna. Mam cię.
- Już wszystko w porządku? – Remus stanął obok Syriusza.
- Nie wiem – James zmarszczył brwi. – Wiedziałem, że miewa koszmary, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić, czy nadal ją nawiedzają w Hogwarcie. Czy Evans, Brown albo MacDonald coś wam o tym wspominały?
Syriusz potrząsnął przecząco głową.
- Jak często to się zdarza?
- Prawie każdej nocy – Jamie westchnął, łajając się w duchu za tę nieuwagę. Syriusz wiedział, jak opiekuńczy jest jego przyjaciel w stosunku do swojej siostry. – Pewnie miała te koszmary co noc, przez cały semestr, i nic nie powiedziała swoim współlokatorkom.
- Jamie? – Wyszeptała Mia, otwierając oczy.
James mocniej przygarnął ją do siebie.
- Jestem tuż obok, kochanie.
- Przepraszam, nie chciałam… - znowu zaczęła płakać, ale chłopak szybko otarł jej łzy rękawem swojej piżamy i pocałował czubek jej głowy.
- Nie, nie. Nie musisz za nic przepraszać. To moje zadanie. Moje zadanie, chronić ciebie.
Mia załkała głośno i złapała się swojego brata, jak tonący, który chwyta się brzytwy.
Coś poruszyło się w duszy Syriusza, jakaś pustka, pragnienie, strata – wszystko poczuł w jednej chwili.
- Nasze zadanie – wyszeptał w ciemność.
Mia usiadła i spojrzała na stojących przed jej łóżkiem Syriusza i Remusa. Nie wyglądała na zawstydzoną ich obecnością. Wręcz przeciwnie, westchnęła z ulgą.
Syriusz podszedł do niej i wyciągnął dłoń do jej twarzy. Zatknął lok jej włosów za jej ucho.
- To nasze zadanie. My powinniśmy chronić ciebie.
- Syriusz? – Wyszeptała.
- Cześć, kotku. Przesuń się – uśmiechnął się i wdrapał do niej, do łóżka. Ułożył swoją głowę na jej kolanach.
Zaśmiała się przez łzy i zaczęła przeczesywać palcami jego włosy.
James zmrużył oczy, patrząc na przyjaciela.
- To my powinniśmy sprawić, żeby ona poczuła się lepiej.
- Nie – Mia powstrzymała brata. – To pomaga.
Rozjaśniła się, patrząc na Syriusza, który odpowiedział jej takim samym uśmiechem.
- Chłopcy, powinniście iść spać – powiedziała z poczuciem winy.
- Nie zostawimy cię samej – odpowiedział stanowczo Remus. – Zrobisz dla mnie miejsce, czy mam spać na podłodze?
Syriusz zachichotał i przysunął się bliżej do Mii, żeby zrobić miejsce dla Remusa
wWwWwWwWwWwWw
19 grudnia 1971
Mia otworzyła oczy w momencie, gdy światło wpadło do jej sypialni. Nocą nawiedziły ją zimne, mroczne wspomnienia, ale nad ranem otoczyło ją ciepło.
Spojrzała w dół na potarganą gęstwinę czarnych włosów, rozsypaną na jej brzuchu. Zaśmiała się cicho, czując obejmującą ją w pasie rękę Syriusza. Używał jej ciała jak poduszki. Uważnie obserwowała jego płytkie, powolne oddechy. Wtedy poczuła, jak druga osoba oddycha za jej plecami. Uniosła głowę i ze zdumieniem zauważyła, że w jakiś sposób w nocy ułożyła się na klatce piersiowej Remusa. Chłopiec jedną ręką obejmował ramiona Mii.
Uśmiechnęła się i przylgnęła mocniej do ciała przyjaciela. W końcu czuła się spokojna, nawet myśląc o przyszłości. O przyszłości, w której Remus będzie postrzegany jako krwiożercza bestia, w której będzie prowadził ubogie życie z powodu strachu i uprzedzeń społeczeństwa. O przyszłości, która dla Remusa rysowała się samotnymi latami, spędzonymi w poszukiwaniu namiastki rodziny. Rodziny, którą w końcu znajdzie, ale najpierw zdąży wiele wycierpieć.
Ujęła w lewą dłoń jego rękę i lekko uścisnęła. W jakiś sposób mu to wynagrodzi.
Postanowiła kochać go tak mocno, że wspomnienie jej miłości zostanie z nim i będzie dla niego pocieszeniem w latach jego samotności.
Ciche pochrapywanie dobiegające z dołu ściągnęło jej uwagę ponownie na Syriusza. Chłopiec odwrócił do niej głowę, ale jeszcze się nie obudził. Był taki niewinny. Prawą dłonią sięgnęła do jego włosów i przeczesała je delikatnie. Nie potrafiła sobie wyobrazić, jak ten chłopiec, ten słodki chłopiec, po dorośnięciu zostanie zmuszony do spędzenia dwunastu lat w Azkabanie. Niewinny, osadzony w więzieniu bez procesu, zrozpaczony po śmierci swoich najbliższych. Póki co jego skóra była gładka i nienaruszona, ale ona wiedziała, że za kilka lat pokryją ją blizny, tatuaże i zmarszczki znaczące ukradzione mu lata. Oczywiście, w końcu będzie wolny, ale wtedy odbierze go jej Zasłona. Sprowadzi go z powrotem, ale Zasłona zabierze mu kolejny rok życia.
Postanowiła kochać go tak mocno, że wspomnienie jej miłości zostanie z nim i będzie dla niego pocieszeniem w latach jego cierpienia i gniewu.
- Chyba ci wygodnie – jej uszu dobiegł rozbawiony, ale zmęczony głos Jamesa, który stał w drzwiach. Ziewnął i wrócił do jej łóżka, spychając nogi Syriusza, zanim zajął miejsce po jej prawej stronie, używając jej ramienia jak poduszki.
Uśmiechnęła się i oparła policzek o jego włosy. Zamrugała szybko oczami, chcąc odpędzić łzy.
Jedną dłonią ściskała rękę Remusa, drugą przeczesywała włosy Syriusza.
Uderzyła ją bolesna myśl: swoją obecnością mogła sprawić, że życia Remusa i Syriusza będą lepsze, ale nie starczyło jej rąk, by przytrzymać przy sobie również Jamesa.
Niestety, nic nie zmieni tego, co ma być.
Nieważne, jak bardzo będzie się starała – nie uda jej się uratować życia brata.
