Od tłumaczki: Taki zimowy rozdział w środku lata. Świąteczny i nostalgiczny. Przyjemny, nieskomplikowany (może poza Syriuszem, który popada w coraz gorszą sytuację…). Nasi bohaterowie dorastają. Miłego czytania.

ROZDZIAŁ 43 – TO WYSTARCZYŁO

19 grudnia 1975

- Co chciałabyś dostać na święta? – Wyjęczał Remus prosto w poduszkę, czując, jak Mia ugniata jego zesztywniałe plecy. Był wyczerpany i wszystko go bolało. Zbliżał się czas kolacji, a chłopak przez cały dzień nie ruszył się z łóżka.

Mia była prawie tak samo wyczerpana, jak jej towarzysz, szczególnie, że bardzo chętnie pomagała Remusowi dojść do siebie. Też była obolała, ale w znacznie przyjemniejszy sposób, niż on.

Poprzednia noc zastała Mię i czterech Huncwotów we Wrzeszczącej Chacie. James i Syriusz zaproponowali, żeby wypuścić Lunatyka do Zakazanego Lasu, pozwolić mu wybiegać się za wszystkie czasy, ale Remus był pod tym względem nieustępliwy. Zapowiedział, że dopóki nie uzna, iż posiada wystarczającą kontrolę nad wilkiem, dopóty mają go pilnować podczas pełni księżyca. Dodał, że nie jest pewien, czy kiedykolwiek osiągnie idealną pełnię kontroli. Wywar Tojadowy, który wypijał każdej nocy w tygodniu poprzedzającym pełnię pomagał mu zachować zdrowe zmysły. Obecność przyjaciół uspokajała go.

Mia zaś podejrzewała, że obecność nagiej dziewczyny w łóżku, do którego wrócił po wizycie w Skrzydle Szpitalnym osłodziła mu ból transformacji.

I chociaż oficjalnie zakończyli swój związek tej samej nocy, kiedy po raz pierwszy ze sobą spali, nie przyznali się przed nikim. Dzięki temu było im łatwiej tłumaczyć się osobom, którym udało się ich złapać podczas okazywania sobie czułości na kanapie w Pokoju Wspólnym, w opuszczonej klasie czy schowku na miotły.

Wiedzieli, że kiedyś ułożą sobie życia z kimś innym, ale mimo tego Mia i Remus znaleźli w sobie nawzajem oparcie. On wykorzystywał ją, żeby choć trochę rozładować napięcie w dni poprzedzające pełnię księżyca. Był wtedy pobudzony i znalezienie ujścia energii, która go rozpierała pozwalało mu lepiej się kontrolować w postaci wilka. Ona też go wykorzystywała. Dzięki niemu mogła żyć zgodnie z najważniejszą regułą swojego nowego życia: cieszyła się swoim życiem.

W te dni, które poprzedzały jego transformację, ciekawski uczeń mógł znaleźć Mię przyciśniętą do ściany jakiegoś schowka na miotły przez agresywnego Remusa. Próbowała załagodzić temperament wilka, dając Remusowi możliwość wyżycia się na niej. Przygryzała wtedy jego wargi i skórę na karku. Ciągnęła mocno jego włosy.

Cały czas jednak nie stracił nad sobą kontroli podczas uprawiania seksu z Mią, a ona coraz bardziej pragnęła, żeby tak się stało. Uzależniła się od brutalnej strony Remusa i czuła się winna, gdy po ostrzejszych momentach chłopak stawał się nerwowy i przestraszony. Nie miała serca mu powiedzieć, jak bardzo podobały się jej te chwile.

Dzień po pełni księżyca był zawsze przeznaczony na regenerację. Po eliksirach, które dostał w Skrzydle Szpitalnym, Remus wracał do swojego dormitorium pod pretekstem chęci wyspania się. Jego przyjaciele, którzy zdążyli przespać kilka godzin po wschodzie słońca opuszczali wtedy swoją sypialnię, żeby pozwolić wilkołakowi odpocząć. Szli wtedy na boisko do Quidditcha, nie mając pojęcia, że z chwilą, kiedy wychodzili z Wieży Gryfonów, do łóżka Remusa wślizgiwała się Mia i rzucała na zasłony najsilniejsze zaklęcia uciszające i zamykające.

Kochali się wtedy leniwie, doceniając dotyk czystej pościeli na ich nagich ciałach. Ona dłońmi pieściła jego blizny, stare i nowe, a później zasypiała w jego ramionach z cichym „Kocham cię" na ustach.

Remus i Mia stworzyli dla siebie bezpieczną przystań. Mogli wyznawać sobie miłość wiedząc, że w przyszłości nie złamią sobie nawzajem serc. On nie musiał wieść życia w samotności, kiedy tak czekał na przeznaczoną sobie partnerkę. Ona nie musiała się martwić o więź z Syriuszem, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że na nią czekał – w dzień po jej dziewiętnastych urodzinach.

Wykorzystywali siebie nawzajem, żeby uciec od przeznaczenia, które w przyszłości popchnie ich w ramiona innych ludzi.

Wykorzystywali się bardzo chętnie.

I bardzo często.

- Nadal nic mi nie kupiłeś?

Siedziała okrakiem nad jego pośladkami i przesuwała dłonie po jego napiętych mięśniach, obolałych po transformacji. Jego skórę pokrywały nowe blizny, które, o dziwo, uznała za piękne, bo świadczyły o jego charakterze. Ucałowała każdą delikatnie.

Remus westchnął z zadowoleniem.

- Nie miałem okazji, żeby iść na zakupy. Przed świętami będę musiał zahaczyć o Ulicę Pokątną. Chyba że… - Urwał i zachichotał. – Chyba, że w ramach prezentu świątecznego chciałabyś powtórkę z dzisiaj.

Próbowała zapanować nad drżeniem, które niekontrolowaną falą przebiegło przez jej ciało. Ton jego głosu i pewność siebie, którą okazywał podczas ich prywatnych rozmów rozpalały ją zawsze na nowo i sprawiały, że jej mięśnie napinały się z przyjemności. Poza ciągłym uciekaniem podczas wojny, Mia nigdy dużo nie ćwiczyła, ale Remus sprawiał, że nagle uprawianie niektórych sportów stało się dla niej niesamowicie pociągające.

- Nie wiem, jak wytłumaczyłabym się z tego przed moimi rodzicami i bratem podczas świątecznego poranka.

- Chciałabyś dostać jakiś romantyczny prezent? Właściwie nikomu nie powiedzieliśmy, że nie jesteśmy już razem. Nie chcę, żeby twoi rodzice źle o mnie myśleli, kiedy dostaniesz ode mnie nic nie znaczące słodycze.

Mia wzruszyła ramionami i zabrała się za rozmasowanie wyjątkowo ubitego mięśnia. Remus zasyczał z bólu, a po chwili jęknął, kiedy jego plecy w końcu się poddały.

- Nie jesteś moim chłopakiem. Nie zmuszam cię do zachowywania się w ten sposób. Owszem, nie poinformowaliśmy Proroka Codziennego o naszym zerwaniu, ale to nie znaczy, że celowo ukrywamy to, że już nie jesteśmy razem.

Obrócił się na plecy i spojrzał na nią. Nawet mimo tego, że nie miała nic na sobie, potrafił skupić się wyłącznie na jej twarzy.

- Nie ukrywamy?

Zmarszczyła brwi i nerwowo zaczęła bawić się kciukami. Remus chwycił jej dłonie.

- Nie do końca. To prawda, że nie poprawiamy ludzi, którzy nadal zakładają, że jesteśmy parą, ale…

- Uważam, że się boisz – dokończył. – Martwisz się, że gdy powiemy ludziom, że nie jesteśmy już razem, oni…

- I tak dowiedzą się, że uprawiamy seks i przylgnie do mnie opinia łatwej kobiety? – Wcięła się w jego słowa sarkastycznym tonem.

Remus zaśmiał się i ucałował jej dłoń.

- Nie. Boisz się, że gdy Syriusz się dowie, że już nie jesteśmy razem, poczuje się w obowiązku podjąć jakąś decyzję dotyczącą ciebie. I właśnie jego wybór, nieważne, jaki on będzie, tak cię przeraża.

Rzuciła mu mordercze spojrzenie. Oskarżenie, że się czegoś boi ugodziło ją mocniej, niż się spodziewała.

- Jestem Gryfonką.

- Sama mi powiedziałaś, że Tiara Przydziału chciała umieścić cię w Slytherinie.

- Ten cholerny kapelusz chciał mnie tylko zirytować – warknęła. – Nie o to teraz chodzi. Nie boję się Syriusza.

Próbując zmienić temat, poruszyła sugestywnie biodrami i w odpowiedzi otrzymała niski, gardłowy pomruk. Poczuła, jak poruszał się pod nią i uśmiechnęła się w duchu, ucieszona wiedzą, że wystarczy kilka ruchów, żeby mieć go całkowicie pod kontrolą.

- Nie, nie boisz się go. Ty go kochasz – kontynuował, niezrażony.

Mia westchnęła. To by było na tyle, jeśli chodzi o zmianę tematu.

- Martwisz się, że gdy tylko Syriusz dowie się, że już nie jesteśmy razem, stchórzy i nie powie ci, że też cię kocha – kontynuował, a ona zacisnęła mocno zęby i przybrała obojętny wyraz twarzy. Nie chciała, żeby zobaczył, jak bardzo dotknęły ją jego słowa. – Zresztą, prawdopodobnie i tak ci tego nie powie, bo jest tak samo przerażony, jak ty.

- Wydawało mi się, że mamy regułę, żeby nie rozmawiać o Syriuszu, kiedy oboje jesteśmy nadzy – przypomniała, ale Remus tylko wywrócił oczami.

- Ja uprawiam z tobą seks, żeby wyładować agresję. Ty uprawiasz ze mną seks, bo tak jest łatwiej – powiedział oskarżycielskim głosem.

Spojrzała na niego zszokowana.

- Uprawiam z tobą seks, bo cię kocham.

- A ja kocham ciebie. Ale widzisz różnicę. Z Syriuszem czułabyś się inaczej.

- Zazdrosny? – Uśmiechnęła się do niego, próbując dobrym humorem pokryć niepokój, który pojawiał się w niej zawsze, gdy zaczynała myśleć o tym, że Syriusz mógłby ją uznać za niewystarczającą i ją odrzucić.

Zaśmiał się.

- Raczej nie. W końcu znajdujesz się nade mną.

- A gdybym była w tej samej sytuacji z Syriuszem? – Zapytała wprost. Częściowo martwiła się, że Remus nie był z nią szczery. Byli ze sobą bezpieczni, leżąc tak w swoich ramionach, ale Mia wiedziała, że Remus na całe lata zostanie sam. Częściowo nie naciskała na Syriusza, bo nie potrafiła zostawić Remusa samego. Nie chciała, żeby jej przyjaciel, jej serce, został sam.

- Cieszyłbym się twoim szczęściem – obiecał, a ona zmieszała się, widząc jego szczere spojrzenie. – Uważałbym na niego, żeby niczego nie schrzanił. Twoje szczęście jest najważniejsze.

Jej marsowa mina tylko się pogłębiła.

- Zostałbyś sam.

- Oczywiście, nasz niby-związek jest fantastyczny i nie zamieniłbym go na nic innego, ale zdajesz sobie sprawę, że radziłem sobie sam przez wiele lat, zanim zaczęliśmy dziko uprawiać seks.

Mia zachichotała. Uwielbiała tego pewnego siebie Remusa, który jeszcze dwa miesiące wcześniej zaczerwieniłby się, gdyby temat rozmowy zahaczył o cokolwiek zbliżonego do seksu. Myśl o Syriuszu zmazała z twarzy jej uśmiech.

- Syriusz jest skrzywiony.

Oderwała wzrok od jego oczu i westchnęła. Remus potrafił odczytywać jej emocje, jak nikt inny. To było bardzo przydatne w momentach miłosnego uniesienia – zwracał szczególną uwagę na jej zamglony wzrok, na każdy jęk i pomruk, które wydawała z siebie, na każde drgnięcie jej ciała. A po wszystkim, kiedy była odsłonięta i bezbronna, widział wszystkie jej problemy jak na dłoni i nakazywał jej uporać się z nimi.

- Ty też jesteś skrzywiona – sięgnął do niej, przyciągnął do siebie i objął jej drobną postać silnymi ramionami. Trzymał ją mocno. – Nie wiem, co cię skrzywiło. Nie wiem, dlaczego tak usilnie się czasami powstrzymujesz od działania, ale widzę, jak jest. Czuję to.

- Nie wiem, jak mam sobie poradzić z nastoletnim Syriuszem – przyznała, chcąc odwrócić temat od swoich ran i wrócić do Blacka. Mia powoli zaczynała się zastanawiać, co będzie miała zrobić, kiedy blizny z jej starego życia zaczną dosłownie pojawiać się na jej ciele znikąd. Jak będzie to miała im wytłumaczyć, szczególnie, że Remus doskonale znał jej nieskazitelną skórę.

- Jesteście w tym samym wieku – wytknął.

- Nieprawda. Sam zwróciłeś na to uwagę. Ty i ja to zupełnie inna sprawa, ale Syriusz… Na razie jest tylko dużym dzieckiem. Jest rozpuszczony jak dziadowski bicz i uważa, że wszystko ujdzie mu na sucho. Tylko wydyma wargi, kiedy coś idzie nie po jego myśli i absolutnie nie chce dopuścić mnie… I innych… Do swoich problemów. Nie potrafiłabym wejść z nim w poważny, intymny związek. Nie w tym wieku… - Usiadła i wskazała dłonią ich otoczenie. – Nie w taki sposób.

- Wiesz, co jest twoim problemem? – Zapytał Remus, wodząc palcami po jej biodrze. – Starasz się wypaść doskonale przy pierwszym podejściu. Z łatwością warzysz Wywar Tojadowy, a sama mi powiedziałaś, że jedna pomyłka może skutkować moim cierpieniem. Udało ci się stać Animagiem po sześciu miesiącach treningu, podczas gdy Syriuszowi, Jamesowi i Peterowi zajęło to całe trzy lata. Nie wspominając o tym, że posiadasz niesamowicie rozległą wiedzę o Mugolach, mimo że sama pochodzisz z rodziny czystej krwi. Niektórych rzeczy nawet ja nie wiem, a moja matka jest Mugolką. Wszystko przychodzi ci z łatwością.

Wywróciła oczami.

- Chcesz powiedzieć, że Syriusz nie jest łatwy?

- W sensie seksualnym? – Prychnął. – Mrugnij okiem, a on będzie nagi w twoim łóżku. Ale jeśli chcesz, żeby opuścił przed tobą wszystkie swoje bariery… Mia, to może zająć całe lata. A ciebie jeszcze dodatkowo wkurza to, że właśnie przed tobą Syriusz nie chce się otworzyć. Psychologia nie jest tak łatwa, jak magia.

- Nie wszystko jest dla mnie takie proste i przyjemne – zauważyła, głównie po to, żeby ponownie zmienić temat. – Nie umiem latać na miotle.

- Może po prostu powinnaś spróbować?

wWwWwWwWwWwWwWwWw

24 grudnia 1975

Nadeszła Wigilia Bożego Narodzenia i wszyscy byli w doskonałych humorach. Charlus i Dorea udekorowali osobiście całą posiadłość, ku wielkiemu niezadowoleniu Tilly, która sama miała na to ochotę. James i Mia byli szczęśliwi, mogąc przez jakiś czas pobyć z dala od Hogwartu, w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Syriusz był już praktycznie stałym mieszkańcem Dworu Potterów, natomiast Lupinowie przybyli, żeby świętować wraz z nowymi znajomymi.

Wszyscy obecni wymienili się prezentami pod największym drzewkiem, które zostało ustawione w salonie. Jak zwykle, Charlus i Dorea przeszli sami siebie w przygotowaniu prezentów dla swoich dzieci i gości, którzy (z wyjątkiem Syriusza, oczywiście), przyjmowali je z zawstydzeniem.

Pod koniec wieczoru, Remus miał więcej czekolady, niż zdołałby unieść, wobec czego zrobił użytek z prezentu, który dostał od Mii – nowej torby szkolnej, na którą nałożono Urok Rozszerzający Wnętrze. Mia dostała od niego nowe pióro, nie sowie, ale zrzucone przez feniksa, oraz zestaw pergaminów.

Jak zwykle, James i Syriusz otrzymali zestawy konserwujące do swoich mioteł. Jamie, będąc dobrym bratem, przekształcił monetę do komunikacji z Grupą Doradczą w naszyjnik i podarował swojej siostrze. Ona z kolei pozwoliła mu nauczyć się latać na miotle.

Syriusz też sprezentował Mii biżuterię. W pudełeczku leżały niepasujące do siebie kolczyki: srebrny kot z wygrawerowanym słowem „kotku" i złoty lis. Mia również postawiła na srebro w przypadku Syriusza – dostał od niej łańcuch, nad którym długo pracowała, a który w rzeczywistości był Świstoklikiem.

- Dotknij go, powiedz Portus – poinstruowała. – Sprowadzi cię prosto do nas.

Wiedziała, że Syriusz ma coraz większe problemy ze swoją rodziną. Po ich spotkaniu z Bellą na ślubie Narcyzy, Mia zdała sobie sprawę z tego, że zbliża się czas, kiedy Syriusz będzie potrzebował sposobu na szybką ucieczkę. Zmarszczyła brwi, kiedy uświadomiła sobie, że mógł skorzystać z jej prezentu, żeby uciec z Azkabanu.

Chłopak uśmiechnął się do niej ciepło.

- Dziękuję. Nigdy go nie zdejmę – obiecał i założył sobie łańcuch na szyję. – Ale jeżeli mam go używać wyłącznie w ostateczności, jako ostatnią deskę ratunku, to przecież mogę nie mieć przy sobie różdżki.

- A jak myślisz, czym będziemy się zajmować na spotkaniach Grupy Doradczej po powrocie do Hogwartu? – Zapytała, obdarzając go diabelskim uśmieszkiem.

- Nie potrafisz przecież posługiwać się magią bezróżdżkową – wyszeptał z nabożną czcią.

- Trochę potrafię – przypomniała sobie pewną noc, którą spędzili ze starszym Syriuszem w namiocie. Harry spał z Horkrusem wokół szyi, a Hermiona bezskutecznie próbowała zamrozić płomienie bez użycia różdżki. Blackowi ta sztuka nie sprawiała trudności.

- Czy ktoś życzy sobie trochę cydru dyniowego? – Wstała i skierowała się do kuchni. Cieszyła się, ponieważ w ramach prezentu świątecznego poprosiła Tilly, żeby wzięła sobie wolny wieczór. Skrzatka przystała na to, dzięki czemu Mia niepodzielnie rządziła tego wieczoru w kuchni.

- Ja poproszę, kochanie – uśmiechnęła się do niej Dorea, a zawtórowało jej kilka uniesionych rąk.

- Pozwól, że ci pomogę – Syriusz pospieszył za nią.

Jednak zanim udało im się w ogóle wyjść z salonu, oboje poczuli, że nie mogą się ruszać.

- Co do…? – Mia zamrugała oczami, zmieszana i nagle zdała sobie sprawę, że stoi bardzo blisko Syriusza.

- Kurde – zaśmiał się James i wskazał palcem coś nad nimi.

Unosiła się tam jedna z zaczarowanych jemioł.

- Kto to zrobił? – Mia rzuciła bratu mordercze spojrzenie.

Jamie uniósł dłonie.

- Zaczarowałem je jeszcze zanim mi powiedziałaś, że Evans zmieniła swoje plany i nie spędzi z nami świąt.

- Kochanie, zmuszanie dziewczyny do pocałowania cię, nie wygra ci jej uczucia – Dorea pogroziła synowi palcem, poruszona sytuacją, w której nagle znalazła się jej córka i Syriusz.

- James, zdejmij to – nakazał Charlus. Brzmiał na rozbawionego, chociaż zupełnie tak nie wyglądał.

- Nie mogę. Jest tylko jeden sposób, żeby się od tego uwolnić – James znowu się roześmiał i zerknął na Remusa, który właśnie był zajęty sprawdzaniem, jak pakowna jest jego nowiutka torba. Usilnie starał się też nie patrzeć w stronę Syriusza i Mii.

- Przepraszam, Remusie. Słyszałeś Rogacza. Jest tylko jeden sposób – Black objął dziewczynę i wystudiowanym ruchem odgarnął jej włosy z czoła. – Możesz chcieć odwrócić wzrok, kiedy będę dziko całował twoją kobietę, Luniaczku.

- Żadnego dzikiego całowania, zabraniam – prychnął Charlus. – James, zabierz to coś od swojej siostry.

- Mówisz o jemiole czy Syriuszu? – Zapytał James z niewinną miną.

- Ja nie mam nic do tego – Remus wzruszył ramionami i spojrzał na Mię. Wszystkie rozmowy zamarły, gdy dziewczyna spiorunowała wzrokiem swojego byłego chłopaka. – Mia jest wolną wiedźmą.

- Co to ma znaczyć? – Zapytał Syriusz.

- To znaczy, że zerwaliśmy – przyznała Mia ze zniecierpliwieniem w głosie.

James odwrócił się do Remusa z oskarżycielskim spojrzeniem.

- Co zrobiłeś?

- Jamie! – Warknęła na niego. – Remus nie zrobił nic poza zdradzeniem wam, że nie jesteśmy już razem. Zerwaliśmy ze sobą kilka miesięcy temu. To była nasza wspólna decyzja.

- Lepiej się rozumiemy jako przyjaciele – Lunatyk uśmiechnął się lekko. – Nie jest nam przeznaczone być razem.

- Dlaczego nikomu nic nie powiedzieliście? – Drążył James, najwyraźniej zraniony tym, że trzymali to przed nim w tajemnicy.

- Bo to nie wasza sprawa – odpowiedziała Mia, nagle pragnąc uściskać brata, ale nie pozwalała jej na to ta przeklęta jemioła. – Obyło się bez dramatów, a spodziewaliśmy się, że gdyby wszyscy o tym wiedzieli, zaczęłyby się plotki. Nie miałam zamiaru wyjaśniać każdemu z osobna, że przystojny prefekt z Gryffindoru wcale nie ma złamanego serca.

- A dlaczego to ty miałabyś mi złamać serce? – Remus roześmiał się.

- Plotki zawsze winią dziewczynę.

Mia wiedziała z doświadczenia, że gdy szło o plotki, ona zawsze stała na przegranej pozycji. Bardzo ją dziwiło to, że jej twarz jeszcze ani razu nie znalazła się na okładce Proroka Codziennego. Z drugiej strony, Rita Skeeter jeszcze dla nich nie pracowała.

- Możesz mnie stąd wypuścić? – Zapytała Syriusza, który przez cały czas ją obejmował.

Spojrzał na nią, nagle pozbawiony całej pewności siebie, która nim kierowała, kiedy zakładał, że jest zajętą kobietą. Przełknął ślinę, puścił ją, przeczyścił gardło, po czym pochylił się nad nią i dotknął wargami jej ust. Był to dotyk tak lekki, jak muśnięcie piórem, ale i tak zostawił ją bez tchu.

Żadne z nich nie zamknęło oczu, wszystko zdarzyło się tak szybko. Mia zapatrzyła się w szare, burzowe oczy Syriusza, które nagle zabłysły czystym srebrem. Wciągnęła głęboko powietrze, delektując się jego bliskością i poczuła jego zapach: pergamin i świeżo ścięta trawa – tak samo, jak Remus, - ale w jego zapachu Mia wyczuła też whisky, skórę i tytoń, który powinien ją odrzucić, ale zdążyła do niego przywyknąć.

To wystarczyło, żeby uwolnić ich spod czaru jemioły.

To wystarczyło, żeby zapragnęła więcej.

To wystarczyło, żeby ponownie rozpalić coś, co zostało dawno pochowane.

To wystarczyło, żeby zagrać na cieniutkiej, złotej nici, która łączyła ich magiczne rdzenie.

Odejście od niego było dla niej bolesne, ale zdobyła się na to. Nie pokazała, jak bardzo trzęsą się jej ręce. Przyniosła cydr i zauważyła, że prawie wszyscy wrócili do robienia tego, co robili przed wywołaną przez Jamesa sceną. Tylko Remus patrzył na nią, pokręcił lekko głową i odwrócił wzrok. Z kolei Dorea, przyjmując od córki kieliszek z napojem, obrzuciła ją badawczym spojrzeniem. Mia próbowała udać obojętność, ale nie do końca się jej udało.

Ślizgoni potrafili jednak zastraszyć biednego Gryfona.

wWwWwWwWwWwWwWwWw

6 stycznia 1976

Wraz z nowym rokiem nadszedł nowy świat.

James i Mia powrócili do Hogwartu z identycznymi temblakami. Dziewczyna zrealizowała swój prezent dla brata, ale wszystko się posypało, gdy we dwójkę usiedli na miotle. Rozbili się w sadzie i każde złamało rękę. U Świętego Munga wyleczono ich w mgnieniu oka, ale Dorea i Tilly nalegały, żeby bliźnięta nosiły temblaki do momentu pełnego wyzdrowienia.

Peter wrócił do szkoły z wyrazem przerażenia na twarzy, zastraszony i chory ze złości. Mia wiedziała z prasy, że jego ojciec, Evan Pettigrew, został aresztowany za podejrzane zachowanie na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu. I chociaż został szybko zwolniony z powodu braku jakichkolwiek dowodów przeciwko niemu, Mia domyślała się, że to zwiastowało początek końca Glizdogona. Jeżeli wcześniej Peter nie miał żadnej styczności z Czarną Magią, teraz na pewno zostanie w nią wciągnięty przez swojego ojca.

Lily wyszła z pociągu zalana łzami, bo Mulciber i Avery nazwali ją szlamą prosto w twarz, a Snape stał obok i odwracał wzrok od twarzy przyjaciółki. Lily zwykle nie okazywała swoich emocji w tak widoczny sposób, ale Mia widziała, że napięcie między nią i Severusem budowało się już od jakiegoś czasu. Już niedługo przyjaźń Snape'a i Lily zakończy się, co wszyscy skwitują, że tak musiało być od momentu, kiedy Tiara Przydziału umieściła ją w Gryffindorze.

Syriusz cały czas pił i palił, ale tym razem wrócił do Hogwartu z jeszcze jednym nawykiem: kiedy był zdenerwowany lub przestraszony, nieświadomie bawił się łańcuchem, który dostał od Mii. Nawet, kiedy kontrolował swoją twarz, Huncwoci wiedzieli, jakie targają nim emocje, bo dotykał swojego prezentu.

Od momentu, kiedy opuścił Dwór Potterów w świąteczny poranek, nie przesłał żadnej sowy i Mia podejrzewała, że stało się coś naprawdę złego. Zamiast wdać się w bójkę ze swoim bratem w momencie, kiedy wysiadł z pociągu, Syriusz i Regulus starali się na siebie nie patrzeć. Ale czasami, kiedy Regulusowi zdarzyło się spojrzeć na brata, Mia widziała na jego twarzy niepokój, a nie zwyczajowe obrzydzenie.

Zdenerwowało to ją.

Kiedy znalazła Syriusza któregoś wieczoru w Pokoju Wspólnym, bawiącego się łańcuchem, jakby właśnie w tym momencie rozważał rzucenie tego wszystkiego i przeniesienie do Dworu Potterów, usiadła przy nim. Od ponad roku nie domagał się od niej głaskania po głowie – domyślała się, że miało to związek z tym, że chodziła z Remusem, - ale w tym momencie wyglądał tak, jakby potrzebował pocieszenia. Bez słowa pociągnęła go za ramię, pozwoliła mu położyć głowę na swoich nogach i zagłębiła palce w jego gęste włosy.

wWwWwWwWwWwWwWwWwWw

Tego wieczora, kiedy wrócili do Hogwartu, Dumbledore poprosił Remusa do siebie po uczcie, zamiast pozwolić mu udać się z przyjaciółmi do Wieży Gryfonów.

Mia martwiła się, że może ktoś ich widział w którymś z ich prywatnych, gorących momentów i doniósł o tym dyrektorowi, ale zanim zdążyła go o to zapytać podczas śniadania, dowiedziała się, o co mogło chodzić. Tytuł artykułu krzyczał do niej z pierwszej strony porannej gazety:

WILKOŁAKI SIEJĄ SPUSTOSZENIE W SZKOCJI – CZY HOGWART JEST BEZPIECZNY?

- To nie ja – powiedział zawstydzony Remus i spuścił głowę.

- Wiemy, Lunatyku – James położył rękę na ramieniu przyjaciela.

Kątem oka Mia dostrzegła, że Syriusz znowu zaczął się bawić łańcuchem. Sięgnęła przez stół i ujęła rękę Remusa w swoje dłonie.

- Jesteśmy z tobą podczas każdej pełni – wymamrotał Black. – Nigdy nie wyszedłeś poza Wrzeszczącą Chatę.

- Przez jakiś czas nie będziecie mogli mi towarzyszyć – wyszeptał Remus, patrząc na swój pusty talerz. Potrząsnął głową, kiedy Mia zaczęła przygotowywać dla niego śniadanie. – Nie jestem głodny. Dumbledore wie, że to nie ja, ale niektórzy nauczyciele zdają sobie sprawę z mojego stanu i są… Zaniepokojeni. Będą mnie obserwować przez kilka miesięcy. Przynajmniej dopóki te wilki nie zostaną złapane.

- Są przekonani, że to sprawka wilkołaków? – Zapytał Peter z niepokojem. – Wiecie, wcześniej były ataki…

- Śmierciożerców – dokończył James.

- Tak – przyznał Peter. – Właśnie ich.

- To na pewno wilkołaki. Ofiary były… Zmasakrowane – Remus zmarszczył brwi przy tym słowie, a Mia uścisnęła jego rękę. Głośno przełknął ślinę i pobladł chorobliwie. Spojrzał na dłonie swoje i Mii, złączone w przyjacielskim uścisku i nieświadomie podrapał się po ramieniu, gdzie znajdowała sie najgłębsza z jego blizn.

Jej oczy rozszerzyły sie ze zdumienia, gdy zrozumiała, że Remus się nie martwił. On był przerażony.

Oddech uwiązł jej w gardle, gdy w jej umyśle uformowała się inna myśl: Zbliża się Fenrir Greyback.