Od tłumaczki: Znowu spóźniona, więc kajam się. Mea culpa, mea maxima culpa. Jakoś wczoraj wieczorem, leżąc już w łóżku, a granicy jawy i snu, zorientowałam się, że minął wtorek. Zaczęłam nową pracę i jestem jednocześnie zestresowana i zadowolona. Po pracy czeka mnie kolejny etat – remontowanie mieszkania albo sprawy związane z tymże mieszkaniem. Nie mam na nic czasu. Ale Was, moich czytelników, nie zostawię. Jak obiecałam, nowy rozdział będzie się pojawiał co tydzień. Postaram się, żeby to był wtorek. Jeśli się zapomnę, będzie to środa.
Dziękuję wszystkim, którzy dodali tłumaczenie do ulubionych. Wasze zainteresowanie bardzo mi pochlebia i dyscyplinuje w dalszym tłumaczeniu. Życzę miłego czytania, chociaż rozdział do najmilszych nie należy. Rozumiecie, boginy… Jeśli jeszcze nie rozumiecie, za chwilę zrozumiecie.
ROZDZIAŁ 30 – NIE BOJĘ SIĘ
3 września 1973
Po obiedzie Gryfoni i Ślizgoni skierowali się na swoją pierwszą lekcję Obrony przed Czarną Magią.
Mia praktycznie podskakiwała przez całą drogę do klasy, gdzie szybko zajęła miejsce między Jamesem i Remusem. Dokładnie za nimi rozsiedli się Peter i Syriusz. Lily również siedziała z Gryfonami, jednak postarała się o miejsce najbliżej Ślizgonów. Snape z kolei postarał się o to samo, lecz z drugiej strony. Ku jego niezadowoleniu, Lily znalazła się między Mary i Alice, która z kolei rzucała pocieszające spojrzenia Frankowi, najgorszemu uczniowi w klasie.
Remus, siedzący obok Mii, lekko trącił ją łokciem.
- Co cię tak nagle wprawiło w dobry humor?
Unikał rozmowy z nią przez całą przerwę obiadową. Podejrzewała, że obawiał się, że jeśli zaczną rozmawiać, wróci temat wilkołaków i pokłócą się w Wielkiej Sali. Wiedziała, że nic, co powie, nie zmieni jego postrzegania samego siebie, ale nie chciała się jeszcze poddawać.
Jadła w ciszy, rzucając od czasu do czasu nieistotne uwagi dotyczące lekcji, ale nigdy do Remusa. Dopiero, kiedy Syriusz zapytał, jaka jest ich kolejna lekcja, Mii wrócił humor. Była na trzecim roku i szła na Obronę przed Czarną Magią z Remusem u boku. Rozbawiła ją myśl o analogiach między swoim oryginalnym trzecim rokiem i obecną linią czasową. Rozbawienie pomagało jej ignorować zmartwienia o przyszłość.
Przez drzwi komnaty przeszedł wysoki, rudowłosy mężczyzna. Zamknął je za sobą i w kilka kroków znalazł się przy swoim biurku. W jego oczach Mia dojrzała znajomy błysk, a kiedy czarodziej wskazał różdżką tablicę, natychmiast pojawił się na niej napis Profesor Ignatus Prewett.
- Dzień dobry. Mamy bardzo mało miejsca, dlatego poproszę wszystkich o powstanie – nakazał głębokim głosem. W komnacie podniósł się szum, kiedy wszyscy uczniowie podnosili się z miejsc. Następnie nauczyciel zamaszystym ruchem różdżki zmienił każdą ławkę w drewniany klocek. – Proszę o złożenie tego w kącie. Na tych zajęciach nie będą nam potrzebne biurka i krzesła. Postaram się nauczyć was Obrony przed Czarną Magią w praktyce. Nie możecie tylko czytać książek i pisać wypracowań.
Syriusz i James wymienili pełne zachwytu spojrzenia.
- Nie twierdzę, że w ogóle nie będziecie pisać wypracowań – zachichotał profesor Prewett, a Mia musiała stłumić wybuch śmiechu, kiedy zobaczyła, że humor opuścił jej przyjaciół. – Nie będziecie nic pisać podczas zajęć w tej klasie. Ze mną będziecie się uczyć, jak trzymać różdżkę, jak koncentrować waszą magię i bronić się przed atakiem.
Mia zaczęła się zastanawiać, co w tym momencie działo się na świecie, poza murami Hogwartu. Prorok Codzienny donosił o losowych atakach na Mugoli i czarodziejów urodzonych w mugolskich rodzinach. I mimo, że nikt jeszcze nie użył terminu „Śmierciożerca", wszyscy wiedzieli, kto stał za tymi atakami. Zastanawiała się, czy Dumbledore powołał już do życia Zakon Feniksa. Jeśli tak, była pewna, że profesor Prewett był jego członkiem. Wiedziała, że jego siostrzeńcy, Gideon i Fabian, na pewno należeli do organizacji Dumbledore'a – lub mieli zostać do niej przyjęci w niedalekiej przyszłości. Domyślała się, że ta nieoczekiwana zmiana w sposobie nauczania Obrony przed Czarną Magią została podyktowana rosnącym zagrożeniem. Poza murami zamku robiło się coraz bardziej niebezpiecznie i oni musieli wiedzieć, jak się bronić.
- Czy ktoś jest w stanie mi powiedzieć, jaka jest największa przeszkoda czarodzieja, który chce walczyć z czarną magią? – Zapytał nauczyciel. Wiele rąk znalazło się w górze. – Tak, panie Snape?
- Nieudolność – odpowiedział, rzucając aroganckie spojrzenie w kierunku Huncwotów.
Profesora Prewetta najwidoczniej rozbawiła ta odpowiedź, bo zachichotał. Snape, zirytowany zachowaniem nauczyciela, spojrzał na niego z niechęcią.
- Nie do końca, chłopcze. Nie do końca. Strach – wyjaśnił. – Strach bywa zdrową reakcją człowieka w odpowiednich okolicznościach. Jeśli jednak nie uda się wam skoncentrować waszego strachu, może was obezwładnić w najgorszym momencie.
Odwrócił się i pokazał uczniom czarny kufer, którego chwilę wcześniej nie było w komnacie. Kopnął w skrzynię, która zaczęła się gwałtownie trząść. Kilkoro studentów stłumiło okrzyki, inni wyglądali na zaciekawionych. Mia była zachwycona.
- Kto mi powie, czym jest bogin?
Cztery ręce natychmiast wzniosły się w powietrze: Snape'a, Lily, Remusa i Mii.
- Panie Lupin?
Remus odetchnął. Nagle znalazł się w swoim żywiole.
- Bogin to zmiennokształtny, który przyjmuje taką postać, jaką uważa za najbardziej przerażającą dla otoczenia.
- Dziesięć punktów dla Gryffindoru – profesor Prewett uśmiechnął się szeroko.
- Zawsze chciałem zobaczyć bogina – przyznał cicho Remus, pochylając się nad Mią, która pokiwała głową z uznaniem.
- Boginy zwykle możemy spotkać w ciemnych, ciasnych miejscach. Zamieszkują stare szafy, garderoby, schowki pod schodami i szafy kuchenne. Ten maluch – Prewett zaśmiał się, ponownie wymierzając kopniaka w kufer. – Został znaleziony przez moich siostrzeńców na strychu znajomych. Bardzo chętnie go od nich odebrałem. Kolejne pytanie: gdy wypuszczę bogina z zamknięcia, jaki przybierze kształt?
Lily uniosła dłoń.
- Panno Evans?
- Nie wiemy, profesorze. Skoro przybiera postać tego, czego się boimy, każdy z nas zobaczy coś innego.
- Nie do końca. Bogin jest bardzo dobrym przeciwnikiem dla pojedynczego czarodzieja. Dlatego po wypuszczeniu skoncentruje się na jednym z was. Jeśli jesteście w grupie, tak jak teraz – zatoczył ręką koło. – To zdekoncentruje bogina i będziecie mieli większą szansę na pokonanie go. Ale jeśli pozwolicie, żeby się skupił na jednej osobie, przybierze postać tego, czego ta osoba najbardziej się boi i wszyscy to zobaczą.
Nagle kilkoro uczniów zbladło, w tym Mia. Coś jej mówiło, że w tym momencie rzeczą, która napełnia ją największym przerażeniem nie będzie profesor McGonagall, mówiąca jej, że oblała wszystkie egzaminy.
- Zaklęcie, które pozwala pokonać bogina jest bardzo proste, ale wymaga pełnego skupienia. Prawdziwą bronią przeciwko boginom jest śmiech. Musicie zmusić go do przyjęcia postaci, która was bawi. Przećwiczymy teraz zaklęcie bez różdżek. Proszę powtórzyć za mną… Riddikulus.
- Riddikulus!
- Panno Macdonald, proszę do mnie podejść. Pomoże mi pani zaprezentować, jak poprawnie rzucić zaklęcie? – Uśmiechnął się do Mary, która powolutku zbliżała się do nauczyciela, ani na chwilę nie odwracając wzroku od czarnego kufra. – Czego się pani boi?
- Szczurów – wymamrotała Mary.
Syriusz, James i Remus wymienili intensywne spojrzenia. Peter spojrzał na podłogę z wyrazem zniechęcenia na twarzy. Mia szybko się zorientowała, o co chodziło i uśmiechnęła się w duchu, domyślając się, że chłopcy zaczęli trening Animaga.
- W porządku. Kiedy wypuszczę bogina i on przyjmie postać tego, czego pani się boi, proszę sobie wyobrazić coś śmiesznego. Proszę wyraźnie to zobaczyć oczami wyobraźni, skoncentrować swoją magię i powiedzieć „Riddikulus", dobrze?
Powoli pozostali studenci odsunęli się od Mary, a nikt nie był szybszy w udaniu się pod przeciwległą ścianę niż Mia, Remus i Syriusz, którzy wręcz przycisnęli plecy do zimnego kamienia, byleby znaleźć się jak najdalej od istoty, która mogła wszystkim ujawnić ich najgorsze obawy.
Profesor Prewett machnął różdżką i wieko kufra odskoczyło z hukiem. Wyszedł z niego bardzo duży szczur z wodnistymi oczkami i długimi, pożółkłymi kłami. Był wielkości małego psa. Węszył i zbliżał się do Mary, która stała jak sparaliżowana.
- Riddikulus! – Krzyknęła w końcu i wszyscy mogli zobaczyć, jak pod szczurem nagle pojawiła się pułapka, która zatrzasnęła się na boginie.
Peter krzyknął i odwrócił się do najbliższego kosza na śmieci, wymiotując gwałtownie.
Na twarzy Mii pojawił się mściwy uśmiech, gdy obserwowała nieprzyjemną sytuację, w jakiej znalazł się Peter, ale jej uwagę ponownie przyciągnął bogin, teraz wyglądający jak gumowa zabawka, piszcząca pod wpływem ściskającej ją pułapki.
- Bardzo dobrze – pochwalił profesor Prewett i Mary w końcu odpowiedziała uśmiechem. – Niech wszyscy ustawią się w linii.
Prawie wszyscy uczniowie posłuchali polecenia. Pod ścianą została wyłącznie trójka przerażonych Gryfonów.
Nauczyciel wskazał dłonią na Alice.
- Panno Brown!
Z głośnym trzaskiem gumowy szczur zmienił się w ogromnego karalucha, który górował nad szczupłą postacią Gryfonki.
- Riddikulus!
Karaluch poślizgnął się na skórce od banana i przewrócił na plecy.
- Panie Pettigrew!
Peter powoli wyszedł przed szereg, ściskając różdżkę w dłoni. Z kolejnym trzaskiem karaluch zmienił się w ogromnego kocura, przechadzającego się po klasie leniwym krokiem, patrzącego na Petera i oblizującego się ze smakiem.
- Riddikulus!
Kot natychmiast zmniejszył się do rozmiarów pufka pigmejskiego. Na szyi miał zawieszony wielki, czerwony łuk. Kociak wydał z siebie ciche, przeciągłe miauknięcie, po czym przewrócił się na pyszczek pod wpływem ciężaru łuku.
- Panno Evans, teraz pani.
Lily postąpiła krok do przodu i kociak zaczął zmieniać kształt. Zrobił się wysoki i szczupły, i przybrał postać mężczyzny z pomalowaną na biało twarzą, kręconymi, czerwonymi włosami i ogromnymi butami.
James otworzył usta ze zdziwienia.
- Co to, do diabła, jest?
- Klaun – odpowiedziała natychmiast Mia i przyjaciele zwrócili się ku niej ze zdziwieniem. Dziewczyna wzruszyła ramionami. – To taka mugolska… Rzecz. Czytałam o nich.
- Riddikulus – krzyknęła Lily i klaun spojrzał na swoją klatkę piersiową, skąd nagle zaczęło dobiegać tykanie. Odsunął kamizelkę i zauważył, że do jego koszuli przyklejona jest wiązka dynamitu przewiązana wstążką z przyczepionym zegarem. Wskazówka dotarła do godziny dwunastej i klaun eksplodował, zmieniając się w deszcz confetti.
Profesor Prewett był bardzo zadowolony z tego pokazu. Lily była dumna z siebie. James był tak zakochany, jak zwykle.
- Panie Potter, pańska kolej!
- Biedny Jamie – szepnęła Mia do Remusa. – Nigdy się do tego nie przyznał, ale boi się węży. Ślizgoni będą się z tego śmiać do końca życia.
Westchnęła i uważnie się przyglądała bratu, który pewnym krokiem podszedł do leżącego na podłodze confetti. Dekoracje z trzaskiem zaczęły transformować. Tylko zamiast przybrać postać węża, którego spodziewała się ujrzeć, wszyscy zobaczyli podwójne drzwi. Otworzyła usta, poznając to białe, dębowe drewno.
- Czy to moje…? – Zaczęła, spanikowana i natychmiast poczuła na swoich ramionach dwie dłonie, przytrzymujące ją w miejscu. Jedna należała do Remusa, druga do Syriusza. Odwróciła się do nich i po wyrazie ich twarzy zrozumiała, że wiedzieli, co się za chwilę wydarzy.
Mia spojrzała na Jamesa, który bez słowa gapił się na wielkie, białe drzwi i nagle wszyscy usłyszeli głośny, przerażony wrzask dobiegający właśnie zza nich.
Krzyk Mii.
James zdrętwiał.
- Dalej, James – zachęcił go profesor Prewett, podczas gdy zza drzwi nadal dobiegały ich dziewczęce wrzaski.
- Riddikulus – krzyknął chłopak i nagle wrzask zmienił się w śmiech.
Nie wyglądał na zadowolonego z siebie. Odwrócił się na pięcie od bogina i spojrzał w podłogę. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie bezsilności. Bez słowa wyszedł z komnaty, nie zaszczycając nikogo swoim spojrzeniem.
- Myślę, że na dzisiaj wystarczy – zdecydował profesor Prewett, kierując swoją różdżkę na bogina i wypowiadając zaklęcie, które uwięziło go ponownie w czarnym kufrze. – Proszę przeczytać pierwszy rozdział z waszego podręcznika. W przyszłym tygodniu rozpoczniemy naukę zaklęć defensywnych i mam nadzieję, że klasa będzie na to przygotowana. Jesteście wolni.
Wszyscy odwrócili się, żeby jak najszybciej opuścić komnatę, w szczególności Mia i Huncwoci, którzy chcieli sprawdzić, jak się czuje James. Na ich nieszczęście, nauczyciel wywołał ich nazwiska.
- Nie wasza trójka. Panowie Lupin i Black oraz panna Potter niech zostaną. Chciałbym wam zająć minutkę.
Cała trójka westchnęła.
Mia odwróciła się do Prewetta, kiedy drzwi zamknęły się za ostatnim uczniem z cichym kliknięciem.
- Panie profesorze, uważam, że powinnam sprawdzić, jak się czuje mój brat.
- Czy mogę założyć, że głos, który pan Potter słyszał za drzwiami należy do pani?
- Tak – odpowiedzieli jednocześnie Syriusz i Remus, obaj wyprostowani jak struny.
Mia spojrzała na nich szeroko otwartymi oczami pełnymi zawstydzenia.
- Miewam koszmary nocne.
- Czy dzieli się pani z kimś tymi koszmarami? – Zapytał nauczyciel, przenosząc spojrzenie między trójką uczniów. – Niektóre lęki są dużo poważniejsze niż inne, panno Potter. Nie sądziłem, że w grupie trzynastolatków znajdzie się jakaś poważniejsza obawa niż robale, ghul, ewentualnie jedno banshee. To było błędne założenie z mojej strony, za co szczerze przepraszam.
Przyłożył dłoń do serca, pokazując, że rzeczywiście żałował.
- Powiem to samu pani bratu, kiedy go zobaczę.
- Dziękuję, profesorze – Mia skinęła głową.
- Cieszę się, że to wyjaśniliśmy. Z tego powodu mam nadzieję, że wy zrozumiecie, jeśli wam powiem, że nie pozwolę, aby jakikolwiek student wyszedł z mojej lekcji przerażony. Celem lekcji było poznanie swoich lęków i pokonanie ich – wstał i podszedł do kufra. – Kiedy powiedziałem, że uwolniony bogin pokaże wszystkim w klasie, czego boi się dany uczeń, zauważyłem, że część studentów się zdenerwowała. A trójka… Trójka Gryfonów, przerażona, schowała się na tyłach sali.
Mia nie pozwoliła sobie odwrócić wzroku.
- Gryfoni są znani z tego, że stawiają czoła temu, czego się boją. Dlatego uważam, że będąc w domu Godryka Gryffindora wcale nie baliście się swoich boginów – uśmiechnął się miękko. – Uważam, że baliście się tego, co sobie inni pomyślą, kiedy zobaczą, czego się boicie.
- Chciałbym coś zaproponować – Kontynuował po chwili milczenia. – Powinniście skorzystać z okazji i stawić czoła swoim obawom. Zarówno temu, w co się zmieni bogin, jak i swojemu strachowi o reakcję bliskich na widok waszych największych fobii. Panno Potter? Ufa pani tym chłopcom? Są pani przyjaciółmi?
- Są moimi najlepszymi przyjaciółmi – wyszeptała.
- Ufa im pani?
- Całym życiem – odpowiedziała, ale w myślach dodała: Ale nie mogę powierzyć im prawdy.
Profesor Prewett odwrócił się do chłopców.
- A wy, chłopcy?
- Ufam im – Remus skinął głową.
- A ja nie chcę, żeby to zobaczyli – wyrzucił z siebie Syriusz. Jego głos był pełen gniewu, a spojrzenie szarych oczu wyrażało frustrację.
Mia instynktownie wyciągnęła do niego dłoń i natychmiast gniew Blacka zmalał. Na jego twarzy pozostały wymalowane wstyd i poczucie winy.
Splótł swoje palce w jej palcami i skinął głową.
- Zgadzam się. Ale nie będę pierwszy.
Remus westchnął.
- Ja pójdę pierwszy. Oni i tak o wszystkim wiedzą – wymamrotał gorzko i wyszedł na środek komnaty.
Prewett stanął obok z wyciągniętą różdżką i wskazał na kufer.
- Panie Lupin, proszę się nie spieszyć. Spróbuj nie wykrzyczeć zaklęcia na widok bogina. Jeśli mam rację… Jeśli mam rację, uważam, że cała wasza trójka potrzebuje trochę czasu na przyzwyczajenie się do waszych największych obaw i następnie pokonanie ich.
Remus ostro skinął głową.
Prewett machnął różdżką i wieko odskoczyło.
Przez chwilę nic się nie stało, co samo w sobie zaskoczyło Mię. Spodziewała się, że bogin natychmiast przyjmie kształt pełni księżyca, unoszącej się w klasie. Widziała już kiedyś, jaką postać przyjmował bogin Remusa, właśnie w tej komnacie, podczas lekcji, którą sam prowadził. Teraz przynajmniej wiedziała, skąd wziął na nią pomysł.
Wtedy trójka Gryfonów i ich nauczyciel usłyszeli przeciągłe warknięcie, a z kufra wyszedł olbrzymi wilk.
Spanikowany Remus spojrzał na Prewetta, który tylko uśmiechnął się uspokajająco do chłopca.
- Profesor Dumbledore wszystko mi wyjaśnił. Jesteś bezpieczny. Nikt się ode mnie nie dowie niczego, co powinno zostać tajemnicą.
Wilcze łapy dotknęły podłogi i Mia westchnęła. Widziała już Remusa w jego wilczej formie, ale wyłącznie w świetle księżyca. Za pierwszym razem, kiedy doszło do transformacji na jej oczach, wilkołak był wyłącznie zamazaną plamą, poruszającą się z ogromną prędkością.
Historia zataczała koło – przynajmniej jej historia – kiedy poczuła, jak Syriusz przysuwa się do niej. Zerknęła na niego i nie mogła powstrzymać uśmiechu, kiedy w jego oczach zobaczyła to spojrzenie, które pokochała, pełne chęci bronienia jej przez całym złem tego świata. Po chwili przeniosła uwagę na wilkołaka, który stał naprzeciwko Remusa.
Wilk zawył groźnie, a jego złote oczy spoczęły na trzęsącej się postaci Lupina.
Mia obserwowała ich w ciszy, zapamiętując kolor oczu i futra ogromnego wilka, i zupełnie umknął jej fakt, że pysk zwierzęcia był unurzany we krwi. Ciemnoczerwona posoka spływała z otwartej paszczy wilkołaka i tworzyła coraz większą kałużę pod nogami Remusa.
- Wszystko w porządku, synu – powiedział Prewett, zaciskając dłoń na różdżce. – Jestem obok ciebie. Masz tyle czasu, ile potrzebujesz.
- Jest piękny – wyszeptała cicho Mia, patrząc, jak światło załamuje się na lśniącym futrze wilka. Do tej pory nie zauważyła, że było takiego samego koloru, jak jasne włosy Remusa.
- Oszalałaś? – Remus odwrócił się do niej i jego własne oczy błysnęły złotem, identycznym, jak tęczówki stojącego za nim wilka. Spojrzał na nią, jakby uważał ją za głupią i to spojrzenie zaparło jej dech w piersiach. – Wiesz, co to jest?
- Oczywiście, że wiem – wrzasnęła na niego.
- Więc domyślasz się, czyja to krew? – Warknął Remus identycznym tonem, jak wilk. – Dalej, Mia, jesteś kurewsko dobra w domysłach.
W tym momencie zareagował Syriusz i stanął między nimi, ale Mia go odepchnęła, nie spuszczając wściekłego wzroku z Remusa.
Z kolei wilk, żeby przybliżyć wszystkim największy strach Remusa, upuścił złotą bransoletkę prosto w kałużę krwi. Mia westchnęła, gdy jej spojrzenie padło na wygrawerowane słowa Rodu Potterów.
- Wystarczy – wściekły Remus potrząsnął głową i wycelował różdżką. – Riddikulus.
Bogin zmniejszył się, podobnie jak wcześniej zrobił to kot Petera. Po chwili przypominał wilcze szczenię, na widok którego Mii zachciało się płakać, bo przypomniała sobie, że Remus został ugryziony w wieku czterech lat.
Lupin rzucił wszystkim mordercze spojrzenie i skierował się w kierunku drzwi.
- O, nie! Nie ma mowy! – Mia stanęła mu na drodze.
- Odsuń się – warknął wilkołak.
- Nie boję się ciebie – powiedziała, kładąc obie dłonie na jego policzkach. Próbował się jej wyrwać, ale Mia nie puszczała. – Nie! Wiem, że nigdy byś mnie nie skrzywdził. Dlatego się ciebie nie boję.
- Powinnaś się mnie bać – wyszeptał, patrząc na nią nie z wściekłością, ale z rozpaczą, jakby już ją zabił, albo, co gorsza, zainfekował.
Zirytowany głos Syriusza przerwał ich rozmowę.
- Jeśli skończyłeś się nad sobą litować, Remusie, chciałbym mieć za sobą spotkanie z moim boginem. A potem zapomnę, że ten dzień się w ogóle wydarzył – zapowiedział gorzko, przechodząc na środek komnaty. Wściekły, że został wmanewrowany w tą sytuację, spojrzał na nauczyciela. – Zróbmy to.
Remus i Mia odwrócili się akurat w tym momencie, kiedy młodziutki wilk przybrał postać człowieka. Mia uniosła brew, kiedy okazało się, że naprzeciwko nich stoi kopia Syriusza. Podeszła bliżej, a Remus podążył za nią, mocno trzymając jej dłoń. Oboje wpatrywali się zdumieni w bogina.
- Na Merlina – prawdziwy Syriusz potrząsnął głową. – Walburga byłaby wniebowzięta.
Mia wtedy dostrzegła różnice między Syriuszem i jego sobowtórem. Bogin miał na sobie czarno-zielone szaty z wyszytym herbem Slytherinu. Jego włosy, nadal długie i czarne, były gładko zaczesane i związane skórzanym rzemykiem, podobnie jak włosy Regulusa. Jego mina przypomniała Mii, jak wyglądał na jej oryginalnym pierwszym roku Draco Malfoy.
Wtedy bogin uniósł różdżkę, a na jego ustach pojawił się mściwy uśmieszek. Rękaw szaty podwinął się i Mia zauważyła na przedramieniu sobowtóra Syriusza czarny kształt. Krzyknęła cicho, ale zanim miała okazję coś powiedzieć, bogin zaczął wypowiadać słowa Zaklęcia Zabijającego.
- Riddikulus! – Krzyknął profesor Prewett i bogin eksplodował.
Syriusz stał jak skamieniały, patrząc przed siebie przerażonym wzrokiem.
- Przykro mi, synu – Prewett potrząsnął głową. – Boginy nie posiadają umiejętności rzucania zaklęć, ale… Taki mam nawyk, że reaguję na klątwy.
Mia podbiegła do Syriusza i zarzuciła mu ramiona na szyję. Black, w przeciwieństwie do Lupina, natychmiast mocno przygarnął do siebie przyjaciółkę i ukrył twarz w jej gęstych włosach.
- Chłopcy, bardzo dobrze sobie dzisiaj poradziliście. Chciałbym popracować z wami indywidualnie nad kilkoma szczegółami. Myślę, że uznacie taką pracę za ważną. Jeśli chodzi o panią, panno Potter, postaram się znaleźć nowego bogina, żebyśmy mogli skończyć lekcję. W międzyczasie proszę spróbować podzielić się z kimś treścią nawiedzających panią koszmarów. Nie powinna pani poddawać się strachowi.
- Dziękuję, profesorze – odpowiedziała Mia bez przekonania.
Gdy tylko opuścili salę lekcyjną, Syriusz zatrzymał przyjaciółkę.
- Mia? Jaki kształt przyjąłby twój bogin?
Nie chciała odpowiadać na to pytanie, ale obaj się przed nią otworzyli, pokazali jej swoje najgłębsze obawy, swoje najsłabsze punkty. Lęki, które były kompletnie nieuzasadnione.
Remus nie było potworem, a Syriusz nie był Śmierciożercą. Zmarszczyła czoło, myśląc o ich przyszłych losach. Remusa w końcu ludzie uznają za potwora, odepchną od swojego społeczeństwa i zepchną w biedę. Syriusza osądzą jako Śmierciożercę, wrobią go w morderstwo swoich najlepszych przyjaciół i zamkną na dwanaście lat w Azkabanie. Ich największe lęki będą ich prześladować przez wiele lat ich żyć.
- Mój bogin przyjąłby kształt was dwóch – powiedziała po chwili. – Powiedzielibyście mi, jak bardzo mnie nienawidzicie.
Syriusz i Remus wymienili zmieszane spojrzenia, a Mia mogła z ich twarzy wyczytać, że uważali jej strach za coś głupiego.
- To… - Zaczął Syriusz.
- Niemożliwe – dokończył Remus, ujmując jej twarz w swoje ręce w identyczny sposób, jak ona zrobiła to wcześniej. – Mia, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Nie potrafiłbym cię nienawidzić. Nie jestem w stanie wymyślić nawet jednego powodu, dla którego mógłbym cię odepchnąć.
- On ma rację. Dlaczego w ogóle przyszło ci do głowy coś tak… Głupiego? – Zapytał Syriusz, a Remus westchnął z irytacją.
Mia nawet nie drgnęła.
- Bo aż tyle dla mnie znaczycie. Bo… Jestem przerażona, że za dwadzieścia lat już was nie będzie, wszystko się zmieni i na waszym miejscu będą stali dwaj mężczyźni, którzy mnie nienawidzą – potrząsnęła głową i zaszlochała. – Rozumiem, uważacie, że to nierozsądne.
Syriusz uśmiechnął się lekko.
- Przynajmniej zdajesz sobie z tego sprawę, kotku.
Oczywiście, nie powiedziała im całej prawdy. Jej bogin rzeczywiście przyjąłby postać ich dwóch, ale nie w wersji trzynastoletniej. Pojawiliby się jako czterdziestoletni mężczyźni, a u ich stóp leżałoby ciało dwudziestojednoletniego Jamesa Pottera – martwego, bo Mia nie zdołała go ocalić.
