Od tłumaczki: Dzisiaj bez spóźnienia, na szczęście. I chyba bez mojego przydługiego gadania. Miłego czytania i do zobaczenia za tydzień.
ROZDZIAŁ 25 – ZŁÓŻ PRZYSIĘGĘ
20 czerwca 1972
- Obiecaj, że będziesz na siebie uważał – Mia zmarszczyła brwi. Stała naprzeciwko Remusa i patrzyła w jego spokojne, zielone oczy. – Pisz do mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebował. Czegokolwiek.
Semestr się skończył, a jego najbardziej ekscytującą częścią były egzaminy, finał pucharu Quidditcha i uczta na zakończenie roku. Nie było żadnych trójgłowych psów, nie było Diabelskich Sideł, ogromnych szachownic, latających kluczy, martwych trolli, a przede wszystkim nie było Voldemorta. Po prostu skończył się typowy rok szkolny. Najważniejsze ogłoszenie na koniec roku dotyczyło Ślizgonów, którym udało się zdobyć Puchar Domów. Nie było to nic zaskakującego, biorąc pod uwagę liczbę punktów utraconych przez Gryffindor z powodu Huncwotów i bliźniaków Prewett.
- Za bardzo się martwisz. Ten ostatni rok z tobą… - Remus sięgnął do jej twarzy i założył lok jej włosów za ucho. Mia rozpromieniła się, przypominając sobie, jak na początku roku spotkała przerażonego chłopca, który bał się dotykać innych ludzi. Zmiany, które zaszły w młodym wilkołaku były fantastyczne. – Mia, nigdy nie czułem się lepiej.
- I tak do mnie napisz – nalegała, bawiąc się kołnierzem jego koszuli, żeby czymś zająć dłonie. – Nie myśl, że prośba o pomoc sprawi, że wydasz się mi słaby.
- Remus!
Odwrócił się na dźwięk swojego imienia i w tym momencie doskoczyli do nich mężczyzna i kobieta, którzy musieli być rodzicami Remusa. Jego postura, przed chwilą pełna pewności siebie, skurczyła się i zmalała w obecności swojej rodziny. Mia od razu spostrzegła zmianę.
- Cześć, mamo – powiedział cicho.
Kobieta nosiła mugolskie ubranie. Jasnobrązowa, skromna sukienka była na pewno ręcznie uszyta. Jej włosy, piaskowej barwy, były identyczne jak włosy Remusa. Musiała mieć najwyżej trzydzieści lat, ale stres odbił się na niej i pod jej pięknymi, zielonymi oczami rysowały się zmarszczki i ciemne cienie.
Pani Lupin powoli zbliżyła się do syna. Wyciągała do niego ręce, jakby chciała go objąć, ale rozmyśliła się wpół kroku i tylko poklepała go lekko po ramieniu.
Mia uważnie przyglądała się zachowaniu matki Remusa, zasmucona, że kobieta trzyma swojego syna na dystans.
Pół metra za kobietą stał nerwowy mężczyzna. On również miał głębokie cienie pod oczami. Dłonie trzymał w kieszeniach. Był przynajmniej dziesięć lat starszy od swojej małżonki i Mia była pewna, że kiedyś potrafił się uśmiechać tak promiennie, jak teraz uśmiechał się Remus. Dziewczyna jednak wątpiła, żeby pan Lupin miał w tym momencie jakiekolwiek powody do uśmiechu.
Remus był podobny do matki, ale Mia widziała zaczątki samotnego, zalęknionego profesora Lupina w postaci jego ojca.
Bardzo ją to bolało.
Rodzice Remusa byli bardzo nerwowi, chcieli jak najszybciej wydostać się z dworca King's Cross.
Mia nie mogła dłużej znieść tego napięcia, więc uśmiechnęła się do jego matki.
- Dzień dobry!
Remus zaczerwienił się, zawstydzony.
- Przepraszam. To jest moja przyjaciółka, Mia Potter. Mia, przedstawiam ci moich rodziców – wskazał na dwójkę dorosłych. Wyglądał tak, jakby chciał złapać czyjąś rękę. Zamiast tego przeczesał swoje włosy.
- Bardzo się cieszę, że mogę państwa poznać – Mia wyciągnęła przed siebie dłoń i natychmiast została uściskana. Zirytowało ją to. Tak chętnie przyjęli wyciągniętą rękę obcej osoby, a jednak żadne z nich nawet nie uściskało syna, którego nie widzieli od świąt. Nic dziwnego, że Remus był tak przerażony, kiedy spotkała go po raz pierwszy w pociągu.
Pani Lupin uśmiechnęła się do dziewczynki.
- Mój syn pisał, że znalazł w szkole fantastycznych przyjaciół.
Słowa zostały wypowiedziane bardzo ostrożnym tonem, który z kolei doskonale pasował do napiętej twarzy pana Lupina. Oboje chcieli odejść, ale ponieważ Remus się nie ruszał, musieli porozmawiać z tą dziwną dziewczyną.
- Nie masz pojęcia, jak bardzo doceniam to, że trzymasz jego chorobę w tajemnicy – pani Lupin obniżyła głos do szeptu. – Twoja dyskrecja…
- To nic takiego, pani Lupin. Remus to mój przyjaciel – odpowiedziała z jasnym uśmiechem, po czym objęła Remusa w pasie. – Zrobiłabym dla niego wszystko.
Pan i pani Lupin westchnęli na ten widok. Pan Lupin wyglądał tak, jakby miał za chwilę dostać ataku paniki. Z kolei pani Lupin prawie się rozpłakała.
Remus zamrugał oczami, dostrzegając zmianę w swoich rodzicach.
- Mamo… Proszę… Nie płacz – westchnął i chciał położyć pocieszającą dłoń na ramieniu szlochającej matki, ale powstrzymał się. Szczególnie, widząc ostre spojrzenie, jakie posłał mu ojciec.
- Prawdę mówiąc – kontynuowała Mia z uśmiechem, cały czas patrząc na panią Lupin. – Remus w tym roku zrobił dla mnie więcej, niż ja zrobiłam dla niego. Nie potrafię policzyć, jak wiele razy w tym roku mnie uratował.
Zaśmiała się i sięgnęła do włosów Remusa, odsuwając samotny lok z jego czoła. Specjalnie dotykała go tak często, jak to tylko możliwe. Musiała udowodnić Lupinom, że dotykanie Remusa było bezpieczne. Że on był bezpieczny.
Mia niczego nie rozumiała. Z tego, co powiedział jej Przyszły Remus – takie nadała mu imię, żeby odróżnić go w myślach od jej obecnego przyjaciela – jego ojciec pracował kiedyś w Departamencie Regulacji i Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Wiedziała, że Remus został zainfekowany, ponieważ jego ojciec miał bardzo twarde poglądy na temat wilkołaków, ale spodziewała się, że po ośmiu latach życia z chłopcem, mężczyzna przekona się na własnej skórze, że Remus nie był niebezpieczny.
Pan Lupin jednak zachował dystans, uważnie obserwując, jak dziewczynka okazuje swoją czułość jego synowi.
Z kolei pani Lupin była gotowa, żeby zburzyć tę ścianę, którą postawiła między sobą i swoim synem. Uśmiechnęła się, zbliżyła do Remusa i zamknęła w swoich ramionach po raz pierwszy od wielu lat.
Remus szeroko otworzył oczy, ale nie był w stanie oddać uścisku. Nie w momencie, kiedy widział wzrok swojego ojca, zszokowany i pełen gniewu. Jednak w pewnej chwili poczuł, że już dłużej tego nie wytrzyma i mocno przytulił się do matki.
Mia uśmiechnęła się słodko, próbując się nie rozpłakać. To była wzruszająca scena: pani Lupin szlochała z radości na ramieniu swojego syna, a on poklepywał ją po plecach.
Pan Lupin odchrząknął.
- Kochanie. My… Powinniśmy się zbierać.
Remus wyrwał się z objęć matki i obdarzył ją smutnym uśmiechem. Kobieta natychmiast odwróciła się w kierunku Mii.
- Jesteś mile widziana w naszym domu w każdej chwili, kochana dziewczyno!
- Może nie w każdej chwili, mamo – poprawił ją Remus, czując się niekomfortowo.
- Oczywiście, że nie, ale ona to chyba rozumie.
Mia odpowiedziała uśmiechem.
- Rozumiem.
Pani Lupin spojrzała na nią, jakby w końcu uwierzyła, że magia jednak istnieje.
- Ty naprawdę rozumiesz, prawda? Gdzie znalazłeś taką uprzejmą dziewczynkę, Remusie?
- Mamo! – Remus zaczerwienił się.
- Mia!
Dziewczyna obejrzała się i zobaczyła swoich rodziców, czekających przy wyjściu z peronu. James i Syriusz stali obok nich. Pomachała im dłonią i odwróciła się, by pożegnać Lupinów.
- Bardzo się cieszę, że państwa poznałam.
Mia wyciągnęła ręce do Remusa i mocno go uściskała, ciesząc się, że potrafił ją przytulić bez tej niepewności, która cechowała jego kontakty w własną matką. Wetknął nos pomiędzy jej loki i wdychał jej zapach. Mia miała nadzieję, że ich pożegnanie wystarczy, żeby uprzyjemnić jemu i wilkowi długie wakacje, jakie zaplanowali jego rodzice.
Niedawno jej powiedział, że mała wioska, w której mieszkali przez kilka lat nie chce już ich gościć. Pogłoski, że w miasteczku mieszka wilkołak dotarły do uszu Lupinów i rodzina postanowiła się przeprowadzić, zanim ktoś połączy te plotki z Remusem.
Mia nie miała widzieć Remusa do pierwszego września. Myśl o rozłące sprawiła, że cień przemknął po jej twarzy.
- Baw się dobrze podczas wakacji, Remusie. Będę za tobą tęskniła.
- Ty też baw się dobrze, Mia – pocałował ją w policzek i odszedł ze swoimi rodzicami.
wWwWwWwWwWwWwWw
22 września 1972
- Remusie – Mia zmarszczyła brwi. – Jutro jest pełnia księżyca. Powinieneś odpoczywać.
- Nie mogę odpoczywać. Quidditch – odpowiedział, nie wkładając w to serca. Machnął lekceważąco ręką w stronę boiska.
Byli w szkole od kilku tygodni, ale Remus nadal nie wrócił do siebie po tych dwóch letnich miesiącach. W jakiś sposób odseparowanie od Mii i reszty przyjaciół, przeprowadzka i obecność bardzo nerwowych rodziców spowodowały, że Remus wrócił do szkoły jako znerwicowany, zestresowany chłopiec, którego Mia poznała rok wcześniej. Znowu miał niesamowicie bladą twarz i stracił te kilogramy, o które z takim zapałem walczyła Mia. Jedyną różnicą był jego wzrost – chłopiec był od niej kilka centymetrów wyższy.
- James i Syriusz zrozumieją – kłóciła się z nim.
Remus wywrócił oczami i przyłożył głowę do zimnych barierek na trybunach Gryfonów, pozwalając, żeby metal chłodził jego rozpalone czoło. Powiedział jej, że czasami zbliżająca się pełnia księżyca wywoływała efekt poparzeń słonecznych – jego skóra była gorąca i swędziała.
- Wcale nie zrozumieją. Powiedzą, że nie jestem dobrym przyjacielem, bo nie chcę patrzeć na ich trening. Już się ze mnie śmieją, że sam nie chcę się dostać do drużyny.
Mia poczuła, jak wypełnia ją gniew.
- Śmieją się z ciebie?
Przez całe lato martwiła się o swoich chłopców. Z Remusem praktycznie nie było kontaktu, bo jego rodzina przez całe dwa miesiące zmieniała miejsce zamieszkania. Kiedy tylko mógł, odpowiadał na jej listy, ale prawdę mówiąc między ciągłymi przeprowadzkami i pełniami księżyca, Remus był bardziej chory niż zdrowy.
James rozbił się na miotle już w pierwszym tygodniu wakacji. Złamał lewą nogę i uderzył się w głowę. Z powodu bardzo specyficznego złamania, Dorea i Charlus nie byli w stanie uleczyć go w domu, co oznaczało spędzenie całej nocy na oddziale. Jego zmartwiona siostra postarzała się o kilka lat w ciągu tej nocy.
Inną kwestią był Syriusz. Pierwsze dwa tygodnie wakacji spędził z Potterami, ale później wrócił do domu przy Grimmauld. Wtedy kontakt się urwał i bliźnięta nie doczekały się żadnej sowy od swojego przyjaciela do końca wakacji. Spotkali się dopiero na peronie stacji King's Cross i pierwszymi słowami Syriusza do przyjaciół były „Nie chcę o tym rozmawiać".
Jej chłopcy z wiekiem stawali się coraz trudniejsi do opiekowania się.
- Nie musisz mnie chronić, Mia – warknął Remus.
Posłała mu zirytowane spojrzenie, zszokowana jego tonem.
- Nie mów do mnie takim tonem, Remusie Lupin. Wiem, że to wina wilka.
Remus westchnął i ukrył twarz w zagłębieniu łokcia.
- Przepraszam. Po prostu… Tyle mnie omija z powodu jednego dnia w miesiącu! Nie mówiąc już o dniach przed pełnią i po pełni. Nie chcę przez cały czas siedzieć w swoim dormitorium i martwić się o siebie.
- I nie powinieneś – Mia przeczesała palcami jego włosy. Remus otworzył oczy i spojrzał na nią. – Nie lubię patrzeć na ciebie, kiedy cierpisz.
- Powinnaś się bardziej martwić, że twój brat będzie cierpiał – wilkołak usiadł i wskazał Jamesa, który wykręcał pętle na miotle dokładnie na środku boiska. – W puli są cztery galeony za tym, że albo zgubi okulary, albo się rozbije.
Mia uśmiechnęła się, pozwalając Remusowi zmienić temat. Popatrzyła na Syriusza, który trzymał się raczej obrzeża boiska, ale siedział wysoko na swojej miotle i próbował utrzymać na czole pałkę do Quidditcha. Bez użycia rąk. Podobnie, jak Jamie kiedy próbował utrzymać różdżkę.
- Kolejne cztery galeony są za tym, że Syriusz uderzy się pałką.
- Stawiam dwa galeony na to, że Peter spadnie z miotły.
- Tylko dwa? – Prychnęła Mia, patrząc na małego chłopca, któremu ledwo udało się utrzymać na miotle dwa metry nad ziemią. – To bardzo łatwo zarobione pieniądze, panie Lupin. Mogłeś postawić chociaż dwadzieścia.
Remus zaśmiał się. Zimny wiatr przeleciał przez trybuny i nagle chłopak zadrżał z bólu.
- Koniec żartów. Połóż się – dziewczyna poklepała swoje nogi.
- Położyć się? – Zmarszczył brwi. – Nie jestem Syriuszem. Nie musisz mnie głaskać po głowie.
Zignorowała jego oschły ton i chłodne nastawienie.
- Skoro nie chcesz iść do zamku, gdzie jest ciepło, nalegam, żebyś odpoczął tutaj. Na ławeczce jest mnóstwo miejsca. Jeśli chcesz, mogę wymasować ci ramiona.
Remus uniósł brew, przez chwilę zastanawiając się nad jej propozycją, po czym westchnął i osunął się na plecy. Jej uda potraktował jak poduszkę. Ramiona skrzyżował na piersi.
- Wcale nie uważam, że masz rację.
- Oczywiście, że nie, kochanie – Mia uśmiechnęła się i lekko wbiła palce w jego ramiona.
- Wcale nie wygrałaś.
- Nawet o tym nie pomyślałam.
- Położyłem się, bo żaden normalny facet nie odmówiłby masażu, który zaproponowała piękna dziewczyna.
- Weź, przestań – Mia wywróciła oczami.
- Co, przestań? – Podniósł jedną powiekę i zerknął na nią.
- I tak miałam zamiar zrobić ci ten masaż, więc możesz przestać… Przestać…
- Przestać co?
- Nie wiem… Zachowywać się jak Syriusz – wzruszyła ramionami.
Do czasu, kiedy wojna się skończyła, Hermiona przestała przejmować się swoim wyglądem. Były ważniejsze sprawy, które miała na głowie. Teraz, będąc w młodszym ciele, znowu odezwały się jej kompleksy. Na szczęście, doprowadziła do porządku swoje zęby. Zdawała sobie jednak sprawę, że jej włosy wiły się, jak chciały – chociaż Tilly nauczyła ją kilku zaklęć, utrzymujących włosy w ryzach. Jej ciało nigdy nie było podobne do zaokrąglonych kształtów Lavender, a jej oczy nie błyszczały takim blaskiem, jak oczy Lily.
- Nie musisz mnie okłamywać – wyszeptała.
- A w jakiej sprawie cię okłamałem? – Zapytał, urażony.
- Przede wszystkim nazwałeś mnie piękną…
- Mia…
- Przestań, Remusie – przerwała mu. – Proszę. Po prostu… Leż spokojnie i pozwól sobie pomóc.
- Ale ja…
Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem.
- Remusie…
- Popatrz, popatrz! Co za widok – powiedział James, kiedy wraz z Syriuszem i Peterem wszedł na trybuny. Chłopcy pokryci byli błotem i potem, a miotły zwisały z ich ramion. – Remus bez żadnej specjalnej przyczyny otrzymuje specjalne traktowanie.
- No właśnie! Oberwałem tłuczkiem w plecy. Gdzie mój masaż? – Zapytał Syriusz, a Remus w odpowiedzi zawarczał na przyjaciela.
- Może wymasujecie się nawzajem? – Zaproponowała Mia Jamesowi i Syriuszowi. Chłopcy wybuchli śmiechem.
- Syriusz nie jest w moim typie.
- James chciałby być w moim typie.
- A zatem? – Czarownica spojrzała na chłopców. – Dostaliście się do drużyny?
- Syriusz i ja dostaliśmy się do rezerwy – James był bardziej zadowolony z tego, że mógł mieć ze sobą miotłę w szkole niż z tego, że oficjalnie dostał się do drużyny. Nie miał już aspiracji, żeby być najmłodszym ścigającym w tym stuleciu, więc jego zapał do Quidditcha nieco stopniał.
- To i tak lepiej niż nie dostać się wcale – Syriusz zachichotał. – Co nie, Pete?
Peter wydął wargi.
- To nie moja wina, że spadłem z miotły – wymamrotał, dotykając ręką obolałych pleców.
James i Syriusz nadal się z niego śmiali, gdy Mia przekazała ukradkiem Remusowi dwa złote galeony.
wWwWwWwWwWwWwWw
23 września 1972
- Gdzie jest Remus? – Zapytał James, wchodząc do Pokoju Wspólnego, gdzie zastał Syriusza i Petera na grze w Eksplodującego Durnia. Syriusz zaśmiał się, gdy karta wybuchła prosto w twarz Petera.
- W Skrzydle Szpitalnym – odpowiedział Black, nie podnosząc oczu na przyjaciela. – Znowu boli go głowa.
- Znowu? On ciągle znika, odwiedzając chorą ciotkę albo samemu zaszywając się w Skrzydle Szpitalnym – James zmarszczył czoło. – Nie sądzicie, że pani Pomfrey powinna dać mu coś silniejszego niż Eliksir Przeciwbólowy?
Syriusz wzruszył ramionami, bardziej zainteresowany pokonaniem Petera w grę karcianą dziesiąty raz z rzędu niż nieobecnością Remusa. Syriusz miał swoje sekrety, dotyczące w głównej mierze swojej rodziny i nie chciał się nimi z nikim dzielić. Wobec tego szanował sekrety Remusa, jeśli takowe miał.
- Mój punkt – Peter stuknął chudym, krótkim palcem w kartę na górze stosu odrzuconych.
Syriusz prychnął i rzucił Jamesowi wrogie spojrzenie za odciąganie jego uwagi od gry. Zły z powodu utraty punktów, celowo rzucił kartę mantykory, co spowodowało, że cały zestaw eksplodował.
- Mój pu… Auć!
- Mój punkt – Syriusz zebrał wszystkie karty.
- Mia mówiła, że to chroniczne migreny – kontynuował James, po cichu podpowiadając Peterowi, jak ma grać. – Podobno Mugole często na to chorują. Z tego powodu są bardzo wrażliwi na światło, czy coś podobnego. Pewnie dlatego Remus przebywa w Skrzydle Szpitalnym, kiedy ma atak choroby.
- Możemy zachorować na mugolską chorobę? – Zapytał zaskoczony Peter. Na jego twarzy odmalowało się obrzydzenie. Upuścił wszystkie karty, które trzymał w dłonie i dwie wybuchły na stole.
- Oczywiście, że tak, Pete – James dłonią odganiał dym. – Miałeś kiedyś grypę?
- No, tak. To mugolska choroba?
- Nie możemy zachorować na niektóre ich choroby, tak jak oni nie łapią niektórych naszych – wyjaśnił Syriusz, zbierając nienaruszone karty. Był nieco oszołomiony tonem Petera. – Mugole nie chorują na smoczą ospę.
- Szczęściarze.
- Ich ospę nazywa się wietrzną – zaśmiał się Black.
- Jak mogą się zarazić od wiatru?
- A jak my zarażamy się od smoków? – Odparował Syriusz ze sztucznym uśmiechem.
- Możecie się na chwilę przymknąć? – Jęknął James. – Jaki jest najbliższy temat na eliksirach?
- Wywar Nasenny – odpowiedział Peter. – Nie pamiętasz? Frank zepsuł swój i musiał zostać odprowadzony do Skrzydła Szpitalnego, żeby pani Pomfrey zaaplikowała mu Eliksir Otwartych Oczu.
- Czy w skład Wywaru Nasennego wchodzi akonit? – Zapytał szybko James.
- Akonit? Ziele księżycowe? – Upewnił się Syriusz, patrząc na przyjaciela z wysoko uniesionymi brwiami.
Black wiedział, że James nie jest asem z eliksirów, ale też daleko mu było do Franka. Biedny Longbottom musiał przez tydzień spać w Pokoju Wspólnym, bo chłopcy nie wiedzieli, jaki eliksir chłopak na siebie wylał, ale wydzielał z siebie niesamowity odór. James zaproponował mu podłogę we własnym dormitorium, ale Frank stwierdził, że kanapa w Pokoju Wspólnym mu wystarczy.
- Na pewno nie, stary – Syriusz potrząsnął głową, obawiając się, że James może przypadkiem się zatruć. – Akonit jest trujący. Nie wolno nam z niego korzystać. Czemu pytasz?
- Bo trafiłem kiedyś na Mię w bibliotece. Robiła listę – wyszeptał James, siadając obok Syriusza. – Byłem pod peleryną. Chciałem wykręcić jej numer i przesuwać jej rzeczy, kiedy nie będzie patrzyła. I wtedy zobaczyłem jej listę z akonitem.
- Myślisz, że Mia pracuje nad jakąś trucizną? – Zapytał zaintrygowany Peter.
- Oczywiście, że nie – odwarknął James.
- Może po prostu czyta naprzód. Wiesz, że lubi być przygotowana – zasugerował Syriusz, klepiąc Petera pokrzepiająco po ramieniu. Może Mia i Peter nie byli przyjaciółmi, ale dziewczyna na pewno by go nie otruła.
- Nie wiem… Niektóre z tych książek, które czytała, wyglądały jakby były wyjęte z Działu Ksiąg Zakazanych. Duże księgi z eliksirami – Jamie pokazał dłońmi ich wielkość.
- Zapytaj ją.
James zmrużył oczy.
- Przecież nie dostanę się do dormitorium dziewczyn.
- A po co w ogóle chciałbyś się tam dostać, Potter?
Podnieśli głowy i zobaczyli, że schodami w ich kierunku idzie Lily Evans. Jej zwyczajową, uprzejmą minę zastąpiła chłodna obojętność.
James zaczerwienił się.
- Evans… Ja… Ja…
- Evans, czy Mia jest na górze? – Zapytał Syriusz, poklepując Jamesa po plecach. – Musimy z nią porozmawiać.
- Nie – Lily potrząsnęła głową. – Kilka godzin temu poszła do pani Pomfrey.
- Kilka godzin temu? – James wrócił do świata rzeczywistego. – Co jej jest?
- To, co zwykle, tak przypuszczam. Dostaje bardzo silnego bólu głowy podczas… No, wiecie… Dziewczęcych dni.
- Jakich dziewczęcych dni? – Zapytał zaskoczony Peter.
Syriusz westchnął, zawstydzony w imieniu przyjaciela.
- Zamknij się, Pete. I tak nie zrozumiesz. Jak często się to zdarza, Evans?
Lily zmrużyła niebezpiecznie oczy.
- Raz w miesiącu, jak u każdej z nas.
- Nie to. Czy ja jestem jedyną dojrzałą emocjonalnie osobą w tym towarzystwie? – Zapytał Syriusz z niewinną naiwnością. James i Peter rzucali spojrzenia na Blacka i Evans, nie rozumiejąc, o czym przyjaciele właściwie rozmawiali. – Chodziło mi o to, jak często chodzi do Skrzydła Szpitalnego.
- Ah, tak – Lily speszyła się. – Chyba zawsze. Od zeszłego roku chodzi tam co miesiąc. Powiedziała, że ma straszliwe migreny w te dni.
- Jak straszliwe? – Zapytał James.
- Zazwyczaj zostaje na noc w Skrzydle Szpitalnym. Dlaczego pytasz? Nie wiedziałeś, że Mia miewa migreny?
- Migreny? – Dopytał Syriusz. – Mugolski ból głowy?
- Tak – potwierdziła Lily. – Musi wypić wywar nasenny i eliksir przeciwbólowy, żeby przespać noc.
- Dzięki, Evans – Jamie skinął głową i rzucił Syriuszowi wszystkowiedzące spojrzenie, podczas gdy Peter zbierał rozrzucone karty. – Myślę, że później ją odwiedzę. Sprawdzę, czy czuje się dobrze.
Lily tylko zmarszczyła brwi i skierowała się ku wyjściu z wieży.
- Nie ma za co. Powiedz jej, że przesyłam całusy.
wWwWwWwWwWwWwWw
24 września 1972
- Syriuszu! Syriusz, ty dupku, obudź się!
- Co. Do. Kurwy. Nędzy. Potter? – Syriusz wyjęczał w poduszkę. Jego długie, czarne włosy były tak splątane, jak pościel w jego nogach. Wysunął szybko wspomnianą nogę z łóżka, mając nadzieję trafić Jamesa. – Idź spać.
- Wstawaj, ty kretynie! – James trzepnął go przez potylicę. – Gdzie jest moja peleryna? Ostatnim razem ty ją nosiłeś, żeby włamać się dwa dni temu do kuchni.
- Jest w kufrze Petera, a nie w moim. Po co jest ci w ogóle potrzebna? Która godzina? – Zamrugał oczami, żeby odpędzić sen i spojrzał w kierunku okna. – Świtało już?
- Wybieram się do Skrzydła Szpitalnego – oznajmił James. Głośny zgrzyt powiedział chłopcom, że uchyliło się wieko kufra Petera. Pettigrew obudził się z krzykiem.
- Myślisz, że coś jest nie tak? – Syriusz usiadł.
- Moja siostra czyta książki z Działu Ksiąg Zakazanych, robi listę z trującymi składnikami eliksirów i czystym przypadkiem ona i Remus chorują na tą samą chorobę raz w miesiącu? – James prychnął. – Nie wydaje ci się to podejrzane?
- Może się całują w tajemnicy przed nami? – Zasugerował Syriusz, jednocześnie rozbawiony i zdenerwowany tą możliwością.
- O czym ty, do diabła, mówisz? – Wrzasnął James.
- No, co? To ma sens. Oni są nierozłączni.
- Przestań mówić! Nie podoba mi się samo to, że wy dwaj zawsze się do niej kleicie. Idziecie ze mną, czy nie? – James kopnął mocno w łóżko Petera.
- Jeszcze nawet nie ma szóstej – jęknął Peter.
- Dokładnie – przyznał Jamie. – Chcę ich złapać… Na robieniu tego, co zawsze robią przed powrotem do wieży. Jeśli naprawdę oboje chorują, będą spać w Skrzydle Szpitalnym.
- Dobra. Ale skoro już wstaję dla ciebie tak wcześnie, wisisz mi śniadanie. I nie chodzi mi o to, że zaczekasz aż skrzaty domowe zapełnią stół w Wielkiej Sali. Masz iść do kuchni i przynieść mi pod nos pełne śniadanie. Do łóżka. Na srebrnej tacy – Syriusz mamrotał pod nosem, ale posłusznie wślizgnął się pod Pelerynę Niewidkę i cała trójka opuściła Wieżę Gryfonów.
wWwWwWwWwWwWwWw
- Co się stało? – Mia westchnęła, kiedy pani Pomfrey położyła na łóżku zakrwawione ciało Remusa. Nigdy wcześniej nie wyglądał tak źle, nawet po ich pierwszej wspólnej pełni księżyca. Teraz był blady i spocony, wyglądał gorzej niż zwykle. Miał długą, otwartą ranę na całej długości kręgosłupa, a w dodatku do niej jego pierś pokrywały cztery długie rozcięcia.
- Chyba sam się podrapał – odpowiedziała pani Pomfrey, pomagając Mii zamknąć rany.
- Oh, Remusie – Mia zamrugała oczami, starając się pozbyć łez. – Gdzie jest eliksir uspokajający?
- Tutaj, moja droga – pani Pomfrey podała dziewczynie fiolkę. – Eliksiry przeciwbólowe są tam, gdzie zwykle. Gdy się obudzi, będzie musiał wypić całą szklankę eliksiru uzupełniającego krew.
Kobieta wyszła z pokoju.
- No już, kochanie – wyszeptała Mia do Remusa, który zaczynał dochodzić do siebie. – Wypij to dla mnie.
Trzymała fiolkę przy jego ustach i starała się go nakłonić do przełknięcia zawartości.
Zakaszlał i wyciągnął rękę, żeby złapać równowagę.
- Mia…
- Jestem przy tobie – obiecała mu i złożyła leciutki pocałunek na jego czole. – Zaraz ulżę twojemu cierpieniu.
Remus odwrócił głowę, ale zdążyła zauważyć, że jego oczy były mokre od łez.
- Robi się coraz gorzej.
- To dlatego, że rośniesz. Robisz się coraz wyższy. Już jesteś dwa albo trzy cale wyższy niż rok temu – sięgnęła po eliksir przeciwbólowy. – Nie mówiąc nic o … Innych zmianach, jakie przechodzi twoje ciało.
Chłopiec zamknął oczy i zacisnął dłonie w pięści.
- Nienawidzę swojego życia.
- Nie mów tak – podała mu fiolkę i pozwoliła samemu wypić eliksir. Dotknęła jego policzka. – Pozwól mi spojrzeć na twoją twarz. Te ranki nie wyglądają źle. Użyję esencji z dyptamu i nie zostanie żadna blizna.
- Jestem taki zmęczony, Mia. Nie chcę już cierpieć. Moja skóra się otwiera, kości się łamią i tracę… Tracę siebie – nie pozwolił sobie na nawiązanie kontaktu wzrokowego z dziewczyną.
Dopiero rok temu otworzył się przed nią i pozwolił jej zobaczyć części swojej duszy podatne na zranienie. Teraz było inaczej. I mimo że było to dla niej dość niekomfortowe, musiała przyznać, że oboje dorastają. Ona sama nie widziała w Remusie tylko najlepszego przyjaciela. Było coś… Coś pod powierzchnią. Nie była pewna, co to było. Remus musiał coś wyczuć, bo od jakiegoś czasu się od niej odsuwał. Zastanawiała się, czy wszyscy chłopcy tak mają w tym wieku – Harry i Ron też zachowywali się dziwnie, jak mieli po dwanaście lat – czy może to kwestia wilka w jaźni Remusa.
- Cały czas tu jesteś. Jestem tego pewna – wyszeptała. – Nie musisz sam przez to przechodzić.
- Ale jestem sam! Zawsze jestem sam! – Krzyknął i rzucił pustą fiolką o ścianę. – Sam idę do Wrzeszczącej Chaty, sam się przeistaczam i sam robię sobie krzywdę. Sam się budzę we Wrzeszczącej Chacie i sam wracam na błonia Hogwartu, gdzie mdleję tuż za Wierzbą Bijącą. Sam.
- Chciałabym tam być z tobą – przyznała, próbując nie brać do siebie jego gniewu.
Remus warknął.
- Nie bądź głupia. Zabiłbym cię.
- Wymyślę coś. Obiecuję. Sprawię, że poczujesz się lepiej, kochanie. Ja… Spróbuję znaleźć eliksir, który ci pomoże. Jeszcze nie wiem, jak go uwarzyć, ale znajdę sposób.
- Moje życie nigdy nie będzie lepsze, Mia – Remus westchnął. – Pozwól mi zasnąć.
Zamknął oczy i ukrył twarz w dłoniach.
Mia otarła łzy z policzków.
- Chcesz eliksir nasenny?
- Tak, dziękuję – Remus sięgnął po fiolkę, ale nie spojrzał jej w oczy. Jednym haustem wychylił jej zawartość i pozwolił sobie zasnąć.
Kilka minut później pojawiła się pani Pomfrey.
- Śpi?
- Tak.
- Biedactwo. Co miesiąc łamie moje serce. Taki uprzejmy, kochany chłopiec musi tyle wycierpieć, bo jakiś sadysta zdecydował się zmienić czterolatka w wilkołaka.
- Nigdy nie poznał nic poza bólem.
- Nie wydaje mi się. Pani i pani przyjaciele pokazaliście mu, co znaczy przyjaźń i miłość – pani Pomfrey uśmiechnęła się. – A także zabawa i psoty, chociaż z trudem mi to przechodzi przez gardło.
- On zasługuje na więcej.
- Zgodzę się z panią, panno Potter. Zostanie pani dłużej?
Mia spojrzała na matronę z błaganiem.
- Nie ma pani nic przeciwko?
- Oczywiście, że nie. Mam do zrobienia kilka rzeczy. Gdyby się obudził, wie pani, gdzie trzymam eliksiry – wskazała dłonią komodę, która stała w rogu pomieszczenia i wyszła.
Drzwi się zamknęły, ale Mia usłyszała coś jeszcze. Jakieś szuranie w rogu Skrzydła Szpitalnego. Podskoczyła na krześle i wycelowała różdżkę w źródło hałasu.
- Kto tam jest? – Zmrużyła oczy, ale nic nie zobaczyła. A kiedy nikt nie odpowiedział, dziewczyna wzięła głęboki oddech. – Expelliarmus.
Nagle zafalowała srebrna tkanina, a w stronę Mii poszybowały trzy różdżki i Peleryna Niewidka. Różdżki złapała dłonią, peleryna wylądowała na podłodze u jej stóp, a jej wzrok spoczął na sylwetkach Jamesa, Syriusza i Petera. Chłopcy byli zaskoczeni i przerażeni.
- Jamie! Jak długo tu jesteście?
James zignorował ją i podszedł bliżej. Złapał w dłoń Pelerynę Niewidkę i stanął obok łóżka swojego przyjaciela.
- Czy z Remusem wszystko w porządku?
- Do diabła… Spójrz na niego – Syriusz ogarnął wzrokiem całą postać śpiącego chłopca.
Mia zaklęła pod nosem. Nie pomyślała, żeby zmienić zakrwawione prześcieradła na świeże. Nie pomyślała też, żeby okryć kołdrą całe ciało Remusa, przez co wszystkie jego świeże blizny były widoczne.
Peter cicho krzyknął.
- Wygląda tak, jakby coś go przeżuło i wypluło.
- Jamie – Mia, spanikowana, zwróciła się do brata. – Ja długo tu byliście?
- Nie wiem – James potrząsnął głową i posłał jej wrogie spojrzenie. – Jak długo mój przyjaciel był wilkołakiem?
- Mia, czy wszystko z nim w porządku? – Pytanie powtórzył Syriusz, patrząc na Remusa z chorobliwie bladą twarzą.
- W tym momencie czuje się dobrze – wyszeptała, ignorując wybuch Jamesa. – Potrzebuje odpoczynku.
- On jest… Na Merlina, oni wpuścili go do Hogwartu – wymamrotał Peter i zanim zdążył zamrugać, zanim z jego twarzy zniknął wyraz obrzydzenia, Mia już trzymała go na muszce z wyrazem nienawiści w oczach.
- Mia! – Krzyknął James.
- A dlaczego nie mieli go wpuścić do Hogwartu, co, Peter? Powinni go wyrzucić? Może zamknąć w klatce? Jak jakieś zwierzę – warknęła, stając między swoimi przyjaciółmi i Peterem. – Co będzie następne, Peter? Zamknąć czarodziejów mugolskiego pochodzenia w obozach koncentracyjnych?
- Czekaj! – Syriusz stanął między Mią i Peterem, broniąc przyjaciela. Mii ten widok ściął krew w żyłach. – Mia, Peter nie miał na myśli nic złego, prawda?
- Tak, tak – mamrotał nerwowo chłopiec.
- Widzisz? – Syriusz podszedł do niej, patrząc na nią swoimi spokojnymi, szarymi oczami i pomógł jej opuścić różdżkę. – W porządku, kochanie. Wszyscy jesteśmy w szoku. Remus jest też naszym przyjacielem. Jak długo znasz prawdę?
Mia zmarszczyła brwi. Jej gniew uleciał, zastąpiony spokojem oczu Syriusza.
- Od pierwszego roku. Czytałam o tym, widziałam znaki w zachowaniu Remusa, więc poszłam do Dumbledore'a i poprosiłam o pozwolenie, żeby pomagać w leczeniu Remusa. On nie może znajdować się w pobliżu ludzi, kiedy zmienia się w wilka, ale jestem z nim przed transformacją i po niej. Pomagam ulżyć mu w cierpieniu i leczę jego rany.
- Co mu się stało? – Zapytał zatroskany James.
- Zamykają go na czas transformacji – wyciągnęła czyste prześcieradło z szafki nocnej. Ostrożnie wymieniła jedno z zakrwawionych na świeże, starając się nie odkrywać niepotrzebnie dolnych partii ciała Remusa. Otuliła go białym materiałem. – Ponieważ zostaje sam, atakuje siebie z czystej frustracji.
- Powiedział mi, że te blizny ma od wycieczek ze swoim tatą – powiedział Syriusz. – Powiedział, że ostatniego lata spadł z góry.
- Nie możecie nikomu powiedzieć – Mia uważnie przyjrzała się chłopcom.
- Oczywiście, że nie – zgodził się James.
- Mówię poważnie – głos Mii pociemniał. Ufała Jamesowi i Syriuszowi, ale oprócz nich w Skrzydle Szpitalnym znajdował się Peter. Potrzebowała całej swojej samokontroli, żeby w tym momencie nie przekląć chłopca. – Chcę… Żądam od was Przysięgi Czarodzieja.
- Hej! – Syriusz szeroko otworzył oczy. – Mia, nie wystarczy ci, jeśli damy słowo?
- Nie. Przykro mi, ale nie po jego reakcji – Mia spojrzała na Petera i jej oczy zwęziły się. – Remus ufa mi, że się nim zajmę i nikomu nie zdradzę jego tajemnicy. Wiem, że Remus jest dla was ważny, ale nie podejmę tego ryzyka. Jeśli ludzie by się dowiedzieli o nim, musiałby stąd odejść.
- Nie widzę problemu – James nie potrzebował więcej wyjaśnień. Uniósł różdżkę. – Ja, James Charlus Potter, przysięgam na moją różdżkę i na moją magię, że nigdy nie zdradzę, że Remus Lupin jest wilkołakiem bez jego wyraźnej zgody.
Różdżka rozjarzyła się czerwienią, po czym zgasła, pieczętując przysięgę.
Syriusz podszedł do niej bez wahania.
- Ja, Syriusz Orion Black, przysięgam na moją różdżkę i na moją magię, że nigdy nie zdradzę, że Remus Lupin jest wilkołakiem bez jego wyraźnej zgody.
- Peter? – Mia spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem, ale chłopiec odwrócił wzrok z wahaniem.
- Do diabła, Peter – krzyknął James. – Zrób to!
- Ja… Ja… - Jąkał się nerwowo.
Mia podeszła do Petera powolnym, niebezpiecznym krokiem, który na pewno doceniłaby wilcza część natury Remusa.
- Złóż przysięgę. Albo wymyślę coś, żeby pozbawić cię wspomnień – zauważyła, że James i Syriusz obdarzyli ją nieprzyjaznym spojrzeniem. – Jesteśmy dopiero na drugim roku, więc nie zaufałabym sobie w sprawie usunięcia tylko jednego spojrzenia.
- Uwielbiam, kiedy straszy ludzi – szepnął Syriusz, a twarz Jamesa wykrzywiła się w grymasie.
- Ja, Peter Evan Pettigrew – zaczął Peter cicho, ściskając mocno różdżkę. – Przysięgam na moją różdżkę i na moją magię, że nigdy nie zdradzę, że Remus Lupin jest wilkołakiem bez jego wyraźnej zgody.
Kiedy wszystkie przysięgi zostały zaakceptowane przez magię, Mia przymknęła oczy i odetchnęła z ulgą. Przysłuchiwała się, jak za jej plecami cicho pochrapuje Remus.
James pierwszy przerwał ciszę, nerwowym ruchem poprawiając swoje okulary.
- Po co ci akonit?
- Szperałeś w moich rzeczach? – Mia spojrzała ostro na brata.
- Przypadkiem to zobaczyłem – Jamie zwiesił głowę w poczuciu winy.
- Akonit to inaczej tojad. Nie mogę go wyleczyć z lykantropii, ale jeśli się wystarczająco postaram, sądzę, że mogę mu pomóc.
- Co możemy zrobić? – Zapytał Syriusz.
Mia potrząsnęła głową.
- Nic. Po prostu zachowajcie wszystko w sekrecie – rzuciła mordercze spojrzenie Peterowi. – Zachowajcie to w sekrecie. Nauczcie się czegoś o tym, przez co on przechodzi. Bądźcie jego przyjaciółmi i nie traktujcie go inaczej. On nienawidzi łaski.
- I to wszystko? – Jamie zmarszczył brwi. – On był samotny przez cały czas, od kiedy skończył cztery lata?
- Zaatakował go inny wilkołak, Fenrir Greyback. Tata Remusa pracował wtedy w Ministerstwie Magii, a Greyback został aresztowany za zabicie kilkorga mugolskich dzieci. Tata Remusa wiedział, że Greyback jest wilkołakiem, ale Ministerstwo w tamtym czasie nie prowadziło dokładnych rejestrów i nikt inny o tym nie wiedział. Greybacka wypuszczono, bo nie było żadnych dowodów jego zbrodni. Wtedy pan Lupin powiedział okropne rzeczy o wilkołakach. Greyback w akcie zemsty zainfekował Remusa.
Syriusz potrząsnął głową.
- A myślałem, że ja mam popieprzone dzieciństwo.
- Jego rodzice bardzo się starali po ataku – cały czas nie mogła przeboleć, że pan Lupin jest uprzedzony do wilkołaków i boi się własnego syna. – Nie sądzili, że Remus będzie mógł się uczyć w Hogwarcie, więc uczyli go w domu.
- Zawsze wiedziałem, że coś się kryje za jego inteligencją – powiedział James.
- Jak udało mu się dostać do Hogwartu? – Zapytał Syriusz.
- Dumbledore.
- Hagrid miał rację – Jamie uśmiechnął się. – Świetny facet z tego Dumbledore'a.
Mia również się uśmiechnęła.
- Powinniśmy sobie iść. Pozwólmy mu odpocząć.
Cała czwórka skierowała się ku drzwiom, ale najpierw Mia poprawiła prześcieradła Remusa i postawiła na stoliku nową fiolkę, pełną eliksiru przeciwbólowego. Uśmiechnęła się do śpiącego przyjaciela. Było jej przykro, że nie udało się jej utrzymać jego tajemnicy przed pozostałymi Huncwotami, ale pocieszała się, że w oryginalnej linii czasowej też się tego dowiedzieli.
- Hej, Mia? – Zapytał Syriusz, jak już opuścili Skrzydło Szpitalne. – Powiedziałaś, że on nie może być w pobliżu ludzi po transformacji, prawda?
- Tak.
Syriusz milczał przez chwilę, zastanawiając się nad czymś. Nagle rozjaśnił się.
- A w pobliżu innych zwierząt?
Mia uśmiechnęła się szeroko.
