Od tłumaczki: Proszę bardzo, kolejny rozdział. Z jednej strony mamy tu zalążek związku Mii z Syriuszem, a z drugiej… Syriusz jest jeszcze takim dzieckiem. Przeczytajcie sami. Miłego weekendu.
ROZDZIAŁ 45 – WYJĄTKOWO GŁUPIA
14 luty 1976
- Czy jestem dzisiaj wyjątkowo głupia? – Rzuciła w powietrze Mia, stojąc przed wysokim lustrem w dormitorium, które dzieliła z Lily, Alice i Mary.
Nadal nie przyzwyczaiła się do mugolskiej mody z lat siedemdziesiątych. Rzadko miała z nią do czynienia, biorąc pod uwagę to, że w szkole ubierała się głównie w mundurki i szaty, a w posiadłości całą jej garderobę uszyła Tilly. Jednak z czasem została zmuszona, żeby brać udział w wypadach na zakupy z przyjaciółkami, które uwielbiały mugolskie sklepy. Latem Lily namówiła ją, żeby kupiła sobie najciaśniejszą parę biodrówek, jaką kiedykolwiek widziała.
Mia zbladła, gdy zobaczyła swoje odbicie w lustrze i przed jej oczami stanęły stare zdjęcia jej mugolskiej matki. Na jej strój składała się, poza jeansowymi biodrówkami, luźna, lejąca się bluzeczka, naszyjnik z Galeonem, który dostała od Jamesa, kolczyki, które podarował jej młodszy Syriusz i bransoleta Potterów, którą otrzymała od starszego Syriusza.
- Dlaczego głupia? – Odpowiedziała Lily, zakładając na siebie ciemnoniebieski sweterek. Jej długie, rude włosy wisiały luźno za jej ramieniem. – Wyglądasz fantastycznie.
- Wyglądam śmiesznie. Te spodnie są za ciasne. Dlaczego muszą być tak ciasne?
- Mugolska moda – wyjaśniła Lily z uśmiechem. Zachichotała, widząc spojrzenie, jakie posłała jej przyjaciółka, kiedy pomagała jej z paskiem. – Wy, czarodzieje czystej krwi, jesteście tacy zabawni. Poza tym, nie narzekasz na ciasność męskich spodni.
Mia zaczerwieniła się.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
- Daj spokój – chichot Lily przeszedł w śmiech.
Mia westchnęła, zdenerwowana tym, jak prezentowało się jej odbicie w lustrze.
- Lily, czy jestem wyjątkowo głupia?
- Mówimy w tym momencie o tym, że przeklęłaś dwadzieścia czarownic w Wielkiej Sali, które podobno przystawiały się do Blacka? – Zapytała Lily tonem prefekta. Mia wywróciła oczami.
- Siedemnaście, nie dwadzieścia. I nie przystawiały się do Syriusza, tylko próbowały go otruć. Poza tym, - wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić, - powiedziałam pani Pomfrey, jak odwrócić urok. Nic się im nie stało.
- A zatem ta głupota musi się odnosić do randki z naszym etatowym Romeo? – Lily uniosła brew.
Mia wiedziała, że jej przyjaciółka tylko się z nią drażniła, ale stos kartek walentynkowych na stole, plotki, które docierały do niej przez lata i jej osobiste obserwacje, które dowodziły, że Syriusz wymykał się na potajemne schadzki z losowymi czarownicami, pokazywały jej, jak niedoświadczona była.
Chcąc zatuszować swoją nerwowość, wygładziła dłońmi bluzkę.
- Mia, ja tylko żartowałam – Lily złapała przyjaciółkę za rękę i pociągnęła na łóżko.
- Nie wiem, czy potrafię, Lily. Patrzę na niego i myślę o jego…
- Przeszłości?
Przyszłości, pomyślała Mia, ale nic nie powiedziała.
- Przykro ci? Z powodu plotek na jego temat?
- Nie – odpowiedziała Mia, sama nieco zaskoczona swoją odpowiedzią. Jednak logicznie na to patrząc, Hermiona znała reputację Syriusza dużo wcześniej, zanim przybyła z przyszłości i poznała młodego Blacka. – Nie można na nim polegać, to mnie martwi. Nie wierzę, że będzie ze mną szczery. Będzie sarkastyczny, będzie ze mną żartował, i chociaż to czasami jest miłe, boję się, że on się przede mną nie otworzy.
- Przez cały rok chodziłaś z wilkołakiem – wytknęła jej Lily.
- No właśnie! A bardziej przeraża mnie randka z Syriuszem Blackiem! – Odkrzyknęła. – Jak to o mnie świadczy?
- Po prostu ci na nim zależy. Boisz się, że zbliżysz się za bardzo i on cię zrani. Uważasz, że jest do tego zdolny?
- Nie jest – Mia przypomniała sobie, co jej matka mówiła o ich Więzi i o tym, że byli niezdolni do skrzywdzenia siebie nawzajem. Miała jednak świadomość, że nie o to pytała Lily. – Znam Syriusza od lat. Zawsze balansował na granicy między przyjacielem, kimś, kto mnie chronił i… Kimś jeszcze.
- To z jego powodu ty i Remus zerwaliście ze sobą? – Lily zmarszczyła brwi.
- Tak – przyznała Mia, westchnęła i ukryła twarz w dłoniach. – I nie. To skomplikowane.
- Więc to odkomplikuj.
- Nie wiem, czy potrafię.
Prawie się roześmiała, kiedy pomyślała o wyznaniu przyjaciółce swoich sekretów. Chciała powiedzieć Lily, że została przysłana z przyszłości przez Remusa, który miał żonę i syna, i ani przez chwilę się nie zdradził, że w przeszłości spotykał się z nią. Chciała opowiedzieć, jak Syriusz zginął i jak przywróciła go do życia, prowokując rzadki, sięgający antycznych czasów rodzaj więzi.
I przy okazji, jesteś martwą matką mojego najlepszego przyjaciela, a jego ojcem – czyli twoim mężem – jest mój brat.
- Powiedzmy, że ja i Remus nie jesteśmy sobie przeznaczeni.
Lily parsknęła śmiechem.
- Nie mów mi, że wierzysz w przeznaczenie.
- Lily, jest kilka rzeczy, których jako osoba urodzona w rodzinie Mugoli możesz nie wiedzieć i musisz do nich podejść z otwartym umysłem – powiedziała Mia i roześmiała się w duchu, wiedząc, jak wściekła by była, gdyby ktoś jej powiedział coś takiego. – Wilkołaki mają swoje przeznaczone partnerki, swoje samice. Ja nie jestem przeznaczona Remusowi. Gdybym była, wierz mi, że byłabym z nim.
- Rozumiem – dziewczyna zmarszczyła czoło. – Czy Remus…?
- Wie, kto jest jego samicą? – Mia potrząsnęła głową. – Bardzo rzadko wilkołaki je znajdują. Wierzę, że gdzieś tam jest, ale on nie jest tego taki pewien.
- To znaczy, że on nie może być z nikim innym?
Mia widziała smutek w szmaragdowych oczach Lily i nie mogła nic poradzić na to, że się uśmiechnęła, czując jej empatyczne podejście.
- Może, ale… Nie wiem, jak to opisać. Remus mówi, że czuje się tak, jakby ideał był blisko, ale poza jego zasięgiem. Jakbyś próbowała podrapać się po plecach. Możesz się rozciągać i drapać okolice, ale dopóki nie trafisz na ten konkretny punkt, będziesz zirytowana.
- To straszne. Biedny Remus. A jak do tego wszystkiego ma się Syriusz?
- Powiedzmy, że nasze… Natury… Są kompatybilne – Mia wzruszyła ramionami, nie wiedząc, jak lepiej to określić, jednocześnie nie zdradzając za wiele.
Dumbledore ostrzegł ją, że musi dochować swojej tajemnicy dla bezpieczeństwa swojego i innych, a jeżeli był ktoś, na kogo bezpieczeństwie zależało jej tak mocno, jak na jej chłopcach, była to Lily Evans. I mimo, że wiedziała doskonale, jak wszystko się rozegra, Mia nie mogła dopuścić, żeby nie urodził się jej najlepszy przyjaciel, Harry Potter.
- Powinnaś dać mu szansę – powiedziała Lily, patrząc na przyjaciółkę z determinacją. – Jeśli powstrzymuje cię tylko strach, to musisz znaleźć tą sławną, gryfońską odwagę. A zatem, dajesz! Weź swój zgrabny tyłeczek, okryty ciasnymi, małymi biodrówkami na dół i baw się dobrze na swojej randce!
- Twój optymizm jednocześnie mnie podnosi na duchu i irytuje. A mówiąc o randkach, jak się ma Amos?
- Przeżyje. Twój brat z drugiej strony…
wWwWwWwWwWwWwWwWw
Syriusz obserwował Jamesa, który nerwowo spacerował przed wielkimi odrzwiami Hogwartu, patrząc posępnie na udające się do wioski pary. Remus był już w Wieży, odpoczywał w swoim łóżku i nabierał sił przed pełnią księżyca, natomiast Peter przebywał w Skrzydle Szpitalnym. Okazało się, że aby przeciwdziałać siedemnastu różnym Eliksirom Miłosnym nie wystarczy jedno antidotum. James powinien być na boisku, ale zdecydował się pożegnać z Syriuszem i Mią.
- Nie obściskuj się z moją siostrą. Nie dotykaj tyłka mojej siostry. Nie dotykaj talii mojej siostry. Nie dotykaj… W ogóle nie dotykaj mojej siostry.
Black posłał mu niewinne spojrzenie.
- Czyli mam nie dotykać twojej… Siostry?
- Łapo… - Zasyczał ostrzegawczo Potter.
- A jeżeli się poślizgnie i upadnie? – Syriusz zachichotał. – Oczekujesz, że zostawię ją na ziemi? To nie byłoby miłe z mojej strony.
- Nie jesteś miłym człowiekiem, Łapo. Stąd moje ostrzeżenie.
- Pamiętam, jak rozmawiałeś z Lunatykiem. Podmienię jego imię na swoje i będziemy to mieli za sobą.
- Tobie chcę powiedzieć coś zupełnie innego, ty dupku – warknął James. – Moja siostra nie będzie kolejną lafiryndą, która tylko grzeje twoje łóżko.
- Naprawdę tak źle o mnie myślisz, Rogaczu? – Ton Syriusza był lekki i brzmiał jak rozbawiony, ale jego zmrużone oczy pokazywały, że zabolało go stwierdzenie przyjaciela.
Syriusz chciał powiedzieć Jamesowi, że Mia od dawna mogła być jego dziewczyną, ale poświęcił się dla niej i jej nie usidlił. Nie chciał o tym nawet myśleć. Wtedy miał swoje powody i one się nie zmieniły. Nie zmieniły, prawda?
Właśnie w takich momentach niesamowicie żałował każdej jednorazowej przygody, w jaką wdał się z nic nieznaczącymi czarownicami w schowkach na miotły. Oczywiście, te upojne chwile pomagały mu uporać się z uczuciami, z jakimi nie mógł sobie poradzić. Seks z czarownicami mugolskiego pochodzenia dawał mu niewielkie poczucie triumfu, że oto udało mu się skazić linię Blacków. Te krótkie, słodkie momenty pozwalały mu zapomnieć, że po zakończeniu roku szkolnego będzie musiał wrócić do domu, do Walburgi, która będzie mu przez cały czas przypominać, jakie ma obowiązki w stosunku do swojej rodziny. Tej rodziny, która wiecznie mu przypominała, że był niewartym zdrajcą krwi. Że nie był dla nikogo wystarczająco dobry.
W tym momencie Syriusz wiedział, że była przynajmniej jedna czynność, w której był mistrzem. Mogła o tym zaświadczyć długa lista dziewcząt. Świadczyły o tym głośno. I wielokrotnie.
Podczas Świąt Bożego Narodzenia jego rodzice zaprosili go na poważną rozmowę, w trakcie której zapewnili, że szukają dla niego odpowiedniej narzeczonej. Od tego momentu jego jednorazowe przygody z szukającymi fizycznych uciech Krukonkami przestały być zabawne. W listopadzie skończył szesnaście lat i Walburga urządziła sobie wieczór pojękiwania, skarżąc się, że Syriusz powinien zostać naznaczony zimą, jednak ich gość honorowy był zajęty w innych częściach kraju. Syriusz nie miał pojęcia, kim był ten gość honorowy, jednak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co mogło oznaczać „naznaczenie".
Przez większość nocy miał problemy ze snem, bo wiedział, że podczas letnich wakacji zostanie zmuszony do powrotu do domu. Dni takie, jak Walentynki pozwalały mu na chwilę zapomnieć o zobowiązaniach względem swojej rodziny. Przez chwilę mógł być głupim, impulsywnym nastolatkiem.
Ale James szybko przypomniał przyjacielowi, że nie pozwala mu być głupim i impulsywnym przy Mii.
- Niech ci będzie, kurwa jego mać. Nie dotknę twojej cholernej siostry.
- Super…
- O, kurwa – Syriusz odwrócił się i spojrzał na stojącą u dołu schodów Mię, która odpowiedziała najchłodniejszym wzrokiem, jakim kiedykolwiek go obdarzyła. – Jesteś dupkiem, Rogaczu.
- Cudowny sposób na rozpoczęcie naszej randki – syknęła Mia i minęła Huncwotów, celowo taranując ramieniem Blacka. Lily, podążająca za przyjaciółką, posłała mrożące spojrzenie Jamesowi, po czym z gracją podała dłoń czekającemu na nią Amosowi.
- Fantastycznie, kurwa… Po prostu fantastycznie – jęknął Syriusz, klepiąc Jamesa po plecach. – Dzięki, stary.
- Nie chcę, żebyś ją zranił – wymamrotał Potter.
- Wiem, wiem – zgodził się Black i korzystając z chwili nieuwagi przyjaciela, uderzył go mocno w przyrodzenie. James zgiął się wpół, a Syriusz popędził za Mią.
- Mia! – Zawołał za nią, ale dziewczyna się nie zatrzymała. Poślizgnął się, tracąc przyczepność na śniegu w swoich butach ze smoczej skóry. – Mia! Kurwa… Kotku, zaczekaj na mnie!
- Ostrożnie – spojrzała na niego mrocznie. – Nie podchodź za blisko. Nie chciałbyś mnie przypadkowo dotknąć.
- Wiesz, że chodziło mi tylko o spacyfikowanie twojego cholernego brata – Syriusz wywrócił oczami i przytrzymał się przechodzącego obok Puchona, żeby nie stracić równowagi. Uśmiechnął się z wdzięcznością i podbiegł do Mii, zanim dziewczyna miała szansę mu uciec. – Wygląda na to, że jestem wystarczająco dobry, żeby być jego najlepszym przyjacielem, ale jestem jednocześnie niegodny, żeby trzymać twoją dłoń.
- Uważasz, że Jamie jest w stanie zapomnieć o twojej reputacji? – Zapytała ostro.
- Biorąc pod uwagę, jak często prosi mnie o pikantne szczegóły, powiedziałbym, że nie. Chyba, że wiesz, jak się rzuca Obliviate – zasugerował Black z pewnym siebie uśmieszkiem. – Kotku, jeśli nie chcesz, żeby to była prawdziwa randka, powiedz mi teraz.
Mia nic nie odpowiedziała.
wWwWwWwWwWwWwWwWwWw
- Czemu ty i Remus ze sobą zerwaliście? – Zapytał, przerywając przyjemną ciszę, w jakiej spacerowali. Główna ulica wioski była pełna par uczniów, którzy spieszyli do Trzech Mioteł albo do kawiarni Pani Puddifoot. Mia westchnęła, patrząc na swoich kolegów i koleżanki, a Syriusz się roześmiał. – A uważałem cię za osobę romantyczną. Czy to nie ty z Luniaczkiem ciągle cytowaliście sobie poezję?
- Nie tylko poezję – sprostowała Mia, koncentrując swoją uwagę na Blacku. – Co do twojego pytania, już na nie odpowiedziałam. Ja i Remus jesteśmy lepszymi przyjaciółmi.
- Ale ze mną możesz iść na randkę? – Dopytywał. – Nasza przyjaźń nie jest tak ważna, więc można ją zepsuć randką?
- Gdzie chciałbyś iść najpierw? – Mia postanowiła zignorować jego pytanie.
- Prowadź – zaproponował Syriusz i ruszył za czarownicą. – A powiedz mi, skoro ty i Lunatyk jesteście tylko przyjaciółmi, dlaczego nadal się razem wymykacie?
Mia odwróciła się do niego z szeroko otwartymi ustami.
- Słucham?
- Ukrywacie coś – zarzucił jej Black. – Wiem, że tak jest. Czasami Remus wymyka się z dormitorium w środku nocy, a po powrocie czuć od nim luksusowym mydłem z łazienki prefektów.
- Prawdopodobnie właśnie wtedy Remus bierze prysznic. Co to ma wspólnego ze mną?
- Pachniesz tym samym zapachem – wytknął jej Huncwot i musiał zdusić przekleństwo, kiedy zauważył, że zaczerwieniła się na jego słowa. – Zerwaliście ze sobą, ale nadal dobrze się bawicie pod wspólnym prysznicem?
Odwróciła od niego wzrok i warknęła na niego.
- Nie do twarzy ci w zielonym.
Syriusz wbił w nią mroczne spojrzenie i poczuł, że jeżą się mu włoski na karku.
- Nie lubię się dzielić.
- Nie należę do ciebie!
- To zabawne, bo twoje zachowanie z rana zdawało się mówić coś innego!
- Zrobiłabym to samo dla Remusa i Jamiego – broniła się.
Wywrócił oczami, nie wierząc w jej słowa.
- Wyprostujmy kilka spraw między nami, kotku – powiedział, podążając za nią. W międzyczasie zdążył posłać mordercze spojrzenie Snape'owi, który właśnie wchodził do sklepu Derwisza i Bangsa. – Jesteś na mnie wściekła bo pocałowałem cię kilka lat temu i odszedłem? A może, bo pocałowałem cię w ostatnie Boże Narodzenie i odszedłem? A może dlatego, że obiecałem Rogaczowi, że cię nie dotknę?
- Za nic nie jestem na ciebie wściekła! – W końcu pękła. – I jestem wściekła za to wszystko!
Westchnął z irytacją.
- Na Merlina, zrobiła się z ciebie strasznie trudna kobieta! Kiedy ty i ja przestaliśmy tak po prostu ze sobą rozmawiać? – Złapał ją za rękę i odwrócił w swoją stronę. – Jesteśmy przyjaciółmi odkąd skończyliśmy jedenaście lat. Gdy chodziłaś z Remusem, nie przeszkadzało ci moje zachowanie. A teraz albo jesteś na mnie wściekła, albo głaskasz mnie po pieprzonej głowie w Pokoju Wspólnym.
- Mam przestać? – Zapytała ostrzegawczo.
- Wściekać się na mnie? Tak! – Wrzasnął Syriusz. – Czego ty ode mnie chcesz?
- Nie wiem! Ja… Po prostu nie wiem.
- A nie możesz się dowiedzieć? – W jego głosie pojawiła się porażająca szczerość.
- Naucz się Oklumencji – wyrwało się jej. – Naucz się chronić umysł i powiem ci wszystko.
- Masz jakieś tajemnice?
Zachichotała cicho.
- Wszystkie dziewczyny mają swoje sekrety.
Usiedli w Trzech Miotłach. Syriusz poprowadził Mię do swojego ulubionego stolika, trzymając dłoń niebezpiecznie blisko jej pośladków. Rzucił swój charakterystyczny uśmiech barmance.
- Rosie, poproszę dwa najlepsze kremowe piwa dla mnie i dla tej uroczej panienki!
Zjedli w milczeniu. Syriusz postanowił dać Mii wystarczająco dużo czasu na oswojenie się z sytuacją i musiał sam przyznać, że żadnej innej dziewczynie nie dałby się ignorować przez tak długi czas na randce. Dopiero po dłuższej chwili podniosła wzrok i uśmiechnęła się do niego. Wrócił błysk w jej oczach. Coś rozpaliło się w duszy Syriusza na ten widok i chłopak odpowiedział szerokim uśmiechem. Nie było w tym nic sztucznego, jak wielokrotnie wcześniej, gdy był na jednorazowej randce z chętną czarownicą. Uśmiechnął się szczerze, właśnie do niej, bo w tym momencie czuł się szczęśliwy.
- Przepraszam – powiedziała cicho Mia. – Ostatnimi czasy mam problemy z zaufaniem.
Uśmiech Syriusza tylko się poszerzył w odpowiedzi. Nie musiał nic mówić, żeby zrozumiała, że już jej wybaczył.
- Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli zatrzymamy się w Miodowym Królestwie? – Zapytała. – Obiecałam Remusowi, że kupię mu kilka czekoladowych żab.
- Kupujesz prezent dla swojego byłego, będąc ze mną na randce? – Black tylko uniósł brew i założył lok jej włosów za ucho. – Nie robisz nic, żeby mnie zadowolić, kotku.
Machnął dłonią w kierunku sklepu ze słodyczami.
- Idź. Ja wejdę na chwilę do Zonka.
- Wracam za kilka minut – obiecała, ściskając mocniej jego dłoń i odeszła od niego.
- Zastanawiałam się, czy cię tu zastanę.
Syriusz odwrócił się ku zbliżającej się do niego Marlene McKinnon. Do diabła. Skinął jej głową, decydując się być grzecznym.
- McKinnon.
- Nie odpowiedziałeś na moją walentynkę – wydęła wargi i odrzuciła długie, jasne włosy na plecy. – Zraniłeś moje uczucia.
- Jeśli nie zauważyłaś, miałem dzisiaj rano problem z ilością poczty przychodzącej – zaśmiał się, celowo nie patrząc jej w oczy.
Po śniadaniu wrócił do pokoju, zdecydowany wygrzebać ze swojego kufra nieskażone czekoladki i zanieść je do Skrzydła Szpitalnego, dla Petera. Zauważył wtedy kartkę na swojej poduszce i natychmiast rozpoznał pismo Marlene. Spalił walentynkę, nie otwierając jej.
- Co mogę na to poradzić? Jestem popularnym facetem.
- Zauważyłam.
- Dziewczyna, z którą jestem na randce, akurat jest w Miodowym Królestwie – wyjaśnił, widząc, jak Marlene uważnie rozgląda się po Hogsmeade, jakby zastanawiała się, czy uda się jej porwać go i Aportować w nieznane miejsce. Biorąc pod uwagę całą sytuację z Eliksirami Miłosnymi, byłoby to zagranie w jej stylu. Nie podobało się jej, że Syriusz już nie chciał uprawiać z nią seksu.
- Nowy związek?
- Chyba znasz mnie nieco lepiej – znowu się zaśmiał, chcąc upewnić ją, że był nierozsądnym chłopcem. – Czy ja kiedykolwiek byłem w związku?
- Wydawało mi się, że ze mną – pochyliła się w jego kierunku, muskając dłonią kołnierz jego wierzchnich szat. – Nie zgodzisz się? Było między nami coś specjalnego.
- Specjalnego? Tak – przyznał, nie chcąc ranić mocniej jej uczuć. – I ulotnego. Wiesz, że nie wychodzą mi poważne związki.
Wzruszył ramionami, mając nadzieję, że ją tym odprawi, ale Marlene nadal twardo przy nim stała.
Spojrzała mu prosto w oczy i Syriusz jęknął, zirytowany. Znał to spojrzenie. Dokładnie tak samo patrzyła na niego, gdy zostawił ją pod Wrzeszczącą Chatą, rano, po ich pierwszym wspólnym pocałunku. Później patrzyła na niego tak samo po ich pierwszej wspólnej nocy – wtedy też ją zostawił. W jej wzroku była determinacja. Marlene McKinnon nie przyjmowała do wiadomości porzucenia. A Syriusz nie lubił brutalnie odrzucać dziewczyn, które za mocno się do niego przyklejały.
A jednak Krukonka stała za blisko niego – a przynajmniej za blisko w momencie, kiedy był na randce z inną dziewczyną.
Skamieniał, zaskoczony, zastanawiając się, czy nie powinien jej wepchnąć w najbliższą zaspę. Zbyt dużo czasu zajęło mu odsunięcie się od niej.
Usta Marlene dotknęły jego warg.
- Syriuszu?
Kurwa…
Odwrócił się szybko, odpychając od siebie Marlene. Mia stała przed wejściem do Miodowego Królestwa, przypatrując się Blackowi i McKinnon z odrazą.
- Ona pocałowała mnie! – Krzyknął Syriusz, wskazując oskarżycielko dłonią na Krukonkę. Marlene tylko skrzywiła się z zadowoleniem. To wzbudziło w chłopaku gniew. – Zaplanowałaś to? O co ci, do jasnej cholery, chodzi, Marlene?
- Jestem ciekawa, jak ty się poczujesz, kiedy ona odejdzie od ciebie – prychnęła McKinnon i odsunęła się od Syriusza.
Kiedy Black odwrócił się w kierunku Mii, żeby się jej wytłumaczyć, dziewczyny już nie było.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
Remus nie mógł spać. Ból głowy, który torturował go od samego rana ustąpił, ale nadal tlił się gdzieś pod jego czaszką. Gdyby na błoniach nie leżały trzy metry śniegu, zdecydowałby się pobiegać, żeby spalić część energii. Próbował zrelaksować się w Pokoju Wpólnym w towarzystwie dobrej książki, kiedy poczuł, że coś go pali przez spodnie. Zaciekawiony sięgnął do kieszeni i wyciągnął zaczarowanego Galeona, na którym Mia przekazywała informacje o kolejnym spotkaniu Grupy Doradczej.
Spojrzał na monetę i uniósł brew.
Pokój Życzeń?
MP
Teraz chciała się spotkać w Pokoju Życzeń? Zastanawiając się, co mogło się stać, podszedł do łóżka Petera w poszukiwaniu jego monety. Wiedział, że Peter nigdy nie nosi jej przy sobie, bo obawia się, że przypadkowo mógłby ją wydać. Znalazł Galeona w kufrze przyjaciela, ale nie było na nim żadnej wiadomości. Mia nie wzywała całej grupy. Wiadomość była przeznaczona wyłącznie dla niego.
Twoja randka?
RL
Remus stuknął różdżką w monetę, żeby przesłać swoją wiadomość.
Moment później dostał odpowiedź.
Potrzebuję ciebie.
MP
Westchnął i potrząsnął głową, w myślach odhaczając każdy możliwy sposób, w jaki Syriusz mógł ją zranić.
wWwWwWwWwWwWwWwWw
Mia siedziała na polanie, w środku odtworzonego Zakazanego Lasu, obejmując ramionami kolana. Koncentrowała się na swoich uczuciach, które prawie ją obezwładniły, po tym, jak uciekła sprzed Miodowego Królestwa. A może czuła się tak jeszcze zanim uciekła? Czuła ten nieład w swoich uczuciach, gdy spacerowali z Syriuszem główną ulicą wioski, wrzeszcząc na siebie. Czy tak miało wyglądać jej życie? Miała je spędzić na walce z Syriuszem?
- Jest dzień.
Mia odwróciła się do Remusa, który z ciekawością przyglądał się komnacie.
- Zwykle, kiedy wywołujesz las, jest noc.
- Nie chciałam ci dzisiaj przypominać o księżycu – skłamała. Prawda była taka, że nie była w stanie patrzeć na gwiazdy.
Bez słowa wstała i pobiegła do niego. Wpadła prosto w jego otwarte ramiona. Trzymała go mocno i odetchnęła z ulgą, kiedy poczuła, że zagłębił nos w jej włosach i wdychał głęboko jej aromat. Bezpieczna. W jego ramionach tak się właśnie czuła. Nie potrzebowała słów.
Podniosła głowę i pociągnęła go ku sobie, tak, aby jego wargi wylądowały na jej ustach. Próbowała przekazać mu swoją potrzebę. Było bardzo blisko pełni księżyca, a oni nie kochali się przez cały tydzień, więc Mia wiedziała, że Remus łatwo się złamie. Gdzieś w podświadomości źle się z tym czuła, ale Remus odpowiedział chętnie na jej pocałunek, wkładając w niego całą swoją zaborczość i pożądanie. Jego język wtargnął do jej ust, jego dłonie mocno złapały jej biodra i wilkołak odchylił czarownicę do tyłu tak mocno, że upadła na trawę.
- Remusie, proszę – jęknęła, kiedy odsunął się od niej, żeby spojrzeć jej w oczy.
Jego tęczówki były złote, a ona wiedziała, że w tej chwili jej błyszczały bursztynem.
Zagłębił palce w niewiarygodnie ciasne spodnie, które kusząco opinały jej pośladki i uda, podczas gdy ona już zdejmowała przez głowę swoją bluzkę. Poczuła, że zadrżał, kiedy jego dłonie dotknęły jej nagiej skóry. Z uśmiechem pozbawiał ją każdego fragmentu garderoby, jaki miała na sobie, podczas gdy on przez cały czas był ubrany.
Mia spojrzała na niego z wyczekiwaniem i pomimo złotych oczu, głębokiego warkotu, który drżał w jego gardle i subtelnych ruchów płatków jego nosa – oznak tego, że miała do czynienia z Lunatykiem, nie z Remusem – była bezpieczna. Próbowała sięgnąć ku niemu, ale odtrącił jej ręce i sam sięgnął do paska swoich spodni. On miał kontrolę.
Napraw mnie, pomyślała ze łzami w oczach.
Opuściła powieki i dała się ponieść chwili, ignorując fakt, że robiła dokładnie to, o co zwykle oskarżała Syriusza – korzystała z seksu, żeby zapomnieć o złych chwilach, o bólu i tęsknocie. Jej ciało napinało się z każdym pchnięciem Remusa, a ona próbowała je rozluźnić, by w nieskończoność przedłużać przyjemność. Jego dłonie mocno zaciskały się na jej ramionach i Mia wiedziała, że rano będzie miała siniaki.
Nie istniało nic poza nimi dwojgiem, niebem i ziemią. Remus bardzo rzadko coś mówił podczas seksu, szczególnie tak blisko pełni księżyca. Zwykle warczał i syczał, ale tym razem, gdzieś pomiędzy jej ekstatycznymi jękami, usłyszała jego głos, gdy mówił „nasza".
To było takie proste. Związek z Remusem był prosty. Jak taniec, w którym znała wszystkie kroki. Jak piosenka, której tekst znała na pamięć. Był jak Historia Hogwartu, której każde słowo miała wyryte w umyśle. Widziała każdą stronę z zamkniętymi oczami.
Moje serce. Moje serce. Moje serce.
Jej dusza zaprotestowała.
Gdy dochodziła do siebie po niesamowitym orgazmie, uderzyła w nią ponura rzeczywistość. W jakiś sposób, fizyczne szczytowanie sprawiło, że jej psychiczne mury zawaliły się, zostawiając ją bezsilną i podatną na ciosy. Nie mogąc się powstrzymać, zaczęła płakać.
Remus zareagował instynktownie. Odsunął się od niej i spojrzał na nią z poczuciem winy.
- Mia? Ja nie chciałem… Dobrze się czujesz? Przepraszam, jeśli cię jakoś zraniłem… - Próbował przeprosić, ale ona tylko potrząsnęła głową i próbowała się do niego przytulić. Przez jego twarz przemknął cień.
- Mia? – Zapytał wyraźnie. – Co zrobił Syriusz?
Nie mogła powiedzieć Remusowi prawdy. Było jej przykro, że zobaczyła, jak Syriusz całuje inną dziewczynę – albo, jak on sam twierdził, inna dziewczyna całowała jego. Była zła z powodu ich kłótni, zła na to, z jakim lekceważeniem traktował wszystkie swoje związki, ale nie była zła na niego.
Była wściekła na siebie.
Związek z Remusem był taki prosty. Łatwo jej przychodziło być z nim, bo miała list od niego który ją prowadził. List, w którym błagał ją, żeby nie winiła się za to, co przyniosła im przyszłość. Remus nie winił jej za to, że nie zmieniła biegu wojny. Nie winił jej za to, że nie uratowała jego przyjaciół. Nie winił jej za to, że na wiele lat zostawiła go samego.
Tak ciężko było jej patrzeć na Syriusza i widzieć ból, jaki zadawała mu jego własna rodzina. Już zaczął się zmieniać w chłodnego, niedostępnego mężczyznę. Za każdym razem, kiedy się od niej odcinał, widziała jego wykutą w kamieniu twarz. Twarz o woskowej cerze i zapadniętych oczach, twarz z wieloletnim zarostem i skołtunionymi włosami. Twarz zbiegłego mordercy, Syriusza Blacka. Człowieka, którego wiele lat temu spotkała po raz pierwszy we Wrzeszczącej Chacie.
Nie zmieniając przyszłości, zostawi Remusa samego na wiele lat, ale wiedziała, że Remus jej to wybaczy.
Nie zmieniając przyszłości, złamie Syriusza. Skaże go na dwanaście lat w Azkabanie.
Czy Syriusz kiedykolwiek jej to wybaczy?
- Mia? – Zapytał jeszcze raz Remus, przygarniając ją do siebie? – Mia, co on zrobił?
Nic, pomyślała. Zawsze był niewinny.
Ale musiała coś powiedzieć Remusowi.
- McKinnon – wymamrotała, zdając sobie sprawę, że było to najlepsze wyjaśnienie na tę chwilę.
- Co za dupek – Remus westchnął i złożył lekki pocałunek na jej czole. – Przepraszam, kochanie. Za szybko cię do niego popchnąłem.
- Remusie? Ja… Wydaje mi się, że coś złego czeka Syriusza i nie wiem, jak temu zapobiec – zmarszczyła brwi, myśląc o przyszłości. Myślała o Blacku, wypalonym z drzewa genealogicznego swojej rodziny, wrobionym w morderstwo swoich przyjaciół, tracącym wszystko i wszystkich, na których mu zależało. Uwięzionym na całe dwanaście lat.
- Mia, nie możesz naprawić całego świata – wyszeptał miękko Remus i przyciągnął ją mocniej do siebie, aż siedziała oparta plecami o jego klatkę piersiową. – Syriusz musi się nauczyć, jak żyć.
Oparł się wygodnie o trawiaste podłoże. W końcu Mia przestała płakać i po jej regularnym oddechu poznał, że zapadła w sen. Wiedział, jak bardzo tego potrzebowała, więc pozwolił jej spać.
Kilka minut później poczuł gorąco promieniujące od kieszeni spodni. Ostrożnie wyciągnął Galeona i spojrzał na niego z niechęcią.
Gdzie jest Mia?
SB
Postanowił nic nie mówić, kiedy odpisywał przyjacielowi. Nie chciał obudzić śpiącej czarownicy.
Nasze zadanie!
RL
Patrzył parzącym wzrokiem na monetę, kiedy wysyłał wiadomość, przypominając Syriuszowi o przysiędze, którą złożyli wiele lat temu. A ponieważ Black nie odpisał, Remus wysłał do niego kolejną wiadomość.
Spieprzyłeś sprawę.
RL
Galeon rozgrzał się dopiero po kilku minutach. Remus spojrzał na odpowiedź.
Wiem.
SB
