Od tłumaczki: Dzisiaj się wyrobiłam. Czytam Wasze komentarze i aż się cieplutko na sercu robi, kiedy widzę, z jaką niecierpliwością czekacie na to tłumaczenie. Motywuje mnie to, do pilnowania terminarza, tłumaczenia żmudnych rozdziałów długo w noc i poprawiania każdego rozdziału do momentu, kiedy będę z nich całkowicie zadowolona. W tym rozdziale czeka nas trochę przeklinania, ale kiedy zarówno Mia, jak i Syriusz są wkurzeni, nie zwracają uwagi na słowa. Chłopcy są jeszcze trochę niedojrzali, a Mia tęskni za starszym Syriuszem. To prowadzi do dość napiętych sytuacji. Ale na razie życzę miłego czytania i do zobaczenia za tydzień.
ROZDZIAŁ 31 – NASZA
3 listopada 1973
Wiele dni minęło, zanim Mia i Huncwoci doszli do siebie po wydarzeniach z boginem. Żadne z nich więcej o tym nie mówiło – szczególnie James, który postanowił udawać, że ta lekcja się nie wydarzyła i cała klasa nie wiedziała o jego największym lęku.
Mimo wszystko, Mia nadal przychodziła do ich dormitorium w nocy, wchodziła do łóżka Jamesa i mocno trzymała brata, mając nadzieję, że koszmary znikną. Jej złe sny zmieniły się – kiedyś przypominały jej o torturach zadanych przez Bellatrix Lestrange, ale teraz pokazywały jej martwego Jamiego. Czasami wyglądały jeszcze inaczej i ponownie przeżywała ból, jaki zadawano Syriuszowi i Remusowi w Zakazanym Lesie. Wtedy wstawała cicho, żeby nie obudzić swojego brata i sprawdzała, czy pozostali chłopcy są bezpieczni w swoich łóżkach.
Taki nastrój trzymał Mię przez cały miesiąc. Podobieństwa między jej oryginalną linią czasową i obecnym trzecim rokiem zaczynały się robić coraz większe. Syriusz spędził pierwszy miesiąc na szlabanach z profesor McGonagall, co przypomniało Mii, że w jej oryginalnej linii czasowej starszy Syriusz Black uciekł z więzienia. Remus zagłębił się w naukę, głównie umawiając się na indywidualne lekcje z profesorem Prewettem. Sposób, w jaki podchodził do Obrony przed Czarną Magią przypominał Mii profesora Lupina, który genialnie prowadził zajęcia i rozszerzył jej świadomość na zupełnie inny poziom.
Za każdym razem, kiedy patrzyła na Jamesa, szczęście uchodziło z niej jak powietrze z przebitego balona. Czuła się tak, jakby w pobliżu był Dementor. To właśnie na swoim oryginalnym trzecim roku dowiedziała się, czym są te okropne istoty. Mia odczuwała właśnie nieprzepartą potrzebę, żeby wyczarować swojego Patronusa, który by ją rozweselił, ale nie miała takiej możliwości, bo patrzyli inni uczniowie.
- Hogsmeade! – Wykrzyknął Syriusz, siadając energicznie obok Jamesa w pierwszy weekend listopada. – Dobra, ludzie! Macie swoje listy przy sobie?
Mia podejrzliwie uniosła brew.
- Chcę wiedzieć, co tym razem planujecie?
Syriusz odpowiedział uśmiechem.
- Mamy do zrealizowania mały projekt, kotku.
- W zeszłym roku Syriusz znalazł ukryty tunel do Hogsmeade – wyjaśnił Remus, chichocząc. – Chcemy zobaczyć, czy jest ich więcej.
- Hej! To był sekret Huncwotów! Remusie, nie potrafisz dochować tajemnicy!
Mia uniosła głowę i posłała Syriuszowi gniewne spojrzenie, bo jego słowa szarpnęły bardzo wrażliwą strunę w jej duszy.
- Oczywiście, że umie. Prawdę mówiąc, Remus zawsze powinien być waszym strażnikiem tajemnicy – przeniosła spojrzenie na Jamesa, a potem na Petera. – Zawsze.
- Ja też umiem dochowywać sekretów – szepnął Peter.
Mia ledwo powstrzymała się od wykrzywienia do Petera. Przypomniała sobie rozmowę, jaką we Wrzeszczącej Chacie przeprowadzili Syriusz, Harry i Peter.
- No, dobrze – Syriusz zdziwił się, że ich wesoła rozmowa nagle zmieniła ton na bardzo poważny. – Wracamy do naszego planu. Wszyscy jesteśmy zgodni?
- Najpierw muszę coś załatwić – powiedział James i wstał od stołu.
Chłopcy jęknęli, doskonale zdając sobie sprawę z tego, co James musi załatwić przed wycieczką. Patrzyli na niego uważnie, jak szedł wzdłuż stołu.
- To będzie straszne – Remus potrząsnął głową i odwrócił wzrok.
Syriusz, w przeciwieństwie do przyjaciela, czekał na przedstawienie z diabelskim uśmieszkiem na wargach.
- Kto się ze mną założy, że James zaraz będzie miał we włosach to, co aktualnie je Evans?
- Piękny poranek, prawda, Evans? – Usłyszeli głos Jamesa. – Oczywiście, nie tak piękny, jak ty.
Mia zamrugała oczami, po czym zakryła je ręką i czekała na moment, kiedy jej brat zepsuje cały efekt.
- Co powiesz na to, żeby pokazać światu twoją piękną twarz w moim towarzystwie, dzisiaj w Hogsmeade?
Mia najpierw usłyszała głośny trzask, potem kilka osób wybuchło śmiechem i zaczęło klaskać, kiedy James, załamany, wracał na swoje miejsce. Jego głowę zdobiła miska owsianki, a po policzku spływało zimne mleko.
- Mogło być gorzej – zauważył Black.
- Jak? – Jamie wydął wargi.
- Mogłeś ją zapytać wczoraj wieczorem. Akurat jadła zupę na kolację.
Remus, Mia i Peter próbowali nie wybuchnąć śmiechem, ale nie do końca im się to udawało. James ściągnął sobie z głowy naczynie i ustawił swoją różdżkę w taki sposób, żeby wyczyścić swoje włosy z resztek owsianki. Po rzuceniu zaklęcia jego włosy, choć czyste i pachnące, wyglądały gorzej niż po nieprzespanej nocy, tak bardzo sterczały na wszystkie strony.
Syriusz potrząsnął głową i westchnął głośno, ściągając uwagę przyjaciół na siebie.
- Teraz, kiedy przeszedłeś już przez swoje cotygodniowe upokorzenie z rąk Evans, możemy wrócić do naszego planu dotyczącego Hogsmeade?
- Wybierasz się do Hogsmeade, Black?
Mia odwróciła się i zobaczyła Krukonkę z czwartego roku, uśmiechającą się do Syriusza. Ku jej niezadowoleniu, Syriusz odwzajemnił jej uśmiech.
- Co ci do tego, McKinnon? – Odpowiedział pytaniem, taksując wzrokiem dziewczynę.
Mia zacisnęła dłonie w pięści.
- Zastanawiałam się, kto mnie odprowadzi do wioski – zacisnęła pełne wargi, przyciągając do nich spojrzenie Syriusza. – Droga się niesamowicie dłuży, jeśli idzie się samemu. Nie masz chyba randki, co, Syriuszu?
- Chciałem spędzić ten dzień z moimi mało rozrywkowymi przyjaciółmi – Black wskazał ręką na swoich przyjaciół, którzy wyglądali na obrażonych faktem, że Syriusz po wielkim planowaniu wycieczki postanawia ich zignorować dla krótkiej spódniczki. – Ale przecież nie byłbym dobrze wychowany, gdybym pozwolił dziewczynie iść samej do Hogsmeade.
- Widzimy się w takim razie przed zamkiem – blondynka mrugnęła do niego i odwróciła się na pięcie.
Syriusz spojrzał na przyjaciół z błyskiem w oku.
- Zmiana planów, ludzie. Mam randkę! – Wstał, poklepał Jamesa po ramieniu i wybiegł z Wielkiej Sali, zostawiając za sobą milczących przyjaciół.
Wszystkie dziewczęta z ich rocznika patrzyły na Mię. Kilkoro uczniów z innych domów również uważnie przypatrywało się tej scenie. Bardzo rzadko się zdarzało, że czarownica z czwartego roku zapraszała na randkę młodszego chłopca, ale tu chodziło o Syriusza Blacka. Nawet Ślizgoni obserwowali z daleka.
- Kto to był? – Szepnęła Alice do Lily.
- Marlene McKinnon – odpowiedziała Evans. – Chyba nie wiedziała, co robi.
- Chyba nie zna Mii – dodała Mary, wbijając widelec w owoce leżące na jej talerzu, rzucając McKinnon mordercze spojrzenia, jakby była gotowa ją zaatakować na rozkaz przyjaciółki.
Mia tylko wzruszyła ramionami, patrząc na swoje śniadanie. Przeszła jej ochota na jedzenie.
- Wszystko w porządku. Syriusz da sobie radę sam. Wolno mu się umawiać z kimkolwiek zechce. Myślałam tylko, że będzie się trzymał swojej grupy wiekowej – powiedziała i za późno się zorientowała, jak źle to zabrzmiało.
- Co za szmata! – Wymamrotała gniewnie Mary. – Ostatnio widziałam, jak obściskiwała się z Puchonem z piątego roku w opuszczonej klasie Zaklęć.
Mia warknęła, czując, jak krew uderza jej do głowy.
- Powiedziałam, że wszystko w porządku. Syriusz nie jest moim chłopakiem. Nie jesteśmy sobie przyrzeczeni.
Lily uśmiechnęła się szeroko do Mii i sięgnęła przez stół, żeby chwycić ją za rękę.
- Powinnaś iść z nami do Hogsmeade, na babski wypad. Planujemy iść do Trzech Mioteł na piwo kremowe, a potem może zatrzymamy się w Miodowym Królestwie. Nie, Remusie – powiedziała ostrzegawczo, kiedy zauważyła, że Lupin odwraca się w jej stronę. – Sam możesz sobie kupić czekoladę. Przecież i tak będziesz w Hogsmeade.
- Pomyślę o tym, Lily – Mia odsunęła od siebie pełny talerz.
- Spotkaj się z nami przed wrotami Hogwartu. Ja mam jeszcze do dokończenia wypracowanie na Zaklęcia. Do zobaczenia za jakiś czas – powiedziała Lily do Alice i Mary, które uśmiechami pożegnały odchodzącą przyjaciółkę.
- Na pewno nie chcesz się zemścić na McKinnon? – Wyszeptała Mary. – W zeszłym tygodniu złapałam Rikarda Stebbinsa, jak próbował zajrzeć mi pod spódnicę i obiecałam, że na niego nie naskarżę, jeśli będzie mi winien przysługę. Mogę go poprosić o hasło do wieży Krukonów. Podłożymy wtedy McKinnon coś paskudnego do łóżka.
Mia spojrzała na przyjaciółkę przerażonym wzrokiem, ale po chwili ich uwagę przyciągnął Remus, który głośno odkaszlnął.
- Naprawdę jest ci tak przykro, że Syriusz wybiera się na randkę?
Mia odetchnęła z irytacją.
- Uważam, że to bardzo nierozsądne z jego strony, że najpierw planuje coś z przyjaciółmi, a potem ich ignoruje dla dziewczyny, której jeszcze wczoraj nie znał.
- Problemy w raju, Potter?
Mia zadrżała, słysząc za sobą arogancki głos i obróciła się do Severusa Snape'a, za którym stał Regulus Black i znajomo wyglądający pierwszoroczniak.
- Odwal się, Smarkerusie – chłodnym tonem powiedział James.
- On nie mówił do ciebie, zdrajco krwi! – Warknął najmłodszy Ślizgon.
Gryfoni natychmiast wzmogli czujność, a Jamie wstał.
Regulus zaśmiał się, klepiąc przyjacielsko po plecach młodszego kolegę.
- Odpuść sobie, Barty. Widzicie, tego małego łatwo podpuścić.
Mia spojrzała na chłopca z obrzydzeniem. Barty. Młody Barty Crouch. Jej dłonie zaczęły się trząść. Dziewczyna nie miała dobrego dnia, szczególnie na spotkanie z tak wieloma chłopcami, którzy w przyszłości staną się Śmierciożercami. Nie liczyło się dla niej, że dwóch z nich w końcu zmieni strony, wszyscy mieli zostać naznaczeni przez Voldemorta. Nie pomagało też, że jako nastolatkowie byli nie do zniesienia.
- Czego chcesz, Snape? – Syknęła.
- Upewniam się, że dobrze się czujesz – zachichotał. – Z mojego punktu widzenia, ta scena z Blackiem musiała cię zaboleć.
Jego śmiech szarpał jej nerwy.
Regulus zmarszczył nos, zupełnie nie rozumiejąc rozbawienia swoich przyjaciół.
- Wstyd mi za mojego brata, że poleciał za tą dziwką. Wszyscy wiedzą, że rodzina McKinnonów to zdrajcy krwi. Powinien wiedzieć lepiej. Ale znając mojego brata, zanim się obejrzymy, przyprowadzi do domu jakąś szlamę i przedstawi ją rodzicom jako przyszłą Lady Black.
Remus i James ruszyli na Ślizgonów, ale Mia była szybsza.
Uderzyła Snape'a w twarz z całą siłą, na jaką było ją stać. I nagle poczuła się tak dobrze, jak wtedy, kiedy uderzyła Dracona.
Snape poleciał do tyłu, jego czarne oczy rozszerzyły się w zdziwieniu, a dłoń przyłożył do pulsującej bólem szczęki.
- Ty pieprzony, tchórzliwy hipokryto! – Wrzasnęła, patrząc na niego ognistym wzrokiem.
Regulus i Crouch obserwowali rozwój wydarzeń z równie zdziwionymi minami, jak Snape. James i Remus przyglądali się Mii, jakby widzieli ją po raz pierwszy w życiu.
- Ja tego nie powiedziałem! – Odwrzasnął Snape.
- Nie! Ty tylko się nie odzywałeś i pozwoliłeś, żeby pozostali Ślizgoni szerzyli twoje rasistowskie opinie za ciebie! Poza tym – warknęła, zmrużonymi oczami wpatrując się w Regulusa. – Syriusz już zbił swojego małego braciszka za bycie nieznośnym gnojkiem.
- Panno Potter! – Krzyknęła profesor McGonagall i Mia odwróciła się do swojej opiekunki. – Wytłumaczy się pani z tego?
Mia przeniosła spojrzenie z Regulusa na Snape'a. Obaj odpowiedzieli wzrokiem pełnym nienawiści.
- Nie. To i tak niczego nie zmieni.
Nic nie zmieni tego, co ma być.
Przypomniała sobie słowa z listu Remusa. Wiele dni minęło od czasu, kiedy czytała go po raz ostatni, ale potrzebowała tych słów. Musiała pamiętać o swoich nowych zasadach, o swoim nowym życiu. Musiała zrozumieć, że nie uda się jej ocalić żyć, które w jej oryginalnej linii czasowej już były stracone. Nie mogła powstrzymać wojny, która miała nadejść. I nie mogła rozgrzeszyć tych, którzy w tym momencie nie zasługiwali na rozgrzeszenie.
- Mogę założyć, że mam szlaban, pani profesor? – Zapytała bezczelnie. – I że nie wolno mi iść z pozostałymi uczniami do Hogsmeade?
- Oczywiście, młoda damo! I tak nalegam, żebyś się wytłumaczyła ze swojego zachowania.
- Nie ma problemu – prawie się uśmiechnęła, patrząc na zadowolonych Jamesa, Remusa i Petera. Mrugnęła zawadiacko do swojego brata i najlepszego przyjaciela, po czym skupiła zimny nagle wzrok na Peterze. – Wie pani co, pani profesor? Nie potrafię się kontrolować, kiedy ktoś grozi ludziom, których kocham.
Jej spojrzenie było puste i dziwnie chłodne, mowa jej ciała wskazywała na kompletną kontrolę, jaką dziewczyna miała nad swoją magią. I nagle Peter nie mógł złapać oddechu.
wWwWwWwWwWwWwWw
Syriusz wślizgnął się do pokoju wspólnego Gryfonów z uśmiechem, który mówił o ogromnym zadowoleniu z siebie. Miał lekko nabrzmiałe wargi i jego włosy były w nieładzie, co zauważył, kiedy przejrzał się w lśniącej zbroi.
Na kanapach w pokoju wspólnym siedziało kilku spanikowanych pierwszorocznych, pochylonych nad skrawkami pergaminu, zastanawiających się, jak połączyć życie towarzyskie z odrabianiem zadań domowych.
Syriusz wbiegł do dormitorium w podskokach. Natychmiast zauważył Remusa, siedzącego na swoim łóżku z książką, otoczonego papierkami po czekoladkach i kartami z Czekoladowych Żab.
- Witaj, mój drogi, futrzasty przyjacielu – Black rzucił się na swoje łóżko i z westchnieniem podłożył sobie ramiona pod głowę.
Remus z kolei był tak wściekły, jak Syriusz był szczęśliwy. Rzucił przyjacielowi mroczne spojrzenie.
- Gdzie się, do diabła, podziewałeś? Od godziny mamy ciszę nocną.
- Któregoś dnia będziesz bardzo dobrym… Albo bardzo niewygodnym… Prefektem – zaśmiał się Syriusz. – Byłem w Hogsmeade.
Remus nie wyglądał na zadowolonego. Syriusz nagle sobie uświadomił, że wolałby rozmawiać z Peterem.
- Przez cały ten czas? – Remus usiadł na łóżku, zamknął książkę i skupił na Syriuszu całą swoją uwagę. – Szukaliśmy cię i nie mogliśmy znaleźć.
- Byliśmy razem z Marlene niedaleko Wrzeszczącej Chaty – Black uniósł sugestywnie brwi, a Remus skrzywił się z obrzydzeniem. – Wiedziałeś, co o niej mówią? Jest podobno nawiedzona. Dziewczyny uwielbiają tam chodzić.
Syriusz próbował zażartować, mając nadzieję, że to rozweseli przyjaciela.
- To śmieszne – Lupin prychnął.
Wszyscy wiedzieli o tych pogłoskach. W pobliżu Wrzeszczącej Chaty panoszyły się duchy, więc cała ludność zamieszkująca Hogsmeade została ostrzeżona, żeby nie chodzić w pobliże popadającego w ruinę domu. Huncwoci jednak znali prawdę i Remusowi nie podobało się, że nastolatkowie wykorzystywali jego „psią budę" jako miejsce do obściskiwania się.
- Śmieszne, ale jakie prawdziwe, stary!
- Zatem chcesz mi powiedzieć, że obłapiałeś jakąś laskę, gapiąc się na moją klatkę. Jaki z ciebie romantyk – sarknął Remus, a jego oczy przez chwilę były złote, a nie zielone.
- Gdybyś ty przeżył tak piękne chwile z dziewczyną, jakie ja przeżyłem… - Syriusz westchnął z zadowoleniem. – Może spojrzałbyś na to miejsce trochę inaczej.
- Nie sądzę.
Black usiadł i spojrzał ze zdumieniem na swojego przyjaciela.
- Czemu jesteś taki wkurzony? To był najlepszy dzień mojego życia, a ty próbujesz mi zepsuć humor swoim użalaniem się nad sobą. Powinieneś dopytywać mnie o szczegóły, a ja powinienem tymi szczegółami się chwalić przed moimi przyjaciółmi, popijając piwo kremowe.
- To znajdź Jamesa i Petera. Ja nie jestem w nastroju – warknął Remus i ponownie otworzył książkę.
- Co się stało? W Miodowym Królestwie zabrakło dla ciebie Czekoladowych Żab?
- Mia ma szlaban – odpowiedział szybko, zatrzaskując książkę.
- Nie wierzę – powiedział Syriusz, krzyżując ramiona na piersiach. Poza tą jedną sytuacją, kiedy pomogła mu spłatać figla w urodziny Regulusa, Mia nigdy nie zrobiła nic niezgodnego z regulaminem. Próbowała wręcz trzymać ich z dala od kłopotów. Poza tym, gdyby kiedyś zrobiła coś wbrew zasadom, na pewno nie dałaby się złapać. Była genialna, a jej Zaklęcie Kameleona było dziełem sztuki. – Co niby zrobiła?
- Żadne niby – nie zgodził się Lupin. – Widziało ją przynajmniej pięćdziesięcioro uczniów i kilku nauczycieli.
- O, kurwa! – Nagle Syriusza zaczęła bardziej interesować historia przyjaciela, zamiast swojego najlepszego dnia. – Co się stało? Co ona zrobiła?
- A co cię to obchodzi?
Syriusz zerwał się na równe nogi, mając dość nastawienia Remusa.
- Co się z tobą dzieje, kurwa jego mać? Czy z nią wszystko w porządku? Dobrze się czuje?
Zalała go panika. Czyżby Mii stało się coś poważnego? Może Ślizgoni postanowili się zemścić za to, co zrobiła w zeszłym roku?
Remus wstał bardzo powoli, zupełnie nie zrażony temperamentem przyjaciela, bo i tak nad nim górował.
- Po tym, jak wybiegłeś na swoją randkę, Mię zaczęły pocieszać jej przyjaciółki.
- O czym ty, do diabła, mówisz? – Syriusz potrząsnął głową, zmieszany. – Dlaczego miałyby ją pocieszać? Co się stało?
- Bo jesteś ślepym idiotą i według mnie nie zasługujesz na to, co masz przed nosem – Remus zacisnął dłonie w pięści, próbując zapanować nad swoim gniewem. – Podobasz się Mii, ty fiucie!
Syriusz cofnął się, zszokowany.
Remus podszedł bliżej, przygważdżając Blacka do wezgłowia jego łóżka.
- Było jej przykro, że poleciałeś za McKinnon – wściekłe oczy Remusa ponownie zabłysnęły złotem, co nie uszło uwagi Syriusza. – Potem Regulus nazwał cię zdrajcą krwi i zadrwił, że następnym razem przyprowadzisz do domu szlamę. Groził ci.
- Śmiali się z Mii? – Warknął Syriusz, marszcząc czoło z gniewu.
- Nie o to chodzi, stary. Nie chodziło o nią. Chodziło o ciebie – w głosie wilkołaka dało się wyczuć nutę zazdrości. – Uderzyła Snape'a tak mocno, że zakrwawił sobie całą szatę i McGonagall wszystko widziała.
Syriusz otworzył szeroko oczy. Mia uderzyła Smarkerusa?
- Zrobiła to dla ciebie, a ty w tym czasie obściskiwałeś się z jakąś Krukonką, której nigdy wcześniej nie widziałeś na oczy.
Cisza, która nagle zapadła w dormitorium bardzo ciążyła chłopcom. Syriusz próbował przetrawić to, co właśnie usłyszał.
Mia różniła się od dziewczyn, które znał. Była siostrą Jamesa, ale on nigdy nie widział jej jak siostry. Zawsze była jego przyjaciółką, była kimś więcej. Była jego bezpieczną przystanią od kiedy pamiętał.
- Ja… Nie wiedziałem.
- Nawet nie próbowałeś tego zauważyć – gorzko powiedział Remus.
- I co ja mam teraz zrobić, Remusie? – Zapytał Black, patrząc przed siebie przerażonym wzrokiem. – To siostra Jamesa. To Mia. To nasza przyjaciółka… Ona… Ona…
Niecałą godzinę temu stał w głębokim śniegu i całował starszą od siebie dziewczynę, której się najwyraźniej podobał. To była jedna z najlepszych nocy w jego życiu, co wiele o jego życiu mówiło, zważywszy na to, jakie było gówniane, zanim pojechał do Hogwartu. Zanim poznał Jamesa, Remusa, Petera i…
Mię.
- Ona jest nasza – powiedział stanowczo Remus. – Nasza, żeby się nią zająć. Nasza, żeby ją ochronić. To nasze zadanie, pamiętasz, Syriuszu?
- Pamiętam – odszepnął.
Ich pierwsza noc w Dworze Potterów była straszna. Zawsze uważał Potterów za idealną rodzinę z idealnymi dziećmi. James i Mia promieniowali szczęściem i miłością. Jej krzyki go przeraziły. Pamiętał, jak James wszedł do jej łóżka, trzymał mocno w objęciach i nagle wszystko ustało. Tak po prostu. To była magia. Pamiętał, jak zazdrościł mu tej umiejętności, tego, że był w jej życiu ważny. Syriusz też chciał być taki ważny. Chciał umieć uciszyć jej krzyki i wytrzeć jej łzy. Więc ogłosił wszem i wobec, że ona należy do nich: do Jamesa, Remusa i jego samego.
Wtedy coś takiego wydawało się normalne. James był jej bratem, Remus najlepszym przyjacielem, a on… On był…
O, kurwa.
- Nasze zadanie – powtórzył Syriusz i te słowa ledwo przeszły przez jego ściśnięte gardło.
- Więc bierz się do roboty! Zaopiekuj się tą dziewczyną i przestań ją krzywdzić, będąc aroganckim dupkiem. James nie będzie się nią wiecznie zajmował, a jeśli ty tego nie zrobisz… - Remus utkwił w Syriuszu twarde spojrzenie. – Ktoś inny to zrobi.
- To znaczy, ty? – Syriusz zmrużył niebezpiecznie oczy i nagle przestali być dziećmi, przestali być chłopcami, którzy całymi nocami mogli rozmawiać o smokach i Quidditchu. Teraz między nimi stanęła dziewczyna i to nie byle jaka dziewczyna. Do tej dziewczyny obaj rościli sobie prawo, mimo, że żaden z nich nie wiedział, jak daleko jego prawa sięgają.
- Ktoś powinien – warknął Remus.
- Co się tu dzieje?
Głos dobiegający od drzwi zdekoncentrował ich i zobaczyli, że do dormitorium właśnie wszedł James, zaniepokojony postawami swoich przyjaciół, których niewiele dzieliło od rękoczynów.
- Nic – powiedzieli jednocześnie i odstąpili od siebie, wracając do swoich łóżek.
- No, dobrze – James uważnie się im przyglądał. Po przedłużającej się ciszy podszedł do swojego łóżka i spojrzał na Syriusza. – Jak minęła twoja randka?
Syriusz zmarszczył brwi.
- Było w porządku. Myślę… Sądzę, że więcej z nią nigdzie nie pójdę.
- Miałeś pecha. Mogłeś zostać chwilę dłużej w Wielkiej Sali. Remus ci powiedział, że Mia przyłożyła Smarkerusowi? – Potter zaśmiał się. – To był cudowny widok. Tylko jeden raz widziałem ją równie wściekłą, co kilka godzin temu. To było wtedy, kiedy leżałeś w Skrzydle Szpitalnym w zeszłym roku.
wWwWwWwWwWwWwWw
Mia wróciła do pokoju wspólnego po północy. Była wyczerpana, bo przez cały dzień pomagała profesor McGonagall poprawiać wypracowania pierwszorocznych, a następnie – ze względu na agresywną naturę swojego zachowania – polerowała bez użycia magii każdą srebrną lampę wiszącą w Wielkiej Sali.
Zamiast skierować się do swojego dormitorium, padła jak podcięta na kanapę w pokoju wspólnym i szybko zasnęła.
Nie spała długo. Nagle się poderwała z sercem dudniącym w piersi. Ukryła twarz w dłoniach i zmusiła się, żeby wyrzucić z umysłu wizerunek Voldemorta oraz krzyki torturowanych Remusa i Syriusza. Wstała i z wahaniem spojrzała na schody prowadzące do jej sypialni. Nienawidziła koszmarów z jej chłopcami w rolach głównych. Zawsze sprawiały, że zaczynała się martwić i musiała na własne oczy się przekonać, że byli bezpieczni.
Powoli i bardzo cicho skierowała swoje kroki do dormitorium chłopców i wślizgnęła się do sypialni, którą jej brat dzielił z pozostałymi Huncwotami. Najpierw zajrzała za zasłony łóżka Jamiego. Chłopak był pogrążony w głębokim śnie, pochrapywał od czasu do czasu, a jedną nogę przerzucił przez krawędź łóżka. Mia uśmiechnęła się i z czułością przeczesała jego włosy, zostawiając je w jeszcze większym nieładzie.
Jej spojrzenie padło na łóżko po drugiej stronie sypialni, gdzie światło księżyca wydobywało z cienia piękną sylwetkę Remusa. Obserwowała, jak jego ciało unosi się i opada w rytmie płytkich oddechów. Nie chciała podejść bliżej, bo wiedziała, że przed pełnią spał bardzo lekkim snem, a potrzebował całego odpoczynku, jak mógł dostać.
Zanim wyszła z dormitorium, pomimo swojej złości, Mia zajrzała do Syriusza, żeby się upewnić, że jest bezpieczny. Leżał na boku, jedną rękę miał przyciśniętą do klatki piersiowej i trzymał w niej delikatnie swoją drugą rękę. Mia zmarszczyła brwi, patrząc na niego. W taki sposób sypiał, kiedy uciekali przed Śmierciożercami. Pamiętała, jak Aportowali się z Doliny Godryka i Syriusz się rozszczepił. Opatrzyła i uleczyła jego ranę tak samo, jak on uleczył ją kilka miesięcy wcześniej. I mimo że bardzo rzadko narzekał na ból w tej ręce, zauważyła, że nocami bardzo na nią uważał.
- Wszystko w porządku? – Wymamrotał, otwierając oczy.
Podskoczyła, nie zauważając wcześniej, że chłopak nie spał.
- Przepraszam – szepnęła. – Nie chciałam cię obudzić.
- Mam iść po Jamesa? – Usiadł i przetarł oczy. Rzucił spojrzenie na łóżko przyjaciela, na którym James spał jak zabity. – Cóż, mogę go obudzić.
- Nie trzeba. Wszystko w porządku – zerknęła z wahaniem na łóżko Remusa.
- Chodź do mnie – zrobił jej miejsce na swoim łóżku.
- Nie.
Zmarszczył brwi i nagle w jego zaspanych oczach zapłonął gniew.
- Potrzebujesz Remusa?
- Jak ci minęła randka?
Słysząc jej słowa, uspokoił się. Nie odpowiedział, ale zamiast tego złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Upadła na materac.
Syknęła cicho, nie chcąc budzić pozostałych Huncwotów. Zanim zdążyła porządnie usiąść, Syriusz położył głowę na jej kolanach. Jęknęła, zirytowana.
- Zamknij się i mnie pogłaszcz.
- Syriuszu…
- Randka była fatalna. Powinienem był iść z przyjaciółmi.
Po twarzy Mii przemknął cień, ale pozwoliła, żeby jego słowa ją uspokoiły.
- Przykro mi, że źle się bawiłeś. Może pocieszy cię fakt, że ja miałam jeszcze gorszy dzień, niż ty.
Syriusz cichutko zachichotał.
- Coś o tym słyszałem. Pamiętasz, że to naszym zadaniem jest chronić ciebie, prawda?
I nagle znalazła się ponownie w namiocie, razem z Harrym, Ronem i Syriuszem. Tym razem to nie Syriusz był rozszczepiony, ale ona. Leżała na łóżku, z gojącą się długą raną na plecach, z Baśniami Barda Beedle'a w jednej dłoni i z drugą zanurzoną w gęstym futrze śpiącego psa.
Przeczesała palcami włosy leżącego Syriusza.
- Może po prostu powinniśmy się zajmować sobą nawzajem?
Black uśmiechnął się.
