Od tłumaczki: Nienawidzę zmiany czasu. Rozregulowała mnie totalnie. Nie mam na nic siły. Nawet do poprawienia tego rozdziału musiałam się solidnie zmusić. Ale rozdział był tego wart. Jest bardzo ważny, bo wiele wyjaśnia. W końcu dowiemy się czegoś o Więziach – Dorea jest wspaniałą nauczycielką. I dostaniemy pierwszy poważny moment Mia/Syriusz. Szkoda, że na kolejne będziemy musieli poczekać ładnych kilkadziesiąt rozdziałów... Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 33 – SPROWOKOWANA I ZAPIECZĘTOWANA
20 czerwca 1974
Syriusz i Mia wylądowali w Hogsmeade, które wyglądało urokliwie, skąpane w świetle słońca wschodzącego nad szkockim horyzontem. Z miejsca, w którym stali, Hogwart był bardzo dobrze widoczny.
- Chodźmy – wymamrotała czarownica i powoli zaczęła iść w kierunku zamku.
- Mia! – Krzyknął za nią Syriusz i złapał ją za rękę. – Po pierwsze, nie możesz po prostu podejść do wrót zamku i do nich zapukać. Wymknęliśmy się ukradkiem i w taki sam sposób musimy wrócić.
Westchnął z irytacją i pociągnął ją w kierunku lasu. Weszli na ścieżkę, która prowadziła do starej, opuszczonej chaty.
- Gdzie jesteśmy? – Zapytała po przejściu przez próg.
- W chacie myśliwskiej. Tutaj mieszkał poprzedni strażnik kluczy Hogwartu, ale kiedy Hagrid objął to stanowisko, musieli zbudować dla niego nową chatę. Znaleźliśmy ją w tym roku. Niebezpiecznie jest tu chodzić, bo podłoga jest dziurawa, ale na szczęście nas najbardziej interesuje piwnica – znowu ją pociągnął, kierując się w stronę małej klatki schodowej. Drzwi do piwnicy były zamknięte.
- Alohomora – mruknął i drzwi otworzyły się, pokazując ciemny tunel. – Prowadzi do Hogwartu. Ale zanim wrócimy, mogłabyś mi wyjaśnić, co to było? Jakim cudem potrafisz rzucić zaklęcie Portus? To wykracza poza zakres OWUTEMów!
- Ufasz mi? – Odpowiedziała pytaniem Mia i westchnęła, kiedy Syriusz pokiwał głową. – Musisz wiedzieć, że nie mam możliwości, żeby odpowiedzieć na każde twoje pytanie. Mam swoje powody.
Szli powoli przez ciemny tunel, a jedynym źródłem światła był czubek jej różdżki. Nie odzywali się do siebie do momentu, kiedy poczuli, że tunel zaczyna kierować się do góry.
- Ufam ci, Mia, ale czasami zastanawiam się, czy przypadkiem nie oszalałaś, szczególnie biorąc pod uwagę to, co właśnie zrobiłaś – wymamrotał Syriusz i znowu zapadła między nimi cisza.
Wyciągnął do niej rękę, kiedy ich marsz przyblokowały drewniane beczki po whisky Blishena – wyglądało na to, że ktoś kiedyś korzystał z tego tajnego przejścia jako skrytki. Po wyglądzie beczek Mia wywnioskowała, że musiało to być jakieś trzydzieści lat temu.
- Wiesz, komu groziłaś? – Zapytał w końcu.
Mia skinęła głową, schylając się, żeby przejść pod ogromną pajęczyną.
- Bellatrix Lestrange. I niczym jej nie groziłam. Obiecałam. Ona groziła tobie, mojej rodzinie i Remusowi. Nie pozwolę na to. Zaczekaj… - Rozejrzała się, gdy tunel nagle skończył się ślepym zaułkiem.
- Kolejne tajne przejście. Znaleźliśmy ich setki. Wyjdziemy stąd na czwartym piętrze, tuż obok wielkiego lustra. Ale posłuchaj mnie! Nie możesz ot, tak sobie, grozić Bellatrix Lestrange. Na Merlina… Myślałem… Ona miała w dłoni swoją różdżkę, a ostatnim razem… Mogła cię zabić!
- Ale nie zabiła. Uciekliśmy – szepnęła, kładąc dłoń na jego policzku.
Coś w niej pękło, gdy patrzyła na niego, zmartwionego, wściekłego na jej zachowanie. Wystawiła się na niebezpieczeństwo w najgorszym możliwym momencie, ale nie mogła się powstrzymać. Stawiła czoła Bellatrix Lestrange, kobiecie prześladującej ją w jej najgorszych koszmarach, ale zamiast myśleć o swoim strachu przed torturami, jej uwaga była skupiona na Syriuszu. Na mężczyźnie, którego Bellatrix zepchnęła za Zasłonę. Na ich pojmaniu i przetrzymywaniu w Dworze Malfoy'ów.
Zrobiła to wszystko dla niego.
Zauważyła, że oddychał z trudem. Chłopak był w bardzo dobrej kondycji, więc ich krótki spacer pod górę nie mógł go pozbawić oddechu. Nadal musiał być zdenerwowany. To tylko wzmogło jej gniew na Bellatrix.
- Czuję się dobrze – zapewniła go, kciukiem muskając jego podbródek, rozbawiona, że już rośnie mu zarost. U Remusa też już się pojawiło owłosienie twarzy, ale Jamie i Peter narzekali na jego brak. Mia przyłapała kiedyś Jamiego na stosowaniu Zaklęcia Depilacyjnego na gładkiej skórze, bo chciał zmusić zarost do pojawienia się.
- Przepraszam, że naraziłam się na niebezpieczeństwo, ale teraz oboje jesteśmy bezpieczni – uściskała go mocno, przyciskając swoją twarz do materiału jego szaty. – Jesteśmy bezpieczni. Ja jestem bezpieczna. Żyję.
- Żyjesz – powtórzył szeptem Syriusz, odsuwając ją od siebie, żeby spojrzeć w jej orzechowe oczy. – Mia, nie masz nawet pojęcia…
Jak przerażony byłem, dokończył w myślach. Jak przerażony byłem, że mogę cię stracić.
Nie myśląc o tym, że była siostrą Jamesa, że Remus by go zabił za jego nieodpowiedzialne zachowanie, przycisnął wargi do jej ust, desperacko pragnąc poczuć jej smak.
Spodziewał się, że zastygnie w przerażeniu, zaskoczona jego fizycznym zbliżeniem, ale przyjemnie go zaskoczyła, splatając swoje dłonie na jego karku. Westchnęła w uniesieniu prosto w jego usta i Syriusz jęknął. Obiecał sobie, że jeszcze nie raz wywoła w niej tę reakcję.
Chwycił ją mocno za ramiona i przycisnął do siebie, przerażony, że dziewczyna może uciec i zakończyć tę czarowną chwilę – która w pewnym momencie będzie musiała się skończyć. Pozwolił dłoniom swobodnie poruszać się po jej ciele i całował ją mocno, aż w końcu usłyszał ponownie ciche pomruki, które z siebie wydawała. Językiem delikatnie obrysował jej wargi, niemo prosząc o pozwolenie. Otworzyła usta, a Syriusz z chęcią skorzystał z okazji, żeby jej posmakować. Kiedy ich języki się spotkały w tańcu, na młodego Blacka spłynęła prawda:
Ona smakuje tak, jak smakuje whisky.
Była gorąca, smakowita i rozpaliła w nim piekło. Nagle poczuł przerażenie. Nie czuł się tak od pamiętnej randki z Marlene McKinnon. Chociaż może nie… Jego pierwsze pocałunki były bardzo niezręczne, wszędzie było pełno rąk i ust. Bardzo łatwo było mu rzucić Marlene. Pozostało mu po niej tylko uczucie dumy, że sobie poradził i chęć pochwalenia się swoim wyczynem przed przyjaciółmi.
Ale teraz…
Płonął.
Ogień go oczyścił, pozbawił jego płuca tlenu, którego tak potrzebował. Jego namiętne pocałunki złagodniały, kiedy zrozumiał, że ona nie była taka, jak Marlene. Położył dłoń na jej włosach i wplątał ją w jej gęste loki.
Był pewien, że Mia go znienawidzi, kiedy w końcu skończą się całować. Musiał jej teraz powiedzieć, co do niej czuł, bo wiedział, że później nie będzie w stanie ubrać tego w słowa. Uwielbiał każdy jęk i każdy pomruk, który wyszedł z jej gardła. Przez moment był pewny, że mógłby ich słuchać w nieskończoność. Wydawane przez nią odgłosy pożądania uzdrowiłyby go i nie byłby dłużej Syriuszem Blackiem – zniknęłyby rasizm, wymagania, oczekiwania, nienawiść, podwójne standardy. Nie musiałby podejmować żadnych decyzji, nie musiałby się martwić o przyszłość. Istniałaby tylko ona, a jej nie pociągnąłby w dół ze sobą.
Wyrwała go z czarnych myśli, lekko skubiąc jego dolną wargę. Nagle poczuł, że cała krew odpłynęła z jego głowy, żeby skupić się w podbrzuszu.
- Mia – szepnął, położył dłonie na jej biodrach i ponownie przyciągnął do siebie. Była taka idealna. Była… Moja.
Mój, pomyślała Mia i próbowała nie płakać.
Dotknęła jego piersi i otworzyła oczy. W blasku światła, które dawała upuszczona różdżka, szukała wzrokiem tatuaży i blizn, ale znalazła tylko bladą, młodą skórę, nietkniętą zębem czasu.
Jej pierwszy pocałunek ze starszym Syriuszem był pełen namiętności, desperacji i żądań. Ten młodszy Syriusz całował ją z pasją, ale był delikatny i miękki. Zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie całowała się z dwoma różnymi mężczyznami, ale to był Syriusz. Smakował jak whisky, pachniał świeżo ściętą trawą i skórą.
Całowała go z desperacją, próbując znaleźć w nim zalążki starszego Syriusza. Przebiegła palcami po całej długości jego arystokratycznego karku i jęknęła, gdy poczuła jego dłonie na swoich biodrach. Chciała powiedzieć mu prawdę. Chciała powiedzieć mu wszystko – to, co skrywała przez lata. Wiedziała, że nie może.
Dotykał jej tak delikatnie, że myślała, że zwariuje. Tak bardzo chciała znaleźć się na jego kolanach, identycznie, jak kilka lat wcześniej – lub za dwadzieścia pięć lat, w zależności od tego, jak na to patrzeć. Jego smak przypomniał jej o oryginalnej linii czasowej. Zdusiła w zarodku łzy, które się jeszcze nie pojawiły, bo nagle poczuła, jak Syriusz nieświadomie sprowokował ze swojej strony ich więź. Magia zawibrowała w niej.
Też musiał to poczuć. Przerwał ich pocałunek z głośnym westchnieniem, a ona poczuła, jak wypełniła się pustka w jej duszy.
- Mia, tak mi przykro.
Znała to spojrzenie. Bardzo specyficzne spojrzenie na krawędzi paniki.
Widziała je raz w życiu, kiedy Syriusz podstępem sprawił, że zaprzyjaźniła się z Draconem, który miał problemy z przyzwyczajeniem się do swojego nowego statusu zdrajcy krwi. Poszli na kolację i Draco miał czelność zasugerować, że Hermiona zaczyna tyć. Nastąpiła cisza, po której Hermiona spojrzała Ślizgonowi prosto w oczy i powiedziała mu, że zasługuje na przebaczenie. Draco myślał, że chodziło jej tylko o jego wcześniejsze słowa, więc zbył ją. Wyjaśniła, że wybaczyła mu wszystko: jak ją traktował przez całe dzieciństwo, jak się zachowywał wobec jej przyjaciół. Powiedziała, że zrozumiała, przez co musiał przechodzić, dorastając. Wybaczyła mu.
Draco spojrzał na nią takim samym wzrokiem, jakim teraz patrzył na nią Syriusz – jakby właśnie sobie przypomniał, kim jest i czego się od niego oczekuje. Jakby przypomniał sobie, z jakiej rodziny pochodzi i jak bardzo nie zasługiwał na jej wybaczenie. Dlaczego Malfoy miałby być godny wybaczenia? Dlaczego Black zasługiwałby na jej miłość? Draco odszedł od niej tamtego dnia i nie odezwał się do niej przez tydzień. Nigdy więcej o tym nie rozmawiali.
Syriusz też odejdzie, właśnie zdała sobie z tego sprawę.
- Nie powiem Jamiemu – powiedziała ze smutkiem, rozumiejąc, że Syriusz chciał uciec i może powodem był właśnie jego przyjaciel. Młody Black nie był gotowy, żeby stawić czoła temu, co działo się między nimi. Któregoś dnia będzie gotowy. W dzień po jej dziewiętnastych urodzinach będzie gotowy, a ona będzie na niego czekać. – Nie musisz przepraszać. Wiesz, co do ciebie czuję. Zamierzam żyć swoim życiem, cieszyć się swoim życiem. Chciałabym przeżyć je razem z tobą.
Syriusz stał przed nią i wyglądał tak, jakby z całych sił starał się nie odwrócić wzroku. Jakby oślepiło go piękno słońca, ale nie mógł przestać na nie patrzyć, mimo że go raniło.
- Nie jestem ciebie warty – wymamrotał. Zanim miała szansę prychnąć z niesmakiem, kontynuował. – Nie ciebie. Nie teraz. Do diabła, Mia! Niecałą godzinę temu obroniłaś mnie przed najbardziej szaloną wiedźmą, jaką miałem nieszczęście poznać, gorszą od mojej matki. A ja tam stałem przerażony jak pierwszoroczny Puchon!
- Syriuszu…
- Zasługujesz na coś lepszego – powiedział cicho i odstąpił od niej. – Remus jest w tobie zakochany.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
16 lipca 1974
Mia i Syriusz więcej nie rozmawiali na temat tego, co stało się w ukrytym przejściu.
Nie rozmawiali również na temat tego, że przejście przestało być przejściem. Syriusz zostawił ją samą w ciemnościach po ich pocałunku, na co wściekła Mia krzyknęła „Bombarda" i ściany zawaliły się wokół niej. Syriusza już z nią nie było, kiedy zrujnowała ich sekretny tunel, ale musiał wiedzieć, że ona odpowiadała za zniszczenia, bo kiedy kilka dni później Peter pytał go o przejście, Black uciszył przyjaciela i rzucił Mii ukradkowe spojrzenie.
Po tym zdarzeniu wszystko wróciło do normy.
Syriusz przybył do Dworu Potterów tydzień po zakończeniu roku szkolnego. Mia zapytała go, jak zareagowali jego rodzice na wieść, że ukradł zaproszenie Regulusa na ślub Narcyzy i Malfoy'a. Jak zwykle, odpowiedział, że nie chce o tym rozmawiać, ale czarownica zauważyła na jego ciele coś, czego wcześniej tam nie było: bliznę w miejscu, gdzie później wytatuuje sobie słowa swojego rodu. Chciała się dowiedzieć czegoś więcej, ale wiedziała lepiej, żeby nie naciskać. Syriusz rzadko mówił o swojej rodzinie, a była pewna, że po ich pocałunku na pewno nie otworzy się przed nią.
Po pocałunku, który był lepszy niż ich pierwszy pocałunek.
Były takie podobne, ale jednocześnie takie różne. Po jej twarzy przemknął cień, kiedy uświadomiła sobie, że przez wiele lat nie poczuje jego ust na swoich. Mia była przerażona myślą, że gdy dwie linie czasowe nałożą się na siebie, ona po prostu zniknie. Rozpłynie się w powietrzu. Martwiła się, że skoro starszy Remus pamiętał ją tak dobrze, że musiał ją wysłać z powrotem w czasie, może umarła gdzieś po drodze. Nie pamiętała żadnej kobiety w wieku Huncwotów ze spotkań Zakonu Feniksa, a Harry nigdy nie wspominał o innej ciotce niż Petunia Dursley.
Wiele dni zajęło jej dotarcie do wniosku, że Remus nie wysłałby jej w przeszłość, wiedząc, że tutaj czeka ją tylko śmierć.
Remus.
„Remus jest w tobie zakochany".
Te słowa wypowiedział do niej Syriusz w ciemnym tunelu. Przeprosił ją, powiedział, że zasługuje na coś lepszego, odsunął się od niej i pokazał osobę, która w jego odczuciu była lepsza. Według niego Remus był dla niej odpowiedni. I wyglądało na to, że Remus był w niej zakochany.
Przebywanie w pobliżu chłopców stało się dla niej bolesne i niezręczne, więc większość wakacji spędziła w bibliotece, wycofana z życia, szukając informacji o więziach tworzących się między czarodziejami. Musiała wiedzieć, co stworzyła, sprowadzając Syriusza zza Zasłony. Musiała wiedzieć, czym było to, co ich ze sobą związało, szczególnie po tym, co widziała w Dworze Malfoy'ów. Przede wszystkim nie chciała, żeby Syriusz był z nią związany jak skrzat domowy ze swoim panem.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Gdybym nie znała cię lepiej, uznałabym, że się tu chowasz, moja droga – Dorea stanęła w progu wielkiej biblioteki z ironicznym uśmiechem na twarzy, trzymając w każdej dłoni kubek z parującą zawartością. – Zrób sobie przerwę i usiądź obok mnie.
Skierowała się do najbliższego stolika z dwoma fotelami i wdzięcznie zagłębiła się w jednym z nich.
- Powiedz mi, co cię dręczy.
- Nic takiego – westchnęła Mia, zamykając książkę.
- Czyżbyś była prawdziwą Gryfonką? Nie potrafiącą kłamać? – Dorea zacmokała głośno. – Nie, nie, nie sądzę. Spróbuj jeszcze raz.
- A czy to ma jakieś znaczenie? – Smutek wkradł się w głos Mii.
- Jeśli ma znaczenie dla ciebie, to znaczy, że ma znaczenie również dla mnie – Dorea uśmiechnęła się i upiła łyk gorącej herbaty. Skrzyżowała nogi w kostkach, jak na elegancką damę przystało. Mia nieświadomie skopiowała pozę swojej matki. – Zamknęłaś się w tej komnacie od momentu, kiedy wróciliście z Hogwartu, mimo że w swoich listach tęskniłaś przede wszystkim za sadem i ogrodami. Nie byłabyś moją kochaną Mią bez książki w dłoni, ale to już niezdrowa przesada.
- Szukam czegoś.
- Może mogę ci pomóc? – Zaoferowała Dorea. – W końcu to moja biblioteka.
Mia zawahała się, automatycznie podnosząc swoje tarcze Oklumencji, mimo że jej matka nigdy nie okazała nawet słowem, że zna sztukę Legilimencji.
- Szukam informacji o… Więziach.
Czekała na odpowiedź, w ciszy obserwując matkę. Spodziewała się dojrzeć na jej twarzy zaskoczenie lub nawet zmartwienie. Dorea tylko uniosła jedną brew i uśmiechnęła się do córki łobuzersko, biorąc kolejny łyk herbaty i przeciągając dramatycznie moment.
- Chodzi o Syriusza czy Remusa? – Zapytała po kolejnej chwili spędzonej w absolutnej ciszy.
- Słucham? – Mia poczuła jak na jej policzki wpływa zdradliwy rumieniec.
- Zapytałam – powtórzyła Dorea, wyraźnie akcentując każde słowo. – Czy chodzi o twoją więź z Syriuszem, czy o twoje uczucia do Remusa?
- Skąd…? Ja nigdy…
- Tilly.
Mała skrzatka domowa z trzaskiem pojawiła się w bibliotece.
- Pani i panienka potrzebują więcej herbaty? – Zapytała, patrząc z ciekawością na kubki.
Zanim któraś z czarownic miała możliwość odpowiedzieć, Tilly pstryknęła palcami i na stoliku pojawił się imbryk ze świeżo zaparzonym napojem.
- Tilly, moja córka właśnie mnie zapytała, skąd wiedziałam o jej więzi z młodym paniczem Blackiem i o jej uczuciach do panicza Lupina. Chciałabym, żebyś dołączyła do naszej rozmowy – odpowiedziała Dorea. – Liczę się z twoim zdaniem w tym temacie, jak wiesz.
Tilly usiadła naprzeciwko Mii, zgadzając się na prośbę swojej pani.
- Młoda panienka sprowokowała więź. Tilly widzi ją własnymi oczami, o, tak, Tilly widzi. Młoda panienka skorzystała z Magii Krwi. Związała się z rodem Blacków – powiedziała wyraźnie, po czym cicho dodała. – Młoda panienka powinna być związana ze swoim rodem.
- Młoda panienka jest związana z rodem Potterów, Tilly – pouczyła skrzatkę Dorea, pokazując dłonią bransoletkę, którą na nadgarstku nosiła Mia. – Nosi nasze słowa na swoim ciele.
Dziewczyna zakryła ozdobę drugą ręką, a jej serce zaczęło tłuc o jej klatkę żebrową.
- A Remus? Skąd wiedziałaś o Remusie?
Skrzatka parsknęła śmiechem, posyłając Mii takie spojrzenie, że dziewczynie zrobiło się głupio.
- Tilly ma oczy.
- Dziękuję, Tilly – powiedziała Dorea, zdecydowanie za bardzo rozbawiona, jeśli chodziło o Mię. – Doceniam twoją dyskrecję, gdy chodzi o sprawy osobiste członków tego rodu.
- Tilly robi to, co Tilly chce – skrzatka zaśmiała się i zniknęła z cichym pyknięciem.
- Czy mogę teraz zadać mojej własnej córce kilka pytań o Więź, którą najwyraźniej stworzyła za pomocą Magii Krwi? – Zapytała ostrożnie Dorea. Jej słowa zabrzmiały naprawdę groźnie, mimo że w jej głosie nie było złości.
- Ja… Nie mogę nic powiedzieć – odpowiedziała Mia drżącym głosem, na granicy łez.
Starsza czarownica sięgnęła po dłoń młodszej i mocno ją uścisnęła.
- Uspokój się, kochanie. Nie dolałam ci do herbaty serum prawdy. Chociaż przyznam szczerze, jestem do tego zdolna – uśmiechnęła się przebiegle. – Rozumiem, że nie możesz powiedzieć mi niektórych rzeczy, bo odnoszą się do przyszłości. Czy dlatego w ogóle nie chcesz ze mną rozmawiać?
- Do przyszłości? – Mia poczuła ciężar w żołądku.
- Tak, moja droga. Stamtąd pochodzisz.
- Jak…? Skąd…? Przecież ja nic…
Jak mogła to tak koncertowo zepsuć? Może mówiła przez sen? A może Dorea użyła przeciwko niej Legilimencji? Czy Dumbledore złamał dane jej słowo? A może to pani Pomfrey się zdradziła?
- Każda podjęta przez nas decyzja jest predestynowana. Podróż w czasie niczego nie zmieni – Dorea zacytowała słowa z listu Remusa. – Pierwszej nocy przeszukałam wszystkie twoje rzeczy.
Mia otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, a w jej oczach pokazało się święte oburzenie, jednak matka ją uprzedziła i wskazała siebie palcem.
- Ślizgonka.
- Przez cały czas wiedziałaś? Czytałaś mój list? – Dziewczyna zachłysnęła się. – Dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz? Minęły lata od mojego przybycia do Dworu Potterów.
- Do tej pory nie musiałam o tym wspominać – wyjaśniła kobieta i Mia dopiero w tym momencie rzeczywiście dostrzegła w niej przynależność do domu węża. – Nie chcę nic wiedzieć o przyszłości. Jestem ambitna, jak każdy Ślizgon, ale moja ambicja zawsze była ukierunkowana. Chciałam zostać żoną Charlusa i odejść od mojej rodziny. Udało mi się osiągnąć oba założone cele. Z tego, co powiedział mi twój list i moje własne badania… Tak, przeprowadziłam sama kilka eksperymentów… Nie można zmienić przeszłości, niezależnie od twojej obecności tutaj. Według słów twojego Remusa, zostałaś wysłana z powodów osobistych, nie po to, żeby zmienić świat, czy powstrzymać wojnę.
- A jeśli mogłabym ją zatrzymać? – Wyrwało się Mii, chociaż próbowała zatrzymać te słowa wewnątrz swojej głowy. – Jeśli mogłabym to wszystko skończyć? Zmienić przyszłość?
- Czy przybyłaś do nas z dobrych czasów? – Zapytała Dorea.
- Tak – przyznała młoda czarownica ze smutnym westchnieniem. – Ale wcześniej było bardzo dużo cierpienia.
- Gdybyś coś teraz zmieniła, kto byłby w stanie powiedzieć, czy przypadkiem nie byłoby więcej cierpienia na twojej drodze? – Dorea wstała i przeniosła się na kanapę. Usiadła obok swojej córki i westchnęła, gdy Mia zaczęła płakać.
- Nie rozumiesz… Ludzie zginą.
Lady Potter skinęła głową.
- Ludzie mają tendencję do umierania. Mia, kochanie, każdy z nas może przeżyć daną nam liczbę lat. Liczy się jakość tych lat, a nie ich ilość. Nie oszukasz Śmierci. Jeżeli teraz byś coś zmieniła, ocaliła jedno życie, Śmierć w zamian zabierze jakieś inne.
Mia odwróciła wzrok, zawstydzona swoimi myślami.
- A jeżeli nic mnie nie obchodzi, kto zostanie zabrany w zamian?
- Widzę, że naprawdę wiele straciłaś, kochanie, a my obiecaliśmy, że nie będziemy się zagłębiać w twoją przeszłość – Dorea przyciągnęła córkę do siebie i zaczęła głaskać jej gęste włosy. – Osoby, które kochasz znaczą dla ciebie tyle, ile dla innych znaczą ich ukochani. Takie jest życie. A ty nie jesteś tak samolubną osobą, żeby pozbawić kogoś innego ukochanej osoby, szczególnie, że już wiesz, jak wszystko się skończy.
Załamana Mia dalej płakała. Nie chciała usłyszeć tych słów, szczególnie od matki. Chciała, żeby ktoś dał jej swoje przyzwolenie na naprawienie przyszłości. W końcu łzy się skończyły i dziewczyna spojrzała Dorei w oczy. Do diabła z konsekwencjami.
- A jeśli chodzi mi o Jamiego?
Przez chwilę Dorea wyglądała, jakby uderzyło w nią coś bardzo ciężkiego, ale szybko przesłoniła swoje zdziwienie obojętną miną. Ostrożnie wzięła oddech.
- Nie zmienię swojego zdania. Wierzę, że życie twojego brata będzie wypełnione miłością i uznaniem, nieważne, jak będzie długie.
- Skąd możesz wiedzieć? – Mia znowu zaczęła płakać, modląc się, żeby Dorea zmieniła zdanie, pozwoliła sobie o wszystkim opowiedzieć. Ciężar był zbyt duży.
- Bo ty nosisz nasze słowa – wyszeptała kobieta, dotykając złotej bransoletki. – W tym momencie James jest ostatnim Potterem. Co znaczy, że w przyszłości on żyje, żeby osobiście dać ci bransoletę, lub żyją jego dzieci czy wnuki, które cię nią obdarują. Skoro nazwisko Potterów jeszcze nie zniknęło w twoich czasach, to znaczy, że James będzie kochany.
Mia nie była w stanie odpowiedzieć, tylko pokiwała szybko głową.
Dorea przeczyściła gardło.
- Koniec z tymi smutnymi rozważaniami. Sama zamierzam pomóc w działaniach wojennych, chociaż wątpię, że to coś zmieni. Chciałabym teraz dowiedzieć się czegoś więcej o tej Więzi. Czy w przyszłości jesteś żoną Syriusza? Należysz do rodziny Blacków? – Zapytała z uśmiechem. – Uwierz mi, wiedza, że syn Walburgi Black ożenił się z czarownicą urodzoną w mugolskiej rodzinie jest bardzo przyjemna. Korci mnie, żeby otworzyć szampana.
- Nie – przyznała Mia, chichocząc. – Przynajmniej ja tak nie uważam. Ja… On… Ocaliłam jego życie. Umarł. Przywołałam go z powrotem.
Oczy Dorei rozszerzyły się. Po raz pierwszy od początku ich rozmowy kobieta była szczerze zszokowana.
- Rytuał Długu Życia? Na Salazara… W przyszłości uczą dzieci posługiwania się tak potężną Magią Krwi?
- Nie. Cóż… Ja… - Mia kaszlnęła. – Ukradłam Dumbledore'owi książki należące do Działu Zakazanego.
Dorea roześmiała się głośno i Mia spojrzała na nią z przyganą.
- Co jest w tym śmiesznego?
- Moja kochana Mia, dla której zasady są tak ważne, że odmawia sobie podzielenia się ze światem wiedzą o przyszłości, ukradła zakazane książki należące do samego Albusa Dumbledore'a. Nie wiem, co może być śmieszniejsze od tego.
- Więc co to znaczy? – Dziewczyna też się roześmiała, bo udzieliło jej się rozbawienie matki. Otarła z policzków łzy. – Zanim zostałam odesłana w przeszłość, Syriusz powiedział mi, że wie, co dzieje się z tą Więzią. A skrzat domowy Blacków widział we mnie panią rodu Blacków, chociaż nie jesteśmy małżeństwem. Myślałam, że Więź zniknęła, gdy zostałam bezceremonialnie wrzucona w ten czas, ale… Syriusz pocałował mnie jakiś miesiąc temu i znowu to poczułam. Bardzo silna wibracja, głęboko we mnie.
Dotknęła swój mostek i spojrzała uważnie na Doreę, która zacisnęła usta, zatopiona głęboko w myślach.
- To brzmi jak niezapieczętowana więź – powiedziała po chwili Lady Potter i oparła się wygodnie o kanapę. Stukała palcem w podbródek. – Jest kilka rodzajów więzi, które istnieją na świecie. Kiedy więź jest przygotowana i sprowokowana, skrzaty domowe są w stanie ją dostrzec. One same są istotami urodzonymi w okowach takich więzi. Dlatego tak dobrze je widzą i rozpoznają. Wydaje mi się, że ty tylko dodałaś Magię Krwi do więzi, która już istniała między tobą i Syriuszem. Ewentualnie mogło być tak, że Magia Krwi sprowokowała przygotowaną więź.
Mia zapatrzyła się na matkę.
- Ja jej nie stworzyłam?
- Nikt nie tworzy więzi. Możemy je tylko zaakceptować, zdefiniować lub odrzucić.
- Co to znaczy, zdefiniować?
Dorea wstała i podeszła do szklanego stołu, na którym stało kilka antycznych waz. Machnęła dłonią przed jedną z nich. Szklany blat nagle zmienił się w drewno, a wazy zniknęły. Za kolejnym machnięciem pojawiły się drzwiczki sejfu, które kobieta otworzyła. Za nimi leżały stare księgi. Mia nie była w stanie odczytać wszystkich tytułów, ale rozpoznała Naturę Arystokracji, książkę napisaną przez Godelota (autora Najczarniejszej Magii) i księgę o Magii Seksualnej. Ucieszyła się, że matka nie wzięła właśnie tego tomu do ręki. Sejf zniknął, a Dorea podeszła do córki z innym woluminem.
- Istnieją cztery główne typy więzi – wyjaśniła Dorea, przeglądając karty księgi, aż w końcu trafiła na ten akapit, który ją interesował. – Pierwszym, najpowszechniejszym typem jest Więź Rodzinna. Tworzy się między rodzicem i dzieckiem, bratem i siostrą, czasami między najlepszymi przyjaciółmi. Większość tych więzi jest prowokowana podczas narodzin i nie ma żadnych rytuałów z nimi związanych. Jednakże, ponieważ Więź Rodzinna nigdy nie jest zapieczętowana, można ją łatwo złamać, z czego słynie rodzina Blacków. Tak działa wypalenie osoby z rodzinnego gobelinu. Ty sprowokowałaś Więź Rodzinną z Potterami, kiedy przyjęłaś bransoletkę. Magia w tym momencie rozpoznaje cię, jak osobę urodzoną w Rodzie Potterów.
Mia uśmiechnęła się łagodnie, gdy Dorea podała jej książkę o Więziach.
- To znaczy, że naprawdę jestem Potterem?
- Jeżeli Potter podarował ci tę bransoletkę z intencją przyjęcia cię do rodziny, to naprawdę jesteś Potterem. Więzi tworzą się w oparciu o emocje. Jesteś emocjonalnie związana z Potterami w przyszłości? – Zapytała Dorea, a Mia tylko pokiwała głową.
- Kolejnym krokiem jest sprowokowanie Więzi poprzez jakąś czynność. Ktoś musiał dać ci bransoletkę. Następnie Więź jest pieczętowana przez intencje. Kiedy Charlus i ja wysłaliśmy twoje dane do Ministerstwa Magii, oficjalnie stałaś się naszą córką. Oficjalnie stałaś się Potterem, zapieczętowałaś Więź Rodzinną. Nie, żeby to miało jakieś znaczenie. Stałaś się Potterem w momencie, kiedy przekroczyłaś próg tego domu, tylko dlatego, że ja tak chciałam – prychnęła Lady Potter arogancko.
- Jakie są inne typy Więzi?
- Więź Służebna – na dźwięk tych słów po twarzy dziewczyny przemknął cień, a Dorea westchnęła. – Tak, mam na myśli skrzaty domowe i nie, Tilly nie została zmuszona do zawiązania takiej Więzi. Przynajmniej nie w kwestii tego Rodu. To są jednostronne przysięgi. Niestety, niektóre małżeństwa wyglądają identycznie.
- Byliśmy razem z Syriuszem na ślubie Narcyzy – powiedziała Mia i się wzdrygnęła, bo przypomniało się jej, że miała zachować to w tajemnicy. – To znaczy… Wślizgnęliśmy się na ich ślub.
- Zabrał moją córkę na ceremonię ślubną Malfoy'ów i Blacków – kobieta pokręciła głową, śmiejąc się pod nosem. – Zaczynam go lubić. Założę się, że Walburga się wściekła.
- Nie widziała nas. Rozmawialiśmy wyłącznie z Narcyzą – prawie się jej wyrwało, że rozmawiali też z Bellatrix, ale nie chciała teraz roztrząsać konsekwencji tej rozmowy. – Jej przysięga była całkowicie jednostronna. Mówiła o lojalności i posłuszeństwie.
- Brzmi jak typowa ceremonia w rodach czystej krwi. Przynajmniej jeśli chodzi o rody, które są wierne starym tradycjom – Dorea westchnęła i się odchyliła, zamykając na chwilę oczy. –Wielka szkoda, bo tym sposobem przechodzimy do kolejnej Więzi. Więzi Małżeńskiej. Pieczętuje się je w momencie ceremonii ślubnej. Przygotowują ją miłość i pożądanie, a prowokują oświadczyny lub… Fizyczne zainteresowanie.
- Chcesz powiedzieć, że Więź Małżeńska może być sprowokowana tylko dlatego, że dwie osoby uprawiają seks? – Upewniła się Mia, szeroko otwierając oczy.
- Tak i nie. Kiedy dwie osoby zbliżają się do siebie tak mocno, żeby zacząć być ze sobą również fizycznie, Więź musi już między nimi istnieć, przygotowuje się do zapieczętowania. Jeśli para nigdy nie weźmie ślubu, istniejąca między nimi Więź robi się coraz słabsza i w pewnym momencie zanika – Dorea wzruszyła ramionami. – Niezbędna jest ceremonia ślubna, żeby zapieczętować Wieź Małżeńską.
- Jaka jest różnica między Więzią zapieczętowaną i niezapieczętowaną?
- Zapieczętowaną Więź Małżeńską może złamać wyłącznie śmierć. Więzi są powodem, dla którego w świecie czarodziejów nie dochodzi do rozwodów. Jeżeli mężczyzna jest związany ze swoją małżonką i opuści ją dla innej kobiety, Magia odrzuci jego kolejne śluby. Podobnie społeczeństwo. Zapieczętowane więzi zwiększają twoją moc. To dlatego czarodzieje żyją dłużej nic Mugole. Dlatego, kiedy jesteśmy ranni, korzystamy z siły innych ludzi, żeby się wyleczyć.
- Nigdy o tym nie słyszałam – przyznała Mia. – Część z tego, co mi właśnie powiedziałaś, powinno być przekazywane uczniom w Hogwarcie, przynajmniej tym, którzy nie mają wykształconych rodziców, zdolnych im to przekazać. Jak wiele czarownic urodzonych w mugolskich rodzinach wstąpiło w związek małżeński, nie wiedząc, że nie ma odwrotu?
Nagle coś przyszło jej do głowy i Mia głośno przełknęła ślinę.
- Myślisz, że ja i Syriusz sprowokowaliśmy Więź Małżeńską? Że jest ona jeszcze niezapieczętowana?
Dorea zawahała się, co sprawiło, że Mia zaczęła panikować.
- Nie – przyznała w końcu. – Uważam, że między wami istnieje czwarty typ Więzi, bardzo rzadko spotykany. Wieź Duchowa.
Dziewczyna poczuła drżenie gdzieś w okolicy serca.
- Czym jest Więź Duchowa?
- Więź, która istnieje obok i pomimo Więzi Rodzinnej i Małżeńskiej – odpowiedziała Dorea z uniesieniem. – Łączy magie dwóch osób tak mocno, że kotwiczy się w czasie, energii i materii tego świata.
- To brzmi właśnie jak coś, co potrafi zrobić Rytuał Długu Życia. Księga, z której nauczyłam się rytuału mówiła, że kiedyś czarodzieje wykorzystywali magię rytuału do związania ze sobą innych ludzi więzami małżeństwa lub służby. Dlaczego Więź Duchowa miałaby być inna?
Dorea ponownie chwycił dłoń swojej córki i uśmiechnęła się do niej słodko.
- Wydaje mi się, że Rytuał Długu Życia, który wykonałaś, tylko wzmocnił Więź między wami. Skoro znałaś Syriusza w przyszłości, on musiał cię zapamiętać ze swojej przeszłości. Jego wspomnienia i związane z nimi emocje przygotowały Więź. A może to twoje uczucia wobec niego w tym czasie przygotowały Więź? – Dorea zmarszczyła brwi. –Podróże w czasie potrafią namieszać w głowie.
- Zgadzam się.
- Ponieważ Więź Duchowa i dług życia istnieją ponad kwestią czasu, nie można powiedzieć, które było pierwsze w waszym wypadku. Najważniejsze jest, że Więź Duchowa nie może zostać przekształcona w Więź Służebną. Więź Duchowa jest bardzo podobna do więzi między wilkołakami – kontynuowała Dorea, a kiedy dotarła do tematu wilkołaków, po jej twarzy przemknął uśmiech. – Wilkołaki mają przeznaczone sobie samice. Czasami ich znajdują, bardzo często się zdarza, że przez całe życie ich nie spotkają. Z tego, co rozumiem, jest to bardzo rzadkie zdarzenie. Jednak jeśli wilkołak znajdzie swoją samicę, nic nie jest ważniejsze od niej. Kluczowe znaczenie mają ochrona partnerki i jej szczęście. Tak samo jest z Więzią Duchową. W Więziach Małżeńskich dochodzi do nadużyć, w Więzi Duchowej nigdy.
Mia próbowała przetrawić wszystkie informacje, które właśnie usłyszała.
- Więc sądzisz, że Syriusz i ja…?
- Tak. To by wyjaśniało, w jaki sposób wasza Więź funkcjonuje w obu liniach czasowych. Wyjaśniałoby również wasze zachowanie wobec siebie nawzajem.
- O czym mówisz, mamo? – Udała niewiedzę.
- Chodzi mi o to, że James pisuje do domu tak często, jak ty. Nie jestem tak ślepa, jak twój ojciec i twój brat. Nie chciałam poruszać tego tematu, bo jest związany z twoją przeszłością, a obiecałam, że nie będę się wtrącać – Dorea westchnęła. – Wiem o twoich koszmarach nocnych.
Mia, zawstydzona, odwróciła wzrok.
- Wiem również, że kiedy się zdarzają, James się tobą zajmuje. Syriusz również. To właśnie wasza Więź wzywa go do ciebie.
- Więc to prawda, że on nie ma wyboru – Mia zmarszczyła brwi, nagle czując, że jej niedobrze. Nieważne, czy to z jej strony ich Więź została przygotowana czy sprowokowana, znaczyło to tylko tyle, że Syriusz został pozbawiony wolnej woli. Jego zachowanie nic nie znaczyło. – Magia nim rządzi. Chroni mnie z powodu Więzi, pocałował mnie z powodu Więzi.
Spojrzała w dal, wściekła na siebie, że pozwoliła sobie na nadzieję. Pamiętała, że w przyszłości, gdy Syriusz ją pocałował, a później nie rozmawiał z nią o tym przez kilka miesięcy, była bardzo zmartwiona. Mieli porozmawiać w dzień po jej dziewiętnastych urodzinach. Czy właśnie wtedy chciał jej uświadomić, że ten pocałunek nic dla niego nie znaczył? Że magia go zmusiła do takiego zachowania? Czy czekał, bo wiedział, że musiał być delikatny, kiedy powie jej, że ona nic dla niego nie znaczy?
- Natychmiast przestań! – Powiedziała stanowczo Lady Potter. – Widzę tryby kręcące ci się pod czaszką. Nie, Więź nie zmusza go do niczego. Tylko sugeruje, jak powinien postąpić. Więź uniemożliwia mu skrzywdzenie ciebie. Podobnie ty nigdy nie będziesz w stanie skrzywdzić Syriusza.
- Przez cały czas go biję – prychnęła.
Dorea zaśmiała się, kręcąc głową z rozbawieniem.
- Chodzi mi o spowodowanie prawdziwego cierpienia. Żadne z was nie pozwoliłoby, żeby krzywda spotkała drugie. Chodzi przede wszystkim o wasze intencje wobec siebie nawzajem.
Mia skinęła głową, pamiętając, jak Syriusz jej bronił, kiedy dochodziła do siebie po rozszczepieniu, jak ją uratował, kiedy Bellatrix torturowała ją we Dworze Malfoy'ów. Z drugiej strony, groźby Belli w kierunku Syriusza spowodowały, że Mia podniosła na nią różdżkę na ślubie Narcyzy. Zaczęła się zastanawiać, jak długo Więź na nich oddziaływała. Czy to Więź zasugerowała jej, żeby wezwać go zza Zasłony? Czy dlatego podążyła za Harrym do Departamentu Tajemnic, kiedy myślała, że Syriusz został schwytany? Czy to Więź kazała jej uratować Syriusza wiele lat temu, kiedy Dementorzy chcieli wyssać z niego duszę?
- Żeby zapieczętować Więź Duchową, oczywiście na drodze rytuału, dwie osoby muszą być świadome, że taka Więź istnieje, akceptować ją i kochać nad życie tą drugą osobę.
- To ma sens – zgodziła się Mia. – Dlatego czuję, że w tych czasach Więź jest inna. W przyszłości Syriusz wyjawił mi, że wie o Więzi. Teraz nie ma o niej pojęcia, dlatego czuję coś innego. Czy to jednak oznacza, że jesteśmy sobie przeznaczeni? Czy mamy wybór, a…?
- A ty chciałabyś wybrać kogoś innego? – Dokończyła Dorea. – Na przykład młodego pana Lupina?
Mia potrząsnęła przecząco głową, czując, jak na jej policzki wpływa rumieniec.
- Nie. Remus nie jest mi przeznaczony – powiedziała stanowczo, mając przed oczami obraz Tonks i Teddy'ego. – Chodzi o to… Czuję się, jakby była w klatce. Najpierw Syriusz mnie pocałował, potem ode mnie odszedł i powiedział, że powinnam być z Remusem.
- Więc tak zrób – powiedziała Dorea. – Wasza Więź Duchowa nie jest zapieczętowana. Syriusz się nie oświadczył. Nieważne, czy jesteście sobie przeznaczeni, czy nie, oboje jesteście młodzi. Mia, dorastałam w przeświadczeniu, że moi rodzice wybiorą dla mnie męża. Zostałabym do niego przywiązana przysięgami małżeństwa i służebności. Stałabym się nikim. Ale zdecydowałam się walczyć z losem. Sama wykułam swoje przeznaczenie, znalazłam miłość i szczęście.
- A nie chodzi właśnie o to, że tylko Syriusz będzie moim szczęściem? – W oczach Mii znowu pojawiły się łzy.
- Wyłącznie wtedy, kiedy oboje będziecie świadomi istnienia Więzi, będziecie ją akceptować i będziecie się kochać nad życie – Dorea palcem wytarła łzę z policzka córki. – W międzyczasie postępuj tak, jak podpowiada ci list. Żyj swoim życiem.
- Ciesz się swoim życiem – dokończyła Mia, kiwając głową. Nagle poderwała się i spojrzała matce prosto w oczy. – Chwileczkę. Czy ty właśnie pozwoliłaś swojej nastoletniej córce na młodzieńczy bunt?
Dorea westchnęła głęboko.
- Charlus jest słodkim, ale naiwnym Gryfonem. Ja nie ufam swoim dzieciom. Ale skoro o tym rozmawiamy… Odchodząc od głównego tematu naszej konwersacji… Wiesz, jak rzucić Zaklęcie Antykoncepcyjne?
Mia pokiwała twierdząco głową.
- Ekhm… Tak. Z mojego poprzedniego… Życia. Chociaż nigdy… Ja nigdy… Wiedziałam tylko w razie wypadku.
- Bardzo dobrze – kobieta wypuściła wstrzymywany oddech. – Mam w takim razie jeszcze jedną prośbę.
- Jaką?
- Nie mów ojcu i bratu o naszej dzisiejszej rozmowie.
