Od tłumaczki: Przez Święta Wielkanocne (które, mam nadzieję, spędziliście w zdrowiu i rodzinnej atmosferze) zupełnie pomieszały mi się dni. Wróciłam wczoraj do pracy, a ponieważ to był pierwszy dzień roboczy tygodnia zupełnie zapomniałam, że nadszedł czas na kolejny rozdział! Naprawiam moje zaniedbanie. I zapraszam do czytania. Do zobaczenia za tydzień.
ROZDZIAŁ 34 – GRĘ CZAS ZACZĄĆ
2 września 1974
Remusa nie było w pociągu do Hogwartu, bo pełnia księżyca przypadała pierwszego września. Z tego powodu dzień wcześniej Aportował się do szkoły, żeby spędzić noc we Wrzeszczącej Chacie. Nie chciał zwracać na siebie uwagi w miejscu zamieszkania swoich rodziców.
Mia zdecydowała się wziąć do serca porady swojej matki i cieszyć się swoim życiem. Na chwilę obecną – z Remusem.
Gdy Ceremonia Przydziału i uczta rozpoczynająca nowy rok szkolny dobiegły końca, Mia udała się do Skrzydła Szpitalnego, żeby poczekać na Remusa. Nie robiła tego od lat. Pani Pomfrey chciała odesłać ją do Wieży Gryfonów, ale wtedy Mia zaczęła udawać, że źle się czuje i została przyjęta na noc. Wzięła przykład ze swojej ślizgońskiej matki.
Kiedy Remus wrócił nad ranem, przyjemnie się zdziwiła, widząc, że jego rany nie były tak poważne, jak kiedyś. Obserwowała ze swojego łóżka, jak pani Pomfrey leczy długie pęknięcie na plecach chłopaka i kilka mniejszych zadrapań, w tym jedno na jego piersi. Gdyby nie był ranny, Mia zaczerwieniłaby się na ten widok. Kiedyś Remus był chudym, niedożywionym chłopcem, ale gra w Quidditcha z Jamesem i Syriuszem, i stres, na jaki narażone było jego ciało podczas comiesięcznych transformacji rozwinęły jego mięśnie.
Dopiero po wyjściu pani Pomfrey ze Skrzydła Szpitalnego Mia wyślizgnęła się ze swojego łóżka, weszła za zasłonę oddzielającą zmęczonego wilkołaka od innych ludzi, usiadła na krześle dla gości i złapała przyjaciela za rękę.
Remus ziewnął przeciągle, otworzył oczy i spojrzał na nią.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry – uśmiechnęła się do niego słodko.
- Jak minęła podróż do szkoły? Przepraszam, że mnie nie było, ale miałem inne zobowiązania – zażartował, a Mia nie mogła się powstrzymać i zachichotała pod nosem. Nie był zdenerwowany jej obecnością, co dawało jej nadzieję, że w przyszłości nie odrzuci jej prób pomocy. Bo ona chciała tylko pomóc. Chciała być z nim.
- Szkoda, że ciebie nie było – przyznała, przyglądając się jego dłoni. Była już większa od jej dłoni i dziewczyna zdziwiła się, że tak szybko dorastają. – Jamie poprosił Lily, żeby z nami usiadła, skoro mieliśmy wolne miejsce, ale ona tylko rzuciła na niego Urok Zagęszczający Włosy.
Remus skrzywił się, a Mia zaśmiała.
- Właśnie wiem! Jeśli kto nie potrzebuje pogrubienia włosów, jest to właśnie Jamie.
Remus wyciągnął dłoń ku jej twarzy i założył jej za ucho lok jej własnych, gęstych włosów.
- Wydaje mi się, że wszyscy Potterowie powinni unikać tego uroku – powiedział.
Prychnęła, mrużąc ostrzegawczo oczy.
- Bardzo zabawne. Syriusz zniknął nam z oczu po godzinie jazdy, bo wolał obściskiwać się w tym czasie z jakąś czarnowłosą Krukonką – kontynuowała swoją opowieść, ale przerwała, kiedy zobaczyła, jak oczy Remusa w jednej chwili zlodowaciały. – O co chodzi? Skąd to zagniewane spojrzenie?
- Syriusz nie powinien się tak przy tobie zachowywać – warknął Lupin.
Postarała się, żeby jego przygody spływały po niej jak woda po kaczce. Starała się być rozsądna, kiedy chodziło o jej podejście do Syriusza, ale nie była w stanie zrozumieć, co ciągnęło go do tych pustych dziewczyn, z którymi można było go zobaczyć w opustoszałych klasach i za gobelinami. Kazało jej to zastanawiać się nad sobą, nad swoimi podobieństwami do tych słodkich, głupiutkich panienek. Miała nadzieję, że nie kwalifikowała się do jakiegoś typu, zgodnie z którym wybierał swoje kolejne podboje. A jeśli miał jakiś ulubiony typ dziewczyny, miała nadzieję, że ona jest wyjątkowa, bo jest inna.
- Wszystko w porządku. Podjął decyzję, a ja nie będę siedzieć w kącie, jak jakiś zakochany kundel, z obsesją na punkcie Syriusza Blacka – przyznała. – Powiedział mi, że zasługuję na kogoś lepszego.
- Bo tak jest – zgodził się Remus. – Nigdy mi nie powiedziałaś, do czego między wami doszło.
- A czy to ważne? Już mi przeszło – ale chłopak tylko patrzył na nią swoim specyficznym spojrzeniem. Westchnęła. – Pocałował mnie, a potem mu odbiło.
Wzruszyła ramionami, postanawiając nie mówić nic o tym, że według Syriusza Remus był w niej zakochany.
- Tak jest lepiej – dodała.
Obserwowała Remusa. Przełknął głośno ślinę, gdy zaczęła kciukiem rysować delikatne kółeczka na jego dłoni. Oddychał bardzo powoli. Zamknął oczy. Gdyby nie znała go tak dobrze, pomyślałaby, że coś go boli. Ale tak nie wyglądał cierpiący Remus. Tak wyglądał Remus próbujący się skoncentrować. Serce zabiło jej mocniej, kiedy wyobraziła sobie, o czym mógł właśnie myśleć.
- No, dobrze – powiedział w końcu i otworzył oczy. – A gdzie był Peter w czasie, kiedy Syriusz potwierdzał, że wszystkie zeszłoroczne plotki były prawdą, a James dał się przekląć?
Po twarzy Mii przemknął cień, a jej serce nagle zaczęło wybijać zdecydowanie inny, bardziej zirytowany rytm.
Remus zmarszczył brwi, zaniepokojony.
- No?
- Peter dostał szlaban na najbliższy tydzień. Próbował kraść jedzenie z wózka.
- Kraść? – Szczęka opadła mu ze zdumienia. – Peter ma wystarczająco dużo pieniędzy, żeby za siebie zapłacić. A nawet gdyby nie miał, wie, że James lub Syriusz mogą mu pożyczyć kilka sykli.
- Został złapany na gorącym uczynku. Wydaje mi się, że chciał się znaleźć w centrum zainteresowania. Ale nie chcę rozmawiać o Peterze – splotła swoje palce z jego palcami, szczęśliwa, że jej nie odepchnął. – Ja się czujesz?
Uśmiechnął się do niej ciepło.
- Całkiem nieźle.
- Naprawdę? – Rozjaśniła się. – Coś się zmieniło?
- Nie. Transformacja była taka sama, jak poprzednio. Przebudzenie było dużo lepsze, niż kilkadziesiąt ostatnich.
Obdarzyła go łobuzerskim uśmiechem i musiała po chwili odwrócić wzrok, bo nie mogła znieść intensywności jego spojrzenia. Nie zawsze takie było. Zwykle Remus patrzył na ludzi prostodusznie, ciepło i komfortowo. Fakt, że jego spojrzenie było tak intensywne był przyjemny, pożądany.
- Myślałam, że będziesz na mnie wściekły, że na ciebie zaczekałam. Kilka lat temu kazałeś pani Pomfrey trzymać mnie z daleka.
- Nie chciałem, żebyś dla mnie bawiła się w pielęgniarkę – westchnął i nagle wyglądał na zawstydzonego. Podrapał się po klatce piersiowej i bardzo się zdziwił, czując pod palcami nową bliznę. Podciągnął okrycie pod samą brodę. Odkaszlnął. – Nie chcę, żebyś widziała mnie w takim stanie. A już w ogóle nie chcę, żebyś patrzyła na mnie po transformacji.
Nie pozwoliła sobie na okazanie, że już go widziała w postaci dorosłego wilkołaka. Nie powiedziała mu, że ten dorosły wilkołak zwrócił się przeciwko niej, Harry'emu i Ronowi. Nie powiedziała, że gonił ją i Harry'ego po całym Zakazanym Lesie.
- Ale nie masz nic przeciwko, że teraz tu jestem? – Zapytała z zaciekawieniem.
- Byłbym głupi, gdybym nie chciał się budzić z piękną dziewczyną u boku.
Zauważyła, że przez moment jego oczy błysnęły złotem. Była pewna, że się zarumieniła, a jego uważne spojrzenie sprawiało, że jej rumieniec tylko się pogłębiał. Odwróciła wzrok i postanowiła się z nim nie kłócić o to, że nazwał ją piękną.
- Wiem, że jeszcze trochę za wcześnie – zaczęła, przygryzając dolną wargę. – Ale chciałam zapytać, czy poszedłbyś ze mną do Hogsmeade?
W jej głosie wyraźnie można było usłyszeć wahanie. Powoli podniosła na niego wzrok.
Remus siedział bez ruchu, blady, z szeroko otwartymi oczami. Jego tęczówki znów były zielone.
- Ty… Chcesz iść ze mną do Hogsmeade?
- Tak.
- Byliśmy już razem w Hogsmeade. Nigdy wcześniej nie przyszło ci do głowy, żeby zapytać.
- Bo szliśmy jako przyjaciele – wyrzuciła z siebie, zanim pomyślała, co mówi. Uświadamiając sobie, co właśnie powiedziała, szybko się od niego odwróciła, ale Remus ją przytrzymał.
- Mamy iść… Na randkę? – Upewnił się. – Ty i ja?
- Zrozumiem, jeśli nie masz ochoty. Myślałam…
- Robisz to z powodu Syriusza? – Jego spojrzenie pociemniało.
- Nie – odpowiedziała szybko. Za szybko, jak na jego gust. – Nie. Nie sądzę. Nie chcę iść z tobą na randkę, bo Syriusz Black złamał mi serce. Bo tego nie zrobił. To nie ja go pocałowałam. On pocałował mnie. Oczywiście, jego ucieczka trochę zabolała, ale…
Westchnęła głęboko. Nigdy nie lubiła takich niezręcznych sytuacji.
- Lubię cię, Remusie. Od momentu, kiedy cię poznałam.
Oczywiście, Mia myślała o starszym profesorze Lupinie, który ocalił ją i jej przyjaciół od Dementorów. Wtedy po raz pierwszy widziała Patronusa. Był mądry, silny i uprzejmy, więc szybko się w nim zadurzyła. Z czasem to uczucie zbladło, ale w tej linii czasowej ponownie się pojawiło, najpierw pod postacią szczerej przyjaźni.
- Nie chcę być zastępstwem – wyszeptał.
- Nie jesteś zastępstwem. Zasługujesz na coś lepszego niż być czyimś zastępstwem – powiedziała stanowczo, ale w myślach zaczęła się zastanawiać. A może był właśnie zastępstwem? Ona wiedziała o Więzi, która łączy ją i Syriusza, wiedziała, że Remus w końcu pozna Tonks i założy szczęśliwą rodzinę. Ale jakaś jej część miała to gdzieś. Remus jeszcze przez wiele lat nie będzie nawet wiedział o istnieniu Tonks i Mia nie chciała, żeby chłopak był sam przez te wszystkie lata. Ona też nie chciała być sama.
- Nie jestem taki, jak Syriusz. Nie zabiorę cię do Hogsmeade tylko po to, żeby cię wykorzystać i rzucić.
- Czy to znaczy, że chciałbyś czegoś więcej, czegoś poważniejszego niż tylko jednej randki w Hogsmeade? – Zapytała miękko, a jej serce znowu zaczęło wystukiwać szybki, przyjemny rytm. Musiał to usłyszeć, bo spojrzał na nią zaskoczony.
- Zasługujesz na kogoś lepszego, niż ja.
Mia zmrużyła niebezpiecznie oczy.
- Mam dość tego, że chłopcy ciągle mi to powtarzają.
- Nie chcę się z tobą bawić, Mia. Nigdy nie moglibyśmy… To znaczy… - głośno przełknął ślinę i mocniej chwycił jej dłoń. Podniósł ich splecione palce na wysokość wzroku. – Tylko tyle. To niesprawiedliwe wobec ciebie. Zasługujesz na kogoś, kto…
Nie dokończył słowami, ale pozwolił swojemu spojrzeniu omieść całe jej ciało i zatrzymać się na jej ustach.
Wystarczyło. Zrozumiała, o co mu chodziło, gdy patrzył na nią z niekrytym pożądaniem. Poczuła ciepło w koniuszkach palców.
- Nigdy nie mógłbym… Nie mógłbym cię pocałować!
- Bzdura! Oczywiście, że byś mógł.
- Oczywiście, że nie – warknął na nią. – Mia, widziałaś, jaką postać przyjął mój bogin. Najbardziej się boję, że cię skrzywdzę lub zainfekuję.
- Najbardziej się boisz, że zaatakujesz mnie w swojej wilczej formie – poprawiła go, zdenerwowana. – Jeśli uważasz, że jestem tak głupia, żeby głaskać wilczy pysk we Wrzeszczącej Chacie, mamy większy problem, niż początkowo myślałam.
Rzuciła mu gniewne spojrzenie, ignorując jego krzywą minę, gdy wspomniała o wilczym pysku. Wiedziała, że nienawidzi, jak ktoś wspominał o jego wilczej formie, szczególnie tak dokładnie, ale postanowiła, że czas z tym skończyć.
- To się nie zdarzy również w ludzkiej postaci – przyrzekł.
- Lykantropię może przekazać wyłącznie w pełni przemieniony wilkołak podczas pełni księżyca. Gryząc swoją ofiarę.
Jej oczy zwęziły się w szparki, gdy przypomniała sobie, że identyczną dyskusję prowadzili starsi Syriusz i Remus w domu przy Grimmauld tej nocy, kiedy dowiedzieli się, że Tonks jest w ciąży. Westchnęła, gdy sobie uświadomiła, że skoro w przyszłości miał takie rozterki na temat infekowania innych lykantropią, nie uda jej się go przekonać jako nastolatka.
- Remusie, zabraniam ci nie cieszyć się życiem, wszystkimi jego aspektami, ponieważ boisz się, że kogoś skrzywdzisz. Że mnie skrzywdzisz.
- Zabraniam sobie narażać cię na niebezpieczeństwo.
Zawarczał i spróbował wyrwać swoję rękę z jej uścisku, ale trzymała go mocno. Prychnął i spróbował jeszcze raz.
- Dlatego zasługujesz na kogoś lepszego niż ja. Tylko tyle – jeszcze raz uniósł ich splecione dłonie do jej oczu. – Albo nic. Tyle jestem w stanie dać komukolwiek.
- Dobrze – wstała i puściła jego rękę. Odwróciła się do niego plecami. W szybie obserwowała, jak najpierw instynktownie wyciągnął w jej kierunku ramię, ale po chwili przyciągnął je do siebie. Był zszokowany. Potrząsnął głową i dziewczyna zaczęła się zastanawiać, co chciał mu przekazać wilk. Czyżby Lunatyk chciał związku z nią? A może chciał powiedzieć Remusowi, że ona nie była mu przeznaczona?
- Zobaczymy się na lekcjach – spojrzała na niego. – Powinieneś porozmawiać z Jamiem zanim pójdziemy do Hogsmeade. Masz na to dwa miesiące, ale mimo wszystko, im szybciej, tym lepiej. Pewnie będzie chciał cię ostrzec, jak każdy brat.
Wywróciła oczami. Jakby Jamie miał cokolwiek do powiedzenia w kwestii osób, z którymi się mogła umawiać.
- Zaczekaj… Co? – Remus zamrugał ze zdumienia oczami. – Ale myślałem…
- Myślałeś, że po trzech długich latach przyjaźni podwinę ogon i ucieknę od ciebie, gdy nie zgodzisz się ze mną? Już ci mówiłam, że się ciebie nie boję. I nie boję się twoich idiotycznych zasad. Bo one są idiotyczne. Jednak póki co będę ich przestrzegać, żebyś poczuł się lepiej.
Siedział cicho, zbyt zaskoczony, żeby coś z siebie wydusić.
- Odpoczywaj – pocałowała go w policzek.
Dostosuje się do jego reguł jak mała, posłuszna Gryfonka, ale pamiętała, że Tiara Przydziału chciała ją umieścić w Slytherinie. A jeśli ona coś wiedziała o sposobie postępowania Ślizgonów, wiedziała jedno – zawsze znajdowali dziury w całym.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
3 września 1974
Gryfoni i Ślizgoni wspólnie przeszli przez drzwi w lochach, żeby stawić się na pierwszej w nowym roku szkolnym lekcji Eliksirów. Kociołki czekały już na uczniów na blatach, a po drugiej stronie sali lekcyjnej stał profesor Slughorn, uśmiechający się szeroko. Mii nie podobał się wyraz jego twarzy, bo znała tego mężczyznę na tyle, żeby wiedzieć, że nigdy nie był taki zadowolony bez konkretnego powodu.
- Dzień dobry! Dzień dobry. Dzisiejsza lekcja bardzo mnie cieszy. Niektórzy z was pokazali, że świetnie znają się na sztuce warzenia eliksirów – jego spojrzenie spoczęło na Snapie, potem na Lily, przeniosło się na Damoklesa Belby'ego, Adriana Abbota i Mię. Następnie przemknęło po twarzach Huncwotów i Slughorn westchnął. – Inni potrzebują zdecydowanie więcej nauki.
Żaden z chłopców nie wyglądał na bardziej rozwścieczonego tym stwierdzeniem, niż Remus.
- W ciągu najbliższych kilku miesięcy, poza eliksirami znajdującymi się w waszych podręcznikach, będziecie się zajmować specyficznymi składnikami. Przypiszę każdemu z was jakąś substancję. Chcę, żebyście przeprowadzili skrupulatne badania i wymyślili coś nowego związanego z każdym składnikiem.
Mia otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. W zależności od otrzymanego składnika, cały eksperyment Slughorna mógł się obrócić przeciwko niemu. Potrafiła sobie wyobrazić, co Frank mógł zrobić z raptuśnikiem – z jednej strony był to standardowy składnik Wywaru Śmiechu, ale z drugiej wywoływał masową histerię. I pomimo, że Alice była zdolną uczennicą, Mia z pełnym przekonaniem mogła stwierdzić, że awersja Neville'a do kociołków była dziedziczna.
Slughorn zaczął odczytywać przygotowaną wcześniej listę. Alice dostała kieł chropianka. Amycus Carrow otrzymał korzeń mniszka lekarskiego, a jego siostra sok z pijawki. Frank – dzięki bogom – dostał oko traszki, które nie wybuchało w żadnej postaci. Mary dostała śluz gumochłona, a Elora Zabini czerniec. Na koniec zostali Huncwoci i przyszli członkowie Klubu Ślimaka, do którego Mia za wszelką cenę nie chciała się dostać.
- Panie Black – Slughorn z uśmiechem przykuł uwagę Syriusza i postawił przed nim małą buteleczkę. –Elfie skrzydła.
Syriusz obrzucił fiolkę ponurym spojrzeniem.
- Używa się ich w eliksirach poprawiających urodę. Niech pan to da którejś z dziewczyn.
Lily i Mia odwróciły się do chłopaka z mordem w oczach.
Slughorn zignorował słowa Gryfona i przeszedł dalej.
- Panie Potter, sok z cebuli.
James zmarszczył brwi i pochylił się nad swoją butelką.
- Jedyne, co mi przychodzi do głowy to eliksir grzybobójczy.
Slughorn uśmiechnął się radośnie, jakby właśnie o to mu chodziło.
- Jest bardzo prosty w przygotowaniu. Mam nadzieję, że się panu uda go poprawnie uwarzyć.
Chłopak popatrzył na swojego nauczyciela, jakby chciał coś powiedzieć, ale zdecydował się jednak zatrzymać dla siebie swoje przemyślenia.
- Panie Pettigrew – Slughorn postawił kolejną fiolkę przed Peterem.
Peter zbladł po przeczytaniu etykiety.
- Śledziona szczura?
Huncwoci zaśmiali się i nawet Mia nie była w stanie utrzymać pokerowej twarzy.
- Tak, popularny składnik eliksirów zmniejszających różnych maści. Powinien pan sobie dać z nimi radę, bo jest pan uzdolniony w dziedzinie eliksirów – powiedział Slughorn i bez wahania przeszedł do Remusa, któremu nadal nie przeszła irytacja na wcześniejsze słowa nauczyciela. – Panie Lupin.
Remus spojrzał na swój składnik i wyraz jego twarzy powiedział jego kolegom, że wcale nie był zachwycony swoim zadaniem. Powiódł spojrzeniem po pozostałych Huncwotach i Mii, którzy odpowiedzieli niewinnym wzrokiem.
- Kamień księżycowy, panie profesorze?
- Tak – potwierdził Slughorn. – W stanie sproszkowanym jest świetną podstawą pod Eliksiry Uspokajające, ale trzeba być ostrożnym przy jego obróbce, bo bywa również aktywnym składnikiem napojów miłosnych.
Remus zaczerwienił się, a Slughorn zaśmiał się rubasznie.
Syriusz posłał przyjacielowi zadowolony uśmieszek.
- Musisz uważać na kamień lunarny… Luniaczku.
Oczy Mii zabłysły, gdy usłyszała to zdrobnienie. Odwróciła się do chłopców w momencie, gdy pozostali Huncwoci zaśmiali się z żartu Syriusza, a Remus uderzył przyjaciela w ramię.
- Przymknij się, Łapo – warknął wilkołak.
Wiedziała, że chłopcy rozpoczęli trening Animagów, ale pomimo wielu żartów o szczurach kierowanych w stronę Petera, nie spodziewała się, że odkryli już swoje formy i stworzyli sobie pseudonimy, które przylgną do nich na całe życie. Uśmiechnęła się z dumą na myśl o ich postępach i uświadomiła sobie, że chciała równocześnie z nimi rozpocząć trening, a nie udało jej się nawet rozpocząć medytacji. Była wdzięczna, że chłopcy poruszali się w tym temacie po omacku, podczas gdy ona po wojnie dokładnie przeczytała książkę o procesie zmiany w zwierzę.
Adrian Abbot dostał pokrzyk wilczą jagodę, a Lily jaja popiełka, co sprawiło, że do obdzielenia składnikami zostali Damokles Belby, Snape i Mia.
- Panie Snape – powiedział Slughorn z dumą. – Rosiczka księżycowa.
Severus z zadowoleniem sięgnął po fiolkę.
Mia wywróciła oczami, domyślając się, że Snape planuje uwarzyć Wywar Żywej Śmierci.
- Panno Potter – nauczyciel uśmiechnął się do niej i podał jej słoik pełen much siatkoskrzydłych.
Odpowiedziała uśmiechem, przypominając sobie, że były składnikiem pierwszego zaawansowanego eliksiru, jaki uwarzyła: Elikisru Wielosokowego.
- Dziękuję, profesorze.
- I na koniec pan Belby – Slughorn postawił przed Damoklesem buteleczkę.
- Akonit – Damokles skinął głową, a Mia spojrzała na kolegę ze zdziwieniem.
- Znany również jako mordownik – wtrącił Snape.
- Tak, oczywiście, panie Snape – potwierdził Slughorn. – Pięć punktów dla Slytherinu.
- Znany również jako tojad – dodała Mia.
Nauczyciel odchylił się, zaczepiając kciuki o szlufki swoich spodni. Obdarzył swoich uczniów dumnych spojrzeniem, jakby wszystko, co mówili, odzwierciedlało jego doświadczenie w uczeniu młodych umysłów.
- Ma pani rację, panno Potter. Mało kto o tym wie. Dziesięć punktów dla Gryffindoru.
Mia odróciła się do Severusa i posłała mu szybki uśmieszek. Snape odpowiedział morderczym spojrzeniem. Po chwili skupiła swoją uwagę na Damoklesie. Było niewielu Ślizgonów na ich roku, z którymi mogła porozmawiać bez obrzucania się nawzajem wyzwiskami i Belby był jednym z nich.
- Jestem bardzo ciekawa, co wymyślisz. Dużo czytałam o akonicie.
- Naprawdę? – Zapytał Damokles. – Zwykle jest wykorzystywany jako środek przeciwbólowy albo zwykła trucizna. Jestem bardzo ciekawy, jakie będą jego właściwości, jeśli łodyga, liście i kwiaty będą przygotowywane osobno.
- Pączki są składnikiem Eliksiru Przebudzenia. Może mają właściwości wyostrzające zmysły? – Zasugerowała i uśmiechnęła się, gdy dostrzegła zainteresowane w oczach Damoklesa.
wWwWwWwWwWwWwWw
Godzinę później wszyscy pracowali w przyjemnej ciszy, a Slughorn pochrapywał, zagłębiony w wygodnym fotelu, który stał za jego biurkiem zamiast standardowego krzesła.
Mia dokładnie przeglądała swoje muchy siatkoskrzydłe, oceniając, czy nadają się do przygotowania Eliksiru Wielosokowego. Chciała subtelnie zmienić przepis, zastanawiając się, czy ma w sobie ten pierwiastek, który jest niezbędny w pracy Mistrza Eliksirów. Zawsze była niezrównana w modyfikowaniu i tworzeniu nowych zaklęć i transmutacji, ale Eliksiry były dla niej przedmiotem, w którym trzeba się trzymać przepisu. Snape – i później Harry – udowodnili jej, że można udoskonalać przepisy.
- Co planujesz? – Zapytał James, podchodząc do stolika, przy którym Mia pracowała z Damoklesem, Lily i Snapem. Belby opuścił swoje stanowisko, żeby dokładnie przejrzeć zapas składników Slughorna, co dało Jamiemu sposobność do porozmawiania ze swoją siostrą.
- Nic takiego – odpowiedziała niewinnie.
- Rozmawiałaś z Belbym – wyszeptał. – Nadal badasz tojad?
Spojrzała ostrożnie na brata o skinęła głową.
James uśmiechnął się, pamiętając doskonale ten moment, kiedy zapytał ją, dlaczego posiada notatki o tej potencjalnie trującej roślinie. Przyznała wtedy, że próbuje znaleźć lekarstwo na „mały, futrzany problem" Remusa, jak nazywał go ostatnio Syriusz.
- Będąc w temacie – powiedział nagle, kiwając głową w kierunku kociołka Damoklesa. – Słyszałem coś o tym, że moja siostra chce się umówić z pewnym moim przyjacielem.
- To nie plotka. Zaprosiłam Remusa do Hogsmeade, a dobrze wiesz, że on nie zmienia dziewczyn, jak rękawiczek. Poprosiłam go, żeby z tobą porozmawiał, bo nie chciałam, żebyś sobie pomyślał, że się przed tobą kryjemy – odpowiedziała, zastanawiając się, czy Jamie podniesie rzuconą rękawicę.
- Zaprosiłaś Remusa do Hogsmeade? – Zapytała Lily, zanim James miał okazję, żeby odpowiedzieć swojej siostrze.
Mia odwróciła się do przyjaciółki z poczuciem winy. Wiedziała, że Lily kilka lat wcześniej podobał się Remus i miała nadzieję, że nie skrzywdziła dziewczyny swoim zachowaniem.
- Ja… Tak. Przepraszam, Lily, powinnam była…
- Nie. Uważam, że do siebie pasujecie – odpowiedziała szczerze Lily.
- A co cię to w ogóle obchodzi? – Warknął Snape do swojej przyjaciółki.
- Mia i Remus są moimi przyjaciółmi, Sev – Lily delikatnie zrugała Snape'a i wróciła do mieszania w swoim kociołku.
James w międzyczasie zerknął na jej ręce i głośno wciągnął powietrze do płuc.
- Evans… Czy to jest… Pierścionek zaręczynowy?
Wszyscy odwrócili się w kierunku Lily i zszokowani spojrzeli na dziewczynę. Byłoby normalne, że czarownica czystej krwi została zaręczona z jakimś czarodziejem równego statusu społecznego we wczesnej młodości, ale oni wiedzieli, że Lily pochodzi z rodziny Mugoli.
- Co? – Lily uniosła ręce i zaskoczona spojrzała na Jamesa. – To pierścień nastroju, ty kretynie. Rodzice kupili mi go latem.
Chłopak dalej patrzył na nią zdumionym spojrzeniem. Lily potrząsnęła głową z irytacją.
- Mugolska rzecz.
Mia roześmiała się, gdy zobaczyła ulgę na twarzy brata.
- Jak Mugole robią pierścienie, które pokazują nastrój człowieka? – Zapytał James. – Brzmi zupełnie, jak magia.
- To nie jest magia – wyjaśniła Mia. – W pierścieniu są kryształy, które reagują na zmianę temperatury, zmieniając jego kolor.
Mia odwróciła się do Jamesa i zauważyła, że kilka osób przygląda się jej ze zdziwieniem.
- Jamie, powinieneś więcej czytać!
- W jakim nastroju jesteś teraz, Evans? – James zachichotał, patrząc na jej palec.
- Zirytowanym – odpowiedziała, odwracając się plecami do chłopaka, skupiona wyłącznie na swoim kociołku.
Mia ostrzegawczo potrząsnęła głową w kierunku brata, który wyglądał na szczerze zaskoczonego kierunkiem, w którym poszła ich rozmowa. Mia złapała podbródek Jamesa w dłonie i skupiła jego wzrok na sobie.
- A zatem. Remus. Co powiedział?
- Niewiele. Jąkał się. Syriusz nadal się z niego śmieje.
Oboje spojrzeli na stół, przy którym pracowali Huncwoci. Syriusz rzeczywiście szeptał coś do ucha czerwonego z zawstydzenia Remusa, który próbował skruszyć swój kamień księżycowy.
Mia zmarszczyła brwi.
- Bądźcie grzeczni.
- Absolutnie nie! Tam stoi facet, który chce się przespać z moją siostrą. Przyjaciel czy nie, musi przez to wszystko przejść – w oczach Jamiego pojawiło się rozbawienie.
- On nie chce się ze mną przespać – Mia ścisnęła podbródek Jamesa. – Jest dżentelmenem, zawsze był. Zachowuje się dużo lepiej niż ty i Syriusz razem wzięci. Pamiętaj, że będę się umawiać z kimkolwiek ja chcę, Jamesie Charlusie Potter! I ty będziesz musiał się z tym pogodzić.
Puściła go i Jamie upadł na podłogę, nie mogą złapać równowagi. Gapił się na siostrę z zachwytem.
Odwróciła się do swojego kociołka, nie patrząc na Lily, która z kolei chichotała, widząc, że Jamie został odpowiednio zrugany.
James wstał, otrzepał spodnie z kurzu i podszedł do swojego stolika.
Mia westchnęła, mając nadzieję, że to koniec.
Niestety, nie doceniła Jamesa.
- Remusie, na twoim miejscu nie warzyłbym tego napoju miłosnego – zawołał głośno do przyjaciela. – Ona go wcale nie potrzebuje! Jest w tobie zakochana na zabój!
Klasa wybuchła śmiechem, a wściekła Mia obróciła się na swoim stołku w kierunku Jamesa, który niewinnie się do niej uśmiechał. Obok niego chichotał Syriusz, a Peter starał się tylko unikać morderczego spojrzenia dziewczyny.
Remus ukrył twarz w dłoniach i Mia widziała tylko jego czerwone uszy. Czarownica chciała rzucić jakąś uwagę, ale po chwili zmieniła zdanie i uśmiechnęła się słodko, najbardziej niebezpiecznym uśmiechem Dorei Potter.
Grę czas zacząć.
