Od tłumaczki: Z lekkim poślizgiem, ale jest. Robi się coraz ciekawiej i coraz bardziej tej fanfick zasługuje na kategorię M. Głównie ze względu na barwny język Syriusza, ale sytuacja zaczyna się powoli rozwijać. Główni bohaterowie dorastają.
Chciałabym jeszcze tylko odpowiedzieć publicznie Phillie, która napisała do mnie wiadomość i poruszyła dwie ważne sprawy. Po pierwsze, nieścisłość w tłumaczeniu (bodajże w rozdziale piątym). Już wyjaśniam, jak wygląda moje tłumaczenie – najpierw rozdział tłumaczę dosłownie, a przed zamieszczeniem na stronie dokładnie betuję. Wtedy wychodzą ciekawe kwiatki, które przekładam na poprawny stylistycznie język polski, nie konsultując słownictwa z oryginałem, ale zachowując wyłącznie jego sens. Nie chodzi o to, żeby tłumaczenie było kalką językową, ale żeby było przyjemne i logiczne w odbiorze. Po drugie, Komnata Potrzeby. Pomimo, że nie jest to nazwa oficjalnie występująca w kanonie, korzystanie w narracji wyłącznie z nazwy Pokój Życzeń byłoby stylistycznie nie na miejscu. Nie wyobrażam sobie, żeby w jednym akapicie kilkukrotnie pojawiła się ta sama nazwa, dodatkowo pisana wielkimi literami. Z kolei „Komnatą Potrzeby" posługują się różni autorzy i tłumacze obecni na , dlatego pozwoliła sobie również korzystać z tej nazwy. Wszystkie pozostałe nazwy własne są konsultowane z oryginalnym tłumaczeniem książek i gier.
Koniec moich wyjaśnień, mam nadzieję, że coś wniosą. Miłego czytania. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.
ROZDZIAŁ 35 – ZASPOKOJONY
4 pażdziernika 1974
Mia pozwoliła Jamesowi myśleć, że jest bezpieczny.
Nie był.
Jego instynkt przetrwania musiał szwankować, bo przez cały ostatni miesiąc sprawiał problemy na każdej lekcji. Biedny Remus został złapany między młotem i kowadłem. Codziennie James rzucał nowe uwagi dotyczące potencjalnego związku jego siostry i najlepszego przyjaciela.
Remus, lojalny Gryfon, starał się nie brać udziału w walce rodzeństwa Potterów i zostawił Mię w spokoju – co ją niesamowicie zirytowało.
Na Zaklęciach James przywoływał przedmioty z biurka Mii, kiedy tylko dziewczyna była odwrócona do niego plecami. Następnie twierdził, że Remus prosił go o jakąś pamiątkę po niej. Na Opiece nad Magicznymi Stworzeniami James bardzo głośno zapytał profesora Kettleburna o zwyczaje godowe wilkołaków. Na Zielarstwie transmutował ślaz w czerwone róże i udawał mugolskiego dostawcę kwiatów, który dostał zlecenie od przyjaciela. W tym samym momencie Remus próbował ukryć swoje zawstydzenie zachowaniem Jamiego, starając się w ciszy zasadzić swoje pykostrąki.
Jedynymi zajęciami, kiedy Mia i Remus mieli spokój były Historia Magii (James i Syriusz spali), Obrona przed Czarną Magią (James nie był na tyle głupi, żeby podpaść ich nowemu nauczycielowi, profesorowi Proudfootowi), Transmutacja (James i Syriusz bardzo poważnie podchodzili do tego przedmiotu, bo mieli nadzieję, że dowiedzą się czegoś przydatnego o transformacji w Animaga) i Starożytne Runy (Mia i Remus uczęszczali na te zajęcia bez pozostałych Huncwotów).
Zawsze siedzieli obok siebie na Runach. Bardzo często w środku zajęć, kiedy byli pogrążeni w tłumaczeniach, Remus sięgał po dłoń Mii i splatał swoje palce z jej palcami. Ona wtedy oddychała głęboko, spokojna i szczęśliwa. Dzięki tym krótkim chwilom była w stanie znieść tortury Jamesa.
A już szczególnie przetrwanie jego dziecinnego zachowania było warte czwartego października.
- Nie pij soku dyniowego i wszystko będzie w porządku, Lily – wyszeptała do przyjaciółki.
- Jak udało ci się wlać eliksir do całej kadzi soku? – Zapytała zaciekawiona Lily, czekając na przybycie pozostałych uczniów.
- Przyjaźnię się ze skrzatami domowymi – Mia uśmiechnęła się, zadowolona, że w tej linii czasowej udało jej się zawrzeć pokój z tymi małymi, pracowitymi stworzeniami. Szczególnie biorąc pod uwagę to, jak przerażone jej obecnością były skrzaty w jej oryginalnej linii.
- Jesteś pewna, że to zadziała? Chodzi mi o to, że pomysł jest świetny, ale będziesz miała z tego powodu kłopoty – Lily rzuciła okiem na stół nauczycielski. – Nie chcę cię namawiać do łamania regulaminu, ale jeśli chcesz, żeby Slughorn przyznał ci punkty za pomysł, będziesz musiała wziąć za to odpowiedzialność.
- Dopóki nie zabronią mi iść do Hogsmeade, pogodzę się z każdą karą – odpowiedziała Mia.
Uczniowie powoli zaczęli się schodzić do Wielkiej Sali. Huncwoci dołączyli do Mii i Lily po kolei prezentując różne stopnie wyczerpania. Peter, Syriusz i James wyglądali naprawdę źle, za to Remus wyglądał kwitnąco, ponieważ pełnia minęła ponad tydzień wcześniej.
- Dzień dobry, chłopcy – Mia uśmiechnęła się szeroko i zaczęła przygotowywać śniadanie dla Remusa, podczas gdy on jednocześnie szykował dla niej owsiankę i filiżankę herbaty. – Co was tak wyczerpało z samego rana?
Zakładała, że ćwiczyli transformację w Animagów. Ona też poświęcała temu cały swój wolny czas, zamknięta w swoim dormitorium. Nie udało się jej jeszcze wyjść poza stadium medytacji.
- Spędziłem miły wieczór z jedną napaloną czarownicą – skłamał Syriusz, a Mia wywróciła oczami.
Jeszcze miesiąc temu taka odpowiedź by ją zirytowała, ale pogodziła się z tym. Syriusz stał się człowiekiem, który potwierdzał wszystkie niegrzeczne plotki, które krążyły po zamku na jego temat. Twierdził, że przynajmniej może spróbować tych rzeczy, o które go oskarżano. Peter był tym zachwycony, Jamesa to tylko bawiło. Remus reagował obrzydzeniem, a Mia nagle zobojętniała na zachowanie przyjaciela. Wiedziała wiele o przeszłości Syriusza, bo często razem z Harrym i Ronem słuchała, jak starszy Syriusz i starszy Remus wspominali swoją buntowniczą młodość. Mia wiedziała, że będzie musiała kiedyś stawić czoła przeszłości Blacka, ale jeszcze nie przyszedł na to czas.
Więc zignorowała jego zachowanie i skupiła się na swoich regułach: żyj swoim życiem, ciesz się swoim życiem.
Dzisiaj miała zamiar bez przeszkód cieszyć się swoim życiem.
- Jedz – uśmiechnęła się do Remusa i skinęła z wdzięcznością głową, kiedy podał jej słoik z marmoladą. Zauważyła, że jego oczy spoczęły na wysokiej, pustej szklance, którą zwykle napełniała dla niego sokiem dyniowym. Dzisiaj tego nie zrobiła.
Sięgnął po dzbanek, żeby samemu nalać sobie soku, ale Mia bez słów zakryła dłonią jego szklankę i potrząsnęła ostrzegawczo głową. Popijając herbatę, posłała mu wszystkowiedzące spojrzenie.
Oczy Remusa rozszerzyły się, gdy zrozumiał, że za chwilę coś się wydarzy. Odwrócił lekko głowę i zobaczył, że James, Syriusz i Peter spokojnie sączą swój sok dyniowy.
- Chcę tu był, żeby zobaczyć efekt? – Wyszeptał.
Lily roześmiała się.
- O, tak!
Nagle każdy uczeń, który napił się soku dyniowego doświadczył częściowej transformacji: ich włosy zmieniły kolor, wydawałoby się, losowo.
Ślizgoni spoglądali na siebie i ich włosy poprzyjmowały różne odcienie czerni i zieleni. Wśród Krukonów dominował kolor morski, a Puchoni i Gryfoni mieli na głowach różne wariacje żółci, zieleni i purpury.
Dwóch z trzech Huncwotów, którzy napili się soku, miało w tym momencie bardzo przewidywalne, jasnoniebieskie włosy.
Lily wyglądała na oburzoną, kiedy spojrzała na głowę Jamesa.
- O, mój Boże! – Wydukała do Mii, po czym zakryła usta dłońmi i próbowała nie wybuchnąć śmiechem.
James zamrugał i rozejrzał się po Wielkiej Sali.
- Co się dzieje? Co zrobiłaś? – Naskoczył na swoją siostrę, po czym zmrużył oczy, złapał srebrną łyżkę i spróbował spojrzeć na swoje odbicie.
- Dodałam pewien niegroźny eliksir do porannego soku – odpowiedziała Mia.
- Sprytne, kotku – zaśmiał się Syriusz, przebierając palcami po swoich błękitnych włosach. – To ma być żart? Losowe kolory włosów? Zrobiłbym to prostym zaklęciem zmiany koloru. Zmarnowałaś na to cały eliksir? Nawet nie zasługujesz na Akceptowalny.
Mia wyprostowała się i z uwagą zaczęła się przyglądać swoim paznokciom.
- To prawda, skorzystałam z zaklęcia zmiany koloru. Na każdej muszce siatkoskrzydłej, która trafiła do Eliksiru Wielosokowego
- Podałaś nam Eliksir Wielosokowy? – James był zaskoczony. Zdmuchnął z twarzy pukiel jasnoniebieskich włosów. Mia musiała przyznać, że czarne włosy wyglądały na lepiej ułożone niż błękitne. Jamie dotknął swojej klatki piersiowej, po czym popatrzył na palce. – Nie rozumiem. Dlaczego zmienił się tylko kolor naszych włosów? Nie powinniśmy wszyscy wyglądać identycznie?
- Tak by było, jeśli dodałabym do Eliksiru włos zwyczajnej czarownicy lub czarodzieja, ale jeśli dodałabym włos Metamorfomaga, pozwoliłoby to osobie przyjmującej Eliksir na dokonanie dowolnej zmiany w swoim wyglądzie.
Mia była bardzo wdzięczna, że kiedyś przyjaźniła się z Nimfadorą Tonks-Lupin, która wyjaśniła jej, że Metamorfomag jest z natury odporny na działanie Eliksiru Wielosokowego, bo z własnej woli może zmieniać swój wygląd. Jeszcze większe zadowolenie przyniosło jej znalezienie w kolekcji rzadkich składników profesora Slughorna włosów Metamorfomaga (pośród włosów goblinów i wilkołaków). Z łatwością ukradła jeden taki włos.
- Wiedziałeś, że Metamorfomag zmienia kolor swoich włosów w zależności od nastroju? – Spojrzała na Remusa, który uśmiechał się do niej z dumą. – Pierścień nastroju Lily był dla mnie inspiracją.
- Dobra, dobra, jesteś najinteligentniejszą czarownicą, jaką znam – przyznał James, wywracając oczami. – Co oznaczają kolory?
- No, cóż – wtrąciła nagle Lily. – Ślizgoni są przewidywalni. Czarny i ciemnozielony oznaczają gniew i zazdrość. Pewnie są wkurzeni na Mię za spłatanie im figla i zazdrośni, że sami na to nie wpadli. Krukoni mają morskie włosy. Są rozbawieni. Puchoni i większość Gryfonów jest gdzieś między zirytowanym, zniecierpliwionym i szczęśliwym.
- A my? – Syriusz wskazał palcem swoje jasnoniebieskie włosy.
- To mój ulubiony odcień błękitu – Mia rozpromieniła się. – Oznacza zaspokojenie.
Lily zaczerwieniła się, parsknęła śmiechem i ukryła twarz w dłoniach.
- Zaspokojenie? – James mrugnął oczami, nagle zdenerwowany. Jego spojrzenie na ułamek sekundy spoczęło na Lily.
- Tak. Powiedz mi, kochany braciszku – Mia pochyliła się nad stołem, złożyła palce i posłała Jamiemu przewrotne spojrzenie. – W ciągu ostatniego pół godziny, co ze sobą zrobiłeś, że czujesz się tak nieprawdopodobnie zaspokojony?
Remus otworzył szeroko oczy, odwrócił się i zakrył usta dłonią, próbując zamaskować śmiech kaszlem. Pozostali Gryfoni nie byli tak subtelni i nie kryli się z chichotem.
Twarz Jamesa natychmiast zrobiła się czerwona z zażenowania. Znowu posłał Lily zawstydzone spojrzenie, po czym odwrócił wzrok.
Syriusz natychmiast załapał puentę i – będąc tak bezwstydnym, jak zawsze – wzruszył ramionami.
- Nie wiem, jak ty, ale ja jestem taki zaspokojony, bo pod prysznicem przeżyłem niesamowity orgazm.
Cały stół wybuchł niepohamowanym śmiechem. James ukrył twarz w dłoniach i zaczekał aż śmiech ucichnie. W międzyczasie jego włosy zmieniły kolor na jaskrawoczerwony, pasujący do jego twarzy, po czym stały się turkusowe, co oznaczało akceptację porażki.
W końcu uśmiechnął się do swojej siostry.
- I? – Zapytała.
James wstał i wykonał pełen gracji ukłon przed Mią.
- Wygrałaś.
- A Remus? – Zmrużyła niebezpiecznie oczy, widząc, że włosy Jamiego zrobiły się jasnozielone z niepokoju, a Syriusza ciemnozielone. Mia zignorowała oba odcienie.
James zaśmiał się i wyciągnął dłoń, oferując pokój wilkołakowi.
- Remusie, stary, mam nadzieję, że wiesz, w co się pakujesz.
Remus zamrugał oczami i przyjął wyciągniętą dłoń.
Zanim puścił, James przyciągnął do siebie przyjaciela i wyszeptał do niego:
- Masz świadomość, że jeśli ją skrzywdzisz, albo inaczej upokorzysz, zostanę zapamiętany jako wielki James Potter, pogromca wilka, prawda?
- Rozumiem – Remus przytaknął głową.
- A teraz przetestujmy ten eliksir – Jamie napełnił szklanki Mii i Remusa sokiem dyniowym. – Luniaczku, chcesz, żebym przyklasnął waszemu związkowi? Wypij sok.
Remus przeczyścił gardło i podał jedną ze szklanek Mii.
- Za nas, jak przypuszczam – po czym oboje wypili swój sok.
Nie minęło nawet pięć sekund, zanim ich włosy zmieniły swoje kolory na identyczne odcienie różu. Mia spojrzała na swoje kolana, zarumieniona, gdy zauważyła kolor włosów Remusa. Wiedziała, że ona wygląda tak samo. Remus z kolei ze zdumieniem sięgnął po łyżkę, żeby się sobie przyjrzeć.
- Co oznacza różowy? – Zapytał James, patrząc na Lily.
Lily uśmiechnęła się szeroko do swoich przyjaciół.
- Zakochany.
wWwWwWwWwWwWwWw
26 marca 1975
- Kurwa!
- Nadal za mocno koncentrujecie się na trasnsmutacji, a za mało na medytacji – powiedział Remus do swoich przyjaciół, kiedy siedzieli na polanie nieopodal Zakazanego Lasu, trenując transformację w Animaga.
Remus siedział niedaleko, opierając się o drzewo, myśląc o bolących plecach i stawach, które będą w jeszcze gorszym stanie po jutrzejszej pełni księżyca. Zbliżająca się transformacja w wilkołaka czyniła go odpornego na złośliwości przyjaciół. W tym momencie Jamesowi udało się przyprawić sobie pół poroża i dał się złapać w wiszące nisko gałęzie. Syriusz miał cztery czarne łapy i ciało człowieka, a Peter wyhodował sobie ogon i długie zęby, i nie miał pojęcia, jak wrócić do normy. Ich śmieszny wygląd powinien podtrzymać Remusa na duchu, ale chłopak myślał o czymś zupełnie innym i nie zwracał na nich uwagi.
- Czo się ształo, Łemusie? – Wymamrotał Peter przez wydłużone zęby.
- Nadal nie znalazłem prezentu urodzinowego dla Mii – przyznał Remus. Odwrócił się w kierunku Jamesa, który wyglądał najmniej zabawnie. – Co powinienem jej kupić, Rogaczu?
Remus i Mia oficjalnie byli parą od tego ranka, który został nazwany „Wielką Tęczową Eksplozją roku 1974".
Mia przyznała się do zorganizowania żartu i dostała tydzień szlabanu za dolanie eliksiru do soku uczniów. Jednocześnie zarobiła po pięćdziesiąt punktów od profesorów Flitwicka i Slughorna, którym zaimponowała, zmieniając zaklęciem strukturę eliksiru.
Kilka tygodni później wybrali się razem do Hogsmeade, gdzie najpierw Remus zabrał Mię na kremowe piwo do Trzech Mioteł, następnie Mia obsypała Remusa czekoladą z Miodowego Królestwa, po czym oboje spędzili kilka godzin przekopując się przez stare księgi w księgarni Tomy i Papirusy. Po skończeniu zakupów, postanowili wrócić do zamku, po drodze zaskakując Syriusza, który obściskiwał jakąś trzecioroczną Puchonkę przed Wrzeszczącą Chatą. Po powrocie do wieży Gryfonów zaszyli się na sofie przed kominkiem, każde z nową książką w dłoni.
Uważali swój związek za komfortowy, zbudowany na przyjaźni i wspólnych zainteresowaniach. Większość nocy spędzali podobnie, jak swoją pierwszą randkę: Mia opierała się plecami o pierś Remusa, który z kolei kładł głowę na jej ramieniu, oboje zagłębieni w interesujących powieściach.
James i Syriusz z czasem zaprzestali prób upokarzania pary, ale Mary, Lily i Alice cały czas pytały o romantyczny aspekt ich związku. Mia nie zdradzała jednak żadnych szczegółów, ponieważ ze względu na sztywne zasady Remusa, nie było szczegółów, o których mogłaby opowiadać. Był zdecydowany nie przekraczać żadnej granicy, którą ustanowił, żeby nie narazić jej przypadkowo na zainfekowanie lykantropią. Jednocześnie był zadowolony, że nigdy nie podała mu Nastrojowego Soku, jak nazwała swój wynalazek, bo codziennie rano schodziłby do Wielkiej Sali z błękitnymi włosami. Związek z Mią był dla Remusa źródłem ciągłej frustracji. Gdyby nie ból związany z transformacją, Remus czekałby niecierpliwie każdej pełni księżyca, bo w postaci wilkołaka mógł spalić dodatkowe pokłady energii.
Jego przyjaciele pogarszali sytuację. Nie mógł porozmawiać o tym z Jamesem, bo Mia była jego siostrą. Z kolei Mia absolutnie nie chciała, żeby wtajemniczał Petera w ich życie prywatne. To zostawiało tylko Syriusza, który – jeśli wierzyć plotkom – w ciągu ostatniego półrocza stał się gorszy niż jego własna reputacja. Prawie zrozumiał, co się z nim dzieje, kiedy pewnego styczniowego poranka pojawił się w Pokoju Wspólnym, wyglądając na niesamowicie winnego.
- Coś ty narobił? – Zapytał natychmiast Remus. – I dlaczego stąd czuję od ciebie wodę ognistą?
- Spieprzyłem sprawę – powiedział Syriusz, głośno przełykając ślinę. – Spieprzyłem na całej linii.
- Łapo, co zrobiłeś? – Oczy Remusa błysnęły złotem, kiedy pomagał swojemu pijanemu przyjacielowi wejść do łóżka.
- Uprawiałem seks z McKinnon – wyznał Syriusz.
- A to… Nie jest… Normalne? – Remus uniósł brew, wierząc w plotki, które o Syriuszu powtarzały czarownice z wszystkich Domów. Nie uwierzył tylko w sensacyjną nowinę, która mówiła, że Syriusz jest ojcem sekretnego dziecka McGonnagal.
- Nie, to nie jest normalne! – Wrzasnął Black. – To był… Mój pierwszy raz. Kurwa, ależ ona się wścieknie.
- Marlene? Dlaczego? Taki byłeś niewarty w łóżku?
Syriusz rzucił przyjacielowi mordercze spojrzenie.
- Nie, byłem fantastyczny. Dziękuję za wiarę w moje możliwości, Luniaczku. Ale… Chodzi o to, że ja… Rzuciłem ją od razu po fakcie – mruknął, zniesmaczony swoim zachowaniem.
Remus potrząsnął głową.
- Jesteś obrzydliwy.
- Wiem! Zresztą, nie obchodzi mnie Marlene. Nie możesz powiedzieć Mii – błagał. – Znienawidzi mnie za to.
- A dlaczego moją dziewczynę ma obchodzić, kogo przeleciałeś? – Remus niebezpiecznie zmrużył oczy. Błysnęła w nich zazdrość.
Syriusz położył się na łóżku, myśląc o swoich błędach.
- Bo ona uważa Marlene za dziwkę. A ja nie chcę… Kurwa, Luniaczku, wiem, że to twoja dziewczyna, ale i tak nie chcę, żeby patrzyła na mnie tak, jak wszyscy.
Remus był zły i zazdrosny, ale w rzeczywistości rozumiał Syriusza. Był bardzo terytorialny w stosunku do Mii, ale nadal nie pojmował, jak Syriusz mógł ją odtrącić, kiedy chciała otworzyć przed nim swoje serce. Sam wiedział, jak to jest, być z dziewczyną, myśląc, że słońce wschodzi i zachodzi dla niej, i nie być jej wartym.
Remus wiecznie walczył z wilkiem. Z tyłu jego głowy usadowił się głosik, który podpowiadał mu, żeby wziął dziewczynę siłą, pocałował ją, przygwoździł do ściany i posmakował każdego kawałka jej skóry. Ta sama część jego natury warczała na nią, kiedy powiedziała coś, co mu się nie podobało, a było zbyt blisko pełni księżyca, żeby się w pełni kontrolował. Chłopak przez cały czas się martwił, że w pewnym momencie przesadzi i straci ją na zawsze.
Dlatego rozumiał, o co chodziło Syriuszowi i obiecał dochować tajemnicy.
Jednak sekret pierwszego razu Syriusza bardzo szybko został odkryty, pomimo wysiłków Remusa, by do tego nie dopuścić. Kiedy ta ostatnia nitka łącząca go z moralnym prowadzeniem się została zerwana, Syriusz nie miał już żadnych skrupułów, żeby zanurzyć się – dosłownie i w przenośni – w każdej dziewczynie, która go chciała.
Kiedy Mia poznała prawdę, nawrzeszczała na niego i oskarżyła o brak szacunku dla siebie i innych.
Wtedy Syriusz próbował wczołgać się na jej kolana i poprosić, żeby pogłaskała go po głowie – było to niesamowicie zabawne dla Huncwotów, którzy wiedzieli, jaką postać Animaga przyjmie Syriusz – jednak czarownica odtrąciła przyjaciela, ku uciesze Remusa.
Oni dorastali, a Syriusz zaczynał coraz bardziej od nich odstawać.
- Co? – Remus zamrugał szybko oczami, powracając myślami do swoich przyjaciół w Zakazanym Lesie.
James odkaszlnął.
- Powiedziałem, że ty powinieneś lepiej niż ja wiedzieć, co kupić jej na urodziny.
- Nadal nic jej nie kupiłeś? Jesteś najgorszym chłopakiem w historii świata – Syriusz zaśmiał się i zaczął kopać w ziemi swoimi ogromnymi łapami. Remus wybuchnął śmiechem, patrząc na zajęcie przyjaciela.
- Chciałem poszukać czegoś wyjątkowego podczas ostatniej wycieczki do Hogsmeade, ale ta została odwołana, bo zaatakowano warzywniak.
Niewiele osób o tym wiedziało, ale rankiem, po ataku na sklep warzywny, Dumbledore'a nie było na śniadaniu. Krążyły niepotwierdzone plotki, że urodzony w rodzinie Mugoli właściciel warzywniaka został zaatakowany przez czarodziejów w czarnych szatach, noszących maski.
- Chciałem, żeby te urodziny były wyjątkowe. A tymczasem wy będziecie się dobrze bawić w wieży, a ja będę wył w Chacie – warknął Lupin.
- Szkoda, że pełnia księżyca wypada w nasze urodziny – westchnął James. – Ona to rozumie.
- Wiem i dlatego jest jeszcze gorzej. Obudzę się następnego ranka w Skrzydle Szpitalnym, po niewyjaśnionej nieobecności na jej przyjęciu urodzinowym i zamiast jakoś ją uszczęśliwić, ona będzie trzymać mnie za rękę, podczas gdy pani Pomfrey wleje mi do gardła eliksiry przeciwbólowe.
- Wiesz, co? To może być niezgodne z twoimi przekonaniami – zasugerował James. – Ale może ten raz pozwól jej zająć się sobą?
Remus warknął, a jego oczy błysnęły złotem.
- Spokojnie, Lunatyku – Syriusz uniósł czarne łapy w uspokajającym geście. – Rogacz ma rację. Dziewczyna ma rozwinięty instynkt opiekuńczy, a ty nie pozwalałeś się jej sobą opiekować od pierwszego roku.
Wzruszył ramionami, otrzepał łapy z ziemi i z łatwością transformował je ponownie w ludzkie dłonie.
- Dziewczyny lubią taką intymną atmosferę…
- Uważaj na słowa – James zmrużył oczy.
- Nie o to mi chodzi. Daj spokój, Rogaczu, czy Luniaczek wygląda, jakby uprawiał seks? – Syriusz zachichotał na tę myśl. – Oczywiście, że nie. On wygląda… Wygląda… Jak ty.
James rzucił w Syriusza kamieniem, który Black najpierw złapał, a później zaczął zakopywać.
- Chodzi mi o to, że dziewczyny lubią te momenty, kiedy pokazujesz swoją łagodną, miękką stronę.
- Mówisz z doświadczenia? – Prychnął Remus.
- Tak, biorąc wszystko pod uwagę. Wszystkie dziewczyny, które obściskiwałem lub przeleciałem narzekały, że ja nie mam takiej strony. Więc daj jej się sobą opiekować i wyjdziesz na tym fantastycznie.
James ostrożnie spojrzał na Remusa.
- Tylko nie za fantastycznie.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
28 marca 1975
Remus obudził się ze skrzywioną miną w Skrzydle Szpitalnym. Ta pełnia księżyca była wyjątkowo nieprzyjemna. Nie odpoczywał przed transformacją i stresował się swoją nieobecnością na urodzinach Mii, wobec czego wilkołak na sobie samym wyładował całą frustrację. Nie pomogło, że Mia przyszła go pożegnać przed odprowadzeniem do Wrzeszczącej Chaty, przytuliła go, więc gdy księżyc wisiał wysoko na niebie, on nadal czuł na sobie jej zapach.
Frustracja była zbyt łagodnym słowem, żeby opisać, co czuł w tym momencie.
Wyczuł jej obecność w pobliżu bez unoszenia powiek.
- Jak minęły twoje urodziny?
- Bez ciebie nie było fajnie.
Otworzył oczy i zauważył, jak ostrożnie przyglądała się głębokiej ranie na jego przedramieniu. Zmarszczyła nos, a jej dłonie drżały.
- Pani Pomfrey? – Zawołał Remus.
- Tak, mój drogi?
- Bez obrazy, ale… Czy Mia może mnie uzdrowić? Minęło kilka lat od ostatniego razu, ale pamiętam, że dobrze się czułem, kiedy ona mnie leczyła – zmarszczył czoło, mając nadzieję, że nie uraził pielęgniarki, która co miesiąc się nim zajmowała.
Pani Pomfrey uśmiechnęła się.
- Nie widzę problemu. Jest pani przygotowana, panno Potter?
- Tak – odpowiedziała natychmiast Mia. – Jesteś pewny?
Skinął głową i rzucił jej pogodne spojrzenie, mimo że potwór w jego głowie warczał i rzucał się. Nie! My jesteśmy obrońcą! Nie pozwól, żeby zobaczyła nas słabymi!
- Chciałbym, żebyś dzisiaj ty mnie uzdrowiła. Proszę, Mia?
Uśmiechnęła się do niego i sięgnęła po różdżkę.
- Przekręć się na bok.
Czuł, jak różdżką zbierała zaschniętą krew. Nie bolało tak, jak zwykle. Pani Pomfrey była bardzo skuteczna, ale brakowało jej delikatności, ze względu na mnogość obowiązków, jakim musiała podołać. I było coś w magii Mii, co przemawiało do wilka.
Przewrócił się z powrotem na plecy, gdy poczuł, że Mia zaleczyła jego ranę. Uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczył jej radosną minę.
- Czy to był mój prezent urodzinowy? – Zapytała, chichocząc.
- Pomysł Jamesa – Remus próbował wzruszyć ramionami.
- Mądry chłopiec z tego Jamesa Pottera – skorzystała z tego, że Remus prawie nie może się ruszać i przeczesała dłonią jego włosy. – Mógłbyś mi częściej pozwalać na coś takiego. Cieszę się, gdy mogę ci pomóc.
- Ja się tego wstydzę – przyznał, zmuszając się do wypowiedzenia tych słów, ale chciał być z nią szczery. Westchnął. – Ale jeśli ciebie to uszczęśliwia, mogę od czasu do czasu pozwolić ci na zajmowanie się mną.
Wiedział, że chciała od niego więcej – na Merlina, on też chciał – ale nie wolno mu było przekroczyć granicy. Teraz, po transformacji, nie miał siły, żeby z nią walczyć, ale wiedział, że ona nie wykorzysta go w osłabionym stanie, bo wiedziała, jak ważne dla niego było to, że ona jest bezpieczna.
Pochyliła się nad nim i złożyła lekki pocałunek na jego policzku.
- Ty mnie uszczęśliwiasz.
