Od tłumaczki: Uwielbiam Syriusza. Cały poniższy rozdział jest skoncentrowany mniej lub bardziej właśnie na jego postaci – jest szczęśliwy, jest flirciarzem, jest sportowcem, jest człowiekiem, który zrobi wszystko dla swojej rodziny, w końcu jest obolały i na swój uroczy sposób daje wyraz temu, że go boli. Ostrzegam, rozdział z przekleństwami. Ale rozgniewany, obolały Syriusz równa się przekleństwom. Miłego czytania, do zobaczenia za tydzień.
ROZDZIAŁ 27 – KODEKS HONOROWY HUNCWOTÓW
12 maja 1973
Mia nie potrzebowała dużo czasu, żeby wymyślić całkiem interesującą zemstę na Regulusie. Syriusz był zachwycony, bo żart miał być wymierzony we wszystkich Ślizgonów. Nie chciała mu nic zdradzić, ale obiecała, że efekty będą niesamowite. Jedyne, co było jej potrzebne do wykonania swojego planu, to Peleryna Niewidka Jamesa.
Kiedy przyszło do wykonania jej planu i spłatania figla Regulusowi, Syriusz postawił dwa warunki. Po pierwsze, tylko on i Mia mieli być odpowiedzialni za ten żart. Nie zdradził swoim przyjaciołom, że Mia zgodziła się na współpracę wyłącznie po to, żeby polepszyć mu humor. Nie chciał, żeby cały Hogwart dowiedział się, na jakie kompromisy może pójść ta porządna panienka z porządnego domu tylko dla niego. Dlatego powiedział Huncwotom, że w piątkę na pewno nie zmieszczą się pod peleryną.
Drugi warunek był taki, że żart mieli spłatać dokładnie dwunastego maja.
Mia nigdy nie pytała, dlaczego Syriusz wybrał właśnie tę datę. Myślała, że ma to związek ze zobowiązaniami chłopców wobec drużyny Quidditcha. Dlatego od razu po kolacji, dwunastego maja, ona i Syriusz wyślizgnęli się z Wielkiej Sali ukryci pod Peleryną Niewidką i skierowali do lochów.
Nigdy w życiu nie zbliżyła się do pokoju wspólnego Ślizgonów, ale pamiętała z opowiadań Harry'ego i Rona, gdzie powinien się znajdować. Chłopcy tylko raz tam trafili, podczas swojego drugiego roku, kiedy chcieli przesłuchać Malfoy'a w sprawie dziedzica Slytherina. To jedno wspomnienie pociągnęło za sobą kolejne, w którym Hermiona była skazana na przebywanie w Skrzydle Szpitalnym po tym, jak przypadkiem zmieniła się w kota. Mia pokręciła nosem z irytacją. Teraz, kiedy schodzili coraz głębiej pod ziemię, dziewczyna oddałaby wszystko za Mapę Huncwotów.
Zaśmiała się cicho.
- Szkoda, że nie istnieje mapa, na której pokój wspólny Ślizgonów byłby zaznaczony jako wielkie X. Byłoby nam wtedy łatwiej.
- W ogóle szkoda, że nie istnieje żadna mapa całej szkoły. Wszystko byłoby wtedy łatwiejsze – zgodził się Syriusz i Mia wyszczerzyła zęby.
W końcu dotarli do ślepego zaułka, kończącego się gołą, zimną, wilgotną ścianą.
- To tutaj? – Syriusz wykrzywił usta. – Nawet nie ma obrazu.
Mia uśmiechnęła się z uznaniem.
- Nie ma lepszej kryjówki, niż na widoku. Chociaż Ślizgoni są zwykle totalnymi idiotami, wiem, że potrafią dochować sekretu – pomyślała o Draconie, który przez prawie trzy lata był szpiegiem Zakonu Feniksa i wyłącznie Snape znał prawdę. Teraz, stojąc przed wejściem do domu Slytherina, prawie jej brakowało jasnowłosego chłopca.
- Co teraz? – Zapytał Syriusz, praktycznie podskakując z ekscytacji.
- Najpierw się upewnimy, że nikogo nie ma w środku. Homenum Revelio – wyszeptała i zaczekała kilka chwil. – Wszystko w porządku. Ślizgoni muszą być na kolacji. Dobrze, że wyszliśmy wcześniej.
Syriusz zdjął z nich pelerynę.
- To mi przypomina o jednej rzeczy. Jeśli chłopaki zapytają, wyszliśmy wcześniej, żeby się obściskiwać w komórce na miotły.
Mia odwróciła się do przyjaciela z płonącą twarzą.
- Syriuszu Black! Nie powiedziałeś Jamesowi i Remusowi, że będziemy się obściskiwać!
- Wyszłaś kilka minut przede mną – parsknął śmiechem i sugestywnie poruszył brwiami. – Powinnaś wiedzieć lepiej i nie zostawiać mnie bez nadzoru. Jestem zdumiony, że McGonagall do tej pory nie założyła mi obroży śledzącej.
Mia pokręciła ze śmiechem głową.
- Ale widzisz, chłopcy mieli podejrzliwe miny, kiedy poszedłem za tobą. Przynajmniej Remus miał taką minę, a skoro oni wszyscy i tak myślą to samo… - Syriusz zaśmiał się, a Mia klepnęła go w ramię. – Nie martw się o swoją reputację, kotku. James był zbyt zajęty pytaniem Evans, czy nie przyszłaby na kolejny mecz Quidditcha, żeby mu kibicować.
Mia zamrugała oczami.
- I co ona na to?
- Nic. Wyrzuciła mu na głowę całą miskę ziemniaków i powiedziała Remusowi, żeby znalazł przyjaciół, którzy nie są idiotami.
- Biedny Jamie – dziewczyna zaśmiała się cicho.
- Biedny Remus – prychnął Syriusz.
- To znaczy?
- On wyraźnie się podoba Evans. I nawet gdyby ona się mu podobała, Remus musi przestrzegać kodeksu honorowego Huncwotów. Nie dotyka się laski twojego kumpla – odpowiedział stanowczo. Mia otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk, taka była wściekła. – Nie, nie twierdzę, że wszystkie dziewczyny powinny układać swoje kodeksy honorowe. Ty na przykład jesteś silna i niezależna, i możesz się obściskiwać z kim chcesz i kiedy chcesz.
- Z nikim się nie obściskuję – wysyczała. – Remus też nie.
Syriusz uniósł brew.
- O co ci teraz chodzi? – Nagle jego oczy się rozszerzyły i chłopak roześmiał się głośno. – Więc ta twoja mina nie dotyczyła facetów, którzy mają zasady dotyczące spotykania się z dziewczynami. Chodziło o Remusa. Podoba ci się Lupin?
- Zamknij się. To nieprawda – warknęła na niego, a jej serce zaczęło wybijać dziki rytm. – Jeszcze jedno słowo na ten temat, Syriuszu Black, i wracam do naszego pokoju wspólnego. Będzie po żarcie.
Nie miała prawa do żadnego z chłopców – w szczególności do Remusa. To był fakt. Tonks była jego partnerką, chociaż w tym momencie miała niecały miesiąc – gdy Mia sobie o tym przypomniała, musiała potrząsnąć z niedowierzaniem głową. Jednak tak samo, jak nie miała do nich praw, chłopcy byli jej. Nie miała nic przeciwko temu, że Lily Evans w odległej przyszłości poślubi jej brata, ale wszystko w niej protestowało na myśl, że przyjaciółce podobał się jej wilkołak.
Nie, chwila! Nie jej wilkołak.
- Dobrze, dobrze – Syriusz odpuścił. – Ale rezerwuję sobie prawo naśmiewania się z was, jeśli kiedykolwiek was przyłapię na wkładaniu sobie języków do ust.
- Zamknij się i daj mi się skoncentrować – odpowiedziała Mia, wyciągnęła swoją różdżkę i zaczęła nią delikatnie poruszać przed ścianą. Wyglądało to tak, jakby nakładała pędzlem kolejne warstwy farby, a w rzeczywistości wznosiła przed wejściem do pokoju wspólnego Ślizgonów niewidzialną barierę. – Gotowe. Powinno wystarczyć. Oczywiście, będziemy w stanie to stwierdzić, jak jakiś Ślizgon wróci do domu.
Syriusz narzucił na nich Pelerynę Niewidkę i dwójka Gryfonów wycofała się do zacienionej alkowy, która wychodziła dokładnie na ślepą uliczkę. Usiedli i przyciągnęli kolana do swoich ciał, żeby przypadkiem nie potrącić zbroi stojącej przed nimi.
- Powiesz mi, na co w ogóle czekamy? – Szepnął Syriusz.
Mia tylko się do niego uśmiechnęła.
Niecałe pięć minut później korytarz zaczął się zapełniać uczniami w czarnych szatach z zielono-srebrnym obramowaniem. Było tak, jakby szczęście się do nich uśmiechnęło, bo jako pierwszy przed wejściem do pokoju wspólnego pojawił się Regulus i jego przyjaciele.
- Przyjmuję zakład – mówił młodszy Black. – Dwadzieścia galeonów, że Slytherin wygra kolejny mecz i dodatkowe pięć galeonów, że zgarnie Puchar Quidditcha. I oddam całą moją wygraną temu członkowi drużyny, który zepchnie z miotły mojego braciszka, zdrajcę krwi.
Ukryty pod peleryną Syriusz pokazał bratu środkowy palec, a Mia stłumiła śmiech.
- Jakie jest hasło? – Regulus zwrócił się do chłopca po swojej lewej.
- „Bazyliszek", ale… - Chłopiec rozejrzał się po korytarzu. – Gdzie jest…?
- Źle skręciliśmy? – Regulus rozejrzał się z uniesionymi brwiami, po czym odwrócił, żeby spojrzeć w korytarz, z którego przyszli.
Tamtędy właśnie nadchodził Lucjusz Malfoy z Mulciberem, Averym, Wilkesem i grupą młodszych Ślizgonów, wśród których widać było Snape'a i bliźniaki Carrow.
- Dlaczego pierwszoroczni stoją w korytarzu i blokują przejście?
- Nie mamy powodu – odpowiedział zawstydzony Regulus. – Ja… To znaczy… Nie możemy znaleźć wejścia do pokoju wspólnego.
- Żałosne – Lucjusz parsknął na młodszego kolegę, podszedł bliżej ściany i zrozumiał, że Regulus miał rację. Chłopak uważnie zlustrował korytarz zmrużonymi oczami i ponownie skoncentrował się na młodszym Blacku. – Coś ty narobił? Gdzie jest wejście?
- Nie wiem! – Krzyknął Regulus.
- Może powinniśmy… - Zaczęła Alecto. – Pójść po Slughorna?
- Absolutnie nie! – Zagrzmiał Malfoy. – Chcesz się przyznać przed tym cholernym idiotą, że wszyscy jego uczniowie nie są w stanie zlokalizować swoich pieprzonych pokoi?
Snape wywrócił oczami.
- To mamy spać w korytarzu?
Lucjusz zmarszczył brwi.
- Chyba, że wolisz spać w jeziorze, co możemy bardzo łatwo zaaranżować.
Godzinę później żaden ze Ślizgonów nie zdecydował się pójść po pomoc, z kolei pięciu zwróciło się przeciwko sobie.
Lucjusz Malfoy spędził prawie całą noc nie pozwalając swoim podopiecznym skakać sobie do gardeł. Wyglądało na to, że Ślizgoni, postawieni pod ścianą, wyładowują gniew i frustrację na sobie nawzajem.
Syriusz coraz szerzej się uśmiechał, obserwując wraz z Mią rozwój sytuacji.
W końcu zdecydowali się wrócić do wieży Gryfonów, więc ostrożnie opuścili swoje schronienie w alkowie i przeszli nad Ślizgonami śpiącymi na kamiennej podłodze, bez możliwości wstępu do swojego pokoju wspólnego.
wWwWwWwWwWwWwWw
- To było genialne – wykrzyknął podekscytowany Syriusz, kiedy już razem z Mią byli bezpieczni w wieży Gryffindoru. – Jak to zrobiłaś? Zaklęcie zamykające?
- Dostosowałam zaklęcie odstraszające mugoli i połączyłam je z zaklęciem Nie-Widzisz-Mnie – odpowiedziała Mia z dumą. Jego uśmiech sprawił, że poczuła ciepło w żołądku.
- Niesamowite! – Syriusz się rozpromienił. – Ty jesteś niesamowita. Musisz częściej z nami przygotowywać żarty. Potrzebujemy twojego mózgu. Twojego genialnego, sadystycznego mózgu!
Pochylił się nad nią i złożył delikatny pocałunek na jej czole. Mia uśmiechnęła się, zaskoczona, że Syriusz jest wyższy od niej. Nie zauważyła tego do tej pory.
- Pomyślę o tym.
- Mam nadzieję, kotku – tym razem pocałował ją w policzek.
Wszystko stanęło w miejscu.
Czuła dotyk jego miękkiego zarostu na swoim policzku i cichutko westchnęła. Nagle zrobiło się jej gorąco i Mia z całą pewnością wiedziała, że nie tylko ona to poczuła, bo Syriusz odstąpił od niej i spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem.
Mia głośno przełknęła ślinę i starała się nie patrzeć na jego usta. Te usta, które były tak młode i niedotknięte przez wszystkie niesprawiedliwości świata. W jego wzroku nadal czaiła się delikatność, co sprawiło, że uśmiechnęła się i z wysiłkiem wypchnęła ze swojego umysłu wspomnienie starszego Syriusza, który wciągnął ją na swoje kolana i namiętnie całował w natłoku bitwy.
Syriusz przeczyścił gardło.
- Dzięki – powiedział, niszcząc nastrój między nimi.
- Do usług – odpowiedziała z uśmiechem.
- Nie mogę się doczekać miny Regulusa na śniadaniu. I pomyśleć, że spędzi swoje dwunaste urodziny na zimnej podłodze lochu – wybuchnął perlistym śmiechem.
Mia otworzyła szeroko oczy. Nagle napłynęło poczucie winy.
- Urodziny?!
- Nie próbuj czuć się winna – nalegał Syriusz, w ogóle nie widząc w tym żarcie nic dziwnego. – W listopadzie ubiegłego roku moi rodzice nie przysłali mi nic na urodziny, ale Reg owszem. Dostałem urocze zdjęcie rodzinne, gdzie moja głowa została wydrapana, a w jej miejscu zostało przyklejone zdjęcie głowy skrzata domowego. Zasłużył sobie na takie traktowanie, wierz mi.
Zagryzając dolną wargę, Mia ważyła wszelkie za i przeciw, aż w końcu jej poczucie winy wyparowało.
- Cóż… Próbował przekupić swoich kolegów, żeby zrzucili cię z miotły podczas następnego meczu Quidditcha. Swoją drogą, nie chcę, żebyście grali w kolejnym meczu, ty i James. Normalnie ten sport jest dość niebezpieczny, a teraz w dodatku wiemy, że ktoś z twojej rodziny spiskuje przeciwko tobie.
Syriusz uśmiechnął się i pociągnął za lok włosów Mii, po czym zachichotał, widząc, jak jej włosy sprężyście wracają do ułożonej fryzury.
- Nic mnie nie powstrzyma od latania, kotku. Poza tym, jesteśmy jedynymi rezerwowymi drużyny, a podczas meczu z Krukonami Smith i Morgan uderzyli w trybuny. Nadal są w Skrzydle Szpitalnym i nie wolno im grać w kolejnym meczu. To szansa dla mnie i dla Jamesa, żeby pokazać, na co nas naprawdę stać.
- Tylko… Obiecaj mi, że będziecie ostrożni. Jamie to mój jedyny brat, a ty jesteś… - Mój. – Jesteś moim przyjacielem.
- Co teraz planujecie? – Zapytał Remus, schodząc klatką schodową ze swojego dormitorium.
Mia zarumieniła się.
- Obściskiwanie się – wrzasnął roześmiany Syriusz.
Dziewczyna westchnęła – mimo że jej żołądek zrobił fikołka na myśl o potajemnej schadzce z Syriuszem – i uderzyła chłopaka pod żebro.
Mocno.
wWwWwWwWwWwWwWw
19 maja 1973
Był idealny dzień na mecz Quidditcha. Świeciło słońce, ale w powietrzu można było czuć wiosenny chłód. Syriusz i James wywoływali fale radości na trybunach, kiedy szydzili sobie ze Ślizgonów, przelatując nad ich głowami. Ciesząc się, że w końcu może pokazać, na co go stać, Syriusz przechodził sam siebie. Chłopak podleciał do gruntu i chwycił w dłoń garść ziemi. Wzniósł się na wysokość trybun, podrzucił kamyczki w górę i uderzeniem kija pałkarskiego posłał je w kierunku Gryfonów. Następnie wyciągnął różdżkę i transmutował każdy kamyczek w różę, która wylądowała w dłoniach zachwyconych dziewcząt.
Mia zazgrzytała zębami.
James, widząc sztuczkę Syriusza, zanurkował ku ziemi i powrócił w powietrze z wyrwanym chwastem, który wyciągnął w kierunku Lily.
- Evans! Chcesz, żebym wygrał mecz dla ciebie?
Kiedy promienie słońca dotknęły rośliny, zmieniła się w ogniście czerwoną azjatycką lilię.
Lily, bez śladu złości na twarzy, wyciągnęła dłoń, żeby dotknąć kwiatu i wszyscy mogli zobaczyć, że James wstrzymuje oddech. Z kolei Mia widziała, że w momencie, kiedy przyjaciółka sięgnęła jedną ręką po lilię, zacisnęła drugą dłoń na swojej różdżce.
- Incendio – wyszeptała Evans i nagle kwiat trzymany przez Jamesa stanął w płomieniach.
- Ona ma coraz lepsze pomysły, żeby powiedzieć Jamesowi „odwal się" – powiedział do Mii Remus, który stał obok niej na trybunach.
- Kiedyś jej przejdzie – odpowiedziała Mia, przyglądając się swojemu bratu, oddalającemu się na miotle, z załamaną miną. Zadrżała, kiedy wiatr mocniej zawiał.
- Zimno ci? – Zapytał Remus, zdejmując z szyi czerwono-złoty szalik i owijając go wokół jej ramion.
Uśmiechnęła się do niego słodko i zauważyła, że jego oczy błysnęły złotem. Satysfakcja rozgrzała ją tak samo, jak jego szalik, kiedy potwierdziła się kolejna zmiana w ich zachowaniu.
Wszystko, czego chciała, to opiekować się nimi, ale Remus – podobnie jak Syriusz i James – na jej oczach stawali się mężczyznami, a mężczyźni nie życzą sobie takiej opieki, jaką chciała im zapewnić Mia. Wiedziała, że najgorzej czuje się pod tym względem Remus, który przez cały czas walczy o kontrolę z wilkiem. Kiedy przestała go bronić, natychmiast dostrzegła zmianę – szczególnie w chwilach, kiedy jego wewnętrzny wilk ewidentnie chciał obronić ją, nawet przed tak nieistotnymi nieprzyjemnościami jak zimny wiatr.
- Dziękuję – powiedziała miękko, widząc, jak Remus puszy się z dumy.
Po gwizdku pani Hooch tłum oszalał, a zawodnicy rozpoczęli grę. James był najszybszy, docierając do kafla przed pozostałymi.
- Kafel zostaje natychmiast przechwycony przez rezerwowego ścigającego Gryfonów, Jamesa Pottera! Potter przyspiesza i podaje do Smythe'a. Smythe do Prewetta, Prewett ponownie do Pottera, który przerzuca kafla nad głową obrońcy Ślizgonów, Emmy Vanity! Pierwszy gol dla Gryfonów! – Krzyczał komentator.
Mia i Remus dopingowali chłopaka z trybun, wykrzykując jego imię i za chwilę cały sektor wrzeszczał równo „Potter! Potter! Potter!".
- Nigdy nie pozwoli nam o tym zapomnieć – jęknęła Mia.
Remus odpowiedział uśmiechem.
- Przynajmniej tym razem będzie się puszył z powodu czegoś, co rzeczywiście zrobił.
- Slytherin przy kaflu – kontynuował komentator. – Kapitanowi Steve'owi Laughalotowi nie jest do śmiechu, kiedy przedziera się w kierunku obrońcy Gryfonów, unikając tłuczków. Laughalot strzela i chybia dzięki świetnemu uderzeniu rezerwowego pałkarza Gryfonów, Syriusza Blacka! Nie ma w tym nic śmiesznego, szczególnie dla Ślizgonów.
- Zwolnij trochę! – Wrzasnęła do niego Mia, kiedy ją mijał.
Syriusz był w swoim żywiole. Nigdy nie czuł się tak spełniony jak w tej chwili. James poleciał w głąb boiska, żeby spróbować zrzucić z miotły jakiegoś Ślizgona, ale on wyjątkowo usłuchał swojego kapitana i trzymał się obrzeży boiska. Miał pilnować swojego obrońcy – dziewczyna miesiąc wcześniej złamała rękę i dopiero przed meczem została wypuszczona ze Skrzydła Szpitalnego.
Złoto błysnęło gdzieś pośrodku boiska, przyciągając wzrok obojga szukających, ale błysk czegoś innego przykuł uwagę Syriusza.
Światło odbijało się od jasnych, złotych włosów, gdzieś na trybunach. Promienie słoneczne prawie rozszczepiły się na błyszczącej fryzurze. To go zaskoczyło, bo zobaczył, że osoba z tymi jasnymi włosami odwraca się od gry, zamiast się na niej koncentrować. Następnie blondynka skierowała się na tyły trybun.
- Cyzia? – Wymamrotał Syriusz, zastanawiając się, dlaczego jego kuzynka w ogóle przyszła na mecz. Nienawidziła Quidditcha, a Syriusz wiedział, że Malfoy nie grał od swojego trzeciego roku, kiedy został zawieszony na czas nieokreślony za faulowanie.
Syriusz zmrużył oczy, kiedy zobaczył, jak Narcyza rozłożyła ramiona na boki. Nagle zrozumiał, co chciała zrobić.
- Nie! – Krzyknął i skierował w jej kierunku miotłę, lecąc z zastraszającą prędkością. W międzyczasie upuścił kij pałkarza i położył się, żeby nabrać prędkości. Narcyza zniknęła za barierkami.
- Obaj szukający ruszyli w pościg za zniczem… Hej, czy to był Black? Syriusz Black wyłamał się z formacji i ruszył w kierunku ślizgońskich trybun. W dłoniach nie ma kafla, upuścił kij! Czy to jakaś nowa taktyka Gryfonów? – Wołał komentator. – Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby Zmiatacz leciał z taką prędkością. Black mija bramki Ślizgonów i… Ich trybuny?
Syriusz zanurkował za trybunami, mocno ściskając swoją miotłę i krzyknął, kiedy zobaczył przed sobą Narcyzę, lecącą w kierunku ziemi, rozluźnioną, w ogóle nie spodziewającą się uderzenia.
Chciał chwycić swoją różdżkę, ale przypomniał sobie, że nie zna zaklęcia, które by ją spowolniło, chociaż wiedział doskonale, że takie istniało.
- Kurwa! Cyziu!
Syriusz wyciągnął ramię i chwycił za nogę kuzynki, jednocześnie podciągając miotłę do poziomu, co spowolniło ich spadanie, ale nie wystarczyło. Noga Narcyzy wyślizgnęła się z jego dłoni i dziewczyna ponownie zaczęła spadać, cały czas będąc dobre dwadzieścia pięć stóp nad ziemią. Spanikowany, Syriusz stanął obiema nogami na miotle i odbił się od niej, skacząc za kuzynką.
Sięgnął do niej i objął ją w locie, obracając nimi obojgiem w taki sposób, że Narcyza znalazła się bezpieczna w jego objęciach, a on sam uderzył po chwili plecami w ziemię.
wWwWwWwWwWwWw
22 maja 1973
Kiedy Syriusz ponownie otworzył oczy, świat był zamazany.
- Cyzia? – Imię jego kuzynki było pierwszą rzeczą, którą wyszeptał, gdy przypomniał sobie, co się stało. Pamiętał mecz, pamiętał, jak zauważył swoją kuzynkę i pamiętał spadanie, a potem… Ból. Zakaszlał głośno, po czym krzyknął, bo poczuł skurcz mięśni. – Auć! Kurwa!
- Cieszę się, że jest pan z nami, panie Black – podeszła do niego pani Pomfrey. – Chociaż nie mogę powiedzieć, żeby podobał mi się pański język, nie ukarzę pana za słownictwo, jeżeli mi pan powie, jak bardzo boli.
Syriusz chętnie skorzystał z możliwości swobodnego przeklinania.
- Kurewsko boli! Gówno! Dupa! Moje plecy bolą cholernie mocno! Co się stało, do kurwy nędzy?
Pani Pomfrey patrzyła na niego długo i uważnie, z rękoma opartymi na biodrach.
- Skończył pan?
Syriusz pomyślał przez chwilę, wziął głęboki oddech i wydukał jeszcze jedno słowo.
- Cycki.
Pielęgniarka wywróciła oczami i spojrzała na niego gniewnie.
- Będzie dobrze. Proszę to wypić – wcisnęła mu do ręki eliksir przeciwbólowy, który Syriusz bez wahania przyjął.
Ból zniknął, zastąpiony nieprzyjemnym pulsowaniem, ale i tak Syriusz odetchnął z ulgą.
- Co się stało?
- Naciągnięte plecy, pozrywane mięśnie w miejscach, które uderzyły w ziemię i pęknięta miednica, młody człowieku. Był pan tu przez kilka dni, panie Black, przez większość czasu był pan nieprzytomny, co było dla nas bardzo korzystne, bo musieliśmy wyleczyć pana mięśnie i kości. Nie podobałoby się panu leczenie, gdyby był pan przytomny.
Syriusz jęknął.
- Mia mnie zabije.
Martwiła się o niego, nie chciała, żeby stała mu się krzywda podczas meczu, a on wyśmiał wszystkie jej zmartwienia. Chociaż technicznie rzecz ujmując, nie zrobił sobie krzywdy, grając w Quidditcha.
- Co się stało z moją kuzynką? Wszystko z nią w porządku?
- Z Narcyzą Black? Wszystko będzie dobrze – odpowiedziała pani Pomfrey i odeszła od łóżka.
- Proszę zaczekać! Co się z nią stało? Jak ona się czuje? – Kiedy żadna odpowiedź nie nadeszła, Syriusz warknął. – Czy ktokolwiek w ogóle mi powie, czy wygraliśmy mecz?
- Tylko o tym potrafisz teraz myśleć? – Wściekła się Mia, wchodząc z impetem do Skrzydła Szpitalnego, zatrzaskując za sobą drzwi. James, Remus i Peter szli tuż za nią i prawie oberwali tymi drzwiami. – Prawie zginąłeś, ty cholerny idioto! Wiesz, jak bardzo się o ciebie martwiłam? Jak bardzo wszyscy się martwiliśmy?
Jej włosy zaiskrzyły, kiedy patrzyła na niego z wściekłością.
Coś ciepłego zapłonęło w jego duszy, kiedy patrzył na nią. Uwielbiał, kiedy była taka zła.
- Tęskniłaś za mną, kotku?
Z jej gardła wydarł się wrzask frustracji i dziewczyna obróciła się na pięcie, po czym wyszła ze Skrzydła Szpitalnego, różdżką otwierając drzwi.
- Zdecydowanie za mną tęskniła – zachichotał i spojrzał na swoich przyjaciół, stojących przy łóżku. – Po pierwsze, wygraliśmy? I po drugie, gdzie jest moja kuzynka?
- Wygraliśmy – James przeczesał palcami zmierzwione włosy. – Nawet udało nam się dostać do regularnej drużyny w przyszłym roku, jeśli oczywiście twoje plecy pozwolą ci grać. Już nie będziemy w rezerwie.
- Twoja kuzynka ma się dobrze – dodał Remus. – Wywar uspokajający i eliksir relaksujący zdziałały cuda. Ty przyjąłeś na siebie całą siłę uderzenia.
Syriusz odwrócił wzrok. Wiedział, że jeżeli ktoś jest w stanie zrozumieć, co oznaczało leżenie połamanym w Skrzydle Szpitalny, był to właśnie Remus. Ta myśl sprawiła, że Syriuszowi zrobiło się głupio z powodu wcześniejszych narzekań.
- Ludzie mówią, że się potknęła – wyjaśnił James. – Krukoni plotkują, że jakaś inna dziewczyna ją popchnęła z zazdrości o Malfoy'a.
- Co sądzi Mia? – Zapytał Syriusz, a pozostali chłopcy tylko unieśli brwi. – Dajcie spokój, wiem, że ta dziewczyna ma jakiś pomysł. Ona wie wszystko.
- Mia uważa, że ktoś rzucił na Narcyzę Imperiusa – wyszeptał Remus. – Że ktoś kazał jej skoczyć.
- Malfoy – warknął Black.
- Mia też tak myśli. Tylko nie może tego udowodnić – Remus zmarszczył brwi i podniósł pustą buteleczkę po eliksirze przeciwbólowym. Powąchał ją i parsknął śmiechem, jakby rozbawiła go dawka, którą dostał przyjaciel. – Mia już była u Dumbledore'a. Ale Narcyza podobno powiedziała, że to był wypadek. Zgadza się z tą wersją, która mówi, że się potknęła.
- Nie ma mowy – Syriusz potrząsnął głową. – Moje kuzynki chodziły z książkami na głowach w wieku czterech lat. Uczyły się utrzymywać równowagę. Narcyza nie mogła się potknąć. Jeśli Mia myśli, że to był Imperius, zgadzam się z nią. Na pewno Malfoy rzucił na nią klątwę. Groził jej na ich przyjęciu zaręczynowym, tuż przed tym, jak jej siostrę torturowano w sali balowej Dworu Malfoy'ów.
James stłumił okrzyk.
- Co? Kiedy to się stało?
- Kurwa! – Syriusz nie miał zamiaru nikomu o tym wspominać. – To rodzinna sprawa.
Odwrócił wzrok, czując złość na widok ich litości.
- Moja druga kuzynka, Andromeda, poślubiła mugolaka i urodziło im się dziecko, co rozwścieczyło prawie całą rodzinę – wymamrotał pod nosem. – Nie o to w tym chodzi. Słyszałem, jak Malfoy mówi Cyzi, żeby zastanowiła się nad swoimi priorytetami, albo on zrobi to za nią. Potem jej powiedział, że ich zaręczyny może zakończyć wyłącznie śmierć.
- Wezwano Aurorów – odezwał się Peter. – Malfoy był na śniadaniu, kiedy przybyli. Nikt go jednak nie aresztował.
- Twoja kuzynka z nim siedziała – dodał James. – Jeśli naprawdę on jest winny, udało mu się wyślizgnąć sprawiedliwości, a Narcyza na pewno nie wniesie oskarżenia.
- Dlaczego Mia sądzi, że Lucjusz jest winny? – Zapytał Syriusz. – Dla mnie było to oczywiste, ale dla niej nie powinno.
Remus podrapał się po głowie.
- Nie jestem pewny. Powiedziała tylko, że Lucjusz Malfoy jest potworem, który nie zastanawiałby się długo nad zmienieniem własnej żony w marionetkę. Potem ona… - Spojrzał w dół i westchnął. – Powiedziała, że dostał, na co zasłużył. Nie wiem, co miała na myśli.
Syriusz zmarszczył brwi, ale po chwili się rozjaśnił.
- Pewnie chodziło o nasz żart. Rzuciła zaklęcie na wejście do ich pokoju wspólnego. Ślizgoni nie mogli wejść. Pewnie o tym mówiła. Co mi przypomina o jednej rzeczy. Mia wspomniała słowo „mapa" i to mi dało do myślenia.
