Od tłumaczki: Oficjalnie przekładamy aktualizację fanficka na weekendy. Raczej będą to soboty, w nagłych przypadkach (jak dzisiaj) – niedziele. Przez cały tydzień nie znalazłam nawet pół godziny, żeby usiąść przed komputerem, a co dopiero, żeby zbetować rozdział. Mam wrażenie, że przez najbliższe pół roku tak może wyglądać mój tydzień. Na tłumaczenie i betowanie mam czas wyłącznie w weekendy. Natomiast zobowiązuję się do regularnych aktualizacji.
Przed nami kolejny rozdział, kolejny poranek, tym razem przypadający w połowie lutego. Spójrzcie na datę… Mia się nie zorientowała. W tym rozdziale widać, że ma coraz mniej wspólnego z Hermioną. Miłego czytania.
ROZDZIAŁ 44 – ZWARIOWANA MINA
14 luty 1976
- Gdzie, u diabła, byliście? – Wydarł się Syriusz na Mię i Remusa, kiedy para zbliżyła się do stołu Gryfonów pewnego lutowego poranka.
Młody Lupin wyglądał fatalnie, nawet pomimo przyjmowania Wywaru Tojadowego przez cały tydzień. Pełnia księżyca przypadała kolejnej nocy, ale świadomość, że jego przyjaciół nie będzie z nim, bardzo mu ciążyła. Mia próbowała pomóc mu rozładować negatywną energię, ale Remus trzymał ją na dystans.
- W Skrzydle Szpitalnym – wymamrotała w odpowiedzi. – Remusa… Bolała głowa.
Zanim wyrwało jej się coś innego, zdała sobie sprawę, że znajdowali się w mieszanym towarzystwie. Mary, Alice i Frank dołączyli do Huncwotów.
Usiedli i Mia zaczęła przygotowywać śniadanie dla Remusa, gdy nagle zdała sobie sprawę, że brakuje Lily. Wyraz całkowitego załamania na twarzy brata powiedział jej, że coś się musiało wydarzyć. Strzeliła palcami przed twarzą Syriusza, żeby przyciągnąć jego uwagę.
- Co zrobił?
Black zachichotał.
- Złamał rękę.
- Co? – Mia podniosła się z krzykiem i pospieszyła w stronę brata. – Jamie, wszystko w porządku?
Chłopak spojrzał na nią wzrokiem pełnym bólu.
- Co? To? Boli mniej niż moje strzaskane serce – jęknął i uderzył głową w drewniany stół.
- Na czym złamał rękę? – Mia spojrzała na Syriusza, który prawie tarzał się ze śmiechu.
- Na twarzy Diggory'ego.
- Amosa? – Remus uniósł brew. – A czy Puchoni nie powinni być… Nie wiem… Mniej agresywni od innych?
- I tak jest – Black skinął głową i zaczął wrzucać na swój talerz śniadaniowe smakołyki, po czym, w przypływie braterskiej miłości, zrobił to samo dla Jamesa i postawił przed nim pełną zastawę. – Rogacz zaprosił Lily do Hogsmeade.
- No i co? To nic niezwykłego. Zaprasza ją za każdym razem, kiedy może iść do wioski i za każdym razem, kiedy ma na to szlaban – Mia usiadła obok brata i czułym ruchem przeczesała jego włosy. Uśmiechnęła się lekko, wyobrażając sobie, że są na tyle gęste, że jakiś ptak mógłby sobie uwić w nich gniazdo i nikt by o tym nie wiedział.
- Nawet jej coś kupił – kontynuował Syriusz, wskazując małe, satynowe pudełeczko, leżące na stole.
Mia zachłysnęła się, patrząc na prezent.
- Jamie, proszę, powiedz, że nie schowałeś tam opalowego pierścionka babci Black? Wiesz, że mama obiecała, że jeśli jeszcze raz go zwiniesz, zostanie obłożony klątwą, po której wypadną ci włosy? – Potrząsnęła głową, zastanawiając się, czy działanie takiej klątwy nie byłoby dla Jamesa błogosławieństwem.
Otworzyła pudełeczko i jej obawy ulotniły się. Uśmiechnęła się ciepło.
Powitał ją widok pary kolczyków, podobnej do tych, które sama dostała na święta od Syriusza. Tyle, że zamiast kota i lisa, przedstawiały one jelenia i łanię. Mia poczuła, że robi się jej ciepło na sercu.
Wiedziała doskonale, jak będzie wyglądał Patronus Lily jeszcze zanim przyjaciółka zdołała go wywołać, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu, kiedy w Pokoju Życzeń z jej różdżki wyłoniła się srebrna łania. Wszyscy z Grupy Doradczej byli pozytywnie zaskoczeni, ale nikt nie cieszył się z tego faktu bardziej od Jamesa, który natychmiast wyczarował swojego jelenia.
Jamie był zachwycony parą Patronusów, w przeciwieństwie do Lily, która wyglądała na zmieszaną. Od tamtej pory unikała go jeszcze bardziej niż zwykle. Mia zdawała sobie sprawę, że jej brat chciał postąpić romantycznie, ale nie dziwiła jej reakcja przyjaciółki.
- Jamie, te kolczyki są przepiękne, ale chyba wiedziałeś, jak zareaguje Lily.
- Nawet ich nie widziała – wymamrotał James, nadal wpatrzony w stół. Mamrotał dalej i z litanii jego niezrozumiałych słów Mia zdołała wychwycić tylko kilka przekleństw.
- Co?
Powtórzył, cały czas mamrocząc w kierunku stołu.
Zirytowana Mia spojrzała na Syriusza.
- Ty mówisz po rogaczowemu najlepiej z nas wszystkich. Przetłumacz, co on mówi.
Syriusz mrugnął do Mii i lekko dotknął swoich uszu, przez co dziewczyna się zorientowała, że ma na sobie kolczyki, które dostała właśnie od niego.
- Kolczyki, które wykonał Rogacz są piękne, ale nie są w ogóle oryginalne – powiedział. – Tylko, że Lily ich nie dostała. Rogacz wstał i dzielnie zaprosił Evans do Hogsmeade…
- Chciałem dać jej prezent u Pani Puddifoot – powiedział wyraźnie James, prostując plecy. Na jego czole na czerwono odznaczyło się miejsce, którym uderzał w stół. – Spodobałby się jej.
Black westchnął i poklepał przyjaciela po plecach, gdy ten wrócił do bicia głową w drewno.
- Powiedziała nie. Jak zwykle. Wobec tego Rogacz próbował ją przekonać, na co ona odpowiedziała, że już ma randkę.
- Amos? – Upewniła się Mia, a Syriusz tylko skinął głową.
- To tłumaczy złamaną rękę – jęknął Remus i skopiował ruch Jamesa. Przyłożył głowę do zimnego drewna stołu.
Mia zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy to kolejny atak bólu głowy, związany z pełnią. Rzuciła Syriuszowi zaniepokojone spojrzenie i wskazała głową na talerz pełen słodyczy, który stał tuż obok Blacka.
Syriusz skinął głową ze zrozumienie i podał tabliczkę czekolady Remusowi, który zdążył wymamrotać krótkie „Dziękuję", zanim wbił w nią zęby.
- A zatem Jamie uderzył Amosa.
- Dokładnie – Syriusz chwycił bułeczkę drożdżową. – Evans mu przyłożyła, nazwała kretynem w gorącej wodzie kąpanym i poszła naskarżyć na niego do McGonagall. Biedny chłopiec dostał szlaban na Hogsmeade do końca roku.
Pomyślała nagle o Harrym i jego temperamencie, który najwyraźniej odziedziczył po ojcu. Harry zawsze miał krótki bezpiecznik. Nie był to może poziom Rona, ale Harry nigdy nie potrafił odpuścić. Zawsze szybko chwytał przynętę, nieważne, czy zarzucał ją Draco, czy jego przyjaciele. Mia była bardzo wdzięczna, że Syriusz i Remus nie żerowali na tej słabości jej brata.
- Oj, Jamie… Twój temperament kiedyś będzie przyczyną kłopotów.
- Wygląda na to, że już był – skwitował Remus.
- Czyli idziemy w trójkę? – Zapytał Syriusz.
- Co robimy w trójkę? – Odpowiedziała pytaniem Mia. Uśmiechnęła się do Remusa, który pomimo dyskomfortu przygotował dla niej miseczkę owsianki. Pogłaskała go po głowie, bezgłośnie przekazując, że nie musiał tego robić.
- Hogsmeade – wyjaśnił Black.
- Ja wracam do łóżka. Nie mam siły, żeby siedzieć, a co dopiero chodzić po całej wiosce. Idźcie we dwójkę – wykręcił się Remus.
Mia wychwyciła subtelną zmianę w tonie jego głosu. Obejrzała się na niego, zastanawiając się, o co mogło mu chodzić.
- Co ty na to, kotku? – Zachichotał Syriusz, poruszając sugestywnie brwiami. – Pójdziesz ze mną do Hogsmeade?
- Chyba… Chyba tak – zgodziła się, jednocześnie zastanawiając się, dlaczego po raz pierwszy od powrotu do szkoły był w takim dobrym humorze.
- W takim razie jesteśmy umówieni – uśmiechnął się szeroko i uderzył dłońmi o stół. Głośny odgłos uderzenie sprawił, że Jamie podskoczył na swoim siedzeniu.
- Na pewno nie chcesz iść z nami? – Mia odwróciła się do Remusa, który tylko uniósł lekko kąciki ust i kontynuował wybieranie czekoladek z talerza pełnego słodyczy.
- Nie, na pewno nie – odpowiedział. – Idźcie we dwójkę i bawcie się dobrze. To może być wasze święto.
- Jakie święto?
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, do Wielkiej Sali wleciało całe stado sów, niosących różnego rodzaju listy, paczuszki i koszyki. Kilka kartek upadło przed Remusem, ale chłopak całkowicie je zignorował i odsunął na bok. Przynajmniej dziesięć listów i trzy paczuszki zostały dostarczone Jamesowi. Kilka nawet uderzyło go w głowę i zsunęło się na ziemię, ale młody Potter zdawał się tego nie zauważać.
Z kolei nad Syriuszem ustawiło się, jedna za drugą, około tuzin sów, które zaczęły go obsypywać różnej wielkości podarunkami, głównie w odcieniach czerwieni i różu.
Zrozumienie uderzyło Mię prosto między oczy. Dziewczyna zbladła i poczuła ciężar w żołądku.
- O, nie…
Remus rzucił jej zadowolony uśmieszek.
- O, tak. Ty, moja droga, zgodziłaś się iść do Hogsmeade na randkę. Z Syriuszem. W Walentynki.
- Nie miałam takiego zamiaru – syknęła, patrząc na Blacka, który sortował swoje zdobycze na kilka stosików. – Zrobiłeś to celowo. Czy to dlatego mnie ostatnio… Unikałeś?
Wzruszył ramionami i odsunął od siebie talerzyk z czekoladowymi ciasteczkami.
- Wiedziałem, że jeśli Łapa odważy się wykonać jakiś krok w twoją stronę, będzie to najlepsza okazja.
Zdenerwowana, w końcu zdecydowała się rozejrzeć po Wielkiej Sali. I w końcu dotarło do niej, że jej koledzy i koleżanki byli zajęci wymienianiem się kartkami i słodyczami walentynkowymi. Dwójka Puchonów, zawstydzonych i z opuchniętymi od pocałunków ustami, była wyprowadzana ze śniadania przez oburzoną profesor McGonagall. Dwójka Krukonów całowała się dziko pod jednym ze stołów. Trzy Ślizgonki siedzące po drugiej stronie komnaty wyczarowywały bańki mydlane w kształcie serc. Gdy bańki pękały, uwalniały się z nich różane płatki.
Mia skrzywiła się z niesmakiem.
- Czy ja wyglądam jak dziewczyna, na którą działają róże i serca?
- Ja tu się staram być wyrozumiałym byłym chłopakiem, a ty wystawiasz moją cierpliwość na próbę – Remus posłał jej znaczące spojrzenie i Mia zauważyła, że nagle zmienił się kolor jego tęczówek. Usiadł prosto po raz pierwszy od momentu, kiedy wszedł do Wielkiej Sali, pochylił się nad nią i wyszeptał prosto do jej ucha kilka słów. – Jeżeli ktoś wie, co na ciebie działa, jestem to właśnie ja.
Dziewczyna starała się nie zarumienić i spektakularnie jej to nie wyszło.
- Ale zauważ, że Syriusz nie zaoferował ci ani róż, ani serduszek. Poprosił tylko, żebyś towarzyszyła mu do wioski.
Prychnęła, decydując się zignorować Remusa. Spojrzała z niechęcią na stosiki ułożone przed Syriuszem i wskazała na nie dłonią.
- Co to za bzdury?
- To, co zwykle – Syriusz wzruszył ramionami i dalej segregował swoje prezenty, jednak Mia zauważyła, że wszystko robił za pomocą różdżki. Nie dotykał niczego gołymi rękoma. – Jesteście gotowi? Peter, podejdź tutaj. Rogaczu, wiem, że masz doła, ale Lunatyk źle się czuje i nie sądzę, że Frank będzie miał tyle siły, żeby to opanować, jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli.
Mia wpatrywała się z ciekawością w to, jak James i Remus usiedli po obu stronach bardzo nerwowego Petera. Frank siedział obok Alice i zdecydowanie rozbawionej Mary.
- Czy ja tu czegoś nie rozumiem? – Zapytała.
- To prawda! – Zawołała Mary. – W zeszłym roku ty i Remus wcześnie wybraliście się do Hogsmeade i przegapiliście sowy. Syriusz dostał mnóstwo prezentów, ale nie był na tyle mądry, żeby je wszystkie sprawdzić.
Mary wybuchła głośnym śmiechem, kiedy Syriusz pokazał jej środkowy palec.
- Co się wtedy stało? Pamiętam poprzednie Walentynki. Remus i ja załatwialiśmy jedną sprawę dla Dumbledore'a i mieliśmy spotkać się z wami – wskazała dłonią Syriusza, Jamesa i Petera, - w Trzech Miotłach, ale się nie pojawiliście.
- Zamknęli się w naszym dormitorium, żeby powstrzymać Syriusza – Remus parsknął śmiechem i wcale się nie przejął morderczym spojrzeniem, jakim obdarzył go Black. – Nawet, kiedy ja wróciłem, cały czas go trzymało.
- Co się stało? – Powtórzyła Mia.
Wszyscy spojrzeli na Syriusza, który nagle zrobił się czerwony na twarzy.
- Nic się nie stało, Mia. Ktoś… Tak po prostu… W czekoladkach… Podał mi Eliksir Miłosny. Nic wielkiego.
- Nic wielkiego? – Wrzasnął James, patrząc na przyjaciela szeroko otwartymi oczami. Było to jego pierwsze żywe zachowanie tego ranka. – Rąbnąłeś Petera w nos, bo powstrzymywał cię od wyznania miłości swojej jedynej, prawdziwej ukochanej, którą okazała się Puchonka z trzeciego roku, której nigdy nie widziałeś na oczy.
- Nie było tak źle – odpowiedział cicho Black.
Peter spojrzał na niego z ukosa, cały czas zły z powodu tamtego uderzenia.
- Próbowałeś transfigurować worek Galeonów w brylantowy pierścionek, żebyś mógł się oświadczyć.
- Przesadzacie.
Remus zaśmiał się lekko.
- A czy ja przesadzę, kiedy powiem, że gdy wszedłem do naszego dormitorium, James i Peter próbowali cię ubrać, bo stwierdziłeś, że nie wytrzymasz dłużej bez przelecenia swojej jedynej, prawdziwej mił…
- Przesadzasz – warknął Syriusz. – Możemy zapomnieć o przeszłości i kontynuować?
Trzej przyjaciele Blacka wybuchli śmiechem. Mary i Alice chichotały pod nosem, a Frank tylko kręcił głową.
Wściekła Mia gapiła się na kartki i paczuszki.
- Jaki ty jesteś biedny. To musi być naprawdę paskudne uczucie, kiedy dziewczyny rzucając się do twoich stóp. A właściwie nie do twoich stóp, tylko na nasze śniadanie. Jeżeli brokat z którejkolwiek z tych kartek wpadnie do mojego talerza, rzucę w twoją głowę widelcem. I nie będę musiała się jakoś poważnie starać, żeby w nią trafić. Trochę spuchła od twojego ego.
Syriusz pochylił się w jej stronę.
- Dobrze ci w zielonym, kotku.
- Więc może powinnam usiąść ze Ślizgonami – ostrzegła go ze zmrużonymi oczami. – Jesteś arogancki. Powiedz mi tylko, co masz zamiar zrobić z tymi podarunkami?
- Peter testuje czekoladki. James i Remus pilnują go, żeby po Eliksirze Miłosnym nie zrobił żadnego głupstwa, jak zaręczenie się z jakąś wiedźmą. Szczególnie w moim imieniu.
- Naprawdę chcesz to zrobić? – Mia spojrzała na Petera, który tylko się wzruszył ramionami. Wywróciła oczami. Oczywiście, że Peter by to zrobił. Nie miał w ogóle kręgosłupa. Była szczerze zaskoczona, że jego Animagiem nie była glista. – Czemu po prostu nie wyrzucisz wszystkich?
- Bo nie wszystkie są skażone – odpowiedział Syriusz takim tonem, jakby tłumaczył oczywistość.
- Czy to naprawdę jest warte waszego wysiłku?
- Ta czekolada nie jest dla mnie – Black spojrzał na Remusa, który zmieszał się pod intensywnym wzrokiem Mii.
- Naprawdę? – Podniosła oczy tak wysoko ku górze, że prawie wywróciła białkami.
- To naprawdę byłaby wielka strata, wyrzucić je wszystkie – zapewnił ją Lupin.
- Jesteście niesamowici. No, dobrze. Zaczynajcie – machnęła ręką, żeby chłopcy kontynuowali.
Pierwszą paczuszkę otworzył Peter, bo Syriusz stwierdził, że nie chce mieć z nią nic do czynienia, James był ranny, a Remus źle się czuł. Długie opakowanie, owinięte w czerwony papier i obwiązane złotą wstążką przypomniało Mii prezent, który Hermiona dostała od Remusa na dziewiętnaste urodziny.
Peter odsunął wieczko i oczom Gryfonów ukazał się bogaty wybór czekoladek.
- Oznaki jakichś zaklęć? – Zapytał Syriusz, spoglądając ponad ramieniem Jamesa, jakby się obawiał, że pudełko za chwilę eksploduje.
James, w odpowiedzi na jego pytanie, sięgnął po załączoną kartkę i ostrożnie ją otworzył. Na jego kolana spadło mnóstwo jasnoróżowego brokatu, pomieszanego z malutkimi, czerwonymi serduszkami.
Mia zakryła swoje śniadanie.
- Osobiście nie zjadłbym nic z tego opakowania – ostrzegł Potter. – Liścik jest bardzo… Obrazowy.
Zarumienił się i próbował podać kartkę Syriuszowi, ale zagniewana Mia wyrwała mu ją z dłoni.
Mój przystojny, czarny Lwie,
Wpadnij wieczorem do Wieży Krukonów. Odpowiedź na zagadkę naszych drzwi brzmi „Woda". Moje łóżko znajdziesz na samej górze, czwarte po prawej. Będę miała na sobie tylko to, co możesz ze mnie zlizać.
Callista Hitchins
- Kim, do kurwy nędzy, jest Callista Hitchins? – Warknęła Mia, kończąc czytać list. Zaczerwieniła się z gniewu.
W jej stronę odwróciło się kilka zszokowanych osób. Z kolei po ustach Remusa błąkał się mały uśmieszek, jakby właśnie na coś takiego czekał.
- Przyszłą panią Pettigrew! – Wrzasnął Peter i stanął na krześle, żeby dokładnie rozejrzeć się po Wielkiej Sali. Jego oczy błyszczały szaleństwem, a na wargach miał rozsmarowaną czekoladę.
James i Remus chwycili przyjaciela za ramiona, próbując go przytrzymać.
- Mówiłem, że te były skażone. Wyrzuć je – powiedział James, przekazując pudełeczko do Franka, którego zadaniem była utylizacja zatrutych czekoladek.
- Czy któreś z nich są anonimowe? – Zasyczała Mia.
- Nie – zachichotał Syriusz. – One wszystkie chcą, żebym doskonale wiedział, kim są.
- Mary, masz przy sobie pergamin i pióro? – Mia odwróciła się do przyjaciółki. – Zostawiłam swoje na górze.
- Jasne, że mam – Mary przełknęła głośno ślinę, ale sięgnęła do torby po przybory, o które poprosiła Mia. – Chcę wiedzieć, co z nimi zrobisz? Znam to spojrzenie, Mia.
- Kocham to spojrzenie – dodał Syriusz. Jego oczy pociemniały.
Peter dostał kolejną paczuszkę do spróbowania, mimo jednego Eliksiru Miłosnego, który krążył w jego żyłach. Mieli niewiele czasu, skoro Syriusz chciał zabrać Mię do Hogsmeade, ale Black nie mógł sobie odmówić tego małego przedstawienia.
- Myślisz, że Callista takie lubi? – Zapytał Peter, patrząc na kawałek czekoladki, który trzymał w dłoni.
- Przykro mi, stary – James poklepał Petera po plecach. – Te są czyste, więc należą do Luniaczka.
Chłopak przekazał pudełko do Remusa, który odłożył je na bok, rozpoczynając swoją kolekcję.
- Następna kartka – zaśmiał się Jamie, otwierając kopertkę. – Łapo! Napisała do ciebie wierszyk!
Syriusz złapał walentynkę, zanim Mia miała okazję ją przechwycić, przeczytał jej zawartość, roześmiał się głośno i zaczął deklamować.
- Na górze róże, na dole fiołki, spotkaj się ze mną w lochach, na swawole i fikołki.
Cały stół – poza Mią – roześmiał się.
Ona tylko zmarszczyła czoło, czując coraz większy ciężar w żołądku.
- Od kogo to było?
- Nie wiem… - Syriusz spojrzał na podpis. – Kathleen Birchgrove. Nie mam pojęcia, kto to.
Mia podała kartkę Alice, jednocześnie zapisując na pergaminie nazwisko dziewczyny.
- Ta nie jest zła – James podał pudełko czekoladek do Petera, który od razu zaczął jeść. – Brzmi jak coś, co ty byś napisała, Mia.
Syriusz prychnął i ponownie odczytał treść kartki na głos.
- „Oby nam ten wonny miłości pączek przyniósł kwiat niepłonny".
- TO! – Zaskrzeczała Mia. – To jest Szekspir!
Wyrwała kartkę z rąk Blacka. Jej oczy się rozjarzyły, a wokół jej włosów zaczęło iskrzyć.
- To mało oryginalny, pretensjonalny złodziejski pomiot, który udawał, że był Mugolem. Nigdy nie usłyszałbyś mnie, cytującego jego poezję.
Remus zaczął się śmiać jak wariat. Musiał zakryć twarz ramionami, żeby się pohamować.
- Stul dziób, Remusie!
Na koniec śniadania, Peter wyznał miłość siedemnastu różnym czarownicom z trzech domów – Gryfonki wiedziały lepiej. Dziesięciu z tych siedemnastu próbował się oświadczyć, następnie chciał zdjąć z siebie ubranie. W momencie, kiedy Frank wrzucał do kosza na śmieci ostatnie zatrute czekoladki, Remus trzymał Petera w pełnym unieruchomieniu. Chroniąc resztki jego honoru, James rzucił na przyjaciela zaklęcie uciszające, bo w przeciwnym wypadku Peter zacząłby wyśpiewywać sonety zaciekawionym Krukonkom, który podeszły do nich, żeby rzucić okiem na walentynki Syriusza.
Mia sporządziła listę tych siedemnastu czarownic. Do Callisty Hitchins dołączyło osiem innych Krukonek, w tym Sophia Buckley, Mirabella Ellis i Adelia Chapman. Było na niej również kilka Puchonek, które Mia dotychczas uważała za zbyt słodkie, żeby poważyć się na coś takiego: Heather Hopkirk, Ophelia Shaw i Lavinia Sheppard. Wśród Ślizgonek Mia rozpoznała takie nazwiska, jak Bonnie Penrose, Kathleen Birchgrove, Ambrosia Mablethorpe i niesławna Elora Zabini.
Mia była wściekła, a kiedy była wściekła, traciła poczucie sprawiedliwej oceny sytuacji, które posiadała jako Hermiona Granger.
- Daj mi wszystkie kartki. Wszystkie od czarownik, które próbowały otruć Syriusza – wyciągnęła dłoń do Alice, która podała jej różowe i czerwone koperty.
- Nikt nie próbował mnie otruć – Syriusz wywrócił oczami. – Może próbowały mnie do czegoś zmusić, ale…
- Zmusić? – Iskry, które otaczały włosy Mii jak halo, przeskoczyły na stół Gryfonów, wypalając w nim małe ślady.
Położyła koperty przed sobą, machnęła nad nimi różdżką i wymamrotała długie zaklęcie. Kartki rozjarzyły się głęboką czerwienią, po czym zniknęły.
- Mia? – James spojrzał ostrożnie na siostrę. – Czy ja w ogóle chcę wiedzieć, co zrobiłaś?
Remus uniósł brew.
- Zapytam inaczej: potrzebujesz alibi?
Mia wzruszyła niewinnie ramionami.
- Ja tylko je odesłałam do nadawcy.
Po kolei, każdy z listów pojawiał się przed niespodziewającymi się tego dziewczętami. Gryfoni siedzieli wyjątkowo cicho, czekając na wybuchy towarzyszące otwieraniu zamkniętych kopert. A jednak, zamiast spodziewanych eksplozji, każda czarownica, która otworzyła zwróconą kartkę mogła przeczytać jedno zdanie:
Eliksiry Miłosne są niemoralne i powinny zostać zakazane w tej szkole!
I jakby przyłapanie na gorącym uczynku nie wystarczyło, po chwili każda z tych dziewcząt zaczęła krzyczeć, jak opętana. Wycia i jęki odbijały się od kamiennych ścian i zaczarowanego sufitu, gdy siedemnaście czarownic poderwało się z miejsc i zakrywając twarze rękoma, ruszyły jak szalone w kierunku wyjścia. Kilka zatrzymało się w połowie drogi i ze łzami w oczach spojrzało w kierunku stołu Gryfonów, gdzie siedzieli oniemiali James, Peter, Remus, Frank, Alice i Mary.
Mia nie była oniemiała. Ona była wściekła. Syriusz tylko szeroko otworzył oczy.
- Jesteś okropna! – Wrzasnęła jedna z dziewczyn, wznawiając ucieczkę z Wielkiej Sali. Mia tylko warknęła, a jej Animag drgnął gdzieś w środku.
Niedawno była to prześliczna, czarnowłosa Krukonka. Teraz jednak zarówno ona, jak i szesnaście innych czarownic miało twarze ozdobione czerwonymi i fioletowymi krostkami, które układały się w słowo Z-D-Z-I-R-A.
Osoby, które studiowały w Grupie Doradczej od razu się zorientowały, kto rzucił ten urok, więc Mia wiedziała, że musi działać szybko, jeśli nie chciała, żeby po szkole rozniosły się plotki o tym, jak przeklęła innych uczniów. Nieważne, czy były prawdziwe, czy nie.
- Idę do Skrzydła Szpitalnego – zakomunikowała spokojnym tonem, podnosząc się z miejsca. – Gdy tam będę, wezmę jakieś lekarstwo dla Petera.
Słysząc to, Pettigrew przełamał zaklęcie uciszające. Wyjątkowo mocno nie chciał stracić tego, co czuł do Elory Zabini.
Jednak kiedy jej przyjaciele przez cały czas gapili się na nią bez słowa, Mia poczuła, że należą im się słowa wyjaśnienia.
- Nie martwcie się. Powiem pani Pomfrey jak zdjąć z nich ten urok.
Wiedziała, że w jej oryginalnej linii czasowej Marietta Edgecombe, donosiciel, cały czas nosiła blizny po tym, jak zdradziła Gwardię Dumbledore'a, ale Mia miała świadomość, że takie zachowanie jej nie przystoi jako córce Potterów. Chciała tylko postawić na swoim i dobitnie przekazać wiadomość: nikomu nie wolno bawić się tym, co należało do niej.
- Cały czas jesteśmy umówieni? – Zapytała Syriusza.
- Abso-kurwa-lutnie! – Black spojrzał na nią, z lekko zwariowaną miną. Uśmiechnęła się do niego i on odpowiedział tym samym. Odprowadził ją wzrokiem do drzwi Wielkiej Sali, zza których nadal dobiegały jęki i płacze ostatnich ofiar uroku Mii.
Syriusz przeczyścił gardło i subtelnie schował dłonie po stołem, próbując poradzić sobie z nagłym problemem. Dotknął najwrażliwszej części swojego ciała przez spodnie dokładnie w tym momencie, w którym James uderzył go w ramię, niechcący sprawiając mu ogromny ból. Syriusz jęknął i położył głowę na stole.
- Ty… Ty fiucie!
- To moja siostra!
Black przechylił głowę, żeby spojrzeć na swojego najlepszego przyjaciela i uśmiechnął się z trudem,
- Nigdy nie widziałem, żeby się tak wściekła. Po prostu mnie to podnieca.
- Daj sobie spokój, Łapo! – James próbował tym razem uderzyć Syriusza po głowie, ale Black to przewidział i zamknął nadgarstek Pottera w żelaznym uścisku.
Jak przewidywał, James użył swojej złamanej ręki, żeby przyłożyć przyjacielowi.
- Auć!
