Od tłumaczki: Jednak nie udało mi się dodać rozdziału przed tygodniem, tak jak uprzedzałam, że może się stać. Wróciłam z urlopu (Toskania wczesną wiosną jest dość chłodna, ale pozwoliło nam to na zwiedzanie urokliwych, włoskich miasteczek) i nadrabiam zaległości w pracy, ale stwierdziłam, że muszę przecież jak najszybciej dodać ten rozdział. Przed Wami spotkanie animagów z wilkiem. Bardzo poruszające i mocno instynktowne. Mia rozumie. Szkoda, że tylko ona. Miłego czytania, na pewno widzimy się za tydzień.
ROZDZIAŁ 39 – CISZA PRZED BURZĄ
25 sierpnia 1975
Lato minęło - ciąg nieoczekiwanie leniwych, spokojnych dni. Rodzice Remusa przybyli po niego za pośrednictwem Sieci Fiu, a Charlus i Dorea skorzystali z okazji, żeby porozmawiać z nimi w imieniu swoich dzieci. Panią Lupin łatwo przekonali, że związek Remusa i Mii jest całkowicie bezpieczny, ale pan Lupin wyglądał na zdenerwowanego. Wtedy Dorea przyniosła z biblioteki stare książki o Lykantropii.
- Skąd je macie? – Zapytał Lyall, uważnie przyglądając się woluminom. – Przestudiowałem wszystkie możliwe materiały dotyczące Lykantropii, ale nigdy nie widziałem tych książek.
- Czasami warto pochodzić z rodziny, która za punkt honoru stawia sobie poznanie i korzystanie z Czarnej Magii – odpowiedziała beztrosko Dorea. – Rozumiem, że w minionych wojnach wilkołaki były wykorzystywane jako broń. Kusiła je obietnica składana przez mrocznych czarodziejów, jakoby znali sposób, żeby ich uwolnić spod działania klątwy. Niestety, takie praktyki mogą powrócić. Zakładam, że słyszałeś plotki?
Pan Lupin skinął głową. Obniżył głos do szeptu, nie będąc świadomym, że dzięki treningowi w kierunku animaga, zmysł słuchu Mii niesamowicie się wyostrzył.
- Śmierciożercy. Tak się nazywają.
Pani Lupin westchnęła.
- Sądzicie, że osoba odpowiedzialna za ataki na Mugoli i Mugolaków w następnej kolejności weźmie się za wilki?
- Nie wiemy – przyznał Charlus. – Ale cała wiedza zgromadzona w tym domu jest do waszej dyspozycji. Wasz syn stał się częścią naszej rodziny. Moja córka jest nim szczególnie zafascynowana.
Pani Lupin wyglądała na zadowoloną z takiego obrotu spraw. Pan Lupin stężał.
Minęło sporo czasu, zanim Lupinowie się odprężyli. Dopiero po zobaczeniu własnymi oczami, jakie efekty miał Wywar Tojadowy Mii, pan Lupin zaczął zmieniać swoje nastawienie do syna.
Mia kazała wszystkim obiecać, że nigdy nikomu nie wspomną o jej eliksirze. Przyznała, że to nie ona go wymyśliła i stwierdziła, że nie chciała odbierać innemu czarodziejowi jego wynalazku. Zapewniła wszystkich, że dopóki eliksir nie będzie szeroko dostępny, ona będzie dostarczać Remusowi jego miesięczne dawki.
Cztery dni po pełni księżyca Huncwoci i Mia relaksowali się w Chatce Lupinów. Korzystali z uroków ogromnego lasu rosnącego za domem.
Syriusz ukradkiem wyniósł z chaty butelkę wody ognistej pana Lupina i przekonał swoich przyjaciół, że trzeba wznieść toast za nadchodzący rok, który według niego miał być ich najlepszym rokiem w Hogwarcie. Chłopak przez całe wakacje był na karuzeli emocjonalnej, raz bardziej, raz mniej zestresowany. Za każdym razem, gdy wracał ze swojego domu przy Grimmauld do Rezydencji Potterów lub Chatki Lupinów był posiniaczony, podrapany i miał paskudne nastawienie do reszty świata. Następnie topił swoje smutki w wodzie ognistej i, ku niezadowoleniu Mii, zaczął palić mugolskie papierosy.
- Chodźcie, polatamy – powiedział, sięgając po miotłę i patrząc z wyczekiwaniem na przyjaciół siedzących wygodnie na polanie.
- Absolutnie nie. Nie poszłabym z tobą polatać na miotle, nawet gdybym była stuprocentowo trzeźwa – Mia pokręciła przecząco głową. – Więc co pozwala ci sądzić, że wsiądę na miotłę po alkoholu?
Syriusz rzucił jej lekki uśmieszek.
- Cienias z ciebie.
- Tylko uważajcie na siebie – zmarszczyła brwi, kiedy zobaczyła, że James idzie w ślady Syriusza. Peter poszedł za nimi. Mia zdążyła zauważyć, że Peter zawsze robił dokładnie to samo, co James i Syriusz, nieważne, jak głupie by to nie było. W głębi duszy miała nadzieję, że zamroczony alkoholem szczur spadnie z miotły. Wtedy jednak chłopcy oczekiwaliby od niej, że go poskłada, a ona nie mogłaby się wymówić brakiem specjalistycznej wiedzy, bo co miesiąc pracowała nad poszarpanym, zmaltretowanym ciałem Remusa.
- Zachowujcie się grzecznie – James wytknął palec w kierunku Remusa, który trzymał ramię za plecami Mii. Opierał się wygodnie o pień wysokiego drzewa, trzymając dziewczynę w objęciach.
Remus uśmiechnął się, zasalutował Jamesowi, ale nic nie obiecał. Siedział bez ruchu, kiedy pozostali chłopcy wystartowali i wznieśli się na miotłach w niebo, zostawiając Remusa i Mię samych.
- Myślałam, że nigdy się ich nie pozbędziemy – Mia odwróciła się w ramionach Remusa, położyła dłoń na jego policzku i pocałowała go intensywnie.
W ostatnim czasie Remus dał sobie spokój ze swoim strachem, że przypadkiem ją zainfekuje, dlatego odpowiedział adekwatnie. Jego palce zanurzyły się w jej gęste włosy i objęły jej głowę, przytrzymując jej usta na swoich. Całował ją łapczywie, odbierając jej oddech.
- Niesamowite – szepnęła, opierając się o niego. Z uśmiechem przyglądała się jego zadowolonej minie i złotym plamkom, które nagle pojawiły się w jego oczach.
Przesunął jedną dłoń z jej włosów na kark i delikatnym ruchem powiódł nią po jej zarumienionej skórze. Uśmiechnął się, doskonale zdając sobie sprawę, dlaczego jej skóra się zaczerwieniła.
- Zawsze powinieneś tak wyglądać – powiedziała, cały czas patrząc na niego rozpromienionym wzrokiem. Oddech uwiązł jej w gardle, kiedy chłopak przeciągnął kciukiem po jej szczęce. Spojrzał jej w oczy z tym drapieżnym wyrazem, który ją zawsze ekscytował.
- To znaczy, jak? – Zapytał.
- Zadowolony z siebie – zaśmiała się miękko. – Pewny siebie.
- Ciężko byłoby nie być zadowolonym z siebie, skoro reagujesz na moją bliskość w taki sposób – pochylił się nad nią, żeby znowu ją pocałować, ale dziewczyna odchyliła się, żeby się z nim podrażnić. Remus zmarszczył nos, warknął cicho, po czym złapał biodra Mii pożądliwym ruchem i przyciągnął ją do siebie tak, że jej kolana znajdowały się po obu stronach jego nóg.
Mia jęknęła, czując jak wypełnia ją ciepło, które rozchodziło się falami od jej żołądka, przez klatkę piersiową, docierając do miejsca, gdzie czuła ciepło rąk Remusa. Chłopak wsunął dłonie pod jej bluzkę i przebiegł palcami po jej gorącej skórze.
- Właśnie w taki sposób – uśmiechnął się i ponownie ją pocałował, mocno i głęboko, a z gardła Mii wyrwał się kolejny jęk.
Instynktownie poruszyła biodrami, ale Remus zareagował szybciej. Podniósł ją i zrzucił ze swoich kolan, zanim zdążyła dotknąć jego ewidentnej erekcji.
Odrzucił ją od siebie tak nagle, że Mia dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że siedzi na ziemi, pośród opadłych liści. Spojrzała na niego, zaskoczona, próbując wyrównać oddech. Zauważyła, że Remus też starał się oddychać normalnie. Jego oczy były mocno zaciśnięte.
- Wszystko w porządku? Postaraj się nie hiperwentylować – zaśmiała się niepewnie. – Remusie, bądź poważny, oddychaj przez nos. Wyglądasz, jakbyś miał zaraz zemdleć.
- Nie mogę – odpowiedział, potrząsając głową.
- Nie żartuj, oczywiście, że możesz – pochyliła się w jego kierunku i zaczęła się do niego przysuwać. Musiała się upewnić, że chłopak dobrze się czuje. Ich pieszczoty były rzeczywiście niesamowite, ale nigdy się nie spodziewała, że mogą go doprowadzić na skraj omdlenia.
- Mia, proszę, nie… - Wzdrygnął się, otwierając z zawstydzeniem oczy. – Ja… Czuję cię. Jeżeli nie zostaniesz tam, gdzie właśnie siedzisz, nie będę odpowiedzialny za swoje czyny.
Uniosła brew ze zdumieniem.
- Co to znaczy, że mnie czujesz…? Aha… - Nagle zrozumiała. Zaczerwieniła się, zakryła dłonią usta i z pełną świadomością usiadła na piętach, zaciskając mocno uda. Jakby to mogło w czymś pomóc… Miała problem, żeby utrzymać z nim kontakt wzrokowy, tak upokorzona się poczuła.
- Proszę, nie wstydź się. To nie jest tak, że ja sam nie mam własnych problemów.
Mia otworzyła szeroko oczy i wzniosła wzrok ku niebu, próbując nie gapić się ostentacyjnie na jego spodnie, w których widać było wyraźnie wybrzuszenie.
- Jesteśmy śmieszni – przyznała. – Jesteśmy normalnie funkcjonującymi młodymi dorosłymi. Nie powinno nas zawstydzać to, że czujemy wobec siebie pociąg seksualny.
- Tylko w twoich ustach te słowa brzmią seksownie – Remus roześmiał się gardłowo. – Ale nie zgadzam się z tobą. Nie jesteśmy normalnie funkcjonującymi młodymi dorosłymi. Ty jesteś przebiegłą, małą czarownicą, która jest zdecydowana rzucić na kolana wilkołaka z bardzo wyostrzonymi zmysłami.
Jej wzrok ponownie spoczął na nim i ze zdziwieniem Mia stwierdziła, że z jego tęczówek zniknęła miękka zieleń. Patrzyła na wilka, który ukrywał się pod powierzchnią człowieka, a spojrzenie tego wilka paliło jej wnętrzności.
- Remusie – zaczęła, ale kiedy tylko na nią patrzył bez słowa, spróbowała innego podejścia. – Lunatyku…
Posłał jej mroczny uśmiech i wystrzelił do przodu, przewracając ją na plecy pośród liści i ziemi. Jego usta pochłonęły jej wargi. To było jak wybuch wulkanu, jak euforia od najlepszego narkotyku. Wygięła się w łuk, kiedy oderwał się od jej warg i zaczął zaborczo całować skórę jej gardła. Zamknęła oczy i poczuła, jak jego ciało zadrżało nad nią. Zarumieniła się, kiedy zrozumiała, jak szybko i bez wahania wilk odpowiedział na jej wezwanie.
- Remusie… Remusie, kocham cię.
Spojrzał jej prosto w oczy i jego tęczówki ponownie stały się zielone. Prawie na nią upadł.
- Przepraszam. Wygląda na to, że nie umiem się przy tobie kontrolować.
- Wszystko w porządku – delikatnie zanurzyła dłonie w jego włosy. – Może poczujesz się lepiej, kiedy ci powiem, że też mam problemy z samokontrolą w twojej obecności.
- Wcale się lepiej nie czuję – przyznał ze śmiechem. Oparł głowę na jej czole, próbując utrzymać równowagę. Po chwili się od niej odsunął i spojrzał na nią z poczuciem winy. – Przepraszam. Nie chciałem posuwać się tak daleko, tak szybko.
Zachichotała, rozbawiona. Chwyciła palcami jego koszulkę, pilnując, żeby nie odsunął się od niej za daleko.
- Remusie, chodzimy ze sobą od ponad roku, a po raz pierwszy mnie pocałowałeś dopiero dwa miesiące temu. Myślę, że wcale nie posuwasz się za szybko. To ja powinnam narzekać na brak fizycznej czułości w naszym związku. Uważam, że byłam bardzo cierpliwą czarownicą – wyraz jej twarzy złagodniał, kiedy ujrzała, jak jego wąskie wargi rozciągnęły się w uśmiechu. Pocałował ją w policzek.
- Nie chcę cię skrzywdzić. Byłoby bardzo nieodpowiedzialne z mojej strony, gdybym nie potrafił się przy tobie kontrolować.
- Pierwsza miłość, głupota i bardzo dużo ciekawości – zacytowała Mia z uśmiechem, który poszerzył się, gdy Remus odgarnął włosy z jej czoła.
- Shaw? – Zapytał, grając w ich ulubioną grę. – Mugol.
- Tak – zgodziła się, podnosząc się na kolana, żeby lekko go pocałować. – Bardzo, bardzo mądry Mugol.
- W takim razie my jesteśmy głupi, czy ciekawi? – Remus opadł na ziemię obok niej i wsparł się na łokciu, żeby na nią patrzeć. Splótł swoje palce z jej palcami.
Zachodzące słońce oświetliło ich sylwetki i Mia uśmiechnęła się, widząc, jak ich ciała zalśniły złotem i czerwienią, którymi mieniło się wieczorne niebo.
- Jesteśmy głupi, ponieważ uważamy, że nasza ciekawość jest niebezpieczna. A przynajmniej jedno z nas jest głupie – uderzyła go palcem w nos. Remus w odpowiedzi tylko przymrużył oczy. –„Kochałem – miłość często drogę znajdzie, Tam nawet kędy głodny zwierz nie zajdzie".
- Cytujesz mi lorda Byrona? Wcale się nie starasz – powiedział Remus z uniesioną brwią. Usiadł, a kiedy Mia chciała go pchnąć ponownie na ziemię, lekko odsunął jej dłonie od swojego ciała. – W ogóle. Nie dostaniesz żadnych punktów za jedyną linijkę Giaura, która ma związek z wilkami. To poemat o wampirach.
- Mam zacytować Czerwonego Kapturka? – Zaśmiała się Mia.
Remus zmrużył oczy.
- Wredna wiedźma.
- Ta wredna wiedźma uważa, że jej chłopak trochę przesadza.
- Ta wredna wiedźma zapomina, że jej chłopak jest wilkołakiem – odparował Remus, nagle poważniejąc. – Potrzeba naprawdę niewielkiej zachęty, żeby wilk pożarł jagnię.
- Nie jestem jagnięciem – warknęła Mia.
Uśmiechnął się, rozbawiony.
- Nie, jesteś lwicą.
- Tak. „Głodna ryczy teraz lwica, wilki wyją do księżyca" – zaczęła, ale Remus szybko jej przerwał.
- Tylko nie Szekspir. Nienawidzę Szekspira.
- Odwołaj te słowa – krzyknęła z szeroko otwartymi oczami. – To jeden z największych poetów i dramatopisarzy mugolskiego świata!
Jedynym powodem, dla którego wybrano dla niej imię „Hermiona" – przynajmniej w jej oryginalnej linii czasowej – był fakt, że Helena Granger była wielką fanką Zimowej opowieści.
- Po pierwsze, był czarodziejem – wytknął Remus.
- Co?
- A po drugie, był sądzony i został skazany za kradzieże i manipulowanie pamięcią Mugoli.
Mia tylko westchnęła i zdecydowała, że nie zmieni swojego zdania o Szekspirze, dopóki sama nie zweryfikuje informacji, które właśnie poznała. Sięgnęła do niego, skrzyżowała ręce za jego szyją i mocno go pocałowała.
- Zakochana dziewczyna i wilka uzna za przystojnego.
- Jesteś niemożliwa – wymamrotał prosto w jej usta, po czym skupił całą swoją uwagę wyłącznie na całowaniu jej.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
20 września 1975
We wrześniu Mia i chłopcy powrócili do Hogwartu.
James powrócił z nadzieją, silniejszą niż kiedykolwiek, że uda mu się oczarować Lily Evans. Lily z kolei była zdeterminowana, żeby unikać Jamesa przez cały rok szkolny.
Remus, odwdzięczając się za czerwcową pomoc Lily, przyrzekł na swoją nowiutką, lśniącą odznakę prefekta, że zrobi wszystko, aby powstrzymać Jamesa od publicznego deklarowania miłości.
Peter wrócił do szkoły z ręką na temblaku i już pierwszego dnia dostał szlaban za rzucanie uroków na grupkę pierwszorocznych. Mia była wściekła, a Huncwoci zmartwieni o przyjaciela.
Syriusz spotkał się z przyjaciółmi na peronie z nieszczęśliwą miną, śmierdząc, jakby właśnie pochłonął paczkę papierosów. Drżał przez całą podróż do szkoły. Kiedy Mia zapytała go o sprawy rodzinne, warknął na nią i poprosił, żeby się o niego nie martwiła.
Remus i Mia, najspokojniejsi z całej grupy, myśleli tylko o sobie nawzajem. Dziewczyna w końcu nie miała problemów, żeby żyć zgodnie ze swoim nowym zestawem zasad: Żyj swoim życiem. Ciesz się swoim życiem.
Bardzo się cieszyła swoim życiem, szczególnie będąc z Remusem.
Remus z kolei starał się kontrolować z całych sił. Ich pierwszy pocałunek otworzył w nim pewną tamę. Pomimo przyjmowania co miesiąc Wywaru Tojadowego, przyznawał przed samym sobą, że czasami walczył ze swoim wewnętrznym wilkiem.
Mia jednak się z nim nie zgadzała, twierdząc, że walczy ze swoimi ludzkimi odruchami i zaproponowała, żeby porozmawiał z Syriuszem. Z Jamesem nie powinien był rozmawiać na tematy związane z nią, wobec czego Syriusz był jedyną dostępną dla niego opcją.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
Jego przyjaciele i Mia coś planowali, a Remus nie miał pojęcia, co to było.
Rankiem, tego dnia, kiedy przypadała pełnia księżyca, Mia przeładowała jego talerz dobrym, pożywnym jedzeniem, wiedząc, że będzie potrzebował w nocy energii. Zamiast swojej zwyczajowej herbaty, sama piła sok dyniowy. Remus zauważył również, że podczas kolacji wszyscy jego przyjaciele zrezygnowali ze swoich ulubionych napojów na rzecz kawy i był prawie pewien, że poczuł od Jamesa i Syriusza zapach Wywaru Wzmacniającego.
Próbował przestać o tym myśleć, kiedy ruszył ścieżką ku Wierzbie Bijącej, ale gdy tylko profesor Sprout oddaliła się od niego, zalała go fala znajomych zapachów. Odwrócił się z rozszerzonymi oczami i szybko bijącym sercem, i ujrzał swoją dziewczynę i najlepszych przyjaciół, stojących spokojnie niedaleko niego.
- Co tu robicie? – Zapytał, odskakując od drzewa w odpowiednim momencie, żeby witka Wierzby Bijącej go nie smagnęła.
James wyszczerzył zęby.
- Pomyśleliśmy, że dotrzymamy ci towarzystwa, Lunatyku.
- Co? Czy wy…? Zaczekajcie… - Przyjrzał się uważnie Jamesowi, Syriuszowi i Peterowi. – Udało się wam? Naprawdę to zrobiliście?
Swoją teorię dotyczącą przejścia przemiany w Animaga Huncwoci oparli na tym, że w postaci wilkołaka Remus nie powinien czuć przymusu skrzywdzenia zwierząt. Dzięki Wywarowi Tojadowemu była jeszcze większa szansa powodzenia, ale Remus mimo wszystko był bardzo nerwowy.
- Mieliśmy niewielką pomoc – Syriusz wywrócił oczami, na co Mia uderzyła go w łokciem pod żebra.
Remus zamrugał ze zdziwienia.
- Mia?
Rozejrzeli się uważnie wokół, żeby się upewnić, czy nikt ich nie obserwuje, po czym zmienili się w zwierzęta.
Oczy Remusa stały się okrągłe jak spodki.
Rogacz, jeleń, stał dumny, wyprostowany i wysoko unosił rozłożyste poroże. Jego ciało pokrywała krótka, brązowa sierść. Ciężkie kopyto zapadało się w miękką ziemię, co zwróciło uwagę małego gryzonia. Glizdogon, szczur, wspiął się po kończynie Rogacza i przysiadł na jego porożu. Spojrzenie jego wodnistych oczek spoczęło na Remusie.
W przeciwieństwie do spokojnych Rogacza i Glizdogona, pozostałe dwa drapieżniki z grupy były bardzo pobudzone. To było pierwsze spotkanie Łapy i Mii w postaci zwierzęcia. I na pewno zwierzęta nie patrzyły sobie w oczy.
Łapa, ogromny pies postury niedźwiedzia, warczał cicho i próbował przyszpilić do ziemi w akcie dominacji niewielkie, intensywnie rude stworzenie. Mia, niewielki lis, walczyła z wielką psią łapą. A kiedy miała już dość, zatopiła swoje ostre kły w miękkim, okrytym sierścią ciele. Potem odskoczyła od Syriusza, uderzając lekko swoim puchatym ogonem.
Syriusz szybko zmienił się w człowieka i zamrugał oczami, patrząc na swoje ramię, na którym widniał znak po ugryzieniu. Na szczęście, nie krwawił.
- Co, u diabła, Mia?
- Trzymaj swoje brudne łapy z dala ode mnie, Syriuszu Black! – Wrzasnęła Mia, również wracając do postaci człowieka.
Gapili się na siebie z identycznymi grymasami niechęci.
- Nie mogę tego powstrzymać – chłopak zachichotał. – To bestia we mnie jest odpowiedzialna. To ona każe mi cię zdominować i ustalić w tej grupie… Hierarchię.
- Jeżeli w naszej grupie istnieje jakakolwiek hierarchia – syknęła Mia, - możesz być pewien, że znajduję się w niej wyżej od ciebie.
Syriusz mrugnął do niej.
- Lubisz być na górze, co?
- Khem, khem – Remus cofnął się do nich od Wierzby Bijącej i patrzył na przyjaciela z niechęcią.
- Przepraszam. Twoja dziewczyna, rozumiem. Ale żeby być z tobą całkowicie szczerym, ona właśnie trzymała na mnie swoje usta – odpowiedział Syriusz, pokazując Remusowi ugryzienie na ramieniu.
Lupin nawet na niego nie spojrzał, tylko podszedł bezpośrednio do Mii.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
Uśmiechnęła się nerwowo.
- Chciałam ci zrobić niespodziankę. Mogę iść z wami?
Remus zaczął już odczuwać zew księżyca, który właśnie zaczął wschodzić. Uśmiechnął się do niej na wilczy sposób i dotknął delikatnym ruchem jej policzka. Pochylił się nad nią i pocałował, mocną i pożądliwie. Przerwało mu dopiero ogromne poroże, którym Rogacz uderzył go w ramię.
- Pospieszmy się – Mia wskazała dłonią drzewo. – Peter, potrzebujemy twojej pomocy.
Glizdogon zeskoczył z Rogacza, prześlizgnął się wśród ździebeł trawy i oparł się o narośl, co sprawiło, że Wierzba Bijąca zesztywniała.
- Chodźmy – powiedziała dziewczyna, ale zanim miała możliwość, żeby się ruszyć, Remus jeszcze raz ją pocałował.
- Zrobiłaś to dla mnie?
- Zrobiłabym dla ciebie wszystko – odpowiedziała.
Syriusz przerwał zakochanym, obejmując oboje ramionami.
- Zanim zdecyduje, że to nie dla niej, chciałbym oznajmić, że Mia powinna mieć ksywkę Lisica.
- Zdecydowanie nie! – Mia złapała Remusa za rękę i pociągnęła go w kierunku tunelu pod wierzbą. James zmienił się w człowieka, żeby zmieścić się w przejściu.
- No to może Ruda? – Zawołał za nimi Black.
- A może powinnam cię znowu ugryźć? – Odparowała Mia. – Nienawidzę zdrobnień.
- To nie jest zdrobnienie, tylko imię dla Huncwota – nie zgodził się Syriusz.
- Nie jestem Huncwotem.
Chłopak zaśmiał się.
- No to kim jesteś?
- Ona jest moja – uciął wszelkie dyskusje Remus, który po raz pierwszy w życiu wchodził do Wrzeszczącej Chaty z uśmiechem na ustach.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
Pozwolili Remusowi rozebrać się na osobności. Zaczekali za drzwiami, aż transformacja dobiegnie końca.
Jeszcze dziesięć minut wcześniej sobie żartowali. Teraz jednak przerażeni słuchali wrzasków dochodzących zza drzwi, bariery, która oddzielała ich od wilka. Mia załkała i Syriusz szybko zamknął ją w opiekuńczych ramionach.
- Nie wiedziałem – szepnął James. – Nie wiedziałam, że jest tak źle. Na Merlina… To brzmi jakby…
- Jakby ktoś trzymał go pod Cruciatusem – dokończył Syriusz takim tonem, jakby doskonale wiedział, co mówi.
Kiedy tylko krzyki ustały, Mia otarła łzy z policzków i stanęła przed drzwiami.
- Czas na nas. Łapa wchodzi pierwszy, potem ja, a na końcu Rogacz i Glizdogon – ostrożnie ich poinstruowała. Jamesowi nie podobała się ta kolejność, ale Mia nalegała i Syriusz szybko ją poparł.
- My jesteśmy drapieżnikami. Przykro mi, Rogaczu, ale ty jesteś ofiarą. Mia ma rację. Dzisiaj musimy być bardzo ostrożni.
Wszyscy się zmienili.
Mały lis wszedł do Wrzeszczącej Chaty ostrożnie, podążając za dużo większym Łapą. Wzrok Mii natychmiast odszukał wilka, który, jak pamiętała, był piękny. Bestia górowała nad nimi, patrząc w dół. Łapa, na szczęście, miał tak wyczulony instynkt, że bez wahania położył brzuch na ziemi, zwinął uszy, a ogon podwinął pod siebie w geście pasywnego poddania się.
Mia zrobiła to samo, jednak ona utrzymywała kontakt wzrokowy z Lunatykiem. Wilkołak spojrzał jej prosto w oczy i skinął głową.
Remus miał kontrolę.
Podeszła do Lunatyka i otarła główką o jego ogromną łapę. Pozwoliła, żeby jej ogon owinął się wokół jego kończyny.
Lunatyk pochylił się nad nią i otarł nosem o jej pokryty futerkiem pyszczek. Potem zrobił to samo z Łapą. Oznaczył oboje swoim zapachem.
Drzwi ponownie się otworzyły i wszedł przez nie majestatyczny jeleń. Lunatyk warknął na ten widok, ale Mia skubnęła go z nogę, przykuwając jego uwagę do siebie. Wilkołak prychnął z niesmakiem, ale oznaczył Rogacza i Glizdogona swoim zapachem w taki sam sposób, jak wcześniej oznaczał Mię i Syriusza.
Po ustaleniu, kto był górą w ich towarzystwie, we Wrzeszczącej Chacie zapanowała radość. Czarny kolor walczył o dominację z czerwonym w szaleńczym pościgu Mii i Syriusza. Jedno zwierzę chciało podporządkować sobie to drugie, ale żadne nie dawało się zdominować.
Tylko raz wszystko wyrwało się im spod kontroli.
Z samego rana, kiedy księżyc jeszcze królował na niebie, Mia skuliła się przy Lunatyku. Położyła swój mały łepek na miękkich łapach, ciesząc się z obecności wilka obok siebie. Jej mały pyszczek leżał tuż obok jego masywnego nosa.
Po drugiej stronie Lunatyka leżał Łapa. Chrapał, opierając łeb o łopatkę Rogacza, który z kolei spał w najlepsze z kończynami złożonymi pod sobą.
W tym momencie uszy Mii podniosły się nieświadomie. Usłyszała ciche drapanie. Podniosła powieki i zobaczyła szczura, który przeciskał się przez szpary w deskach. Ten widok sprawił, że wspomnienia wróciły do niej bardzo silną falą.
Chata. Syriusz. Remus. Harry. Ron.
„Nie rozumiesz, Syriuszu! On by mnie zabił!
W takim razie powinieneś był zginąć! Lepiej umrzeć, niż zdradzić przyjaciół! My byśmy dla ciebie umarli!"
Mia patrzyła z nienawiścią na małego gryzonia. Wspomnienie tylko rozpalało jej gniew. To był pierwotny, drapieżny gniew, coś, czego nie czuła, dopóki nie stała się Animagiem. Czuła ten gniew, patrząc przed siebie.
Szczur. Peter. Parszywek. Glizdogon. Zdrajca.
Łapa zbudził się nagle, spanikowany, zaszokowany, że nadal jest psem. Wróciła do niego świadomość tego, gdzie się znajdował i podziękował wszystkim bogom za swój instynkt – powrót do postaci człowieka przy Lunatyku był złym pomysłem – po czym odetchnął z ulgą.
Okazało się, że obudził go odgłos szczekania, który tłumił wściekłe piski. Harmider dobiegał ze starego łóżka, stojącego w kącie pomieszczenia.
W bursztynowych oczach małego, rudego lisa, królowało szaleństwo, kiedy tak próbował przyszpilić do materaca piszczącego, przerażonego szczura. Warcząc z nienawiścią, lis wciskał łapy i nos pomiędzy sprężyny, starając się chwycić gryzonia.
Na początku Syriusz myślał, że Mia i Peter bawią się podobnie, jak on się z nią bawił przez większość nocy, ale po chwili uświadomił sobie, że nawet w ludzkich postaciach jego przyjaciele za sobą nie przepadali. Poczuł, jak w jego żołądku formuje się lodowata kula. Zerwał się na cztery łapy, budząc tym samym Rogacza i Lunatyka, rzucił się ku łóżku i zamknął delikatnie zęby na skórze na karku Mii. Zniósł ją z materaca.
Upuścił ją dopiero przed zaciekawionymi Rogaczem i Lunatykiem. Glizdogon sam zeskoczył na podłogę, przypatrując się jej ze zdziwieniem, ale Mia tylko syknęła na niego z odrazą. Wtedy Łapa położył się między Mią i Peterem i warknął na nią.
Mia spojrzała na niego błagalnie. Spodziewał się, że jej tam nie będzie, że bursztynowe oczy Animaga będą puste, ale Mia cały czas miała kontrolę. W jej spojrzeniu widział świadomość czarownicy i to go przeraziło. Bawiło go, czasami nawet podniecało, kiedy ta konkretna wiedźma wściekała się na nich, ale w tej postaci miała ostre zęby i pazury, co znaczyło, że Peter mógł skończyć jako posiłek.
Łapa nie zmienił swojej pozycji i tylko obserwował, jak Lunatyk podniósł się ze swojego miejsca, pochylił i oparł pysk na jej małej główce, oddychając jej zapachem do chwili, kiedy skuliła uszy.
Odetchnęła głęboko, odwróciła od nich wszystkich, po czym zwinęła się w kulkę w kącie pomieszczenia, chowając głowę w ogonie.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
Obudzili się, gdy słońce zaczęło wychylać się zza horyzontu. Mia odwróciła się, pozwalając Syriuszowi i Jamesowi ubrać nagiego Remusa. Remusa, który jakimś cudem nie miał żadnych poważnym ran, nie licząc kilku siniaków, które sobie nabił podczas transformacji.
- Powiesz nam, o co ci chodziło nad ranem? – Zapytał Syriusz, patrząc na Mię z rękoma skrzyżowanymi na piersi.
- Instynkt – odpowiedziała cicho. – Chyba nie kontroluję się tak dobrze w postaci Animaga.
- To normalne – James wzruszył ramionami i przeczesał dłonią swoje czarne włosy. – Ale uważam, że jesteś winna Peterowi przeprosiny.
Mia wciągnęła gwałtownie powietrze i posłała bratu takie spojrzenie, jakby właśnie poprosił ją, żeby pocałowała Dementora.
- Nie będę przepraszać za swój instynkt. To nie moja wina.
- Mia – zajęczał Remus z łóżka. – Proszę… Nie chcę, żebyście walczyli.
Odwróciła się od nich z poczuciem zdrady i powoli spojrzała na Petera, który odwzajemnił jej spojrzenie swoimi wodnistymi oczami. Było jej bardzo ciężko patrzeć na niego i nie widzieć osoby, którą się stanie, osoby samolubnej. Kradł z wózka w pociągu, opuszczał przyjaciół, kiedy go najbardziej potrzebowali, szpiegował ludzi – przyłapała go już dwa razy w tym roku. Potrafiła zrozumieć, że Syriusza i Jamesa czasami poniosło podczas sprzeczki ze Ślizgonami – szczególnie ze Snapem, który od początku roku był niemiły dla Lily – ale Peter już dwa razy dostał szlaban, bo znęcał się nad młodszymi uczniami.
Teraz, kiedy była Animagiem, Mia to wszystko widziała. Widziała Parszywka z brakującym palcem, którego stracił, wrabiając Syriusza w morderstwo. Widziała Syriusza, który myślał, że Remus jest szpiegiem, podczas gdy za wszystkim krył się właśnie Peter. Widziała Petera, który zdradził swoich przyjaciół, zamiast za nich umrzeć, podczas gdy oni by za niego umarli. Petera, przez którego zginął jej brat. Petera, przez którego Harry został sierotą.
- Przepraszam, Peter – wymamrotała przez zaciśnięte zęby.
James, Syriusz i Remus uśmiechnęli się z ulgą, słysząc te słowa.
Peter patrzył na nią z przerażeniem w oczach, czyli dokładnie tak, jak miał na nią patrzeć.
