Od tłumaczki: Witajcie ponownie. Znowu środa zamiast wtorku, ale za bardzo się nie spóźniłam. W końcu jestem na urlopie. Co oznacza, że rozdział w przyszłym tygodniu zostanie zamieszczony tylko i wyłącznie wtedy, kiedy znajdę dobre połączenie z Internetem w Toskanii. Na tym urlopie mam też zamiar nadrobić rozdziały tłumaczenia, bo niebezpiecznie zbliżam się do ostatniego przetłumaczonego rozdziału.
Przed nami trochę wyjaśnień, trochę paniki i kilka wakacyjnych listów.
Życzę Wam udanej, ciepłej majówki. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu lub za dwa tygodnie.
ROZDZIAŁ 38 – STEK BZDUR
24 czerwca 1975
- Mój tata chce, żebym towarzyszył mu w jego pieszych wycieczkach przez kolejne kilka tygodni – powiedział Remus, trzymając dłoń Mii. Pomagał jej właśnie wysiąść z pociągu.
Przespał sześć godzin, dokładnie tak, jak mówił, i teraz wyglądał dużo lepiej. Mia przez całą podróż powrotną siedziała na ławeczce ze stopami Remusa na swoich nogach, co zmusiło Jamesa, Syriusza i Petera do zajęcia drugiej ławki. W ciągu tych sześciu godzin skończyła czytać książkę o runach, którą kupił jej Remus, podczas gdy James i Peter grali w Eksplodującego Durnia. Syriusz zagłębił się w jakiś stary, mugolski magazyn motoryzacyjny, a wilkołak to wszystko przespał.
- Wyślij do mnie sowę, jak wrócisz do domu. Zacznę warzyć eliksir, gdy tylko znajdę się w Rezydencji. Będziesz mógł zabrać go do domu albo – zaproponowała Mia z uśmiechem, - przeprowadzić się do nas na czas pełni. Możemy w sadzie wznieść silne osłony. Nie będziesz musiał siedzieć w…
- Przywykłem do klatek. Nie zaryzykuję przebywania w twojej obecności podczas pełni księżyca – przyciągnął ją do siebie i pocałował w skroń. Czuła, że rozluźnił się, gdy objęła jego talię ramionami. – Ale przyjmuję propozycję dotyczącą tego eliksiru.
- James! Mia!
- Tam są moi rodzice. Chodźmy – Mia pociągnęła Remusa za sobą. – I tak musisz najpierw zabrać się z nami do Rezydencji, skoro przegapiłeś swój świstoklik.
Remus zamrugał nerwowo.
- Zapomniałeś o tym?
Zanim Remus mógł odpowiedzieć, dopadła ich Dorea, która natychmiast przytuliła swoje dzieci. Cofnęła się o krok i spojrzała na włosy Jamesa, które nadal nie ułożyły się po tym, czym potraktowała go Lily.
- Na bogów!
- Zabawne, prawda? – Zachichotał Syriusz.
Dorea spróbowała przygładzić fryzurę syna.
- Jak się miewa panna Evans?
- Mówisz o przyszłej pani Potter – powiedział z przekonaniem James.
- Jak źle było tym razem? – Dorea zapytała Mię, Syriusza i Remusa.
Syriusz wybuchnął śmiechem.
- Oświadczył się – odpowiedziała Mia, próbując chwycić dłoń Remusa, który z kolei wzbraniała się od okazywania uczuć przed jej rodzicami.
Charlus zmarszczył brwi.
- Znowu?
- Tym razem słyszała cała szkoła – dodał Syriusz, krztusząc się śmiechem. – Trafiła go zaklęciem, którego nie znam.
- To Urok Napięciowy – wyjaśniła Mia. – Lily sama go zaprojektowała.
Syriusz wyszczerzył zęby.
- Uwielbiam Mugoli.
- Remusie – Dorea pochyliła się do chłopca i pocałowała go w policzek. – Nie masz pojęcia, jacy zadowoleni jesteśmy z Charlusem.
Wskazała złączone dłonie Mii i Remusa i uśmiechnęła się promiennie.
- Jesteśmy? – Charlus uniósł brwi, ale gdy żona spojrzała na niego zmrużonymi oczami, na jego twarzy wykwitł rumieniec. Odkaszlnął i pokiwał głową, chowając dłonie w kieszeniach szaty. – Oczywiście, że jesteśmy. Bardzo dobry wybór. Czas na nas, prawda?
Poszli za mężczyzną, który prowadził ich do sieci Fiu, kiedy inny męski głos zawołał imię Remusa.
Remus i Mia odwrócili się i spostrzegli pana Lupina, ubranego w znoszone szaty, z kilkudniowym zarostem na twarzy. Miał bardzo stanowczą minę i Remus puścił dłoń swojej dziewczyny, kiedy wzrok jego ojca spoczął na ich złączonych rękach.
- Przepraszam – powiedział wilkołak. – Wiem, że miałem skorzystać ze świstoklika, ale jednak zdążyłem na pociąg. Zasnąłem i nie miałem możliwości, żeby wysłać sowę…
- W porządku – odpowiedział szorstko pan Lupin. – Idziemy. Twoja matka czeka w samochodzie.
- Macie samochód? – Zapytali jednocześnie Charlus i Syriusz, a w oczach obu pojawiło się zainteresowanie.
- Tak. Moja żona jest Mugolką – odpowiedział z zawstydzeniem pan Lupin, jakby spodziewał się, że ktoś skrytykuje jego wybór małżonki. Jednak kiedy Potterowie uśmiechnęli się, jakby bardziej interesował ich samochód, a nie pochodzenie jego żony, odprężył się. – Dziękuję, że zaopiekowali się państwo… Chłopcem.
Nie pozwolił sobie na kontakt fizyczny ze swoim synem.
Mia warknęła cicho, gdy zobaczyła, że jej pewny siebie chłopak kurczy się pod ostrym spojrzeniem swojego ojca. To jej przypomniało kontakty Lucjusza Malfoy'a i Dracona. Wiedziała, że Lyall Lupin nie był Śmierciożercą. Był żałosnym mężczyzną, który nie wiedział, jak wspaniałym czarodziejem jest jego syn.
- Pożegnaj się z przyjaciółmi – nakazał pan Lupin. – Profesor Dumbledore przesłał twoje rzeczy do domu.
Remus skinął głową i podał dłoń najpierw Jamesowi, a potem Syriuszowi. Uśmiechnął się, kiedy Dorea pochyliła się i go uściskała. Charlus ścisnął tylko jego rękę, którą Remus przyjął z nerwowym uśmiechem. A później, nie zastanawiając się nad konsekwencjami, pochylił się nad Mią i lekko ją pocałował, po czym mocno objął.
- Kocham cię – szepnął jej do ucha, a ona rozpromieniła się.
- Też cię kocham – przypomniała mu, patrząc ponad jego ramieniem na przerażonego Lyalla Lupina, który nie wiedział, jak się zachować.
- Remusie, natychmiast stąd idziemy – zażądał pan Lupin, a Remus skinął głową i rzuciwszy Potterom ostatnie, smutne spojrzenie, podążył za swoim ojcem w kierunku wyjścia z platformy 9 i ¾.
Charlus odchrząknął i rzucił córce nerwowe spojrzenie.
- Młody Lupin, tak? – Zapytał z uniesionymi brwiami, co niesamowicie go upodobniło do Jamesa, kiedy starał się zachować poważnie w żenującej sytuacji.
Mia zachichotała, gdy uświadomiła sobie, że Harry wyglądał w takich momentach identycznie. Chwyciła rączkę swojego kufra i poszła za rodzicami.
- Remus jest perfekcyjnym dżentelmenem.
- Tak, tak. Perfekcyjnie pocałował cię przed całą szkołą – zauważył Syriusz. Mia rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- A to było przed tym, czy po tym, jak James oświadczył się pannie Evans? – Zapytała Dorea z niewinną miną. W przeciwieństwie do niej, Charlus wyglądał, jakby za chwilę miał dostać zawału serca.
- Przed. Jestem prawie pewny, że Evans była strategicznym posunięciem Remusa. Ten człowiek uwielbia szachy i wie, jak przestawiać pionki – zaśmiał się Syriusz, obojętnie mijając swoich rodziców, którzy ciepło witali Regulusa. Przynajmniej tak ciepło, jak to możliwe w przypadku Walburgi i Oriona.
- Evans nie jest pionkiem – warknął James.
- Nie powiedziałem, że to ona jest pionkiem.
- Nie podoba mi się kierunek tej konwersacji – jęknął Charlus.
- Charlusie – powiedziała Dorea, nawet nie patrząc na męża. – Mia, kochanie, wyślij sowę do Remusa, gdy tylko wrócimy do Rezydencji. Zaproś jego i jego rodziców na kolację któregoś letniego wieczoru. Chcemy ich lepiej poznać.
- Oczywiście – odpowiedziała Mia, myśląc ze smutkiem o kolejnej pełni księżyca. – Przez kilka tygodni Remus z ojcem będą chodzić na piesze wycieczki, a potem Remus ma pewne zobowiązania do dotrzymania. Więc spodziewam się, że taką kolację uda się zorganizować najwcześniej na koniec lipca lub w sierpniu.
wWwWwWwWwWwWwWw
14 lipca 1975
Mia nie spodziewała się zobaczyć Remusa przez kolejny miesiąc, ale miała nadzieję, że chłopak odezwie się do niej, przez kominek lub sowę, po powrocie do domu. Robił tak każdego roku, więc kiedy następnego ranka, po przebudzeniu, nie czekał na nią żaden list, zaczęła się martwić. Próbowała skontaktować się przez Sieć Fiu z Chatką Lupinów – miejscem później znanym jako Legowisko – ale kominek był zablokowany. James i Syriusz próbowali ją pocieszać, mówiąc, że Remus na pewno nie ignorowałby jej celowo i prawdopodobnie w tym momencie dobrze się bawił ze swoim tatą na pieszych wycieczkach, gdzie nie mogły ich złapać sowy.
Pocieszeniem były też listy Lily.
Kochana Mio,
Zanim wypytam cię szczegółowo o twój filmowy pocałunek z pewnym panem Lupinem (film to taka mugolska rzecz, kiedyś ci jakieś pokażę), muszę cię ostrzec, że twój brat wspomniał coś o zamiarze wysłania do mnie pierścionka twojej mamy. Proszę, uważaj na niego. Nie chcę być usprawiedliwieniem dla kradzieży waszych rodowych klejnotów.
Przejdźmy teraz do moich dwóch ulubionych moli książkowych. Wydawało mi się, że chcieliście zachować dla siebie fizyczne wyrażanie swoich uczuć, ale to było coś zdecydowanie innego! Wszyscy o tym mówili. Obiecuję, że pilnowałam, żeby po pociągu krążyło jak najmniej plotek.
Wiem, że nieznajomym nie chcesz nic zdradzać, ale jestem twoją przyjaciółką. Mary zostaje u mnie na całe lato i błaga mnie o szczegóły waszego związku. Pikantne szczegóły, o których wstyd mi nawet pisać.
Daj mi znać, czy w tym roku też organizujesz piknik nad rzeką. Wezmę ze sobą oranżadę, żebyś mogła jej spróbować. Smakuje trochę jak zimne, musujące piwo kremowe.
Trzymaj się,
Lily.
Droga Lily,
Po pierwsze chciałabym ci przekazać wyrazy wdzięczności od mojej mamy. Rzeczywiście, pierwszego dnia po naszym powrocie do domu, zaginął opalowy pierścień mojej babki, z domu Blacków. James ma szlaban na miotłę i nie odzyska jej, dopóki nie napisze ci listu z przeprosinami. Daj mi znać, kiedy taki otrzymasz.
Powiedz Mary, że szczegóły mojego prywatnego i osobistego związku są takie, jak sam związek – prywatne i osobiste. W dodatku jedynym pikantnym szczegółem tego związku było to, co wydarzyło się przed pociągiem, na oczach setek świadków. To był nasz pierwszy pocałunek, jeśli mogę być szczera. Po nim nastąpiły drugi i trzeci, potem czwarty i piąty, i tak dalej.
Dziękuję ci za twoje poświęcenie w związku z moim bratem. Wiem, że nie podobało ci się odwracanie jego uwagi, ale dało mi to okazję, żeby powiedzieć Remusowi, jak bardzo go kocham bez starszego rodzeństwa robiącego sobie ze mnie żarty.
Skoro już mowa o Remusie… Nie napisał do mnie. Coś musi być nie w porządku. Jego tata odebrał go z Londynu i wyglądał na wściekłego. Uważam, że nie wiedział o naszym związku i bardzo to w niego uderzyło.
Nie wiem, czy uda mi się zorganizować piknik nad rzeką w tym roku. Jeśli Remus wkrótce do mnie nie napisze, nie będę w nastroju do imprezowania.
Całusy,
Mia.
P.S. Wiem, co to jest film i oranżada.
Kochana Mio,
List od twojego brata przyszedł dzisiaj rano. Proszę, przekaż swojej mamie, że może oddać mu jego głupią miotłę. Załączam jego „przeprosiny", żeby twoja rodzina zobaczyła, z czym muszę się codziennie zmagać. Uważam, że byłabyś dla mnie wspaniałą siostrą (Petunia ostatnio zaczyna się zachowywać jak suka), ale moja odpowiedź na jego oświadczyny brzmi nadal tak samo: po moim trupie!
Przykro mi, że martwisz się o Remusa. Nadal nie napisał? Jestem pewna, że to jeszcze o niczym nie świadczy. Już wcześniej mi wspominał, że chodzi na częste wycieczki piesze ze swoim ojcem i nigdy nie zabierali ze sobą sowy.
Wszyscy wiedzieliśmy od dawna, że jesteście w sobie zakochani, ale to takie słodkie, że wreszcie to sobie wyznaliście! Mary jest zachwycona i zaczyna zadawać pytania, kiedy zamierzacie się pobrać i zacząć produkować młodych Lupinów. Powiedziałam jej na to, że nasza Mia najpierw zrobi karierę, a nie da się zamknąć w domu jako gospodyni.
Daj mi znać, jak Remus się do ciebie odezwie.
Buziaki,
Lily.
P.S. Oczywiście, że wiesz, czy są filmy i oranżada. Mogłabyś przekazać swoją wiedzę reszcie społeczeństwa czarodziejów czystej krwi? Czy wymagam zbyt wiele od ludzi, kiedy proszę żeby nie patrzyli na mnie, jak na przybysza z obcej planety, kiedy wspominam o telefonie?
P.P.S. Telefon to takie narzędzie służące do komunikacji. Podobne do Sieci Fiu, ale nie musisz wkładać głowy do kominka, żeby z niego skorzystać.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
24 lipca 1975
Potterowie – bez Syriusza, który został wezwany do domu na początku lipca – spędzali spokojny wieczór przy dźwiękach muzyki klasycznej, nadawanej przez Czarodziejską Rozgłośnię Radiową. Charlus i James pochylili głowy nad magicznym zestawem szachów, a Dorea i Mia były zagłębione każda w swojej książce.
Kiedy z kominka buchnęły zielone płomienie, wszyscy odwrócili się, by ich spojrzenia padły na obszarpanego Remusa, który właśnie wychodził z ognia. Nawet nie próbował się otrzepać.
Mia ruszyła w jego kierunku i zarzuciła mu ramiona na szyję, przyciągając blisko do siebie.
- Gdzie byłeś? Dlaczego do mnie nie pisałeś? – Zawołała, odsuwając się od niego, żeby ocenić, czy nigdzie nie było żadnej rany. Nabyła ten nawyk podczas długiej wojny.
Z jakiegoś powodu Remus przyglądał się jej w ten sam sposób.
- Dobrze się czujesz?
Oddychał z trudem, w jego zmęczonych oczach błyszczała panika. Mia była pewna, że nie spał od dłuższego czasu. Wiedziała, że pełnia księżyca wypadła poprzedniej nocy i najbardziej ją zmartwiło, że Remus nie zgłosił się po Wywar Tojadowy, który dla niego uwarzyła.
- Nie jesteś ranna? – Dotknął jej policzka i uważnie przyjrzał się jej ramionom i barkom. – Nie jesteś…? Nie stałaś się…?
- Czuję się dobrze, kochanie.
Nie mówiąc nic więcej, Remus osunął się na kolana, westchnął z ulgą i ukrył twarz w dłoniach.
- Remusie? – Wyszeptała Mia. Próbowała dotknąć jego ramienia, ale odsunął się od niej.
- Mia, kochanie, chodź ze mną. Przygotujemy dla naszego gościa filiżankę herbaty – zarządziła Dorea, wstając z fotela. James i Charlus spojrzeli ze zdziwieniem na czarownicę, która rzuciła im spojrzenie mówiące „Zajmijcie się tym".
Remus podniósł wzrok dokładnie w tym momencie, kiedy Mia zniknęła za wielkimi drzwiami. Najpierw założył, że jej matka nie chciała, żeby Mia przebywała w jego towarzystwie. Nie spojrzał w lustro od momentu, kiedy obudził się po transformacji. Na Merlina, musiał bardzo źle wyglądać.
- Lunatyku – wyszeptał James, klękając obok przyjaciela. – Luniaczku… Remusie, co się stało? Mia mówiła, że miałeś się z nią skontaktować ponad tydzień temu. Wychodziła z siebie, taka była przerażona, że coś ci się stało.
- Ja… Nie mogłem… Mój tata… - Remus zmarszczył brwi i spojrzał na ojca Mii, który wpatrywał się w niego z niepokojem wypisanym na twarzy. – Proszę pana, ja… Przepraszam za wtargnięcie. To było bardzo niegrzeczne z mojej strony.
- On rzeczywiście jest dżentelmenem. Usiądź, synu – pan Potter skinął głową w kierunku fotela, który opuściła jego żona. – Porozmawiajmy o mojej córce i powodach, dla których byłeś pewien, że została skrzywdzona podczas twojej nieobecności.
Remus rzucił spanikowane spojrzenie Jamesowi, który tylko pokiwał głową.
- Musisz powiedzieć komuś dorosłemu, Lunatyku. Musisz się nauczyć ufać ludziom.
- Chodzi o to, że jesteś wilkołakiem? – Zapytał Charlus i obaj chłopcy odwrócili się do niego ze zdumieniem. – Co? Myśleliście, że nie wiemy? Synu, czytam gazety i mimo, że nie ruszam się z domu tak często, jak kiedyś, nadal mam kontakty w Ministerstwie. Pamiętam, że słyszałem o ataku na ciebie. Udało się to ukryć przed prasą, ale po Ministerstwie krążyły plotki, że twój ojciec sobie zasłużył na zemstę. I jesteś wpisany do rejestru.
Charlus westchnął i poklepał Remusa po ramieniu, kiedy chłopak wzdrygnął się, słysząc o rejestrze.
- Ten cały rejestr to stek bzdur, ale jednak istnieje i jeśli ktoś chce do niego zajrzeć, ma taką możliwość. A Dorea lubi zaglądać w różne miejsca.
Oddech Remusa skrócił się.
- Ale ja… Ale wy…
- Myślałeś, że urządzimy polowanie na wilkołaka, z zapalonymi pochodniami i zaostrzonymi widłami? – Charlus uniósł brew. – Oddychaj, powoli i miarowo. Jeśli się szybko nie uspokoisz, stracisz przytomność. Zrobiłoby się nieprzyjemnie, jeśli Mia wróci do salonu i zobaczy cię nieprzytomnego na podłodze. Pomyślałaby, że któryś z nas cię ogłuszył, a tego nie chcemy.
- Z całym szacunkiem, proszę pana, ale jak może się pan godzić na to, żeby pana córka spotykała się z wilkołakiem?
- Nie wiedziałam, że się spotyka z wilkołakiem, dopóki nie zobaczyłem was razem na stacji kolejowej. Oczywiście, Dorea wiedziała. Ta wiedźma wie o wszystkim. Jest bardzo podstępna.
- A teraz? – Dopytywał Remus. – Teraz, kiedy pan wie?
Charlus spojrzał na niego wszystkowiedzącym spojrzeniem. James próbował naśladować ojca, ale mu nie wyszło i jego wzrok wyrażał wyłącznie zaniepokojenie.
- Synu, jestem bardziej zaniepokojony tym, że jesteś nastolatkiem, niż tym, że jesteś wilkołakiem.
Remus nagle się zaczerwienił i odwrócił głowę. Zaczął panikować z zupełnie innego powodu. Jego zaniepokojenie sytuacją nie zniknęło nawet wtedy, kiedy Potterowie zaczęli chichotać pod nosami.
- A teraz, zanim przeprowadzę z tobą rozmowę, którą przygotowałem na wypadek, gdyby moja nastoletnia córka przyprowadziła do domu chłopca – Charlus usiadł i uśmiechnął się. – Chciałbym się dowiedzieć, co sprawiło, że wtargnąłeś do mojego domu spanikowany i przerażony.
Remus zmarszczył brwi, przypominając sobie ten obezwładniający strach, który odczuwał każdą komórką swojego ciała.
- Mój tata mnie widział… Widział, że pocałowałem Mię na pożegnanie. Byłem głupi, słaby i samolubny. Poprzedniej nocy przypadła pełnia księżyca, więc przybyłem tutaj najprędzej, jak się dało. Musiałem zaczekać, aż moi rodzice… - Zawahał się, ale po chwili kontynuował przyciszonym głosem. – Aż moi rodzice mnie wypuszczą.
- Myślałeś, że Mia przejdzie transformację? – James zagapił się na przyjaciela. – Dlaczego? Czyżbyś ją ugryzł, jak nikt nie patrzył?
- Nie! – Krzyknął Remus, przerażony tym, co powiedział Jamie. – Ale ja… Rogaczu, widziałeś, co zrobiłem.
James zamrugał szybko oczami i zaśmiał się lekko, drapiąc po karku.
- Pocałowałeś ją. Nie powiem, stary, to było obrzydliwe. Ale z tego, co wiem, pocałunek nie może nikogo zainfekować lykantropią.
- Mój tata zawsze mi powtarzał… - Zaczął Remus, marszcząc czoło. – Powiedział, że nigdy nie będę mógł… A on pracował w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. On powinien coś takiego wiedzieć, prawda?
Wodził oczami od twarzy Jamesa do twarzy jego ojca.
- Prawda? – Powtórzył.
Charlus oparł łokcie na kolanach i spojrzał prosto w oczy Remusa.
- Wiedziałeś, że niektóre rodziny czystej krwi uważają, że w żyłach czarodziejów urodzonych w rodzinach Mugoli naprawdę płynie szlam?
- Brednie – fuknął Remus.
- Tak samo nieprawdziwy jest fakt, jakoby wilkołak mógł kogoś zainfekować w inne dni miesiąca, poza jednym. I tak podczas tej jednej doby ryzyko istnieje przez mniej niż dwanaście godzin. Mniej niż pół doby. Moja córka na pewno wyliczyłaby dokładne prawdopodobieństwo, przez ile dni swojego życia jesteś niebezpieczny…
- Ono wynosi jakieś 1,643835616438356 procent, jeśli bierzemy pod uwagę rok składający się z trzystu sześćdziesięciu pięciu dni – powiedziała Mia, stając w drzwiach z filiżankami herbaty w dłoniach.
Remus wypuścił z płuc powietrze i otarł oczy wierzchem dłoni.
- Mia.
Zignorowała go i spojrzała na matkę.
- Powinnam przeliczyć jeszcze lata przestępne i miesiące, kiedy na niebie króluje błękitna pełnia. Są w domu jakieś książki o Numerologii, których nie czytałam?
Remus zaśmiał się zduszonym śmiechem. Zabrzmiało to, jakby bardzo długo się powstrzymywał.
Mia westchnęła, odstawiła filiżanki na najbliższy stolik i przyklękła przed Remusem. Ujęła jego dłoń w swoją.
- Powtarzałam ci przez cały czas, że się ciebie nie boję. Nie zainfekujesz mnie. Nie skrzywdzisz mnie. Jak minęła ci ostatnia noc?
- Najgorsza pełnia mojego życia – przyznał i przekręcił lekko głowę, ujawniając ranę na policzku. – Martwiłem się o ciebie.
Odetchnął powoli, patrząc na jej małe dłonie leżące ufnie w jego rękach. Nasze zadanie, powiedział Syriusz. Naszym zadaniem jest chronić ją. Remus myślał, że zawiódł.
- Dobrze, moje panie – Charlus wstał, przeciągnął się i jęknął, kiedy jego stare stawy zaprotestowały. Łagodnie zacisnął dłoń na przedramieniu Mii i pomógł jej wstać, po czy popchnął ją w kierunku matki. – Zostawcie nas samych. Skoro wszystko wyjaśniliśmy i chłopak prawie poczuł się szczęśliwy, muszę się upewnić, że nie będzie zbyt podekscytowany.
Dorea wywróciła oczami.
- Charlus, nie bądź śmieszny.
- Już go ostrzegłem – dodał James z uśmiechem. – Poza tym, to nie jest Syriusz.
- Dziękuję za to Merlinowi – zaśmiał się pan Potter.
- Właśnie mi się coś przypomniało – powiedziała Mia ze złośliwym uśmiechem. Wyciągnęła z kieszeni swoich szat kopertę i podała ją swojej matce. – Lily prosiła, żebym pokazała ci, jakie listy pisze do niej Jamie.
- Mia, nie! – James wyskoczył ze swojego fotela, próbując przejąć kopertę, ale Dorea podniosła ją sekundę wcześniej i pozwoliła z pełną premedytacją wylądować swojemu synowi twarzą na dywanie.
- James, kochanie – westchnęła, czytając list, który James wysłał do Lily. – Twoja ortografia i kaligrafia pozostawiają wiele do życzenia. I chociaż rozumiem, że oczy panny Evans mają niespotykany odcień zieleni, żadna dziewczyna nie chce, żeby chłopak porównywał jej oczy do koloru boiska od Quidditcha.
Ponownie westchnęła i oddała list synowi.
- Weź go i napisz jeszcze raz.
- Co? – James zamrugał oczami.
- Powiedziałam, żebyś poszedł do swojego pokoju i napisał jeszcze raz list z przeprosinami. Odpuść sobie porównywanie jej ciała do twojego ulubionego sportu i naucz się, że jest więcej sposobów na skomplementowanie kobiety – potrząsnęła głową, zawiedziona. – I przestań pisać o sobie. Skromność to piękna cnota, która na pewno jest w cenie.
- Syriusz jest pewny siebie i zawsze udaje mu się wyrwać dziewczynę – odpowiedział James, patrząc na list. Remus zastanawiał się, czy ktoś jeszcze zauważył, że przyjaciel powąchał kopertę. Zwrócił uwagę, że Mia złapała dwoma palcami grzbiet swojego nosa, więc założył, że ona też to widziała.
- Kochanie, Syriusz ma urodę rodu Blacków, ty masz włosy Potterów – Dorea uśmiechnęła się i przeczesała włosy syna dłonią. Następnie zwróciła się do Remusa. – Skontaktuj się ze swoimi rodzicami, proszę. Daj im znać, gdzie jesteś. Mogą być niedouczeni, ale na pewno zmartwili się, kiedy znaleźli twoje łóżko puste.
- Tak, proszę pani – Remus skinął głową.
- Jesteś tu mile widziany, jeśli tylko rodzice pozwolą ci u nas zostać. Tak, mój drogi – wzniosła wzrok ku niebu, kiedy Charlus odkaszlnął. – Dopóki Mia i Remus zdecydują się pozostać w swoich pokojach w nocy, Remus jest tu mile widziany. Nie ma wałęsania się po nocach. Wszędzie mam oczy.
Remus głośno przełknął ślinę, patrząc na Potterów. Ojciec Mii miał zadowolone spojrzenie, kiedy tak skrzyżował ramiona na piersi. Z kolei jej matka do niej mrugnęła, kiedy myślała, że nikt nie patrzy.
