Od tłumaczki: Dzisiaj krótko – zdążyłam na wtorek, przed nami bardzo ciekawy rozdział. Od soboty mam szesnaście dni urlopu, więc uważam, że nadrobię dużo tłumaczenia, bo nagle się okazało, że zaczynam się zbliżać do ostatniego przetłumaczonego rozdziału.

Miłego rozdziału ( i wybaczcie Syriuszowi jego brak wrażliwości. To w końcu Syriusz).

ROZDZIAŁ 37 –PEŁNIA KONTROLI

17 czerwca 1975

- Ufasz mi? – Zapytała miękko Mia.

Pełnia księżyca miała wypaść w poniedziałek i Remus już całymi dniami chodził poirytowany. Nie polepszało sytuacji, że był to tydzień egzaminów i chłopak chciał zdobyć najlepsze oceny, żeby w następnym roku zostać prefektem Gryffindoru. Tylko Mia wiedziała, że zależało mu na odznace. Przyznał się jej któregoś wieczoru, kiedy siedzieli sami w Pokoju Wspólnym, wyciągnięci na kanapie przed kominkiem. Leniwie dotykali swoich dłoni i wpatrywali się w ogień.

Powiedział jej wtedy, że chciał pokazać innym, że jest prawdziwym czarodziejem, bo wiedział, że w przyszłości świat się od niego odwróci. Zmarszczyła wtedy brwi i zaczęła go uspokajać, kazała mu nawet obiecać, że pewnego dnia będzie jednym z najlepszych wojowników, walczącym przeciwko mrocznym czarodziejom i mrocznym istotom, takim jak Dementory. Remus wyśmiał wtedy jej wyobraźnię i powiedział, że będzie najszczęśliwszy, jeśli po Hogwarcie znajdzie normalną pracę. Jego celem w tym momencie było zdobycie odznaki Prefekta Naczelnego i statusu najlepszego ucznia w szkole – chciał pokazać innym, że mimo lykantropii był bardzo uzdolniony magicznie.

Nigdy nikomu się z tego nie zwierzył, nawet swoim rodzicom.

Ufał Mii całym życiem.

- Oczywiście, że ci ufam –Remus uśmiechnął się nerwowo, patrząc na czarkę, którą dziewczyna wyciągała w jego kierunku. W środku była obrzydliwie szara ciecz, a nad nią unosiły się błękitne obłoczki pary. Ufał jej, szczególnie w kwestii eliksirów, ale nigdy nie wykluczał, że chciała wypróbować na nim jakiś żartobliwy wywar. Wolał zawsze być przygotowany. I… Przerażały go te obłoczki.

- Wypij to – poprosiła, a on tylko uniósł brew, słysząc jej błagalny ton. – Każdego wieczora, do pełni księżyca.

Remus praktycznie odskoczył od eliksiru na wspomnienie pełni, nagle pełen obaw. Mógł się pogodzić z tym, że Mia poda mu jakiś niegroźny eliksir, który zmieni kolor jego włosów. Innym razem założyła się z Huncwotami, że nie wypiją Eliksiru Wywołującego Śmiech na lekcji Transmutacji, a gdy już wypili, kto pierwszy dostanie szlaban – wypadło na Petera.

Ale przyjąć od niej eliksir, który miał związek z księżycem?

- Mia, wiem, że jesteś niesamowicie dobra z Eliksirów…

- Remusie, proszę.

Widział, że w kącikach jej oczu formują się łzy i coś ścisnęło go w piersi. Nie znosił, kiedy płakała.

- Wiem, że ciężko ci zaufać ludziom w kwestii swojej lykantropii. Wiem, że ciężko ci dopuścić mnie do siebie.

Remus prychnął. To było niedopowiedzenie. Ledwo wytrzymywał jej obecność w Skrzydle Szpitalnym od kiedy zaczęli ze sobą chodzić. Tylko raz pozwolił jej się uleczyć.

- Ale chcę… Musisz to wypić. Proszę, wypij eliksir – teraz już go błagała i było coś w tym delikatnym „proszę", co sprawiło, że całe jego ciało zawibrowało.

Jeszcze raz wyciągnęła ku niemu czarkę.

- Dzisiaj jedną, a potem co wieczór jedną, do pełni księżyca.

Zamknął oczy i głęboko westchnął, wciągając jej uspokajający aromat. Był czas, kiedy jej zapach wprawiał go w szał, ale teraz, kiedy mógł jej swobodnie dotykać, chować twarz w jej włosach , oddychać nią – uspokajał go. Pomogło, że w jej zapachu nie było już śladu po Syriuszu. Była tylko ona. Zaprzeczyłby, gdyby ktoś go o to zapytał, ale za każdym razem, kiedy go przytulała, ocierał policzkiem o jej policzek, znacząc ją swoim zapachem.

- Ufam ci – powiedział, sięgając po czarkę. Jej oczy rozjaśniły się tak mocno, że przez chwilę jej tęczówki były bursztynowe, a nie głęboko czekoladowe. Zdumiało go to. Gdyby nie znał tak dobrze jej zapachu, pomyślałby, że ktoś podszył się pod nią. Odczekał kilka sekund, patrząc na nią z uwagą.

Po chwili jej oczy pociemniały i Remus odetchnął z ulgą.

- Dziękuję – pocałowała go w policzek.

Remus pokiwał głową, mrugając powiekami, zastanawiając się, czy coś mu się przywidziało. Podniósł czarkę do ust i wypił wszystko jednym łykiem, wiedząc, że gdyby miał to pić powoli, zjadłyby go nerwy.

Gdy ciecz dotknęła jego języka, prawie zwymiotował. Zmusił się do przełknięcia i spojrzał na nią tak, jakby przed chwilą go uderzyła. Zakaszlał, próbując nie zwrócić tego, co wpadło do jego żołądka i upuścił naczynie.

- Fuj! Ufałem ci! To smakowało jak… Jak… - Nie mógł znaleźć nic równie ohydnego do porównania.

- Jak lizanie Tiary Przydziału od wewnątrz? – Podpowiedziała.

Oczy Remusa rozszerzyły się na takie porównanie, ale tylko pokiwał głową.

- Tak… Przepraszam za to. Nie potrafię poprawić smaku. Co nie zmienia faktu, że musisz to wypić.

wWwWwWwWwWwWwWw

24 czerwca 1975

- Gdzie jest Mia? – Wrzasnął Remus, wbiegając do niemal pustego Pokoju Wspólnego Gryfonów.

Tuż po przebudzeniu we Wrzeszczącej Chacie, chłopak sam wrócił tunelem na błonia Hogwartu z niespotykaną prędkością. Może był wolniejszy, niż w pozostałe dni, ale nie utykał, nie krwawił i nie był na skraju utraty przytomności. Kiedy pani Pomfrey nie patrzyła, podkradł z jej zapasów trzy fiolki Eliksiru Wzmacniającego i opuścił Skrzydło Szpitalne pomimo protestów pielęgniarki.

Nastał poranek, kiedy uczniowie Hogwartu mieli wrócić do domów na wakacje. Remus planował powrót za pomocą Świstoklika późnym popołudniem, kiedy poczuje się lepiej.

Ale to nie mogło czekać.

- Lunatyku, jak ty wyglądasz – uśmiechnął się Syriusz, schodząc z dormitorium z miotłą przewieszoną przez ramię.

Pozostali Gryfoni opuścili Wieżę z samego rana, spakowani i gotowi na letni odpoczynek od szkoły, ale James i Syriusz chcieli jeszcze jeden raz oblecieć na miotłach błonia Hogwartu, na znak kolejnego roku, kiedy Gryffindor zdobył Puchar Quidditcha. Niestety, nie przełożyło się to na zdobycie Pucharu Domów po tym, jak James stracił pięćdziesiąt punktów, gdy został przyłapany na rozkładaniu pułapek na szczury przed Pokojem Wspólnym Ślizgonów.

Syriusz postawił miotłę obok swojego kufra, który był oklejony naklejkami przedstawiającymi mugolskie symbole i zespoły rockowe.

- Jesteś na nogach i nie wyglądasz jak kupa gówna, jak w zeszłym miesiącu. Hej, Rogaczu! – Zawołał w górę schodów ze swoją zwyczajową wrażliwością. – Chodź, zobaczyć! Lunatyk nie wygląda tak, jakby się przed chwilą zrzygał!

James zbiegł z piętra z miotłą w dłoni, w rozpiętych szatach i z różdżką zatkniętą za ucho.

- Wow. Wyglądasz… - Przerwał, szukając odpowiednich określeń. – Zdrowiej fizycznie, gorzej psychicznie? Ogon ci się wkręcił pod nogi?

- Już go o to kiedyś pytałeś – mruknął Syriusz.

- No, dobra – prychnął James. – Łapa wpadła ci w …?

- We wnyki? – Podpowiedział ochoczo Black.

- Dziękuję, panie Łapo.

- Proszę bardzo, panie Rogaczu.

- Zamkniecie się na moment? – Warknął poirytowany Remus. – Gdzie jest Mia?

Syriusz wydął dolną wargę.

- Wygląda na to, że wcześnie zerwany z łóżka Lunatyk to bardzo wkurzony Lunatyk, Rogaczu.

- Masz absolutną rację, Łapo – James zacmokał z dezaprobatą.

Remus odetchnął głęboko, nie mając za grosz cierpliwości do rozmów z przyjaciółmi.

- Powiedz mi, gdzie jest Mia – zaczął powoli, - albo ja powiem Lily, że to ty ukradłeś jej wszystkie książki i podpisałeś je „Pani Lily Potter".

James tylko się zaśmiał.

- Za późno, stary. Ona już to wie. Została mi blizna po tym, jak się dowiedziała.

Remus wydobył z siebie dźwięk pomiędzy rykiem i jęknięciem.

- Dlaczego tak trudno wyciągnąć z was jedną odpowiedź?

- Nie wiem – przyznał James. – Może mieć to związek z twoim podekscytowaniem. Prowokujesz mnie do zabawienia się swoim kosztem.

Zachichotał i bardzo szybko przyłączył się do niego Syriusz.

Remus podniósł wzrok i warknął, a jego oczy nagle zmieniły kolor na złoty.

Chłopcy natychmiast przestali się śmiać, ale żaden nie wyglądał na przestraszonego. Cztery lata przebywania z Remusem przyzwyczaiły ich do humorów wilka.

- Dobrze, dobrze – poddał się James. – Po co ci moja siostra?

- Przez cały tydzień dostawałem od niej pewien eliksir – przyznał Remus, próbując się uspokoić.

- Jaki eliksir? – Zapytał Syriusz.

Remus westchnął.

- Nie wiem. Nie powiedziała mi, jak się nazywa.

- Wziąłeś od swojej dziewczyny eliksir i nawet się nie upewniłeś, co pijesz? – Syriusz spojrzał na przyjaciela z przerażeniem.

Lupin odwrócił wzrok.

- Wiem, wiem.

- Co gorsza, wziąłeś eliksir od Mii, nie wiedząc, co to jest? – James wyglądał jeszcze gorzej niż Syriusz. Warczący wilkołak? Bez problemu stawił mu czoła. Potencjalnie niebezpieczna siostra z nieznanym eliksirem? Zaalarmowała wszystkich. – Pamiętasz Wielką Eksplozję Kolorów z 1974 roku?

- Albo Eliksir Wywołujący Śmiech, do którego wypicia zmusiła nas na Transmutacji? – Wtrącił Syriusz.

- Albo Eksplodujący Wywar, który spuściła w damskiej toalecie na drugim piętrze?

- Jestem prawie pewny, że to była nasza wina, stary – powiedział Black z namysłem.

- Tak, masz rację – przytaknął James z nostalgiczną miną. – Ale to ona podała Peterowi Bełkoczącego Bełta wiosną? Nadal nie wolno mu się zbliżać do stołu Puchonów z tego powodu.

- I do łazienek prefektów – ciągnął Syriusz.

- Pamiętacie, jak MacDonald walnęła go w twarz?

- Wybiła mu jeden ząb – Syriusz zachichotał. – Pamiętasz, Rogaczu, jak mu wmówiliśmy, że możemy go przykleić Zaklęciem Klejącym?

- Przecież mu wstawiliśmy tego zęba! – Dokończyli wspólnie i wybuchli śmiechem, podpierając się wzajemnie.

- Hej! – Krzyknął Remus. – Możemy później powspominać o nieszczęściach Petera? Ten eliksir, która dała mi Mia… Dał mi kontrolę.

Syriusz zamrugał, zdumiony.

- Kontrolę nad czym?

- Kontrolę nad… - Remus westchnął i opadł na kanapę. Czuł jej zapach w powietrzu. – Kontrolę nade mną. Nad wilkiem. Przez większą część nocy.

- Nie rozumiem – James usiadł obok przyjaciela. Syriusz oparł się lekko o kominek, ramiona skrzyżował na piersi, a jedną stopę postawił za drugą.

- Kiedy przechodzę przemianę, staję się wilkiem – wyjaśnił Lupin. – Wilk całkowicie przejmuje nade mną kontrolę. Cały czas gdzieś tam jestem, ale czuję się tak, jakbym oglądał z boku, jak ktoś zaczyna sterować moim ciałem. Zwykle nic nie pamiętam z takiej nocy, bo to jest tak, jakby mnie tam wcale nie było. Ostatniej nocy, to ja byłem we Wrzeszczącej Chacie.

Spojrzał na przyjaciół, którzy wpatrywali się w niego palącym wzrokiem.

- Ostatnia noc była… - Nie był w stanie dokończyć, gdy zagłębił się we wspomnienia.

Jak zwykle został odprowadzony do Wrzeszczącej Chaty. Jak zwykle odwrócił się w kierunku zamku, żeby pozdrowić Mię, która tego wieczoru uśmiechała się do niego z oddali w nadzieją w oczach. Ta nadzieja sprawiła, że jego wnętrzności skręciły się z nerwów. Nie powiedziała mu nic na temat tego eliksiru, którym poiła go przez cały tydzień, ale codziennie zmuszała go do wypicia pełnej czarki.

Remus wślizgnął się pod Wierzbę Bijącą i przeszedł całą drogę do Wrzeszczącej Chaty sam. Tam zaczął wykonywać rutynowe czynności: rozebrał się i zaczął powoli medytować, patrząc na wschodzący księżyc.

Jego skóra zaczęła swędzieć i chciał się drapać do samych kości. Oblała go fala gorąca, a krew zaczęła szybciej krążyć w jego żyłach. Upadł i rozpoczął przemianę. Bolało. Zawsze bolało. Jego kości zmieniały swój kształt, niektóre się wydłużały, łamały i zrastały na nowo chwilę później. Jego mięśnie rozdzierały się, przyzwyczajały do nowego szkieletu i regenerowały. Skóra na jego plecach pękła, aby przystosować się do wilczego ciała. Futro, jednocześnie miękkie i szorstkie, wyrosło z umęczonej skóry. Jego twarz wydłużyła się w wilczy pysk, a jego ręce opadły na ziemię, zmienione w wielkie łapy.

Zwykle w tym momencie wilk przejmował kontrolę i zaczynał szukać wyjścia. Szukać czegoś, co mógłby zabić, czegoś, w co mógłby się wgryźć. Ostatnio zaczął szukać czegoś, co mógłby uznać za swoje, posiąść, wziąć siłą.

W Chacie nie było niczego takiego, dlatego wilk zwracał całą frustrację przeciwko sobie. Coraz bardziej przerażające stawało się dla Remusa oglądanie oczami wilka, jak zmieniały się jego potrzeby. To był jeden z powodów, dla których nie chciał nawiązywać intymnej, fizycznej więzi z Mią – bał się, że któregoś dnia wilk przejmie nad nim kontrolę w biały dzień i ją skrzywdzi.

Ale tej nocy… Wilk pozostał w podświadomości, a Remus miał pełnię kontroli.

Siedział spokojnie w chacie, wąchając powietrze i rozglądając się uważnie dokoła, czekając, aż wilk zacznie gryźć się po łapach i pazurami rozdzierać swoją wrażliwą skórę. Ale nic takiego się nie stało. Chłopak stanął na długich, wilczych nogach i wyjrzał przez szpary w dachu na dwór, spojrzał prosto na księżyc w pełni, który wołał do niego, ale go nie zdominował.

- Miałem pełnię kontroli – przyznał cicho Remus. – To znaczy, zmieniłem się, jak zwykle, ale patrzyłem swoimi oczami i miałem władzę nad swoim ciałem.

- Na Merlina – szepnął zszokowany James. – I Mia…

- Muszę wiedzieć, gdzie ona jest, Rogaczu – przerwał przyjacielowi, patrząc na niego z desperacją.

- Wyszła wcześniej, razem z Evans, żeby zdążyć na pociąg – odpowiedział bez wahania James. – My tylko czekaliśmy na ciebie.

- Już jestem – Remus skoczył na równe nogi i skierował się do wyjścia. – Idziemy!

wWwWwWwWwWwWwWw

Lily pomagała pierwszorocznym z ich bagażami, celowo zwracając na siebie uwagę Prefektów Naczelnych, jakby ich zdanie liczyło się przy wyborze przyszłorocznych prefektów.

Mia z kolei patrzyła niewidzącym wzrokiem na zamek, nerwowo zagryzając wargę, gdy myślała o Remusie. Modliła się do wszystkich bóstw, jakie znała, żeby eliksir okazał się prawidłowo uwarzony. Była przerażona, że mogła coś pomylić, że on się na nią wścieknie za jej wtrącanie się w tak delikatną kwestię.

Próbując otrząsnąć się ze złych myśli, pomogła jakiemuś drugorocznemu Puchonowi poradzić sobie z ospałą sową.

- Mia, mówiłaś, że Remus dzisiaj źle się czuł? – Zapytała nagle Lily.

- Co? – Mia mrugnęła, patrząc na przyjaciółkę. – Oczywiście, że źle się czuł. Z tego, co słyszałam, do popołudnia miał pozostać w Skrzydle Szpitalnym.

Lily spojrzała ponad ramieniem Mii.

- Na moje, nie wygląda na chorego. Właśnie biegnie w naszą stronę.

- Co? – Krzyknęła cicho Mia i odwróciła się na pięcie.

Lily miała rację, Remus biegł ku nim z prędkością wiatru. James i Syriusz próbowali dotrzymać mu tempa, ale pozostali daleko w tyle. Było to bardzo dziwne, biorąc pod uwagę, że poprzedniej nocy przypadała pełnia księżyca.

Oczy Mii rozszerzyły się, gdy zauważyła, w jak dobrym stanie znajdował się Remus tego dnia. Zaczęła się zastanawiać, co zmieniła w Wywarze Tojadowym, skoro dał takie efekty. Starszy Remus nigdy tak nie wyglądał po pełni księżyca.

Spieszył ku niej, jego wzrok wbijał się w jej drżącą, nerwową postać. Oddychał ciężko, na brwiach osadziły się krople potu, ale w końcu przebiegł całą drogę z zamku do stacji w Hogsmeade.

Bała się, że zacznie na nią wrzeszczeć, że nazwie ją panną wszystkowiedzącą i każe jej nie wtykać nosa w nie swoje sprawy. Była przerażona, że straciła jego zaufanie, że on za chwilę złamie jej serce, że powie jej, że oni do siebie nie należą.

- Remusie, mogę to wyjaśnić… - Zaczęła, ale nie dał jej dokończyć, bo nagle jego wargi opadły gwałtownie na jej usta i Remus po raz pierwszy ją pocałował.

Nie było w nim ani krzty cierpliwości, nie prosił o pozwolenie, jak Syriusz. Skorzystał z tego, że rozchyliła usta, zszokowana i pogłębił pocałunek. Z głębi jego gardła wyrwał się niski warkot, który zawibrował w jej piersi. Całe jej ciało, jeszcze chwilę wcześniej pokryte zimnym potem, oblało się gorącem.

Ten pocałunek był jak kamień wrzucony do Czarnego Jeziora: głęboki, rozchodzący się falami po całym jej ciele, sięgający nawet koniuszków palców.

Na początku ledwo słyszała gwizdy i śmiechy, które rozbrzmiewały wokół nich, ale po chwili słuch całkowicie jej wrócił i dziewczyna zaczerwieniła się, gdy sobie przypomniała, gdzie się znajdowali. Nabrała oddech w płuca, gdy tylko Remus ją puścił, ale nie cofnął się, tylko oparł swoje czoło i jej włosy. Po chwili zajrzał jej głęboko w oczy.

- Kocham cię – powiedział, zanim zdążyła uspokoić oddech.

Jej serce przyspieszyło, gdy usłyszała te słowa, a w jej oczach pojawiły się łzy. Musiała się upewnić, czy stojący przed nią człowiek to na pewno Remus. Uniosła dłonie i położyła je na pokrytych zarostem policzkach chłopaka. Poczuła, jak jego ręka zagłębia się w jej włosy.

To naprawdę był Remus.

Remus ją pocałował.

I Remus ją kochał.

- Jesteś genialna i absolutnie idealna, mała czarownico – zapewnił ją Remus, a jego oczy błysnęły złotem. – I cię kocham.

- Zadziałało? – Jej głos drżał, gdy zadała mu ciche pytanie.

Remus zaczął się śmiać i jeszcze raz ją pocałował, tym razem mniej zachłannie, niż poprzednio, a ona zachwyciła się uśmiechem, który czuła na jego wargach. Odwzajemniła ten uśmiech, kiedy poczuła, że smakował jak czekolada. Zaśmiała się w głos, kiedy podniósł ją i zakręcił się z nią w miejscu.

- Khem, khem!

Remus odstąpił od Mii i oboje, zaczerwienieni i szczęśliwi, odwrócili się do Jamesa.

- Trochę ci to zajęło, Luniaczku – zawołał Syriusz zza pleców przyjaciela.

- Lily – Remus odwrócił się do czarownicy z błagalnym spojrzeniem. – Nigdy bym cię o to nie poprosił, ale…

- Fuj – parsknęła dziewczyna. – Chcesz, żeby ściągnęła na siebie uwagę Pottera? W porządku, ale nie obiecuję, że wróci do was w nienaruszonym stanie.

Ścisnęła różdżkę w dłoni i przepchnęła się między zakochanymi, żeby stanąć przed Jamesem, który nie zauważył jej wcześniej, taki był zajęty wpatrywaniem się w swoją siostrę i jej chłopaka.

- Potter? Czy… Może mógłbyś… Zabiję go za to. Usiadłbyś ze mną w pociągu? – Lily mówiła twardym, nieprzyjaznym głosem, jakby musiała się przemóc, żeby wypowiedzieć te słowa. – Chciałabym, żebyś wytłumaczył mi zasady Quidditcha.

James natychmiast opadł na jedno kolano, patrząc na Lily z uwielbieniem.

- Wiedziałem! Wiedziałem, że jeśli nie odpuszczę, w końcu zrozumiesz, jak bardzo mnie kochasz!

- Zamknij się, ty kompletny kretynie! Nie kocham cię!

- Wyjdź za mnie! – Kontynuował niezrażony James z otwartymi ramionami, jakby oczekiwał, że czarownica zaraz w nie wpadnie.

- Ten dzień z każdą chwilą staje się coraz lepszy – powiedział głośno Syriusz, a na jego twarzy wykwitł zadowolony uśmiech.

Lily odwróciła głowę i posłała mordercze spojrzenie Remusowi, który w tej chwili był prawie w pociągu, ciągnąć za sobą Mię. Oboje odpowiedzieli przepraszającymi uśmiechami, wiedząc doskonale, że byli jej dłużnikami. Lily skinęła głową, prawdopodobnie zastanawiając się, jakich odsetek od nich zażąda.

wWwWwWwWwWwWwWw

Remus spieszył ku ostatniemu wagonowi pociągu, generalnie zajmowanemu przez Huncwotów. Bo chociaż nigdy oficjalnie nie ogłosili go swoim, zawsze stał pusty od momentu, kiedy Syriusz ogłosił, że Huncwoci obłożyli go klątwą czyraków, która dotknie każdego, kto próbuje tam usiąść bez ich pozwolenia.

Mia i Remus weszli do przedziału i zastali siedzącego tam Petera.

- Cześć, Remusie. Nie myślałem, że będziesz wracał…

- Wynoś się.

Oczy Petera rozszerzyły się i chłopak już się podniósł, żeby opuścić wagon. Nie spuszczał wzroku z przyjaciela i nie odwrócił się do niego plecami.

Remus po chwili złagodniał.

- Daj nam pół godziny, stary – poprosił z westchnieniem.

- Godzinę – poprawiła go Mia.

Remus zareagował od razu i jego usta rozciągnęły się w uśmiechu.

- Godzinę.

Peter tylko się zaczerwienił i zniknął, zamykając za sobą drzwi.

Gdy tylko zniknął, Remus odwrócił się do Mii, podniósł dłoń do jej policzka i znowu ją pocałował, tym razem lekko i delikatnie, próbując bez słów przekazać jej swoją wdzięczność. Jej eliksir sprawił, że był świadomy, żywy i w pełni kontroli po raz pierwszy od czwartego roku życia. Noc spędził w ciszy, nie czując potrzeby wycia czy warczenia. Chciał zasnąć, ale nie mógł. W końcu mógł cieszyć się czasem w swojej wilczej formie. To właśnie wtedy, kiedy siedział i cieszył się światłem księżyca, postanowił, że musi ją pocałować, chociaż jeden raz.

Ale całowanie jej uzależniało. Sprawiła, że poczuł się czarodziejem, człowiekiem. Sprawiła, że poczuł się mężczyzną.

Wilk czaił się gdzieś w jego podświadomości, zachęcając go, żeby złapał ją mocniej, trzymał ją bliżej – pochłonął ją całą – ale Remus się powstrzymywał. Był człowiekiem, nie wilkiem i ona mu to udowodniła. Jęknął, kiedy się od niego oderwała, ale ona tylko się do niego uśmiechnęła i skierowała różdżkę na drzwi do przedziału.

- Muffliato! Colloportus! – Machnęła różdżką, po czym zasunęła zasłony.

Remus głośno przełknął ślinę, słysząc, jak zaklęcia rzuciła.

- Naprawdę uważasz, że Lily na długo odwróci uwagę Jamesa od nas? – Zapytała, zarumieniona.

- Oświadczył się jej przed pięćdziesięcioma uczniami. Lily wytrzyma jakieś dziesięć minut z tym durniem – przyznał po chwili. Godzina, jakiej zażądali od Petera była opcją bardzo optymistyczną i nieprawdopodobną.

- Dziesięć minut –Mia skinęła głową i popchnęła chłopaka na ławeczkę. Opadł na nią i pociągnął ją za sobą. Objął ją silnymi ramionami, a ona wygodnie usadowiła się na jego kolanach.

Remus uśmiechnął się półgębkiem i znowu ją pocałował. Ten pocałunek miał ogromne znaczenie.

Dotykał ustami skóry jej policzka i szczęki, pochylał głowę coraz niżej, żeby w końcu poczuć jej tętno – i wtedy się zawahał, próbując walczyć z przymusem – ale w końcu poddał się pragnieniu i mocno przywarł do niej wargami. Próbował być czuły i delikatny, pozwalał swojemu językowi wirować na jej skórze, smakować jej po raz pierwszy w życiu. Z jego piersi wyrwało się głębokie warknięcie, które zawibrowało między nimi. A wtedy spomiędzy jej ust uleciał cichy jęk. Jego ręce poruszały się chaotycznie po jej plecach, próbując przycisnąć ją mocniej do jego ciała. Głos ukryty w jego podświadomości nalegał, żeby Remus kontynuował. Więcej. Mocniej. Nasza.

Ale nawet ten głos zniknął w otchłani jego emocji, kiedy Mia pochyliła się do niego i szepnęła prosto do jego ucha dwa najpiękniejsze słowa.

- Kocham cię.

Pohamował się, kiedy zrozumiał, co powiedziała. Przypomniał sobie, że on pierwszy powiedział jej te same słowa, chwilę przed tym, jak pocałował ją przed pociągiem. Nie spodziewał się tego po sobie, ale nie mógł się powstrzymać. Nie przypuszczał, że ona odpowie tym samym, więc zapatrzył się na nią, oczekując, że odwoła swojej słowa i za nie przeprosi.

Nie zrobiła tego.

Uśmiechnęła się do niego, położyła dłoń na jego policzku i spojrzała w jego oczy z takim uczuciem, jakby był warty więcej niż całe złoto z jej skarbca Gringotta. A ponieważ była Potterem, podejrzewał, że ma sporo złota. Patrzyła na niego, jakby był warty każdego grzechu, jakby w końcu, jakimś cudem, stał się jej warty.

Nic nie powiedział, tylko pocałował ją jeszcze raz i zagłębił twarz w jej włosach, wdychając jej zapach. Powoli się uspokajał.

- Wszystko w porządku? – Szepnęła.

Remus uśmiechnął się i odsunął od niej, żeby spojrzeć jej w oczy.

- Nigdy nie czułem się lepiej, w całym moim życiu – odpowiedział cicho, delikatnie głaszcząc jej policzek swoim szorstkim kciukiem. – Wywracasz wszystko do góry nogami. Nie powinienem był znaleźć przyjaciół. Zmieniłaś to. Nie powinienem był być z kimś tak blisko, nie powinienem był być świadomy podczas pełni księżyca. Nikt nigdy nie powinien mnie…

- Ja cię kocham, Remusie. Powinieneś znaleźć miłość. Zasługujesz na to.

Przycisnął swoje czoło do jej czoła i zamknął oczy, próbując wchłonąć to wspomnienie, zapisać je na później i przypominać je sobie w gorszych chwilach.

- Wszystko zmieniłaś, Mia.

Poczuł, jak zesztywniała i z sykiem wciągnęła powietrze. Remus otworzył oczy i zauważył, że Mia wpatrywała się w niego intensywnie, jakby czegoś szukała. Odpowiedzi, której nie mógł jej dać.

- Co się dzieje? Coś nie tak?

Potrząsnęła głową, usilnie powstrzymując się od płaczu.

- Mia? Skrzywdziłem cię? – Zaczynał panikować, ale zobaczył, że uśmiechnęła się lekko, pomimo łez, które zaczęły formować się w kącikach jej oczu.

- Chodzi o to, że nic nie zmieniłam. Nie możesz zmienić tego, co musi się wydarzyć – zaczęła nerwowo żuć swoją dolną wargę. – Robię dokładnie to, co do mnie należy, Remusie. Muszę cieszyć się swoim życiem. Jestem bardzo szczęśliwa, że ty jesteś tak dużą częścią tego życia.

Wyglądało na to, że coś przed nim ukrywała. Czule odgarnęła jego włosy z czoła.

- Proszę, zawsze bądź częścią mojego życia.

- Już ze mną zrywasz? – Zażartował. Częściowo chciał polepszyć jej humor, ale nie mógł zaprzeczyć, że był przerażony. – Tak źle całuję?

Mia odrzuciła głowę i roześmiała się.

- Remusie, całujesz tak dobrze, że chciałabym żebyś nie przestawał przez kolejne trzydzieści lat. W końcu by się nam znudziło. Chodzi mi o to, że… Nie wiemy, co skrywa przed nami przyszłość i chcę, żebyś wiedział, że zawsze będziesz moim najlepszym przyjacielem. Zawsze.

- Więc ze mną nie zrywasz? – Upewnił się, tym razem poważnie.

- Oczywiście, że nie, ty kretynie! Chcę, żebyś wiedział, co do ciebie czuję, że cię kocham… Moja miłość przekracza granice naszego związku. Jesteś częścią mnie, już od dawna. Od czasów dużo wcześniejszych, niż nasze pierwsze spotkanie w pociągu do Hogwartu – przyznała, całując go ponownie, lekko, delikatnie.

- Obiecuję. Zawsze będę w twoim życiu.

Odetchnęła z ulgą.

- A skoro wcale ze sobą nie zrywamy, – zauważył z chichotem, - muszę się położyć.

Uniosła brew, rozbawiona.

- Moje pocałunki to dla ciebie za dużo?

- Twoje usta są fantastyczne i mam nadzieję, że później będę miał wiele okazji, żeby się o tym przekonać. Niestety, w nocy była pełnia księżyca – przypomniał jej. Przeniósł ją ze swoich kolan na ławeczkę i położył się wygodnie obok niej. – Muszę pospać przynajmniej sześć godzin.

- Chciałam o to zapytać – powiedziała zaciekawiona Mia. – Eliksir miał za zadanie umożliwić ci pełną kontrolę na wilkiem, ale wyglądasz tak, jakby pełnia w ogóle nie miała miejsca. A przynajmniej tak wyglądałeś jeszcze przed chwilą.

- Twój eliksir zadziałał dokładnie tak, jak miał zadziałać – przyznał, ziewając. – Ale musiałem cię dzisiaj zobaczyć, więc uciekłem ze Skrzydła Szpitalnego po wypiciu trzech fiolek Eliksiru Wzmacniającego.

- Trzech?! – Zamrugała ze zdumieniem, ale Remus już zdążył stracić przytomność. – Remusie Lupin!

Zachrapał miękko w odpowiedzi. Westchnęła z irytacją, robiąc mentalną notkę w swojej pamięci, żeby później na niego nawrzeszczeć i uświadomić mu, jakie to było niebezpieczne.

Właśnie wtedy usłyszała huk na zewnątrz przedziału. Wywróciła oczami i wskazała różdżką drzwi.

- Finite incantatem.

Pierwszy do przedziału wpadł James, z niebezpiecznym błyskiem w oku i włosami odstającymi od jego głowy dużo intensywniej, niż zwykle.

Mia zakrztusiła się śmiechem, gdy go zobaczyła.

Syriusz wszedł tuż za przyjacielem, uśmiechając się na widok śpiącego Remusa.

- Wykończyłaś go, kotku?

James uderzył go w ramię, po czym zwrócił się do Mii.

- Co tu się wydarzyło?

- Co się stało twoim włosom? – Odpowiedziała pytaniem.

Syriusz odkaszlnął, maskując śmiech.

- Powiedzmy, że Evans potrzebuje dużo czasu, żeby zastanowić się nad propozycją małżeństwa.