Od tłumaczki: Chcąc, nie chcąc, chyba zmierzam do tego, że te rozdziały będą dodawane w soboty. W ciągu tygodnia nagle się okazuje, że czasu mi nie wystarczy na podstawowe rzeczy, takie jak odpalenie komputera… Na razie umówmy się na jeden rozdział w tygodniu. Jeśli dam radę, będzie to wtorek. Jeśli nie – na pewno zostaniecie powiadomieni mailowo o wrzuceniu nowego rozdziału na stronę.

Małe ostrzeżenie (chociaż prawdopodobnie sami się zorientowaliście po końcówce poprzedniego rozdziału): ten bez wątpienia podpada pod kategorię M. Nie jest może bardzo obrazowy – mówimy o Remusie, nie o Syriuszu – ale działa na wyobraźnię. Miłego czytania, do zobaczenia w przyszłym tygodniu.

ROZDZIAŁ 42 – ŚWIATŁO KSIĘŻYCA

31 października 1975

- Nie rozumiem – powiedział Remus, wchodząc do Pokoju Życzeń, który nie wyglądał już jak zwykła sala, ale bardziej jak obrzeża Zakazanego Lasu. Wszystko wydawało się realne: zapach trawy, która uginała się pod jego stopami, wiatr poruszający liśćmi drzew, światło księżyca, odbijające się od spokojnej tafli Czarnego Jeziora.

Księżyca?!

Remus głęboko wciągnął powietrze i spojrzał w górę. Na nocnym niebie królował największy, najjaśniejszy księżyc w pełni, jaki kiedykolwiek widział swoimi ludzkimi oczami. Coś zacisnęło się w jego piersi, przymknął powieki, czekając na nadejście rozdzierającego bólu, ale zamiast niego poczuł miękkość i ciepło, których nie czuł nigdy podczas transformacji.

- Kochany, spójrz na mnie.

Otworzył oczy, nadal ciężko oddychając. Jej tęczówki były mieszanką czekolady i bursztynu, ale bez trudu odczytywał w nich miłość. Jej delikatne dłonie spoczęły na jego policzkach i przyciągnęły jego głowę do siebie. Wtedy Mia pocałowała go, a w tym pocałunku zawierała się obietnica spełnienia, słodka i subtelna.

Ponownie spojrzał w niebo i dopiero wtedy uświadomił sobie, że nadal się trzęsie, że mocno trzyma jej ramię, żeby zakotwiczyć się w tej chwili.

- Nie rozumiem. Mia, jak ci się to udało?

- Tutaj trenowałam, żeby zostać Animagiem – wyjaśniła. – Poprosiłam Pokój Życzeń, żeby dał mi miejsce w lesie. Takie miejsce, w którym będę mogła patrzeć na drzewa, gdzie poczuję ziemię pod stopami i zapach powietrza w nozdrzach. Miejsce, z którego dojrzę Wrzeszczącą Chatę…

Wskazała dłonią zarys obskurnego budynku.

- Poprosiłam też o najjaśniejszy księżyc w pełni – kontynuowała, ale w jej oczach zabłysło poczucie winy. Nie chciała, żeby się przestraszył, ale coś w jej spojrzeniu mówiło Remusowi, że się tego spodziewała. – Podczas treningu chciałam tego poczucia wspólnoty z tobą. Chciałam, żeby coś mi przypominało, dlaczego to robię.

- Dlaczego ja…

- Nie przechodzisz przemiany? To nie jest prawdziwy księżyc.

- Dlaczego mnie tu przyprowadziłaś? – Zapytał, skupiony na srebrzystej kuli na niebie.

- Ja… - Zawahała się. – Chciałam ci coś dać. Chciałam, żebyś to zobaczył swoimi pięknymi, zielonymi oczami.

Powiodła palcem po jego szczęce, wspięła się na palce i ponownie go pocałowała, łagodnie, z miłością.

Zamknął oczy i pozwolił, żeby obmyło go światło księżyca – nieważne, czy prawdziwego, czy nie – kąpał się w nim razem z dziewczyną, którą trzymał w ramionach. Odwrócił uwagę od jasnego nieba, nadal nie do końca pewny, co Mia chciała osiągnąć, ale wdzięczny mimo wszystko. Poczuł nagłą potrzebę, żeby się jej odwdzięczyć.

Pocałował ją powoli, głęboko. Przesuwał swoje dłonie po jedwabnej sukni, która okrywała szczupłą talię, kształtne pośladki i jędrne biodra. I chociaż jego dotyk przekazywał wyłącznie szacunek, chciał jej dotknąć bardziej intymnie.

Zareagowała na jego pieszczoty. Uniosła swoje drobne dłonie do zapięcia jego szat. Rozpięła je i zaczęła zsuwać z jego ramion, co sprawiło, że Remus odsunął się od niej i spojrzał na nią z pytaniem w oczach.

- Tutaj?

- Nie ma lepszego miejsca – przyznała, uśmiechając się do niego nerwowo, z lekkim odcieniem zawstydzenia. – Ty, ja, niebo i ziemia.

Remus, nadal trzymając ją w ramionach, odchylił jej ciało do tyłu, podobnie jak Syriusz zrobił to podczas tańca, ale on uśmiechnął się do niej słodko, w przeciwieństwie do aroganckiego uśmieszku, który rzucił jej Black. I zamiast przyciągnąć ją z powrotem do siebie, jak to uczynił Syriusz, Remus położył ją na miękkiej trawie. Klęknął obok niej, założył lok jej gęstych włosów za ucho i zapatrzył się na nią, oblaną światłem księżyca. Chciał wypalić ten obraz w swojej pamięci, bo wiedział, że więcej jej nie zobaczy w takiej scenerii. Na pewno nie ludzkimi oczami.

- Straciłabyś do mnie szacunek, gdybym ci powiedział, że się boję? – Zmarszczył brwi, a w jego oczach zagościło zmartwienie. Była taka drobna, kiedy leżała obok niego, pod nim, kiedy pochylił się, żeby złożyć pocałunek na jej policzku. Była taka delikatna, taka ulotna. Taka łatwa do pokochania.

Odpowiedziała słowami, które powtarzała mu od lat.

- Ja się ciebie nie boję. Jestem trochę wystraszona, ale to nie ciebie się obawiam.

Drżała, więc Remus poczuł natychmiastową potrzebę ukojenia jej. Pocałował ją i wsłuchał się w galopujący rytm jej serca, gdy powoli się uspokajała. Odsunął się od niej, niepewny, co powinien teraz zrobić. Nie spodziewał się, że będzie kiedykolwiek w stanie uprawiać seks, więc gdy tylko Syriusz i James zaczynali o tym rozmawiać, skupiał się na czymś innym.

- „Księżyc to nie drzwi przecież" – Mia uśmiechnęła się, gładząc jego twarz palcami. – „Tylko twarz własna…"

- „Blada jak pięść człowiecza" – dokończył Remus, czując, jak jej dotyk i jej słowa zaczynają rozpalać ogień w jego duszy i ciele. – „Gniewnie zaciśnięta". Sylvia Plath.

- Mugolka czy czarownica?

- A czy to ważne?

Jego wargi spadły na jej usta, zachłanne i spragnione, rozpalając na nowo ten sam ogień, który spalał ich przy ścianie, na korytarzu przed Pokojem Życzeń. Zsunęła szaty z jego ramion i powoli odpinała guziki jego koszuli – miała z tym ogromny problem, bo nie pozwalał jej się skupić, ciągle ją całując. W końcu odsłoniła pokryte bliznami ciało.

Zawahał się, kiedy lekko się odsunęła, próbując wyciągnąć z rękawów koszuli jego ramiona. Ale wtedy dotknęła jednej z blizn, która ciągnęła się wzdłuż jego żeber. Musiał zamknąć oczy, bo był pewien, że dojrzy w jej spojrzeniu obrzydzenie. Dlatego nie był przygotowany na to, że po dłoniach przyjdzie czas, żeby ustami dotknąć tej samej blizny. I właśnie ten dotyk obudził w nim coś pierwotnego – coś nowego, ale jakby znajomego.

Nagle znalazł się tuż nad nią, kolano wciskając między jej nogi. Oddychał jej zapachem, który doprowadzał wilka na skraj zdrowych zmysłów. Jej aromat był tak intensywny, że smakował go swoim językiem. Pachniała jak las po rzęsistej ulewie. Smakowała jak miód i coś, czego nie był w stanie nazwać, ale co płonęło nadzieją w jego duszy.

Pochylił się nad nią i jeszcze raz ją pocałował. Próbował sobie przypomnieć jej smak, kiedy nagle znalazł się on dokładnie na czubku jego języka. Odsunął się od niej.

- Smakujesz jak wschód słońca – szepnął.

Jego erekcja tylko się wzmogła, kiedy spojrzała na niego ciężkim spojrzeniem, spod wpół przymkniętych powiek.

- Smakujesz jak blask księżyca – odpowiedziała.

I nagle nie był w stanie powstrzymywać wilka.

Jeszcze raz pozwolił swoim wargom złapać jej delikatne usta w mocnym, prawie brutalnym pocałunku. Dłonią sięgnął do jej kostek i powiódł palcami po jej wrażliwej skórze aż do uda, które było doskonale widoczne w jasnym świetle księżyca. Jej jedwabna suknia skotłowała się na wysokości talii. Jego palce musnęły jej koronkową bieliznę i wślizgnęły pod nią. Pociągnął dłonią w dół w tym samym momencie, kiedy rozpięła mu spodnie. Nie chciał kończyć ich pocałunku, bo martwił się, że dojrzy w jej oczach strach i odrazę. Szamotali się, próbując pozbyć się ubrań, nie przerywając tego cudownego kontaktu ich ust. Remus działał instynktownie, każdy jego ruch był odpowiedzią na jej jęki, pomruki i okrzyki, których nie zdołała powstrzymać.

Klęknął między jej udami i w końcu na nią spojrzał, niemo pytając o pozwolenie. Starał się nie dopuszczać do siebie swoich zmartwień i strachu. Wiedział, że gdyby teraz w siebie zwątpił, ona uznałaby, że to z jej winy, a Remus przyznawał przed samym sobą, że nigdy nie poznał nikogo, kto byłby tak idealny, jak ona. Więc zachował dla siebie swoje wątpliwości i czekał cierpliwie, szukając w niej choćby odrobiny niechęci.

- Proszę – jęknęła niecierpliwie, a wilk zawył z radości w duszy chłopaka.

Jego ciało wiedziało, co ma robić, więc Remus pchnął mocno i usłyszał, jak głośno wciągnęła powietrze i ciasno się wokół niego zacisnęła.

Gwałtownie otworzył oczy, gdy uświadomił sobie, co się stało i spojrzał na nią, przerażony. Wiedział, jak to się skończy, ale w gorączce chwili nie pomyślał i teraz przeklinał siebie za swój popęd.

Zesztywniała z bólu, a Remus odetchnął głęboko i spojrzeniem błagał o wybaczenie.

Nasze zadanie. Nasze zadanie, chronić ją. Nie sprawiać jej bólu.

Nigdy nie sprawić jej bólu.

- Ja… - Zakrztusił się, nie wiedząc, co powiedzieć.

- Twoja – ucięła Mia, powoli wypuszczając powietrze ze ściśniętych płuc.

Nie wiedział, o co jej chodzi, dopóki nie przypomniał sobie jej wcześniejszych słów: „Chciałam ci coś dać".

- Wasza – poprawiła się, dotykając jego klatki piersiowej.

Wilk zgodził się z nią. Nasza.

Zatopił się w jej oczach, które wyrażały wyłącznie miłość i akceptację, i pozwolił, żeby zalała go fala emocji. Dziewczyna, która leżała pod nim, okryta jedwabiem i światłem księżyca, kochała go – kochała Remusa i akceptowała wilka. Dała mu wszystko, o czym myślał, że na to nie zasługuje i wiele więcej. Był zaszczycony, że uznała go godnym przeżycia tej chwili, tego boleśnie pięknego momentu, kiedy kąpał się w blasku księżyca, będąc bardziej człowiekiem niż potworem.

Pachniała jak ulewa w lesie, była niebiańsko piękna, smakowała jak miód, jak wschód słońca… Jak coś, czego nie był w stanie nazwać, ale smakowało fantastycznie.

Poczuł, jak dochodzi i złapał krzyk rozkoszy własnymi ustami. Spijał z nich uniesienie do momentu, kiedy poczuł, jak sam osiąga szczyt.

Warknął prosto w jej gorące wargi. Zadrżał, kiedy go pocałowała. Potem pozwolił sobie opaść w jej ramiona.

Była idealna. Absolutnie, nieskończenie, całkowicie idealna.

Prawie, jęknął głos gdzieś z tyłu jego głowy.

Prawie idealna.

Nie do końca.

Ale żeby być całkowicie pewnym, po paru minutach, kiedy wróciły mu siły, Remus spróbował jeszcze raz.

wWwWwWwWwWwWwWw

Mijały godziny, a fałszywy księżyc wisiał w tym samym miejscu, oświetlając ich pokryte potem, nagie ciała.

- To było… - zaczęła Mia słabym głosem. Całe jej ciało wibrowało od nadmiaru bodźców. Była nieco obolała.

- Tak, zdecydowanie – wydyszał Remus prosto w jej obojczyk. Odetchnął i odsunął się od niej, żeby poleżeć na plecach.

- Wow.

- Naprawdę? – Uśmiechnął się do niej.

- Ty tak nie sądzisz? – Zmarszczyła brwi i wydęła nabrzmiałe od pocałunków wargi.

Nie spodziewała się, że ich pierwszy raz będzie taki dobry. Książki i strzępki rozmów, które docierały do niej podczas obu linii czasowych doprowadziły ją do wniosku, że pierwszy raz jest zwykle płytkim przeżyciem, zawodzącym człowieka. Wiedziała, że zarówno ona, jak i Remus mają w sobie pasję i seks będzie w przyszłości przyjemnym przeżyciem, ale nie spodziewała się, że po krótkim bólu nadejdzie taka satysfakcja.

- Nie! To znaczy, wow! Bardzo mi się podobało – zachichotał, cały czas starając się doprowadzić swój oddech do normalnego tempa. – Nie sądziłem, że tobie się tak bardzo spodoba.

- Bardzo mi się podobało – zaśmiała się razem z nim, ale śmiech po chwili ucichł i nastała między nimi napięta cisza.

- Ale? – Remus po chwili nie mógł znieść tego napięcia.

- Nie jestem ci przeznaczona – odpowiedziała automatycznie.

Rzucił jej przerażone spojrzenie.

- Skąd wiesz?

- Ty tego nie wiesz?

Zamyślił się.

- Chyba masz rację.

- Chyba?

- Niech ci będzie. Wiem, że masz rację. Nie chciałem cię zranić, przyznając to na głos.

- Dlaczego miałbyś mnie zranić? – Zmarszczyła brwi. Odwróciła się do niego tak, żeby patrzeć na niego, opierając się jednocześnie na jednym ramieniu. – Jeżeli coś nie jest przeznaczone, to nie jest przeznaczone. Koniec, kropka.

- Brzmisz jak ktoś, kto wierzy w bzdury z Wróżbiarstwa.

Chciała go zrugać, ale kilka minut temu krzyczała z rozkoszy z powodu tego, co robił jej Remus, więc sądziła, że to nie zadziała.

- Nieprawda. Wilkołaki mają swoje samice. To udowodnione naukowo.

- Nie jesteś zła?

- Ty jesteś?

- Trochę – przyznał.

Sięgnęła dłonią w jego kierunku i odgarnęła włosy z jego spoconego czoła.

- Dlaczego?

- Bo ja… - dotknął dłonią jej policzka.

Uśmiechnęła się.

- Też cię kocham, Remusie.

- Ja naprawdę cię kocham.

- Wiem o tym.

- I jesteś moją najlepszą przyjaciółką.

- Ty jesteś dla mnie kimś więcej – położyła się obok niego, zadowolona z tego, jak naturalnie przyszło mu ją objąć i złożyć na jej czole pocałunek. – Nie wiem, jak to określić. Jesteś… Mój.

Zabrzmiało to tak nieodwołalnie, że Remus musiał się zaśmiać.

- Należysz do mnie. Przynajmniej dopóki nie znajdziesz jej.

- A jeśli nigdy jej nie znajdę? – Zapytał po chwili.

- Znajdziesz – obiecała, a oczami duszy zobaczyła czarownicę o różowych włosach i błękitnowłosego chłopca.

- Nie wiesz tego, Mia. Wiesz w ogóle, jakie są szanse na to, żebym ją znalazł? Niskie. Bardzo niskie. Myślałem, że ty… - Westchnął ze smutkiem. – Zawsze byłaś dla mnie idealna. Nigdy się nie bałaś mnie dotykać. Założyłem, że to ty.

- Znajdziesz ją. Obiecuję.

- Nie żałujesz? – Zapytał z wahaniem.

- Oczywiście, że nie. Czuję się odrobinę winna, bo chcę to przeżyć jeszcze raz – zaśmiała się i powiodła palcami po jego żebrach. Był piękny i mogła się w niego wpatrywać całymi dniami.

Zamrugał oczami ze zdziwienia.

- Dlaczego masz się czuć winna?

- Nie wiem – skłamała. – Czuję się tak, jakbyś ją ze mną zdradzał.

Potrząsnął głową.

- Partnerkę, którą nie wiadomo, czy znajdę?

- Oczywiście, że ją znajdziesz. I co wtedy? Kim ja będę? Co ona sobie o mnie pomyśli? – Zapytała i nagle uderzyła w nią świadomość, że w przyszłości na Remusa rzeczywiście czeka partnerka. Tonks. Jego samica. Jego żona. Mia ukryła twarz w dłoniach. Przespała się z mężem Tonks!

Wstrząsnęła nią inna myśl. Remus – ten z przyszłości – musiał wiedzieć.

Tak działał czas. Tak właśnie napisał w swoim liście. Wszystko, co ona robiła, już się wydarzyło. To znaczyło, że wysyłając ją w przeszłość, starszy Remus doskonale wiedział, co się wydarzy. Wiedział, że podczas Halloween, na ich piątym roku, ona zabierze go do Pokoju Życzeń, gdzie będą się kochać w świetle księżyca. Wiedział, że zostanie jego dziewczyną, że zrodzi się między nimi miłość.

Nagle przypomniała sobie rozmowę, którą podsłuchała w Legowisku, tego dnia, kiedy mieli przywołać Syriusza zza Zasłony.

- „Wiesz, że cię kocham? – Zapytał z cichym zdumieniem.

- Tak, Remus, wiem, że mnie kochasz. Nigdy mnie nie zostawisz. Jestem twoją partnerką. Twoją samicą. Rozumiem"

Mia westchnęła cicho. Tonks o wszystkim wiedziała.

- Będziesz moją najlepszą przyjaciółką – Remus pocałował ją w skroń, nieświadomy jej wewnętrznego konfliktu. – Ty też jesteś moja, wiesz? Należysz do mnie. To tak jakbym ja był alfą, a ty moją betą.

Zaśmiała się i uspokoiła, słysząc jego słowa. Zawsze była szczęśliwa, kiedy mówił o wilku bez pogardy.

- A co z Syriuszem, Jamesem i Peterem?

- Też należą do watahy, ale… Ty jesteś dla mnie ważniejsza. Jest jakieś określenie na przeznaczonego tobie partnera, który nim w rzeczywistości nie jest?

- Poeta z ciebie – rozjaśniła się. – O kimś takim mówi się bratnia dusza.

- Tak. Jesteś moja. Jesteś moim sercem, ale nie… Moją duszą. Czy to ma sens? – Wiercił się z niepokojem, próbując ułożyć wygodnie przy jej ciele.

Skinęła głową. Remus był jej sercem. Tyle mogła przyznać.

- Jeśli spotkam swoją samicę, ona będzie musiała to zrozumieć. Jeżeli tego nie zrozumie, będzie to oznaczać tylko tyle, że nie jesteśmy sobie przeznaczeni.

- Nie czujesz się z tym źle? – Zapytała. – Nie uważasz, że powinieneś jej szukać?

- A po co? – Uniósł brew. – Czy znamy kogoś, kto rozpoczyna swój związek z myślą „Zamierzam poślubić właśnie tę osobę, a jeśli nie jest mi przeznaczona, to nie chcę nikogo"?

Mia roześmiała się głośno.

- Jamie.

- James to przypadek specjalny.

- Wolałbyś być taki, jak Syriusz? – Zmarszczyła brwi, nie potrafiąc wyobrazić sobie Remusa z reputacją Syriusza.

Remus westchnął z politowaniem.

- Nie ma czegoś bezpieczniejszego, pośredniego, między Jamesem i Syriuszem?

- Jest. Takie miejsce nazywa się „Remus".

- Nigdy się nie spodziewałem, że ktoś uzna mnie za swoje bezpieczne miejsce.

Pocałowała go lekko.

- Ty nigdy mnie nie skrzywdzisz – szepnęła.

- Powiedziałaś to tak, jakby ktoś inny mógł cię skrzywdzić – kiedy nie odpowiedziała, przyciągnął ją do siebie i przytulił. – Ja też nie jestem tobie przeznaczony.

Cień przemknął po jej twarzy, kiedy uświadomiła sobie, że to prawda.

- Nie.

- Ale wiesz, kto to jest?

Zirytowana pociągnęła nosem.

- Nie chcę o nim rozmawiać, Remusie.

- On zrozumie. Na razie jest po prostu…

- Głupi? – Warknęła.

- Monumentalnie – zgodził się z nią. – Ale raczej chodziło mi o to, że jest niedojrzały. Syriusz musi dorosnąć. Ty zawsze byłaś dużo starsza mentalnie od nas wszystkich. Ja jestem inny, bo jestem chory i muszę sobie z tym radzić. James, Syriusz i Peter trzymają się cały czas swojego nieodpowiedzialnego dzieciństwa.

- Proszę, żebyś nigdy więcej nie wspominał mojego brata i Petera w momencie, kiedy jesteśmy nadzy.

Remus parsknął śmiechem.

- Ale o Syriuszu mogę mówić?

- Wolałabym, żebyśmy byli tu tylko we dwójkę, ale skoro ja zaczęłam mówić o twojej przyszłej partnerce w naszej sypialni… Mówiąc w przenośni… - Zaśmiała się, gładząc delikatnie trawę, na której leżeli. – Masz pełne prawo rozmawiać ze mną o Syriuszu.

- Kochasz go – szepnął Remus.

- Fatalnie ci idą rozmowy łóżkowe – Mia schowała twarz w dłoniach.

- Poproś o coś Pokój Życzeń.

- O co? – Spojrzała ze zdziwieniem na Remusa.

Uśmiechnął się do niej słodko.

- Poproś, żeby księżyc zniknął. Chcę ci coś pokazać.

Mia zamknęła oczy i poprosiła Komnatę o tę jedną zmianę. Kiedy podniosła powieki, las nie lśnił. Nadal siedzieli na trawie, ale teraz nad nimi skrzyły się gwiazdy.

- Ty jesteś niebem, Mia – wyszeptał jej do ucha Remus. – Jesteś tą nieskończoną, magiczną istotą. I właśnie ustaliliśmy, że nie możesz mieć księżyca.

Wskazał palcem na siebie.

- Rozumiem.

- Zatem powiedz mi, co widzisz na nocnym niebie, kiedy nie ma na nim księżyca?

- Fatalna przenośnia – powiedziała, na co Remus stuknął ją palcem pod żebra. Westchnęła ciężko, już rozumiejąc, do czego zmierzał. Pozwoliła mu na to, bo zawsze mu na wszystko pozwalała. Ten człowiek, czy to chłopiec, czy mężczyzna, nigdy się nie mylił. Wszystko zrobił dla niej. – Gwiazdy. Widzę gwiazdy.

- Którą widzisz jako pierwszą?

Wskazała palcem.

- Najjaśniejszą. Alfa Canis Major – powiedziała, określając gwiazdę jej naukową, łacińską nazwą. Po chwili pociągnęła nosem, zrezygnowana. – Psią Gwiazdę.

- Którą nazywamy również…

- Syriuszem – wyszeptała. – Najjaśniejszą gwiazdą na niebie jest Syriusz.

- Co teraz? – Zapytał Remus, wyglądając na zadowolonego ze swojej małej psychoanalizy i zmuszenia jej do zaakceptowania swoich uczuć. – Co z nami?

- A czego ty byś chciał? – Odpowiedziała własnym pytaniem.

- Nie chcę być sam – przyznał ze smutkiem. – Ale też nie chcę wchodzić ci w drogę.

- Nie będziemy się już spotykać?

- Możemy tylko skomplikować sytuację – skrzywił się.

- Masz rację – przyznała z wahaniem.

- Ale…? – Pogonił ją, a w jego oczach czaił się głód.

Pochyliła się o pocałowała w kark.

- Dlaczego nie mamy skorzystać z tego, że jesteśmy fizycznie kompatybilni?

- Nie uważasz mnie chyba za napalonego chłopca, który chce wyłącznie przelecieć jakąś laskę?

- Już jedną laskę przeleciałeś.

- Trzy razy –Remus odkaszlnął, próbując zamaskować słowa, które wymsknęły się z jego ust. Mia spojrzała mu prosto w oczy i zobaczyła w nich samozadowolenie, które dorównywało ego Jamesa podczas meczu Quidditcha.

Roześmiała się głośno i teatralnie wywróciła oczami.

- Gratulacje.

Remus wzruszył ramionami.

- Chyba zasłużyłem na zdanego S.U.M.a.

Otarł się o niego, ciągle chichocząc.

- Ogarnij trochę swoje ego, a może zasłużysz na O.W.U.T.E.M.a.

- Naprawdę między nami jest w porządku? – Spojrzał jej prosto w oczy. Kiedy w odpowiedzi się uśmiechnęła, pocałował ją. – Nie jest dziwnie?

- Nie jest dziwnie. Co samo w sobie jest dziwne. Za dwadzieścia lat spojrzymy wstecz i będziemy się z tego śmiali, ale nie jest dziwnie – właśnie sobie wyobraziła tę niezręczną rozmowę. A fakt, że Remus kiedyś zostanie jej nauczycielem tylko podniósł jej ciśnienie.

- Często to robisz – zauważył, przebiegając palcami po skórze jej brzucha. Zadrżała w odpowiedzi.

- Co robię?

- Mówisz „za dwadzieścia lat", jakby ten czas znaczył dla ciebie bardzo wiele. Gdzie zamierzasz być za dwadzieścia lat, skoro wszystko sprowadza się do tych dwudziestu lat?

Uśmiechnęła się ze smutkiem, myśląc o osobach mieszkających w rezydencji przy Grimmauld w 1998 roku.

- Będę z tobą i Syriuszem. I ze wszystkimi innymi. Z rodziną. Z przyjaciółmi. Wojna się skończy. Ty będziesz miał żonę i rodzinę. Będzie tam rodzina Jamiego… - Zmarszczyła brwi, kiedy pomyślała o Harrym.

- Nie twoja rodzina?

Uśmiechnęła się szeroko, nie pozwalając łzom napłynąć do oczu.

- Ty jesteś moją rodziną.

- Kocham cię, Mia.

- Kocham cię, Remusie.

- Runda druga?

Roześmiała się, a Remus chętnie złapał ten śmiech swoimi ustami i przekręcił ją na plecy.

- Chyba runda czwarta?

- Czepiasz się.

Zachichotał i zaczął ustami pieścić skórę na jej szyi. Gdyby nie znała go lepiej, powiedziałaby, że próbował ją uwarunkować. Jak psa Pawłowa. Wiedźma Lupina. Którą podniecało warczenie wilka, zamiast dzwoneczek u szyi psa.

- Jak to możliwe, że nie jesteś zmęczony? – Wydyszała.

- To ma coś wspólnego z wilkiem – wyszeptał, przenosząc usta niżej, na jej obojczyk i piersi.

- Podoba mi się takie zwierzęce podejście – parsknęła, ale za chwilę śmiech zmienił się w jęk, kiedy usta Remusa dotknęły jej brzucha. Sięgnęła dłońmi do jego włosów.

- Mój wilk bardzo cię lubi – wymamrotał w jej skórę.

- A ja bardzo lubię twojego wilka – oblizała wargi i zamknęła oczy.

Remus westchnął i oparł głowę o jej udo.

- Dlaczego ty nie możesz być moją partnerką? – Jęknął płaczliwie. – Jesteś idealna.

- Twoja partnerka będzie idealna. Ja tylko jestem do niej podobna.

- Podobna?

Poczuła, jak obniżył głowę. Jego gorący oddech owiał jej biodro.

- Bardzo podobna.

- Jak bardzo? – Warknął, a wibracje jego głosu poruszyły jej skórę.

Mia zadrżała.

- Bardzo podobna!