Od tłumaczki: Przepraszam, miało być wczoraj, ale znowu mi nie wyszło. Tak właśnie wygląda piąty miesiąc remontu w mieszkaniu, kiedy nie wiesz, czy w weekend przypadkiem nie będzie Internetu… Postaram się dotrzymywać weekendowego terminu.

Przed nami dość… Obrazowy rozdział, szczególnie jego końcówka. Miłego czytania i do zobaczenia na koniec tygodnia.

ROZDZIAŁ 46 – WHISKY I MIÓD

13 marca 1976

Pokój Życzeń wyglądał jak replika Pokoju Wspólnego Gryfonów, bo Mia wiedziała, że Remus właśnie tam czuł się jak w domu. To właśnie Mia przygotowała komnatę, podczas gdy pozostałe dziewczęta załatwiły przysmaki z kuchni, a chłopcy wymknęli się do Hogsmeade po alkohol. Jedynym akcentem odróżniającym komnatę od prawdziwego Pokoju Wspólnego Gryfonów był brak pozostałych uczniów. Pokój Życzeń zapewnił im ogromny, okrągły stół, na którym złożono prezenty – wszystkie z Miodowego Królestwa – napoje i jedzenie.

Wniesienie do Hogwartu alkoholu na przyjęcie urodzinowe Remusa wymagało wielu wyrzeczeń, próśb i długów wdzięczności odebranych od Lily. Dziewczyna nie chciała się na to zgodzić, dopóki Remus nie zagrał kartą „samotnego, smutnego wilkołaka, który tylko raz w życiu kończy szesnaście lat". Lily postawiła tylko dwa warunki. Po pierwsze przyjęcie miało się odbyć w weekend, żeby nie zaburzać przygotowań do egzaminów. Po drugie Huncwoci musieli obiecać, że zorganizują je właśnie w Pokoju Życzeń, żeby młodsi uczniowie nie brali od starszych (szczególnie Prefektów!) złego przykładu.

- Wznieśmy toast! – Zaproponował James z szerokim uśmiechem, nalewając wszystkim zebranym Gryfonom po szklaneczce whisky, pierwszej z wielu tej nocy. – Za Remusa! Luniaczku, żebyś zawsze do nas wracał cały i zdrowy!

Uczestnicy przyjęcia z uśmiechem wychylili swoje drinki. Lily, Alice i Frank już na początku przyjęcia zapowiedzieli, że wolą tej nocy pić kremowe piwo, które Huncwoci załatwili dzięki uprzejmości Rosmerty.

Mary pochyliła się w kierunku świętujących z uprzejmym zainteresowaniem w oczach, odstawiając jednocześnie szklankę na stół.

- Mam do was pytanie. Przyznam, że to mnie nurtuje od dłuższego czasu. Skąd się wzięły wasze ksywki?

- Jakie ksywki? – Odpowiedzieli jednocześnie Huncwoci, chociaż ich uśmieszki jednoznacznie wskazywały, że wiedzą doskonale, o co pytała ich koleżanka.

Mia zaczęła cicho chichotać. Była ciekawa, jak chłopcy z tego wybrną. Mary nie lubiła, jak ktoś zgrywał przed nią głupka.

- Lunatyk – powiedziała Gryfonka. – Dlaczego pozostali tak do ciebie mówią, Remusie?

- Pewnej nocy, latem, Remus tak głęboko spał podczas lunatykowania, że zabrał ze sobą poduszkę, włożył do otwartego sedesu, przyłożył do niej głowę i spał dalej, na kolanach – zażartował Syriusz.

James i Peter wybuchli śmiechem.

Remus uderzył Blacka w ramię. Mocno.

- To nieprawda!

Mary zaśmiała się, czerwona na twarzy.

- No, dobrze. A dlaczego Łapa?

- Bo mam bardzo delikatne łapki – odpowiedział Syriusz, mrugając zawadiacko do przyjaciółki.

Mary tylko wywróciła oczami i spojrzała na Petera.

- Glizdogon? – Zmarszczyła nos. – Czy ty w ogóle lubisz, jak ktoś tak na ciebie mówi?

Peter tylko wzruszył ramionami.

- Niezbyt. Ale to nie ma znaczenia, bo to oni wybierali.

- Dlaczego właśnie to? – Wtrąciła się Alice.

- Bo Peter urodził się z ogonem – odpowiedział bez chwili wahania James. – Musieli mu go odciąć. Jego mama trzyma odcięty ogon Pete'a w słoiku z formaliną, nad kominkiem.

Syriusz i Remus zawyli ze śmiechu, słysząc tę opowieść, natomiast Peter natychmiast zaprzeczył, żeby była prawdziwa.

- Chcesz wiedzieć, dlaczego na Jamesa mówimy Rogacz? – Syriusz skierował pytanie do Mary, sugestywnie poruszając brwiami.

- Nie, kiedy masz taki wyraz twarzy – fuknęła Lily, krzyżując ramiona. – Na pewno usłyszymy kolejną, równie niewiarygodną historyjkę. Naprawdę, Mary, nie powinnaś wierzyć w ani jedno słowo. Jest w nich tylko sarkazm, arogancja i przesada.

- Ja nigdy nie przesadzam, Evans – James mrugnął do niej, zdecydowanie nabrawszy odwagi na flirt po szklaneczce whisky. Nie działało to jednak na Lily, która przysunęła się do Mary, chcąc znaleźć się jak najdalej od zadurzonego Pottera. Ten jednak w odpowiedzi na jej zachowanie, przysunął się bliżej do niej.

- Nie lubię, gdy ktoś mnie nazywa kłamcą – zadeklarował Syriusz. – Jeżeli ktokolwiek w naszym towarzystwie kłamie, jest to Mia. Wiecie, że niemalże została Ślizgonką?

Ucieszył się, kiedy Mia spojrzała na niego z uśmiechem, mimo tego, że jej oczy pozostały zmrużone, jak za każdym razem, kiedy na niego spoglądała.

Po ich wyjątkowo nieudanej walentynkowej randce, Syriusz wrócił do Hogwartu i dowiedział się, że Mia zniknęła gdzieś z Remusem. Kiedy oboje wrócili do Wieży Gryfonów, Syriusz szczerze przeprosił za całą sytuację z Marlene, a Mia mu wybaczyła, ściskając go mocno i również przepraszając za swoje zachowanie. Zgodzili się, że pierwsza randka w Walentynki była bardzo złym pomysłem i postanowili na przyszłość zachowywać się bardziej naturalnie.

Remus nie odzywał się do Syriusza przez cały tydzień.

Kiedy James się dowiedział, jak źle poszła randka Syriusza i Mii, zachował się jak dobry brat i złamał Blackowi nos. Następnie zachował się jak dobry przyjaciel i zaprowadził Syriusza do Skrzydła Szpitalnego, gdzie zmyślił na miejscu niesamowitą historię o Zębiastym Frisbee, które uderzyło Blacka prosto w twarz. Zaś kiedy Mia dowiedziała się od Remusa, co zaszło między dwoma Huncwotami, próbowała wypytać obu o ich usprawiedliwienia, na co również została uraczona historią o Zębiastym Frisbee. Jednak w jej przypadku zarówno James, jak i Syriusz nie odważyli się spojrzeć czarownicy w oczy.

Po tym wydarzeniu wszystko wróciło do normy, chociaż Mia od czasu do czasu czuła na sobie spojrzenie Syriusza.

- Ty prawie zostałaś Ślizgonką? – Zapytała zduszonym głosem Mary.

Mia parsknęła śmiechem, przypominając sobie swoją rozmowę z Tiarą Przydziału.

- To nic takiego. Pamiętajcie, że moja mama była Ślizgonką, a jest jedną z najlepszych, najbardziej poważanych czarownic, jakie znam. To wcale nie robi ze mnie kłamcy.

Syriusz rozpromienił się.

- Jest tylko jeden sposób na rozstrzygnięcie tego sporu. Zagrajmy w grę – krzyknął entuzjastycznie, po czym sięgnął do kieszeni swoich szat i wyciągnął z nich fiolkę z przezroczystym płynem.

Remus westchnął, patrząc na przyjaciela.

- Mówiłeś serio?

- Serio? Ja? Zawsze mówię serio.

- O czym on mówi? – Zapytała Mia.

- Veritaserum albo Wyzwanie – James nalał sobie kolejną szklaneczkę whisky, a następnie pochylił się nad stołem i napełnił puste szklanki pozostałych Gryfonów. – Bliźniaki Prewett pokazali nam tę grę. Kilka kropel Veritaserum ląduje w butelce whisky. Każda runda rozpoczyna się tym, że jedna osoba rzuca wyzwanie. Każdy może wtedy zdecydować, czy wykonać zadanie, czy woli wypić Veritaserum. Następnie osoba rzucająca wyzwanie może zadać każdemu pijącemu dowolne pytanie.

- Poza pytaniami o nasze ksywki – dodał szybko Syriusz. – O to nie wolno pytać. Uwierzcie mi, nasze historyjki są ciekawsze.

- Skąd macie Veritaserum? – Zapytała Lily, rzucając Blackowi mroczne spojrzenie. Syriusz z kolei już sięgał po kolejną butelkę whisky i odkręcał ją wprawnym ruchem.

Huncwoci spojrzeli na siebie, zanim odpowiedzieli.

- Uwarzyłem je – odpowiedział James.

- Kupiłem je – rzucił Remus.

- Znalazłem je – wtrącił szybko Peter.

- Zwinąłem je – skończył bardzo zadowolony z siebie Syriusz.

- Wchodzę w to! – Krzyknęła Mary ze śmiechem. – Zgódźcie się, dziewczyny. Są rzeczy, których od lat chciałam się dowiedzieć o chłopakach.

- I są rzeczy, których nie chciałabym wiedzieć – odpowiedziała Lily. – Nie chcę grać.

James wyszczerzył zęby i mrugnął do niej.

- No, dalej, Evans. Boisz się, że zapytam, jak często o mnie śnisz?

Lily warknęła w odpowiedzi.

- Niech będzie – zgodziła się. – Zagram z wami, ale tylko po to, żeby prawda wyszła na jaw. Może wtedy spadniesz z hukiem z tego piedestału, na którym stoisz.

- Z jakiego piedestału? – Jamie przechylił głowę. – O co ci chodzi?

- To tylko mugolskie powiedzenie – wymamrotała Mia.

- A zatem wszyscy gramy? – Upewnił się Syriusz, wpuszczając do butelki whisky kilka kropel Veritaserum.

- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz – powiedziała niepewnie Alice.

- Oczywiście, że tak. Podążam za wskazówkami Prewettów. Jeżeli dodam za dużo, wszyscy zaczniemy zdradzać swoje najmroczniejsze sekrety. Jeżeli dodam za mało, niektórym z nas uda się wpleść kłamstwo albo dwa. Muszę być bardzo dokładny.

- To zły pomysł – Remus pokręcił głową.

- Daj sobie spokój, Luniaczku. To twoje przyjęcie urodzinowe i uważam, że to świetny pomysł. Obiecuję. Teraz mnie posłuchajcie. Każdy kieliszek zawiera tyle Veritaserum, żeby odpowiedzieć szczerze na tylko jedno pytanie. Przed każdą rundą musicie wypić na nowo.

- Zdajesz sobie sprawę, że masz tu dwóch prefektów? – Lily zacisnęła wargi, patrząc na Remusa, który tylko wzruszył ramionami.

Syriusz tylko się zaśmiał i sięgnął po kieliszek.

- Ja pierwszy. Wyzywam was wszystkich, żebyście zdjęli swoje koszulki.

- Idziemy na łatwiznę, co? – Skrzywił się Remus.

- To niesprawiedliwe – fuknęła Mia, krzyżując ramiona na piersi. – My już was widziałyśmy bez koszulek.

Syriusz posłał jej bezczelny uśmieszek i uniósł brew.

- Chyba powinnaś wypić Veritaserum, kotku.

Mia zawahała się. Wiedziała, że to była niebezpieczna gra. Miała zbyt dużą wiedzę i zbyt wiele sekretów, których nie mogła wyjawić. Miała świadomość, że gdyby coś poszło nie tak, mogłaby ogłuszyć wszystkich i poprosić profesora Dumbledore'a, żeby wymazał ich wspomnienia. Po chwili jednak doszła do wniosku, że ta gra nie powinna mieć zbyt daleko idących konsekwencji, bo prawdopodobnie jedynym celem Syriusza było zobaczenie dziewcząt bez koszulek.

- Bez problemu – zgodziła się i uzupełniła swoją szklankę.

- Ja też się napiję – zdecydowała Lily i poprosiła Mię o przekazanie butelki. Po niej na whisky zdecydowali się Mary, Alice, Remus, Peter i Frank. Z kolei Syriusz i James chętnie pozbyli się koszulek.

Mia prychnęła w kierunku Syriusza.

- Sam zrobiłeś to, o co nas wyzwałeś?

- Coś mi mówi, że niedługo zrobi się gorąco. Wszyscy piją – rozkazał Black.

Pozostali wychylili swoje drinki do dna. Mia, Remus, Peter i Mary byli już przyzwyczajeni do smaku whisky, ale Lily, Alice i Frank zakrztusili się swoimi napojami.

- Teraz powiedzcie mi szczerze – powiedział Syriusz, jakby coś miało ich powstrzymać przed powiedzeniem prawdy. – Dlaczego nie przyjęliście wyzwania?

- O to pytasz? – James spojrzał na przyjaciela rozszerzonymi oczami. – Możesz zapytać o cokolwiek, a pytasz, dlaczego nie przyjęli twojego głupiego wyzwania?

Syriusz tylko wzruszył ramionami i zrolował swoją koszulkę. Uderzył w nią różdżką i transmutował ją w opaskę, którą nałożył na włosy.

- Jestem ciekawy. Poza tym, pikantne pytania zaczniemy zadawać, jak wszyscy się równo napierdolimy. Teraz odpowiadajcie na pytanie.

- Nie chcę, żeby Jamie widział mnie bez koszulki – odpowiedziała bez wahania Mia. Nagle zdała sobie sprawę, że mogła w swoją odpowiedź włączyć również pozostałych, ale Veritaserum wyciągnęło na wierzch najszczerszą odpowiedź.

- Jestem nieśmiała – odpowiedziała Alice.

- Uważam, że to było bardzo głupie pierwsze wyzwanie – wyjaśniła Mary.

- Nie chcę, żeby Potter zemdlał – Lily rzuciła mordercze spojrzenie Jamesowi i Syriuszowi.

- Zrobiłem to samo, co wszyscy – powiedział Frank.

- Ja też – dodał Peter.

- Nie chcę nikomu pokazywać swoich blizn – spojrzenie Remusa było tak zimne, jak wzrok Lily.

Syriusz mrugnął oczami, najwyraźniej nie pomyślawszy wcześniej.

- Przepraszam, stary.

- Jakich blizn? – Podchwyciła natychmiast Mary.

- Spadłem z wysokiego zbocza – odpowiedział Remus, wdzięczny, że Veritaserum już przestało działać.

Mii zaimponowało, że Syriusz potrafił tak dokładnie przestrzegać instrukcji braci Prewett. Veritaserum rzeczywiście wystarczyło wyłącznie do odpowiedzi na jedno pytanie.

- Moja kolej – powiedział James, patrząc z uśmiechem na Lily. – Pocałujcie osobę siedzącą po waszej lewej.

- Poproszę o Veritaserum – odparowała natychmiast Gryfonka.

Jedno po drugim, każdy obrócił głowę w lewo, żeby przyjrzeć się osobie siedzącej obok. Mary zaśmiała się i pochyliła nad Lily, składając na jej ustach lekki pocałunek. Zrobiła to, zanim miała okazję pomyśleć i stracić odwagę.

Siedząca obok Mary Alice tylko się zarumieniła i sięgnęła po butelkę.

- Bez obrazy – wymamrotała pod nosem do przyjaciółki.

Z kolei Frank uśmiechnął się szeroko, zaczerwienił i skłonił głowę w kierunku swojej dziewczyny. Alice zachichotała, widząc jego zażenowanie, ale nie miała nic przeciwko publicznemu okazywaniu uczuć.

- Nie jesteś w moim typie, Pete – powiedział Remus, rzucając przyjacielowi uspokajające spojrzenie, po czym odebrał butelkę od Alice.

- Wybacz, Frank – Peter podążył śladem Remusa i nalał sobie kieliszek.

Mia odwróciła się do siedzącego po jej lewej Remusa i obdarzyła go słodkim uśmiechem. Nie miała problemu z tym wyzwaniem, wobec czego pochyliła się do swojego byłego chłopaka i delikatnie ucałowała jego wargi. W niczym nie przypominało to ich prywatnego świętowania urodzin Remusa, które miało miejsce w łazience prefektów, wcześniej w tym tygodniu.

Kiedy tylko się od siebie oderwali, Mia usłyszała, że ktoś za jej plecami przeczyszcza gardło. Odwróciła się i spojrzała prosto na Syriusza, który szczerzył do niej zęby.

- Witaj, pani po mojej lewej.

Dziewczyna wywróciła oczami i ponagliła go ruchem dłoni.

Syriusz zbliżył się do niej, a ona zamknęła oczy.

Jednak zanim ich usta się złączyły, coś im przeszkodziło.

- Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz? – Wybuchł James, patrząc na Lily.

Ponieważ jeszcze nikt nie zdążył się napić, wokół stołu zapadła głucha cisza. Syriusz jęknął i Mia mu zawtórowała. Oto James wziął miłą, zabawną grę i zmienił ją w swoją prywatną wojnę, co nie zwiastowało niczego miłego. Mii pozostało tylko patrzeć między swoim bratem i najlepszą przyjaciółką. Zdążyła tylko poczuć delikatne muśnięcie na policzku, kiedy Syriusz wykonał wyzwanie.

- Stary, zadaj jakieś inne pytanie – zasugerował Remus.

- Nie – James twardo obstawał przy swoim, patrząc na Lily szklistym wzrokiem. – Evans, pij!

Lily chwyciła swoją szklankę i wychyliła jej zawartość, ignorując pieczenie w przełyku. Patrzyła na Pottera zmrużonymi oczami.

- Nie lubię cię, bo uważasz się za lepszego od innych. Nie potrafisz rozmawiać o niczym innym, tylko o sobie. Albo o mnie, gdy chcesz mnie zawstydzić. Przyznaję, że jesteś utalentowanym czarodziejem, ale nie ma w tobie krzty pokory. Jesteś zepsuty, nie potrafisz pogodzić się z odmową i jesteś wredny dla moich przyjaciół!

W komnacie zapadła cisza, przerwana po chwili odgłosami przełykania zawartości swoich kieliszków przez Remusa, Petera i Alice, którzy zgodnie stwierdzili, że Jamesa lubią.

- Wystarczy tego! Czas najwyższy rozluźnić tą gównianą atmosferę. Mamy świętować urodziny Remusa, a nie pogrążać się w rozpaczy – warknął Syriusz.

- W takim razie, moja kolej – zaproponowała Mary.

Mimo słów Gryfonki, wszyscy zauważyli, że Lily odwróciła się plecami do Jamesa i gniewnie skrzyżowała dłonie na piersi. Z kolei Potter, z szeroko otwartymi ustami, zszokowany, próbował przetrawić jej słowa. Mia zmrużyła oczy, patrząc na brata, który mógł być w tym momencie tak pijany, że z nastaniem poranka nie będzie pamiętał tych prawdziwych, bolesnych słów Lily, przez co nie zmieni swojego postępowania w stosunku do niej.

wWwWwWwWwWwWwWwWw

Pół godziny później wszyscy czuli w głowach przyjemne wirowanie. W pewnym momencie Mary rzeczywiście musiała zdjąć koszulkę, co spotkało się ze szczerym zachwytem Petera i ukoiło jego złamane serce po tym, jak dziewczyna nie zgodziła się go pocałować. Alice i Frank spali w kącie, do którego się udali po przyznaniu się, że największym przerażeniem napawa ich fakt, że mogą nie przeżyć wojny. Po tych słowach Mia niesamowicie pobladła i Syriusz położył dłoń na jej kolanie, domyślając się, że to może również ją przerażać.

Pozostali – bez Petera, który osunął się nieprzytomny na fotel przed kominkiem – zaczęli powtarzać stare wyzwania, wiedząc, że wszyscy będą chcieli wypić Veritaserum, zamiast wykonać zadanie. Wyciąganie na wierz brudnych sekretów było przyjemniejsze niż oglądanie striptizu, jaki Mia wykonała na kolanach Remusa na polecenie Lily. James wymamrotał wtedy do Syriusza, że zadania wymyślane przez Evans były mało przemyślane i trzeba nad nimi popracować.

- Z kim całowaliście się po raz pierwszy? – Zapytała Mary.

- Z Mią – odpowiedział Remus, bardzo zadowolony z siebie.

- Z Amosem – wymamrotała zawstydzona Lily, a James robił wszystko, żeby na nią w tej chwili nie patrzeć.

- Z Syriuszem – szepnęła Mia, a oczy Blacka rozszerzyły się, gdy to usłyszał.

- Z Jamesem – dodał mimowolnie Syriusz, w tym samym momencie, w którym James wyznał, że po raz pierwszy całował się z Blackiem.

- Co?! – Odpowiedział im wrzask zebranych.

- Nie chcę o tym mówić – uciął stanowczo Syriusz i nalał sobie szklaneczkę nieskażonej whisky. Przypomniał sobie tamtą chwilę i to, jak ze swoim najlepszym przyjacielem przysięgli, że nigdy do tego nie wrócą i nikomu nic nie zdradzą.

James zrobił to samo i uniósł pełną szklankę w kierunku przyjaciela. Pozostali roześmiali się, widząc zawstydzenie dwóch Gryfonów.

W pewnym momencie całkowicie zrezygnowali z wyzwań, a ich pytania stały się bardzo osobiste.

- Dlaczego rzuciłaś klątwę na te wszystkie dziewczyny w Walentynki? – Zapytała Mary z zaciekawieniem. – Wiem, że zawsze wymyślałaś subtelne, interesujące żarty, ale to było coś innego.

Mia wywróciła oczami i tylko Syriusz zauważył, że na chwilę zabłysnęły bursztynem.

- Bo uważam to za chore i ohydne, że dziewczyny muszą się uciekać do pomocy Eliksirów Miłosnych, żeby Syriusz chciał z nimi być. Uwierzcie mi, jeżeli któryś z moich chłopców postanowi się zakochać, ta dziewczyna najpierw musi zostać zaaprobowana przeze mnie.

- Zatem nie masz nic przeciwko temu, że Remus zakocha się w innej dziewczynie? – Dopytywała Mary.

Mia uśmiechnęła się lekko.

- Oczywiście, że nie, ale wyłącznie wtedy, kiedy będzie dla niego idealna. Dopóki taki czas nie nadejdzie, on jest mój.

- Cholerna racja – wyszeptał Lupin do ucha Mii, która się tylko zaczerwieniła.

Jako jedyny, usłyszał to Syriusz, głównie dzięki swoim wyostrzonym zmysłom Animaga. Przyglądał się, jak rumieniec ogarnia całe ciało dziewczyny i jak ułożyła się wygodniej na poduszce, żeby być bliżej Remusa. Zmrużył oczy, czując, jak do głowy uderzają mu zazdrość i whisky. Po chwili, kiedy poczuł w powietrzu aromat jej podniecenia, coś w jego wnętrzu się skręciło z bólu.

- Wyzywam Pottera, żeby zrobił rundkę na miotle wokół boiska do Quidditcha – zawołała nagle Mary, wyrywając Syriusza z jego ponurego nastroju.

James spojrzał na przyjaciółkę spod przymkniętych powiek.

- Latałem tamtędy tysiąc razy. Jestem w stanie polecieć po pijaku – odpowiedział, biorąc łyk ze swojej szklaneczki, nie zauważając, że dziesięć minut wcześniej Mia napełniła ją wodą, zamiast alkoholem.

Mary zachichotała.

- Wyzywam cię, żebyś tym razem zrobił to nago!

- Nie ma sprawy! – Krzyknął i z wahaniem stanął na nogi. – Evans, chodź z nami! Będziesz chciała na to popatrzeć.

- Na pewno nie będę chciała – Lily uniosła oczy ku niebu. – Ty i Mary idźcie sami. Ja idę do łóżka. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Remusie.

Skierowała się do wyjścia, ku uciesze Jamesa, który myślał, że Lily idzie razem z nim i Mary na boisko, żeby obserwować, jak wypełnia swoje zadanie.

Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, pozostała przytomna trójka usiadła w pobliżu prawie pustej butelki po whisky.

Syriusz pochylił się nad stołem i napełnił wszystkie szklaneczki.

- Nie masz zamiaru popatrzeć na Rogacza? – Zapytał Remus.

Black potrząsnął przecząco głową.

- Nie tym razem. Byłoby zabawne, gdyby zleciał w tym stanie na ziemię, ale nie chcę widzieć drzazg wbitych w jego goły tyłek. Poza tym – podał przyjaciołom szkło, - chcę jeszcze pograć.

- Chyba czas skończyć grę – Mia podniosła się do pozycji siedzącej.

Musiała zapomnieć, że Syriusz przed chwilą podał jej whisky zmieszane z Veritaserum, bo wypiła wszystko jednym haustem.

- A zatem, od jak dawna uprawiacie seks? – Zapytał podejrzliwie lekkim tonem.

- Od Halloween – odpowiedziała, nie zdążywszy do końca przetrawić pytania. Jej dłonie natychmiast poszybowały w kierunku ust i dziewczyna jęknęła. Posłała Syriuszowi mordercze spojrzenie.

- Wiedziałem! Kurwa, wiedziałem! – Wstał i z wściekłością kopnął małą kanapę, na której wcześniej opierał stopy. Zawładnęło nim poczucie zdrady. – Przez cały czas mogłem wyczuć na tobie jego zapach! To trwa od miesięcy!

- I co z tego? – Wrzasnęła na niego Mia. – Ty uprawiałeś seks z każdą Puchonką, Krukonką i Gryfonką, która skinęła w twoim kierunku palcem! Ja nigdy nie byłam z nikim innym, poza Remusem! A może właśnie to jest twój problem? Że wybrałam jego, a nie ciebie?

Skóra go parzyła, bo płonął pod nią ogień wściekłości i zazdrości. Pamiętał ich pierwszy pocałunek w sekretnym przejściu. Pamiętał, jak coś zaskoczyło w jego duszy, kiedy pierwszy raz poczuł jej smak. Miała wtedy w oczach ten wyjątkowy błysk, przeznaczony tylko dla niego. Jej pocałunek należał do niego, jej słowa należały do niego.

- To właśnie mnie wybrałaś!

- A ty mnie nie chciałeś! – Jej głos się załamał.

Syriusz widział, jak jej oczy zaszkliły się łzami i poczuł, że to miejsce w jego duszy, które należało do niej, zaczęło pulsować tępym bólem. Był zły na siebie, że doprowadził ją do płaczu.

Mia odwróciła się na pięcie, uderzając swoimi długimi włosami w twarz Blacka i uciekła z Pokoju Życzeń, a zanim miał okazję za nią pobiec, nagle zmieniła się atmosfera. Syriusz momentalnie znalazł się w cieniu Remusa.

- Jesteś dupkiem.

Black rzucił przyjacielowi oskarżycielskie spojrzenie.

- Powiedziałeś mi, że się rozstaliście po Halloween.

- Rozstaliśmy się – Remus nic sobie nie zrobił ze wzroku Syriusza. – Po pierwszej nocy, którą spędziliśmy razem. Ale ona jest najbardziej zbliżona do ideału i dopóki nie znajdę swojej samicy…

- Co w ogóle sprawia, że wolno ci się z nią pieprzyć, skoro nie jesteś jej chłopakiem? Wykorzystujesz ją!

- I ona wykorzystuje mnie! Wykorzystuje mnie, żeby zapomnieć o tobie. A ty po prostu jesteś zbyt głupi, żeby zrozumieć, że to ciebie chciała najpierw, a ty spierdoliłeś! – Oczy Remusa zmieniły kolor i w tym momencie Syriusz zdał sobie sprawę, że ma przed sobą wściekłego Lunatyka i powinien poczuć strach, ale był na to zbyt uparty.

W myślach przeklął Remusa za jego wysoki wzrost i przy okazji swoje geny za to, że nie pozwoliły mu dorównać wysokością przyjacielowi. Musiał się cofnąć, gdy Lupin postąpił krok do przodu.

- Dlatego idę do niej i jestem z nią, i zajmuję się nią, podczas gdy ona tylko czeka na to, aż zdecydujesz, czego tak naprawdę od niej chcesz. Jestem przy niej, żeby nie czuła się samotna, bo ty na pewno tej samotności nie odczuwasz!

- Nie tknąłem żadnej dziewczyny od… - Black próbował się bronić.

- Od Marlene podczas Walentynek? – Warknął Lupin, unosząc brwi. – Tak, Mia mi o tym powiedziała. Przyszła do mnie, wypłakując sobie oczy. Zapomniałeś, że nie wolno nam jej krzywdzić? Naszym zadaniem jest chronić ją!

- Wiem o tym, Luniaczku! – Wrzasnął Syriusz i cisnął szklanką o podłogę, czerpiąc satysfakcję z tego, jak rozbiła się na drobne kawałki. – Staram się!

- Niby jak się starasz?

- Jestem skrzywiony, stary – westchnął Black, przeczesując włosy palcami. – Chronię ją przed samym sobą. Ale, do kurwy, nie jestem w stanie przebywać od niej z daleka. Czuję, że ona jest moja, moje ciało i dusza wiedzą o tym i reagują na to.

Wiedział. Wiedział, że należała do niego i musiał być z nią, ale wtedy docierała do niego myśl o rodzinie i o tym skręcającym wnętrzności sposobie, w jaki patrzyli na niego jego rodzice podczas ostatnich zimowych wakacji. Pamiętał, jak na Mię patrzyła Bellatrix. Nie wolno mu było narażać Mii na spotkanie z jego rodziną. To mogło się bardzo źle skończyć.

- Ale mój mózg podpowiada mi, że nigdy nie będę dla niej dość dobry. Dlatego staram się i trzymam ją na dystans – wciągnął głęboko powietrze, starając się uspokoić i wtedy znowu dotarł do niego zapach podniecenia Mii. – Nie zrobiłbym tego, gdybym wiedział, że pobiegnie prosto do twojego łóżka.

- Ty głupi kundlu – gorzko skomentował jego słowa Remus.

Syriusz odpowiedział równie nieprzyjemnym spojrzeniem.

- Cholerny wilkołak.

- Wyprostuj swoje życie, stary – nakazał Lupin, patrząc przyjacielowi prosto w oczy. – I pozbądź się tej zazdrości, bo dopóki nie podejmiesz żadnej decyzji w związku z Mią, będę na jej zawołanie za każdym razem, kiedy mnie zachce…

Pochylił się nad Blackiem i Syriusz mógł dostrzec wilka w spojrzeniu Remusa.

- A musisz mi wierzyć, że ona chce mnie bardzo często – zamruczał prowokującym tonem.

Syriusz aż się zatrząsnął z gniewu.

- Mnie chciała jako pierwszego. Chciała i pocałowała jako pierwszego. Nadal pamiętam wszystkie szczegóły tego pocałunku. Założę się, że jej usta nadal smakują jak whisky – uśmiechnął się arogancko, próbując zaleźć przyjacielowi za skórę.

Remus tylko odpowiedział leniwym uśmiechem.

- Tak. A cała reszta smakuje miodem.

wWwWwWwWwWwWwWwWw

Syriusz spodziewał się, że po opuszczeniu Pokoju Życzeń, pójdzie za Mią do Wieży Gryfonów i dokładnie jej powie, co sądzi o całej tej sytuacji. Chciał być na nią wściekły, chociaż wiedział, że nie ma prawa. Pijany, pozwolił, żeby nogi poniosły go w kierunku Pokoju Wspólnego. Jednak będąc w połowie drogi, złapał jej trop i zmienił zdanie. Odwrócił się i dostrzegł jej skuloną postać w ciemnym korytarzyku na piątym piętrze.

Płakała.

Widział, jak ślady łez błyszczały na jej policzkach w świetle księżyca, które ogromne okno wpuszczało do zamku. Zmarszczył brwi i podszedł do niej z wahaniem. Już nie chciał na nią krzyczeć, tylko przeprosić. Na Merlina, nienawidził, kiedy płakała.

Głośno przełknął ślinę, a jego spojrzenie złagodniało, kiedy spoczęło na jej postaci.

- Mia – szepnął miękko.

Kiedy uniosła głowę, w jej spojrzeniu nie zobaczył smutku, którego się spodziewał. Widział złość, w pełni usprawiedliwioną wściekłość, kiełkującą gdzieś w głębi jej duszy. Zszokowała go ta wściekłość, ale był zbyt pijany, żeby zareagować, kiedy z całej siły go spoliczkowała. Jego głowa odskoczyła, a kiedy ponownie na nią spojrzał, z jego gardła wyrwał się niski, pierwotny pomruk.

Wciągnęła gwałtownie powietrze. Na końcu języka miała dla niego kilka ostrych słów, ale nie zdążyła nic powiedzieć, bo Syriusz porwał ją w ramiona i przycisnął wargi do jej ust, kradnąc jej oddech z płuc.

Położył dłonie na jej talii, podniósł ją i przygwoździł do ściany. Niemal brutalnie poznawał językiem wnętrze jej ust, przygryzał mocno wargi, upijał się jej smakiem. Gdzieś w jego podświadomości kołatała się myśl, że reszki Veritaserum z jej języka spowodują, że wyzna jej wszystkie swoje sekrety – jak bardzo ją kocha i jak bardzo ona go przeraża. Jak bardzo się bał, że jego rodzina wykorzysta ją przeciwko niemu. Jak trudnym było dla niego nie dotykać jej, nie całować. Nie smakować.

Kiedy wyjęczała jego imię prosto w jego gorące wargi, kiedy przygryzła jedną z nich aż do krwi, przypomniał sobie, kim jest: Syriuszem Orionem Blackiem. A Syriusz Black był impulsywny, bezczelny, arogancki i zachłanny. I miał gdzieś konsekwencje! Musiał pokazać tej dziewczynie, co z nim robiła i co on chciał zrobić z nią.

Jego ręce zsunęły się po jej żebrach i biodrach, przytrzymały jej pośladki i uniosły ją w górę. Stanął między jej nogami i pozwolił, żeby splotła je za jego plecami. Przerywając pocałunek, zaczął muskać ustami jej kark i obojczyk, czując jak jej biodra zaczynają się rytmicznie przesuwać.

- Widzisz, co ze mną robisz?

Zamruczała w odpowiedzi i zagłębiła paznokcie w skórze u podstawy jego czaszki. Złapała go za włosy i pociągnęła, próbując pochwycić ustami jego wargi, ale Syriusz jej na to nie pozwolił. Im mocniej ciągnęła, tym mocniej ściskał jej biodra i tym silniej wciskał się w nią.

Pozwolił swojej dłoni przesuwać się lekko po jej nagim udzie, powoli podnosząc wyżej jej spódniczkę. Palcem rysował na jej skórze zawiły wzór i patrzył z zadowoleniem, jak jej usta rozchyliły się, kiedy czekała z niecierpliwością, żeby kontynuował.

Syriusz jęknął i oparł głowę na jej obojczyku, jego ciężki oddech owionął wrażliwą skórę jej piersi, które desperacko chciał zobaczyć, ale brakowało mu trzeciej ręki do rozebrania jej. Podczas gdy jedną podtrzymywał ją wysoko w górze, nie chciał pozbawiać jej dotyku swojej drugiej dłoni.

- Na Merlina, twoje oczy mają kolor czekolady – wyszeptał, nie będąc zdolnym odwrócić wzroku. – Ale założę się, że są koloru dobrej whisky, kiedy szczytujesz.

I tak właśnie było.

Oczy Mii nabrały bursztynowej barwy, kiedy jej ciało zadrżało, a jej biodra wyrwały do przodu.

Syriusz złapał swoimi wargami jej krzyk rozkoszy, zadowolony, że to dla niego krzyczała. Czuł, jak jej paznokcie zagłębiają się w jego plecy, kiedy całował ją mocno i brutalnie.

Oboje mieli problem ze złapaniem oddechu, kiedy w końcu się od siebie odsunęli. Opuścił jej stopy na ziemię, ale Mia nadal trzymała swoje dłonie splecione na jego karku. Jej oddech parzył jego wargi.

Kurwa, Remus musiał mieć rację. Ona smakuje miodem.