Od tłumaczki: Kolejny rozdział przed nami. Trochę smutny, wywołujący trochę intensywnych emocji. Ja sama jestem teraz rozemocjonowana – ustaliliśmy z narzeczonym datę ślubu i przyklepaliśmy termin, na koniec miesiąca przeprowadzamy się do własnego mieszkania, które będziemy w międzyczasie remontować… Mamy mnóstwo rzeczy do ogarnięcia. Ale na szczęście mam w zapasie ponad 10 przetłumaczonych rozdziałów, więc mam czas, żeby na spokojnie tłumaczyć i co tydzień wstawiać po rozdziale.
ROZDZIAŁ 26 – NA ZAWSZE CZYSTY
25 kwietnia 1973
Wystarczyło pięć dni, żeby życie Syriusza zmieniło się w piekło.
Nie chciał wracać na święta do domu, ale po raz pierwszy od momentu, kiedy przyjechał do Hogwartu, jego rodzice nalegali, żeby przyjechał.
Jego ojciec zasugerował mu, żeby całe poprzednie lato spędził w domu i Syriusz się zgodził. Wykorzystała to Walburga, która zamknęła sieć Fiu i ograniczyła mu dostęp do sów, żeby odciąć go od przyjaciół. Miała nadzieję, że w ten sposób starszy syn przypomni sobie, że rodzina jest najważniejsza. Oczywiście, to w ogóle na Syriusza nie zadziałało. Z tego powodu, kiedy razem z Regulusem przyjechał w kwietniu na święta, był przygotowany na kolejną batalię z matką.
Ta jednak nie nadeszła od razu.
Państwo Black starali się przygotować jego i Regulusa do uczestnictwa w zbliżającym się przyjęciu zaręczynowym kuzynki Narcyzy i Lucjusza Malfoy'a. Był to główny powód, dla którego nalegali, żeby wrócił do domu. On jednak w międzyczasie wymyślał nowe sposoby, na jakie mógłby pokazać rodzinie Blacków, że w ogóle ich nie przypomina.
Pierwszej nocy zaczarował zielono-srebrne zasłony otaczające jego łóżko tak, aby pasowały do jego gryfońskich, czerwono-złotych barw. Miał przy sobie również kilka zdjęć wykonanych przez Mię, na których uwieczniła jego, Jamesa, Remusa i Petera oraz kilka mugolskich plakatów, które przyczepił do ściany za pomocą zmodyfikowanego Zaklęcia Klejącego.
Fotografie nie zwróciły uwagi jego rodziców.
Z drugiej strony plakaty…
- Coś ty narobił? – Do sypialni z wrzaskiem wpadła Walburga i jej wzrok spoczął na synu, leniwie przeglądającym mugolski magazyn.
Syriusz rzucił matce niewinne spojrzenie.
- O co ci chodzi, matko? Nic nie zrobiłem. Siedzę w swoim pokoju i rozkoszuję się wakacjami z moją kochaną rodzinką. Czytam trochę. Wiesz, matko, czym jest motocykl? – Zadał jej pytanie i ponownie skoncentrował swoją uwagę na trzymanej w dłoni gazecie.
- Ty nieznośny, nieodpowiedzialny gówniarzu! Co to jest? – Wskazał na wezgłowie łóżka chłopaka.
Skierował wzrok w kierunku, który wskazywał trzęsący się palec wskazujący Walburgi, jakby nie był świadomy, że coś jest przyczepione do wezgłowia jego łóżka. Następnie się uśmiechnął i powoli odwrócił ku swojej matce.
- To, droga matko, są fotografie kobiet, mniej lub bardziej ubranych, w zależności od tego, jak na to patrzeć. To bikini – wyszczerzył zęby i położył na plecach ze szczęśliwym westchnięciem. – Mugole czasami potrafią mnie zaskoczyć tym, co wymyślą.
Walburga próbowała usunąć obrażające ją zdjęcia ze ścian, ale Syriusz doskonale znał się na działaniu Zaklęcia Klejącego. Tak dobrze się bawił, patrząc na swoją wściekłą matkę, że zdobył się na odwagę i przyznał, że nie zna kontrzaklęcia i nie jest w stanie go podać, nawet gdyby zagroziła mu śmiercią.
Przyrzekła, że później go za to ukarze, ale Syriusz już nie bał się uderzenia zadanego grzbietem ręki Walburgi. Mogła go bić i poniżać, ale on już więcej się nie ugnie.
Z tym samym aroganckim nastawieniem Syriusz przekroczył próg Dworu Malfoy'ów, trzymając się, oczywiście, kilka metrów za swoją elegancko ubraną rodziną. Walburga miała na sobie purpurową suknię balową, uszytą z najlepszych tkanin. Jej ramię podtrzymywał Orion Black, w tradycyjnych, ale bardzo stylowych czarnych szatach. Jego długie, hebanowe włosy były ściągnięte skórzanym rzemykiem. Zaś Regulus, ulubiony syn swoich rodziców, ubranie miał dopasowane do stroju ojca i podobnie jak ojciec, trzymał dłoń Walburgi.
Z kolei Syriusz lekkim krokiem wszedł do westybulu ubrany w czarne jeansy, ciężkie buty ze smoczej skóry i rozpiętą szatę. Dłonie trzymał schowane w kieszeniach. Jego włosy, potargane i rozpuszczone, sięgały ramion.
- Cygnusie – Walburga uśmiechnęła się do swojego najmłodszego brata, który stał dumnie obok Abraxasa Malfoy'a.
Wuj Syriusza, zaokrąglona wersja jego matki, w ogóle nie zauważył jej uśmiechu. Jego uwaga skupiła się na młodym Gryfonie.
- Widzę, że ostatnimi czasy pozwalasz chłopcu samemu wybierać dla siebie garderobę. Popadliście ostatnio w nędzę, siostrzyczko? A może tragicznie zmarły wam wszystkie skrzaty domowe, skoro chłopiec sam się ubiera?
- Chłopiec ma imię – wymamrotał pod nosem Syriusz.
Walburga zdecydowała się zignorować zarówno starszego syna, jak i wszelkie rozmowy na jego temat.
- Narcyza wygląda cudownie, jak zwykle. Będzie cudowną żoną dla twojego syna, Abraxasie – powiedziała do gospodarza, po czym zwróciła się ponownie do swojego brata z dramatycznym westchnieniem. – To oczywiście wstyd, że musiałeś skończyć z tradycją i wydajesz córki za mąż poza kolejnością. Masz jakieś wieści od kochanej Andromedy?
- Jeszcze się nie odnalazła – Cygnus zacisnął zęby. Zadrżały mu płatki nosa.
- Nie żebym nie uważał tego za fascynujące – wtrącił się wyraźnym głosem Syriusz i wszyscy dorośli spojrzeli na niego z oburzeniem. – Jest tu jakieś miejsce, gdzie mógłbym dostać drinka?
- Ty nieznośny, mały… - zaczął Cygnus, ale uciszyła go ciężka ręka, która spoczęła na jego ramieniu.
- Daj chłopcu spokój. Ilu z nas było idealnymi małymi szlachcicami w wieku trzynastu lat? Zabiorę szczeniaka z waszych oczu.
Syriusz uśmiechnął się do swojego wuja Alpharda, który przeszedł spokojnie między Walburgą i Cygnusem, i objął jego ramiona.
- Za bardzo go rozpieszczasz, Alphardzie – warknęła Walburga, ale nie odważyła się powiedzieć nic więcej.
Alphard zachichotał, gdy wraz z Syriuszem skierowali swoje kroki do baru. Mężczyzna pokazał obsługującemu ich skrzatowi dwa palce. Młodszy Black stwierdził, że musi zapamiętać ten gest, bo po chwili skrzat pojawił się z dwiema szklankami wody ognistej. Syriusz spojrzał skrzatowi prosto w oczy i też pokazał dwa palce, ale stworzenie tylko prychnęło i przeszło na drugi koniec baru.
- Przez ciebie dostaną zawału serca, wiesz?
- Skrzaty domowe? – Syriusz parsknął śmiechem.
- Twoi rodzice – Alphard spojrzał na siostrzeńca ostrzegawczo.
Syriusz przewrócił oczami.
- Taki jest plan. Trzeba tylko zgrać w czasie ich śmierci i wtedy my będziemy mogli rządzić całą rodziną. Możemy rzucić monetą, żeby podzielić się jakoś skarbcami i nieruchomościami. Albo stoczyć pojedynek na śmierć i życie. Myślisz, wujku, że udałoby ci się mnie pokonać?
Alphard wybuchnął szczerym śmiechem i podsunął Syriuszowi jedną ze szklanek.
- Trzymaj, chłopcze. Do dna.
Syriusz spojrzał z uśmiechem na szklaneczkę.
- Woda ognista?
- Twoja pierwsza? – Zapytał Alphard i Syriusz pokiwał głową. – W takim razie to ważny moment. Za co wypijemy?
- Za tę farsę, która udaje małżeństwo? – Zasugerował Gryfon.
- Bądź ostrożny, Syriuszu – doradził mu cicho Alphard. – Nie powinieneś myśleć, że jesteś bezpieczny.
- Ale przecież wiesz, że to zły pomysł – burknął chłopak, biorąc pierwszy łyk wody ognistej. Alkohol zapłonął w jego gardle. Syriusz głośno zakaszlał i pozwolił, żeby Alphard poklepał go mocno po plecach. Młodszy Black przeczyścił gardło i z wahaniem upił kolejny łyk. Tym razem poczuł, jak ciepło rozchodzi się po jego ciele. – Cyzia nie będzie miała łatwego życia.
- Takie swatanie jest dla nas tradycją. Powinieneś pamiętać, żeby nie wyrażać głośno swoich opinii na ten temat. Twoja kuzynka postąpi tak, jak ją wychowano. W jej naturze nie leży ignorowanie zdania dorosłych. W przeciwieństwie do ciebie. Doszły mnie słuchy, że ciężko pracujesz, żeby twoje nazwisko było rozpoznawalne w Hogwarcie. Ty i ten chłopiec Potterów.
- James – Syriusz pokiwał głową. – Mój najlepszy przyjaciel.
- Bądź ostrożny – ostrzegł go ponownie Alphard. – Twoi rodzice wszędzie mają swoich szpiegów. Niedługo przestaniesz być chłopcem. Drink w twojej dłoni jest pierwszym z wielu, które wypijesz, a kiedy oni zorientują się, że dorastasz, zaczną dokładniej planować twoją przyszłość.
- Co sugerujesz? – Zapytał Syriusz, a jego żołądek skurczył się, gdy zrozumiał, że jego rodzice spróbują w przyszłości sprzedać go tak, jak Cygnus sprzedawał Narcyzę. Albo takie działanie miał alkohol. – Pozwolić im na to? Na wpędzenie mnie w taką samą farsę, przez jaką przechodzi Cyzia? Kurde, jestem zszokowany, że to nas nie zeswatali!
- Syriuszu, żyjemy w świecie, w którym rodziny czystej krwi chcą zawierać przymierza. Nasz świat się zmienia i każdy z nas musi podjąć decyzję, w jaki sposób przyjmie tę zmianę – Alphard przechylił szklankę i dokończył drinka. – Czy jeżeli pójdę porozmawiać z osobami, których nie lubię, tylko po to, żeby ciebie zostawili w spokoju, obiecujesz, że nie wdasz się w żadne kłopoty?
- Mam złożyć Wieczystą Przysięgę? – Zaproponował Syriusz i Alphard parsknął śmiechem.
- Nie, myślę, że nie. Lubię, jak jesteś w pobliżu, a coś mi się wydaje, że taką przysięgę złamałbyś bardzo szybko. I kto wtedy dotrzymywałby mi towarzystwa? – Mężczyzna zmierzwił włosy siostrzeńca i wstał od baru.
Syriusz byłby bardzo zadowolony, gdyby mógł do końca przyjęcia siedzieć przy barze, ale jego uwagę przyciągnęła burza jasnych włosów, kiedy Narcyza została wyciągnięta z Sali balowej.
Zaciekawiony i jednocześnie zmartwiony o jedyną kuzynkę, która nie była kompletną pomyłką w jego ocenie, Syriusz wyślizgnął się z komnaty i ukryty w cieniu podążył za dziewczyną. Nasłuchiwał uważnie głosów.
Po chwili natknął się na lekko uchylone drzwi i przyłożył czoło do framugi, żeby zajrzeć do środka. Zobaczył stojących naprzeciwko siebie Narcyzę i jej przyszłego męża.
- Powiedziałam tylko, że według mnie to była przesadzona reakcja. Mugole żyją we własnym świecie, odseparowanym od naszego. Dlaczego ktoś w ogóle się nimi przejmuje? – Zapytała zimno Narcyza.
Lucjusz spojrzał na nią, wściekły i rozjuszony.
- Nie zostałaś mi dana, żeby wyrażać opinie!
- Jeszcze w ogóle nie zostałam ci dana!
- Myślisz, że możesz się wywinąć z tego małżeństwa? Bardzo chciałbym zobaczyć, jak próbujesz. Nasza wspólna przyszłość została przypieczętowana krwią – podszedł do niej tak blisko, że ich nosy niemal się stykały. – Tylko śmierć może nas rozłączyć. Więc zastanów się nad swoimi priorytetami, albo ja zrobię to za ciebie.
Lucjusz odwrócił się od niej gwałtownie i wyszedł z pokoju w pośpiechu.
Oczy Syriusza rozszerzyły się i chłopak szybko zanurkował w pobliskiej wnęce, żeby młody Malfoy nie zauważył go w drodze na salę balową. Zza niedomkniętych drzwi Black dosłyszał szloch kuzynki.
Otworzył powoli drzwi i wziął głęboki oddech zanim się odezwał.
- Cyziu?
Odwróciła się do niego, szybko ocierając łzy z twarzy.
- Syriusz! Co ty tu robisz? Wynoś się!
- Nie masz zamiaru wyjść za tego popaprańca, prawda? – Zapytał ze zdumieniem.
- Jesteś zbyt młody, żeby to zrozumieć – warknęła i przemknęła obok niego. – Gdybyś był choć trochę inteligentny, zamiast kwestionować moje małżeństwo, zacząłbyś się zastanawiać nad tym, co planuje dla ciebie twoja matka.
- Chrzanić to! – Wyrzucił z siebie Syriusz. Zdecydował, że zrobi wszystko, żeby żadna z rodzin czystej krwi nie uważała go za dobrego kandydata dla swojej córki. Podążył za swoją kuzynką i delikatnie złapał ją za rękę, nie pozwalając jej uciec. Widząc jej zimne spojrzenie, zmiękło mu serce. – Cyziu, potrzebujesz pomocy?
- Powiedziałam, żebyś się do tego nie mieszał – wyrwała mu swoją dłoń i pospieszyła do sali balowej, gdzie zapanowała nieprzyjemna cisza.
Wszyscy wlepiali wzrok w kominek, przez który właśnie weszła ciemnowłosa czarownica. Zielone płomienie jeszcze nie zdążyły wygasnąć.
- Dromeda? – Krzyknął Syriusz.
- Nie myśleliście chyba, że przegapię przyjęcie zaręczynowe mojej młodszej siostrzyczki? – Andromeda uśmiechnęła się do Narcyzy i ruszyła w jej kierunku, aby ją uściskać, ale cała rodzina (nie licząc Alpharda, Syriusza i Regulusa) stanęła między siostrami. – No, tak. Wiedziałam, że tak może być.
Westchnęła i pokazała zgromadzonym mały, diamentowy pierścionek na swoim palcu.
- Wyszłam za mąż. Nie przejmujcie się, nie spodziewałam się was na uroczystości.
- Nie zrobiłaś tego – warknął na córkę Cygnus. – Powiedz mi, że nie wyszłaś za tego brudnego…
- Mugolaka? – Dokończyła słodkim głosem Andromeda. – Ależ oczywiście, że tak! To cudowny człowiek. I pomyśleć, że przez was prawie straciłam możliwość bycia szczęśliwą i kochaną.
- Wynoś się, zdrajczyni swojej krwi! Przyniosłaś wyłącznie wstyd rodowi Blacków – wrzasnęła Walburga.
- Zaczekaj – uspokoił ją Cygnus, patrząc ze złością na córkę. – Andromedo, dam ci jeszcze jedną szansę, żeby to naprawić. Zakończ to małżeństwo, odkup swoje winy i honor, pozwalając mi zaaranżować dla siebie związek.
- Jaki czarodziej czystej krwi chciałby związać się z czarownicą, która leżała z mugolem? – Zaskrzeczała Walburga.
- Ja ją wezmę.
Wszyscy odwrócili się do Abraxasa Malfoy'a, który lustrował wzrokiem Andromedę. Dziewczyna zzieleniała.
- Moja żona zmarła kilka lat temu i szukam dla niej zastępstwa. Moim dziedzicem jest Lucjusz, ale… - powiódł pożądliwym wzrokiem do kształtach Andromedy. – Mężczyzna ma swoje potrzeby.
- Przykro mi, że was zawiodę – powiedziała chłodno Andromeda, utrzymując kontakt wzrokowy ze starszym Malfoy'em, aż wykrzywił się do niej ze wstrętem. – Nie przybyłam tu tylko po to, żeby spotkać się z Narcyzą. Przybyłam do ciebie, ojcze.
Postąpiła krok do przodu i sięgnęła do kieszeni w szacie. Wyciągnęła małe zdjęcie. Nagle wydała się zdenerwowana, kiedy tak wyciągała je w kierunku mężczyzny, który zdrętwiał z wściekłości.
- Nazwałam ją Nimfadora.
- Crucio! – Zaklęcie poszybowało zza zgromadzonych gości i uderzyło w Andromedę, która z krzykiem upadła na podłogę.
Syriusz spojrzał w górę i zobaczył swoją najstarszą kuzynkę, Bellatrix, która stała obok swojego świeżo poślubionego męża, starszego z braci Lestrange. Oboje patrzyli na Andromedę z obrzydzeniem.
- Przestań! – Wrzasnął Syriusz i chciał ruszyć przed siebie, ale Alphard złapał go za kołnierz.
- Bellatrix – warknął Alphard, wyciągając różdżkę. – To jest zupełnie niepotrzebne!
- Ojcze? – Kobieta spojrzała na Cygnusa, jakby czekała na pozwolenie, żeby kontynuować, albo na rozkaz, żeby puścić Andromedę wolno.
Cygnus spojrzał na zdjęcie w swojej dłoni i potrząsnął głową.
- Wujku! – Krzyknął Syriusz, błagając o życie Andromedy.
- Zostaw ją – wyrzucił z siebie Cygnus. – To już nie jest moja córka. Wrzućcie ją do Sieci Fiu. Nie chcę więcej na nią patrzeć.
Odwrócił wzrok od Andromedy i spojrzał na Walburgę.
- Powinnaś wyciągnąć wnioski z tego, co się tu stało. Jedną sprawą jest stracić córkę, a inną stracić dziedzica.
Nagle wszystkie spojrzenia skierowały się na Syriusza, który tylko stał, trzęsąc się z wściekłości.
wWwWwWwWwWwWw
30 kwietnia 1973
Od momentu, kiedy Syriusz i Regulus wysiedli z pociągu na stacji w Hogsmeade do chwili, kiedy wszystko się posypało, minęło tylko kilka minut.
Syriusz nie miał ochoty na starcie ze swoim młodszym braciszkiem, szczególnie tego dnia, ale kiedy on i jego przyjaciele zobaczyli, jak przed dorożkami kłócą się zawzięcie Lily Evans i Severus Snape, wiedział, że to się skończy wielką walką między Gryfonami i Ślizgonami.
Lily wyglądała na zranioną, kiedy Snape gwałtownym gestem pokazał grupkę swoich przyjaciół, którzy na niego czekali. Stali tam bliźnięta Carrow oraz dwójka starszych Ślizgonów, Evan Rosier i Tytus Wilkes. Niedaleko trzymał się Regulus.
Snape westchnął i wrócił do swoich współlokatorów, ale nie chciał spojrzeć w oczy żadnemu z nich. Wilkes zmrużył oczy.
- Skończyłeś się bawić w dom z tą szlamą, Snape?
Snape nie odpowiedział, ale wyglądał na zbesztanego.
Z kolei na Syriusza to jedno słowo podziałało jak płachta na byka.
- Jak ty ją nazwałeś?
James podążył za przykładem przyjaciela i stanął twarzą w twarz z Wilkesem. Remus, do tej pory trzymający się dalej, przepchnął się do przyjaciół, jednocześnie odsuwając z drogi Rosiera.
Wilkes uśmiechnął się z przekąsem.
- Nazwałem tą małą, rudą szmatę szlamą. Co ci do tego, Potter?
Syriusz odwrócił się nagle do Snape'a.
- A ty twierdzisz, że ona jest twoją przyjaciółką, ty pieprzony tchórzu! Nie wstawisz się za nią, Smarkerusie?
- A dlaczego miałby się za nią wstawić? – Amycus rzucił Syriuszowi nienawistne spojrzenie. Snape nadal milczał. – Severus wie lepiej. Mimo, że jest tylko pół-krwi czarodziejem, jego krew i tak jest czystsza niż jej. Tak ma to wyglądać, Potter? Chcesz zeszlamić swój własny ród?
- Potterowie już mają wystarczająco dużo wspólnego z brudną krwią – Regulus podszedł do Carrowa. Miał na sobie ślizgońskie szaty, jego włosy były gładko zaczesane do tyłu i pomimo identycznej barwy i kształtu oczu zupełnie nie przypominał swojego brata. – Widać po tym, jak trzymają w pobliżu tego zdrajcę krwi.
Myśląc o Andromedzie, która zwijała się z bólu na podłodze, podczas gdy Bellatrix ją torturowała, a Narcyza i reszta rodziny tylko się przyglądały, Syriuszowi puściły nerwy i uderzył swojego brata. Poczuł, jak coś trzasnęło pod jego pięścią.
To była najgorsza bijatyka, w jaką się wdał od kiedy po raz pierwszy przyjechał do Hogwartu. Pięcioro uczniów wylądowało w Skrzydle Szpitalnym. Regulus, Peter, Snape i Amycus Carrow mieli połamane nosy, a James pęknięty obojczyk. Remus jako jedyny uniknął większych obrażeń, ale został w pobliżu Skrzydła Szpitalnego tak długo, aż pani Pomfrey zirytowała się na Syriusza i kazała go odprowadzić do dormitorium. Stało się tak, ponieważ Syriusz nie pozwolił wyleczyć swojego siniaka pod okiem, rozciętej wargi i poparzonego karku. Chłopak obiecał sobie, że kiedyś dorwie Snape'a za to zaklęcie.
wWwWwWwWwWwWw
Mia się martwiła.
Siedziała w pokoju wspólnym, obgryzała paznokcie i wpatrywała się intensywnie w drzwi do wieży. Żaden z jej chłopców nie przyjechał z powrotem dorożką ze stacji Hogsmeade, a cały stół Gryfonów plotkował o bójce, która wybuchła między ich kolegami i kilkoma Ślizgonami.
Powęszyła subtelnie i szybko się dowiedziała, że większość chłopców skończyła w Skrzydle Szpitalnym, ale zostaną zwolnieni następnego dnia na pierwsze zajęcia po feriach. Mimo wszystko, czekała niecierpliwie na kanapie, wlepiając wzrok w drzwi i mając nadzieję, że chociaż jeden z chłopców pojawi się z zapewnieniem, że wszyscy są cali i zdrowi.
Miała nadzieję, że będzie to Remus.
Zaczął się od niej oddalać podczas pierwszej pełni ich drugiego roku. Nie miała pojęcia, czy James, Syriusz i Peter zdradzili Remusowi, że znają jego sekret albo czy przysięga, której od nich zażądała obejmuje również samego Remusa. Nikt jej o niczym nie wspomniał. Kiedy przyszła do Skrzydła Szpitalnego po kolejnej pełni księżyca, pani Pomfrey odesłała ją z żalem do wieży Gryfonów, mówiąc, że Remus chciał zostać sam.
Każdego miesiąca, podczas tygodnia, w którym wypadała pełnia, Remus wycofywał się, ignorował wszystko, co mówiła i robiła, żeby ulżyć mu w cierpieniu. Wielokrotnie próbowała z nim porozmawiać, błagała go, żeby pozwolił sobie pomóc.
Kiedy miał dobry dzień, coś jej wytłumaczył.
- Proszę, Mia, przestań na mnie czekać. Przez ciebie jest mi bardzo ciężko, kiedy wracam do Skrzydła Szpitalnego.
W dni następujące po pełni księżyca, jeżeli pytała o jego samopoczucie, ignorował ją i wychodził z wieży.
Wiedziała, żeby nie poruszać tego tematu w dni przed pełnią. Wtedy Remus był wybuchowy. Niejeden raz widziała, jak patrzył na nią wzrokiem drapieżnika, który śledzi swoją ofiarę. Przyprawiało ją to o dreszcze, zarówno z przerażenia, jak i ekscytacji.
W końcu James z nią porozmawiał.
- Tak, Mia, rozmawialiśmy z Remusem o jego przypadku. To… Skomplikowane. Czy nie mogłabyś… Nie wiem… Udawać, że nie wiesz, że on jest wilkołakiem?
- Słucham? – Zapytała Mia, zaskoczona tą prośbą. – Jak mogłabym…? Dlaczego?
Jej brat westchnął.
- To jego osobista sprawa. Wiem, że jesteś jego najlepszą przyjaciółką, ale jesteś też dziewczyną. I… On już nie może znieść tego, że się nim opiekujesz.
- Jesteście wreszcie! – Krzyknęła, odrywając się od smutnych rozważań, widząc, jak Remus pomaga Syriuszowi wejść do pokoju wspólnego.
Było późno i wiedziała, że większość chłopców zostaje na noc w Skrzydle Szpitalnym. Pozostali Gryfoni już byli w łóżkach, ale ona czekała, mając nadzieję, że ktoś jej wyjaśni, co się stało.
- Cześć, kotku – Syriusz zamrugał oczami, kiedy Remus bezceremonialnie zrzucił go na kanapę.
- Mam na górze jakiś Eliksir Przeciwbólowy, jeśli go potrzebujesz – zaproponował Remus.
Syriusz potrząsnął głową.
Mia zmarszczyła brwi i usiadła obok Syriusza, żeby przyjrzeć się jego twarzy.
- Syriuszu, co się stało? – Nie odpowiadając jej, chłopak przesunął się tak, żeby oprzeć głowę o jej kolana. – Nie, nie! Musimy cię uleczyć. Dlaczego nie zostałeś z innymi w Skrzydle Szpitalnym?
- Nie pozwolił się dotknąć pani Pomfrey – rzucił Remus z irytacją. – Zaczekaliśmy, żeby się upewnić, że z Jamesem i Petem wszystko w porządku, po czym pani Pomfrey kazała mi go zabrać do wieży, zanim zakrwawi całe Skrzydło Szpitalne.
- Mia może mnie uleczyć – mruknął Syriusz, zamykając oczy i obejmując ramieniem jej talię.
Mia odwróciła się, żeby spojrzeć na Remusa, który patrzył na przyjaciół ze smutnym uśmiechem, jakby przypominał sobie, jak to było, kiedy to nim Mia się zajmowała i jego leczyła. Kiedy zauważył jej wzrok, dziewczyna zobaczyła, jak natychmiast podniósł bariery między nimi.
- Idę do łóżka – powiedział. – Potrzebujesz pomocy ze schodami, Syriuszu?
Black potrząsnął głową.
- Dobrze mi tutaj.
- Dobranoc, Mia – Remus uśmiechnął się do niej.
Odpowiedziała smutnym uśmiechem.
Zaczekała, aż Remus zniknie z jej pola widzenia, po czym podniosła głowę Syriusza, żeby spojrzeć mu w oczy. Zaokrąglone rysy jego twarzy wyostrzyły się i Mia wiedziała, że taką twarz będzie nosił przed światem już przez całe życie. W tym chłopcu, który leżał na jej kolanach, mogła rozpoznać starszego Syriusza, ukrywającego się za butnym spojrzeniem nastolatka, który właśnie wdał się w bójkę ze swoim młodszym bratem.
- Co się stało? – Zapytała cicho. – Alice i ja pomagałyśmy Frankowi wyciągnąć jego kufer z pociągu. Kiedy się obejrzałam, wy już byliście odciągani od Ślizgonów.
- Snape jest durniem – wymamrotał Syriusz. Złapał ją za rękę i położył ją na swojej głowie.
Zmarszczyła brwi, ale posłusznie zaczęła go głaskać i drapać.
- Co powiedział tym razem?
- Nic. W tym problem: nic nie powiedział. Wilkes nazwał Lily sama-wiesz-jak, a Smarkerus stał obok bez słowa. Nic nie powiedział w jej obronie. A Lily uważa, że to James jest lumpem, podczas gdy ten tłustowłosy dupek udaje jej przyjaciela.
- I za to go uderzyłeś?
Syriusz potrząsnął głową.
- Nie. Ja uderzyłem Rega.
- Dlaczego wdałeś się w bójkę ze swoim młodszym bratem? – Spojrzała na niego rozszerzonymi oczami. – Syriuszu, on ma jedenaście lat!
- Gówno mnie to obchodzi. Jest tylko małym dupkiem, tak jak reszta mojej rodziny – odsunął się od niej, czego zwykle nie robił tak szybko. Jego oczy patrzyły pustym wzrokiem, który z braku lepszego pomysłu przeniósł na ogień płonący w kominku.
- Chodź do mnie, Syriuszu – wymamrotała i rzuciła zaklęcie uzdrawiające na puchnące oko chłopaka. Odsunęła kołnierz jego szat, żeby spojrzeć na ranę, która kryła się pod jego ubraniem. – Muszę pójść na górę po wyciąg z dyptamu, jeśli mam uleczyć twoją rozciętą wargę i to paskudne poparzenie na twoim ramieniu.
Syriusz dotknął jej dłoni i splótł jej palce ze swoimi.
- Możesz po prostu ze mną zostać? – Zapytał, nie patrząc jej w oczy. – Chcę, żeby została blizna.
Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko. Próbowała sobie wyobrazić, że jest w domu – z powrotem w 1998 roku. W ostatnim czasie rzadko myślała o tym, żeby tam wrócić. James, Syriusz i Remus bardzo ułatwiali jej trzymanie się nowych zasad, zgodnych z listem starszego Remusa: żyj swoim życiem, ciesz się swoim życiem. Jej chłopcy sprawiali, że życie było w miarę proste. Ale ostatnio Remus zaczął się od niej oddalać, Syriusz ciągle wdawał się w bójki i boleśnie jej przypomniano, że ci chłopcy dorosną, żeby stać się okaleczonymi mężczyznami, których znała w swoim poprzednim życiu.
Była właśnie świadkiem przemiany Syriusza w złamanego człowieka i wiedziała, że nie może nic w tej sprawie zdziałać.
Tęskniła za Syriuszem. Za swoim Syriuszem.
Przez chwilę wyobrażała sobie, że chłopiec, który trzymał jej dłoń w Pokoju Wspólnym Gryfonów był tym samym człowiekiem, który tak namiętnie ją całował w zawalonym korytarzu. Wyobrażała sobie, że nastał dzień po jej dziewiętnastych urodzinach i siedzieli razem w rezydencji przy Grimmauld 12, na wygodnych kanapach w salonie, trzymając się za ręce. Rozmawialiby o długu życia i Syriusz by jej wyjaśnił, że wiedział o więzi, która się między nimi wytworzyła. Zapytałaby go, dlaczego pocałował ją w trakcie bitwy o Hogwart. I jeżeli miałaby szczęście, odpowiedziałby, że sam tego chciał. Że magia go do tego nie zmusiła.
Mia otworzyła oczy i spojrzała na trzynastoletniego chłopca, który siedział obok niej, nerwowo oblizywał zranioną wargę i głęboko zamyślony wpatrywał się w ogień.
Czasami z tym Syriuszem było jej łatwiej. Przy nim nie czuła tak mocno magicznej więzi – raczej odczuwała pustkę, takie swędzące miejsce, którego nie mogła podrapać – i z tego powodu czasami była rozdrażniona, a czasami odczuwała ulgę. Rozdrażnienie przychodziło, kiedy uświadamiała sobie, że ten chłopiec wyrośnie na mężczyznę, który pocałował ją w taki sposób, że poczuła to w koniuszkach palców. Ulga dominowała, kiedy wiedziała, że był bezpieczny. Ponieważ nie łączyła ich żadna więź, Mia wiedziała, że Syriusz będzie robił to, na co ma ochotę. Mógł być szczery.
- Co się działo z twoją rodziną? Po tym, jak ty i Regulus pojechaliście do domu?
Zamyślony Syriusz tylko pokiwał głową i oparł się o nią, a jego myśli cały czas krążyły wokół Dworu Malfoy'ów i przyjęcia zaręczynowego Narcyzy. Bellatrix rzuciła na własną siostrę klątwę Cruciatus i nikt się tym nie przejął, poza nim i Alphardem. I nawet oni nie byli w stanie tego powstrzymać.
Andromeda została usunięta z drzewa genealogicznego w momencie, kiedy wrócili do domu. Walburga zmusiła go, by był tego świadkiem. Następnie, pod groźbą użycia różdżki, Syriusz został zmuszony do napisania słów swojego rodu, Na zawsze czysty, krwawym piórem, tak długo, aż zostały na jego skórze. Napis dopiero, co się zagoił i Syriusz bardzo się cieszył, że nie została żadna blizna.
- Działo się to, co zwykle – skłamał. – Nie musisz się niczym przejmować, kochanie. Wszystko ze mną w porządku.
- Syriuszu? Proszę, nie ukrywaj przede mną prawdy.
- Mia, to były tylko czystokrwiste bzdury. Wygląda na to, że moja rodzinka zajmuje się planowaniem mojej przyszłości, wybierają mi żonę i tak dalej – zaśmiał się gorzko, ale gdy usłyszał, że Mia zawarczała ze złości, częściowo wrócił mu humor. – Nie martw się. Jeśli będą chcieli mnie z kimś zeswatać, po prostu ucieknę z Jamesem. To da im nauczkę.
- Przykro mi z powodu twojej rodziny.
- Możemy o nich więcej nie rozmawiać? – Zapytał, tuląc się ponownie do jej ramienia.
- Czy mogę jakoś poprawić ci humor?
Syriusz uniósł głowę i mrugnął do niej łobuzersko.
- A zrobisz wszystko, o co cię poproszę?
W odpowiedzi tylko wywróciła oczami.
- No, dobrze. Skoro moje pomysły się nie nadają…
- A ile miałeś pomysłów? – Zapytała, oburzona.
- Dotyczących ciebie, kotku? – Obdarzył ją uroczym uśmiechem. – Jakieś sześćset czterdzieści trzy.
Mia roześmiała się i zepchnęła go z siebie.
- Złaź z moich kolan!
Syriusz mocno ją objął w talii, nie pozwalając się odepchnąć.
- To moje kolana! Obiecuję, że będę grzeczny!
- Nawet nie wiesz, co to znaczy!
- Zatem ty powinnaś wziąć ze mnie przykład i zacząć być niegrzeczna.
- Zgoda!
Szybko ją puścił, usiadł gwałtownie i spojrzał na nią wymownie.
- Co?
- Nie to – Mia ponownie uniosła oczy ku niebu. – Wiem już, jak cię rozweselić. Powiedziałeś, że Regulus zachował się jak głupek?
- Dupek. Powiedziałem dupek – doprecyzował.
- Nieważne. Co ty na to, żebym pomogła ci zrobić twojemu bratu żart?
Syriusz rozjaśnił się jak choinka w święta Bożego Narodzenia. Mia chciała żartować z ludzi. Razem z nim. Chciała spłatać jakiego psikusa jego bratu. Przez myśl mu przemknęło, czy byłby w stanie transmutować dla niej brylanty.
- Naprawdę?
Zadrżała, nagle wyglądając na zdenerwowaną.
- Ale tylko raz.
- Przecież powiedziałaś, że nienawidzisz, jak ktoś stroi sobie żarty z innych ludzi. Powiedziałaś, że ja i James jesteśmy dziecinni, bo sprawiliśmy, że zniknęły włosy Rikarda Stebbinsa – uśmiechnął się do siebie na wspomnienie tego konkretnego żartu.
- Bo mieliście dziecinne powody – odparowała.
- I nawrzeszczałaś na mnie i Petera, kiedy zaczarowaliśmy buty Smarkerusa, żeby piszczały przy chodzeniu – dodał.
- To było po prostu głupie. On tylko musiał zmienić buty. Mogliście chociaż przykleić je do niego – powiedziała cicho, nieświadoma, że w ogóle wymówiła te słowa na głos. Dopiero widząc rozjaśniony wzrok Syriusza, zrozumiała, co powiedziała i przyłożyła dłoń do ust.
Było za późno. Syriusz wszystko usłyszał.
- Chcesz z nami robić żarty ludziom! Mia, jestem taki szczęśliwy!
- Tylko raz – powiedziała stanowczo. – I tylko dlatego, że Regulus sobie zasłużył.
