Od tłumaczki: Co za tydzień… Ale już jest nowy rozdział, z niewielkim opóźnieniem.
Tym razem, zamiast skupiać się na treści rozdziału (który wiedzie do zdecydowanie gorącego kolejnego rozdziału), chciałabym odpowiedzieć na komentarz LaurenceLaurentz'a. Czy Twój nick odmienia się w taki sposób? W każdym razie, zadałeś dwa pytania, a ja chętnie na nie odpowiem. Odnośnie wody ognistej i Syriusza. Przyznaję, że dopiero po Twoim pytaniu sprawdziłam w źródłach i rzeczywiście, sformułowanie „woda ognista" musiało wryć się w moją pamięć po przeczytaniu jakiegoś fanficka. W oryginalnym polskim tłumaczeniu nie występuje. Wobec tego ja również od kolejnych rozdziałów zaniecham używania tej nazwy. Zostanie wyłącznie whisky lub ognista whisky (nigdy whiskey – taką pisownię stosuje się w Stanach lub w Irlandii). Jeśli zaś chodzi o drugie pytanie, czy Mia prześpi się z Remusem, proponuję przeczytać do końca ten rozdział. Powinien odpowiedzieć na Twoje pytanie. A jeśli chodzi o to, że takie postępowanie kłóci się z wizerunkiem Panny Wiem-To-Wszystko… Po pierwsze Mia miała okazję przez kilka lat korzystać z wychowania Dorei Black. Jej wychowanie zmieniło nieco sposób postępowania Hermiony. Prawdę mówiąc, zostanie to zaadresowane w jednym z ostatnich rozdziałów. Po drugie zaś, Remus przecież o wszystkim wiedział, wysyłając Hermionę w przeszłość. Podobnie, jak Syriusz. Dla nich dwóch jej postępowanie nie było niczym dziwnym. Ta kwestia też zostanie poruszona w jednym z późniejszych rozdziałów, już niedługo.
Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 41 – ZNAK, ŻEBY SIĘ WYMKNĄĆ
24 października 1975
- Nie mam żadnego szczęśliwego wspomnienia, Mia! – Warknął Syriusz, stojąc naprzeciwko przyjaciółki w Pokoju Życzeń na tydzień przed Halloween.
Ich Grupa Doradcza – Mia cały czas miała problem, żeby nie nazywać ich w myślach Gwardią Dumbledore'a – była nie do pokonania, gdy przyszło do rozbrajania przeciwnika, chociaż młodszym uczniom nauka zajęła więcej czasu. Remus pomógł wszystkim opanować zaklęcia obronne, których powinni się nauczyć w ciągu pierwszych czterech lat nauki w Hogwarcie. James i Syriusz pomagali Mii dobierać uczniów w pary podczas pojedynkowania się. Obaj chłopcy byli w tymi niezastąpieni.
Mia wzięła na siebie nauczenie ich, jak powinno się poprawnie rzucać Patronusa.
- Postaraj się, Syriuszu. Masz szczęśliwe wspomnienia, wiem o tym – powiedziała stanowczo, przyglądając się, jak Black usilnie stara się utrzymać srebrzystą poświatę na końcu swojej różdżki.
- Właśnie, że nie mam – chłopak przyznał się do porażki. – Pieprzony Higgs każe mi stawiać się na szlabanie w każdy piątek, przez co nie będę mógł uczestniczyć w balu z okazji Halloween.
Zabawa taneczna nie była dla Mii ważnym momentem. Wiedziała, że kadra nauczycielska chciała w ten sposób odwrócić uwagę uczniów od wojny, która czaiła się za murami Hogwartu.
- Dziewczęta na pewno wpadły w głęboką depresję – zadrwiła, wywracając oczami.
- Oczywiście, że wpadły – Syriusz wydął wargi jak małe dziecko i odszedł w kierunku kąta komnaty, żeby posiedzieć ze swoim najlepszym przyjacielem. James, najlepszy uczeń w grupie i Frank (który w ciągu kilku ostatnich tygodni stał się bardzo szybki i dokładny) właśnie odpoczywali.
- Lily, jak się masz? – Mia podeszła do przyjaciółki, która miała problemy z zaklęciem. Do tej pory nikt poza Mią nie był w stanie wyprodukować cielesnego Patronusa. Jej srebrzysty lis obiegł komnatę, dając się pogłaskać każdemu, z wyjątkiem Petera, który uciekł na jego widok.
Lily zmarszczyła brwi i zacisnęła dłonie na różdżce.
- Mam problem, żeby skupić się na radosnych myślach. Wspomnienia z Hogwartu są zamazane. Czas ucieka tak szybko, że nie sposób zapamiętać szczęśliwe wydarzenia. A przed Hogwartem…
- Chodzi o Severusa? – Szepnęła Mia.
Lily skinęła głową. W jej oczach pojawiły się łzy, które otarła grzbietem dłoni.
- Mia, on był moim najlepszym przyjacielem. Jak teraz może się przyjaźnić z Mulciberem i Averym? Nawet po tym, co zrobili Mary, on nadal trzyma się z nimi. Wiesz, że nie jestem na tyle naiwna, żeby nie domyślać się, że on doskonale wie, co planują bliźnięta Carrow.
Mia wiedziała, jak zaczęła się ta historia i ku jakiemu zmierza końcowi. Samotny chłopiec, urodzony z matki czarownicy i ojca Mugola oraz zdezorientowana czarodziejka mugolskiego pochodzenia. Spotkali się i zaprzyjaźnili. Hogwart rozdzielił ich do dwóch różnych domów, a wpływy innych ludzi spowodowały, że wszystko między nimi przepadło. Chłopiec dorósł i zmienił się w zgorzkniałego, mrocznego mężczyznę. Dziewczynka przeobraziła się w radosną, pozytywną kobietę. Przed nimi było jeszcze tak wiele do stracenia, tak wiele złości, bólu i nieszczęśliwej miłości. Na koniec, oboje będą martwi.
- Chcesz poznać moje zdanie?
Lily spojrzała przyjaciółce w oczy.
- Oczywiście, że tak. Ufam tobie i twoim radom.
Mia wróciła myślami do Dracona, jej osobistej zmory z Domu Slytherina.
- Chłopcy potrafią być okrutni, niesamowicie głupi i potrafią cię dogłębnie zranić. Nie oznacza to, że taki głupi chłopiec nie może stać się dobrym, pewnym siebie mężczyzną – zawahała się i zagryzła wargi. – On nadal jest chłopcem. I nadal bywa okrutny. Jesteś moją przyjaciółką i nie chciałabym, żeby właśnie ciebie ranił.
Lily skinęła głową, udobruchana.
- Dziękuję.
- Nie bój się tworzyć nowych szczęśliwych wspomnień.
- Tobie łatwo mówić – Lily zaśmiała się, wskazując różdżką przeciwległy koniec komnaty. – To nie na mnie skupia się pożądliwy wzrok wilkołaka.
Ostatnie słowa wyszeptała, ale i tak Mia spojrzała na przyjaciółkę ostrzegawczo.
- Nie martw się. Znam sekret Remusa od lat. O czymś świadczy fakt, że się do tej pory nie zdradziłam, prawda?
- Jestem ci za to wdzięczna. Za dochowanie jego tajemnicy, a nie nazywanie jego spojrzenia pożądliwym – Mia zachichotała, ale odwróciła się do swojego chłopaka, który właśnie wpatrywał się w jej plecy intensywnym wzrokiem.
- Idź – Lily jawnie się z niej śmiała. – Pomóż Remusowi znaleźć szczęśliwe wspomnienie.
- Jesteś okropna – Mia wywróciła oczami.
- Już prawie załapałem, o co chodzi – powiedział do niej Remus, kiedy się zbliżyła. Skupił swoją uwagę na czubku swojej różdżki, gdzie wielkim wysiłkiem utrzymywał srebrny dym.
Mia uśmiechnęła się kokieteryjnie.
- Myślisz o czymś szczęśliwym?
- Nie mogę mieć zbyt szczęśliwych myśli, skoro Rogacz siedzi niedaleko – chłopak wskazał dłonią Jamesa, który w tym momencie pocieszał niezadowolonego Syriusza. Black nadal miał kwaśną minę i ramiona założone na piersi.
- Czego dotyczą twoje szczęśliwe myśli? – Zapytała, oplatając ramieniem jego szczupłe plecy. Wtuliła policzek w jego wystającą łopatkę i głęboko wciągnęła nosem aromat świeżo ściętej trawy i pergaminu. Ten zapach ją uspokajał, uziemiał ją i była niemal pewna, że udałoby się jej wywołać cielesnego Patronusa skupiając się wyłącznie na nim.
- Szczęśliwe myśli? Stacja w Hogsmeade, las za moim domem – zaczął wyliczać Remus. – Schowek na miotły. Schowki na miotły czynią mnie bardzo szczęśliwym.
Uderzyła go otwartą dłonią w ramię.
- Szczęśliwe myśli, a nie frustrujące.
Odwrócił się do niej i zamknął ją w swoich ramionach, nic sobie nie robiąc z jej rumieńca.
- Czyżby panienka była sfrustrowana, panno Potter?
- Nie ma pan pojęcia, jak bardzo, panie Lupin. A teraz przestań ze mną flirtować. Wywołaj Patronusa. Skup się na czymś mniej ekscytującym, na czymś ze swojej przeszłości – uśmiechnęła się do niego i odsunęła się.
- Łatwo powiedzieć – odpowiedział cicho i spojrzał przed siebie. – Expecto Patronus!
Tym razem, w przeciwieństwie do smug siwego dymu, który produkowali pozostali uczniowie, z różdżki wystrzelił srebrny wilk, który następnie obszedł dostojnym krokiem komnatę i usiadł przed grupą.
- Wow!
- Widzieliście, co zrobił Lupin?
- Niesamowite!
- To… Wilk – powiedział Remus, jednocześnie zachwycony i spięty.
- Patronus przyjmuje kształt tego, kim w głębi duszy jesteśmy. Tego, co w nas najczystsze – Mia położyła dłoń na jego ramieniu i obserwowała, jak próbował przełknąć to, co właśnie powiedziała, podobnie jak starał się pogodzić z widokiem siedzącego przed nimi wilka. – Właśnie tym jesteś, Remusie.
- To nieprawda – potrząsnął głową i schował różdżkę. Wilk zniknął.
- Jesteś wilkiem w taki sam sposób, w jaki ja jestem lisem. Podejrzewam, że Patronusy Jamesa i Syriusza też przyjmą korelujące z nimi postaci. Przestań rozróżniać między sobą i Lunatykiem – błagała. Ujęła jego twarz w jego dłonie i spojrzała głęboko w jego zielone oczy. – Kocham czarodzieja i wilka.
- A ja kocham czarownicę i lisa – odpowiedział z uśmiechem, który jednak wyglądał na nieco wymuszony.
- Tylko nie próbuj nazywać mnie Liskiem – skradła mu całusa.
- Tylko nie próbuj mi odmawiać, kiedy zaproszę cię na halloweenowy bal w przyszły tygodniu – skontrował.
- Pod jednym warunkiem. Po zabawie wrócimy tutaj.
- Tutaj? – Remus uniósł brew. – Chcesz potrenować ze swoim chłopakiem?
- Ta komnata może stać się tym, czym chcemy – przełknęła głośno ślinę i posłała mu poważne, gorące spojrzenie.
Remus kiwnął głową, a na jego wargach pojawił się wąski, nerwowy uśmiech. Mia praktycznie widziała tryby obracające się w jego głowie.
- Przestań! Słyszę twoje brudne myśli!
- Jakbym ja nigdy nie słyszał twoich. Jedynym powodem, dla którego nie muszę cię powstrzymywać od nadmiernego myślenia nad sytuacją, w której się znajdujemy jest to, że sama się powstrzymujesz od tego wśród ludzi. Zamęczasz się analizowaniem wszystkiego w samotności, a później rzucasz takimi pomysłami i mój nieprzygotowany umysł musi sobie z nimi radzić – powiedział ze śmiechem.
- Lubię, jak się rumienisz, kochanie – Mia uśmiechnęła się słodko. – Z którego wspomnienia skorzystałeś? Żeby wywołać Patronusa.
- Myślałem o rzece. O tym dniu, który spędziliśmy w sadzie, wszyscy razem. Idealny dzień z przyjaciółmi – odetchnął spokojnie i objął jej ramiona. – O tobie w kostiumie kąpielowym. Wszyscy byli tamtego dnia szczęśliwi.
- To był bardzo udany dzień.
- Zdradzę ci coś jeszcze. Syriusz podsłuchiwał, o czym rozmawiałyście, kiedy się przebierałyście. Przyznałaś wtedy dziewczynom, że to właśnie ja ci się podobam – zaśmiał się i wzmocnił uścisk, kiedy próbowała się wyrwać.
Posłała Syriuszowi mordercze spojrzenie.
- Zabiję go.
wWwWwWwWwWwWwWw
31 października 1975
Wielowarstwowa, liliowa suknia Mii otulała miękko jej długie nogi. Gorset był lekki i delikatnie przylegał do ciała, cieniutkie paski trzymające go na miejscu odkrywały dużo opalonej, złotej skóry na jej ramionach. Włosy miała luźno rozpuszczone – inaczej, niż podczas jej oryginalnej linii czasowej i Balu Bożonarodzeniowego na jej czwartym roku – wpięła w nie wyłącznie złoty grzebień wysadzany rubinami. Remus uwielbiał, kiedy jej włosy wiły się dziko na jej głowie i wspominał czasami, że czuje się wspaniale, zagłębiając swoje dłonie głęboko w jej loki. Dlatego nie zdecydowała się na wyprostowanie i upięcie ich wysoko.
Zeszła schodami z dormitorium i uśmiechnęła się na widok swoich chłopców czekających w Pokoju Wspólnym. Syriusza, oczywiście, nie było. Jak w każdy piątek w tym miesiącu, miał szlaban z profesorem Higgsem – pisał zdania, czyścił tablice, nawet zdarzyło mu się polerować kolekcję butów nauczyciela. Słysząc kroki na schodach, James i Remus obejrzeli się za siebie.
- Na Merlina – szepnął wilkołak.
Jego spojrzenie parzyło odsłoniętą skórę. Była pewna, że gdyby oderwała od niego wzrok i rzuciła okiem na siebie, zauważyłaby ślady poparzeń wszędzie tam, gdzie przesuwało się jego spojrzenie. Zarumieniła się i prawie umknęło jej zdumione, pełne miłości spojrzenie Jamesa, który gapił się na coś za jej plecami.
Odwróciła się i uśmiechnęła do Lily, mającej na sobie suknię w głębokim odcieniu szmaragdowej zieleni, idealnie pasują do koloru jej oczu. Jej długie, rude włosy zakręciła w grube loki i związała po jednej stronie głowy złotą wstążką.
- Zobaczymy się na dole – powiedziała Lily i razem z Mary opuściła Pokój Wspólny.
James tylko za nią spoglądał.
- Naprawdę jej nie obrazisz? Nie zawstydzisz jej, ponieważ pięknie wygląda? – Zapytała Mia, a Jamie tylko pokręcił przecząco głową, wpatrując się w portret, który strzegł wejścia do Wieży Gryfonów. – Jamie? Nie pójdziesz za nią i nie powiesz jej, jak śliczna jest dzisiaj?
- Nie mam słów, żeby to opisać – szepnął. – Powinien jej to powiedzieć jakiś poeta.
Remus tylko jęknął i wymierzył przyjacielowi kuksańca w żebra.
- Stary, daj sobie spokój. Stawiasz za wysoko poprzeczkę – chwycił Mię i objął ją w pasie. – Moja kochana czarownico, wyglądasz kwitnąco. Liliowy to zdecydowanie twój kolor.
Uśmiech Mii zniknął na chwilę, kiedy przypomniała sobie, jak przez moment tańczyła z Remusem na weselu Billa i Fleur. Miała na sobie inną liliową sukienkę i usłyszała od niego podobne słowa. Zaczęła się zastanawiać, czy tego dnia nie wybrała sukni w tym kolorze z powodu niejasnego wspomnienia.
Westchnęła drżąco i uśmiech wrócił na jej wargi. Wypchnęła ze swojego umysłu przeszłość (lub przyszłość, w zależności od tego, jak na to patrzeć) i skupiła się na swoim chłopaku.
- A ty, mój przystojny czarodzieju – pocałowała go w policzek, - wyglądasz w tych szatach cudownie.
James wymownie przeczyścił gardło.
Mia wywróciła oczami.
- Jamie, ty jesteś chodzącą definicją szyku i elegancji – zaśmiała się, a James pojaśniał z zachwytu. – Gdybyś nie był moim bratem…
- Fuj – chłopak wzdrygnął się i odsunął od niej, jakby była trędowata.
Mia zachichotała i ukryła twarz w ramieniu Remusa.
- Zawsze powiesz coś takiego, co zniszczy atmosferę – James podszedł do kanapy i podniósł coś z poduszki.
- Z kim idziesz na bal, Jamie? – Zapytała Mia, tuląc się do Remusa, zachwycając się ciepłem jego ramion.
- Z nikim. Taki ze mnie jeleń, że nawet Peter przyprawił mi rogi i zaprosił jakąś Puchonkę.
Remus i Mia jęknęli, słysząc kolejny żart Jamesa odnoszący się do ich sekretu.
- To było zabawne – zauważył i wrócił do przyjaciół, niosąc w dłoniach dużą butelkę. Zaklęciem wezwał trzy szklaneczki, do tej pory ukryte za wygodnym fotelem. – Z pozdrowieniami od Łapy, który będzie nam towarzyszył wyłącznie duchem.
Mia tylko potrząsnęła głową, ale przyjęła od brata szklaneczkę pełną whisky.
- Tylko Syriusz może spowodować problemy, nawet nie będąc z nami. I nadal nie mogę zrozumieć, jak on może to pić – powiedziała, ale przechyliła drinka i jednym łykiem opróżniła szklaneczkę. Poczuła, jak płyn pali jej gardło, dociera do żołądka i rozgrzewa ją od środka.
- Będzie łatwiej to przełknąć, jak już wleję całą butelkę do ponczu.
- Nie zrobisz tego – Mia szeroko otworzyła oczy.
- Jestem zobowiązany przysięgą Huncwotów, żeby spowodować jak najwięcej szkód w imieniu nieobecnego przyjaciela – James wzruszył ramionami, po czym poklepał Remusa po plecach. – Nie bój się, mój perfekcyjny przyjacielu-prefekcie. Postaram się, żebyś nie widział, jak dolewam alkoholu do ponczu. Twoja reputacja pozostanie nietknięta.
- Niestety, twoja reputacja nigdy nie zostanie tknięta – odpowiedział Lupin z gorzkim uśmiechem. – Jeśli zobaczy cię Lily, urwie ci jaja.
- Jeśli to ma sprawić, że obudzę się obok Evans, to uważam, że będzie tego warte – Jamie tylko w sugestywny sposób poruszył brwiami i opuścił Pokój Wspólny z butelką ukrytą w szatach.
Remus zachichotał.
- Czy to już hipokryzja, skoro mam nadzieję, że mu się uda? Biedna Lily.
- Nie uda mu się. Jeszcze nie.
Uśmiechnął się i zagłębił nos w jej włosy. Ustami przylgnął do miękkiej skóry jej szyi i zadrżał.
- Naprawdę wyglądasz cudownie.
Mia zadygotała. Przeczuwała, że rano zostanie z niej kupka popiołów, bo jego żar ją spopieli. Kiedy jego wargi dotknęły skóry jej szyi, whisky w jej żołądku zapłonęła żywym ogniem. Kiedy Remus warknął prosto w jej skórę, poczuła, że płomienie stały się jeszcze gorętsze. Zaczerwieniła się, kiedy zdała sobie sprawę, że musiał ją wyczuć.
- Chcesz opuścić zabawę? – Zapytała i poczuła, jak znieruchomiał. Wiedziała, że próbował się uspokoić.
Jego oczy błysnęły złotem.
- Nie. Ty… Wyglądasz pięknie, pachniesz pięknie… A ja potrzebuję specjalnego ponczu Jamesa, żeby chociaż na chwilę ogłupić moje pierwotne instynkty – pochylił się nad nią i pocałował ją w policzek. – I chcę, żeby cały Hogwart mógł się przekonać, jaką mam piękną czarownicę.
wWwWwWwWwWwWwWw
Kiedy dotarli do Wielkiej Sali, ich oczom ukazał się widok równo ustawionych wydrążonych dyni. Jak zwykle, w powietrzu unosiły się zapalone świece. Fatalne Jędze nie grały tym razem – z tego, co Mia wiedziała, jeszcze się nie urodziły – ale w kącie komnaty ulokował się przyjemny zespół instrumentalny.
Zanim miała okazję się zastanowić, czy Remus poprosi ją do tańca, chłopak chwycił ją w talii i porwał na parkiet, zaczynając bujać się w rytm muzyki. Zaśmiała się, myśląc, że był to bardzo odważny ruch i cały czas uśmiechała, kiedy jedną dłoń położył na jej plecach, a drugą splótł z jej palcami. Gdy ich spojrzenia się spotkały, uniósł ich połączone ręce do swoich ust i lekko ucałował jej kosteczki. Zamknęła oczy, zastanawiając się, dlaczego całe życie nie mogło być tak piękne, jak ten moment.
- Nie chciałabym być niemiła – powiedziała zbliżająca się do nich Lily. – Ale teraz my musimy zatańczyć.
Wskazała dłonią siebie i Remusa, po czym uśmiechnęła przepraszająco do Mii.
- Pomysł profesora Dumbledore'a. Najpierw tańczyli Prefekci Naczelni, a następnie wszyscy prefekci.
- Bawcie się dobrze. Ja postaram się znaleźć Jamiego i nie dopuścić, żeby wpadł w tarapaty – zaśmiała się Mia, a Lily tylko wywróciła oczami i chwyciła dłoń Lupina.
Mia powoli ruszyła pomiędzy stołami rozstawionymi na obrzeżach parkietu. Widziała przytulonych Alice i Franka, bujających się lekko w rytm muzyki. Mary pławiła się w podziwie kilku Puchonów, którzy mieli nadzieję na kolejny taniec. Obok niej stali Otto Bagman i Davey Gudgeon, który jedno oko miał zakryte przepaską po tym, jak kilka dni wcześniej podszedł zbyt blisko Wierzby Bijącej.
Alecto Carrow wisiała na ramieniu Mulcibera, ale brakowało Amycusa – podobnie jak Syriuszowi, zakazano mu uczestnictwa w zabawie po tym, jak profesor Sprout złapała go na rzucaniu klątwy na ucznia trzeciego roku. Elora Zabini właśnie wysłuchiwała wykładu profesor McGonagall po tym, jak została przyłapana na obściskiwaniu się na zabawie z Adrianem Abbotem, swoim trzecim chłopakiem. Nadal miała na sobie medalion, który dostała od poprzedniego adoratora, a który w tym momencie leczył złamaną rękę. Kontuzji doznał podczas treningu Quidditcha, kiedy ktoś przeklął jego miotłę.
Snape siedział samotnie w kącie i gapił się z nienawiścią na parkiet, gdzie Remus właśnie szepnął coś do ucha Lily. Dziewczyna odchyliła głowę i wybuchła głośnym śmiechem. Mia tylko się uśmiechnęła, wiedząc doskonale, że ci dwoje byli wyłącznie przyjaciółmi, ale pełna złości mina Snape'a kazała jej zboczyć z obranego kursu, wiodącego ku Jamesowi, który stał niebezpiecznie blisko misy z ponczem.
- Poprosisz ją do tańca? – Zapytała Snape'a.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
- Naprawdę? Nie potrafisz mi odpowiedzieć, nie patrząc na nią. Nie masz prawa siedzieć w kącie i użalać się, że ona nie jest z tobą, skoro nawet nie masz odwagi poprosić jej do tańca.
- To nie zazdrość sprawia, że jestem wściekły – Snape spojrzał na nią. – Lily ma prawo tańczyć z kimkolwiek chce. Mam jednak problem z tym, że tańczy z… Czymkolwiek chce.
Spojrzenie Mii pociemniało, a przez jej twarz przebiegł skurcz.
- Na twoim miejscu, uważałabym na słowa, Snape. Nie widzę przeciwwskazań, żeby znowu nie pokaleczyć twojej brzydkiej buźki.
Poczuła, że ktoś ciągnie ją za rękę, odwróciła się instynktownie i uderzyła w coś twardego. Spojrzała w górę i zobaczyła rozbawione oczy Syriusza, który już ciągnął ją na parkiet.
- Przepraszam, ale wyglądałaś tak, jakbyś potrzebowała ratunku od Smarkerusa – parsknął śmiechem. – Nie chciałbym być świadkiem, jak tłuszcz z jego włosów zabrudził twoją piękną suknię.
Mia zaśmiała się i ironicznie skłoniła głowę.
- Co tu robisz? Będziesz miał kłopoty.
- Przyszedłem zatańczyć z najpiękniejszą dziewczyną w Hogwarcie. Ale widzę, że towarzystwa dotrzymuje jej Remus, więc zadowolę się tobą – prychnął, kiedy uderzyła go lekko w ramię. – Naprawdę wierzyłaś, że to przegapię? Nie mogę zostać długo. Prawie skończyłem pisać tysięczną linijkę zdania „Nie będę się uczył od głupich węży".
- Nie zrobiłeś tego? – Mia zachłysnęła się własnym oddechem.
- Przecież on tego w ogóle nie przeczyta – Syriusz wywrócił oczami. – Czyżbym wyczuwał whisky? Rogaczowi się udało?
- Nie. A może tak… - Przyznała, patrząc na brata, który właśnie wychylił ogromną szklanicę ponczu i jakby nigdy nic, zniknął w tłumie. – Napiliśmy się przed zabawą.
- Słodka, kochana, mała Mia pije whisky i bzyka wilkołaki – Syriusz wydął wargi i okręcił ją w miejscu. – Do czego zmierza ten świat?
- Co? My… Ja nigdy… My nigdy…
- Tylko się z tobą przekomarzam, kochanie – parsknął śmiechem. – Ładnie się rumienisz.
Mia zmarszczyła brwi.
- Syriuszu…
- Mam swoje momenty, wiesz – kontynuował, ignorując wyraz jej twarzy. – Momenty, w których myślę „Jak mogłem to tak spierdolić?". Momenty, kiedy widzę, jak na niego patrzysz i zastanawiam się, czy na mnie też byś tak patrzyła.
- Patrzyłam – przyznała ze smutkiem. – Ale ty uciekłeś, a ja już wtedy ci mówiłam, że nie będę na ciebie czekać.
- Cieszę się, że nie czekałaś. Ty jesteś szczęśliwa, on jest szczęśliwy. Jak mogę być o coś takiego zły? Zazdrosny, jak najbardziej – wyznał z łobuzerskim uśmiechem. – Dlatego zająłem ci chwilę twojego cennego czasu. Jestem odrobinkę samolubny. Potrzebowałem jednego krótkiego tańca, żeby karmić się nim latami.
- A jeśli będziesz potrzebował kolejnego zastrzyku energii? – Zapytała, zaniepokojona.
- Kotku, nie uczę się Wróżbiarstwa. Biorąc pod uwagę twoją rekomendację, ominąłem szerokim łukiem zajęcia, które mogłyby mi powiedzieć, jak to wszystko się skończy.
Mia wywróciła oczami.
- Wróżbiarstwo to bzdura.
- I tutaj właśnie są te pazurki, które wszyscy kochamy.
- Przeszkadzam? – Odezwał się Remus, stojący za Mią. Dziewczyna próbowała odsunąć się od Syriusza, ale on tylko wzmocnił uścisk i przechylił ją do tyłu.
- Luniaczku, wyglądasz przystojnie i ujmująco. Masz ochotę się wtrącić? – Zapytał Syriusz, stawiając Mię na nogi. – Ta mała wiedźma nie potrafi dotrzymać mi tempa.
- Postaram się, Łapo – odpowiedział Lupin z uśmiechem.
Black sięgnął po jedną ze szklanek, które trzymał Remus i szybko wypił jej zawartość. Zaśmiał się radośnie.
- Oj, Rogaczu! Chłopak wlał tu całą butelkę. Napijcie się teraz, zanim McGonagall się do tego dorwie. A teraz, skoro już nacieszyliście się moją obecnością, muszę uciekać. Mam bardzo mało czasu i profesora Obrony do ogarnięcia.
Mia obserwowała, jak Syriusz wymyka się z Wielkiej Sali, po czym odwróciła się do Remusa, który z grymasem dopijał to, co James umieszał w misie z ponczem.
- Miał rację, okropieństwo – zamrugał ze zdziwieniem oczami i podał szklankę czarownicy, żeby sama się o tym przekonała. Mia zakaszlała z niesmakiem.
Po chwili zaśmiała się i ruszyła razem z Remusem przez parkiet w kierunku misy z ponczem, w pobliżu której już zbierała się spora grupa uczniów.
- Lepiej pójść za jego radą i napić się, zanim będzie za późno.
Dwie piosenki później dostrzegła Jamesa, stojącego w kącie Wielkiej Sali razem z wściekłą Lily, która wrzeszczała na chłopaka, wskazując dłońmi misę z ponczem. James uniósł dłonie w geście niewinności, ale Lily tylko złapała za kołnierz jego szaty i zaczęła go ciągnąć w kierunku profesor McGonagall.
- To nasz znak, żeby się wymknąć – powiedziała Mia i pociągnęła Remusa w kierunku wyjścia, zanim Jamie, w stanie upojenia alkoholowego, przyznał, że oboje doskonale wiedzieli o jego planie.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
Chichocząc, głównie dzięki wpływowi whisky, Mia i Remus biegli korytarzami Hogwartu, kierując się na siódme piętro, ku gobelinowi z Barnabaszem Bzikiem.
Zanim Mia miała okazję wywołać Pokój Życzeń, Remus przygwoździł ją do ściany i opuścił wargi na jej usta. Był gorący, miękki i smakował cytrusami, cukrem i whisky. Mia przylgnęła do niego bez wahania i zadrżała, kiedy poczuła jego dłoń na swoim biodrze. Chłopak uniósł jej nogę i założył ją za swoje udo.
- Komnata – zajęczała w jego usta.
- Co? – Odpowiedział Remus w przerwach między całowaniem jej.
- Komnata, Remusie – odsunęła się od niego z żalem. – Muszę wywołać Komnatę Potrzeby.
- Pieprzyć Komnatę – warknął, oderwał się od jej warg i zaczął ssać wrażliwe miejsce za jej uchem. Miauknęła cicho i Remus zachichotał mrocznie. Przeniósł usta w inne miejsce i ponownie został nagrodzony tym dźwiękiem.
- Remusie – jęknęła, a on natychmiast przeniósł wargi na jej usta i złapał oddech, na którym wypowiadała jego imię. Wolną rękę zanurzył w jej włosy i odchylił jej głowę, żeby pogłębić pocałunek. Drugą ręką lekko wodził po jej biodrach otulonych miękkim jedwabiem.
Mia zagryzła zęby na jego dolnej wardze, a jego głębokie warknięcie poruszyło coś w jej ciele i duszy. Poczuła, jak ciepło rozchodzi się po jej skórze, począwszy od policzków, przez skórę piersi, brzucha, kończąc na wewnętrznej stronie ud. Coś w jej żołądku zaczęło się skręcać i budować. Odepchnęła od siebie potrzebę poczucia ruchu głęboko w sobie.
- Remusie, musimy przestać.
Chłopak natychmiast ją puścił i spojrzał na nią z niepokojem.
- Zrobiłem coś nie tak?
Mia wypuściła z płuc drżący oddech.
- Na Merlinia, nie. Było zbyt dobrze. Ale nie ma szans, żeby ten idealny wieczór został zepsuty przez Filcha, który złapie nas na tej konkretnej aktywności przy ścianie.
Remus zbladł, gdy dotarło do niego słowo „aktywności", a Mia zaczerwieniła się.
- Rozumiem – skinął głową, a jego pewność siebie gdzieś zniknęła.
- Ufasz mi? – Zapytała po przedłużającej się chwili milczenia.
Ponownie kiwnął głową.
- Oczywiście, że tak. A czy ty ufasz mnie?
- Całym moim życiem – pocałowała go, po czym ze skupionym wyrazem twarzy, zaczęła przechadzać się przed kamienną ścianą.
