Od tłumaczki: Wtorek, zdążyłam. Wasze komentarze i prywatne wiadomości są bezcenne. Motywują mnie nie tylko do tłumaczenia, ale też do pilnowania terminów. Akcja na razie płynie dość powoli i spokojnie, lata Hogwartu są w miarę jednostajne. W tym rozdziale będziecie świadkami uroczystości zaślubin (co ciekawe, ja osobiście w tym tygodniu ogarnęłam kilka ważnych szczegółów związanych z własnym ślubem). To nie będą jedyne zaślubiny w tej powieści, a jedynie pierwsze z wielu. Miło się o nich czyta, wobec czego życzę miłego czytania.
ROZDZIAŁ 32 – KRZTUSZĄC SIĘ
27 marca 1974
Syriusz do końca roku szkolnego nie zabrał do Hogsmeade żadnej innej dziewczyny. Nie zabrał też Mii. Jednak mimo tego, że nie spotykał się z nikim po tej pechowej randce z Marlene McKinnon, jego zachowanie wobec niej po ich wieczorze w Hogsmeade wyrobiło mu odpowiednią reputację. Chłopak spędzał swoje wszystkie wieczory w wieży Gryfonów, ale po szkole zaczynały już krążyć plotki o młodym podrywaczu, którego wielokrotnie widziano z różnymi czarownicami. Podobno obściskiwali się za gobelinami, w pustych klasach, a nawet w gabinecie profesor McGonagall.
Bardziej irytowało to Mię niż Syriusza. Z tego powodu dziewczyna zaczęła rozumieć, dlaczego starszy Syriusz nie zwracał uwagi na bzdury, które drukował Prorok Codzienny. Jego cała reputacja opierała się na plotkach od momentu, kiedy skończył czternaście lat.
Rok szkolny rozpoczął się w bardzo stresujący sposób, ale do wiosny Mia i Huncwoci wrócili do normalności. Mia ponownie zaczęła czytać list Remusa przed pójściem spać. Czasami powtarzała tę czynność z rana, żeby przypomnieć sobie swoją nową, najważniejszą zasadę: żyj swoim życiem, ciesz się swoim życiem.
Próbowała tak żyć.
Jednej nocy, w połowie marca, chciała zaskoczyć Jamesa z okazji jego czternastych urodzin. Wślizgnęła się do szkolnej pralni i uśmiechnęła szeroko, widząc stos świeżo wypranych szat wierzchnich Ślizgonów. Nagle poczuła wdzięczność do Molly Weasley za to, że kilka lat wcześniej wbiła jej do głowy zaklęcia krawieckie.
Tego poranka, kiedy wypadły urodziny bliźniąt, po otwarciu prezentów od rodziców, przysłanych sowią pocztą, Mia uśmiechnęła się do brata z diabelskim błyskiem w oku.
- Mam dla ciebie prezent. Wszyscy wiedzą, jak rzucać Czar Podgrzewający Powietrze? – Zapytała. – I umiecie rzucić go tak, żeby nikt nie widział?
- Zrobiłaś coś złego, kotku? – Dopytywał Syriusz, uśmiechając się coraz szerzej.
Mia nic nie odpowiedziała, tylko spojrzała na niego z niewinną miną.
Chłopak wybuchnął szczekającym śmiechem, złapał za różdżkę i popędził pozostałych do zrobienia tego samego.
- To powinno być dobre.
- Skierujcie różdżki na stół Ślizgonów i rzućcie Czar Podgrzewający Powietrze. Nie ma parzyć, tylko być nieprzyjemnie ciepło – wyjaśniła.
Gryfoni machnęli lekko różdżkami, koncentrując zaklęcie na srebro-zielonym stole po przeciwnej stronie Wielkiej Sali. Początkowo nic się nie działo i Syriusz wyglądał na zawiedzionego. Jednak nikt nie przerwał zaklęcia i po chwili ich uszu dobiegło ciche pop.
Chwilę później znowu to usłyszeli.
Pop! Pop! Pop!
Mia wykrzywiła wargi, gdy zobaczyła, że Snape podnosi wzrok znad swojego śniadania i rozgląda się na boki. Amycus Carrow zrobił to samo.
Pop!
Starsi Ślizgoni również zaczęli się rozglądać, próbując zlokalizować źródło tego dźwięku.
Pop! Pop! Pop!
- Co się dzieje? – Zapytał James.
- Po prostu patrz – odpowiedziała Mia.
Pop! Pop! Pop!
Ślizgoni zaczęli wstawać ze swoich miejsc, krzycząc do siebie z zaniepokojeniem. Pop! Niektórzy siłowali się ze swoimi szatami. Pop! Próbowali zdjąć z siebie okrycia najszybciej, jak to możliwe.
I nagle świeżo uprażony popcorn zaczął się wysypywać z szat Ślizgonów na stół i podłogę. Białe kuleczki wylewały się z kieszeni, zza kołnierzy i z rękawów przerażonych uczniów.
Syriusz uśmiechnął się z uznaniem.
- Sprytne, kotku. To na pewno nie była najgorsza rzecz, jaką mogłaś im zrobić, ale na pewno była zabawna. Jak ją oceniamy, chłopcy? – Rozejrzał się po twarzach przyjaciół.
- Powyżej oczekiwań – uprzejmie odpowiedział Remus, uśmiechając się ironicznie.
- Zgadzam się z profesorem Lupinem – dodał Jamie, a Mia zdusiła śmiech, słysząc, jak jej brat określił Remusa.
- Ja widzę wyłącznie Akceptowalny – przyznał Syriusz, marszcząc brwi. – Musisz się nauczyć kilku chwytów poniżej pasa, jeśli chcesz żartować z innych ludzi.
Mia uśmiechnęła się słodko do przyjaciela.
- Wiesz ile czasu zajęło mi wszycie kukurydzy w szaty każdego Ślizgona? – Zapytała. –Naucz się cierpliwie czekać.
- Łiiiiiiiiiii! – Donośny wrzask przetoczył się na ich głowami i przez odrzwia Wielkiej Sali wleciał Irytek, niosąc w rękach wielkie wiadro. – Śliskie, klejące się węże!
Zawisł nad stołem Ślizgonów i opróżnił zawartość wiadra. Na uczniów oblepionych białym popcornem wylało się roztopione masło.
Oceny Mii natychmiast podskoczyły do Wybitnych.
Chłopcy cały następny miesiąc próbowali dojść do tego, jak Mia przekonała Irytka do asystowania przy żarcie, ale dziewczyna słowem się nie zdradziła. Irytek był dziką kartą i mógł się stać niebezpieczny w rękach Huncwotów.
wWwWwWwWwWwWwWw
20 czerwca 1974
- Mia, obudź się.
- Nie – jęknęła w poduszkę.
Zostało tylko kilka dni w szkole i dziewczyna już nie mogła się doczekać, kiedy będzie mogła zasnąć we własnym, ogromnym łóżku. Egzaminy minęły i miała pewność, że wszystkie zaliczyła na najwyższe oceny. Była trzecia z całego ich rocznika, tuż za Remusem i Lily, i jej wynik był identyczny, jak wynik Severusa Snape'a. Mia wiedziała, że z łatwością mogła być lepsza od nich – w końcu w swoim poprzednim życiu zdawała te same egzaminy i była najlepsza – ale wiedziała również, że Lily i Remus byli kandydatami na prefektów i najbliższy rok na pewno zadecyduje o ich przyszłości. Była już kiedyś prefektem i coś jej mówiło, że gdyby ponownie przyjęła tę odpowiedzialność, nie pozwoliłoby jej to na podążanie za jej nową życiową zasadą: żyj swoim życiem, ciesz się swoim życiem. Więc zamiast martwić się odznaką prefekta czy egzaminami, Mia śniła o sadzie za Dworem Potterów, gdzie planowała spędzić całe lato, pogrążona w lekturze ulubionych książek, obserwując chłopców grających w Quidditcha.
- Mia, obudź się.
Otworzyła jedno oko i jęknęła.
- Syriusz?
W jego szarych oczach pojawiły się iskierki rozbawienia.
- Wstawaj, kotku.
Mia usiadła gwałtownie. Wciągnęła z sykiem powietrze, przyciągając kołdrę pod samą brodę, jakby Syriusz nigdy nie widział jej w koszuli nocnej.
- Syriusz! Jak się tu dostałeś?
Chłopak zaśmiał się, bo jego myśli podążały tym samym torem. Ta dziewczyna raz spała w jego łóżku, na bogów! Jednak ponieważ nad ranem w powietrzu unosiła się jakaś niezręczność, od tamtej pory, kiedy Mia miała koszmary, szła natychmiast do łóżka swojego brata.
- Wyglądasz naprawdę seksownie, kiedy jesteś zawstydzona.
- Syriuszu! Schody! Jak się tu dostałeś? – Warknęła. – Chłopcy nie mogą się po nich wspinać.
- Uwielbiam, kiedy mnie nie doceniasz.
Mia rzuciła mu mroczne spojrzenie, próbując ukryć fakt, że zaimponował jej tym, że udało mu się obejść to konkretne zaklęcie.
- Teraz wstawaj. Przed nami wesele, na które nie możemy się spóźnić.
- Wesele? –Jęknęła, opadając na łóżko. Zrezygnowana, naciągnęła kołdrę na twarz.
- Wesele – potwierdził, zrywając z niej okrycie i obdarzając niewinnym uśmiechem.
- Czy ty właśnie się mi oświadczasz? Bo minęło kilka lat od twojej ostatniej propozycji.
- Cały czas utrzymuję, że zasługujesz na moją wieczną miłość, bo kupiłaś mi wtedy czekoladowe ciasteczko.
Przypomniała sobie ich pierwszą podróż do Hogwartu, kiedy kupiła wszystkim chłopcom jakieś słodycze. James przyznał jej wtedy tytuł Najlepszej Siostry Wszechczasów. Remus i Peter podziękowali za jej uprzejmość. A jedenastoletni Syriusz próbował ją przekonać, że czekoladowe ciasteczka są jedną z form posagu i błagał, żeby została jego żoną.
Ziewnęła, odpychając przyjaciela od siebie.
- Ty możesz zasłużyć na moją wieczną miłość, jeśli dasz mi spać.
- Nie. Muszę iść na to wesele i chcę, żebyś poszła ze mną.
- Mam iść z tobą na randkę?
Syriusz zaśmiał się, wstał i przeciągnął dłonią po rozczochranych włosach. Zastanawiała się, czy mówił poważnie. Nigdy nie była w stanie zorientować się, czy Syriusz był poważny, czy tylko sobie z niej żartował.
- Jeżeli to miałaby być randka, to jestem wart tyle, co mówią o mnie tegoroczne plotki. Nie, to zdecydowanie nie jest randka – zapewnił, łapiąc ją za rękę i podrywając do pozycji siedzącej. Przesunął jej nogi nad podłogę. – Po prostu muszę tam być i wolałbym, żebyś to ty była ze mną, a nie któryś z chłopaków.
Zarumieniła się, przypominając sobie, jak tańczyła ze starszym Syriuszem na weselu Billa i Fleur. Powiedział jej, że nienawidził wesel, bo jako dziecko został zmuszony do uczestnictwa w zbyt wielu.
„Na większości wesel, na których byłem, ślubowali sobie moi kuzyni, kuzynki, ciotki i wujkowie, przeznaczenie sobie nawzajem. Albo przeznaczeni takim ludziom jak Malfoy czy Lestrange."
Zachłysnęła się swoim oddechem.
- Mówisz o ślubie Narcyzy?
- Tak.
Poczuła, jak jej serce zamiera, a ją cały ogarnia lodowaty strach. Zamrugała, próbując odegnać od siebie obrazy zimnego, wysoko sklepionego salonu.
- Syriuszu, ja… Ja… Nie mogę.
- Dlaczego nie? Pośmiejemy się trochę. Powiedz mi przy okazji, dlaczego twoje współlokatorki nadal śpią? Spodziewałem się, że o tej porze trzy dziewczyny będą na mnie wrzeszczeć, że mam stąd iść. Albo zostać – mrugnął do niej łobuzersko.
- Rzucam na swoje łóżko Zaklęcie Uciszające za każdym razem, gdy idę spać – odpowiedziała krótko. – Gdzie jest to wesele, Syriuszu?
- Zaklęcie Uciszające? Spodziewałaś się mnie?
- Syriuszu! Wesele! Gdzie się odbywa?
Wywrócił oczami.
- W Dworze Malfoy'ów. Ogromne zamczysko, zimne i brzydkie jak…
- Nie mogę – przerwała mu, wyrzucając wspomnienia o Klatwie Cruciatus ze swojego umysłu. Tam została poddana torturom. Tam uwięziono jej przyjaciół. Tam Syriusz prawie zginął. Znowu. – I… Nie chcę, żebyś ty tam szedł.
Zmarszczył brwi, zaniepokojony jej zachowaniem.
- Nie chcę tam iść, ale muszę.
- Dlaczego?
- Bo Narcyza kiedyś była inna – przyznał, ponownie przeczesując palcami włosy. – To moja kuzynka. I wygląda na to, że utknęła w tej sytuacji bez wyjścia. Chciałbym, żeby w ostatniej chwili pojawił się ktoś, kto ją uwolni.
Twarz Mii spochmurniała, gdy patrzyła w niewinne oczy przyjaciela.
- Ona nie chce ratunku. Przykro mi, Syriuszu, ale ona wchodzi w to małżeństwo z otwartymi oczami.
Wzruszył ramionami.
- Pewnie tak. W takim wypadku my napijemy się przedniej whisky z piwniczki Malfoy'ów, wzniesiemy toast ich szampanem i podłożymy łajnobomby w torcie weselnym.
- Może warto tam iść z tobą – zaśmiała się szczerze. Przerażał ją powrót do Dworu Malfoy'ów. Nie chciała tam wracać, ale Syriusz był zdeterminowany, żeby być tam dla Narcyzy, a ją paraliżowała myśl, że może go puścić samego.
Odpowiedział szerokim uśmiechem.
- Ubieraj się! W swoje najlepsze szaty wyjściowe.
- Zaczekaj. Jak się tam dostaniemy?
Syriusz wyciągnął z kieszeni srebrną kopertę z czarnym nadrukiem i herbem rodu Malfoy'ów.
- Zaproszenia są świstoklikami.
Mia zerknęła na napis na kopercie.
- Jest zaadresowane do Regulusa.
- Naprawdę? – Syriusz udał zdziwienie i uważnie przyjrzał się zaproszeniu. – Rzeczywiście.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
- Niedobrze mi – mruknęła Mia, prostując plecy przez Dworem Malfoy'ów. Nienawidziła podróżować za pomocą świstoklików.
Uważnie przyglądała się otoczeniu, kiedy zmierzali w stronę przerażającego domostwa, ukryci pod Peleryną Niewidką Jamesa. Zdziwiło ją, że nadal było ciemno.
- Dlaczego przybyliśmy tak wcześnie?
- Mamy przesilenie letnie.
- I? – Spojrzała na niego pytająco.
- I nów.
Weszli do zamczyska za plecami wielkiej rodziny, którą akurat witali gospodarze. Zaproszenie, które Syriusz miał w kieszeni pozwoliło im przejść przez zaklęcia ochronne.
- I…?
- I co? – Odwrócił się do niej i po chwili milczenia zaczerwienił się. Mrugnął z zakłopotaniem. – Przepraszam. Czasami zapominam, że twoi rodzice są inni, mimo ich czystej krwi. Mamy przesilenie letnie, które przypada w czasie nowiu. Zgodnie z tradycją zaślubiny muszą się odbyć o świcie. Przesilenie symbolizuje ogień i oczyszczenie, nów oznacza moment na zaplanowanie swojej przyszłości, a świt jest alegorią narodzin…
- Fuj – parsknęła. – Propaganda czarodziejów czystej krwi, ubrana w ładne słówka.
Syriusz wybuchnął głośnym śmiechem i szybko przyłożył sobie dłoń do ust, bo kilkoro gości rozejrzało się, próbując zlokalizować źródło śmiechu.
- Przepraszam. Miałem wrzucić kilka kurew i gówien, żeby zabrzmiało przystępniej?
- Jesteś wulgarny – wywróciła oczami.
- Uwielbiasz to.
Poczuła, jak na jej policzki wpłynął zdradziecki rumieniec. Nigdy by nie przyznała, że lubiła, jak Syriusz przeklinał. Prawda była taka, że nakręcała ją jego wolność słowa, chociaż reagowała furią. Zwykle miał z tego ubaw.
- Chcesz powiedzieć, że ten dzień został wybrany celowo? Dlatego Narcyza kilka dni przed zakończeniem roku szkolnego musiała wrócić do domu? Żeby wziąć ślub?
- Wygląda na to, że Malfoyowie i Blackowie myślą, że z tego małżeństwa wyjdzie coś ważnego – odpowiedział ironicznie, obserwując tłum. Byli tam przedstawiciele najstarszych rodów czystej krwi, członkowie Wizengamotu, urzędnicy Ministerstwa i śmietanka towarzyska społeczeństwa czarodziejów. W kłócącej się parze Mia rozpoznała rodziców Syriusza i szybko pociągnęła go w przeciwną stronę.
- Sojusz Malfoy'ów i Blacków jest ważnym wydarzeniem – przyznała. – Powstanie nowa potęga polityczna. Ich planem jest oczyszczenie społeczeństwa z osób o niewygodnym statusie krwi. Wykorzystają dziecko Lucjusza i Narcyzy, żeby wprowadzić nas w czasy tyranii i dyktatury.
Wykrzywiła twarz, przypominając sobie propagandowe anty-mugolskie hasła ze swojej oryginalnej linii czasowej. Pamiętała, jak Lucjusz Malfoy rzucił własną rodzinę na pożarcie Czarnemu Panu. Jak Draco został oznaczony z tego powodu. Uśmiechnęła się diabelsko, wiedząc o zdradzie Dracona.
- Na szczęście, nie uda im się.
- Oczywiście, że się nie uda. Zamierzam nie dopuścić do tego wesela.
- Syriuszu, nie o to mi chodziło – zmarszczyła czoło, kiedy weszli na wielką klatkę schodową. Zatrzymała się, gdy dotarło do niej, że właśnie przeszli przez salon, a ona nawet nie zwróciła na niego uwagi. Jak to się stało? Miała koszmary o tym miejscu, a teraz przeszła przez nie bez problemów.
- Tutaj – Syriusz wyrwał ją z zamyślenia. – Nie wychodź spod Peleryny.
Zanim Mia miała możliwość go zatrzymać, Syriusz zrzucił z siebie Pelerynę Niewidkę i wślizgnął się do komnaty przed nimi. Poszła za nim, dokładnie okrywając się drogocennym materiałem.
- Cyziu – przywitał się, wchodząc do jej panieńskiego pokoju.
Młoda kobieta siedziała przed ogromnym lustrem. Jej piękne, jasne włosy były szykownie ułożone i spływały miękkimi falami na ramiona. Niebieska wstążka, którą przepasane były jej białe, ślubne szaty miała ten sam kolor, co oczy kobiety. Była niesamowicie piękna. Brakowało jej tylko szczęśliwego uśmiechu, który zwykle rozświetla twarz panny młodej.
Westchnęła na widok kuzyna.
- Co ty tu robisz? Nie byłeś zaproszony! – Wstała i podbiegła do drzwi, upewniając się, że nikt go nie śledził.
Mia musiała się pochylić, żeby Narcyza jej przypadkiem nie uderzyła.
- No, tak – wyciągnął z kieszeni srebrną kopertę. – Nie spodziewałbym się dzisiaj Regulusa. Jest mu niesamowicie przykro, ale chyba gdzieś zgubił zaproszenie.
- Musisz stąd odejść – powiedziała, pokazując, że nie jest w nastroju na jego zadziorny humor. Jej głos był zimny i gorzki, ale Syriusz słyszał w nim nutki paniki. – Odejdź natychmiast!
Syriusz potrząsnął głową.
- Nie odejdę bez ciebie.
- Masz nie po kolei w głowie, głupiutki kuzynie? – Syknęła. – To dzień moich zaślubin!
- Nie musi nim być – Syriusz spoważniał. – Możesz uciec. Jak Andromeda. Znajdziesz kogoś, kto cię pokocha i nie będzie cię traktować gorzej niż skrzata domowego.
- Nie chcę takiego życia, jakie wiedzie Andromeda – odpowiedziała, ale w jej oczach zabłysły łzy.
- Ona przynajmniej jest wolna. Nie musi zwracać uwagi na całe to czystokrwiste gówno!
- Torturowała ją jej własna siostra – odbiła piłeczkę Narcyza. Ujęła materiał sukni ślubnej w dłonie i zaczęła nerwowo przechadzać się po komnacie. – Na moim własnym przyjęciu zaręczynowym. I tylko ty, czternastoletni chłopiec, próbowałeś ją powstrzymać! Nie jestem Andromedą. Nie mam możliwości, żeby odejść. Wybór został podjęty.
- Za ciebie!
- Tak, za mnie – zgodziła się. – Tak, jak zostanie podjęty za ciebie. Andromeda zrujnowała życie nam obojgu, uciekając ze szlamą.
Jej oczy zrobiły się lodowato zimne.
- Nie nazywaj go tak! Nigdy tak na niego nie mówiłaś.
- Ale tym właśnie są – zmrużyła piękne, chłodne oczy. – To szlamy, a ty jesteś zdrajcą krwi!
- Zdrajcy krwi mają rację! – Wrzasnął Syriusz, nie odwracając wzroku. Złapał ją za przedramię, nie pozwalając odejść. – Cyziu, myślisz, że nie wiem, jakie plany ma Lucjusz Malfoy? Podsłuchałem, jak rodzice rozmawiali z Abraxasem w ostatnie święta wielkanocne. Wiem, za kim podążają i co chcą zrobić.
- Przestań – błagała, próbując wyswobodzić swoją rękę.
- Cyziu…
- Proszę…
- Wychodzisz za pieprzonego Śmierciożercę! – Ryknął, a Narcyza upadła na podłogę, wstrząsana szlochem.
Głaskał ją po głowie, próbując ją pocieszyć w jedyny znany sobie sposób. Narcyza przez jakiś czas nie potrafiła wydobyć z siebie głosu.
- Ty też będziesz Śmierciożercą.
Młody Black odskoczył od kuzynki, jakby była trędowata.
- W życiu!
- Jesteś jeszcze za młody – powiedziała cicho, sięgając po chusteczkę, aby otrzeć łzy. – Tylko dlatego jeszcze cię nie oznaczyli. Nie rozumiesz, kuzynie? Tak wygląda nasze życie: bądź posłuszny, albo zgiń.
- Ty prawie zginęłaś. Byłaś pod działaniem Imperiusa, prawda?
Narcyza nie zaprzeczyła. Stała tylko przed nim, wyprostowana, zimna, z twarzą nagle wypraną z emocji.
- Byłaś?
- Nie słuchałam go, jak powinna słuchać dobra żona – powiedziała w końcu. – Jest tak, jak mówi: bądź posłuszny, albo zgiń.
- Uratowałem ci życie. Po co?
- Nie powinieneś był – westchnęła. – Byłoby lepiej, gdyby pozostał po mnie zimny nagrobek, gdzieś za trybunami boiska do Quidditcha. Ale dzięki tobie jestem przyszłą Lady Malfoy.
Syriusz zbladł.
- A ty jesteś dziedzicem Blacków – kontynuowała. – Zapomnij o mnie i zacznij się martwić o siebie, Syriuszu.
Mia nagle usłyszała kroki i zdjęła z siebie Pelerynę, podchodząc do przyjaciela.
- Syriuszu! Ktoś idzie.
Oczy Narcyzy rozszerzyły się w przerażeniu.
- Przyprowadziłeś Pottera na moje zaślubiny? Na Salazara! Syriuszu, planujesz zginąć tak szybko? – Potrząsnęła głową i mocno pchnęła kuzyna w kierunku Mii. – Wynoście się, oboje!
- Cyziu, chodź z nami – poprosił ostatni raz.
- Wynocha!
wWwWwWwWwWwWwWw
Godzinę później Syriusz i Mia znaleźli się na tyłach ogrodu, dotrzymując towarzystwa skrzatom domowym. Syriusz wykorzystał Pelerynę Niewidkę, żeby znaleźć butelkę najlepszej whisky Abraxasa Malfoy'a i już opróżnił połowę. Byli cicho i nie zwracali na siebie uwagi, doskonale wpasowując się w tłum gapiów.
Przed zgromadzonymi gośćmi, Cygnus Black przekazał dłoń Narcyzy Lucjuszowi, a czarodziej przewodniczący ceremonii zaślubin związał ich ręce dwiema wstęgami, czarną i srebrną, symbolizującymi dwa rody. Następnie mężczyzna wygłosił mowę ślubną dotyczącą honoru i obowiązku, ale nie miłości.
Syriusz nadal pił i Mia musiała mu w końcu odebrać butelkę. Sama łyknęła sporo alkoholu, po czym odstawiła naczynie na srebrną tacę kelnera.
- Narcyzo z rodu Black – czarodziej zwrócił się do Cyzi. – Spójrz na swojego Pana i Męża. Złóż swoją przysięgę.
- Ja, Narcyza z rodu Black, daję tobie, Lucjuszu z rodu Malfoy, moją cnotę i mój… Mój głos. Moje ciało i moje posłuszeństwo.
Syriusz zamrugał zmieszany, słysząc słowa przysięgi. Mia ujęła jego dłoń.
- Przyjmę twoje nazwisko i będę je szanować. Zawsze utrzymam je w czystości. Tobie oddam mojego pierworodnego syna, twojego dziedzica, który przekaże twoją spuściznę i dziedzictwo twoich przodków. Ja… - Zawahała się i Syriusz wyprostował plecy, słuchając z uwagą.
- Świadomie wiążę się z tobą i tylko śmierć nas rozłączy. Tak przysięgam na moją magię. Suscipiam ilud vinculum – zaintonowała i czarna wstęga rozjaśniła się, po czym zmieniła barwę na srebrną.
Syriusz przygarbił się i Mia mocniej zacisnęła dłoń wokół jego ręki. Czekała na przysięgę Lucjusza, a gdy mężczyzna nic nie powiedział swojej świeżo upieczonej małżonce, zmarszczyła czoło.
- Ogłaszam was mężem i żoną, złączonymi na całe życie – powiedział radośnie czarodziej.
Rozległy się uprzejme oklaski. Goście wstali ze swoich miejsc i uformowali kolejkę, żeby złożyć osobiste życzenia młodej parze. Kelnerzy zabrali się do roboty, roznosząc wśród gości kieliszki z szampanem i szklanki z rżniętego kryształu, pełne wody ognistej.
- Znowu mi niedobrze – wymamrotała Mia, zaszokowana tym, czego właśnie była świadkiem. – Niczego jej nie ślubował. Powinien chociaż coś powiedzieć.
- Zmywamy się stąd, Mia. Nie chce mi się żartować na tej imprezie, skoro właśnie byłem świadkiem, jak moja kuzynka świadomie pozwoliła się zniewolić – pociągnął ją, ale dziewczyna stała twardo, wpatrując się w parę młodą, jakby ceremonia miała mieć ciąg dalszy, bo ktoś o czymś zapomniał. Nikt jednak nic nie powiedział.
- Widziałam już ceremonię zaślubin – pomyślała o weselu Billa i Fleur, podczas którego oboje ślubowali sobie z miłością i oddaniem, ubierając swoje uczucia w piękne słowa. – To nie było…
- Normalne? Nie. To była bardzo stara ceremonia. Narcyza właśnie związała swoją magię z rodem Malfoy'ów na całe życie. I to nawet nie było zawiązanie więzi małżeńskiej! Wyglądało bardziej jak… - Zawahał się, a po jego pięknej twarzy przemknął cień. – Jak więź, która wytwarza się miedzy panem i jego skrzatem domowym!
- Są różne typy więzi? – Mia wykrzywiła się do siebie.
- Co? – Syriusz spojrzał na nią z uniesioną brwią. – Oczywiście, że…
- Patrzcie, patrzcie, co my tu mamy!
Mia stanęła jak wryta, a jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. Chwyciła dłoń Syriusza i ścisnęła mocno, jakby jego obecność była jej kotwicą. Przez chwilę oddałaby wszystko, żeby znaleźć się ponownie w roku 1998, gdzie byli oboje bezpieczni.
Syriusz rzucił stojącej przed nimi młodej kobiecie mordercze spojrzenie.
- Bella.
Kobieta wyglądała tak samo, jak Mia ją zapamiętała, chociaż była zdecydowanie młodsza. Jej czarne włosy były gęste i lśniące, brakowało w nich siwych pasemek. Miała te same ostre rysy twarzy, co wszyscy potomkowie rodu Blacków. Jej oczy były identyczne, jak oczy Andromedy.
Syriusz przymknął powieki.
- Powiedziałbym, że miło cię widzieć, ale za każdym razem, kiedy cię widzę, mam ochotę wydrapać sobie oczy.
- Przeginasz, kuzynie – ostrzegła go Bella. – Masz czelność przychodzić tutaj, postawić stopę w tym domu po wszystkim, co zrobiłeś?
Mia objęła mocno ramię Syriusza i przylgnęła do niego, słysząc w myślach głos Belli, wypowiadający z radością „Crucio".
- Przyprowadziłeś ze sobą Pottera? – Wzrok Belli spoczął na przerażonej Mii, a w tym wzroku było tyle samo nienawiści, co w spojrzeniu, jakim starsza Bellatrix obdarowała Hermionę Granger.
- To tradycja, nie wiedziałaś? – Syriusz prychnął, nie odczuwając strachu przed kobietą, o której wiedział, że nie miała skrupułów, żeby torturować swoją siostrę. – Obecność zdrajców krwi podczas ceremonii zaślubin. Przyniesie młodej parze szczęście, dużo synów i bla, bla, bla… Wiesz, o czym mówię.
Bellatrix zrobiła krok w ich stronę.
- Jesteś tylko śmieciem na tle perfekcyjnej rodziny.
Mia przeniosła spojrzenie ze zdeterminowanej twarzy Syriusza na Bellatrix. Pamiętała starszą Bellę, która lewitowała związanego czarnego psa, śmiejąc się wariacko.
„Złapałam właśnie zdrajcę krwi. Syriusz Black, cały i zdrowy."
Coś ożyło w duszy Mii na to wspomnienie i dziewczyna poczuła, że jej dłoń przybliża się ku różdżce.
- Zrobiłabym wszystko, żeby usunąć cię z tej rodziny – warknęła Bella.
Mia stanęła między Syriuszem i jego kuzynką.
- Nie dotkniesz go! – Syknęła, unosząc różdżkę w odpowiedzi na ruch Belli.
Syriusz westchnął i sięgnął ku ręce przyjaciółki.
- Mia!
- Jaka wojownicza dziewczynka – zaśmiała się kobieta. – Powinnam zetrzeć ten uśmiech z twojej twarzy jednym mocnym uderzeniem.
- Bywało ze mną gorzej – odpowiedziała Mia.
- Macie szczęście, że przelanie krwi w dzień zaślubin zwiastuje nieszczęście. A to były bardzo ważne zaślubiny – Bellatrix pochyliła się nad Mią. – Może innym razem, dziewczynko. Będę czekać z niecierpliwością. Rozprawię się z tobą, z moim kuzynem i wszystkimi zdrajcami krwi, waszymi przyjaciółmi. Podobno macie też wilkołaka…
Przesadziła.
- Nie dotkniesz mojej rodziny, ty suko!
Syriusz złapał Mię wpół i odciągnął ją od swojej kuzynki. Stanął między nimi z szeroko otwartymi oczami.
- Jak śmiesz mówić do mnie w ten sposób? Masz pojęcie, kim ja jestem? – Wrzasnęła Bella. Jej dłonie trzęsły się z wściekłości, a oczy ciskały błyskawice. – Ty mała, brudna zdrajczyni krwi! Będę patrzeć, jak zdychasz, wrzeszcząc z bólu!
Hermiona rzeczywiście wrzeszczała. Krzyczała i wyła w salonie Dworu Malfoy'ów, ale nie umarła. Doskonale pamiętała, jak na torturującą ją czarownicę naskoczył czarny pies, który wgryzł się w jej szyję i rozszarpał.
Mia stała teraz przed swoją oprawczynią. Już nie była przerażona.
- A ja będę patrzeć, jak ty umierasz… Krztusząc się!
Zanim Bellatrix miała okazję unieść ponownie swoją różdżkę, Mia dotknęła bransoletki na swoim nadgarstku.
- Portus – zaintonowała.
